Obiecywałam sobie od dawna sięgnięcie po Żeromskiego, w kilku wypadkach ponowne, w większości jednak po raz pierwszy i oto stało się. Na pierwszy rzut poszły Syzyfowe prace. Za oknem prószył śnieg, a ja wczytywałam się w dzieje gimnazjalistów z Klerykowa, poddawanych okrutnej rusyfikacji.
Najpierw jednak, tradycyjnie, półki. Otóż Żeromski został nabyty w latach 50-tych - oczywiście przez Ojczastego w jego kawalerskich czasach - jako całość Dzieł, w 23 tomach. Aliści do Krakowa zabrałam tylko część, która w dodatku została spostponowana umieszczeniem jej w drugim rzędzie. Nie od razu jednak, dopiero gdy się zagęściło i z przodu znalazły się nikczemne kryminały:
Po zdjęciu tych pierdółek, co specjalnie dla fotografii uczyniłam, widzimy trochę lepiej, aczkolwiek dalej kiepskawo, bowiem pozłotka dawno zeszła:
To, ogólnie rzecz biorąc, najbrzydsze półki w domu, straszne na nich pomieszanie z poplątaniem i na dodatek pełno durnostojek i bambetli. Ale moja córka powoli powoli zgadza się na rozstanie z różnymi "pamiątkami" z dzieciństwa, więc i tu może kiedyś zrobi się porządek. Cierpimy w domu na brak szuflad, stąd ten bałagan.
Całość Dzieł przedstawia się tak:
Jak więc widać, wszystkich tutaj nie mam. Gdy tak przeglądałam je ostatnio, widzę, że nie ma Przedwiośnia, a przecież powinno być, zabrałam wszak najważniejsze. Zadzwoniłam więc do Ojczastego z prośbą, żeby sprawdził, czy w domu jest. I oto HIOBOWA WIEŚĆ! Nie ma! Wcięło! Najwyraźniej - skoro to lektura - zostało pożyczone złym ludziom :( Mama się przejęła (jest bardzo czuła na straty finansowe, nie daj Boże jej powiedzieć, że się coś wyrzuciło) i zaraz wykonała dwa telefony do podejrzanych, niestety bez skutku. Cóż, ja podejrzewam, że książka mogła z domu wybyć nawet i 30 lat temu. Sprawie zaradziłam zaglądając na allegro i zakupując brakujący tom za całe 2 zł :) Tak więc Przedwiośniu też się bliżej przyjrzę prędzej czy później. Może powinnam czytać chronologicznie? Sama nie wiem, czy narzucić sobie jakąś kolejność czy też brać jak leci lub jak fantazja wskazuje :)
Swoją drogą (córka mi zarzuciła, że nadużywam zwrotu swoją drogą i powinnam nad tym popracować), jakie kiedyś monumentalne wydawnictwa wychodziły. Gdzie teraz nabyć komplet dzieł Mickiewicza, Słowackiego, Prusa, Sienkiewicza, Żeromskiego? Za to skompletuje się bez trudu Vargasa Llosę czy Coelho. O czym to świadczy, moja pani?
Syzyfowe prace. Jak się czytało po latach? Trochę się obawiałam, ale poszło całkiem dobrze... podejrzewam, że to z późniejszymi powieściami Żeromskiego będzie gorzej, ta jego maniera, którą pamiętam jak przez mgłę... Wydanie w Dziełach zostało kompletnie pozbawione przypisów, co czasem utrudniało lekturę. Dobrze jeszcze, że ja jestem akurat niecnie zrusyfikowana i to, co podawano po rosyjsku, rozumiałam... ale było też sporo wyrazów czy to gwarowych czy po prostu wyszłych już z użycia - i tu przypisy by się przydały. Na pewno nie poleciłabym tego wydania dzisiejszym uczniom :)
Treść powieści powinna przemawiać do uczniów niezależnie od czasów, wszak mowa tu o szkole, o pierwszych samotnych chwilach w życiu młodych ludzi, o dorastaniu i dojrzewaniu, o pierwszych uczuciach. Czy przemawia? I znów nie wiem, trzeba by być nauczycielem, by to wiedzieć. Inna rzecz, że omawianie lektur w szkole wiadomo, zniechęca do nich kompletnie - i oto natknęłam się na jakieś zadanie szkolne związane z tą książką: podaj nazwiska trzech nauczycieli etc. Noooo, w ten sposób to my daleko nie zajdziemy!
Nie obeszło się bez obejrzenia filmu Pawła Komorowskiego z 2000 roku, po raz pierwszy zresztą. Nie jest to ekranizacja, ale adaptacja, obejmuje tylko ostatnie lata Borowicza w gimnazjum, eksponuje wątek pierwszej miłości, dodaje też pewne wydarzenia, które w powieści nie miały miejsca. Ale myślę, że dla młodzieży jest akurat. A i dla starej gwardii miłe jest spotkanie z Franciszkiem Pieczką czy nawet krótkie mignięcie mojego ulubieńca Jerzego Bińczyckiego w roli księdza. Na YT jest cały film, ale coś mi link nie wchodzi :(
Początek:
i koniec:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1956, 245 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 4 stycznia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ następny film z udziałem Stanisława Lubszina MY WIESIEŁY, SCZASTLIWY, TAŁANTLIWY (Мы веселы, счастливы, талантливы - Jesteśmy weseli, szczęśliwi, utalentowani), reż. Aleksandr Surin, 1986
Na YT znalazłam tylko kawałki, oto jeden z ich:
Znalazłam taki opis:
Психологическая мелодрама по мотивам пьесы Т.Хлоплянкиной "Смешной случай" Восемнадцатилетняя дочь журналистки Елены Суриковой сообщает, что ждет ребенка. При этом о замужестве - ни слова. А вернувшийся из длительной экспедиции отец, собирается обратно, приехав только для того, чтобы опубликовать материалы о снежном человеке. Переживания, обиды и огорчения приводят Елену в оздоровительный клуб к Павлу Петровичу Клюеву, убежденному в том, что с помощью сыроедения и аутотренинга можно преодолеть любые препятствия...
Syrojedienie mi się podoba, zobaczymy, czy dało rezultaty :)
2/ film polski MIASTO NIEUJARZMIONE, reż. Jerzy Zarzycki, 1950
Na YT w całości:
Warszawa, październik 1944 roku, kilka dni po upadku powstania. Andrzej (Igor Śmiałowski), młody powstaniec, dostaje rozkaz pozostania w mieście i ukrycia sowieckiego spadochroniarza - telegrafisty. Nocą, wraz z Jankiem (Jerzy Rakowiecki) i Julkiem (Kazimierz Sapiński), umieszcza go w ruinach getta, jednak Niemcy podążają ich tropem. Niebawem Andrzej spotka w ruinach Krystynę (Zofia Mrozowska) i również ją sprowadzi do kryjówki w getcie.
3/ film czeski WSI MOJA SIELSKA, ANIELSKA (Vesničko má středisková), reż. Jiří Menzel, 1985
Na YT cały, ale w oryginale:
Komedia o mieszkańcach małego miasteczka w Czechosłowacji. Przez lata apodyktyczny Pávek musiał znosić Otíka, miejscowego głupka, ale i kolegę z pracy, dzielącego się z nim jego posiłkami i miejscem z przodu służbowej ciężarówki. Pávek nieustannie dręczy podwładnego, że kiedyś zmieni go na innego pracownika, dłużej nie może znieść niepozbieranego kolegi. Na groźbach zawsze się kończy, bo tak naprawdę Pávek lubi Otíka i współczuje mu: chłopak mieszka sam, do tego ma końskie zęby i wielkie odstające uszy. Stanie się jego serdecznym przyjacielem po tym jak odkrywa, że pewien miejscowy polityk chce przerobić dom Otíka na domek letniskowy, a samego chłopaka wysłać do dużego miasta... Poza tym miejscowy lekarz regularnie rozbija swój samochód, bo uwielbia podziwiać okoliczne tereny. Pewien nastolatek odkrywa, że rozpaczliwie podkochuje się w nauczycielce swojej młodszej siostry. Gospodyni domowa zdradza męża z młodym chłopakiem... Co z tego wszystkiego wyniknie?
4/ film japoński ARUITEMO ARUITEMO (Ciągle na chodzie), reż. Hirokazu Koreeda, 2008
Na YT trailer:
Letni dzień. Dorosłe dzieci odwiedzają swoich starych rodziców w rodzinnym domu. Syn i córka rzadko przyjeżdżają, a są tu teraz z powodu rocznicy śmierci najstarszego syna, który utopił się przed piętnastoma laty. Miłość, niechęć i rodzinne sekrety stanowią delikatną więź między nimi. Na ekranie jeden dzień z japońską, doświadczoną przez życie radością i smutkiem rodziną.
5/ historia kina, odc.2 - pierwsze filmy Georgesa Mélièsa, wśród nich NAWIEDZONY ZAMEK z 1896 roku:
Mam takie wydanie 5 DVD zatytułowane GEORGES MELIES - FIRST WIZARD OF CINEMA, jest tam chyba wszystko :) w tym tygodniu obejrzę pierwszy z nich, obejmującą lata 1896-1901.
Tu muszę wyjaśnić, że od Nowego Roku postanowiłam wreszcie zapoznać się z początkami kina, projekt ambitny, albowiem połączony z lekturą czterech tomów HISTORII SZTUKI FILMOWEJ Jerzego Toeplitza. Dostałam je kiedyś od mego kochającego małżonka, znającego pasję swej połowicy do kina. Ślubny posunął swą atencję nawet do tego, że zabrał owe cztery tomy ze sobą w podróż, w której towarzyszył autorowi (było to przy okazji którejś Szkoły Letniej na UJ, Ślubny dzielnie przy niej pracował, dzięki czemu zachowywaliśmy nasz pokój również w czasie wakacji :), a Toeplitz chyba przyjechał na wykład) i zdobył dla mnie dedykację :)
Niemniej jednak cztery tomiszcza utknęły gdzieś pod sufitem, albowiem omawiały okres do 1939 roku, a to mnie mało interesowało. I oto nadszedł ich czas (zawsze nadchodzi):
Rzecz pochodzi z 1955 roku i jak się można domyślać, pisana jest z jedynie słusznych pozycji, niestety. Dużo tam frazesów w rodzaju BURŻUAZYJNY RZĄD NIE DOCENIA ROLI KINA :) zresztą to wszystko dopiero przede mną... niemniej jednak to jedyne takie fundamentalne dzieło z historii kina na temat tego okresu, jakie znajduję się w moim posiadaniu. Mam jeszcze HISTORIĘ FILMU DLA KAŻDEGO Jerzego Płażewskiego, ale jest to kompendium wiedzy na temat całości, jednotomowe, siłą rzeczy dość skrótowe.
Toeplitza ciężko byłoby przeczytać od deski do deski na raz, natomiast gdy zapoznaję się z kolejnymi rozdziałami w miarę oglądania filmów, czyta się to bardzo dobrze. Mam więc nadzieję, że kiedyś tam, w odległej przyszłości (wszystko zależy od tego, ile filmów uda się znaleźć) lekturę całości uznam za zakończoną :) niewątpliwie o tym z triumfem doniosę!









