Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film dokumentalny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film dokumentalny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2026

John Mortimer - Rumpole obhajuje

Sakra! W Czechach wyszły jeszcze dwa tomy tych opowiadań Mortimera, ale nie ma ich w Ulubionym Antykwariacie 😢 Szkoda, bo nie wahałabym się ani chwili z nabyciem. 

Są to albowiem opowieści z praktyki adwokata Horacego Rumpole, napisane z prawdziwie brytyjskim humorem. Tu walka z sędzią i ławą przysięgłych, tam z własną żoną (przepraszam - z Tą, której trzeba słuchać), a jeszcze do tego dochodzą problemiki i polemiki w kancelarii adwokackiej. Całość wyjątkowo lekko się czyta, a już po czesku to w ogóle 😂

Po polsku wyszła tylko jedna książka Mortimera, właśnie ta. A na "mojej" stronie jest i serial Rumpole of the Bailey z 1975 roku, ale co z tego, skoro nie ma żadnych napisów, a brytyjski angielski ze słuchu to jeszcze dłuuuugo (a najprawdopodobniej nigdy) nie dla mnie. 


Początek:

Koniec:


Wyd. Academia - Edice Skarabeus, Praha 2005, 259 stron

Oryginalny tytuł: Rumpole for defence

Przełożyła z angielskiego na czeski: Jaroslava  Moserová-Davidová (była lekarką specjalizującą się w oparzeniach, leczyła Jana Palacha po jego samospaleniu)

Z własnej półki (kupione 15 października 2025 za 22 korony minus 11%)

Przeczytałam 17 maja 2026 roku  



Wreszcie mam możliwość oglądania niektórych programów czeskiej telewizji nie przez laptopa, ale bezpośrednio na telewizorze! Całkiem niedawno szukałam wśród aplikacji tego ichniego I-vysilani, ale jakoś nie znalazłam. Tymczasem ktoś na FB coś o tym wspomniał, zabrałam się za poszukiwania znowu i w końcu znalazłam i jestem z tego powodu normalnie szczęśliwa. Ba, nawet przypadkiem odkryłam, że można jeszcze przez kilka dni oglądać Pan Nikt kontra Putin 😊 Bo co jest ciekawe - jak się to próbuje włączyć na laptopie, to się dostaje komunikat, że sorry, ale w twoim kraju nie. A w aplikacji na tv można 😉

Franek mówi, że on jednak nie będzie się uczył czeskiego i że szkoła go nie interesuje i całe szczęście, że do niej nie musiał chodzić... za to obejrzał z przyjemnością amerykańskiego snuja Remarkably Bright Creatures z Sally Field - bo była tam ośmiornica. Ja tej przyjemności nie poczułam, obejrzałam dla towarzystwa, ale więcej się tak poświęcać nie będę. Jak ty, Franek, ze mną nie, to ja z tobą też nie.


Dorzucili napisy do ostatnich dwóch odcinków Zabawy w chowanego (kontynuacji Kasztanowego ludzika) - czyli jednak warto do nich pisać żebracze prośby. Tak więc zobaczyłam dzięki temu, jak wygląda cmentarz (w Kopenhadze?).


Co mnie zastanawia - chwilę wcześniej pokazywano obrzęd pogrzebowy w kościele i zmarła była w trumnie (białej zresztą...). A tu ewidentnie były rozsypane prochy czy co. I przypomniało mi się, że Psiapsióła z Daleka niedawno chowała ojca i też była msza w kościele przy trumnie, to był ten pogrzeb dla rodziny i znajomych. Potem była kremacja i pochowanie urny na cmentarzu - wtedy przyszedł ksiądz na pokropek i byli tylko oni, najbliższa rodzina. Hm. U nas jeśli ktoś decyduje się na kremację, to odbywa się ona przed ceremonią pogrzebową, nie po. 

 

A u nas na osiedlu burzą Koniewa. Znaczy samego Koniewa już dawno wywieźli, ale teraz zabrali się za cokół. Ciekawe, co powstanie w tym miejscu, pesymiści optują w kierunku inwestycji deweloperskiej, optymiści - że jakiś park i zieleń zrobią.

Zaczęły się również prace przy P&R koło osiedla. Ma to wyglądać tak:


 Na razie wygląda tak (tylko zdjęcie zrobiłam z odwrotnej strony, z wiaduktu):

 

Nie mam pojęcia, gdzie się to zmieści.

Ani gdzie zmieszczę ciuchy do zabrania pojutrze, jeśli będzie tak zimno i trzeba spakować swetry i długie gacie 😂

 

PS. Zapomniałabym! Do 21 maja można obejrzeć na Arte dokument Ostatnie słowa o eutanazji w Belgii. Z opisu:

Czy eutanazja nadal jest tabu? Dlaczego w wielu krajach nie pozwala się odejść osobom skazanym na cierpienie? W Belgii od 2002 r. pacjenci.tki mogą zadecydować o zakończeniu swojego życia. W dokumencie towarzyszymy lekarzowi intensywnej terapii François’owi Damasowi podczas konsultacji z osobami chcącymi poddać się eutanazji. Jego zadaniem jest ocenić ich stan zdrowia, stopień zmęczenia, dojrzałość myślenia i determinację. 

Gabinet lekarski w szpitalu publicznym w Belgii. Lekarz przyjmuje pacjentów - mężczyzn i kobiety, często w towarzystwie krewnego. Większość z nich jest poważnie chora i wiedzą o tym. Zostali tu wysłani przez lekarza prowadzącego, aby otrzymać drugą opinię lekarską. I jeśli pojawia się taka potrzeba - porozmawiać o końcu swojego życia. O ile pozwalają na to okoliczności i prawo, pacjenci chcą także wybrać sposób, w jaki zakończą życie. Dialogi są szczere i intensywnie autentyczne, a przy tym nasycone wielką delikatnością. Niezwykły dokument, dzięki któremu jesteśmy świadkami autentycznych rozmów z ludźmi, którzy znają datę swojej śmierci. Pełen szacunku i dyskrecji film o odchodzeniu. Lekcja życia i humanizmu.

Film otrzymał nagrodę publiczności podczas FIFF (Fribourg International Film Festival), wyróżnienie podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego i Prix Europa 2022.


środa, 13 maja 2026

Janina B. Górkiewiczowa - Szesnaste lato Hanki

Szesnaste lato Hanki należałoby dopisać do sławetnej listy lektur wakacyjnych, bo co prawda zaczyna się jeszcze w liceum w mieście i w internacie, gdzie bohaterka dzieli pokój między innymi z Danką z domu dziecka, ale nadchodzi koniec roku szkolnego i wreszcie można pojechać do domu. Do tego wyśnionego domu - gajówki, o którym naopowiadało się bajek koleżankom, jaki to on nie jest: że jest nawet służąca, są klomby z setkami róż i fontanna 🤣 a Hanka jeździ konno po lesie w odpowiednim stroju... Fantazja ją trochę poniosła, cóż, każdy chciałby wygladać lepiej w oczach rówieśników. A tu jeszcze Hanka zakochała się w tegorocznym maturzyście.

Ale w przeddzień wyjazdu pojawia się niespodziewanie ciotka Marysia z wiadomością, że rodzice Hanki zapraszają na cały lipiec właśnie Dankę, żeby nie musiała wracać do domu dziecka, gdzie nikt na nią nie czeka. To dla Hanki grom z jasnego nieba - co teraz będzie? Danka wszystkim potem opowie, jak to jest z Hanczynym domem naprawdę.

Tylko że dla Danki wszystko jest cudownym snem i szybko sobie zawojuje całą rodzinę, z groźną babką włącznie. Podoba jej się wiejskie życie, praca w domu i w ogrodzie i w polu - a pracy jest mnóstwo, zwłaszcza, że matka Hanki "słabuje", miała kilka miesięcy wcześniej operację i ciągle nie doszła do siebie.  


Nazwisko autorki wydawało mi się znajome i faktycznie, w katalogu widnieją trzy jej książki: A jednak radość, Spotkanie nad urwiskiem i Izydor. Sądząc z Szesnastego lata Hanki i okładki A jednak radość też pewnie osadzone w wiejskim środowisku. Jak je przeczytam, dowiem się, czy propagandowe wstawki to stały element gry u Górkiewiczowej czy tylko wypadek przy pracy. Dużo tu jest o obchodach 1 Maja czy 22 Lipca (z tej okazji do wsi po raz pierwszy przejeżdża pekaes), o osiągnięciach socjalizmu, o czynach społecznych, a nawet o tym, że domy we wsi są gęsto wyposażone w anteny telewizyjne. To końcówka lat 60-tych i zastanawiam się, kiedy pojawił się u nas pierwszy telewizor - na Jacka i Agatkę chodziliśmy do sąsiadów, gdzie pan domu był z zawodu dyrektorem 😉 i jako pierwszy w bloku nabył ten sprzęt.  

Początek:

Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1974, 241 stron

II wydanie 

Ilustracje: Wanda Orlińska 

Seria "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 13 maja 2026 roku 




Nowe szyny przykręcone, filmy poukładane - i nawet zwolniło mi się 37 cm miejsca na innej półce wśród książek, rezerwuję je wobec tego na praskie nabytki (choć wolałabym się w miarę możności wstrzymywać; na liście Ulubionego Antykwariatu mam dziesięć pozycji, same kryminały) 😎

Ale jako że nigdy rzadko jest tak, jak sobie człowiek zaplanuje, po założeniu wsporników i półek okazało się, że rozstaw otworów w nowych szynach jest mniejszy o 5 mm. I te 5 mm powoduje, że nie da się tak zagęścić półek, jak te stare niżej, tyle właśnie zabrakło... Jakże mnie wkurzają odstępy widoczne!!! Krucafuks! Już mnie tak będą wkurzać do końca (i chwilę dłużej), cóż począć. 

Jeśli patrzycie na tę bielutką pustą ścianę obok (117 cm) i myślicie, że przecież mam tu jeszcze mnóstwo miejsca na książki - to zapomnijcie. Nie nie nie, żadnych więcej półek. Różne miałam projekty na ten kawałek, kiedyś na przykład duże lustro, a ostatnio sobie marzę o jakimś starym gobelinie może... ale to nic pilnego.

Na chybcika natomiast polecam francuski film dokumentalny Na krawędzi - na Arte. Na chybcika, bo można go obejrzeć jeszcze tylko jutro. Franek nie chciał patrzeć na chorą opiekę zdrowotną...


Z opisu:

Jak zapewnić godną opiekę zdrowotną, gdy sam system jest chory? Poruszający dokument Nicolasa Peduzziego daje wgląd w kryzys medycyny psychiatrycznej i upadek struktur zdrowia publicznego. Kamera w dyskretny sposób przemierza kolejne szpitalne pomieszczenia obserwując relację pacjentów i terapeutów. Reżyser podchodzi do tematu z inteligencją i człowieczeństwem wzbogacając swój obraz czarno-białymi fotografiami Pénélope Chauvelot, będącymi swoistymi przerywnikami wśród nieustającego szpitalnego biegu. 

Nicolas Peduzzi w niezwykle widowiskowy sposób mierzy się z wymagającym tematem. Jego kamera podąża za niezmordowanym lekarzem, który w ciągłym biegu pokonuje korytarze wielkiego paryskiego szpitala. Jamal, który jest tu jedynym psychiatrą, nieustannie musi radzić sobie z wymagającymi pacjentami. A ci bywają różni – od turystki ogarniętej religijną manią po dilera, który traktuje szpital jako bezpieczną kryjówkę przed rozwścieczonymi dłużnikami. Coraz liczniejszą grupę stanowią nastolatki w depresji – często po próbach samobójczych. Jamal próbuje pomóc wszystkim. Na przekór budżetowym cięciom i absurdalnym wymaganiom szpitalnej biurokracji. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, który podpowiada, że problemem nie są pacjenci – ale chory system.

Jest tam jeszcze jeden dokument dostępny tak krótko, to Documerica. Zapomniane obrazy, tu Franek wpatrywał się z wielkim zainteresowaniem - w końcu Ameryka to Wielki Mit.

W 1970 roku rozpoczął się szeroko zakrojony projekt Documerica. Jego cel – udokumentowanie sytuacji środowiskowej i społecznej w USA. W kraj wybrała się setka fotografów, którzy zrobili ponad 80 tysięcy zdjęć przedstawiających zniszczone krajobrazy i zaniepokojone społeczeństwo, pod którego nosem rozgrywał się dramat. Dziś te zdjęcia są zapomniane, ale po ponad 50 latach Ameryka stoi przed podobnymi wyzwaniami.

Jeden z fotografów bardzo mi przypominał Ojczastego, taka sama siwizna i wyblakłe niebieskie oczy... się popłakałam... A właśnie, nowy filmik.

 


czwartek, 19 marca 2026

Eduard Verner - Utrpení mladého Boháčka

Co tym razem wybrać z czeskiej półki? 

(z 29 czeskich półek ha ha, policzyłam!) 

Padło na powieść, która została sfilmowana. Cierpienia młodego Boháčka. A właściwie odwrotnie - Verner napisał scenariusz, który już po roku (w 1969) został zrealizowany, a dopiero po 29 latach opracował go literacko i w ten sposób powstała ta powieść. Miałam i film w kioskowym wydaniu i całe szczęście, bo nie ma go na YT. Spieszmy się kupować filmy etc. 😉


Co znaczy nezdolná, musiałam poszukać w słowniku. Niepokonana, nieprzezwyciężona, nieugięta. Taka właśnie jest matka tytułowego bohatera, 30-latka, który żyje z dnia na dzień, sparzywszy się w miłości nie szuka już kobiet, ale matka chce koniecznie wnuka, więc daje w jego imieniu ogłoszenie matrymonialne, gdy syn ma wrócić z wojska i zawzięcie koresponduje z kilkoma kandydatkami, ustalając daty spotkań. A nawet sprzedaje sad, żeby mu kupić Wołgę, bo jak ma niby jeździć do tych "narzeczonych", przecież nie służbowym traktorem. Tonda ani myśli o żeniaczce, ale gdy matka znanymi matczynymi sposobami czyli prośbą, groźbą i szantażem ("niedługo umrę") zatruwa mu życie, w końcu wybiera się do pierwszej z kandydatek. Po drodze spotka jednak autostopowiczkę z Pragi.

Film jest z gatunku kultowych w Czechach, ale wolę książkę, pogłębiającą temat i taką gorzką. Swoją drogą patrząc na okładkę dvd przestraszyłam się, że będą mówić po słowacku, bo na niej wszystko w tym języku - ale nie. Dziwne. Widać płytka była przeznaczona i do dystrybucji na Słowacji, jest też cena 2 ojrosy.

Z materiałów dodatkowych (rozmowy z twórcami) na płycie dowiedziałam się, że te wsiowe klimaty były kręcone na peryferiach Pragi, wtedy jeszcze rzeczywiście wsi Slivenec. Niedawno tam pociągnęli linię tramwajową i nawet byłam się przejechać, ale nic więcej. Chyba się znów wybiorę i odnajdę dom, gdzie Boháčkowie w filmie mieszkali. Ulica K Lochkovu 10 😁
Początek:

Koniec:



Za komuny używało się wyrazu Dederónie na oznaczenie NRD, jak twierdzi autor - od czasu, gdy wschodni Niemcy wynaleźli koszule, w których człowiek się poci latem, a marznie zimą 😉


Wyd. 
Knižní klub, Praha 1997, 157 stron

Z własnej półki - tak wpisuję do książki zakup (jeśli nie zapomnę), a teraz jeszcze dopiszę, kiedy przeczytana:

Przeczytałam 16 marca 2026 roku
 

Urobek filmowy

Zbieram się i zbieram i zebrać nie mogę, żeby podsumować urobek filmowy, za ponad miesiąc czyli czas, kiedy zmarł Ojczasty i kiedy była wymiana pionu i kiedy się właściwie nic nie oglądało. Czyli dużo tego nie ma.

Obejrzałam Rosselliniego Rzym, miasto otwarte, a potem długo nic. Gdy już dojrzałam, źle wybrałam, bo trafiłam na hiszpańską Rudą wiewiórkę (na Arte.tv), która mi kompletnie nie podeszła, więc nie polecam. 

Na wiadomej stronce za to polecam Głos Hind Rajab, co prawda namęczyłam się z angielskimi napisami, bo co jakieś inne włączyłam, to źle szły. Wstrząsający w każdym razie i nie tylko w kontekście tego, co robi Izrael.

Tamże obejrzałam chiński film z tego roku z Jackie Chanem (o Matko Bosko!), bo nie wiedziałam, że to on 😉 Nazywa się to Unexpected Family i opowiada o demencji. Znów po angielsku i to bite dwie godziny, dlaczego mnie tak męczą! Film nie byłby taki zły, gdyby obył się bez tych azjatyckich nawalanek.

Następny Rossellini to była Miłość, ale o tym chyba już wspominałam? Dwie historie z Anną Magnani jako heroiną. Kolejny Rossellini to Paisa' i chyba mi jeszcze dwa zostały (co to je do końca marca trzeba zobaczyć). Gdzie? Na Arte.tv znów. A pewnego wieczoru siadłyśmy z córką i zaliczyłyśmy hiszpański serial Celeste o pracownicy skarbówki, która podejmuje się ostatniego zadania - przyskrzynić tytułową piosenkarkę, która nie płaci w Hiszpanii podatków, bo twierdzi, że nie ma tam rezydencji podatkowej. I o tym, jak ta ostatnia przed emeryturą sprawa Sarę zmieni. To sześć odcinków, ale półgodzinnych, więc da się w jeden wieczór. 

No i w niedzielę chadzam na ten włoski przegląd kobiet - reżyserek, gdzie pierwszy film miał taki tytuł: Porwani zrządzeniem losu przez wody lazurowego sierpniowego morza 😂 Żałuję jednakże, że częścią cyklu nie będzie inny film tej samej reżyserki o tytule Krwawe zajście pomiędzy dwoma mężczyznami z powodu pewnej wdowy. Podejrzewa się przyczyny polityczne - bo go nigdy nie widziałam 😂 To mi przypomina słynny skecz czeski z "gołębicą", przed kasą w kinie, gdzie sprzedają bilety na Sobota wieczorem, niedziela rano (polski!) i na włoski Wczoraj, dziś, jutro.

 

A skoro o Czechach mowa, to wczoraj pojawił się na stronie czeskiej telewizji dokument o antykwariatach, nie tylko praskich. Między innymi o tym, jak antykwariusze widzą przyszłość (tylko online, prawdziwe sklepy jedynie w centrum dla turystów). Tutaj

A tutaj taka ciekawostka. Lata temu, w Wenecji będąc, kupiłam sobie dwa odcinki Inspektora Derricka, akurat gdzieś rzucili, może w supermarkecie, musiało być tanio w każdym razie, skoro się skusiłam. To tak na fali wspomnień, bo - wydaje mi się - ten serial oglądałam w szkolnych czasach. Znaczy wydawało mi się jeszcze chwilę temu, ale czytam na Wikipedii, że polska premiera była w 1988 roku, więc to już nie były moje szkolne czasy. To był okres, gdy wynajmowaliśmy ze Ślubnym mieszkanie w Nowej Hucie, a potem, na jesieni chyba, przeprowadzaliśmy się na własne czyli tutaj, gdzie do tej pory tkwię. I mieliśmy telewizję, więc widać wtedy oglądałam..

No, w każdym razie teraz nadszedł czas na obejrzenie tych dwóch odcinków. To był serial RFN-owski, więc kompletnie inne realia: luksusy, zamki, hrabinie, prostytutki w hotelu. Te ostatnie i u nas były, ale czy miały takie mieszkania jak w filmie? Znaliście jakąś? 😂 W każdym razie powiem po tych dwóch odcinkach, że nuda. Psychologiczne rozkminiania następujących sytuacji: 

- w Śmiertelnej sonacie ktoś zabija taką właśnie hotelową call girl, a trop prowadzi do arystokratycznej siedziby kobitki w średnim wieku z trójką potomstwa, z których najmłodszy jest genialnym pianistą, ale śmiertelnie chorym (AIDS czyli choroba złapana od prostytutki właśnie, przy czym prawie że się głośno nie wymienia nazwy choroby)

- w Herbacie z mordercą znów zamek i arcybogata właścicielka, która kupiła sobie młodego męża, a jako że zapadła na osteoporozę i ledwo chodzi, naraiła chłopu własną pielęgniarkę jako kochankę 

I cóż widzę? Obie te bohaterki są grane przez tę samą aktorkę! Cóż to ma być? Nie zwróciłam uwagi, czy i zamek był ten sam 😂 Powstało 281 odcinków tego serialu, który był ponoć niezwykle popularny (sprzedano go do ponad 100 krajów), zwłaszcza jako odpowiedź na kryminalne seriale amerykańskie. Akcja zazwyczaj rozgrywa się wśród burżuazji bawarskiej. Derrick jest niezwykle ojcowski i wyrozumiały - dla śmietanki towarzyskiej. Nie przyciska morderczyni do muru, tylko czeka, aż ona sama dojrzeje do przyznania się. W międzyczasie uprawiają psychologizujące i filozofujące konwersacje.

Oglądaliście, pamiętacie? 


No i jeszcze, na żądanie Józefiny, rzymski Senator.

Na tło lepiej nie zwracać uwagi (jak trafię w knihobudce na lepszy egzemplarz, na pewno wymienię, tego możecie być pewni).

niedziela, 14 grudnia 2025

Stephen Rabley - Marcel and the Mona Lisa

Ach, co za osiągnięcie, kolejna książka po angielsku 😂 KSIĄŻKA 😂 Każde wydawnictwo inaczej oznacza poziom lekturek (a niektóre wcale nie oznaczają). Tutaj spotkałam się z określeniem Easystarts 200 words, nawet nie Beginner 🤣 No, ale dobrze, przeczytałam, zrobiłam zadania wypisane na końcu (bez rysunkowych), szlus. A nawet znalazłam błąd (tak myślę): An old woman answers the front door. Nie miało być czasem opens?

Ciągle myślę, jak tu zoptymalizować moją naukę, o tych 1800 godzinach wspomnianych przez nierybę i skąd te godziny wytrzasnąć. Jak się chce, to się da, ponoć. Tylko że ja za dużo chcę i nie wyrabiam. A też już jestem powolniejsza we wszystkim, wiadomo. 


Początek:


Koniec:

Test dla czytelnika:


Wyd. Penguin Readers - a konkretnie co do wydawcy, to jest ich wymienionych milion i nawet rok niewiadomy, stron za to 16

Z knihobudki

Przeczytałam 11 grudnia 2025 roku



Obejrzałam dokument Netflixa zatytułowany The New Yorker at 100. Tutaj. Z polskimi napisami, oczywiście, ale potem wpadłam na pomysł, żeby go sobie zapodać jeszcze raz z angielskimi, w ramach lekcji. Takiej długiej lekcji 😁 

Kiedy ja pierwszy raz usłyszałam o tym tygodniku? Ginie w pomroku dziejów. Może z Ameryki, która bywała dostępna w kioskach? I wiem, na 100% wiem, że miałam jakiś numer, taki z klasyczną rysowaną okładką przedstawiającą coś nowojorskiego (?), pewnikiem kupiony w antykwariacie Kamińskiego na Św. Jana, bo tam mieli stosy czasopism. Pytanie, czy w głupocie swojej kiedyś się go pozbyłam? Tak bym chętnie teraz zajrzała... a może jest jeszcze, na tej półce z Amerykami i Brytaniami pod sufitem? Nie mam jak sięgnąć, póki nie zrobimy przemeblowania, co może nastąpić jedynie po sprzedaniu łóżka Ojczastego. Na co się nie zanosi 😢 Zdobyłam się na wielki wysiłek i uprzątnęłam bety nagromadzone na tym łóżku, żeby wykonać zdjęcia i wstawić na OLX, co nastąpiło w piątek. Już myślałam, że sprawa PRAWIE załatwiona, no ale właśnie prawie - jedyny odzew póki co, to dwa scamy (najwyraźniej, bo mówią, żeby na WA do żony napisać czy jakieś takie głupoty). 

Dodatkowo podłogę zajmują torby z filmami, zdjętymi z półek, za którymi grzyb. Nic z nim teraz nie zrobię, bo boję się tego toksycznego niewątpliwie preparatu, trzeba by jedną noc nie spać w domu na wszelki wypadek, no i wietrzyć cały czas. Tak że ten.


 

Najnowsze nabytki

czyli przegląd tygodnia. Już miało być dobrze (czyli cienko), gdy naprzynosili 😂 Tyle, że lekturki dwie z angielskiego (kolejne!) do wydania po zapoznaniu się, ale kiedy to będzie, to zdaje się poziom intermediate. S-f nie czytam, jak wiadomo, ale Strugackim się nie oparłam. Szumowska niby tylko do przeczytania. Ten Piątek nie wiem za bardzo, co; tak na wszelki wypadek wzięte. Stasiuk, bo Stasiuk, a Czarny statek to już w ogóle nie mam pojęcia, Irak, uchodźca, religijny ekstremizm... ale Czarne, no to wzięłam 😉

A potem jeszcze, któregoś poranka, wyskoczyłam na kontrolę budki, a tam kryminały. 

Z tym, że nie bijcie, bo najpierw wyniosłam trzy swoje, a potem jeszcze sześć. A jeszcze potem odkurzałam i katalogowałam podwójną półkę, gdzie za Kaczorami Donaldami mojej córki (nie do ruszenia!) stoi seria celofanowa i najpierw założyłam, że wyniosę WSZYSTKO. No bo ja i poezja 🤣 Przecież i tak tego nie czytam. No, ale co brałam kolejny tomik do ręki, to mi się żal robiło - może jednak sięgnę kiedyś?* W rezultacie zostało czternaście, a dziesięć idzie do budki.

* zabić tę babę

Niedobrze mi się robi, jak zaczynam porządkować kolejną półkę, ale wiem, że muszę, bo inaczej w życiu się nie pozbieram z tym wszystkim. Zaktualizowany katalog to podstawa. Z czego mi się uda zrezygnować, to robi miejsce na coś z podłogowych stosów. Drugie rzędy rządzą. Nienawidzę ich. Właściwie pamiętam, gdzie co stoi tylko na tzw. głównym regale czyli trzonie, widocznym na górze bloga, bo ten się prawie nie zmienił od dekad (tyle, że tam, gdzie był kiedyś telewizor z dupą, teraz też są półki). Reszta to już ciągłe zmiany miejsc. Nie wiem, kiedy uda mi się skończyć tę syzyfową robotę, wyznaczyłam sobie do codziennych zadań jedną półkę, ale przyznam się, że czasem mi się już nie chce i odpuszczam.

wtorek, 12 kwietnia 2022

René Goscinny, Jean-Jacques Sempé - Rekreacje Mikołajka


Co się będę usprawiedliwiać (i dlaczego w sumie miałabym)? Życzyłam sobie po praskiej cegle czegoś łatwego i przyjemnego, więc padło na Mikołajka. Pytam córki jako wielkiej wielbicielki, którego zdjąć z półki, a ona że Rekreacje, bo tam jest jej ulubione opowiadanie Różowy wazon z salonu. OK, niech będą Rekreacje.

Nawiasem mówiąc, ona sobie zażyczyła pod choinkę Mikołajka w oryginale, po czym powiedziała, że po francusku nie jest taki śmieszny. Jakoś nie przypuszczam, żeby to w polskim wydaniu geniusz tłumaczek spowodował, że Mikołajek stał się jednym z ulubieńców czytelników... raczej chyba chodzi o to, że francuski mojej córki jednak nie stoi na najwyższym poziomie - choć dziewczyna się kształci. Wyobraźcie sobie, że gdy miała go w szkole, nie nauczyła się niczego (można powiedzieć, że szewc bez butów chodzi, w pewnym sensie), a gdy zaczęła się udzielać na instagramie w czasie pandemii - nagle go opanowała. I ostatnio często widzę, że ogląda jakieś filmy, seriale całe... z francuskimi napisami. Wierzyć mi się nie chce 😊 Nawet jej kiedyś powiedziałam, że jak tak dalej pójdzie, to i rosyjski opanuje - ale tu oczywiście żywo zaprotestowała 😁

W każdym razie mamy jednego Mikołajka w oryginale i muszę pamiętać, żeby go wziąć do czytania zamiast zwyczajowego Maigreta, gdy znów mi się zachce francuszczyzny. Zobaczę, czy takie nie śmieszne.

A tymczasem przeczytałam po polsku, uśmiałam się, nie tylko przy okazji różowego wazonu, podumałam, jak często już w dzieciństwie widać cały przyszły charakter człowieka jak na dłoni (a czasem nie) i tyle.


 Początek:


Koniec:

 

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2000, 122 strony

Tytuł oryginalny: Les Récrés du petit Nicolas

Przełożyły: Tola Markuszewicz, Elżbieta Staniszkis

Z własnej półki

Przeczytałam 7 kwietnia 2022 roku

 

Do Pragi zostało mi 37 dni, to już nie jest tak dużo, więc przyspieszyłam prace nad moim kapownikiem. Zazwyczaj na maj szykowałam cieńszy zeszyt, ale tym razem - co się będę ograniczać - przygotowuję taki 40-kartkowy (są takie, Pigna, w dodatku nawet nieopisane, trzeba sobie te kartki policzyć). Wśród wklejonych wydruków są i takie:

😂😂😂

No co, strzeżonego zeszyt strzeże! Przypadkiem odkryłam takie spisy na stronie praskiego MPK i stwierdziłam, że TO SIĘ MOŻE PRZYDAĆ (choć nie daj Boże). Jak by co, jak bym w trakcie podróży metrem akurat poczuła zew, to będę wiedziała, gdzie najbliżej wysiąść (po nerwowym przekartkowaniu) 😁 

Nadganiam też zaległości na DAFilms, bowiem 12 maja kończy mi się roczny abonament i postanowiłam go nie przedłużać (na razie skupię się na Netflixie chyba). No to chcę przedtem obejrzeć to i owo, zrobiłam listę 26 filmów (ha ha ha) i wczoraj obejrzałam pierwszy:

 

Co za fascynująca postać, ta Olga Havlová! 

W tekście pod trailerem co prawda piszą, że film jest do obejrzenia legalnie i tu link, ale pod warunkiem, że zapłacisz 65 koron (ostatnio robi się łatwiejsze przeliczanie z koron na złotówki - prawie razy dwa, niestety). Od razu się zainteresowałam, co to za strona, można tam kupić oprócz pojedynczego filmu również abonament miesięczny albo roczny. Już liczę, ile by to wypadło (30 zł miesięcznie)... ale na szczęście dla mojej kieszeni oraz 24-godzinnej doby doczytałam, że z zagranicy nie można. To znaczy można za pomocą tego VPN, co to piszą, że w Rosji jak ktoś chce mieć obecnie dostęp do FB i innych takich, to musi się nim posługiwać. Nie wiem, co to jest i nie chcę wiedzieć 😀 Nie jestem stryjek, nie będę zamieniać swojej siekierki!

A jeszcze jest taka sprawa, że na Fabryce kupiliśmy w grudniu 91 filmów - też by było fajnie obejrzeć. No jak żyć?


czwartek, 13 stycznia 2022

Andrea Camilleri - Pole garncarza

 

Właśnie sprawdziłam przez blogową wyszukiwarkę - ostatniego Camilleriego czytałam przed założeniem bloga, bo tu nie ma ani wzmianki. I to niejednego czytałam - ale nigdy po polsku. A ostatnio jakoś wzięła mnie ciekawość, co też tłumaczka zrobiła, jak sobie poradziła. Bo trzeba wiedzieć, że bohater tych kryminałów, komisarz Montalbano, posługuje się takim po części wymyślonym przez autora dialektem. No i w tłumaczeniu nic się z tym nie da zrobić, więc decyzja była jedynie słuszna - użyć zwykłej polszczyzny. Znika wtedy urok, jaki dawał powieści specyficzny język - ale wyobraźcie sobie, że nie zaszkodziło to odbiorowi całości.

Bowiem przeczytałam książkę na jednym tchu i naprawdę polecam gorąco, jeśli szukacie lektury na długie popołudnie i wieczór. 

Tłumaczka poradziła też sobie nieźle z językiem sierżanta Catarelli, całkiem osobnym. Tutaj chodziło o przekręcanie wyrazów czy idiomatycznych zwrotów.

Przykład: 

- Panie komisarzu, o przebaczenie i zrozumienie się upraszam, ale tak mi telefonił pan komisarz Augello, powiedział, żebym powiedział, że pana obecność osobiście we własnej osobie jest niezbędnością.

Początek:

Koniec:

Wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2014, 269 stron

Tytuł oryginalny: Il campo del vasaio

Przełożyła: Monika Woźniak

Z biblioteki

Przeczytałam 8 stycznia 2022 roku

 

Miesiąc temu wyświetliła mi się gdzieś reklama Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza, kliknęłam, przeczytałam, że projekcje online i znalazłam film dla siebie czyli

DZIECIAKI SOBIE RADZĄ (Kids are fine), Korea 2021

reż. Ji Won Lee

 

Ale wyświetlano go we wtorek od 10.00. Czyli jakżem była na Fabryce. Wobec powyższego, nastawiłam się na oglądanie na kompie i to z przerwami, gdy mnie będzie Derechcja wołać (nie wiadomo po co). Wedle regulaminu miałam wykupiony film przez 4 godziny do dyspozycji. Ach! Żeby to był jedyny problem. Chwilę przed 10.00 wchodzę na stronę, żeby sobie ten dostęp wykupić - a tam filmu już nie ma! Nosz nie! Tak się nastawiłam! Wcześniej przepatrzyłam ruskie internety, czy go gdzieś nie ma, ale nigdzie nic, więc jedyna szansa! Znalazłam telefon do tego Poznania - miła pani przeprosiła, że jest jakiś problem z tym akurat koreańskim filmem i nie mogą go wyświetlić na swojej platformie, ale pracują nad zamianą na inną i powinien się pojawić za chwilę. Uff. Gdy się już wreszcie pojawił i kupiłam bilet, film nie szedł. Znów interwencja. Skracając - film w końcu udało mi się obejrzeć, przedłużyli czas dostępu do 16.00, ale była to nerwówka. 

W pracy lepiej chyba pracować 😏

Był jeszcze jeden film na festiwalu, który chętnie bym obejrzała, ale w piątek, kiedy mam niemiecki. No trudno. 

A potem przyszła sobota - i to była ta sobota, co to nagle dostałam ataku migreny, który równie nagle minął, no ale do Dżendżejowa w rezultacie nie pojechałam. Pod wieczór sprawdzam pocztę - przyszedł mail, że ostatnie seanse. Wchodzę i co odkrywam? Żem - jak to już we zwyczaju - głupia pinda. Bowiem nie zauważyłam, że projekcje są również wieczorową porą! Bo tam takie niezauważalne przesuwanie w prawo jest... a w ogóle to uznałam, że rzecz jest przeznaczona dla szkół i odbywa się w szkolnych godzinach 😂

I tak obejrzałam jeszcze jeden film - chyba pierwszy raz w życiu film estoński. Ba, nawet udało mi się namówić córkę na wspólne oglądanie i była bardzo rozczarowana, że to już koniec. A wiecie, ona normalnie takich filmów nie ogląda, to poniżej jej godności 😁 Przez takie filmy rozumie twórczość z dawnego obozu socjalistycznego, że tak to ujmę.

ŻEGNAJ, ZSRR!, Estonia/Finlandia 2020, reż. Lauri Randla

Historia zwariowanej estońskiej rodzinki u schyłku Związku Radzieckiego.

 

No, to historią festiwalową się podzieliłam, a teraz co było dalej. Wyszedł drugi sezon serialu ШВАБРА 2 czyli Szwabra dla tych, co nie znają cyrylicy. O tej genialnej matematyczce, która pomaga policji rozwiązywać kryminalne sprawy. Poprzedni sezon skończył się w najmniej oczekiwanym momencie i... i drugi TAK SAMO! No niech ich...! Bo na sezon trzeci czekanie będzie dłuższe, niestety. A bym oglądała już natychmiast 😀

 

Poza tym donoszę, że stanowczo przesadzam z You Tubem, mam tam na dziś zasubskrybowanych 146 profili i codziennie znajduję nowe. Czyli teraz dajcie mi kolejne życie, to będę oglądać. Muszę chyba osobno o tych kanałach napisać. Moje najnowsze odkrycie to Архитектурные излишества (Architektoniczne ... właśnie, nie wiedziałam, co to te излишества, słownik powiedział, że zbyteczności, zbytki, nadmierność... hm), gdzie chłopak opowiada o różnych ciekawych budynkach w Moskwie (i nie tylko), ale też rozmawia z ich mieszkańcami. Właśnie obejrzałam wideo o słynnym okrągłym bloku, pewnie się kiedyś natknęliście na jakieś zdjęcia tego budynku. No, a teraz się dowiedziałam, że on powstał blisko wytwórni Mosfilm i często grał w filmach, w tym w Moskwa nie wierzy łzom. No gdzie??? W ogóle nie kojarzę. Chyba będę musiała znowu sobie Moskwę puścić...

 

A tak a' propos: jak jest z Waszą znajomością rosyjskiego? Bukwy chociaż znacie czy muszę przepisywać na nasze?  😂

Natomiast, kończąc, sporym nieporozumieniem był wczoraj obejrzany dokument na DAFilms: Construcciones, reż. Fernando Restelli, Argentyna 2018

O Pedro, starszym gościu pracującym jako nocny stróż, a w dzień zajmującym się małym synkiem. Nuda okropna. Nie przemówił do mnie, a tak zachwalali młodego reżysera, dali go nawet do sekcji Odkrycia. Że obserwatorski talent.

 


DOMOFON praski, trochę włoski, ale najważniejsze, że wreszcie znamy adres agenta 007!

czwartek, 30 grudnia 2021

Marc Elsberg - Blackout

Prąpaństwa, to jest thriller. Thrillerów nie czytamy. Wolimy kryminały. Wolimy, jak kogoś zabiją, a ktoś inny z kolei prowadzi śledztwo.

Ale było tak.

Na blogu Kaliny przeczytałam niepokojące zdanie. Zdania.

Boje się, że zdążę jeszcze dożyć blackoutu. Nawet jeżeli nie będzie to wyglądać, tak jak opisał to Marc Elsberg, będzie strasznie. Mam gaz, studnię. To czego się najbardziej boję, to brak łączności. Zrobiłam mały research. Nawet, jak ktoś zachował telefon stacjonarny, to działa on przez sieć. Czyli d …

I myślałam, że Elbersg to jakiś naukowiec, że może napisał popularnonaukową książkę czy co. A tu się okazało, że napisał thriller. Ale pożyczyłam, żeby się dowiedzieć, co mi grozi. No i się dowiedziałam. Na przykład nie przyszło mi do pustego łba, że jak nie ma prądu, to nie ma też wody. Że z ubikacji po krótkiej chwili nie da się korzystać. No, ogólnie w przypadku blackoutu my blockersi mamy przechlapane. Wszyscy mają wtedy przechlapane, ale my bardziej. Nasz blackout jest bardziej blackoutowy niż wasz. Co prawda przypomniałam sobie, że przed sąsiednim blokiem jest jakaś pompa - tyle że woda pewnie nie nadaje się do picia, nigdy nie sprawdzałam. No, ale dobre i to, w kolejkę z wiadrem (którego nie posiadam) po wodę do mycia. Trochę dalej jest za to źródełko... ciekawe, na ile może wystarczyć, gdy w okolicy mieszka kilka tysięcy osób...

Tu przyczyną braku prądu było ludzkie celowe działanie czyli terroryzm. Może być i tak. A może być po prostu ludzkie zaniedbanie. Jeśli procedury bezpieczeństwa wyglądają w rzeczywistości choć trochę podobnie, jak w powieści, to miej nas panie Boże w opiece swej...

Patrzcie, jak ludziska czytają. Może nawet niektórzy się przygotowują? Mówię do brata, że powinien był sobie wykopać studnię. A on mi na to, że i tak przecież by nie działała, bo coś tam na prąd. Chyba żeby taka na żuraw 😀 No, ale przecież fotowoltaikę masz...

- Sama w sobie nic mi nie da, bo działa, gdy jest w sieci.

No to do widzenia babciu.

Początek:

Koniec:

Wyd. WAB, Warszawa 2015, 778 stron

Tytuł oryginalny: Blackout

Przełożyła: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska

Z biblioteki

Przeczytałam 28 grudnia 2021 roku


No to sobie na pociechę obejrzałam paradokument Koniec Rosji, 2010 w reż. Michała Marczaka. Młody człowiek przybywa do jednostki, w której stacjonuje pięciu pograniczników - gdzieś na końcu Rosji, na dalekiej północy. Przełożony wprowadza go w tajniki życia i pracy w tym niezwykle surowym miejscu, a widz przygląda się temu wszystkiemu z wytrzeszczonymi oczami - bo jest to tak absurdalne! Takich punktów jest w Rosji ponoć kilkanaście i nikt nigdy - w sensie żaden wróg - się tam nie pokazał, ale oni siedzą, robią codziennie obchód, choć jedyne, co mogą spotkać, to ewentualnie niedźwiedź. Życiowi rozbitkowie bez domów i rodzin...

  

Więc taka pociecha - ci sobie dadzą radę i w czasie blackoutu 😁

A potem jeszcze obejrzałam krótki film czechosłowacki z 1968 roku - Hořké pivo, sladký likér, reż. Miroslav Ondráček. To dwie nowele filmowe, z przeplatającymi się bohaterami. Męski punkt widzenia na żony, które zatruwają życie swoimi pretensjami, że inni mają auta i dacze - oraz kobiece spojrzenie na to, jak zmienia się mężczyzna, gdy już osiągnie swój cel 😂

  

 

W czasie świąt szukałam w książkach informacji o zwyczaju zawieszania choinki u sufitu, opisanym u Estreichera. Skąd i dlaczego tak - nie znalazłam. Trudno, i tak nie zamierzałam swojej choinki nigdzie wieszać 🎄🎄🎄


 

 

Na podłodze w sypialni miałam do niedawna kupę. No dobra, stos. Stos czasopism sprzed paru lat, nieprzeczytanych. To są Tygodniki Powszechne i Newsweeki, kupowane jeszcze przed pandemią i odkładane za każdym razem na potem. Chciałabym to wreszcie wynieść, no ale przecież nie po to kupowałam, żeby nawet nie przeczytać 😕 Nawet wpadłam na pomysł, że będę zabierała jeden numer do torebki jadąc do Dżendżejowa - uwierzycie, że za każdym razem przywiozłam z powrotem? W pociągu albo czytam książkę albo rozwiązuję jolki i tyle. Ostatnio uwolniłam podłogę, układając ten stos na stoliku przy łóżku (miejsce po czasopismach zostało natychmiast zaanektowane przez stos biblioteczny, już mam tego dość!). No i wczoraj wreszcie, wykorzystując migrenowe wylegiwanie się pod kołderką, przerobiłam jedną z gazet.

Kto w ogóle powiedział, że stare czasopisma nie nadają się już do czytania? Przecież jest tam mnóstwo rzeczy ciągle aktualnych! Na przykład artykuł o tym, jak w Pradze zaczęła się wojna trzydziestoletnia 😀 Wycinam, schowam. Do książki o historii Pragi.  

Artykuł rozprawiający się z mitami na temat GMO - ciekawy - też wycinam. Tylko nie wiem, do jakiej książki mogłabym go schować?
 
A ten z kolei to recenzja biografii Komedy. Zachęcająca do pożyczenia z biblioteki - więc ku pamięci.

Bardzo chciałam coś wreszcie zrozumieć z sytuacji na Bliskim Wschodzie, konfliktu między Izraelem a Strefą Gazy, ale to mnie najwyraźniej przerasta. Czytam artykuły i dalej głupia jestem. Zresztą - sytuacja opisana w maju 2018 roku dziś i tak przedstawia się chyba inaczej...

Grunt, że jeden numer ze stosu ubył 😁

DOMOFON praski. Zastanawiam się, czy ta Orsagova to Węgierka zapisana na sposób czeski. Zwróćcie uwagę na tytuły (JUDr). One są u Czechów dość ważne i na groby też je dają...


 

To już ostatni post w tym roku, bowiem zabrałam się za czytanie kolejnego grubaśnego dzieła, a to Betonii. Co mi zajmie sporo czasu. Plan miałam całkiem inny - Lalkę - ale przytomnie sobie uświadomiłam, że kiedy Betonię (550 stron), jak nie teraz, gdy nie jeżdżę do pracy? Powoli zbliża się termin ponownego otwarcia po remoncie osiedlowej biblioteki, trzeba będzie to wszystko pooddawać w końcu...

 

Ja to jestem jakiś DEBIL! Trzy razy dziś poszłam na spacer. A teraz czytam tytuł z Wybiórczej:

Kraków dziś z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem na świecie. Za nami Chiny, Indie i Bangladesz

A tu kolejny kwiatek:

Jeden z lekarzy opowiedział "Wyborczej", że swojego pacjenta z przychodni, u którego osobiście zdiagnozował koronawirusa, trzy godziny po wizycie spotkał na zakupach w Castoramie. - Ja byłem po żarówki do przychodni, bo mi się spaliły. Ale co on tam robił poza tym, że roznosił wirusa? - pyta.