Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kino. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 kwietnia 2026

Marcello Mastroianni - Pamiętam. Tak, pamiętam...

Córka mi przyniosła wczoraj z knihobudki, a że to taki drobiazg, a ja coś się nie mogłam zdecydować, co czytać, no to akurat 😍

To zapis wspomnień snutych przez Mastroianniego podczas kręcenia filmu w Portugalii. Anna Maria Tatò zrobiła wówczas taki dokument - że też ja go do tej pory nie obejrzałam! - a to jest wersja książkowa. Skromna, bez zadęcia, Mastroianni z lekkością opowiada o tym, co pamięta ze swego życia będąc już po siedemdziesiątce. Bezpretensjonalne, momentami zabawne, czasem dające do myślenia. 

Szkoda tylko, że niechlujnie przetłumaczone. Jak chociażby słowo recitare przełożone dosłownie na 'recytować' (pojawia się w tej wersji wielokrotnie), a oznacza ono 'grać', w sensie na scenie czy w filmie. Przy okazji taka ciekawostka - nigdy się nad tym nie zastanowiłam, ale cóż, nie jestem aktorem - że po francusku 'grać' to jouer czyli dosłownie bawić się. Że granie czy w filmie czy na scenie ma być zabawą. Wiedział o tym dobrze Fellini, a i sam Mastroianni też uznawał taką zasadę i wyśmiewał aktorów przynoszących pracę do domu, czy inaczej przenoszących rolę na życie prywatne, miesiącami się wczuwających, aż do kryzysu nerwowego 😉 

Dosłowne tłumaczenie widzicie też na zreprodukowanym końcu książki: niektóre manifestacje - 'manifestazioni' w tym wypadku nie oznaczają tłumu z transparentami pod oknem MM, tylko PRZEJAWY 😂 przejawy sympatii i przyjaźni, o których dalej mówi. 

Takich przykładów jest sporo, tylko jak zwykle nie robiłam notatek czytając, nigdy się chyba tego nie nauczę. Ale jeden błąd kompletnie bezsensowny wbił mi się w pamięć. MM mówi o filmie, który mieli nakręcić razem z Sophią Loren, ale jemu nie spodobał się scenariusz, więc Loren wystąpiła u boku Lina Wertmüller. Wiecie, że ja tak zgłupiałam, jak to przeczytałam, że nawet szukałam w internecie, czy Lina Wertmüller - reżyserka nie była córką albo siostrą jakiegoś Lino Wertmüllera - aktora 😂 Nie, nie była. Takiego byka kompletnie nie rozumiem. 

Dziś zresztą też - w kinie - w polskich napisach do włoskiego filmu pojawił się książę Miskin 🤣 O ile rozumiem, że można nie mieć w domu Idioty, żeby na szybko sprawdzić polską pisownię, o tyle każdy jednak ma Wikipedię na podorędziu! Jak to łatwo mogą wyjść na jaw niedostatki kulturowe...
 


Początek:

Koniec: 

Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, 99 stron

Tytuł oryginalny: brak podanego (ale przecież wiem, jaki to był - Mi ricordo, sì, io mi ricordo)

Przełożyła: Magdalena Gronczewska 

Z knihobudki

Przeczytałam 19 kwietnia 2026 roku 




Korzystając z okazji - czyli po malowaniu chciałoby się coś jeszcze w domu zmienić - postanowiłam parę rzeczy wypchnąć do ludzi. W tym etażerkę, którą kiedyś przyniosłam z wystawki na osiedlu (były na niej rzeczy Ojczastego), a potem dałam do piwnicy. Więc wczoraj wystawiłam ją na OLX za stówkę 😉 Zaraz zgłosiła się dziewczyna, czy bym ją przetrzymała do następnego weekendu, bo ona wtedy będzie w Krakowie. Dobrze, może być. Po czym pisze inna dziewczyna, że chce. Ja, że zarezerwowana. Ona, że daje 150, bo jej zależy. Ja, że moje słowo droższe piniendzy 😂 i tak sobie gadamy. A po paru godzinach ta pierwsza pisze, że jednak rezygnuje, więc ja do drugiej, że zwolniło się. To ja przyjadę po 18.00. Przyjechała, zabrała i 150 dała, mimo, że protestowałam, że przecież sprzedaję za wystawioną cenę. Ale ona uznała, że przemyślałam sprawę i tamtej widać odmówiłam, wyszłam na chytrusa 🤣


No, to jedną sprzedaż mam za sobą, szykuję trzy następne, tylko się może w cenach zorientuję, bo najwyraźniej drewniane etażerki drożej chodzą, więc kto wie, jak to jest na przykład z nachkastlikami 😁

Moja córka natomiast nie sprzedawała, tylko kupowała. To znaczy bardzo chciała kupić - normalnie marzenie jej życia - małpę w IKEI. Ale małp zabrakło (tylko czarne były) i to totalnie, w całej Polsce, wróciła zrozpaczona i czekała na maila, którego jej obiecano, jak się pojawią. W piątek nadeszła informacja i natychmiast poleciała do sklepu, wracając dumna i blada 😂


A przed godziną wracam z kina i kogóż zastaję na lekturze? 😂😂😂



A wczoraj odkryłam na Arte francuski film z 1969, który oglądałam w telewizji w szkolnych czasach, pewnie to było w latach 70-tych i zrobił na mnie wówczas wielkie wrażenie, tak że do tej pory pamiętałam oryginalny tytuł (Que la bête meure). Thriller o tym, jak mały chłopiec zostaje przejechany na ulicy miasteczka w Bretanii, kierowca auta nawet się nie zatrzymuje, a ojciec ma od tej pory jedyny cel w życiu - odnaleźć sprawcę wypadku i zabić go. Niech bestia zdycha jest do obejrzenia jeszcze dzisiaj przez trzy godziny, cud, że zdążyłam. W ogóle to jest tam cały przegląd Chabrola, ale reszta filmów będzie dostępna do 14 lipca (Bastylia!), a tylko ten tak krótko, ciekawe, dlaczego. I ciekawe, że kiedyś widziałam na Arte jakby osobny dział na filmy, które się kończą, a teraz tego nie mogę znaleźć. Carramba!

PS. Za równiutki miesiąc o tej porze będę już rozpakowywać walizkę w Pradze, tak że przygotowania wkraczają w ostrą fazę. Ogłosili program Open House i aczkolwiek wiem z doświadczenia, że nie należy sobie wyznaczać zbyt wielu celów, jednak kilkanaście miejsc wypisałam. Teraz przymierzam karteczki do mapy i nastąpi redukcja. Więcej niż cztery sztuki na dzień raczej nie ma sensu planować, żeby uniknąć rozczarowań.

Kiedyś za każdym razem przywoziłam z Pragi kolejną mapę, zwłaszcza, że one tak szybko odchodzą się niszczą... Ale to było zanim kupiłam tę w formie książki, a potem to już w telefonie, najlepsza!

Tutaj eksperymentalnie użyłam papierowej, żeby przymierzyć się do odległości 😉 

PS. 2

Dla Teatralnej 😁


sobota, 14 marca 2026

Przepisy czytelników - Wiosna. 120 przepisów

Wiosna wiosna wiosna ach to ty - więc zrezygnowałam z zaplanowanej wcześniej lektury pozycji ABC sztuki kulinarnej i oddałam się wiośnianym przepisom. Które jednakże do końca takie nie były. Może jakieś sałatki, ale reszta to tylko pretekstowo. A że tym razem chciałabym na Wielkanoc coś jednak przygotować 😂 to chyba jeszcze ogarnę Wielkanoc. 111 najlepszych przepisów w marcu. Dek.

Tymczasem co sobie wynotowałam z Przepisów czytelników. Ciasto z porami czyli tarta, a tarty uwielbiam. I w Lewiatanie są tanie pory 😁 Przy czym ciasto zrobię klasycznie, a nie z żadnymi otrąbkami i twarogiem, bez wygłupów.
 


A to, co jest na pierwszym zdjęciu po lewej stronie to chrupki serowe.
 


Taka kiełbasa w cieście naleśnikowym to dobry awaryjny, na szybko obiad.

 

Ryb nie jemy właściwie nigdy, więc może kiedyś? Tylko to nagrzewanie piekarnika sporo kosztuje. Dojrzewam do nabycia drogą kupna jakiegoś pojemnika do frajera, w którym by można takie rzeczy piec - ma ktoś konkretne namiary?

 

Tu jest to samo - że też zapiec w piekarniku.



Niby-pizza też jest bardzo szybkim obiadem, trzeba spróbować.

No i ciasta. My się z ciastami nie kochamy (no nie mam do nich ręki), ale jak widzę coś prostego, to moooooże... 

Choć jak mi piszą wyłożyć do formy, a coś tam po upieczeniu - to przecież nic nie wiem, ile piec, w jakiej temperaturze... 

Za keksami nie przepadam, ale przynajmniej wiadomo, że nie będzie go zbyt dużo. Bo gdy piekę to jedyne, co umiem czyli kefirowe z owocami, zazwyczaj po paru dniach odkrywam, że zapleśniała resztka - no całej tortownicy nie przerabiamy, a z drugiej strony nie mam śmiałości częstować sąsiadów swoimi pożal się Boże wyrobami 🤣 

 

Ten najszybszy placek właściwie przypomina moje kefirowe, tylko jest śmietana zamiast.

I na koniec skandynawskie. Ma wyglądać tak:

Tyle że nigdy jeszcze nie robiłam lukru, no ale kiedyś trzeba spróbować 😉 Fajnie też, że 2 szklanki utartej marchwi. Pozostaje mi się jedynie domyślać, że na drobnych oczkach? I do szklanki ją będę upychać? Nie można to podać na wagę czy jak?


Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, 128 stron

Seria Biblioteczka Poradnika Domowego, nr 2/1994 

Z własnej półki

Przeczytałam 12 marca 2026 roku 

 


Najnowsze nabytki

W zeszłą niedzielę wracając z kina, mimo fatalnego nastroju (koleżanka zwierzyła się, że ma guza piersi, będzie operowana niedługo), zajrzałam do knihobudki i opłaciło się.

 

A wczoraj przyjechał Szyszkodar z nową dostawą. W sumie nie przejrzałam tego jeszcze, tylko wywaliłam z Ikeowskich toreb.

Ale potem poszłam do budki uporządkować półki, bo tam też trochę wyłożył i cóż, znalazłam trzy sztuki dla siebie. Książkę z serii A to Polska właśnie wzięłam właściwie na podmiankę, bo byłam pewna, że ją mam - a tu nie, dziwne 😂 Morcinek jest wydany w serii z kogutem, powiększa mi się zbiorek. A Wspomnienia starego lekarza mnie zainteresowały, bo po otwarciu na chybił trafił zobaczyłam, że pisze o Szpitalu Dzieciątka Jezus, a w jednym z filmików Ojczasty opowiadał, jak miał tam operację, takoje sowpadienie 😉

 

Ale zobaczcie, było mi tego mało i po południu wybrałam się do filii bibliotecznej w Borku Fałęckim, gdzie mają regał na bookcrossing i zgarnęłam dwa łupy: lekturkę z niemieckiego (na kiedyś, jakiś humor i satyra) i zawsze miłe sercu memu wydawnictwo Czarne.


Tyle by tego było, ale skoro wspomniałam o kinie, to rzecz w tym, iż w kinie KIKA w Podgórzu w marcowe i kwietniowe niedziele o 16.00 można oglądać włoskie filmy w ramach przeglądu Kobiety reżyserki. Informacyjnie podaję.

Tam jednakże mam wejściówki, ale chciałam się wybrać tradycyjnie jednomiesięcznie do Paradoxu, zaplanowałam sobie film w czwartek i plan dnia pod tym kątem ułożyłam (co brzmi, jakbym miała niezwykle napięty grafik 🤣), ale w środę wieczorem zaglądam na stronę kina, a tam sala wyprzedana! Oż (osz?) wy gady! Chyba szkoła, no bo cóż by innego. No nie był mi widać ten węgierski film (familijny!) pisany. A nigdzie go nie ma. Zresztą przestałam żałować, gdy obejrzałam zwiastun - jest dubbingowany, a ja przecież chciałam po węgiersku posłuchać!

Tośmy sobie grały z córką w scrabble. Oczywiście wypada dodać, że zdobyte z knihobudki kiedyś 😂  No i tu jest zdjęcie z pierwszej rozgrywki, gdzie widać, żeśmy jeszcze nie załapały reguł i źle układały 😂 Ale za drugim razem już było lepiej i w ogóle to FAJNE JEST 😍




czwartek, 6 listopada 2025

Francis Billotte - Mord w Meksyku

Stałam przed knihobudką i medytowałam, czy brać, ale nagłówek Z archiwum NKWD mnie przekonał. Kim jest autor? Nie wiadomo. Nie ma żadnej informacji o tłumaczeniu, o oryginalnym tytule etc. A więc pseudonim. Pod koniec książki znalazła się fraza, że coś tam u nas w Polsce.  

 No dobra, poczytamy o tym zamachu na Trockiego etc, myślę sobie. Najpierw zagadkowa śmierć Jesienina, potem żona Stalina, Kirow, tajni agenci i w końcu Meksyk.

Słuchajcie, czegoś takiego to jeszcze w rękach nie miałam! To nie tylko kompletna anarchia interpunkcyjna. Nie tylko przenoszenie wyrazów w stylu wykon-awcami, odd-zielnym, trag-icznej. Nie tylko masa literówek. Przede wszystkim ustawiczne błędy w nazwiskach i nazwach własnych. Nawet tak kluczowa nazwa miejscowości, gdzie w Meksyku mieszkał i zginął Trocki, występuje w kilku wersjach: na przykład w spisie treści (i w tekście) jest Coycacan, dalej Coyoacan, Coyocan i jeszcze jakieś (w rzeczywistości Coyoacán). Pokakać się można... Cała masa nazwisk jest przekręcana, raz jest tak, raz inaczej i jeżeli czytelnik ich do tej pory nie znał, to właściwie musi szukać w internecie. Kwiatki językowe, na przykład:

Naprawdę nazywał się Eranio Babich i neutralizował się w Kanadzie jako Jackson.

/zamiast naturalizował/ 

Fenomen normalnie. Można wziąć którąkolwiek stronę i wykazać 10 błędów.

W tym galimatiasie ginie treść, bo nie można wierzyć w czymkolwiek autorowi, skoro nie potrafił uniknąć tak podstawowych byków. 


    

Początek:

 Koniec:

Wyd. ETHOS Łódź i to wszystko, co wiadomo na ten temat

Z knihobudki

Przeczytałam 5 listopada 2025 roku

 

Wczoraj rano była dostawa od Szyszkodara. Sześć toreb do mnie, sześć od razu do knihobudki. Chodziłam do niej ze cztery razy układać na nowo w miarę, jak ich ubywało (ach, jaki ludzie robią burdel...) i za każdym razem nie mogłam się dopchać 🤣


 Już mamy wypraktykowane, że Szyszkodar składa torby pod ścianą w kuchni...


 a potem zabieramy się z córką do wypakowywania i układania w stosach. Ona też już złapała bakcyla i uczestniczy w czynnościach, w nadziei, że znajdzie coś dla siebie 😂 I znalazła kilka (w tym jedną, którą jej zakazałam wynosić po przeczytaniu, bo będzie MOJA, radziecka).


Czy ja dla siebie też coś znalazłam? Jasna sprawa 🤣 Tylko jedenaście! 

/ale może się jeszcze co do któregoś rozmyślę?/

Wczoraj wybierałam się do kina. Projekcja miała się zacząć o 16:05 czy jakoś tak. Bardzo odpowiadająca mi pora, bo i w domu tak oglądam filmy, między 17.00 a 19.00 - później jest be, a zwłaszcza po kinie może być problem z zaśnięciem, no bo wiecie, człowiek się bardziej wczuwa i przejmuje niż przed swoim telewizorem. No tak na trzy godziny przed seansem zaglądam na stronę, a tam wykupione bilety, zostały tylko w pierwszym i drugim rzędzie oraz ostatnim. NO NIE! Na końcu za daleko na napisy, na początku to by mi chyba łeb chodził jak na meczu tenisowym. Moje ulubione miejsce jest piąte w piątym rzędzie (to kameralne kino), jak by ktoś pytał. Nie pytał? Trudno.

Cóż było robić, sprawdziłam kiedy jeszcze o jakiej godzinie grają tego Kafkę i będzie w następną środę o 16:40, no niech. Jednakże postanowiłam i tak się do kina udać i kupić już bilet, żeby nie było powtórki z rozrywki. Po drodze się rozmyśliłam wszakże jednakże, bo co ja wiem, co będzie za tydzień. W ogóle to nie cierpię kupować biletów naprzód, bo przecież może się zdarzyć, że wstanę z globusem... Może sobie kupię parę godzin przed seansem online jednak? Czego unikam jak zarazy, bo wolę płacić gotówką.

Pojechałam więc robić kroki do... centrum handlowego. Przepraszam wrażliwych. Kupiłam kalendarze na przyszły rok, więc przynajmniej ten problem z głowy. Oraz na widok choinek zdałam sobie sprawę, że jeśli chcemy mieć takową w domu, to musimy się pozbyć łóżka Ojczastego. Kupował je brat, ale zapytany, co z tym, zaproponował, żebym sobie sama sprzedała (co cieszy, bo zawsze to tysiak wpadnie 😁). Z tym, że należy je porządnie wyfotografować do ogłoszenia, a tymczasem dziada z babą tam brakuje, bo łóżko służy za podręczny magazyn wszystkiego. Chyba trzeba będzie na chwilę je opróżnić... Bo żeby choinka stanęła na swoim miejscu czyli w kuchni, należy zabrać do sypialni biurko. A żeby postawić w sypialni biurko, należy przenieść kanapę - no gdzie? na miejsce łóżka Ojczastego w pokoju obok. Ojojoj, ciągle jakaś robota 🙄

Ale nie narzekajmy, tak przecież marzyłam o tej chwili! 

Kroków w galerii zrobiłam 10 tysięcy - te cholery wszystko pozamieniały miejscami w Auchanie, nic nie mogłam znaleźć, czy im płacą za takie "ulepszenia"? Hm, wiadomo, że płacą. 

A kino? Obejrzałam sobie w domu Nieznajomych z pociągu (stary dobry Hitchcock), nie było polskich napisów, więc z włoskimi 😉 wszystko zrobię, byle nie męczyć się z angielskim 🤣


 

wtorek, 21 stycznia 2025

Alek Rogoziński - Teściowe w tarapatach

 Rany, ja się nigdy nie nauczę, żeby nie brać do ręki głupot takich! Miało być zabawnie, ale to chyba dla tych, co wcześniej nic naprawdę zabawnego nie czytali 😢 To jest kategoria dla bardzo niewymagających... nieraz się mówi aaa, przeczytam sobie coś odmóżdżającego... co to właściwie znaczy? Że ma być lekko, łatwo i przyjemnie, prawda? To już naprawdę lepiej wrócić do jakiejś starej Chmielewskiej.


 


 



 

Wyd. Skarpa Warszawska 2024, 299 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 17 stycznia 2025 roku


Na styczniowy seans wybrałam Agenta szczęścia, bo Emilię Perez córka mi znalazła do obejrzenia online, to co się będę 😁

I kto oczywiście wlazł do kina w jakiś kwadrans po rozpoczęciu projekcji?

No pani Marysia ofkors. Ta kobieta jest porąbana 🤣 Zapewne biegła z jakiejś innej kulturalnej imprezy i nie zdążyła. Chyba, że ze stołówki, bo raz coś na ten temat mówiła... Ciekawe, co teraz zrobi, żeby obejrzeć niewidziany początek - tu już się nie wprosi, bo to była ostatnia projekcja Agenta szczęścia w tym kinie. 

Nazbierałam ulotek przy okazji, ale powiem Wam, że nic mnie specjalnie nie nęci, jakieś puchy są... może nowy film Ozona? No, ale to mam miesiąc na myślenie, na co by tu iść 😉

A w ogóle to po dwukrotnej bytności w kinie okazuje się, że chodzę tam, żeby się zdrzemnąć, najwyraźniej. Bida z nędzą, takie mam niedostatki snu, że zaraz przysypiam. Co ciekawe, gdy oglądam film w domu tak się nie dzieje, ale może dlatego, że jednak w kinie to ciemność, skupienie na ekranie, a w domu to jak mnie zaczyna rozbierać - wstanę zrobić sobie herbatkę etc.

Co ostatnio obejrzałam (w domu):

- wspominałam o serialu Palm Royale... po pierwszym odcinku pytałam córkę, czemu mi to każe oglądać, ale potem się wciągnęłam 😁 lata 60-te (ach, te stroje), pewna arywistka, była Miss czegoś tam, postawiła sobie za cel stać się częścią socjety

- Doktor Żywago to już wiecie. I dobra, nie będziemy się śmiać z idealnie wygolonego podbródka Omara Sharifa, które całe tygodnie jedzie z rodziną w pociągu pełnym takich jak on nieszczęśników... grunt, że to wspaniałe widowisko, jedno z ostatnich takich

- Konklawe obejrzałam i byłam usatysfakcjonowana, nieźle trzymało w napięciu, zwroty akcji itd. aż tu nadszedł koniec i niestety zepsuł wrażenie, dolepiony ni z gruchy nie z pietruchy, ale to już niech każdy sam się przekona

- Sztuka pięknego życia, melodramat z "kreacjami" nominowanymi do Oscara - jak dla mnie żadnej chemii między bohaterami

- w ramach powrotów Filadelfia, zawsze piękny film

- koreański April Snow (2005), miałam nadzieję na jakiś miły melodramacik, a tu bardzo smutna historia: para bohaterów spotyka się w szpitalu, bo ich małżonkowie mieli wypadek samochodowy i tak wyszła na jaw zdrada; chciałoby się im odpłacić pięknym za nadobne; rozdarcie między sprzecznymi uczuciami: potrzebą lojalności i zranieniem przez najbliższą osobę. Och, chyba muszę wrócić do Spragnionych miłości...

 

Z okazji śmieciarkowej byłam w jednej z kamienic przy ul. Mogilskiej i zapytałam, jak się tam mieszka. Ciężko się mieszka. Z jednej strony okna na podwórko, tam cisza absolutna, ale z drugiej: tramwaje, ruch samochodowy, karetki co chwila prujące na sygnale. Ni ma letko, gdy się mieszka przy głównej trasie  prowadzącej z Krakowa do Nowej Huty. Dobrze mamy na osiedlu 😁


 

Orzeczenie o niepełnosprawności, ciężka sprawa. Rzecz w tym, że lekarka rodzinna wpisała jako główny powód otępienie. No i teraz domagają się bumagi od neurologa. Skąd ja im wezmę neurologa? Na razie w piątek przyjdzie ta rodzinna wypełnić inny papier, zobaczę, co mi powie - pewnie prywatnie trzeba takiego neurologa na domową wizytę zamówić. W urzędzie zasugerowałam, że jedyne, co może neurolog zrobić z takim głuchym i ślepym pacjentem, to stuknąć go młoteczkiem w kolano, ale urzędniczka twierdzi, że mają swoje sposoby... Okazało się, że moja naiwność nie ma granic: myślałam, że skoro zaznaczyłam we wniosku, że pacjent nie może się stawić na komisję, to komisja stawi się u pacjenta. Nie nie nie - komisja nigdzie nie jeździ, komisja orzeka na podstawie papierów. Więc ten papier od neurologa to podstawa.

Ale urzędniczka wspomniała przy tym o możliwości uzyskania świadczenia wspierającego i tu już się we mnie odezwała chytra baba z Radomia, więc pojechałam złożyć kolejny wniosek - bo to gdzie indziej. Dwie wyprawy, dwie kolejki, wniosek złożony, ale czas zacznie płynąć dopiero od dostarczenia tego orzeczenia z pierwszego urzędu. A to Bóg wie kiedy (i czy w ogóle) nastąpi, no bo ta papierologia. Dziwić się, że kolejki do specjalistów.


A na osiedlu znów grasują dziki. Trochę się boimy wychodzić do budki wieczorem. Z drugiej strony one i w biały dzień rozrabiają 😂 Córka mówi, żeby w przypadku bliskiego spotkania wskoczyć na najbliższy samochód... taaa... ja i wskoczyć...


Ze wspomnianej budki ostatnio znów zafasowałam stos zeszytów - dziewczyna przyniosła różne różności, bo się wyprowadza. Bardzo lubię sobie tam ucinać rozmówki, przy okazji słyszę, jaka to fajna inicjatywa. Rozmawiałam już z paroma osobami na kolejny temat - że przydałoby się takie miejsce na zostawianie rozmaitości w dobrym stanie, które innym mogą się przydać: drobne AGD, sprzęty domowe, wazoniki i talerzyki etc. Najlepsza byłaby taka wiata śmietnikowa z paroma regałami postawiona gdzieś na osiedlu. Ale na to spółdzielnia nie pójdzie, marnie to widzę. Rzecz w tym, że KTOŚ by musiał tego codziennie doglądać i robić porządek, wiem przecież po książkach, że ludzie porozwalają wszystko przeglądając i zadowoleni pójdą sobie, a co dopiero w przypadku innych rzeczy 🤔 No, a ten KTOŚ (czyli ja) na razie chyba by się nie podjął dodatkowego obowiązku...

Następnym razem:

  • o kolejnych wytypowanych do wydania książkach
  • o skwerze z nartami
  • o brakach farmakologicznych
  • o kompasie w Muzeum Narodowym


Czwartek 16 stycznia: 10.726 kroków - 6,4 km  (był Dzień Pieszego Pasażera, gdy wracałam z kina - z buta; jakiś mieszkaniec Podkarpacia zaparkował na torach tramwajowych i poszedł w pizdu 🤣)

Piątek 17 stycznia: 13.162 kroki - 8,6 km

Sobota 18 stycznia: 7.152 kroki - 4,5 km

Niedziela 19 stycznia: 5.250 kroków - 3,1 km

Poniedziałek 20 stycznia: 6.056 kroków - 3,7 km

niedziela, 22 października 2023

Zygmunt Kałużyński, Tomasz Raczek - Perły kina. Leksykon filmowy na XXI wiek - tom II (Ekranizacje literatury)

Prolongując nie wiem który raz wreszcie skończyłam ten tom. I chyba już innego nie zacznę. Nie dlatego, że nie chcę, że mi się nie podoba, tylko generalnie muszę się jednak odkleić od bibliotek. Nawet w tym tygodniu już kilka książek odniosłam nieczytanych i właściwie szykuję się na zrobienie tego samego z resztą, z wyjątkiem dwóch kryminałów 😂 i tego SOR-u, który teraz czytam, ale z niesmakiem poniekąd.

Po lekturze poprzedniego tomu Pereł kina (w lipcu) zrobiłam długą listę filmów do obejrzenia, z czego wykreśliłam do tej pory raptem osiem. Teraz mam do zrobienia kolejną listę 🤣 Tak się będę bawić do końca świata... Ale sukcesem jest, że wczoraj obejrzałam ostatni (alfabetycznie) film z tej nowej, jeszcze niepowstałej listy, a był to mianowicie Żurek z fenomenalną Katarzyną Figurą. Obie listy zawierają filmy kiedyś już obejrzane oraz te dla mnie dziewicze, i Żurek był z ostatniej kategorii. Bohaterka niedawno została wdową po samobójczej śmierci męża, żyje biednie, a do tego 15-letnia córka, niepełnosprawna umysłowo, właśnie urodziła dziecko i teraz głównym zadaniem jest znaleźć ojca tego dziecka i ochrzcić je, bo święta idą. No i oczywiście co ludzie powiedzą. Koszmarny obraz prowincji i przenikające do szpiku kości zimno - ale przecież nie będę zawsze oglądać komedii, nie?

Generalnie najbardziej lubię czytać rozmowy obu panów, a gdy trafiają się recenzje napisane przez jednego tylko z nich, to jednak Kałużyńskiego czyta się lepiej - miał swoje przekonania, trochę przedwojenne, miał charakterystyczny język, to, co mówił/pisał było bardzo barwne, choć nie zawsze się z tym zgodzę.


Początek:

Wyd. Instytut Wydawniczy Latarnik, Michałów - Grabina 2005, 405 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 18 października 2023 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

Zaczyna mnie przerażać moje nieopanowanie, jeśli chodzi o zgarnianie książek. Nie jest jeszcze tak, że BIERE wszystko, ale stanowczo za dużo tego 🤣 Popatrzcie tylko - romanse sprzed lat 😂 Znaczy to akurat wzięłam, bo akcja w Wenecji, ale jakoś powątpiewam, żebym kiedykolwiek znalazła cierpliwość na przeczytanie czegoś takiego... Swego czasu, gdy (jeszcze przed Pragą) na tapecie była właśnie Wenecja, trochę takich zbierałam, ale i tak jedyną chyba, do której wracam i będę wracać, to L'amante senza fissa dimora. Reszta może leżeć. Taki jestem ambitny czytelnik!

A o kuchennych to już nawet szkoda gadać. Nazywało się to, że trzeba ratować przed deszczem, bo ktoś wystawił karton koło jednego z bloków na moim osiedlu. Więc uratowałam 🤣

Zaraz zajrzałam do Zup, bo wreszcie zabieram się za ten kapuśniak na żeberkach, co się go Ojczasty domagał. Jak nic nie wiedziałam, tak dalej nie wiem. W każdym przepisie inaczej. Ziemniaki osobno, ziemniaki razem. Kapusta osobno, kapusta razem. Żeberka gotować 20 minut, żeberka gotować 35-40 minut, żeberka gotować godzinę. Zaraz się muszę za to zabrać i jestem kompletnie zdezorientowana.

 

W jubileuszowym Lotto były dwie trafione 🤣 Aż sprawdzałam w internecie, czy coś za to płacą; no kurka nie 😁

 

PS. Ło matko, jak śmierdzi ta gotowana kapusta 🤣