No, że babskie takie 😏
Ktoś w Bibliotece Kraków wpadł na pomysł wydania tych zapisków - albo może rodzina się z nimi zgłosiła? To nieistotne. Ciekawsze byłoby zrozumieć, co mną powodowało, żebym je pożyczyła z bibliotecznej półki... Magia nazwiska Kossak?
O autorce w gruncie rzeczy wiem tyle, co wszyscy w Krakowie - że próbowała ratować rodzinne siedlisko, prowadząc w nim niegdyś kawiarnię artystyczną i że niestety piła. Tak się jednak złożyło, że na drugi dzień po wypożyczeniu tomiku spotkałam się z dawną koleżanką z pracy, a ona mi opowiedziała o filmie obejrzanym w kinie, filmie o siostrze Glorii Kossak, Simonie. I jest w nim mowa o tym, jak Gloria paskudnie z siostrą pograła, zawierając zakład z pewnym mężczyzną, że ją uwiedzie/nie uwiedzie. Który to mężczyzna zakład wygrał, po czym publicznie o tym opowiedział nie tylko głęboko raniąc Simonę (której niby to zaproponował małżeństwo), ale i ośmieszając ją w oczach innych.
Nie wiem, czy to prawda czy trochę ubarwione, ale niestety zarzutowało na mój odbiór wierszy Glorii. Bo z tej poezji wygląda kobieta wiecznie głodna miłości, uczuć, wrażliwa na przyrodę (choć strasznie to jakieś pensjonarskie) - ale nie mogłam się pozbyć obrazu osoby okrutnej do granic.
Zresztą w przedmowie Joanna Jurgała-Jureczka (autorka książki o Kossakach) pisze wręcz:
Ci jednak, którzy ją znali, wiedzą, że nie mogę o niej pisać zbyt pochlebnie.
Początek:
Koniec:
Wyd. Biblioteka Kraków 2022, 65 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 10 października 2022 roku
Skorzystałam z pięknej pogody i konieczności oddania kryminałów na Dębnikach - zajrzałam przez dziurę w ogrodzeniu do Kossakówki. No cóż, nie wygląda lepiej niż na przykład przed rokiem.
Z frontu nowej kuchni
W piątek skróciłam sobie pracę o dwie godziny, żeby przy dziennym świetle coś tam zdziałać w kuchni. Z sąsiedzką pomocą zostały odkręcone drzwiczki od tzw. kredensu i wyniesione przed blok (jeszcze tam są). Cztery szuflady planuję przenieść do pokoju razem z zawartością i wyrzucić dopiero po przełożeniu tejże do nowej zabudowy 😀
Sytuacja dzisiejszego poranka kształtuje się tak natomiast, że MAM CZAS. Panowie otóż nie przyjdą w poniedziałek, bo jeden z nich będzie miał we wtorek zakładany holter. Więc początek w czwartek. W ten czwartek, kiedy mam na Fabryce egzamin do przeprowadzenia od 10.00 czyli najpóźniej o 9.00 muszę wyjść z domu. No to jest mój pech, doprawdy. Jeśli przyjdą o 7.00 rano i wszystko uzgodnimy, to OK, ale co jeśli nie?
Póki co, mogę spokojniutko pakować manele. Właśnie się wybieram do Pepco i jeśli tylko mają jeszcze na stanie te pojemniki po 20 zł, to przyniosę kilka, a po remoncie oddam 😎 Będzie to jednak wygodniejsze od kartonów.
To jest, kuźwa, niesamowite, ile bambetli się nazbiera w domu. Jedyne, co mi się udało ulokować u sąsiadów, to fotelik. Chciałabym jeszcze krzesła, ale coś jojczą, że nie ma miejsca.






















































