Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z akcją w Pradze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z akcją w Pradze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 grudnia 2021

Krzysztof Petek - Zaklęcie dla Golema: Praga

 

Jotka wspomniała o tej książce, że ktoś u nich podarował do biblioteki. Poszukałam więc w naszym katalogu, oczywiście była gdzie? Gdzieś tam w Nowej Hucie. To tak w większości bywa, gdy czegoś szukam 😁 No, a tak sprawa utrudniona.

Otóż gdy po zeszłorocznym pierwszym lockdownie wróciłam do pracy - bałam się tramwaju i jeździłam na rowerze. Wówczas to dokonałam wyczynu na miarę stulecia, bowiem pojechałam oddać zaległe książki właśnie do Huty i właśnie rowerem, co prawdopodobnie będę wspominać do końca życia (niezależnie od tego, ile mi go zostało). Jesienna aura przekonała mnie do powrotu na tory, od tej pory kupuję jednak tylko kartę na jedną linię, ot, żeby do Fabryki dojechać i tyle. W ramach oszczędności oczywiście, zwłaszcza, że przecież tylko praca-dom. Dodatkowo miasto skasowało karty na dwie linie (a to by było idealne - wzięłabym na czwórkę i byłoby git, a tak w weekendy, gdy jadę do Dżendżejowa, wysiadam na Bagateli i walę zu Fuss do dworca, ale to przecież tylko dwa przystanki; dziady skasowały też bilety 10-minutowe, zapłacić 4 zł za te dwa przystanki? no bez jaj). 

Więc gdy trafię na nowohucką książkę, jest problem. Czekam z niecierpliwością na lipiec i emeryturę, będzie mi przysługiwał ulgowy i wtedy wrócę do karty na całą sieć. Tymczasem korzystam z uprzejmości Naszej Nowej Sekretarki, która się oferuje, że może mi pożyczyć to i owo i tak właśnie woziła mi Leviego wcześniej, a teraz tę praską dla dzieci. 

Koniec bibliotecznej epopei. 

A nie, jeszcze dla potomnych muszę wynotować, z których filii aktualnie korzystam. Otóż: biblioteka osiedlowa, na Królewskiej, na Sienkiewicza i na Krakowskiej (te są po trasie ósemki), a piechotką sobie dochodzę jeszcze do filii na Dietla.  W przypadkach beznadziejnych jestem nawet w stanie dojść na Daszyńskiego, a w czasach pedałowania nawet się kiernęłam parę razy na Królowej Jadwigi, również na pogaduszki, bo tam obecnie kierownikuje pani Grażyna, która wiele lat spędziła na naszym osiedlu. Filii jest 56, więc jeszcze sporo przede mną 😁 Na przykład mogłabym któregoś roku uruchomić taki projekcik, że 56 filii na 52 tygodnie i z każdej coś pożyczyć 😂 Dobry pomysł, co nie? Pamiętam z czasów bytności na fejsie, że jeden chłopak realizował sobie projekt odwiedzenia wszystkich kin w Polsce! No, to dopiero jest wyczyn!

 

A teraz do książki. Przywiozła mi ją z nowohuckiego osiedla Nasza Nowa Sekretarka (niniejszym ustalam, że nazwy dla naszego obecnego pracowniczego zespołu będą: Nasza Nowa Sekretarka, Nowa Księgowa, Artystyczny i Derechcja) i rzuciłam się na nią (znaczy na książkę) jak szczerbaty na suchary, no bo Praga w końcu.

Oj, co za zawód.

Wiadomo, że ktoś taki jak ja tylko czyha na zmyłki w nazewnictwie czy topografii, skoro już jesteśmy w Pradze, ale przecież to nie jest mój jedyny cel. Wolałabym, gdyby powieść okazała się czytable. No niespecjalnie. To znaczy nie wiem, co na to target czyli dzieciaki, ale dla mnie duży knot.

Autor to jakiś harcerz, który postanowił iść w ślady Pana Samochodzika, sam się z tego podśmiewując zresztą. Naprodukował całą masę książek, a ta praska jest z serii Tajemnice i zagadki, gdzie każdy kolejny tom rozgrywa się w... no jasne, w innym europejskim mieście. Oczywiście nie mam pojęcia, czy pan Petek te wszystkie miasta odwiedził czy też posiłkuje się mapą i przewodnikiem, nieważne. Ważne że lubię, jak w powieści wszystko trzyma się kupy. A czy trzyma się kupy zdanie cała piątka starała się zerkać tacie przez rękę i przez ramię - gdy w aucie siedzą mama, dwie córki bliźniaczki i synek? Aż wróciłam do początku, przekonana, że przeoczyłam jakieś dodatkowe dziecko. Najwyraźniej w zerkaniu tacie przez ramię tata też bierze udział. Rodzinka wyrusza starym fordem do Pragi z okazji takiej, że tata dostał wynagrodzenie za publikację w amerykańskiej książce historycznej. Fajnie, że tak płacą - 5-osobowa rodzinka udaje się mianowicie prosto do Grand Hotelu Europa przy placu Wacława. Dobrze. Mama, choć naukowiec, za zabytkami nie przepada (za to jak każda mama ma zawsze przy sobie zestaw jedzenia i picia dla swojej trójki i podręczną apteczkę, nie wspominając o swetrach, gdyby się ochłodziło - trzech swetrach), 8-letnie bliźniaczki też do tej pory nie przejawiały takich zainteresowań, ale ze starszym o 2 lata bratem będą poszukiwać Golema, bo taką zagadkę zostawił im zwariowany dziadek, pracownik Ministerstwa Kultury i Sztuki (coś nam to przypomina, nie?). 

Przyznam się, że takich mądrych dzieci to ja nie znam. Trzeba przeczytać teksty, które wygłaszają - przypominam: 8 i 10 lat. Tatuś też nie jest lepszy, bo ledwo się zatrzymają koło jakiegoś zabytku, ten recytuje zdania żywcem z przewodnika (nudnego przewodnika), typu, że dany budynek powstał w 1386 roku albo tu stał pomnik, który w 1879 roku przeniesiono na Wyszehrad. Albo że w Muzeum Narodowym schody są oświetlone kulistymi lampami (no, informacja niezwykle istotna, to w ogóle chyba jakiś fenomen - kuliste lampy, no coś takiego). Mama też jest wiarygodna: nikt z nich nie zna czeskiego, ale ona widząc szyld hotelu U Zlatých nůžek od razu wie, ze chodzi o Złote NOŻYCZKI. Akurat!

Bardzo mnie też zaciekawił następujący poranek rodziny. Uwaga, liczymy. O wpół do dziewiątej schodzą na śniadanie. W godzinę później wyruszają - samochodem - na drugą stronę Wełtawy. Samochód zostawiają na parkingu i jadą kolejką na Petřín. Tam wchodzą sobie na praską wieżę Eiffla, potem idą do labiryntu luster, następnie posilają się ciastkami i colą z mamy torby, dokładnie oglądają i opukują Mur Głodowy (długości kilometra), idą na piechotę Kampą i przez most Karola na Stare Miasto, spędzają chwilkę na placu Mariańskim, wreszcie dochodzą na Rynek Staromiejski i teraz słuchajcie: pora na obiad, mają 40 minut, jedzą ten obiad, jeszcze sobie fundują trdelniki na placu i oto... pięć minut brakowało do dwunastej, kiedy to będą mogli obejrzeć Orloja w całej krasie. Czyli dokonali tego wszystkiego do 9:30 do 11:55, w dwie i pół godziny!

Rany rany, jak ja bym chciała, żeby mi w Pradze czas też się tak rozszerzał i rozstępował! 

W obliczu różnych nieprawdopodobieństw nie warto już chyba wspominać, że kościół Cyryla i Metodego, w którym zginęli spadochroniarze, znajduje się według autora na palcu Karola. To już nie wiem, w jakim przewodniku wyczytał. 

Cytując pierwszą stronę: moje usta rozszerzyły się w uśmiechu niedowierzania 😂

Reasumując - to nie jest pragensie, które chciałabym w domu mieć.
 

Początek:

A' propos - Weronika, która rozparła się w samochodowym fotelu, siedzi z tyłu, razem z resztą rodzeństwa. Fordy mondeo mają z tyłu fotele? Tak pytam, z ciekawości...

Na kolejnej stronie mama otwiera usta, które przypominają teraz tunel pośpiesznego pociągu. Rozumiem, że tunel pociągu osobowego wygląda inaczej?

Słuchajcie, tam takie głupoty są co krok. Nie notowałam, bo szkoda czasu.

Koniec:

Wyd. Dookoła Świata, Kutno 2013, 182 strony

Z biblioteki

Przeczytałam 15 grudnia 2021 roku

 

Dziś kolejna porcyjka (další várka) z krakowskich ulic. Poszukałam w internecie - geil znaczy zajebisty 😁 Nawiasem mówiąc, nie cierpię tego słowa.



Wiggle to poruszać, kołysać, huśtać (się). Dalej nie rozumiem.

 

Miałam dziś mówić o czeskich filmach, ale przypadkiem (jasne...) trafiłam na YT na dokument Michałkowa o Michałkowie - czyli syna Nikity, reżysera, o ojcu Siergieju, poecie - i obejrzałam na jednym tchu. Ta rodzina mnie fascynuje, nieraz sobie myślałam o tym, jakie to ważne przyjść na świat w takim, a nie innym środowisku, właśnie zainspirowana rodziną Michałkowów-Konczałowskich. A film OJCIEC (2003) to hołd oddany twórcy radzieckiego i rosyjskiego hymnu przez krąg rodziny właśnie, w 90-lecie urodzin. Siergiej Michałkow zmarł sześć lat później, ciągle w znakomitej kondycji intelektualnej. W filmie na pytanie, co jest najważniejsze w życiu, odpowiedział, że twórczość. Jest jeszcze drugi dokument, o mamie, obejrzę jak najszybciej.

Co do Nikity Michałkowa oczywiście trzeba jednak rozróżnić twórcę od człowieka, komu się może podobać jego poparcie dla Putina... ale Spaleni słońcem zawsze będą arcydziełem. Odkąd mam projektor i duży ekran obiecuję sobie do nich wrócić, ale z drugiej strony boję się, boję się okropnej migreny nazajutrz, bo zawsze się na tym filmie okropnie spłakałam 😥

 

I to by było na tyle, idę się myć i na nowo pakować, oczywiście mając nadzieję, że tym razem żadna błyskawiczna migrena hybrydowa mi nie przeszkodzi w wyjeździe do Dżendżejowa 😀 Pociung wedle nowego rozkładu jazdy jest nieco wcześniej. Do czytania zabieram czeski kryminał stary, niedawno kupiony (jestem w połowie), oraz coś po czesku, co już kiedyś czytałam i chcę sprawdzić, na ile się posunęłam językowo. Czyli same czeszczyzny aktualnie. Proč ne?


DOMOFON praski, ale międzynarodowy. A przy tym krzywy. Za to Tesla. Wulffa to bym się bała!


czwartek, 11 listopada 2021

Marshall Browne - Inspektor Anders i praskie dossier

 No, stojí to pěkně za hovno! I właściwie to już cała recenzja. Wzinam z biblio, bo miała hasztag Praga, co nie? No ale. 

 Najpierw się okazało, że to jakaś tam kolejna część serii o tym inspektorze, a aluzje do osób i historii z przeszłości są dla niezorientowanego czytelnika męczące. Jeśli do tego dodać fatalne tłumaczenie/pisarstwo, to - kurka wodna - zrozumiałe, dlaczego męczyłam się z tym tomem pięć dni (czytając jedynie w tramwaju, bo w domu przed zaśnięciem nie mogłam zmóc więcej niż dwie strony) i w końcu dziś rano, korzystając ze święta, odwaliłam ostatnie sto stron.

Nawiasem mówiąc, chyba pierwszy raz się tak zdarza, że mam CZTERY wolne dni 😍 Poza sierpniem, ofkors. Derechcja mianowicie nagle a niespodziewanie oznajmiła nam, że możemy w piątek nie przychodzić. Hura hura. Zamierzam w związku z tym udać się jutro na poszukiwanie kurtki na zimę. Nawet mam obiad gotowy, z czego jestem bardzo dumna, bo to się rzadko zdarza! Poza tym jeszcze nie wiem, na co przeznaczę tę masę czasu - może na WIELKIE NIC 😁 

Poza licznymi trupami i drastycznymi szczegółami zbrodni sprzed lat, autor sadzi różne byki co do praskiej topografii. Zaczynam wręcz myśleć, że nigdy w Pradze nie był, że produkuje kolejne kryminały osadzone w różnych miastach (nie chce mi się sprawdzać), zaopatrzywszy się w mapę i przewodnik. To jednak nie zawsze uchroni przed błędami.
Tu niżej na przykład umiejscawia grób Kafki na starym cmentarzu żydowskim, który funkcjonował nawet nie do samego końca XVIII wieku 😂


 A tu z kolei bohater stojąc na progu Lucerny widzi tramwaj skręcający za róg. Pewnie specjalnie dla australijskiego pisarza przełożyli szyny 😂


 Początek:

Koniec:


Wyd. TIME Spółka Akcyjna, Warszawa 2020, 315 stron

Tytuł oryginalny: Inspector Anders and Prague Dossier

Przełożyła: Danuta Śmierzchalska

Z biblioteki

Przeczytałam 11 listopada 2021 roku


Kilka migawek z zeszłej niedzieli w Rynku...

i na osiedlu 😀

 

Wracając do Lotto. Sprawdziłam w końcu wyniki i dowiedziałam się, że mam trójkę, więc zapłacą mi dychę. A że miałam z Plusem, pomyślałam, żem głupia, bo gdyby było bez Plusa, dostałabym 24 zet.

Poszłam odebrać tę gigantyczną sumę, a tu pan mi daje - 34 zł. Okazuje się, że jak z Plusem, to biorę i za zwykłe Lotto i za Plusa. Kto by się w tym wyznał...

Co nie zmienia faktu, że na nową kuchnię nie wystarczy...

Tymczasem nabyłam znaczki. Prawda, że ładne?



Domofon znów troszkę międzynarodowy. Ale jest i Peszek i jakaś bystra pani. Aż pójdę sprawdzić, co znaczy bystrá. Otóż dobra, mądra, jasna. 

 

Piątkowy apdejt poranny

Święto, święto i po świętach...