Ja nie wiem, co to jest: starość czy zima czy zmęczenie po przeżyciach ostatnich miesięcy, ale po pierwsze nic mi się nie chce, po drugie nieprawda - coś mi się chce: mianowicie spać. W domu codziennie jakoś tak schodzi nie wiadomo na czym, a gdy już w końcu się położę, to nieraz nawet książki nie otworzę (choć zawsze tam w łóżku jest), a co dopiero mówić o przeczytaniu choćby jednej strony! Chodzę i utykam (nie na nogę, tylko bambetle domowe) i właściwie, żeby zrobić raz a dobrze, powinnam zrezygnować z pracy chyba. Wiecie co, fajnie, gdy tak śnieg leży bielutki etc., ale wolałabym, żeby wiosna przyszła. Wydałam 35 zł na nowe fleki do kozaków, a w kilka dni później odpruł się w jednym miejscu suwak (zwany tu i tam eklerem, ale dla mnie eklery to zawsze będą ciastka, chociaż za tymi akurat nie przepadam). Mało mnie szlag nie trafił, ale miałam jeszcze jedne, więc nie zostałam bez butów na szczęście. Wymiana suwaka to pewnie co najmniej 50 zł i nie mam już ochoty dokładać...
Dobra, ale dlaczego ja właściwie o tych butach? Aaa, żeby ponarzekać 😁Bo ogólnie mam špatnou náladu, a do Pragi jeszcze prawie pięć miesięcy. W dodatku majową rezerwację zrobiłam tylko na tydzień i teraz mam myślenice, czyby jej sobie nie spróbować przedłużyć (bo może mnie nie stać, to raz, a dwa, że jeśli będę dalej pracować, to też nie wiadomo, czy mogę pojechać na dłużej).
O tej pracy (zakichanej) to muszę szerzej napisać następnym razem. Teraz skupmy się na książce, a następnie na jedynej pozytywnej rzeczy w tym tygodniu.
Jeśli chodzi o ten reportaż, to ogólnie jestem za. Wiecie, że mnie ta tematyka interesuje jako początkującego nekrofila 😂
Nie, no serio. Sporo interesujących rzeczy się można dowiedzieć. Jest i rozdział o przekazywaniu zwłok na cele naukowe - a kiedyś to planowałam (rozmyśliła mnie przyjaciółka dentystka, która miała przecież prosektorium na pierwszym roku studiów, bo szli wtedy równo z medycyną). A wiecie, że rośnie liczba donatorów? Po części ma to związek z narastającym ubóstwem, niestety (ludzie chcą oszczędzić bliskim wydatków związanych z pogrzebem).
Ale - można nawet na swojej śmierci zarobić. Jest bowiem taki gość w Niemczech, który preparuje ciała, niby, że nie płaci, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że rodziny mogą otrzymać za ciało od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Potem znajdzie się ono na wystawie BodyWorlds, kojarzycie pewnie.
Rozdział o pochówkach poronionych ZARODKÓW też jest ciekawy. Żeby mógł zostać pochowany, musi być znana jego płeć. W tym celu należy zamówić badanie genetyczne za 4 stówy - no ale potem można zainkasować zasiłek pogrzebowy w 10-krotnej wysokości... Tak, są grzebane 9-tygodniowe zarodki o "wzroście" 3,2 mm.
Jest i o trupim jadzie (nigdy nie zrozumiem tych, którzy całują nieboszczyka w otwartej w tym celu trumnie przed pochówkiem). A słyszeliście o porodach trumiennych? Tak, to się może stać - gazy gnilne nagromadzone w ciele zmarłej ciężarnej kobiety mogą wypchnąć płód pod ciśnieniem w czasie 24-48 godzin po śmierci!
Można też dowiedzieć się, jak się odbywa proces spalania w krematorium. A również - jak niektórzy przedsiębiorcy pogrzebowi oszukują klientów, żeby zaoszczędzić. Na przykład wyjmują ciało z trumny i wsuwają do pieca na kawałku sklejki, a trumnę sprzedają ponownie następnej rodzinie. Ba, nawet spalają nagie ciało, a ubranie też odsprzedają!
I jeszcze coś - jeden z przepytywanych producentów trumien twierdzi, że trumny kartonowe do kremacji - które myślimy, że są ekologiczne - wcale takie nie są, bo karton podczas spalania wytwarza trujące substancje. Ale czy można wierzyć w tym zakresie komuś, kto żyje z produkcji tradycyjnych trumien?
Ach, ostatnia sprawa. Wiecie, co oznaczają litery N.N.? Czyli to oznaczenie kogoś, kogo tożsamości nie udało się ustalić? Oczywiście jest to z łaciny, ale nigdy nie zadałam sobie pytania, od czego to skrót...*
Początek:
Koniec:
Wyd. Znak, Kraków 2022, 294 strony
Z biblioteki
Przeczytałam 17 grudnia 2022 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Na Śmieciarce zafasowałam cztery filmy, ale teraz już daję sobie spokój z wycieczkami krajoznawczymi 😂
No, a teraz jedyny jasny punkt. Czyli biurko. Wczoraj przyjechało o 18.55 (że Pan Stolarz zapowiedział się na 16.00, to chyba jasne; czekając zdążyłam obejrzeć Bruneta wieczorową porą i umyć drzwi od prysznica). Wreszcie odzyskałam swoje narzędzie pracy 😁 Co prawda jego miejsce zajęła wcześniej choinka, ale nic to. Za parę tygodni nie będzie po niej śladu i wtedy z powrotem zasiądę przed oknem, jak to drzewiej bywało.
Lampkę z Castoramy zdecydowałam się zachować, mimo żelazkowego sznura.
Teraz sobie porozkładam do szuflad drobiazgi i będzie gut, tak? 😍
* N.N. - nomen nominandum czyli imię godne nazwania.





















