Natomiast teraz, oczywiście, wszystko mi się kojarzy z Ukrainą, więc i tu się coś znalazło:
Początek:
Koniec:
Trochę żałuję, że nie dawałam zdjęć półek od początku prowadzenia bloga, bo miałabym teraz dokumentację, jak one się zmieniały, jak książek przybywało - i jak niektóre ciągle pozostają takie same (choć tych jest już mało). Przez kuchnię i od frontu prawdopodobnie wcześniej znajdowało się na kuchennym regale, ale jakoś wywędrowało do pokoju, który kiedyś tam, w zamierzchłej przeszłości, miał spełniać funkcję ha ha salonu, a obecnie kanapa jest okupowana przez moją córkę i jedynie od wielkiego dzwonu (gdy mają przyjechać jacyś goście) bywa składana. Bieda, panie.
Z własnej półki (widzieliście tę cenę na okładce? chyba z taniej jatki)
Przeczytałam 5 marca 2022 roku
Poszłam do biblioteki oddać Donnę Leon, a była to ostatnia biblioteczna pozycja - wcześniej, przed nastaniem gorącego okresu na Fabryce, pooddawałam wszystko (część nieprzeczytaną, ale męczyła mnie myśl, że coś czeka, a ja nie mam czasu). Tak więc nie miałam absolutnie zamiaru niczego pożyczać, nawet odmówiłam odebrania czegoś, po co stałam w kolejce (nazywało się to Bezmatek bodajże, nie pamiętałam, czemu to zamówiłam, ale na okładce przeczytałam, iż rzecz o stracie i stwierdziłam, że nie, absolutnie nie teraz, nie chcę nic dramatycznego). I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie chytry pomysł pań bibliotekarek, mianowicie po tej przebudowie ostatniej umieściły między wejściem a swoim stanowiskiem regał Nowości - kryminały. No i tak jakoś... Wyszłam z trzema. Że w obecnych okolicznościach przyrody tylko to można czytać. Ta Banach nie wiem, nazwisko widuję tu i ówdzie, ale nie czytałam, pewnie to pierdółka jakaś, zobaczymy.
Co do tych pięknych okoliczności, to wczoraj wstaję, jest szósta rano, a moja córka w łóżku (znaczy na tej kanapie) z laptopem na kolanach. W ogóle jeszcze nie spała. A na swoim biurku znajduję kartkę, widocznie miała jednak nadzieję na zaśnięcie i dlatego ją napisała.
Jest to wszystko koszmarne. Jak myślicie - jak się to wszystko skończy? Nie pytam nawet, kiedy, tylko JAK?
Dzwonili z Centrum Zarządzania Kryzysowego o nocleg dla dwóch mężczyzn, no gdzie ja wezmę do domu dwóch mężczyzn...
Ja mam ciągle takie (życzeniowe) myślenie, że to co się dzieje - minie i wtedy wszystko wróci tak, jak było. Że trąbienie, iż ta wojna wszystko zmieniła, że tej Europy już nie ma, jest takie na wyrost. Że ci wszyscy ludzie wrócą do swych domów (których po części też już przecież nie ma) i sytuacja wróci do punktu wyjścia. Naiwne, co? O tym, że wojna może sięgnąć i nas, w ogóle nie mówię...
Prawdopodobnie ze stresu podwójnego (Fabryka + wojna), trochę nawet potrójnego (Ojczasty sam, brat za granicą), dostałam parchów na gębie (okolice oczu i brwi), nic nie pomaga, nie mija, swędzi, drapię się, choć nie powinnam, mam wrażenie, że po brwiach mi coś chodzi normalnie! Wczoraj w pracy prawie miałam kryzys, dajcie mi spokój, mam tego dość i wracałam do domu podwójnie nieszczęśliwa, bo zaczął się drugi semestr niemieckiego, a jedyne, o czym marzyłam, to do łóżka, a nie zaś komputer. W dodatku zmienili nam lektora, nie wiem, co się stało. Zaczynają się zajęcia, ten już upiera się, żeby CAŁY CZAS do nas mówić po niemiecku, no kurde, bez przesady - poza tym u tamtego wyrobiłam sobie dobrą opinię, a tu na nowo wszystko, niech to licho 😂 I jeszcze z poprzedniego semestru są tylko dwie osoby, a reszta czyli sześć to jacyś nowi, o rany, znowu się przyzwyczajać, ja jestem nieśmiała, nie lubię takich sytuacji. Nowy nauczyciel zapragnął się z nami zapoznać, więc żeby każdy coś o sobie opowiedział, oczywiście wszyscy się boją odezwać 😁 więc ja, no tak, nieśmiała, ale nie ciągnijmy już tego dłużej, dawaj na ochotnika, z moim ulubionym zajęciem czyli oglądaniem alte sowjetische filme, a co się będę szczypać, w pracy już sobie ze mnie kpią, że zniżam głos, jak coś takiego mówię 😏
A tak przy okazji ruskich filmów. Skończyłam oglądać kolejny serial i zamierzałam tu dać linka do pierwszego odcinka na You Tube. A tymczasem mówi mi, że w moim kraju nie mogę go oglądać - czarny ekran. Na wyszukiwarce kolejne odcinki są widoczne, ale gdy klikniesz na któryś, to nie ma możliwości obejrzenia.
Słuchajcie - co to znaczy? Rozumiem, że chodzi o restrykcje, ale czy to jest tak, że YT zablokował oglądanie ruskich treści poza Rosją czy też to Rosja w odwecie zabrania swoich filmów gdzie indziej? Nie płaczę, tylko chciałabym wiedzieć!
A' propos, widziałam mema (ale nie zapisałam) z nowym tytułem sztandarowego dzieła Tołstoja - Specjalna operacja militarna i pokój.
Przepis tygodnia
Dalej przerabiam zupy, ale na tej fasolówce się nacięłam, gotowała się chyba trzy godziny - na szczęście to była niedziela - fasola ciągle twarda, nie wiem, co źle zrobiłam.
W dodatku mi się wydawała za rzadka bez ziemniaków, zajrzałam do innego przepisu i z niego dodałam na koniec trochę drobnego makaronu:
W rezultacie powiedziałam sobie, że żadnej więcej fasolowej, co to jest do diabła, zupa ma być gotowa w godzinę!
Toteż w czwartek zrobiłam coś, co już w nazwie miało słowo szybki i w dodatku nie wymagało niczego ze sklepu. Tego się znowu nagotował cały gar (podanych ilości się nie trzymam) i jeszcze jest na dzisiaj, dzięki czemu nie muszę myśleć o obiedzie. Ale córka skrzeczy, że niedobre z tymi płatkami...
Tak naprawdę to o niczym nie muszę myśleć! Mam dziś - wreszcie - prawdziwy luksus - dwa dni w domu, do pracy już dzisiaj nie muszę, a może nawet przez cały weekend nie będę zaglądać do pracowniczej poczty? Chciałam po prawdzie jechać do Ojczastego (nie tyle chciałam, co uważałam, że powinnam), mam co prawda bilety na za tydzień, ale wydawało mi się, że trzeba sytuację skontrolować i teraz. Na szczęście sąsiadka, co mieszka pod nim, zapewnia, że wszystko jest w porządku, że ona zagląda i że jak by co, to zadzwoni. A że sam Ojczasty nie chciał, żebym przyjeżdżała, to w gruncie rzeczy z wielkim zadowoleniem zostałam w domu.
Ojczasty, podejrzewam, nie chciał z konkretnego powodu. Otóż on bardzo pilnuje tego, żeby do niego nie dopłacać, że on sam sobie radzi finansowo i gdy ja przyjeżdżam, to upiera się przy tzw. zwrocie kosztów, czego dokonuje z nawiązką. I nie ma dyskusji. A ostatnio mu się porobiło trochę ciasno, bo nie dość, że czuje się zobowiązany wysyłać co miesiąc kilkaset złotych swojej byłej żonie, to jeszcze w bloku musieli zrobić zrzutkę na nowy piec do c.o., założył pieniądze mój brat, ale on mu teraz oddaje co miesiąc po 300 zł.
DOMOFON praski - część trzecia tego samego. Po lewej Czesi, po prawej nie Czesi 😃
PS. Przeglądam ten You Tube, żeby znaleźć wytłumaczenie (nie znajduję, jedne rosyjskie strony są widoczne, inne nie), ale nagle widzę takie coś - czyżby atak hackerski? 😀
Oczywiście, wiadomo, że jest to przeznaczone dla publiczności w Rosji, która już w ogóle nie ma dostępu do prawdziwych informacji. Ale zaczynam się zastanawiać... Może naprawdę oglądanie rosyjskich filmów w tej chwili jest nie comme il faut? Bo do tej pory doniesienia o odwołaniu koncertów z muzyką rosyjskich kompozytorów czy inne takie hece (wycofywanie rosyjskich książek? coś mi się obiło o uszy) traktowałam humorystycznie, ale już sama nie wiem...
Poszukałam świeżych informacji o Michałkowie. Wiadomo od dawna, że to poplecznik Putina i pupilek władzy. Czytam:
Kreml-Kostgänger wie der Regisseur Nikita Michalkow haben den
anwachsenden Protest unter den Kulturschaffenden ohnehin längst
diffamiert. Seinen Künstler-Kollegen gehe es gar nicht um die Ukraine,
so Michalkow, sie "heulten" aus Angst vor Sanktionen, schließlich
besäßen sie Haus und Yacht im Ausland, was ein interessantes Verständnis
von den Einkommensverhältnissen russischer Künstler verrät.
co google translate tłumaczy, jak umie:
Mieszkańcy Kremla, tacy jak reżyser Nikita Michałkow, już dawno zniesławiali narastający protest pracowników kultury.Zdaniem Michałkowa, jego koledzy-artyści w ogóle nie interesują się Ukrainą, „płaczą” ze strachu przed sankcjami, wszak mają za granicą dom i jacht, co świadczy o ciekawym zrozumieniu sytuacji dochodowej rosyjskich artystów. I jak tu oddzielić artystę od człowieka-skurwysyna?










