niedziela, 16 maja 2021

Hannu Mäkelä - Pan Huczek

Znacie Pana Huczka? Ja kupiłam onegdaj, bo gdziesik przeczytałam, że to kultowe. A potem sobie stało na półce jako wyrzut sumienia: takie kultowe, a ciągle nieprzeczytane. W końcu zaliczyłam i teraz nie wiem, czy ono jest lub kiedykolwiek było kultowe u nas, w Polsce, czy tylko w Finlandii, gdzie niewątpliwie Pan Huczek jest bardzo popularny.

Zajrzałam na kilka wersji językowych Wikipedii, dowiedziałam się, że autor jest bardzo płodny i ma na swoim koncie ponad 100 książek, że zajmuje się problematyką ścierania się silnej jednostki ze zinstytucjonalizowanymi mechanizmami społecznymi, które ograniczają jej osobistą wolność. 

I tu mi się przypomniało, że gdy szłam ostatnio do sklepu, na murku przed nim wysiadywali jacyś młodzi ludzie, a przed nimi stał człowiek tak mnie więcej 25-30 lat z siatką w ręku i popisywał się swoją filozofią życiową. Dobiegło mnie zdanie:

- Nie, nie pracuję, nie jestem niewolnikiem.

Miałam silne przeświadczenie, że w siatce ma włoszczyznę na zupę, po którą posłała go matka-rencistka i że właśnie z jej renty oboje żyją. Wolny człowiek z gatunku szlachta nie pracuje.

Nie no, ja sama często przecież narzekam, że jako człowiek pracy jestem w pewnym sensie niewolnikiem, bo nie mogę wstać o poranku i ruszyć przed siebie, ale jednak. Filozof nie doszedł jeszcze do tego, że praca bywa różna i są nawet takie, które można lubić. 

Wróćmy jednak do Pana Huczka. Strasznie go wydano. Całkiem nie jak książkę dla dzieci. Wiem, to były ciężkie lata 80-te. Nie mam pojęcia, czy były kolejne wydania, to jest naprawdę zniechęcające. Właściwie Dwie Siostry powinny się teraz za to zabrać. Bo sama treść jest dość atrakcyjna: ten mały Pan Huczek, który powinien straszyć po nocach dzieci, ale coraz bardziej mu się nie chce i w dodatku zapomniał większość tego, czego go nauczył dziadek, więc czary wychodzą słabo.

Początek:
Koniec:

Półka: co znacie? Nie pytam przy tym o Rozmówki holenderskie 😂 Niestety połowa książek nie ma tytułu na grzbiecie, jako wielbicielka porządku uważam, że to nie w porządku ze strony wydawnictw...
Duże zdjęcie wiadomo dla kogo 😀

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1984, 141 stron

Tytuł oryginalny: Herra Huu (czyż nie pięknie?)

Przełożyła: Joanna Trzcińska-Mejor

Z własnej półki

Przeczytałam 13 maja 2021 roku


Kiepsko za ostatni tydzień wypada podsumowanie filmowe. Z nerwów, gdy córka się źle czuła po szczepieniu, nie obejrzałam swojej dawki. Potem spotkała mnie niemiła niespodzianka. Włączam piętnasty, ostatni odcinek serialu Matki, żony i kochanki, a tu kończy się, a wątki zawieszone w powietrzu. Co jest grane? Proszę córkę, która miała włączony komputer, o sprawdzenie na Filmwebie - a tam 22 odcinki! Nosz! Tak się cieszyłam, że już koniec i wreszcie przejdę do czegoś nowego, tymczasem jeszcze siedem sztuk do zaliczenia 😏

No, a potem jeszcze tak: z DAFilms (co to wykupiłam abonament na miesiąc jeszcze w zimie, po czym zrezygnowałam z kolejnego, żeby oglądać "normalne" filmy, a nie tylko dokumenty) najpierw napisali, że mi proponują zniżkę 70% na nowy miesiąc, a potem, że cały rok za 125 zł. Tu już się złamałam i kupiłam 😂 Tak że pewnie znów będą się tu pojawiać zajawki do dokumentów - ale nie codziennie!

Jedyne, co zrobiłam zgodnie z założeniem, to obejrzałam film rosyjski Два друга czyli ekranizację Witii Malejewa w szkole i w domu. Dość sympatyczne, choć oczywiście okrojone wątki.

  

Kiepsko to widać, ale w pokoju obowiązkowo portret Stalina, jak w każdej porządnej radzieckiej rodzinie 😀 Z drugiej strony można by się przyczepić, dlaczego mniejszy i gorzej eksponowany niż jakaś tam martwa natura! Do łagru z nimi!

I oczywiście obowiązkowe dywany na ścianach 😏

 

Mój przewoźnik do Pragi czyli Leo Express bombarduje mnie mailami, że zaraz mi wygasną jakoweś ichnie bonusy, jeśli natychmiast nie kupię biletu. Ja bardzo chętnie - tylko, że nie ma 😒 Jeżdżę zawsze połączeniem: autobus do Bohumina - przesiadka na pociąg do Pragi. Wyjazd po 9.00. A oni mi ciągle proponują pociung Kraków - Praga o godz. 5.00 i to nawet nie w dzień mojej rezerwacji, tylko następny. Ćwicząc się w cierpliwości postanawiam czekać - jak się rozkręci turystyka wakacyjna, to może wróci autobus... No, ale byłabym spokojniejsza, gdybym ten bilet już miała.

Tymczasem zakładając zeszyt na tę sierpniową Pragę zorientowałam się, że skończyły mi się cienkie kajeciki, więc udałam się do papierniczego. Jak ja kocham te sklepy (a raczej towar w nich sprzedawany)! Jakie tam mają na przykład piękne pudełeczka rozmaite! Z wielkim trudem oderwałam się od półek i nabyłam tylko to, po co poszłam 😏

Poza tym - tradycyjny sobotni globus. Czasem na drugi dzień wstaję jak nowo narodzona, a czasem słaba jak kocię (po czesku koťátko). Co jest dzisiejszym przypadkiem. A lista rzeczy do zrobienia czeka, tak? Wszystko z soboty przeszło na niedzielę. Boję się nawet do niej zajrzeć.

Ale spokojnie. Znalazłam na jakimś blogu i ukradłam 7 zasad zen. Oto one:

1. Rób jedną rzecz na raz; robienie jednej rzeczy naraz wbrew pozorom jest trudne.

2. Wykonuj wszystkie czynności powoli i z ochotą, choć robienie jednej rzeczy bez pośpiechu też nie należy do łatwych.

3. Zakończ to, co zacząłeś, by nie karmić się niepotrzebnym niepokojem.

4. Zatrzymaj się pomiędzy jednym a następnym zadaniem, czyli innymi słowy pamiętaj o odpoczynku.

5. Kultywuj rytuały; warto kultywować własne rytuały gdyż predysponują one nasz umysł i ducha do pozytywnego rozwoju,  także pomagają dostrzec nadzwyczajne w zwyczajnym.

6. Rób mniej, czyli wyeliminuj niepotrzebne czynności.

7. Uśmiechaj się i pomagaj innym, czyli zdobywaj świat uśmiechem i dobrocią swego serca.

 

EDIT

Ponieważ Ikroopka pokazała, jak wstawiać emotikony do komentarzy, nie mogę się doczekać zastosowania! Więc piszcie!

czwartek, 13 maja 2021

Bohumil Hrabal - Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych

Pod starym postem o Hrabalu ktoś mi napisał, że poleca Lekcje tańca... Dlaczego właściwie tego nie czytałam, skoro parę lat temu pożyczyłam z bibliotek całą masę Hrabala? Trzeba to nadrobić. Zamówiłam w osiedlowej filii, poszłam odebrać - a tu egzemplarz bez obwoluty. 

No nie, jak to będzie na zdjęciu wyglądać? Wzięłam, bo głupio mi było wybrzydzać, ale wróciwszy do domu zadzwoniłam do innej filii z prośbą, żeby sprawdziła miła pani na półce, czy ich egzemplarz ma obwolutę. Miał, aczkolwiek sfatygowaną. Jeszcze trzeba było pokonać opór materii czyli systemu, bo nie chciał mi przyjąć zamówienia, skoro mam ten tytuł wypożyczony. Głupi ten system! No, ale pani mi odłożyła książkę na bok 😍 

Dzięki temu - proszę bardzo - macie tu Waldemara Świerzego. 

A to jeszcze nie koniec hrabalowskiej przygody. Ja się trochę bałam tej powieści, bo z katalogu wynikało, że ma prawie 600 stron i kiedy ja to przeczytam. A tymczasem to wydanie zawiera cztery powieści, a te pozostałe to mam osobno, jedną zresztą czytałam.  Tak że okazało się, że do przeczytania jest jedynie 68 stron 😊

Ale ale. Spójrzcie no tu niżej. Życie narzuciło mu wiele innych zawodów. Ha ha ha. Życie. Nie komuniści, którzy skazali czeską inteligencję na harówkę w kopalniach czy w bardziej lightowej wersji mycie szyb sklepowych lub palenie w kotłowni, tylko jakieś bliżej nieokreślone życie. Trudno mieć przecież pretensję do życia, prawda? I taki tekst na skrzydełku ktoś napisał w 1991 roku.


Ale co się tu denerwować na sprawy dawno minione, lepiej poczytać te Lekcje tańca, które były takim eksperymentem literackim (powstały w 1964 roku). Mianowicie jest to jedno zdanie. Mieliśmy i w literaturze polskiej powieść tak skonstruowaną - Bramy raju Andrzejewskiego. Z tym, że tam są dwa zdania, ale to drugie zawiera jedynie cztery słowa (słynne I szli całą noc). Ja tych Bram raju nie czytałam, odstrasza mnie temat (krucjata dziecięca w XIII wieku), choć wiem, że jest to tylko kostium historyczny, a chodzi o tworzenie się i oddziaływanie masowych idei, rozrachunek autora z komunizmem. Forma też mnie deczko przeraża. 

Ale Hrabal - nie, ten nie przeraża, ten zachwyca. Wielki pábitel czyli opowiadacz, taki knajpiany, gdzie przy piwie liczy się tylko ten, który opowie ciekawą historię. Bohater Lekcji tańca opowiada jedną historię za drugą, przeskakuje z tematu na temat, wspomnienia austriackiego wojska mieszają się z wytycznymi z podręcznika higieny płciowej, wartko płynie strumień świadomości, a kropki są niepotrzebne, skoro opowieść nigdy się nie kończy.

Początek:
Koniec:
Teraz mi żal, że nie mam egzemplarza na własność 😐





Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1991, 68 stron

Seria Współczesna Proza Światowa

Tytuł oryginalny: Taneční hodiny pro starší a pokročilé 

Przełożył: Andrzej Czcibor-Piotrowski

Z biblioteki 

Przeczytałam 12 maja 2021 roku

 

NAJNOWSZE NABYTKI 

Mówiłam, że już nic nie kupuję w Ulubionym Praskim Antykwariacie, prawda? Mówiłam. Raz, że nie mam miejsca, a dwa, że w marcu zdrożała straszliwie przesyłka.

No, ale zaglądam, a tam ten przewodnik po stalinowskiej Pradze. Jeszcze go w życiu nie widziałam! Wyszedł w 2018 roku, więc powinien był rzucić mi się w oczy w księgarniach - ale jakoś nie. A skoro po raz pierwszy pojawił się w antykwariacie, to nie mogłam przepuścić takiej okazji.  Z Pragi bym go i tak nie przywiozła, bo to masakryczna cegła, 966 stron (chrzest Polski) i większy format. Jeszcze się nim oczywiście nie nacieszyłam, bo leży na kwarantannie.

Z działu pragensie dobrałam jeszcze cztery sztuki - można mnie podziwiać, bo powstrzymałam się przed zajrzeniem do literatury pięknej - i teraz taka śmieszna sprawa. Tytuł Střípky z újezdské historie nic mi niby nie mówił (Ułamki ujezdskiej historii), ale wykombinowałam sobie, że to będą wspomnienia mieszkańców ulicy Újezd na Małej Stranie.  Którą to ulicę naturalnie darzę sentymentem, choćby z tego prostego powodu, że w kawiarence Pod Guziczkiem przy tej ulicy jadłyśmy z Psiapsiółą z Daleka pyszne chlebíčky i patrzyłyśmy przez okno na zadeszczone tramwaje i ludzi umykających pod parasolami. Toteż zamówiłam. Na drugi dzień w wolnej chwili w pracy sprawdzam w internecie, co piszą o tej książce - i cóż się dowiaduję? Że to o historii jakiejś miejscowości Újezd nad Lesy! 

No nie! Już miałam skrobnąć maila do antykwariatu, żeby mi to odliczyli i że w ogóle przez pomyłkę dali to do pragensie i dlatego zamówiłam, gdy... gdy doczytałam, że Újezd nad Lesy od 1974 roku jest częścią Pragi 😁 Specjalnie zabytkowy nie jest, ale skoro tak, to już niech będzie i może nawet w sierpniu się tam wybiorę. Jeśli, to w środę między 13.00 a 19.00, bo wtedy jest czynne miejscowe muzeum 😉 Tylko żadna posiadana przeze mnie mapa Újezdu nie obejmuje i muszę sobie chyba druknąć z google maps. Mam już nawet zlokalizowany tamtejszy cmentarz - bo ja zawsze łażę po cmentarzach.

Taka historia. 

A jutro jest moja wielka prywatna rocznica - 14 maja 2016 roku byłam po raz pierwszy w Pradze. Pięć lat minęło od tej chwili, gdy najpierw się przeraziłam "turystycznością" Pragi i chciałam uciekać, a zaraz potem zakochałam po uszy. Gdyby nie pandemia, szykowałabym się do kolejnego majowego wyjazdu, tymczasem dziś jest 631. dzień bez Pragi. Ale komu pandemia nie pokrzyżowała planów?

 

A teraz przejdźmy do spraw bardziej codziennych czyli kulinariów.

We wtorek miałyśmy na obiad tofu. Z cebulką, jak radziła Anka która jest z tofu za pan brat.

W środę natomiast trzeba było zużyć resztę pieczarek z zeszłego tygodnia. Już nigdy nie kupię na promocji w Lidlu pudełka pieczarek. Pół kilo na nas dwie to jest za dużo na jeden raz, a potem trzeba kombinować, co zrobić z resztą 😁 Powstały w każdym razie naleśniki.

Ale nie takie zwykłe naleśniki. Znalazłam bowiem na YT przepis na naleśniki z ziemniaków 😮

  

I słuchajcie, ja to jestem taka głupia, że jak na to patrzyłam, to myślałam zbrzydzona łeeee, jak to, surowe ziemniaki... I dopiero po chwili sobie uświadomiłam, że jak się smaży placki ziemniaczane, to też z SUROWYCH ziemniaków 😅 Z pieczarek miałam zrobić sos, ale mi się w trakcie smażenia naleśników odechciało, więc były takie sauté i też się zjadło. A na drugi raz będę robić naleśniki na dwóch patelniach dla akceleracji (w końcu i tak to moja córka zmywa, a nie ja). Wyszło osiem sztuk z tej ilości.

A dziś był makaron z warzywami z patelni. Powolutku kończę moje zapasy makaronowe, przewidziane chyba na 10 lat - i nie były to zapasy zrobione w marcu 2020, gdy wszyscy się rzucili po drożdże i ryż, bynajmniej nie, jeszcze wcześniejsze, wiecznie, jak były tygodnie włoskie albo chińskie czy japońskie we wspomnianym sklepie, to wlokłam do domu kolejne opakowania. I już myślałam, że do końca życia nam wystarczą, ale nie, bo córka się do makaronu przekonała ostatnio, więc co tydzień jemy.


poniedziałek, 10 maja 2021

N. Nosow - Witia Malejew w szkole i w domu

Nie wiem, czym sobie pan Nosow zasłużył (czy raczej NIE zasłużył) na taką anonimowość imienia. Bogu dziękować, że w ogóle nie oznaczono jako autora N.N. Gdy Witię wydawano w Polsce po raz pierwszy, jego autor był po czterdziestce, za młody na imię?

Więc - Nikołaj Nikołajewicz Nosow. Tu po polsku, a tu po rosyjsku. 

Witia Malejew w szkole i w domu to była jedna z moich najukochańszych książek. Teraz, gdy ją sobie przypomniałam, po części rozumiem, dlaczego. Bo z jednej strony - myślałam sobie teraz - ja byłam w szkole (podstawowej) taka typowa piątkowa uczennica, więc co mnie mogło pociągać w postaci Witii, a zwłaszcza jego kompana Szyszkina, dwójkowiczów i z lekka bezmyślnych chłopaków? Chyba, że właśnie odmienność? 

Ale jednak. Prokrastynacja to moje drugie imię. Ja też, jak Witia, chętnie odłożę na później to, co TRZEBA zrobić, a zajmę się tym, czego NIE TRZEBA, przynajmniej w danej chwili. Zostawię na ostatnią chwilę. Jak jest coś łatwego i coś trudnego, też wybiorę to łatwe, chyba z nadzieją, że trudniejsze w międzyczasie zniknie 😁

Klasyczny przykład - gdy się mam uczyć do testu, zabieram się nawet za porządki w szafie (co jest najgorsze z możliwych), byle nie siąść do zeszytu. Dziś chyba mogłabym podać rękę bohaterom.

Gdy wczoraj czytałam, po raz pierwszy dostrzegłam, jaką dawką propagandy jest Witia... przesycony. I smrodku dydaktycznego. Jako dziecko absolutnie tego nie widziałam (czyli spełniała swą rolę). Niestety nie pamiętam, czy docierał wówczas do mnie absurd rozmów uczniów z drużynowym czy nauczycielką - całkiem jak z jakiegoś zebrania w fabryce. Pozwólcie mnie też powiedzieć. W naszej klasie panuje prawdziwa przyjaźń. Teraz rozumiem, że chłopcy chcieli mi dopomóc i walczyli o honor całej klasy.

Cóż, dziś chyba już nikt tego nie czyta, na Lubimy czytać znalazłam jedynie 20 ocen! I pewnie wystawili je z sentymentu ci z mojej generacji.

Ja jednak pozostaję przy pozytywnej ocenie i pewnie za kolejne 20 lat znów do Witii... zajrzę. 

Oczywiście powieść została sfilmowana, ja ten film mam i się zastanawiam, czy to możliwe, że go do tej pory nie oglądałam. W planach za 5 minut - odszukanie go i sprawdzenie. Jeśli nie znam - już wiem, co będę dziś oglądać.

Początek:

Koniec:
A teraz półka, proszę bardzo.Większość z tego powinna być Wam znana, wszyscyśmy to czytali 😍

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1976, 205 stron 

Tytuł oryginalny: Витя Малеев в школе и дома 

Przełożyły: Maria Grzeszczak i Natalia Stasińska 

Z własnej półki 

Przeczytałam 9 maja 2021 roku 

 

Teraz tak. Obejrzałam wreszcie Zabić drozda.

  

Szczęśliwie moje DVD było wypasione językowo, więc wybrałam sobie czeskie napisy, a co!

Czyli obejrzałam Jako zabít ptáčka. Na początku myślę - co za Čipera, jaka Čipera, co to jest? A to w czeskiej wersji główna bohaterka Smyk (ang. Scout). Dosłownie - spryciara. Nauczyłam się nowego słówka 😏
Doczytałam, że Harper Lee dała zegarek po swoim tacie Gregory Peckowi w dowód uznania, jak go pięknie odegrał. Ale to nie był zegarek (hodinky) użyty w filmie.

 

Z frontu szczepień donoszę, że wczoraj córka prosiła, żeby jej przynieść piłę w celu odcięcia sobie bolącego ramienia. Oprócz tego pękał jej łeb oraz bezustannie moczyłam w zimnej wodzie ręcznik, coby sobie chłodziła rozgorączkowane czoło. Ale dziś już przeszło. 

Miejska partyzantka (urban guerrilla) działa!

/a przynajmniej robi, co może/

Z frontu kuchennego natomiast - informuję, że w słoiku była fasola. Postanowiłam skorzystać z niedzieli (w tygodniu nie ma czasu na tak długie gotowanie) i przyrządzić ją w charakterze dodatku do drugiego dania. Czego jeszcze w życiu nie robiłam. No nie jadało się u nas fasoli w ten sposób. Zawsze albo do barszczu albo po bretońsku. Książka Bukiet z warzyw, tom 1 Henryka Dębskiego zaproponowała:

a/ fasolę białą z wody (polaną bułką tartą z masłem)

b/ fasolę białą po gospodarsku (z masłem, natką, koperkiem i curry)

Ponieważ nie mogłam się za cholerę zdecydować (zwłaszcza w kwestii zielonego, które tak uwielbia córka), w końcu zrobiłam obie. Albowiem okazało się, że tej fasoli ugotowało się trochę dużo.

/jeśli chodzi o mistrza drugiego planu czyli na wpół zardzewiały cyrkiel ze stołu, to nic, to tylko na chwilę, jest do wyrzucenia, do metalu i plastiku chyba?/

Obie fasole nadają się do jedzenia, gdyby ktoś pytał. Do tego stopnia, że do wieczora chodziłam do kuchni i podjadałam po dwa zimne ziarnka (tyle tego zostało), aż wreszcie skonsumowałam całość 😀

Dziś było risotto, jutro będzie tofu, a pojutrze... zobaczymy. Miałam robić kaszę pęczak po wiejsku - ale w Lidlu wykupili. Natomiast dziś optymalizując wykorzystanie czasu pracy na fabryce obejrzałam parę filmików na YT, gdzie ludziska smażą różne placuszki ZE WSZYSTKIEGO. I jestem za.

...

EKSPERYMENTA z wielkością zdjęć 

1400 - rozmiar oryginalny, do lewej

1400 - bardzo duży, do lewej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1400 - duży, do lewej

sobota, 8 maja 2021

Harper Lee - Zabić drozda

Wcale nie miałam tego na liście obejmującej najbliższe plany czytelnicze, ale gdzieś na jakimś blogu BBM wspomniała o tej książce, wyciągnęłam ją z półki i - przepadłam. To był powrót po wielu wielu latach. Kupiłam ją w 1984 roku i pewnie wtedy też przeczytałam. I całkiem nie pamiętałam, że to taka fantastyczna rzecz! Być może dlatego, że wtedy ani mi się śniło być matką i odbierałam to całkiem inaczej.

Uważam, że Zabić drozda powinno być swego rodzaju encyklopedią dla wszystkich rodziców - jak wychowywać dzieci i czego je uczyć. A także jakim być samemu. Dziś patrzę na tę powieść właśnie z perspektywy matki i zastanawiam się nad błędami, jakie popełniłam (kto ich nie popełnił?). Myślę, że najważniejsze w całym procesie wychowania, to nie uczyć hipokryzji. Tego się trzymał Atticus: być zawsze takim samym, czy to w domu czy poza domem, wśród ludzi. Nie mieć podwójnej moralności i podwójnych standardów.

Sprawdziłam, że książka jest ciągle wydawana i dostępna. Pytanie, czy czytana? Chyba tak. Na Lubimy czytać ma ponad 13 tys. ocen. Nie wiem co prawda, jak to się ma do innych powieści, na próbę wrzuciłam Przeminęło z wiatrem (żeby też była literatura amerykańska) - tylko 8 tys. ocen. Kraina chichów - 6 tys. No, to chyba nie jest źle.

Z amerykańskiego rozpędu chciałam wziąć teraz do czytania kolejnego Macdonalda, ale się rozmyśliłam - nie będę mieszać dwóch różnych Ameryk, z dwóch różnych dekad 😄 Za to na wieczór szykuję sobie projekcyjkę Zabić drozda z Gregorym Peckiem. Też będzie to powrót po latach.

Początek:

Koniec:

Książka niestety stoi w drugim rzędzie i gdyby nie przypomnienie jej przez BBM, to diabli wiedzą, kiedy bym się do niej dokopała. Nawiasem mówiąc, strasznie obszarpane są niektóre obwoluty. I niekoniecznie należy to przypisywać tzw. zębowi czasu 😂 choć one wszystkie są stare. Raczej była to działalność mojej córki w czasach, gdy objeżdżała mieszkanie w chodziku. Puszczona samopas - a w końcu po to się dziecku kupuje chodzik, żeby mieć chwilę czasu dla siebie - studiowała zawzięcie grzbiety książek tak do wysokości metra. No a w owych czasach jeszcze nie miałam drugich rzędów 😏

No to teraz zliczamy znajome tytuły!

Wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1971, 389 stron

Tytuł oryginalny: To Kill a Mockingbird

Przełożyła: Zofia Kierszys

Z własnej półki (kupione w antykwariacie w sierpniu 1984 roku)

Przeczytałam 7 maja 2021 roku 


Poprzednim razem odgrażałam się, że zrobię te - nie wiem, jak je nazwać - ciastka warzywne? warzywne muffiny?

  

No i zrobiłam. Moja blacha okazała się mieć 12 dołków, a nie 6, jak ta z filmiku. Może chodzi o mniejsze dołki? Ale materiału wyjściowego wystarczyło tylko na 9 sztuk. Wszystko poszło dobrze i szybko, nie jest to jakiś pracowity obiad (a robiłam w tygodniu, po powrocie z pracy), tylko bym miała jedno 'ale' - te ciastka są za delikatne, już na filmiku widać, że prawie się rozlatują przy wyjmowaniu, ja też musiałam sobie łyżką pomagać (choć potrzymałam w piekarniku 5 minut dłużej). Nie wiem, co by można dodać, żeby one były takie bardziej zwięzłe, przypieczone albo co.

Z nowości robiłam też risotto z mrożonymi warzywami, ale nawet nie zalinkuję przepisu, bo nie polecam. Smak rosołu i tyle.

 

Zapowiadali, że 6 maja zacznie się rejestracja na szczepienie rocznika mojej córki. Ponieważ, z niewyjaśnionych do dziś powodów, w nocy z 5 na 6 nie udało mi się w ogóle zasnąć, około 3 nad ranem przypomniałam sobie o tej rejestracji i wykręciłam 989. Wstukałam Pesel, wstukałam kod pocztowy i dostałam propozycję zaszczepienia się w dniu 28 czerwca, w hali EXPO czyli na końcu świata. Nie przyjęłam. Druga propozycja opiewała na 29 czerwca, tamże. Nie przyjęłam. Trzecia na 30 czerwca, dalej w EXPO. Czwartej już nie było, automat poinformował mnie za to, że od 6 rano będą konsultanci.

No to zadzwoniłam rano. Miła pani najpierw mi dała adres na Lema, ale gdy spytałam o WKS Wawel (który jest o rzut beretem od nas), uruchomiony dwa dni wcześniej punkt powszechnych szczepień czy jak to się tam nazywa, wyznaczyła mi termin - na pojutrze czyli na 8 maja czyli dziś. 

Córka co prawda powiedziała, że ona żadną Astrą nie idzie się szczepić, ale oczywiście idzie. Idziemy, bo prosiła mnie o towarzyszenie, ta moja niepełnosprytna 😎

I teraz moje pytanie - po co podaje się kod pocztowy, skoro automat wyznacza ci miejsce na drugim końcu miasta za 2 miesiące, w momencie gdy są do dyspozycji terminy blisko ciebie za 2 dni? 

A tej nieprzespanej nocy do dziś nie odespałam i się nie zregenerowałam. To już nie na moje lata 😕 

PS. Luuuudzie! Zapomniałam z tego wszystkiego, że skoro już tak leżałam bezczynnie w łóżku przez całą noc, to się przy okazji nadmiaru czasu spisałam. Ale teraz nie rozumiem - skoro podawałam rozmaite dane dotyczące mojej współlokatorki (czyli córki) - to czy ona ma się spisać osobno, czy już właściwie jest odbębnione?