sobota, 25 lipca 2026

Irena Jurgielewiczowa - Wszystko inaczej


Kolejna pozycja z listy lektur wakacyjnych. Wiecie, raz młodzieżówka, raz kryminał. Muszę się spieszyć przed Pragą i przed końcem miesiąca, żeby zdążyć o nich napisać (czeka przeczytana angielska lekturka i będzie jeszcze kryminał po czesku, który jest w czytaniu). Po raz kolejny uprzedzam (z ubolewaniem), że bardzo prawdopodobny jest scenariusz, iż z Pragi napiszę raz albo dwa jedynie. Chyba że byłoby tak: albo 45 stopni albo śnieżyce i nie wychodzę z domu - czego przecież mi nie życzycie 🤣 

Założyłam, że te wakacyjne lektury będę brała po jednej z każdej strony spisu. I okazuje się, że nie jest łatwo, bo znakomitej większości nie mam albo czytałam w miarę niedawno. Następna wytypowana do czytania to Szaleństwa panny Ewy, bo od początku bloga ich tu nie było. A piąta strona spisu prezentuje się marnie i chyba trzeba będzie znów wrócić do pierwszej i coś Bahdaja sobie strzelić albo Idę sierpniową. Książkami zawalona od podłogi do sufitu, a jak przychodzi co do czego, to tylu brakuje!

A co Wszystko inaczej? Tak, wakacje, ale zepsute, bo Maja ma poprawkę z geografii, a Michał kiepskie relacje z ojczymem i pustkę po wyjeździe mamy na zagraniczny kurs. Zresztą i Maja nie może się dogadać ze swoim tatą. Rodzice wiadomo - chcą dobrze, stąd ciągłe zakazy i nakazy, ale dzieci, już przecież nastolatkowie, więc prawie dorośli, nie widzą w tym nic sensownego dla siebie. Mają swoje własne zdanie choćby na temat towarzystwa, w jakim się obracają i jakie im imponuje, więc na domowe konflikty nie trzeba długo czekać.

Nie pamiętam tej powieści ze szkolnych czasów, ale pewnie czytałam. Warto było i teraz do niej wrócić - pewne problemy dorastania, dojrzewania są zawsze aktualne. 

Początek:

Koniec: 

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1976, 137 stron

Seria "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 19 lipca 2026 roku

 

W temacie książek to tak - w stosie poprzednim kilku zabrakło, więc nadrabiam.


 "Pokraka" była w naszej knihobudce i Grażynka powiedziała, że ją czytała i to nie raz, bo bardzo zabawna. Kuchnia wegetariańska to chyba bardziej mi posłuży jako lekturka z angielskiego. A po 9 tomików z serii Encyklopedia kulinarna pojechałam w świat, bo ich właścicielka ogłosiła na Śmieciarce, że wyda mnóstwo tego. Ja sobie wybrałam tylko kilka, raz że w domu jest już 15 sztuk, dwa że nie ma miejsca na wszystkie, a trzy, że tak naprawdę wcale za tą serią nie przepadam 🤣 I aktualnie, żeby pomieścić te dziewięć nowych zastanawiam się nad wydaniem ośmiu tomów Dziejów teatru w Krakowie, kurka wodna.

Fantazja ludzka nie ma granic i do budki trafiają kolejne fanty.

 

Natomiast problem szmat MOŻE być rozwiązany - jak mi się będzie chciało pakować je do siatek i drałować z nimi za tory, bowiem zlokalizowałam trzy pojemniki "pecekowskie" zaraz za nimi i kolejne cztery nieco dalej. Raz już trochę wyniosłam. 

Czeszka co chwilę pyta czy to chcę, czy tamto chcę z książek oczywiście i nic nie chcę, bo raz po co ma sobie robić szkodę (jak to oni mawiają), a po drugie przecież za chwilę przywiozę znowu jakieś 20 nowych 😂 

A jako emerytka mam za dużo czasu najwyraźniej, bo przeglądając stare czasopisma wnętrzarskie przed wyniesieniem z domu, jak tylko trafię na dom/mieszkanie, gdzie są książki (co nie jest oczywiste) - natychmiast zabieram się za ustalanie z lupą, co tam jest 😂


Córka przesyła doniesienia z kociego frontu...

Sobótka. Umyłam podłogi w jednej połowie mieszkania i czekam, aż wyschną, żeby się zabrać za drugą. Czekam też na córkę, żeby wreszcie wróciła i zrobiła porządek z prysznicem (w sensie trzeba przeczyścić odpływ, co jest od lat jej zadaniem i nawet nie pamiętam, jak to się robi; spróbowałam, bo już muszę zakręcać wodę co chwilę, żeby spłynęła - ale jakoś nie pomogło 🤣). Dziś przyjdzie ta moja koleżanka z liceum, z którą jedziemy razem, na omawianie szczegółów. I się zastanawiam, jaki jej tu przydzielić pseudonim na użytek bloga, gdybym jednak dzieliła się wrażeniami. Macie jakiś pomysł?

A wracając do odbioru książek ze Śmieciarki - od czasu do czasu się po coś zgłaszam traktując to bardziej jako okazję do wycieczki krajoznawczej. No i właśnie tak było w tym przypadku, bo pierwszy raz w życiu widziałam taki blok. Na każdej kondygnacji była masa mieszkań, przypominało mi to więzienie z amerykańskiego filmu - że taki dłuuuuuugi korytarz. I nie wiem, może z jakichś względów bezpieczeństwa lub w celu doświetlenia, zrobiono tam na każdym piętrze dodatkowy otwór w stropie, otoczony barierką. Obawiam się, że na zdjęciach nic z tego nie można zrozumieć (a tym bardziej z mojej pisaniny), ale co tam, zamieszczam w ramach pamiętniczka.

Zapytałam, czy myśleli lokatorzy o windzie - myśleli, ale nie da się, nie ma na nią miejsca. A zewnętrzna? Tak samo, po prostu wszędzie naokoło są mieszkania, nie ma kawałka pustej ściany.