piątek, 26 czerwca 2026

Stanisława Fleszarowa-Muskat - Wczesną jesienią w Złotych Piaskach


Byliście kiedyś w Bułgarii? To może zasmakujecie w powieści obyczajowej z akcją rozgrywającą się w tamtejszym kurorcie? 

Sezon zbliża się do końca, gdy główna bohaterka, rozpuszczona i rozwydrzona Szwedka prawie dorosła (cały czas liczy dni do 18-tych urodzin) Maritie dostrzega parę wczasowiczów, wyglądających inaczej niż wszyscy. Inni tańczą do rytmu popularnej właśnie melodii z filmu Grek Zorba, ale ci siedzą przy stoliku, ona ciągle szuka czegoś w wielkiej torbie stojącej obok jej nóg, on mówi coś do niej i wydaje się bardzo zmęczony. 

Maritie - w sumie nie wiemy, dlaczego właśnie ten mężczyzna zwrócił jej uwagę - ma od tego momentu cel w życiu, życiu bogatej dziedziczki, która tylko czeka na możliwość zabrania wszystkiego swojej matce, z którą niewiele ją łączy i jej drugiemu mężowi, z którym z kolei ma dość dwuznaczną relację. Nieżyjący ojciec zostawił Maritie naprawdę duże pieniądze, a ona chce jedynie zobaczyć, jak bliscy (nie tak znowu bliscy) zareagują na to, co zamierza zrobić. Tak, bo Maritie to nie jest niewinna panienka o złotym sercu. Uważając się za skrzywdzoną przez śmierć ojca i powtórne zamążpójście matki chce się jedynie mścić - na wszystkich. Z lubością daje się podrywać cudzym mężom, żeby dokuczyć ich kobietom, a teraz - teraz zabierze męża tej Polce. Kupi go sobie za te pieniądze, które za kilkanaście dni odziedziczy. Bo będzie mogła wreszcie kupić wszystko i wszystkich, jak ciągle powtarza. Tym razem to nie zwykły kaprys, to prawdziwa obsesja...

Książka przyniesiona z knihobudki powędruje tam z powrotem, bo nie chciałabym do niej wracać. Owszem, dobrze napisana, pokazuje rozterki i problemy dojrzewania, poszukiwanie siebie, ale bohaterka jest tak wkurzająca, że nie chciałabym się już z nią nigdy więcej spotkać. No i sama Bułgaria nie wywołuje we mnie cieplejszych uczuć (nie byłam, nie będę, choć nic do niej nie mam 😉), więc i lokalne smaczki z lat 60-tych też mnie nie nęcą.

Początek:


Koniec: 

Wyd. Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1970, 191 stron

Obwoluta (której nie było), okładka i strona tytułowa: Aleksander Jerzy Szrajber

Z knihobudki

Przeczytałam 21 czerwca 2026 roku



W celu osłodzenia sobie żywota różowością 🤣 posadziłam za oknem dalię. Ach, jak ja Wam zazdroszczę - tym, co mają ogród lub bodaj balkon - roślinek! Roboty nie zazdroszczę oczywiście.


A kwiatek, który dostałam jakiś czas temu (zapomniałam, jak się nazywa) i który przekwitł, odżył po tym, jak zgodnie z radą z internetu pozwoliłam mu się przesuszyć. Też na różowo (okulary również mam różowe, nie myślcie sobie).

Fioletowe dzwonki, które wystawiłam za okno po przekwitnięciu bo co mi szkodzi - też wypuściły nowe kwiatuszki, jak miło z ich strony.

 

Tyle z frontu ogrodniczego, a teraz jeszcze filmy nr 9 i 10.