piątek, 9 października 2026

Andrzej Szypulski - Wariatki mają szczęście

Wariatką jest żona bohatera. To młode małżeństwo, można powiedzieć, że na dorobku, choć nawet i to nie - tułają się po wynajmowanych pokojach i czekają na mieszkanie w spółdzielni. Niedawno skończyli studia i są pełni zapału i chęci do pracy. Ona jest nauczycielką i realizuje się w tej misji. On dostał się na roczny staż w pewnej instytucji, ale jedyne, co mu ta robota daje (poza marną pensją) to nuda, bezczynność i poczucie beznadziei, bowiem biuro to powstało tylko i wyłącznie w celu zapewnienia lekkiej pracy krewnym i znajomym królika, podczas gdy Wojtek chciałby przez te osiem godzin dziennie zrobić coś sensownego. A tu klasyczne "czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy"... Tymczasem sytuacja się komplikuje, gdy właścicielka mieszkania wymawia im z dnia na dzień pokój (te warunki mieszkaniowe - od razu się przypomina serial Daleko od szosy), a sam Wojtek poproszony przez dyrekcję o ocenę swego stażu wypowiada się krytycznie o samej instytucji i postanawia zrezygnować. 

Po drodze mamy usiłowanie wydębienia wcześniejszego przyznania mieszkania u prezesa spółdzielni (bo wyszła ustawa o takiej możliwości dla absolwentów, którzy skończyli studia z wyróżnieniem; audiencja u prezesa to w ogóle jak u papieża), bezsensy odgórnego sterowania i kompletnego braku komunikacji (żona organizuje wielkie sadzenie drzew przed szkołą, każde dziecko umieszcza tabliczkę z nazwiskiem przed "swoim" drzewkiem, po czym następnego dnia przyjeżdża spychacz i plantuje teren, bo tak było w projekcie), spotkanie kolegów ze studiów, gdzie  decyzja Wojtka o rezygnacji z pracy i przyjęciu się na kierowcę ciężarówki jest traktowana a to jako bohaterstwo a to jako naiwność i degradacja społeczna. Wszak trzeba się urządzać w tym życiu, inaczej nie będzie!

Szereg wspomnień: ogłoszenia w gazetach Cudzoziemcowi wynajmę (i tak naprawdę nie chodziło tyle o właściciela obcego paszportu, co o zapłatę w dolarach), tak było, pamiętam, choć już z lat 80-tych. Też miałam książeczkę mieszkaniową, ale już z perspektywą czekania 20 lat, a nie czterech, jak bohaterowie Wariatek 😂 Zdaje się, że likwidowało się te książeczki z jakąś dopłatą ze strony państwa? Nie pamiętam, mama by to wiedziała.

 

Okazuje się, że Andrzej Szypulski to również Andrzej Zbych, a to nazwisko znamy, nie? Czytałam jego kryminał Bardzo dużo pajacyków, mam też Monachium - na tej podstawie powstał zdaje się jeden z odcinków Życia na gorąco. I dwa tomy Stawki większej niż życie, wydane w serii Srebrnego klucza. A serial Dyrektorzy - pamiętam jak przez mgłę z dzieciństwa 😁 Czy był to typowy produkcyjniak?


Początek:


Koniec:


Wyd. Wydawnictwa Radia i Telewizji, Warszawa 1978, 106 stron

Seria Z koniczynką 

Z własnej półki (z knihobudki 14 września 2026 roku)

Przeczytałam 3 października 2026 roku

 

Co do poprzedniej lektury czyli W stronę Swanna - będąc w Auchanie po orzechy (i oczywiście w knihobudce tamtejszej) zobaczyłam złocienie w promocji. Złocienie, wiecie - ulubione kwiaty Odety, obok katlei, co to je Swann poprawiał Odecie na dekolcie i które to poprawianie stało się synonimem aktu miłosnego 🤣 No jak było nie wziąć!


Mam duuuuużo do napisania o początkach października i choć nie cierpię robić sobie takich zaległości, to jednak odkładam na następne wpisy. Wyczerpana jestem, niczym Diana po kliknięciu w komputer* 🤣Tydzień zbyt intensywny dla mnie: załatwianie i składanie papierów na dodatek mieszkaniowy (ZUS, Spółdzielnia, Urząd), dermatolog, mammografia.  Pierwszy raz w mammobusie, w zeszłym roku zlikwidowało się to miejsce, gdzie od lat chodziłam i teraz zadzwonili z tej mammografii obwoźnej, do której trzeba było jechać z dwiema przesiadkami, a po niej taka się jakaś zmęczona poczułam, że wróciwszy do domu poszłam do łóżka 🤣 Co nigdy nie jest dobrym pomysłem, tak w ciągu dnia... no ale za to machnęłam 4 odcinki serialu.

Może dermatolog, bo zapomnę. Poszłam z jakimś białym syfkiem nad okiem, co to wygląda jak syfek do wyciśnięcia, ale nim nie jest. Prosiaczek, zawyrokowała pani doktor, do wymrożenia. No to ja jej jeszcze zaprezentowałam jakieś znamiona na brzuchu - mrozić, mrozić. 

- Ale dziś pani tego nie zrobię, bo (tu coś mamrotnęła, więc nie wiem, dlaczego dziś nie) - proszę się wpisać na pierwszy wolny termin. W rejestracji okazało się, że pierwszy wolny termin to - 6 kwietnia 2027 🤣 Niech mnie chudy byk!

Tyle na dziś, tak więc o 1/ bibliotece bronowickiej, 2/ sprawie Ślubnego oraz 3/ wspominkach sprzed 45 lat - příště 😁

Jeszcze tylko coś z YT. Jakiś młody człowiek o imieniu Masaki mieszka z dziadkiem, którym się opiekuje po pracy. Przyglądam się, jak mu szykuje kolację albo wychodzi z nim na spacer i zaraz wszystko wraca - jak to było z Ojczastym, zwłaszcza że panowie podobni do siebie. A że zbliża się kolejna rocznica (miesięcznica), to sobie popłakuję, że to życie takie okropne...

 


*

0:50 jak by co!