O zbrodni połanieckiej i słynnej zmowie milczenia pewnie większość z Was słyszała...
Czytało się dość ciężko, nie tylko ze względu na temat. Książka to głównie wypowiedzi: uczestników zbrodni, świadków, innych mieszkańców, którzy przy samej zbrodni nie byli, ale w ten czy inny sposób zostali w nią zamieszani, sędziów, milicjantów, biegłych. Nazwisk (częściowo zmienionych) jest mnóstwo i trochę się to miesza, zwłaszcza że czy to oskarżeni czy świadkowie (którzy również stawali się oskarżonymi - za fałszywe zeznania) ciągle motali, zmieniali zeznania i czytelnik łatwo się w tym może pogubić. Dodatkowo język tych mieszkańców wsi - bywało, że mało zrozumiały. Jak choćby tytułowe nie oświadczam się, powtarzane w sądzie jako odpowiednik odmowy zeznań. Mało zrozumiały język, jeszcze mniej zrozumiała ich moralność. Choć... to wieś przecież, i to w latach 70-tych, pół wieku temu, trudno się tu spodziewać sielskich obrazków, ktoś jeden ma ciągnik i rządzi, każdy się boi mu podpaść, każdy jest od niego zależny, więc w głowie mu tkwi, że lepiej siedzieć cicho. Bo w końcu zamordowane Kalitowe dzieci i tak nie wrócą...
Nowe wydanie reportażu z początku lat 80-tych zawiera dodany rozdział po 35 latach. Czy coś się zmieniło w ludzkiej mentalności? Niekoniecznie, matka pomordowanych woli spotkać się z reporterem na cmentarzu, bo nie chce rozdrażniać dzieci morderców widokiem samochodu z warszawską rejestracją przed swoim domem...
Okropna to lektura, dająca tak przerażającą świadomość, że potwory są wśród nas. Holoubek kręci serial, nie wiem, czy będę oglądać.
Początek:
Koniec:
Wyd. Dowody, Warszawa 2025, 245 stron
Z biblioteki (zapisałam się do kolejki chyba pół roku temu czyli było spore zainteresowanie, a teraz za mną jest tylko jedna osoba, a w innych filiach książka czeka)
Przeczytałam 12 sierpnia 2026 roku
Z przygód emerytki
Noc przed wyjazdem do Pragi
Wróćmy jeszcze do chwil przed wyjazdem, który następował w piątek. W czwartek wieczorem przypomniałam sobie, że Osoba Towarzysząca pytała mnie kiedyś, czy dostałam potwierdzenie z hotelu. Nie dostałam, więc mnie naszły wątpliwości i zaczęłam szukać w poczcie, czy poprzednim razem takie potwierdzenie przysyłali. Owszem, tak. A wiecie, jak byłam tam w maju i usiłowałam się doprosić o swój stały pokój na I piętrze (bez rezultatu), to mówiłam do siostry, że się wobec tego zastanowię. I potem się już do nich nie odezwałam.
Czyli co? Czyli sprawa jasna - uznali, że pokoju na III piętrze nie biorę!
I na próżno sobie powtarzałam, że przecież przysłali by wiadomość o anulowaniu rezerwacji... Ziarno niepewności zostało zasiane i już wiedziałam, że przyjadę, a pokoju dla mnie w ogóle nie będzie (przecież raz się tak zdarzyło). Oczywiście nie było mowy o zaśnięciu. Szybciutko napisałam do nich, niby że zamelduję się między 17.00 a 18.00, z nadzieją, że mi odpiszą COKOLWIEK w piątek rano, jeszcze przed wyjściem na pociąg. Przewracałam się na łóżku gdzieś do 4.00... a potem, o 6.00, zadzwonił budzik. Co chwilę sprawdzałam pocztę, ciągle nic, w końcu koło 9.00, kiedy trzeba było już wychodzić, więc w te albo we wte, zadzwoniłam. I mnie zapewniono, że tak, jak najbardziej, czekają. Tak że ruszałam w podróż co prawda szczęśliwa, że nie wyląduję pod mostem, ale skonana do granic wytrzymałości.
Dzień przed odjazdem z Pragi
Niedzielny poranek. Siedzę na schodach przed pobliskim kościołem, czekając na koniec mszy, że może nie pogaszą świateł i nie zamkną natychmiast, jak to jest w zwyczaju i że zdążę zrobić jakieś zdjęcia. Rozkoszuję się porannym chłodkiem i pustką na ulicy, gdy wtem przychodzi wiadomość od brata. Czy by moja córka nie przyjechała popilnować znów domu i kota na 2 tygodnie. Kiedy? We wtorek. W sumie mógł w poniedziałek wieczorem zapytać, więc nie ma co narzekać... No nic, napiszę do córki.
/bo to jest tak, że z nią kontakt jest przez Messengera, a brat go nie ma, więc zawsze okrężną drogą przeze mnie/
Córka odpisuje mi TAAAAAAK 😁 Ło matko, kiedy pranie, kiedy co. Przecież przyjadę w poniedziałek wieczorem. Pranie niepotrzebne, dowiaduję się, wszystko ma gotowe i już zaraz się spakuje. Poszukaj tej listy, co ją robiłyśmy przed poprzednim wyjazdem, radzę. Nie, żadna lista jej niepotrzebna, wszystko wie. Szczęściara, ja tam robię listę nawet, gdy wychodzę do miasta załatwić dwie sprawy. Ale już mam cały dzień zepsuty przez nerwy z tym jej wyjazdem nagłym a niespodziewanym.
Poniedziałkowy ranek, w dniu odjazdu z Pragi
Budzik nastawiony na 6:45 - dzwoni - idę pod prysznic - wracam, jest nadal 6:45. Zepsuł się! Słuchajcie, a gdyby się zepsuł kwadrans wcześniej i nie zadzwonił? I właśnie wtedy przez złośliwość losu spałabym do 9.00?
Tak, wiem, że jest budzik w telefonie, ale do tej pory nie próbowałam. Chyba trzeba zrobić któregoś dnia eksperyment...
Odjazd córki we wtorek
Towarzyszę jej na stację, gdzie stwierdzamy, że w charakterze Regio występuje antyczny strup, o klimatyzacji oczywiście nie ma mowy, a przed odjazdem (myśmy były z zapasem) było już tyle ludzi, że stali napakowani jak sardynki. Czyli i gorąc łamane przez zaduch jak cholera. Gdy wyszłam z powrotem na peron aaaaaach jak odetchnęłam świeżym powietrzem...
I oczywiście zaraz zaczęłam się bać, zaraz zaczęłam sobie kręcić film - że w tym gorącu córka zemdleje etc. Co to dla mnie tak sobie wyobrazić... i przyjąć już za pewnik. W drodze do domu, sztucznie wydłużanej (chodzę nawet z jedną panią i jej pieskiem po osiedlu), sprawdzam spóźnienia na stronie PKP i - jasne, pojawia się! I rośnie! Dochodząc do 38 minut. To już wiem, że: zemdlała - wezwano pogotowie do najbliższej stacji - i tam pociąg stoi, stąd opóźnienie. Zanim brat mi napisze, że dojechała i że nie zemdlała, przybywa mi kolejnych siwych włosów (do kolekcji tych, co to się pojawiły, gdy brat "miał zawał").
Powiedzcie sami, jak można być tak głupim i tak się nakręcać. A gdy lata temu mama prosiła napisz/zadzwoń, jak dojedziesz, to się człowiek z tego śmiał...
Po raz pierwszy od dość dawna obejrzałam film (nie licząc kina w Pradze). Wybrałam z którejś wcześniejszej listy i trafiłam szczęśliwie - japońska opowieść o zwykłej/niezwykłej rodzinie i jej codziennym życiu. Uwodzi jak rzadko, polecam. Nazywa się The Taste of Tea i ma polskie napisy - klik.
To było wczoraj, a dziś wyświetlił mi się na YT stary polski film - urok: czarno-biały - Wielka, większa i największa. Nie żeby nie wiadomo jakie cudo, powiedzmy 6/10, ale zawsze miło popatrzeć na aktorów, których znamy, prawda? Na te wnętrza, na kostiumy. Ciekawam, czy ktoś rozpozna warszawski (chyba?) dworzec (około piętnastej minuty)? Może powinnam przeczytać również książkę? W ramach lektur wakacyjnych? Ale to by była zła kolejność, skoro już obejrzałam ekranizację 😉






