Z biblioteczki mojej córki. Ja w czasie, gdy ta powieść się ukazała, byłam już za stara na jej czytanie, więc dla mnie nowość - i być może dlatego nie przypadła mi jakoś do serca. Wszak lubimy tylko te piosenki, które znamy 😁 Nie ma to jak ukochane książki z dzieciństwa. Czytam zresztą, że jest to wydanie poprawione i czytelniczkom jeszcze tej pierwszej wersji się zwyczajnie nie podoba.
Opowieść o wakacjach mamy i dwóch córek-bliźniaczek oraz ich menażerii, w której nie brakuje zaskrońca, gdzieś pod namiotem na Mazurach (uwaga, biwakowało się najwyraźniej, gdzie się chciało - one sobie rozbiły obóz po prostu na polanie w lesie nad jeziorem), wpisuje się jak najbardziej w wakacyjne lektury, a tu jeszcze wątek kryminalny, wydawałoby się więc, że szafa gra. Niemniej jednak książka mnie raczej nudziła niż bawiła (a niby taka humorystyczna). Być może ktoś z Was czytał ją w dzieciństwie, więc ma inne podejście i miło wspomina? Mnie jako osoby przyziemnej i konkretnej nie przekonuje mama (lat około 35), która pakuje do malucha na wyjazd pod namiot wałek do ciasta i srebrne sztućce - nie wierzę w istnienie takiej osoby 🤣
Zainteresował mnie jedynie wątek bliźniaczek, bo ja jestem na tym punkcie niewyżyta z powodu, iż nigdy żadnych bliźniaczek osobiście nie znałam 😂 Ani identycznych, ani tak różnych jak te książkowe.
Tytuł chwytliwy, a nawet wyszła jakaś kontynuacja: Babcia, my i gangsterzy - na szczęście nie mam, więc nie będę męczyć 😁 Dla odreagowania wzięłam Christie z knihobudki (co ja znowu książek naniosłam, to koszmar). A katalog mówi, że mam jeszcze trzy Ostrowskie i wszystkie jakieś grubawe... Ale nie wiem, czy to są też wakacyjne i nawet mi się nie chce ich szukać. Oj, jedna ma etykietę kryminał i sensacja! Jakieś Sidła strachu.
Początek:
Koniec:
Wyd. SKRZAT, Kraków 2007, 295 stron
Nie napisali, które to wydanie, ale z Wikipedii wynika, że pierwsze wyszło w 1984. Czy były między nimi jakieś inne? Who knows.
Z własnej półki
Przeczytałam 16 lipca 2026 roku
Córka przysłała informację graficzną na temat aktualnych poczynań.
A potem wspięła się na wyżyny pomysłowości i sama siebie nagrała podczas dryfu (krzesło i karton od jajek, jak wyjaśniła). Niestety jest to mp4, a blogger mówi, że takiego wała, więc nie wstawię.
W każdym razie pisze, że WODA TO NAJLEPSZE, CO MOŻE BYĆ; ZOSTANĘ NURKIEM oraz TERAZ JAK WLAZŁAM DO WODY TO ZOSTAJĘ DO WRZEŚNIA, SORRY MAMCIA 🤣🤣🤣
Kot w jej obecności chrupał myszkę i zostawił nogę pod samymi drzwiami, więc stanowczo woli się przyjaźnić z żabą.
A ja dziś widziałam (przez szybę) Franka Bis na wystawie szmaciarni, o czym jej natychmiast doniosłam i nie wzięłaś???
Co w domu? Zmiany, zmiany, zmiany. No, jedna konkretnie, w przedpokoju.
Po chyba dwóch latach od nabycia na Temu straponten doczekał się montażu. Oczywiście istnieje ryzyko, że któregoś pięknego dnia sobie sam opadnie, jak nikogo nie będzie w domu i potem nie otworzy się drzwi 🤣 U nas tak było, pamiętam z dzieciństwa: mama wraca z pracy, otwiera drzwi z klucza, one uchylają się tylko parę centymetrów i szlus. Mama w krzyk, że złodzieje w domu, sąsiedzi biegną! A co się okazało? Spadły ze ściany wielkie rogi, co tam wisiały 🙄
Po dokonaniu tak wiekopomnego czynu (czyli wezwaniu pana Krzysztofa, który przyszedł z elektrykiem, bo istniało podejrzenie, że tamtędy idzie kabel) muszę teraz odpocząć. Niekoniecznie na strapontenie. Ale na zimę będzie jak znalazł!
Z Pragi za to najpierw przyszła cudowna wiadomość, że tramwaje nie będą jeździć na "mojej" trasie (Spalena, Narodni trida; od paru dni miałam usiąść wreszcie i spisać do zeszyciku, jak co jeździ koło mnie - no całe szczęście, że mi się nie chciało, bo cały pogrzeb byłby na nic), a wczoraj czeski internet zalały informacje o zawaleniu się monumentalnej (15 metrów rozpiętości) rzeźby przy Barrandowskim moście - cud, że nikogo nie zraniła (spadła na ścieżkę rowerową). Byłam tam w zeszłym roku i obiecywałam sobie, że wrócę kiedyś po lepsze zdjęcia... Była od dawna w złym stanie i planowano ją zburzyć i zastąpić kopią. Widać już jej się nie chciało czekać.
Słuchajcie, ten laptop już tak się ślimaczy, że głowa mała i bardzo prawdopodobne, że postów z Pragi albo nie będzie wcale albo będą dwa lub trzy, takie zbiorcze. Nie mam cierpliwości do sterczenia przed nim godzinami 😬 Co zrobię w przyszłości, oczywiście jeszcze nie wiem. Ten laptop, który mi proponowano w serwisie, miał tylko jedną pozytywną cechę - że mało kosztował. I sam był mały, co jest pozytywne wyłącznie w przypadku zabierania go do Pragi, mniej miejsca zajmuje, mniej waży 😉 Reszta mi nie odpowiada (na przykład ładowanie za pomocą kabla od telefonu tylko i wyłącznie). Zresztą, tak naprawdę laptopa nie kupię sobie z emerytury, tylko muszę sięgnąć do skarpety, a skoro tak, to pies drapał, czy tanio czy nie tanio, ważne, żeby mi odpowiadał. Spieszyć się nie będę.









