No więc tak - ktoś przyniósł do knihobudki cały stos takich starych poradników wydawanych przez "Przyjaciółkę" (tak jak później przez "Poradnik Domowy" - czy to jeszcze wychodzi?). Wybrałam sobie cztery sztuki:
- Sposób na zmęczenie
- Sposób na nerwy
- Na wszystko jest rada
- Na wszystko jest sposób
To będę mądra, gdy przeczytam!
/jak bym spała w bibliotece/
Aliści. Aliści szukałam tam sposobu bardziej na odpoczywanie, bo tego nie umiem. Tymczasem autor obdarzony wieloma tytułami napisał, czym jest zmęczenie i że jest potrzebne i jaki to wysiłek umysłowy, gdy musimy w sklepie podjąć decyzję przy kupnie sukienki, jakie rodzaje zmęczenia rozróżniamy i co im sprzyja i że najważniejsze to nie dopuścić do przemęczenia (to chyba było u mnie rok temu, gdy miałam tak fatalne wyniki i zwalało się na wątrobę) i że można tyle, ile można. Naukowe wywody kończy stwierdzeniem, iż umiejętność wypoczywania jest prawdziwą sztuką, której opanowanie stanowi jeden z elementów udanego życia. No jasne, ale jak?
Następnie przystępuje do akcji praktyczka. Każe pokochać samego siebie. Wiecie: delegować prace domowe na innych członków rodziny, nie dźwigać siat z zakupami, tylko raczej iść do sklepu parę razy (ha ha, to faktycznie zyskamy dużo czasu na odpoczynek), zamiast oszczędzać na kolorowy telewizor raczej kupić sprzęt przydatny w kuchni i ułatwiający pracę. Dalej przechodzimy do odpowiedniego odżywiania. Tu podniosło mi się ciśnienie, bo dowiedziałam się, że jestem już ludziem w podeszłym wieku 🤣
A jako że grubszym trudniej - najlepsza rada dietetyczna jest taka, jak poniżej. No, to znamy.
Po przeczytaniu dramatycznego opisu biednej krwi, która ledwo się przeciska przez układ krwionośny, bo w tętnicach odłożyły się złogi cholesterolu, zapragnęłam się i ja odchudzić. Na początek muszę się zmierzyć, bo na pewno już nie mam tych 164 cm, które mi wpisano do pierwszego dowodu osobistego...
Po radach, jak przygotować organizm na dobry sen, przechodzimy do meritum. Na to czekałam!
Wszystko ładnie pięknie, ale przychodzę do domu zmęczona po spacerze, a tu mi każą zażyć ruchu 😂 Ćwiczenia, niech ich gęś kopnie! Najpierw dostajemy zestaw 10 ćwiczeń, które należy powtórzyć po kilkanaście razy. To jeszcze ujdzie (choć nigdy się nie chce), ale następuje rozdział o izometrii czyli siłowaniu się ze sobą. Nie przekonuje mnie. Choć przypominam sobie, że coś takiego było na rehabilitacji...
A teraz joga dla początkujących - kilka asan na rozgrzewkę. Tu mi wyjaśniono, jak wygląda siad skrzyżny pełny zwany lotosowym, ale uprzedzono, że osoby nie wygimnastykowane nie potrafią tak usiąść. To oczywiście wywołało chęć natychmiastowego spróbowania (co, ja nie dam rady? poczym mi piwo), ale jednak się powstrzymałam, bo jak mi się coś stanie, a jestem sama w domu, to kto zadzwoni po karetkę.
Nie koniec na tym, teraz pora na rady Schulza. Ten tekścik (jest to trening autogenny) należy wykuć na blachę i sobie recytować tę mantrę leżąc na podłodze. Ale wiecie co? Chyba już nie umiem niczego się nauczyć na pamięć... a przecież należałoby ją trenować. Raz już nawet miałam uczyć się wierszy (bo to łatwiejsze, jak do rymu) i zapomniałam o tym. Macie jakiś pomysł, którego poetę zacząć wkuwać?
Poradnik kończy się serią instrukcji, jak stosować własnoręczną akupresurę. Nacisnę sobie dłoń w odpowiednim miejscu, to przestanie mnie boleć głowa. Nie mówię, że to nieprawda, ale jednak wypada znać to dokładne miejsce 😉 A Chińczycy, którzy wymyślili akupunkturę, znają TYSIĄC punktów na powierzchni ciała człowieka, w które można wprowadzić igły, co przyniesie ulgę w dolegliwościach. No.
Generalnie stwierdzam, że dla regeneracji będę raczej stawiać pasjanse.
Aha i nie pytajcie, CZYM jestem taka zmęczona, ja, na emeryturze, bez wnuków do niańczenia, bez działki do plewienia. Jestem i już 🤣
Wyd. Tygodnik "Przyjaciółka", Warszawa, rok nieznany - lata 80-te, 63 strony
Seria: Biblioteczka Przyjaciółki
Przeczytałam 12 lipca 2026 roku
Film. Na Arte.tv znajdziecie jeszcze dziś i jutro francuski dokument Póki pamięć nas nie rozłączy. Warto poświęcić godzinę. Z ich strony:
Jej dziadek filmował swoją rodzinę nieprzerwanie od wczesnych lat sześćdziesiątych, gromadząc nieskończone bogactwo materiału: jego rolki Super 8 i setki zdjęć odtwarzają ponad pięćdziesiąt lat z życia francuskiej rodziny z klasy średniej.
Dostanę za przeproszeniem pierdolca z tą knihobudką. Wczoraj wieczorem wywaliłam wszystkie szmaty do wielkiego kartonu, który zaciągnęłam przed klatkę obok, bo dziś rano zabierali gabaryty, więc i to przy okazji. Teraz po południu przychodzę i... sterty nowych szmat plus buciory. Nie mam już do tego siły - po gabaryty przyjeżdżają tylko dwa razy w miesiącu, więc co z tym robić na co dzień? Pani, która sprzedaje obok warzywa, powtarza mi, że świata nie zmienię. No, ale coś bym z tym musiała zrobić przecież?
Przyszło mi do głowy, żeby może wybrać się do Spółdzielni, porozmawiać - ani nie wiem, z kim - na ten temat: czy widzą jakieś rozwiązanie. W sensie jakiegoś miejsca /kontenera na osiedlu, na te nieszczęsne tekstylia. Bo tak, jak jest dziś, nie mogę nic zrobić, dopiero za dwa tygodnie znów spakować.
Właśnie przeczytałam, że PSZOK uruchomił taki punkt specjalny na tekstylia nadające się jeszcze do użytku, z półkami, wieszakami. Gdzie? Na Igołomskiej, urwał mać. Za Nową Hutą. No nikt tam przecież nie pojedzie... A tak naprawdę w każdej dzielnicy powinno być takie miejsce. Tydzień temu wybrałam siedem swoich ubrań w bardzo dobrym stanie, miałam je też wystawić dziś na gabaryty, ale mi się ich żal zrobiło, bo to jednak nie szmaty. No i leżą dalej. Mówiła mi pani, która też się trochę stara o tę naszą knihobudkę, że można zadzwonić i specjalnie przyjadą - po większą ilość jednakże. Zresztą zadzwonię i dopytam.
Ale to ciągle nie rozwiązuje problemu, bo większość tych podrzuconych do budki ubrań nadaje się jedynie na śmietnik. Bydło cholerne przyniesie i pozbędzie się kłopotu 🤮 Gdybyż tak człowiek był jasnowidzem, wiedział, kto to i gdzie mieszka - chodziłabym podrzucać to z powrotem pod drzwi 🤣
Mam takie nerwy, że chyba muszę przeczytać drugi poradnik (Sposób na nerwy)!
A tu jeszcze córka mnie wysyła na spotkanie z Wiolą pod swoją nieobecność! Wiola wczoraj mówi, że będą wejściówki do rezerwacji na 10 dni przed terminem spotkania. W Krakowie to ma być 24, więc myślę sobie - jutro poszukam. A wieczorem córka mi przysyła link. Zaglądam tak kontrolnie o 20:48 - okazuje się, że już spuścili rezerwację o 20:00. I co? I jajco!
Tak że tak - ominą mnie te tłumy 🤣 Córka zdumiona pyta co to jest, Madonna czy Wiolka 😁













