sobota, 21 marca 2026

Jiyoung Kang - Mordercza pani Shim

No tak. Kolejny argument za NIEczytaniem żadnych beletrystycznych nowości.

Nie będę tu wskazywać palcem, kto ją zarekomendował jako czytable, ale nie dam się więcej nabrać.

Może ona i daje do myślenia na temat miejsca kobiet, zwłaszcza starszych kobiet, w społeczeństwie koreańskim i ma inne zalety, ale to naprawdę nie moje klimaty (choć miało być dobrze, skoro bohaterka to morderczyni 😉). I te zachwyty nad książką to dla mnie tak, jakby się rozpływać nad serią Kółko się pani urwało, bo przecież podejmuje tę samą tematykę. A idźta mi tam! 

Natomiast tak mi się pomyślało, gdy pudełka banknotów i sztabki złota przechodziły z rąk do rąk, co JA bym zrobiła, gdyby mi taka zdobycz wpadła w ręce. Leżę, dumam i cóż, nie ma się tej fantazji, bo jedyne, co mi przyszło do głowy, to że może pojechałabym trzy razy do Pragi zamiast dwóch 😂


 Początek:

Wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025, 354 strony

Tytuł oryginalny: dajcie spokój 🤣

Przełożyła: Klaudia Szary

Z biblioteki

Przeczytałam 21 marca 2026 roku
 


Najnowsze nabytki

Trochę dużo się napatoczyło w tym tygodniu. W związku z tym należy teraz przejrzeć wcześniej przytargane książczydła i coś wynieść z powrotem, bo cienko się robi.

Wczoraj wreszcie skończyłam odkurzanie i katalogowanie w tzw. obecnie "gabinecie" (ongiś ha ha salonie) i teraz zabieram się za kuchnię (21 półek), po czym nastąpi KONIEC, wreszcie! No, ale miejsca mi nie przybyło, choć owszem, przy paru tytułach dopisałam szereg pytajników czyli żeby w przyszłości rozważyć ich wyprowadzkę. 

Ta fińska Pułapka nic mi nie mówiła, ale skojarzyłam, że mam tak samo wydany kryminał Zamknięty pokój - i faktycznie też kryminał 😉 Na 1945 się cieszę, bo zakładam, że będzie ciekawe.

A potem trafiłam na tę Zdrową kuchnię domową i to był dobry nabytek, bo znalazłam zupę (o czym niżej) oraz jakieś mięsko, które planuję wykonać na Wielkanoc. Krall dość sfatygowana, ale cieszy, że jest. Gawędy o księgarzach też może będą fajne?
 


I na koniec trafiły się cztery Gardnery 😍

Tak że tydzień w knihobudce satysfakcjonujący. Wczoraj rano pan od warzyw wyszukał jakiś duży wór i pomógł mi zapakować do niego hałdę szmat, którą debile nanieśli do budki. Pomyślałam, że pójdę do spółdzielni porozmawiać, czy by nie można jakiegoś miejsca na osiedlu przysposobić na taki cel... ale wiem, jak to z nimi jest - trzeba im podać konkretny pomysł na tacy, to może się zastanowią... No a zdaję sobie sprawę, że zaraz by się tam zrobił śmietnik po prostu. Nierozwiązywalna kwestia, odkąd jest ta zakichana segregacja tekstyliów i zniknęły pojemniki PCK. 
A teraz wracam do Zdrowej kuchni domowej, znalazłam tam zupę krem z marchwi, a że zaprosiłam na kolację eks-koleżankę z pracy z jej Rafałem, to postanowiłam zaeksperymentować. I powiem Wam, że polecam gorąco, naprawdę pyszna.

Na drugie zaplanowałam... 

Pamiętacie ten przepis z postu sprzed tygodnia? Józefina pisała, że to bardzo popularny w Wielkiej Brytanii placek.

 

Wszystko kupiłam - i boczek i otrąbki (są w Lewiatanie po 2,19 zł, kto by przypuszczał) i twaróg. 

Więc tak: Jolanta Glapińska, niech Cię... i Twoje otrąbki i twaróg też!

Co żem się namęczyła, żeby zlepić to ciasto do kupy, to wiem tylko ja. W końcu zaczęłam dodawać po łyżce zimnej wody i jakoś skleiłam. 


Wyszedł taki chleb 🤣 Tu już nie było czasu na żadne zabawy, bo goście prawie ante portas, więc siup do piekarnika.

Na początku jeszcze grzecznie jedli razem z wałkiem, dobrze wychowani ludzie... tylko raczej było ciężko ten wałek nożem stołowym kroić, więc zapadła decyzja, że jak pizzę - wezmą do ręki 😁 Przy następnych kawałkach po prostu odkroiłam wałek od ciasta. I nie było to łatwe!


A dziś zjadłam na drugie śniadanie te pozostałe wałki, ostrożnie, starając się nie połamać zębów 🤣


Niech mi teraz ktoś mądry powie, o co w tym wszystkim biega. Właściwie jasne było od początku, że dwa jajka nie dadzą rady skleić 30 dag mąki, 10 dag otrąbków niech ich szlag latały po całej kuchni oraz 10 dag twarogu. Czy pani Glapińska pomyliła składniki z inną potrawą? Ale przecież w redakcji musieli to ciasto upiec, żeby zrobić zdjęcie! I wyszło im razem z tymi otrąbkami??? 

No nic, czasem słońce, czasem deszcz. Nie mam pojęcia, co będę jutro robić na obiad, ale na pewno nie będzie to żaden eksperyment.