Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knihobudki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knihobudki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 października 2026

Michail Bulgakov - Uova fatali [Bułhakow - Fatalne jaja]

Chyba na Orlenie to znalazłam. Znaczy tam koło stacji Orlenu jest plac zabaw i są TRZY knihobudki 😁 Wtedy dopiero sobie uświadomiłam, że w domu Fatalnych jaj niet. I jak to się stało? No Ślubny zabrał w ramach podziału majątku, tak musiało być. 

Lepsze po włosku, niż żadne, więc zabrałam. Jest tu jeszcze Diaboliada, ale do niej się nie palę.


To jakieś szkolne wydanie, zaopatrzone w materiały dydaktyczne - ciekawam, czy u nas w szkołach przerabia się coś poza Mistrzem i Małgorzatą, zresztą całe szczęście, że za moich czasów to było w ogóle niemożliwe, bo bym pewnie MiM nienawidziła, gdyby mi go kazali rozbierać na części pierwsze 😂 

Gdy byłam na stypendium w Perugii - a był to sierpień - handlowano tam akurat podręcznikami szkolnymi i sobie trochę przywiozłam, jakieś gramatyki, historie literatury... też podpisane przez poprzednich właścicieli, jak ta tutaj 😉 


Fatalne jaja pewnie czytałam wtedy, gdyśmy je ze Ślubnym mieli do spółki, ale nie pamiętałam. Teraz, po lekturze we włoskim tłumaczeniu, miałabym chęć wrócić do egzemplarza po polsku, no ale NIE POŻYCZAM Z BIBLIOTEKI, jak wiadomo 😂 Pozostaje liczyć na to, że któregoś pięknego dnia trafię w knihobudce (bo dlaczego nie). Kto nie czytał, temu mówię, że historia jest pokrótce taka: profesor Piersikow odkrywa w swym laboratorium tajemniczy promień, który powoduje gigantyczne i błyskawiczne namnażanie organizmów. Władze nakazują mu przekazać jedno z urządzeń kierownikowi sowchozu, który w ten sposób ma zaradzić kryzysowi jajecznemu w kraju... tyle że przez pomyłkę trafiają tam nie jaja kurze, ale pewnych gadów. Satyryczne spojrzenie na pierwsze lata SS (Sowieckiego Sojuza znaczy), a teraz piszą, że to ostrzeżenie przed ingerencją człowieka w inżynierię przyrody.

Początek:


 Jak bym tak miała każde zdanie powieści analizować, to bym wolała sobie strzelić w łeb... albo raczej strzelić flaszkę czerwonego, bo na trzeźwo się nie da 🤣


Wyd. Juvenilia, Edizioni Scolastiche Walk Over spa, Bergamo 1988

W stopce jest napisany tytuł oryginalny następująco: Rokovya jajca

A przełożyła na włoski: Linda Pettinari 

Z własnej półki (przyniesione z knihobudki 27 września 2026)

Przeczytałam 17 października 2026 roku 


Z życia emerytki

Wczoraj wreszcieśmy się zmówili z panem Krzysztofem i mapa powieszona, jak również dwa kwietniki u sufitu. Chwilowo co prawda na te kwietniki nie mam odpowiednich, zwisających i ładnych, gęstych roślin, ale wszystko po kolei, w jednym z nich wisi Franek 😁 


W środowe popołudnie zakończyłam też epopeję galeryjną. Trwała trzy dni. Trylogia znaczy.

W poniedziałek pojechałam "po orzechy". Do nich nie dotarłam, bo po drodze obtorbiłam się w kurtkę (świetny zakup, bo brakowało mi czegoś pomiędzy cienką kurteczką a puchówką) i spodnie dresowe - więc znowu nie miałam wolnych rąk na pakowanie bakalii. Czy ja się nauczę brać wózek? Wcześniej jednak zdążyłam wstąpić do Media Markt i pan mi polecił pilota do tv (nasz coś się chrzani, naciskasz trzy przyciski, po czym musisz odczekać parę minut, żeby kolejne nacisnąć, bo nie reaguje). Kosztował 70 zł, więc zapytałam przytomnie, czy można zwrócić. Tak, byle nie uszkodzony. OK.

W domu telewizor na niego nie reaguje. Instrukcja każe go sparować z kodem jakimś, klikam i klikam, nic. Pakuję z powrotem do pudełka, żeby oddać. Na allegro odkrywam, że piloty do Sharpa można kupić za 20 zł i wystarczy włożyć baterie, bez żadnego parowania. Super...

We wtorek popołudniu jadę więc do galerii. Zgłaszam się w MM i dowiaduję się, że... zwroty jedynie na kartę podarunkową! P...one gnoje ukradły mi 70 zł. Niby, że mam czas wykorzystać tę kartę trzy lata, ale ja nic stamtąd nie potrzebuję, zwłaszcza po tym doświadczeniu. Wchodzę na sklep, żeby wypłacić z liścia temu facetowi, co mnie zapewnił, że można zwrócić (bez drobnej uwagi, że specyficznie), ale gość najwyraźniej wyczuł pismo nosem, bo rozpłynął się w powietrzu.

Orzechów znów nie kupiłam, bo nie miałam nerwów na Auchana jeszcze. Na pocieszenie za to oglądam w Pepco lampę stołową. Ładna taka, ceramiczna podstawa w kolorze pudrowy róż 🤣, będzie na okno przy kanapie, bo tam taka starutka stoi. I w dodatku na wyprzedaży za 40 zł, bo końcówka serii, jak mnie pani objaśniła. Ale też pytam, czy mogę oddać, skoro przeceniona (bo ma duży dość abażur i nie wiem, czy się zmieści). Można.

Jak się domyślacie, nie mieści się. Znaczy mieści, ale wygląda jak pół dupy zza krzaka. Czyli do zwrotu. Cudny dzień doprawdy.

Środa po południu, jadę do galerii. Oddaję lampę bez problemu. Ale jeszcze rozglądam się po sklepie i odkrywam inną, z abażurem o mniejszej średnicy. Za 50 zł, zwykła biała lampa na drewnianej nóżce, ale niech już będzie. Pani na kasie skanuje i oznajmia, że 20 zł. Ale że jak to????

- Promocja jest.

😍😍😍 

Swoją drogą już się kiedyś spotkałam gdzieś z taką sytuacją, że inna cena na regale, a przy kasie niższa... Dziwne.

No, ale grunt, że tym razem nic już nie muszę zwracać i szlus z tymi wycieczkami, bo córka już opowiada u ojca, że ja teraz codziennie jeżdżę do galerii 🤣

/orzechy też kupione, spokój na tydzień/ 


Tym pisaniem o szufladzie na kółkach w regale z Ikei natchnęliście mnie na pomysła - żeby nakastlikowi takie kółka przykręcić i postawić go koło biurka, bo wtedy można łatwo go przesunąć, żeby mieć dostęp do okna. Czyli żeby się go nie pozbywać. Wezwałam na obdukcję szafki pana Romka (on ma inną specjalizację, niedawno naprawiał mi zawiasy w szafie), się podjął i będzie szukał czy to kółek odpowiednich czy też jeszcze innej opcji - są takie tacki na kółkach, pod rośliny doniczkowe - gdyby taką przymocować od spodu do nakastlika, byłoby to prostsze. 

Tymczasem sytuacja z knihobudką rozwija się następująco: jakiś pan z osiedla pochodził, znalazł białe fronty od szuflad, zabrał i przyciął i umieścił w budce. Tacy są ludzie 😍 

Jak widać, część półeczek jest płytsza i generalnie to ma być tymczasowe, ja się kopsnęłam do Spółdzielni, żeby się wstrzymali z docinaniem tych docelowych półek, bo jest jeszcze inny pomysł - żeby kupić metalowy regał, taki magazynowy. I żeby oczywiście Spółdzielnia go sfinansowała w tym wypadku. Dowiedziałam się, z kim rozmawiać w tej sprawie i dziś się wybieram na negocjacje. A tu rano wchodzę na FB i widzę zdjęcie zrobione w nocy, że już ktoś dwie półki zap...

Tacy są ludzie 😖

Jedna pani twierdzi, że w tym bloku mieszka jakiś były wojskowy, który ciągle na tę budkę narzeka, przeszkadza mu, bo tak i że to może on wziął się na sposób? Patrzcie, kiedyś pani z kiosku narzekała i w końcu budka została przeniesiona, bo miałam dosyć wysłuchiwania, jak to jej klientów odbieram, ale teraz to już nie ma gdzie jej przenieść, żeby była dostępna 24h, a jednocześnie pod dachem. 

Leje od rana, jeszcze nie wychodziłam i sama nie wiem, co robić. 

W poniedziałek kontaktował się ze mną ktoś z krakowskiej telewizji, że chce zrobić reportaż; na razie mówię, żeby poczekać, bo zobaczymy, co Spółdzielnia powie.  

===========

I znów rozmawiałam w Spółdzielni, pomysł z regałem metalowym też nie jest najlepszy - bo złomiarze ukradną. Więc wracamy do koncepcji, że dorobią półki z tych drzwi meblowych, które ściągnęłam z wystawki, tyle że je solidnie przykręcą. To jedno, a dodatkowy pomysł jest taki, żeby tam zainstalować fotopułapkę. Tylko że oczywiście potrzebna jest zgoda Zarządu, jak na wszystko 😂 I kwestia RODO wchodzi, wyobraźcie sobie. Znaczy ta fotopułapka musi być oznaczona*, a jeśli się przyłapie na zdjęciu złodzieja, to najpierw z tym na policję, która musi wyrazić zgodę na upublicznienie wizerunku czy coś w tym guście. Takie mamy czasy, że chronieni są głównie złodzieje. 

* fotopułapkę też można ukraść albo rozwalić, wiadomo... 

W każdym razie pan mówił, że owszem, domyślają się, kto to jest, no ale bez złapania za rękę nic nie można zrobić.  


niedziela, 18 października 2026

Alessandra Mattanza - Banksy: głos ulicy

Banksy, guru street artu. Album (ciężki jak nie wiem co) był w bibliotece na półce z nowościami i skusiłam się, mimo kolejnych składanych sobie obietnic, że nie będę nic pożyczać 😂 To wzięłam do kompletu jeszcze dwie inne książki i zamiast kontynuować spacer musiałam z tymi ciężarami wrócić do domu.


 Skoro Arkady wydały taki album oznacza to, że Banksy już się wpisał do dziejów sztuki światowej. Zawsze mnie to zastanawia, jak można pozostać anonimowym w takiej sytuacji - choć ma zdaje się managera i przez niego mogą iść wszelkie kontakty, ale że nikt nigdy nie puści pary z gęby? Ponoć jego rodzice myślą, że jest dekoratorem wnętrz... W tym roku dziennikarze ustalili już jego tożsamość, donosi AI. 

Czy to istotne? Chyba tak, bo Banksy w swojej twórczości jest antykapitalistyczny i antywojenny. To jest jego bardzo mocne przesłanie. Toteż gdyby się okazało, że w prywatnym życiu kosi kasę, trochę by to zachwiało przekazem, prawda?

Lubię street art (w przeciwieństwie do gryzmołów na ścianach, których autorom proponowałabym obcięcie lewej ręki za pierwszym przyłapaniem). Twórcom street artu też się zarzuca wandalizm, ale nie sądzę, żeby można porównywać ich prace z jakimiś tam podpisami czy innymi bohomazami na murach (czyli znaczeniem terenu, jak psy siuśkami)

Banksy używa szablonów, co znacznie przyspiesza akt twórczy, gdy trzeba działać po kryjomu (nielegalnie). Wpadł na ten pomysł, gdy, we wczesnej fazie, kryjąc się przed strażnikami gdzieś pod pociągiem zauważył numer wagonu namalowany właśnie szablonem. Album ukazuje poszczególną tematykę jego twórczości, poprzez ulubione zwierzęta czyli szczury i małpy, poprzez dzieci i wreszcie miejską dżunglę, gdzie już możemy znaleźć wszystko: krytykę konsumpcjonizmu, działań władz, tajnych służb, inwigilacji, pazerności kapitalizmu etc.

 



Wyd. Arkady, Warszawa 2025, 287 stron

Tytuł oryginalny: Banksy Experience

Przełożył: Paweł Kwiatkowski 

Z biblioteki

Przeczytałam 10 października 2026 roku
 


Niedziela to fajny dzień: sąsiadka nie zadzwoni, żeby jej iść do sklepu, listonosz nie przyjdzie na kawkę - można się szwendać po domu w piżamie* 😂 

* ledwie to napisałam - pukanie do drzwi. Sąsiadka z ósmego, z metrem krawieckim obadać sobie prysznic, bo się przymierza do brodzika. No nie da się żyć normalnie!

I odpoczywać po sobocie, kiedy to facet spotkany pod budką zarzucił wędkę, iż na wystawce w pobliżu są jakieś części segmentów. Toteż poszłam się przyjrzeć, po czym ściągnęłam Sąsiada i przenieśliśmy do domu 3 pary drzwi.

Nie są białe, ale kichać na to. Jutro niech sobie ze Spółdzielni je biorą i tną na półki 😁

Obok stoi nieszczęsny nakastlik, który chcę przehandlować, ale 1/ córka strasznie pyszczy, bo ma tam swoje manele 2/ ciągle nie zrobiłam zachęcających zdjęć do jakiegoś ogłoszenia. Nakastlik jest pamiątkowy, po babci, ale żywcem nie mam na niego miejsca 😢 wcześniej stał w tej wnęce pod filmami, teraz jest tam więcej półek. Tymczasowo, przed remontem pokoju po zalaniach, został postawiony w przedpokoju i oczywiście teraz jest idealnym miejscem na odkładanie wszystkiego, co się wnosi do domu 🤣


Następnie - skoro nasza budka prawie nie funkcjonuje - kopsnęłam się do galerii, tak sobie, kontrolnie. Zabrałam jedną książkę na wymianę. A tam pełno towaru! 


 


Tak chodziłam, przeglądałam, odkładałam na kanapę, a potem siedziałam i próbowałam przebrać te już wybrane. W rezultacie w domu wylądowało jedenaście, coś strasznego 🤣

Jeszcze był jeden Perry Mason, ale okazało się, że go mam oraz 500 zagadek literackich dla sąsiadki, która rozwiązuje krzyżówki i prosiła, żeby jej tę serię zbierać. No i to tak. Co do Kopalińskiego - wiadomo, że słowniki to już nie na dzisiejsze czasy, wszystko w internecie... ale to jest Słownik przypomnień, właśnie dla sklerotyków jak ja, którzy co chwilę się zastanawiają, jakie to było słowo, co mam na końcu języka 😎 Nawet wpadłam na pomysł, żeby córka codziennie wybrała jakieś i mnie o to pytała (sama też w sumie mogę) dla treningu, to złośliwie wzięła takie, którego nigdy nie znałam - jak się nazywa potrącenie z góry odsetek*. W każdym razie ten słownik polega na tym, że przykładowo zapomniałam, jak się nazywa taki nałóg drobnych bezsensownych kradzieży - zaglądam wtedy pod hasło kradzież i znajduję kleptomanię. Gorzej, jak zapomnę słowa kradzież...


* dyskonto

Kopalińskiego uwielbiam całe życie i pamiętam, jak przed laty namiętnie studiowałam Słownik mitów i tradycji kultury, do dziś stoi na honorowym miejscu. Teraz należałoby i ten Słownik przypomnień wepchnąć gdzieś w pobliżu, do łatwej codziennej konsultacji 😁 Wiecie, na tym regale, który patronuje blogowi u góry, z jeszcze starym telewizorem z dupą. 

Tymczasem jednak zastanawiam się, czy nie wyrzucić obwoluty naddartej, bo bez niej prezentuje się całkiem całkiem. Przy okazji - od dawna już chciałam poruszyć ten temat - obwoluta powstała w celu ochrony właściwej okładki i powinna być drugorzędna, ale mnie zawsze zniszczonych obwolut żal. Są tu książki, które mają na przykład obdarty grzbiet z czasów, gdy dziecko robiło poranny obchód w chodziku, więc do pewnej wysokości nic nie było bezpieczne 😂 Co jest dla Was ważniejsze? Wyrzucacie zniszczone obwoluty? A już najgorzej, gdy to jest seria czy jakieś Dzieła i część ma obwoluty, a część nie...


Dzisiaj jeszcze jestem umówiona ze Śmieciarki na ewentualny odbiór starych kryminałów... Ewentualny, bo pan zamieścił ogłoszenie jeszcze w piątek, że odda różne książki, ale umawia się z chętnymi po troszeczku, żeby nie kotłować, no i mnie przypadła niedziela o 17.00 - przy czym nie mam najmniejszej pewności, że akurat z kryminałów coś zostanie 😂 no nic, będzie wycieczka krajoznawcza.

Pytacie, gdzie to wszystko dam?

Proszbardzo, są możliwości, oto najnowszy pomysł z FB:

🤣🤣🤣
 A jak już jesteśmy przy kradzieżach z FB, to może mi ktoś wyjaśni - te kółka na dole regału, pod telewizorem. Co to może być za wynalazek? Wszyscy pytają, właścicielka mieszkania nie odpowiada.


I to by było na tyle w niedzielne wczesne popołudnie, tylko jeszcze nie wiem, co to za atak mam na bloga, rano mi pokazało, że już dziś było już 36 tys. wejść. USA, Brazylia, Singapur. Rozumiem, że jakieś boty, ale po co? Skanują mi treści? Czytałam kiedyś, że miliony książek ulegają zniszczeniu, bo są rozrywane na pojedyncze kartki i skanowane, dla sztucznej inteligencji oczywiście. Czy to oznacza, że gdy ktoś zapyta AI o felieton Grodzieńskiej Preludium obiadowe, to AI go poinformuje, że czytelnik się popłacze ze śmiechu, bo ja tak zrobiłam i o tym napisałam?

piątek, 16 października 2026

Andrzej Malachowski - Windziarz [Ekspres reporterów 8/1978]

Z ósmego numeru Ekspresu Reporterów w roku 1978 wybrałam Akcję "Windziarz". Jak wspominałam poprzednim razem, wydawca umieszczał na okładce inne tytuły reportaży od tych w środku, pewnie żeby przyciągnąć czytelników, którzy przyglądali się towarowi wyłożonemu w kiosku Ruchu. Takie bardziej sensacyjne, no bo cóż to w końcu znaczy Podrapać mikrofon - lepiej Spowiedź prezentera TV 😁

Windziarz opowiada o milicyjnym śledztwie w sprawie napadów na kobiety, na podłożu seksualnym (niesprecyzowanym w reportażu, zastanawiające w sumie). Było to w Warszawie w listopadzie 1977 roku. Sprawca działał zawsze w ten sam sposób - wytypowawszy gdzieś w sklepie czy na ulicy samotną kobietę szedł za nią i jeśli mieszkała w bloku, wchodził za nią do windy i grożąc jej żyletką wymuszał uległość. Zabierał biżuterię i gotówkę z torebki, przede wszystkim jednak, jak pisze autor, napad miał tło seksualne. Mężczyzna dokonywał kilku takich napadów dziennie, w krótkich odstępach czasu przemieszczając się między różnymi dzielnicami.

Reporter obficie cytuje akta śledcze, kodeks karny, opinie psychologów i psychiatrów na temat przestępstw seksualnych, ale przede wszystkim relacjonuje bardzo drobiazgowo czynności milicji dzień po dniu, godzina po godzinie. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie, jak szybko przestępca został schwytany (już trzeciego dnia), co oczywiście wymagało udziału bardzo wielu funkcjonariuszy (w akcji brało udział 1500 ludzi), zaangażowanych we wzmożone patrolowanie ulic i przyglądanie się wszystkim mężczyznom pasującym do portretu pamięciowego. Przy okazji - ponoć zawsze tak bywa - trafiło za kratki kilku od dawna poszukiwanych przestępców. Przygotowano plany blokad rejonów miasta, gdzie Windziarz operował - po otrzymaniu meldunku o kolejnym napadzie miano zatrzymać wszelki ruch pojazdów (przemieszczał się prawdopodobnie komunikacją miejską). 

Najbardziej pilnowano okolicy Domów Centrum, a zwłaszcza pasażu na zapleczu. Ciekawostka - specjalnie strzeżony był jeden z domów na ul. Kniewskiego: ma on, na jednej z wyższych kondygnacji, połączenie między klatkami. Można wjechać jedną windą, przejść kilkanaście metrów i zjechać drugą. Wykorzystując topografię tego bloku, dokonano wielu poważnych oszustw.

Mimo to Windziarz dokonuje kolejnych napadów. Pierwszego dnia - w sumie czterech. Wieczorem drugiego dnia w Wieczorze z Dziennikiem pokazany zostaje jego portret pamięciowy. Zastanawiano się, czy to zrobić, żeby nie wywołać paniki, ale plotka o "wampirze" i tak już krążyła po mieście. Zaraz pojawiają się pierwsze sygnały, a w czasie trwania całej operacji było ich ponad tysiąc, jednak bez konkretnych rezultatów. Drugi dzień akcji kończy się bilansem 6 napadów. 

Dzień trzeci to kolejny napad i zarządzona blokada Saskiej Kępy - i znów porażka. Potem okazało się, że zanim milicja została powiadomiona o napadzie, Windziarz wsiadł do autobusu jadącego do centrum - po drodze widział nadjeżdżające radiowozy.

Popołudnie na zapleczu Domów Centrum. Przechodzą tędy setki ludzi. Za kilka minut ruch będzie jeszcze większy - kończy się seans w "Palladium", grają tam francuską komedię Diabli mnie biorą. Za następne kilkadziesiąt minut wyjdą ludzie z "Relaxu". Dwaj wywiadowcy spostrzegają mężczyznę idącego kilka kroków za kobietą, którą chwilę wcześniej pytał o godzinę. Zatrzymują go w przejściu podziemnym. Bingo!

Podałam te topograficzne szczegóły dla Was, Warszawiacy obecni i byli 😂
Co z tym budynkiem na Kniewskiego? A pasaż na tyłach Domów Centrum to i ja znam, chyba każda kobieta/dziewczyna przyjeżdżająca do stolicy udawała się na zakupy do Hofflandu, nie? 

Początek:

Koniec: 

Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1978, strony od 87 do 138

Z własnej półki

Przeczytałam 9 października 2026 roku 



Dla wielbicieli mojej pustej ściany 🤣

Oglądam sobie wieczorem serial, gdy widzę kątem oka coś dziwnego na tejże ścianie. 

Okno mi przybyło! Za tą ścianą jest łazienka, więc ewentualnie powinno wyglądać inaczej... A to ktoś z bloku naprzeciwko zaparkował samochód i zostawił włączone światła 😂

A w czwartek zebrałam się w sobie i zadzwoniłam do Pana ze Spółdzielni - wierćmy wreszcie! Na to PzS, że zarobiony, może w piątek (czyli dziś, ale to ja z kolei mam lekarza przed południem), ostatecznie w poniedziałek. OK. Przeniosłam mapę, żeby ją przymierzyć do ściany. Tak, stoi oparta o regał w drugim pokoju już prawie miesiąc i nie zauważyłam, że...


Że na tym pleksi jakieś znaczki są przez całą szerokość 🤣 Uwierzycie, że ich nie widziałam? Muszę znowu wszystko rozpakować.

Drugie odkrycie: robię zdjęcia stoliczkowi/kwietniczkowi, żeby go przehandlować (nawet chciałam go dać Jotce, gdy była w Krakowie, ale nie miała czasu na dodatkowy program 😉). Też przeniosłam z drugiego pokoju. Coby zachęcająco wyglądał, stawiam na niego jakieś trzykrotki.

Po czym TADAM myślę - a właściwie po co mam się go pozbywać, skoro może stać koło mapy?

Tak się skończyła chwilowo dekluteryzacja w domu i zagrodzie.

Natomiast dziś rano, przed wyjściem do lekarza, dostałam telefon, że moja budka zdewastowana. Tam w nocy faktycznie nastąpiła dekluteryzacja. Dobrze, że lekarz nie mierzył mi ciśnienia...


Pan Od Warzyw zastał rano rozrzuconą po ziemi zawartość.  

Opcje są dwie:

a/ komuś te siedem półek było bardzo potrzebnych, więc sobie pożyczył

b/ kogoś roznosiło po nocy (może właśnie wykopał z trawnika trochę prochów i zażył), więc postanowił coś rozpirzyć

Co do opcji drugiej - miejscowe komando starszych pań przejrzało okoliczne krzaki i nie znalazło tych półek gdzieś porzuconych, więc wracamy do opcji a. A niech mu ręka uschnie, złodziejowi jednemu!

Tak że - chwilowo - nie mamy budki, ale wszystko zdarza się po coś... Tym razem widocznie było po to, żebym nawiązała przyjacielskie stosunki z panem ze Spółdzielni, który obiecał na wszystkie świętości, że jak tylko będzie materiał, to pracownicy przytną go na półki. Znaczy - jak zauważę na wystawce jaką białą płytę meblową czy tam inne półki, to mam natychmiast dzwonić, oni pójdą, zabiorą, przytną. Pan mi pokazał swoje łupy z tejże budki, zakonspirowane w służbowej szafie i pod biurkiem 😂 wśród nich prawdziwy skarb, jak to określił, a mianowicie Jeżdżę samochodem Polski Fiat 126P, bo on takiego posiada 🤣

Odzew na osiedlowym FB był ogromny, a w komentarzach powracający temat monitoringu, który jest tylko w jednym bloku. Kiedyś dostaliśmy do skrzynek jakąś ankietę, ale jako że monitoring = dodatkowa opłata w czynszu, spełzło na niczym.

Poszłyśmy przed chwilą z córką zrobić porządek, powyrzucać stare podręczniki do chemii i religii etc. 😉😏 Jestem ciekawa, czy nawet w tak małej ilości tego, co pozostało, ludzie będą zdolni zrobić bałagan...


W pierwszym momencie ogarnęło mnie takie zniechęcenie, że pomyślałam sobie mam to wszystko w dupie, będę sobie jeździć do tej biblioteczki w galerii i szlus. No właśnie, znowu tam byłam (pod pretekstem cotygodniowego zakupu orzechów do mieszanki emeryckiej, to już wiecie). Przywiozłam sobie dwa kryminały i rozmówki estońskie (nie pytajcie!), ale nie o tym, nie o tym, tylko jak szłam nakładać i ważyć te orzechy, a miałam już w ręce kalendarzyk kieszonkowy taki, to włożyłam go do kieszeni kurtki... i oczywiście o nim zapomniałam. Dopiero w autobusie sięgnęłam do kieszeni po telefon... Auchan jest 2,99 zł w plecy... Gdyby to zapipkało przy wyjściu - ale bym się wstydu najadła...

/tymczasem córka twierdzi, że rzecz nie we wstydzie, tylko grozi w tym wypadku wezwanie policji i mandat czy tam grzywna 500 zł, ponieważ jest to WYKROCZENIE, ewentualnie areszt do 30 dni; serio??? przecież to nie była patelnia w IKEI!/ 

W poniedziałek rusza po parzystej stronie naszej klatki akcja Wymiana Pionu Kanalizacyjnego. Jakie to cudowne uczucie, że oni, a nie my - że my to już mamy za sobą 🤣 W wyniku przetargu wybrano tańszą firmę, nie tę, która u nas robiła, i jestem bardzo ciekawa, jak im to pójdzie... na pewno już zaoszczędzili na wydruku harmonogramu prac, bo myśmy takowy dostali na zebraniu (każdy swój), a im powieszono jedynie egzemplarz na drzwiach wejściowych 🤣 Za to przed klatką stanęły dziś rano...

Będąc w spółdzielni zapytałam i o to: jeden jest dla pracowników, drugi dla mieszkańców. Ale nie wiem, który dla których, na razie wiszą na obu kłódki 😂

Skoro już stoimy przed blokiem - jest tutaj latarnia, od zawsze ulubione miejsce gołębi. I patrzcie państwo, zawsze się znajdzie jakaś melepeta, która pod tą latarnią zaparkuje 🤣



poniedziałek, 12 października 2026

100 pomysłów na małe mieszkanie. Koncepcja i tekst: Maria Tyniec

Tag Z knihobudki oznacza, że coś stamtąd przyniosłam i to coś z powrotem odnoszę 😂 Wiem, jest to mylące, bo mam już setki książek przytarganych z takich miejsc i nawet je od czasu do czasu czytam, ale zostają u mnie (póki co), więc tego tagu tam nie daję. Trzeba było na samym początku inaczej to wymyślić, teraz za późno. 

Tę (po)pierdółkę jak z budki brałam od razu wiedziałam, że nie ma co się szykować na fajerwerki pomysłów. Ani na ciekawe ROZWIZANIA 🤣

Pomysł nr 3 na przykład to zestaw tych dwóch zdjęć, z informacją, że i małe mieszkanie można urządzić jak się chce 😂


W pomyśle nr 4 autorka radzi, żeby rzeczy rzadko używane schować, żeby nie zawadzały. Toż to genialne! Jest tam więcej takich przemyśleń: w MAŁYM mieszkaniu przydadzą się zapasowe krzesła albo drabinka, wszystko to przecież bez problemu schowacie.


Czytelnik może sobie nie zdawać sprawy z tego, że drzwi szafy potrzebują miejsca na otwarcie, więc całe szczęście, że w książce znajdą tę informację! Przy okazji - często widujecie w małych mieszkaniach szezlongi?


A tu taka ciekawostka wymiarowa - chodzi o to, ile miejsca potrzebujecie w przedpokoju na poszczególne czynności: wkładanie butów, wkładanie płaszcza samemu i z pomocą drugiej osoby - jak widać poniżej tyle samo. 

A wśród ilustracji takie oto urokliwe małe mieszkanko. Mogłoby być - wyczerpana przy garach osuwam się na kanapę bez zbędnych kroków. Że słup? Jaki słup?!


Pomysł nr 100 - wybierz lampy, które pełnią więcej niż jedną funkcję.

Szczerze gdybym miała powiedzieć, że jest tu jakaś dobra rada, to tak, jedną znalazłam - żeby wybrać uchwyty wpuszczane w drzwi szafek (to głównie w kuchni). Komuś to faktycznie może nie przyjść do głowy, a w ciasnej kuchni wystające uchwyty też zabierają miejsce. Nie zgodzę się natomiast z twierdzeniem, że przed szafą należy zostawić 120 cm wolnego miejsca - mówię to z doświadczenia, mam w sypialni odstęp między szafą a łóżkiem 60 cm - i wystarcza. Co innego, gdyby tam były szuflady, oczywiście. Tak samo nie musicie mieć w małej łazience minimalnie 110 cm na wytarcie się po kąpieli - mamy 80 cm i jakoś obywa się bez wygibasów...

Taka to publikacja. 

Przeczytałam 7 października 2026 roku 


W piątkowy wieczór córka wpada do domu z wiadomością, że jakiś facet ładuje pełno książek do naszej budki. Rzucam wszystko i lecę, wiadomo 😁 


Wszędzie podwójne rzędy! Ciężko było przejrzeć nawet, no bo jak. Ale jakoś to poukładałam. Połowę z tych książek znałam z domu... nie żeby od razu przeczytane, ale same okładki towarzyszyły mi przez tyle lat... Ktoś likwidował inteligencką bibliotekę. Szkoda, że już go nie było, gdy przyszłyśmy, dopytałabym o dzieje.
Teraz jest już trochę przebrane i dokopałam się do dwóch książeczek w moim ulubionym formacie - małe i cienkie 🤣 Wtedy w piątek wzięłam jeszcze pięć innych, tylko zdjęcia nie zrobiłam. Ale wszystkie takie mikrusy, słowo daję!


Wczoraj seans z gatunku na ostatnią chwilę: film jugosłowiański z 1967 roku Nóż - kryminalny, czarno-biały, z elementami humoru, mniam mniam. A gdyby ktoś przez przypadek znał Belgrad z tamtych czasów, to już w ogóle.

Belgrad, lata 60. XX w. Kiedy popularny piosenkarz, Aleksandar Kiš, zostaje zamordowany w swoim mieszkaniu, śledztwo obejmuje komisarz Marko i jego asystent. Szybko okazuje się, że powszechnie lubiany gwiazdor nie był tak kryształową postacią, za jaką uchodził, a krąg podejrzanych coraz bardziej się poszerza.

Tutaj do zobaczenia jeszcze dziś lub jutro. Oni tam na Arte wiecznie ściemniają: pod filmem piszą dostępny do 14 X do 5:00, a gdy się klika na info u góry po prawej to jest do 15 X. Jeśli wierzyć pierwszej opcji, oznacza to dokładnie to, co napisałam - dziś i jutro, więc się pospieszcie! Mało chyba kina tamtejszego można u nas zobaczyć. Kusturica wiadomo, znany, a tak to Jugosławia słynęła z filmów wojennych (partyzanckich), no i z koprodukcji, bo plenery jugosłowiańskie były dość popularne, choćby filmy o Winnetou. Zajrzałam do tomiszcza Kino epoki nowofalowej i znalazłam tam nazwisko aktora, który w Nożu grał komisarza, piszą, że miał na koncie liczne występy w dziełach czarnej fali, ale to role bohaterskich partyzantów przyniosły mu status gwiazdy.

 

W piątek mam wizytę u zakaźnego (wiecie, ta ciągle niezdiagnozowana historia wątrobowa), więc dziś rano udałam się na pobranie krwi. Wchodzę i cóż moje kaprawe o tej nieludzkiej porze oczy widzą? Ale to nie że ja tylko mało nie zemdlałam, każdy patrzył z niedowierzaniem na to, co widział w korytarzu czyli na kolejkę ciągnącą się do końca, a tam zakręcającą w bok. Upewniłam się, że to ta (pod drugą ścianą stała kolejka do EKG czy coś) i potulnie zajęłam miejsce, ale po kilku minutach poszłam przeliczyć wszystkich. Byłam wówczas 41., z tym, że w dalszej części korytarza siedzieli jeszcze ludzie przemieszani z obu kolejek, więc w sumie nie wiadomo. Przez cały ten czas przesunęliśmy się o jakieś 30 cm do przodu, co jeden z panów skomentował:

- Pewnie ktoś schudł, no bo bez jedzenia...

Chętnie bym schudła, ale nie za tę cenę, więc w końcu poszłam precz. Fajna wycieczka była. Jutro niestety powtórka z rozrywki, bo nie chcę zostawiać na środę, nie wiem, czy wyniki by były na piątek... Z tym, że nastawię budzik, żeby pojechać jeszcze wcześniej (jak pomyślę o pielęgniarce, która próbuje mi się wbić w żyłę już ledwo widząc na oczy przy setnym pacjencie...). Matko jedyna, a obiecywałam przecież budzikom śmierć 🙄

 

Ale może dość użalania się, wróćmy do początku października. Przeczytałam na FB (bo gdzie niby indziej), że będzie otwarcie bronowickiej filii bibliotecznej, więc się wybrałam. I teraz zapraszam na mały fotoreportaż 😁











Biblioteka malutka, kompaktowa, jak to mawiają, część dla dzieciaków i druga dla dorosłych, ale uwaga! jest też toaleta! To się tak często nie zdarza. Może w tych nowo remontowanych? 

Kiedyś miałam pomysł, żeby odwiedzić wszystkie filie, że niby co tydzień jedna, ale tego się nie da zrobić... w sensie, że z każdej miałam pożyczyć książkę i przeczytać, no to gdzie tam. Zwłaszcza, gdy NIE CHCĘ przecież pożyczać 😂 W bibliotece bronowickiej cóż, pożyczyłam - Spacerownik po Prądniku. Po czym wpadłam na pomysł, że taki Spacerownik to trzeba w domu mieć, a nie pożyczać z biblio (mam dwa: Stare Miasto i Bronowice), więc zadzwoniłam do Rady Dzielnicy ichniej, gdzie mi powiedziano, że były na stoliku do wzięcia, ale już nie ma, niemniej jednak żeby napisać maila. Napisałam. Przyszła odpowiedź, że fakt, mieli 20 czy 30 egzemplarzy od autorki i rozdali, ale żeby pytać jeszcze w trzech miejscach - na razie się nie zebrałam w sobie i nie wiem, na co czekam 🤣

No, a idąc sobie spacerkiem z Bronowic do domu usłyszałam, że nadeszła wiadomość na Messengerze. I oto pyta się znajomy sprzed 35 lat, czy ja to ja, bo mnie znalazł na FB, a szuka kontaktu do mojego Ślubnego. Jak zaczęliśmy gadać, to końca nie było. Że właśnie były obchody stulecia Żaczka i nikt nawet się nie zająknął o Ślubnym, który tam rozwinął niespotykaną wcześniej działalność i on, ten znajomy, chce o tym ważnym epizodzie napisać, ale chciał to trochę ze Ślubnym uzgodnić. Obiecałam, że po powrocie do domu odnajdę numer telefonu i dam znać. Odnalazłam, ale usłyszałam, że nie ma takiego numeru. A ten znajomy mówił, że gdy Ślubnego szukali po internetach, to znaleźli nagrobek w Bolesławcu z jego imieniem i nazwiskiem oraz jego rokiem urodzenia. Hm. A cóż by on robił akurat w Bolesławcu? Ostatni kontakt z nim miałam parę lat wcześniej, gdy Ojczasty prosił, żeby do niego zadzwonić i dowiedzieć się, co słychać (Ojczasty pozostawał z nim w kontakcie listownym, ale już nie dawał rady czytać/pisać). Odnalazłam zdjęcie tego nagrobka - na szczęście dzień i miesiąc urodzin były inne 😀 Nie żebym pamiętała, ale akurat córka mi przecież przywiozła akt naszego ślubu, który brat zabrał z likwidowanego mieszkania rodziców, więc był pod ręką.

Dzwonię więc do znajomego i mówię, żeby kupił sobie znaczek i napisał list, bo mam tylko adres na jakiejś wsi tarnowskiej. A jaka to wieś, pyta. Mówię. 

- O, to ja znam, tamtędy jeżdżę, gdy muszę coś tam...

Kurde, jaki ten świat jest mały 😂

Obiecał, że pojedzie i da mi znać, więc czekałam trochę w nerwach, co z tym Ślubnym. Jestem wdową czy nie? Ale chłop ma dopiero 68 lat...

No i pojechał i znalazł go! Ślubny się mocno zdziwił, jak go zobaczył po 30 latach z okładem - ale miło sobie pogadali i powspominali Żaczkowe czasy (byli współpracownikami). 

Ślubny dawno temu pozwijał wszystkie swoje interesy i kupił jakąś gospodarkę czy co i sobie żyje powolutku: ma kury, kaczki, 2 psy i 7 kotów 😂 Jak z nim wtedy rozmawiałam, wspominał, że robi też nalewki. Jak to się w życiu dziwnie plecie, człowiek tak aktywny, zawsze z milionem pomysłów.