Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Architektura. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2024

Zdeněk Lukeš - Praha moderní II. Velký průvodce po architektuře 1900-1950 / Levý břeh Vltavy

No proszę, mam już za sobą drugi tom o XX-wiecznej architekturze Pragi 💚 Nie mówię, że pozostałe dwa przeczytam przed majowym wyjazdem, ale przed sierpniowym na pewno, no bo potem będzie znów rok czekania na kolejny wyjazd.

Jak patrzę na spis dzielnic lewobrzeżnych powyżej, to okazuje się, że w pięciu z nich w ogóle nie byłam. Toteż bym sobie je chętnie wrzuciła na listę, ale już wcale nie mam dużo czasu do dyspozycji: dwa dni to Open House, na dwa poprzedzające wykupiłam jakieś oprowadzania, na przedostatni dzień z kolei mam bilet na generalkę do teatru, więc paczcie ludzie, zostają poniedziałek - czwartek. A kto wie, co jeszcze się wydarzy lub co Věra wynajdzie. Bo ona też się przygotowuje do moich przyjazdów i szykuje mi niespodzianki 😁

Książka zaczyna się tym budynkiem - zwrócił moją uwagę zegarem słonecznym na ulicznej fasadzie, a że jest to w pobliżu stacji metra Hradčanská, gdzie bywam na zakupach w pobliskim Tesco 😉 no to dałam na listę. Następnego dnia cóż widzę na fejsbukowym zagadkowym profilu praskim? Właśnie ten dom 😂 Raz przynajmniej wiedziałam coś od razu!

Moje marzenie od dawna - zobaczyć to ⬆ wnętrze. To jest archiwum ubezpieczalni, dostęp do tych kartotek jest za pomocą przesuwnych wind z biurkiem dla pracownika. Gdyby kiedyś zgodzili się na uczestnictwo w Open House i otwarli* tę halę dla zwiedzających, poleciałabym na skrzydłach!

A tu powyżej było tak. Dom ma ciekawą dekorację na fasadzie, płaskorzeźbę przedstawiającą flisaków z pobliskiej Wełtawy, toteż sobie zapisałam w kajeciku, żeby tam iść. No, a wczoraj oglądam kolejny program Z metropole i cóż się dowiaduję? Że otóż właśnie dom zburzono. Kruca. Wszystko mi zwiną sprzed nosa. Dlaczego ta Praga nie jest bliżej, pytam się. Tak na dwie godziny drogi 😂

Wyd. Paseka, Praha 2013, 305 stron

Z własnej półki (kupione online 19 września 2017 roku 359 koron)

Przeczytałam 21 kwietnia 2024 roku

 

* otwarli = otworzyli - obie formy poprawne, choć ta pierwsza już rzadsza 


Derechcja opublikowała wczoraj ogłoszenie o pracy za mnie. Jestem bardzo ciekawa, co z tego wyjdzie, bo okazuje się, że moja płaca (i tak mizerna) była skomponowana pode mnie, a teraz już proponują mniej 🤣 

Tak że istnieje spore ryzyko, że nikogo nie znajdą. A ja w ramach dobrych chęci (co to nimi piekło etc.) zaproponowałam wcześniej, że jeśli nikt się nie zgłosi, to mogę dwa razy w roku porobić zapisy czyli to najgorsze. Z jednej strony dodatkowy zarobek, ale z drugiej - jakoś mi się nie chce, wolałabym mieć głowę wolną od myślenia o robocie. No, ale chciałam wykazać dobrą wolę, że ich tak nie zostawiam z niczym 🤣


wtorek, 9 kwietnia 2024

Zdeněk Lukeš - Praha moderní. Velký průvodce po architektuře 1900-1950 : historické centrum

Zdeněk Lukeš - moja miłość. Chyba go znałam z czeskiej telewizji, pewnie z programu Z metropole, gdzie często się na temat współczesnej architektury wypowiada. A tu raz przyjeżdżam w maju do Pragi, on ma oprowadzać po pewnym obiekcie bodaj o 10.00 rano (Invalidovna), a ja rano budzę się z koszmarnym globusem, oczywiście biorę Magiczną Tabletkę, ale niewiele to daje, jednak postanawiam jechać. I dojeżdżam, gdy lista chętnych jest już zamknięta. Chyba ten globus spowodował, że się zaczęłam domagać dopisania (normalnie to bym podwinęła ogon i cichutko wróciła do domu):

- Ja specjalnie z Polski przyjechałam na to oprowadzanie przez pana Lukeša i jak to teraz?

Dopisali mnie, skoro specjalnie z Polski 🤣 Mogłabym tutaj dać zdjęcie, ale weź i znajdź, jak za chwilę trzeba kolację Ojczastemu robić...

Wyjazd majowy zbliża się wielkimi krokami, jeszcze 36 dni! Zaczęłam się więc rozglądać za książkami o Pradze, żeby coś jeszcze przeczytać przed podróżą, no i padło na tę 4-tomową serię. To znaczy nie wiem, czy wszystkie cztery tomy opędzę teraz, ale zacząć trzeba było.

Rzecz jest o współczesnej architekturze Pragi. Pierwsze trzy tomy traktują o okresie 1900-1950, a ostatni to druga połowa XX wieku. Praga jest niesamowicie bogatym miastem, a gdy czytam te krótkie notki - bo to jest zazwyczaj jedno zdjęcie plus nazwa budynku, nazwiska architektów, adres, data powstania i parę linijek o obiekcie - to oczywiście już bym wstawała i leciała oblukiwać. Wiadomo, że znaczną część znam, ale najczęściej jedynie z fasady.

Tymczasem dowiaduję się, że w wielu z nich są (lub były) pasaże - wiecie, że Praga to miasto pasaży? jest ich wielkie mnóstwo - i już sobie coś tam wynotowuję, bo nie o wszystkich wiedziałam. 

A niżej jest zdjęcie najwęższego współczesnego budynku w Pradze,  420 cm szerokości, koniecznie się tam wybiorę. Istnieje dość znany budynek (służył jako dom publiczny) na Starym Mieście, który ma zaledwie 2,5 metra szerokości, ale on powstał wcześniej, w XIX wieku. Dzisiaj pozostała z niego jedynie fasada.

Autor przy każdej dzielnicy w historycznym centrum podał liczbę aktualnych mieszkańców. No, wiadomo - centra się wyludniają, wszystko przejmują hotele, hostele, B&B. 

Stare Miasto ma 10 tys. Nowe Miasto niecałe 30 tys. Mała Strana 7 tys. Hradczany 2 tys. Josefov 2 tys. Wyszehrad też 2 tys. W sumie 53 tysiące mieszkańców historycznego centrum na 1.300 tys. ogółem. Powierzchnia Pragi to 496 km2 (Kraków 327, Warszawa 517).

Jedna z moich praskich półek. Zobaczymy, czy uda mi się do 16 maja przeczytać pozostałe trzy tomy, jak nie, to też się nic nie stanie, będzie na sierpień.


Wyd. Paseka, Praha 2012, 236 stron

Z własnej półki (kupione 19 września 2017 roku - a więc po pierwszych trzech pobytach w Pradze - za 359 koron, to był duży zakup online z jednej z praskich księgarń; tęsknię trochę do tych czasów, gdy takowe czyniłam, teraz już koszty przesyłki są zbyt masakryczne)

Przeczytałam 8 kwietnia 2024 roku


NAJNOWSZE NABYTKI

W niedzielę pod wieczór córka zaproponowała, żebym ja jechała z paroma książkami tramwajem do jednej budki, ona rowerem do drugiej i tam się spotkamy. I bardzo dobrze zaproponowała, bo oto dołożyłyśmy książek, ale i znalazłyśmy (no, ja znalazłam, bo ona kryminałów nie czyta) te dwie pozycje 😍

Bardzo się ucieszyłam z Sekuły i już ją międlę.

A dziś - wolny dzień - jestem w euforii! Udało mi się mianowicie złożyć PIT-a za zeszły rok. Miałam skomplikowaną sytuację i nie wiedziałam, jak to ugryźć: emerytura i dwa różne rodzaje działalności, każdy inaczej opodatkowany. Wizyta w skarbówce w zeszłym tygodniu dała mi tylko numer telefonu, na który dzwonić po informacje. Wyszło, że mam złożyć PIT-36 i PIT-28, więc jeszcze raz do skarbówki po formularz, bo ten PIT-28 pierwszy raz na oczy widziałam (to za ryczałt). I dziś rano siadłam to wypełniać i zgłupiałam. O co im chodzi w tym milionie rubryk? A jeszcze dodam, że nie było do niego instrukcji. Z tej rozpaczy pomyślałam sobie - a gdyby tak spróbować, jak zawsze do tej pory, wypełnić online? 

I poszło gładko. Ach, te internety jednak 😁 Od razu dopłaciłam, ale tym razem tylko 73 zł, więc bez rozdzierania szat. 

W dodatku wczoraj Pan Sąsiad już wykonał większość prac w piwnicy: zmontował i ustawił regał (a nawet poukładał na nim bambetle), zrobił podłogę i przymocował taką cienką płytę do  wewnętrznej strony drzwi, bo one są ażurowe, z listew. Pozostaje kwestia haków na rowery, jeszcze nie wybrane, tu nie wiem, bo on mówił o wieszaniu rowerów za koło (że przymocuje te haki do sufitu) - czy ciężar roweru nie spowoduje zwichrowania? 

No, jeszcze tylko haki, jeszcze ma kupić jakąś ledową lampkę - i hulaj dusza, wózek inwalidzki i stołek pod prysznic wyjeżdżają z domu, jaki się zrobi luz 🤣 Nie mogę się doczekać!


czwartek, 20 kwietnia 2023

Petr Wittlich - Secesní Prahou - podoby stylu

 

Odhaczam kolejną książkę, ale od razu mówię, że do niczego nie mam głowy. Od poniedziałku żyję w jakimś innym świecie. Zadzwonił mianowicie mój brat, że - ponieważ on chce podróżować (co najpierw mu zabrała pandemia, a teraz stan Ojczastego) - ma propozycję, że kupi większe mieszkanie i tam się przeniesiemy, znaczy Ojczasty, moja córka i ja.

Opcja 1

Opcję, że gdy Ojczastego nie stanie, my z córką zostaniemy w tym większym mieszkaniu, musiałam odrzucić (bo nie będzie mnie stać na wyższy czynsz). Choć oczywiście zawsze chciałam mieć jeszcze jeden pokój. Pomyślcie, ile książek bym mogła jeszcze zmieścić 😂

Czyli że przenosimy się tam tylko na tyle czasu, ile go zostało Ojczastemu, a potem wracamy do siebie. A więc nasze mieszkanie musimy wynająć, no bo kto będzie za nie płacił. 

To ja się namordowałam, zrobiłam nową kuchnię, a teraz mam komuś obcemu ją dać w urzędowanie??? No nie!

Opcja 2

Więc jednocześnie przeczesujemy internety w poszukiwaniu mieszkania niewiele większego, do którego byśmy się przeniosły już na zawsze. Potrzebujemy jednak czterech pokoi, żeby każde z nas miało swój (zazwyczaj czwarty pokój czyli salon zawiera aneks kuchenny, więc raczej jest taki ogólny). Musi to być nowe budownictwo, gdzie winda jest na poziomie wejścia - żadnych schodów.

Opcja 3

Ja miałam swój własny pomysł - odkupić mieszkanie od sąsiadki, przebić drzwi w ścianie między nimi, a kiedyś potem z powrotem zamurować i sprzedać. To było zresztą moje marzenie od 30 lat, tyle że ograniczałam się w nim do odkupienia tego jednego sąsiedniego pokoju 😂

Brat najpierw kręcił nosem, dał się jednak przekonać, że w razie potrzeby będzie można zrobić takie wyjście z tego pokoju w miejscu okna z platformą dla wózka inwalidzkiego (bo jest takie rozwiązanie w parterowym mieszkaniu w innej klatce u nas; mieszkania na parterze są na półpiętrze) i że tak by było najprościej, bez żadnych wyprowadzek.

No wiecie co, na stare lata mam zmieniać miejsce zamieszkania? Ja już nie chcę takich przygód! A jeszcze - wyobraźcie sobie przeprowadzkę 5,5 tysiąca książek! To nie Korea, gdzie przyjeżdża firma, pakuje wszystko, przewozi, a na miejscu docelowym układa ubrania na półkach w szafie, jak to widzieliśmy u Wioli...

No to napisałam do spółdzielni (bo przez telefon mi nie chcieli nic powiedzieć, trzeba złożyć pismo), jakie są warunki techniczne. Pewnie jakiś podciąg czy inne nadproże trzeba dać. 

W międzyczasie poszłam do sąsiadki zapytać z głupia frant, co myśli o wyprowadzce 😁 I kto wie, może by nawet była chętna (tylko by też chciała na naszym osiedlu). Mieszka z wnuczką, a córka z zięciem planują kiedyś wrócić z zagranicy i będzie im tam ciasno, więc nieco większe mieszkanie na zamianę by się przydało.

Już się napaliłam, gdy przyszła odpowiedź ze spółdzielni. Niedasie.  

Przedmiotowe łączenie mieszkań wiąże się z ingerencją w część wspólną budynku wielorodzinnego mieszkalnego. W związku z powyższym Spółdzielnia nie wyraża zgody na takie działania, gdyż ingerencja taka wykracza poza zakres zwykłego zarządu powierzonego tutejszej Spółdzielni. 

Z ciekawości zapytałam jeszcze, która to część wspólna wymaga ingerencji. Że co, ta ściana między nami to jest część wspólna budynku czy o co chodzi? Zobaczymy, czy odpowiedzą, no ale to już nieistotne. Ciekawe, nawiasem mówiąc, że nieraz widziałam w pismach wnętrzarskich połączone mieszkania...

W każdym razie ten pomysł najwyraźniej upadł. Co dalej?

Opcja 4

Rano w tramwaju (już nie czytam książek w drodze do pracy, tylko rozglądam się, gdzie tu jakaś inwestycja, gdzie mieszkanie do sprzedaży) wymyśliłam, że najlepiej będzie (i bez zbędnych nakładów), gdy po prostu Ojczasty zamieszka na miejscu mojej córki, a ta przeniesie się do mojego pokoju i będziemy tak sobie koczować te parę lat (Ojczasty w tym roku skończy 94).

Dla kogo najlepiej? W sumie nie wiem, chyba dla mnie, bo naprawdę nie chce mi się nigdzie wyprowadzać i może plusy bycia u siebie zrównoważą minusy ciasnoty? Ale gdy oglądam te mieszkania, a spędzam tak teraz całe dnie, to były zaledwie dwa, które mi się podobały (rozkład, prysznic w łazience, winda na poziomie przyziemia, balkon lub taras) - ale co z tego, skoro lokalizacja już mniej. Dobre dla ludzi z samochodem. A ja też młodsza nie będę i dźwiganie siat z odległego sklepu albo co gorsza przywożenie ich autobusem, nie, na to się nie piszę.

No i tak to, prąpaństwa. A to dopiero cztery dni szukania. Zamiast układać plany na Pragę, w głowie myśli: halo, nie ma sensu wieszać tych luster, skoro nie wiadomo, czy tu będę mieszkać oraz po co ja zamawiałam tę żaluzję w łazience, szkoda było kasy😉

A teraz odbębniam post o przeczytanej książce - Secesyjną Pragą. To żadne kompendium wiedzy na ten temat - a secesji w Pradze nie brak - tylko wydawnictwo takie bardziej albumowe czyli spory wstęp merytoryczny, a potem zdjęcia poszczególnych obiektów z krótkim tekstem towarzyszącym. Znam skądś nazwisko autora, pomyślałam. I przypomniałam sobie - przecież mam taką księgę jego autorstwa, zatytułowaną Secesja, sztuka i życie. Wydaną przez WAiF w 1987 roku. Ach, kupiłam ją w tym samym roku, więc czeka na przeczytanie o rok dłużej niż czekała Ucieczka z zesłania 🤣




Wyd. Karolinum, Praha 2007, 135 stron

Z własnej półki (kupione 19 września 2017 roku w wydawnictwie - online - za 257 koron, ależ kiedyś były ceny, a to ledwie 6 lat różnicy...)

Przeczytałam 15 kwietnia 2023 roku


Żeby jednak nie było, że zapominam z tych emocji o kąciku japońskim, proszbardzo - vlog z profilu pana Buru, który zazwyczaj podpiera się dobrą muzyką:



czwartek, 6 stycznia 2022

Beata Chomątowska - Betonia. Dom dla każdego

 Więc z tego, co pamiętam (mgła niecovidowa), kiedyś już Betonię pożyczyłam i oddałam nieprzeczytaną, bo ktoś sobie zamówił. Tym razem choćby nawet zamówił, nic by mu to nie dało, bo filia nieczynna z powodu remontu i wszystkie książki od października sobie wiszą z terminem zwrotu 17 stycznia. Być może nawet zdążą z tym remontem w terminie, bo dzisiaj zajrzałam przez okna i stoją już regały. Nawiasem mówiąc, biblioteka powiększyła się o sąsiednie pomieszczenie, tam ma być dział dziecięcy - i w rezultacie ma jeszcze mniej miejsca, regały ustawiono w świetle okien! To jest dopiero polityka! Nie ma na nich jeszcze książek, więc może coś poprzesuwają? Ale tak jakby - nie ma gdzie.

Ale wróćmy do Betonii. Trochę jestem zawiedziona. To ogromna pozycja i ogrom włożonej pracy, ale nie przepadam, okazuje się, za tego rodzaju typem narracji, gdzie w historyczno-reportażową treść na siłę wmontowuje się jakieś beletrystyczne fragmenty, jakieś wydziwianie, jakieś powieściowanie. To mi przeszkadzało i o ile na początku, zwłaszcza, gdy się okazało, że spora część książki traktuje o krakowskich osiedlach (również moim), myślałam nawet, żeby ją sobie pod przyszłą choinkę zamówić u brata 😀 - o tyle potem mi ta chęć przeszła. 

Dalej, następne zastrzeżenie. Autorka skupiła się głównie na Polsce i NRD, trochę też pisząc o Wielkiej Brytanii i Francji (trudno, żeby nie, w końcu Le Corbusier etc.). Ale bardzo mi tu brakowało historii ze Związku Radzieckiego i innych krajów socjalistycznych. Za wyborem Niemiec pewnie stała znajomość języka i samego kraju, tak to sobie przynajmniej wyobrażam, ale dla mnie to było za mało (jeśli można tak powiedzieć trzymając w ręku taką grubą cegłę 😁; gdyby jednak usunąć całą tę literaturę...). Autorka jest z rocznika 1976, nie wiem, czy jeszcze uczyła się rosyjskiego, no bo jednak, gdyby chciała się zająć tematem wielkiej płyty w ZSRR, bibliografia zamieszczona na końcu książki (13 stron!) musiałaby się znacznie poszerzyć.

Początek:

Czytam tu o tej Trójkowej Liście Przebojów i trzeba trafu, akurat ostatnio Szczygieł też pokazywał swój zeszyt, gdzie co tydzień pilnie notował całą listę. Ja nie wiem, w ogóle sobie nie przypominam, żebym się tym zajmowała, żeby lista. Hm, może u nas wcale Trójki nie odbieraliśmy?

Ale jestem głupia. A wystarczyło zajrzeć na Wiki. Lista Przebojów była nadawana od 1982 roku! To ja już byłam poza domem! Wszystko jasne 😃

 

Wyd. Czarne, Wołowiec 2018, 558 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 5 stycznia 2022 roku


W ostatni dzień roku przez Was i Waszą Chmielewską poszłam piechty do biblioteki na Królewskiej i tak się umęczyłam, tak umęczyłam - stanowczo nie w zimie takie wycieczki. Ale przynajmniej kupiłam po drodze zwykłą żarówkę 40W do lampy na biurku - spaliła mi się jakiś czas temu, a na osiedlu NI MO. Ni mo zwykłych żarówek. A ja mam zapas tylko setek. No, zapas - dwie albo trzy. Więc pożytek z wyprawy był plus jeszcze zafasowałam w biblio parę gazet (bo nie miałam co czytać w domu, prawda).

Migawki z noworocznego spaceru.






A dzisiaj... dzisiaj nadejszła ta pora, aby zbadać sprawę przystanku Kraków-Bronowice, albowiem kupiłam tzw. bilet łączony do Dżendżejowa na koniec stycznia - znaczy mam wsiąść do jakiegoś regionalnego pociągu właśnie tutaj, dojechać na Główny i tam się przesiąść do swojego IC. Kosztuje to wówczas jedynie 1,80 zł więcej czyli połowę biletu tramwajowego. 

Z odpowiednim wyprzedzeniem czasowym (konkretnie 42 minuty) wyszłam z domu. Do przystanku (pierwsze zdjęcie) dotarłam po 13 minutach. Potem już tylko znaleźć, z którego peronu odchodzi pociąg. Żeby było jasne - na bilecie nie ma mowy o tym, skąd ten pociąg jedzie i dokąd (czy tylko do Głównego czy gdzieś dalej). Znałam jedynie godzinę odjazdu - 15:07.

Żaden wyświetlacz elektroniczny nie istnieje. Zdjęcie nr 2 - przy wejściu spodziewałam się właśnie takiej tablicy, gdzie wyświetlałyby się najbliższe odjazdy z podaniem peronu. Zapomnij. No, ale jest gablota z tymi płachtami żółtymi. Dobra, znalazłam, że 15:07 Kraków Główny odjeżdża z peronu 2, toru 1. Wjechałam na górę. Przy peronie 2 jest tylko jeden tor, więc niepotrzebnie sobie w głowinie powtarzałam 'peron 2, tor 1'. A tam na peronie siedem mil do nieba, wygwizdów taki, że nikomu nie życzę. Łeb urywa. Hm, pomyślałam, zjadę z powrotem na dół, do tego tunelu, tam po lewej stronie jest cały ciąg różnych pomieszczeń, na pewno jest poczekalnia.

Po pierwsze nie zjadę, bo schody ruchome w dół są jedynie nieruchomą dekoracją. Po drugie - patrz zdjęcie nr 3 - wszystkie pomieszczenia są zamknięte na głucho i zaopatrzone w ofertę wynajęcia. Z jakiegoś na pewno bardzo istotnego powodu żodyn nie mógł zostać poczekalnią z siedziskami. Dokładnie tak jak w dniu otwarcia w 2020 roku przed wyborami 😂 Wtedy też nic nie działało, ale że właśnie na chybcika było otwierane przez władzię, to się mówiło, że zaroz bydzie.

Z nudów przeczytałam cennik (4,50 zł za bilet do Głównego) oraz instrukcję kupowania tegoż. Mianowicie należy go nabyć w kasie (brak), w automacie na peronie (brak) albo wsiąść do pierwszego wagonu w kierunku jazdy i zgłosić konduktorowi. Kara za brak ważnego biletu - 225 zł bodajże. A nie, jeszcze można telefonem kupić, ale to wiadomo, że nie dla mnie.

Przestudiowałam również gablotę z przyjazdami, dzięki czemu wiedziałam już, skąd mój pociąg zdąża. Z Katowic. O, niedobrze, pomyślałam. Przecież on w życiu nie przyjedzie o czasie - a mój bilet daje mi dokładnie 18 minut na przesiadkę na Głównym. No i oczywiście tak było: przed moim katowickim przyjechały trzy inne pociągi w odwrotnym kierunku - KAŻDY był spóźniony. Przy czym głos z megafonu najwyraźniej jest nagraniem z taśmy i nawet się nie zająknął o jakimś spóźnieniu, normalnie 'pociąg z x do x wjedzie na peron 3'. Mój - zdjęcie nr 4 - zaledwie 4 minuty opóźnienia. Dziś. Kto mi zagwarantuje, że 29 stycznia też będą to "tylko" 4 minuty i zdołam się przedostać na odpowiedni peron na Głównym? Nikt. Więc chyba pojadę jak zawsze, a dopiero w drodze powrotnej skorzystam z opcji z przesiadką - w końcu wtedy już mi się nie będzie nigdzie spieszyć. Ukradli mi 1,80 zł, znaczy się 😒 Ale saper myli się tylko raz! Sram na polską kolej. 

A właśnie, czytam książkę o niej z punktu widzenia maszynisty, zachwyconego swą robotą.  On tam wyraźnie mówi, że bieda, jeśli na przykład źle się obliczy z hamowaniem na stacji i zatrzyma się trochę poza peronem (gdzie wystarczy się cofnąć po chwili). Wtedy wylatuje z maszynistowania na parę miesięcy, robi na warsztatach czy cóś. Za karę. Ale z powodu spóźnienia - nie ma żadnych konsekwencji. Swoją drogą - nie dziwne, cóż maszynista winien, jedzie, jak mu warunki pozwalają. Niemniej - w Japonii by sobie chyba strzelili w łeb, gdyby coś takiego uprawiali, jak na przystanku Kraków-Bronowice. I ogólnie na polskich kolejach, których jest 122. Serio.

 

Miałam pisać jeszcze, co robiłam przez pięć wolnych dni i co na Fabryce i co oglądam i jeszcze zaległe info o festiwalu filmów dla dzieci i młodzieży i o Jezu o Jezu o BASENIE - ale taka wkurzona wróciłam z tego przystanku (i zmarznięta), że muszę iść się uspokoić jakimś pasjansem.

 

Domofon praski mało estetyczny

 

środa, 25 sierpnia 2021

Radosław Gajda, Natalia Szcześniak - Archistorie. Jak odkrywać przestrzeń miast?

Żem jest nieprzytomna z powodu, że musiałam się udać do miasta na pobranie krwi, co ze względu na konieczność niezjedzenia wcześniej śniadania jest koszmarne, tak? Zawsze przeżywam to okrutnie - a jeszcze do tego dodajmy, że herbaty nie mogłam pić ani rano ani przez całą noc! A to już tortura!

/tak, piję w nocy herbatę... stoi przy łóżku i jak tylko się budzę - a dzieje się to co najmniej pięć razy w ciągu nocy - biorę łyka i od razu lepiej/

/toteż nie lubię spać gdzieś w gościach, żeby nie sprawiać kłopotu, a jednocześnie nie pozbawiać się podstawowego komfortu/

Ale biblioteka dopomina się o książkę, więc szybciutko napiszę i oddam 😏

Tej pozycji nie wyczaiłam z katalogu, tylko zobaczyłam na półce wśród nowości. Tak, półka z nowościami dostępna! Ciekawe, jak długo to potrwa i czy znów na jesieni pierdyknie, znów pozamykają biblioteki...

Ja tych państwa autorów nie znałam, a tymczasem działają oni na wszystkich frontach, więc pozbierałam do kupy:

- videa na You Tube

- blog

- Insta

- Fb


Wszystko się zgadza z opisem na okładce: w prosty, przystępny i atrakcyjny sposób opowiadają o przestrzeni, która nas otacza. Pewnie, że znakomita większość opisywanych budynków jest znana komuś, kto choć troszeczkę się tą tematyką interesuje - ale autorzy zawsze potrafią dołożyć jakąś ciekawostkę.

Przy okazji: o tych przepisach poniżej nie wiedziałam i teraz się zastanawiam, co konkretnie oznaczają. Mam prawo do trzech godzin bezpośredniego oświetlenia słońcem co najmniej jednego pokoju. Dobrze. Ale całego pokoju? Czy słońca na parapecie i najwyżej metrze podłogi przy oknie?

Temat dla mnie bolesny, jako mieszkanki parteru. I choć odległości między blokami są na naszym osiedlu naprawdę spore, to jednak słońce nigdy mi nie sięgnie aż do łóżka 😒

Dach szedowy. Nigdy nie słyszałam tej nazwy, choć oczywiście ten rodzaj dachu nieraz widziałam. Teraz sprawdzam i widzę, że nazywany jest też pilastym lub zębatym. Widzę też, że gdybym kiedykolwiek spełniła swoje marzenie i przestudiowała dokładnie Słownik terminologiczny sztuk pięknych (którego przez długi czas nie miałam, ale potem znalazł się egzemplarz w pracy - nikomu niepotrzebny i do nikogo nienależący, więc go zacharapciłam 😁), to bym to wiedziała już dawno.


Podobnie nie znałam terminu gdanisko. Ale to sobie usprawiedliwiam tym, że w Krakowie nie ma zamków klasztornych 😜 Strona Kwidzynopedia podaje, że takie latryny powstawały głównie przy zamkach krzyżackich.

 Początek:

Koniec:
A jeszcze dodam spis treści:

Dobrze sobie przy okazji poszperać w internetach, bo o pewnych budynkach się tylko wspomina, a też okazują się fascynujące.

Wyd. Znak Kraków 2018, 305 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 24 sierpnia 2021 roku


Skoro już o blogach mowa, to po raz kolejny się okazało, jaki ja jestem naiwniak. Bo wiecie, na tych blogach kulinarnych, niektórych, bo są i takie normalne, zwykłe, ale są bardzo bardzo dopracowane i fotograficznie perfekcyjne - więc na tych blogach przyrządzone potrawy blogerzy prezentują na przykład na pięknym starym drewnianym stole, takim złożonym z desek pełnych sęków. Albo na marmurowym blacie. Albo na Bóg wie jeszcze czym.

I ja tak zawsze podziwiałam, że mają takie stoły i blaty 😂 Małgośka Małgośka, oj głupia ty...

Otóż oglądam jeden z odcinków Violi z Korei, a tam, w 12:30, autorka wchodzi do pokoju, gdzie ostatnimi czasy przygotowywała swoją książkę kulinarną...

  

Oraz MUSZĘ dodać, że obejrzałam już drugi odcinek koreańskiego serialu Navillera, którym się zachwyciła Anka z bloga Anna pisze, i oczywiście to MOJA tematyka, bo stary człowiek 😁 Może nie tak kompletnie stary, bo bodajże 70-latek, emerytowany listonosz (sługą narodu się nazywał), który postanawia wreszcie spełnić marzenie z dzieciństwa czyli nauczyć się baletu. Można się z tego pośmiać, ale dyskutować z tym nie będziemy 😂 Przede mną jeszcze 10 odcinków, więc zobaczymy, jak mu to wyjdzie w praniu, ale wczoraj właśnie oglądałam, jak miał pierwszą lekcję i - jak następnego ranka zwlekał się z łóżka. No wypisz wymaluj jak ja z moją rwą, tylko w lepsze dni 😅

Z czwartkowego poranka

Ponieważ około godz. 2 w nocy, gdym się przebudziła, intensywnie myślałam o wieżowcu Cosmopolitan w Warszawie opisanym również w Archistoriach, uznaję to za znak (choć nie wiem czego) i dodaję wyszukane w internecie zdjęcie, ilustrujące to, co jest niesamowite w tym budynku. Otóż to nadwieszenie (czerwonego koloru na spodzie) ma ponad 11 metrów głębokości! To są te techniczne możliwości naszych czasów... Niestety, ostatni raz byłam w Warszawie chyba w latach dwutysięcznych, więc nie mogłam tego apartamentowca widzieć, a przyznam się, że chętnie stanęłabym na dole i zadarła głowę. Aczkolwiek mniej chętnie bym zamieszkała zaraz w tym zawieszeniu 😁


czwartek, 2 kwietnia 2020

Czesław Bielecki - Więcej niż architektura. Pochwała eklektyzmu

Brałam to w pośpiechu przed ostatecznym zamknięciem bibliotek "na koronawirusa" i nie przyjrzałam się dobrze. Myślałam, że to praca o eklektyzmie - tak ogólnie, a to coś w rodzaju automonografii. No, wydali mu to na kredowym papierze ;) a ktoś zakupił do biblioteki (nie ma żadnej adnotacji o darze czytelnika). No no. Jakoś samo lezie do głowy, że to wszystko ukłon nie tyle w stronę architekta, co polityka.
Zresztą nie miałam pojęcia, że ten polityk jest też architektem :) Przecież w architekturze nie siedzę...
No nic, przebrnęłam, choć nie było łatwo. Nie trafia do mnie styl autora - ani styl pisania ani styl projektowania. Owszem, dom własny może robić wrażenie - ha ha, głównie na dzisiejsze czasy, taki rodzaj siedliska, w którym rzeczywiście można się zamknąć jak w twierdzy i zapomnieć o szalejącej na zewnątrz zarazie. Ładne te perspektywy przez taras do dwóch części domu. Ale sam wygląd budynku/budynków mi nie leży i prawdę powiedziawszy chyba jednak wolę ten modernizm, tak odsądzany przez Bieleckiego od czci i wiary, niż eklektyzm, gdzie w jednej fasadzie mamy łuki, prostokątne otwory okienne bez podziałów i bulaj rodem z okrętu. No, a właściwie - z modernizmu :)
Dużo tu nieczytelnych dla mnie rysunków, malutkich zdjęć, na których nie sposób coś dostrzec i można tylko polegać na podpisie.. taki jakby warsztat twórcy, który może lepiej zrozumieją inni twórcy niż zwykły profan-czytelnik.



Realizacja pierwszego, jeszcze studenckiego projektu - Żywiciel - kwatera powstańcza Cmentarza Wojskowego. To właściwie jedna rzecz, która do mnie przemówiła - na obrazkach oczywiście.

Początek:
Koniec:

Wyd. BOSZ Olszanica 2005, 212 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 1 kwietnia 2020 roku