Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po czesku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po czesku. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2026

Josef Pohl - Ticho, mluví pachatel

To jest jedna z książek, które mi przysłała Czeszka (dziś rano odgrażała się zresztą, że ma dla mnie kolejne dwa kryminały naszykowane 😁) i najpierw myślałam, że to regularny kryminał - bo gdzież bym tam doczytała, co napisali na skrzydełku... A to była inna historia: najpierw powstało słuchowisko radiowe, a potem, zważywszy na osiągnięty sukces, autor opracował wersję literacką. Ponieważ są tu też zdjęcia, spodziewałam się i filmu, ale to były tylko fotografie zrobione specjalnie do wydania książkowego, imitujące fotosy filmowe.

A na koniec - że owszem, jest to książka z kryminalnym motywem, ale taka dla młodzieży. Śmiesznie przy tym czytać o tym, jak ówcześni młodzi ludzie (lata 60-te) trzęśli portkami przed władzą, czy to rodzicami, czy dyrektorem szkoły czy policjantem. Gdzie te czasy!

Syn miejscowego dentysty dostał w prezencie magnetofon na baterie i oszalał na jego punkcie - razem z kolegą chodzą i nagrywają, co tylko się da. I oto pewnego wieczoru ojciec odkrywa, że mają nagranie rozmowy dwojga ludzi, zmawiających się na... morderstwo. Chłopcy zostawili magnetofon pod ławeczką, na której zwykle siadywała pewna dziewczyna. Ojciec oczywiście leci na policję z tym nagraniem, a tam już dedukują, że chodzi o emeryta mającego w pobliżu działkę z domkiem letniskowym, skłóconego z sąsiadami. I co się dzieje? Najpierw ktoś wrzuca mu przez okno kawał żelaza (ponoć chybiło o centymetry od głowy starszego pana), a potem podpala domek. Zaczyna się śledztwo w wykonaniu dzielnicowego Peterki, a jednocześnie chłopcy cały czas dostarczają kolejne nagrania...

Lektura była dość trudna, w sensie bardzo bogatego i urozmaiconego słownictwa. W połączeniu z przedwyjazdowymi nerwami - sporo czasu mi zeszło 😁 Szkoda, że filmu nie ma.

Początek: 

Koniec:


Wyd. Nakladatelství České Budějovice 1966, 111 stron

Z własnej półki 

Przeczytałam 29 lipca 2026 roku


Dziecko przyjechało (tylko 88 minut opóźnienia miał pociąg), wyczyściło odpływ pod prysznicem, przykręciło klamkę...


A teraz chodzi i nudzi, że ona tam chce jechać z powrotem, bo tu nie ma co robić 🤣 I chyba tęskni za kotem!

Z budki przyniosłam na podmiankę Hugo, w sumie nie wiem, czy dobrze, bo to jakieś nowe tłumaczenie (nie mam zaufania do nowych tłumaczeń 😉), ale za to mniej miejsca zajmie.


Obejrzałam ostatni odcinek drugiego sezonu tego norweskiego serialu o znalezieniu ropy, książka przeczytana, nowej nie ma sensu zaczynać, podobnie jak trzeciego sezonu filmu - normalnie ja też nie mam co robić 😂 Cztery książeczki na Pragę naszykowane, zamówienie w Ulubionym Antykwariacie zrobione (pięć! PIĘĆ słownie PIĘĆ sztuk tylko kupiłam! dzielna jestem, co?).

Ale ale! Zadzwoniła Ta, Co Jedziemy Razem - że w obliczu grożących upałów postanowiła skrócić pobyt i odjedzie już w środę. Ja się oczywiście nie poddam tak łatwo, choć... jak zaglądam ponownie do prognoz, to widzę, że temperatura ciągle rośnie 🙄 Trochę się ostatnio martwiłam, że mam za mało przygotowanych wycieczek, wiecie - takich, że jadę w jakieś okolice i tam oblatuję wszystko, co jest do oblatania - ale to najwyraźniej nie zaszkodzi, bo żadnych wycieczek nie będzie 🤣 chyba jedynie same takie szusy metrem do czegoś JEDNEGO w pobliżu stacji i z powrotem... Jak na złość objawiła się ciekawa wycieczka oprowadzana, no ale to już na pewno nie przy 40 stopniach. Nie zapowiada się owocny pobyt, ale co tam... grunt, to trochę pobyć w Pradze. Albowiem - właśnie przeczytałam w kolorowej gazetce, że niejaki Dymsza miał zasadę czy życiowe motto:

WSZYSTKO BZDURY - NOS DO GÓRY! 

Więc się spróbuję do niego przykleić.


Jeszcze kartka ze spisanymi filmami. Jak wrócę w całości i przy zdrowych zmysłach, to już będzie na bieżąco.

/obiecanki cacanki/ 

Obejrzałam ten szwedzki - The Last Journey. Popłakując sobie tu i tam, no bo możecie się domyśleć z tytułu... Jest to niby dokument, ale wyraźnie pod publiczkę, syn (jakiś ichni celebryta) wraz z przyjacielem zabiera ojca u kresu życia do Francji, którą ojciec uwielbiał (był nauczycielem francuskiego) i wielokrotnie spędzali tam wakacje. To, że ojciec wrócił z tej ostatniej podróży żywy, to cud... syn showman to wiecie... film zresztą był zdaje się szwedzkim kandydatem do Oscara. 

wtorek, 30 czerwca 2026

Danielle Dušková - Báječná holka

Ależ to był traf wtedy, ostatniego dnia w Pradze - że poszłam niby na obiad, ale nic mi się nie podobało, więc skoczyłam po coś na podróż do Tesco, a naprzeciwko Tesco jest ten antykwariat z książkami po 10 koron i była ta Bajeczna dziewczyna i chociaż już byłam spakowana, to jednak wzięłam, że dopchnę do plecaka i dopchnęłam i książka jest super. No. 

 Adina przyjeżdża ze wsi do Pragi, by wziąć udział w jakimś konkursie, ale trzyma to w tajemnicy. Gości ją rodzinka, która była na wakacjach w jej wsi i która baaaaardzo chce kupić chałupę - ma ją na sprzedaż właśnie ojciec Adiny (przewodniczący spółdzielni), więc oczywiście chcą mu się podlizać. Co prawda przy okazji tej wizyty wyjdzie na jaw, że ich mieszkanie nie wygląda dokładnie tak, jak to opowiadała pani Hornova 😂 i samochód škodovka też niekoniecznie zachodni 😁 Ach, jak to wszyscy lubimy się chwalić tym, czego nie mamy, żeby zrobić wrażenie... No, ale sytuację ma uratować wycinek z gazety, gdzie mowa o kradzieżach na ich osiedlu, rozumiecie.

Piękny obrazek z życia Czechów w dobie tzw. normalizacji, kiedy zapomniało się o zasadach i myślało jedynie o przeżyciu i to w miarę możności komfortowym przeżyciu, o gromadzeniu dóbr i najlepiej oczywiście, żeby były zagraniczne (młodzież marzy o kostce Rubika, starsi o kalkulatorze - to z takich drobiazgów). Pan Horn, kierownik bistra U smakosza, co prawda wychowuje dzieci surowo, dając im żółte i czerwone kartki (co skutkuje odebraniem kieszonkowego), ale jednocześnie dbając o ich edukację, z córki chce zrobić gwiazdę tenisa i nie żałuje na to środków, a synowi dyktuje do zeszytu mądre słowa zagranicznej proweniencji. Daje też dobry przykład, krytykując inicjatywę dozorcy, żeby lokatorzy zrzucali się na szybszą naprawę windy (łapóweczka, a przecież ci panowie mają płacone za swoją pracę). Jednocześnie uprawia dniami i nocami różne drobne handelki i nie widzi w tym sprzeczności. Musi się pojawić Adina, niby prosta dziewczyna ze wsi, żeby mu pewne rzeczy uświadomić... Tak, młodzież widzi.

Bardzo mi się podobało, szkoda, że się skończyło i szkoda, że w Ulubionym Antykwariacie nie ma nic innego tej autorki, ale może się pojawi, dziś albo jutro albo za rok? Albo kiedyś w Pradze zapiszę się do biblioteki, pożyczę sobie i zamiast wieczorami pisać posty, będę czytać 🤣


Początek:

Koniec: 

Wyd. Československý spisovatel, Praha 1983, 229 stron

Ilustracje: Jiří Kalousek 

Z własnej półki (kupione 28 maja 2026 roku za 10 koron w Antykwariacie Spálená)

Przeczytałam 29 czerwca 2026 roku 


Córka się zaprzyjaźniła z żabą i śledzi zawzięcie jej poczynania. O dziwo zaprzyjaźniła się też z kotełą (bo ona jest psiara), tylko narzeka, że chce ekspić (znaczy siedzieć na kompie), a ta przychodzi po głaski i nie ma zmiłuj.



Ja żadnych żab nie widuję, nic zresztą nie widuję oprócz pająków - z FB wiem jedynie, że na osiedlu grasują watahy dzików w nocy, toteż nie wychodzę nawet w dzień 🤣 (strzeżonego...)  No bo i jak tu wyjść w taki upał niewidziany prawie w tym kraju. Ale jeszcze tylko dwa dni, mówią.

Praca nad spisem filmów z LM trwa.

 

Coś tam próbuję w chałupie ogarniać i nawet porządkując jedną szufladę odnalazłam ciśnieniomierz, ale wolę go nie używać, bo jeszcze mi się słabo zrobi (pani doktor neurolog mówiła, żeby mierzyć w ataku migreny - w ataku migreny to ja se mogę zmierzyć... niech pomyślę... w sumie chyba nic) 😂

 Obejrzałam kolejny film Chabrola - Niewierna żona z 1969 - dobry, będzie jeszcze dwa tygodnie.

Charles Desvallées z żoną Hélène i synem Michelem wiodą szczęśliwe życie w pięknej willi pod Paryżem. Ale pewnego dnia mężczyzna odkrywa, że jest zdradzany. Spotyka się z kochankiem żony, a wtedy sprawy wymykają się spod kontroli…

Przy okazji  można się nauczyć, jak jeść deser w postaci gruszki ('5''36) - wypróbuję przy okazji.

 

Do knihobudki ktoś dostarczył sporo materiałów językowych, głównie do rosyjskiego, no i dopiero co pisałam, że nie mam Wielkiego słownika rosyjsko-polskiego - no to już mam 😁 Na podłodze w przedpokoju, bo przede mną ciężka operacja znalezienia dla niego miejsca. Ale wiecie co - słowa mymra w nim też nie ma... 

sobota, 6 czerwca 2026

Agatha Christieová - Třetí dívka

Skończyłam tę Trzecią dziewczynę, nabytą pierwszego wieczoru w Pradze i tamże podczytywaną.

Dwa światy: lata sześćdziesiąte w Londynie, Beatlesi, minispódniczki - a z drugiej strony Hercule Poirot, czysta staroświeckość. Ponoć już w czasie I wojny światowej był na emeryturze, no to teraz ma ponad setkę chyba 😁

Do Poirota przychodzi młoda dziewczyna, bo chyba popełniła morderstwo. Ale gdy go ujrzy, ucieka nic nie wyjaśniając, mówiąc jedynie, że jest stary, za stary. Poirot jest w szoku - jak to, on stary? I oczywiście intryguje go to chyba, bo jak to, albo się kogoś zabiło albo nie. Rozmawia o tym z przyjaciółką, starszą panią, która pisze kryminały (takie alter ego Agaty) i wtedy dowiaduje się, kim jest ta dziewczyna. Trzecia dziewczyna - bo często gdy młode pracujące kobiety wynajmują mieszkanie, dla zaoszczędzenia na czynszu podnajmują pokój drugiej dziewczynie, a nawet biorą trzecią. Tak właśnie mieszka ta nieszczęsna Norma, którą ktoś faszeruje narkotykami i wmawia jej, że popełnia morderstwa. 

Trochę dziwny to kryminał, w sensie takim, że akcji tam mało, za to bardzo dużo międlenia w kółko tego samego (w końcu staje się to nudnawe) - Poirot wiadomo, skupia się na myśleniu i śledzimy te jego myśli, ale nie aż tak, żeby nam autorka ujawniała po drodze, co wykombinował 🤣

W Polsce książka wyszła pod tytułem Trzecia lokatorka. A ja poszukałam filmu, bo co prawda mam 27 dvd z Poirotem zgarniętych kiedyś ze Śmieciarki czy knihobudki, ale akurat tego oczywiście nie ma. W końcu znalazłam na wiadomej stronce, jest to trzeci odcinek jedenastego sezonu. Obejrzałam z przejściami, polskie napisy były złe, włączyłam angielskie, ale dopiero trzecie dobrze szły. Ech. Tak że całkiem niechcący zaliczyłam również film po angielsku 😁 Teraz widzę, że rosyjskie dobrze idą, mogłam sobie oszczędzić męki. A w filmie wszystko zrobili inaczej, nie myślcie sobie. Napisali na nowo.

Początek:

Koniec:


Wyd. Československý spisovatel, Praha1971, 226 stron

Seria: Spirála

Z angielskiego przełożyła na czeski: Eva Ruxová

Z własnej półki (kupione 19 maja 2026 roku za 5 koron z wystawki w antykwariacie KANT w Pradze) 

Przeczytałam 1 czerwca 2026 roku 



Dziś jest Pierwszy Dzień Reszty Mojego Życia. 

Jutro zresztą tak samo 🤣

No, ale po rozmaitych przejściach, po śmierci Ojczastego, po wymianie pionu, po czekaniu na malarza i wymalowaniu, po końcówce katalogowania, po Pradze i wcześniejszych przygotowaniach do niej, po niepokoju związanym z kaszlem i wizycie u lekarza (alergia, panie święty, a nie żadne zapalenie płuc czy co; Clatra i Singulair przez miesiąc) i wreszcie po kilkudniowej wizycie w Krakowie Věry i jej amerykańskiej wnuczki (co mnie również napawało strachem) i ich wczorajszym odjeździe - dziś jest ten Pierwszy Dzień. 

Należałoby zdecydować, co dalej. Ale kompletnie nie wiem, co dalej. Nagle okazuje się, że nie mam na siebie pomysłu. No bo dobrze - różne tam takie jak czytanie, oglądanie filmów, pragowanie - to wszystko było do tej pory, więc nic nowego. Zwykły szary dzień. A tak by się chciało robić coś innego, niezwykłego (?). Jednak nic takiego nie przychodzi mi do głowy, a nawet jak o czymś usłyszę/przeczytam, to wiem, że akurat nie dla mnie. Tyle miałam planów językowych, a teraz widzę, że nie ma się co szarpać, głowa już nie ta, jednym uchem wleci, drugim wyleci... Jeszcze dobrze, że choć to Duolingo ciągnę angielskie - ale to przecież bardziej zabawa. 

Tak że tak - jeszcze nie wpadam w depresję, bo w końcu lato, druga Praga przede mną, więc kolejne przygotowania, jakieś drobiazgi w domu wypada porobić (ten straponten do przedpokoju kupiony wieki temu trzeba wreszcie zawiesić)... Patrzę na kartkę powieszoną na tablicy korkowej chyba parę lat temu zaległości na emeryturę -  nic z tego mi się nie chce robić, to tylko zaległości, a nie nowe pomysły przecież.

W gruncie rzeczy nie potrzebuję nowego hobby (skoro mi na aktualne nie wystarcza czasu 😁), ale cały czas siedzi z tyłu głowy, że coś powinnam robić. Człowiek głupi całe życie. 

 

PS. Dziś jest też Pierwszy Dzień Bez Tramwaju. Przez 9 miesięcy będzie remont - 9 miesięcy!!! Przy czym niby we wrześniu miałby zacząć jeździć tramwaj wahadłowy do Bagateli i z powrotem. Pożyjemy, zobaczymy (czy się wyrobią). Chyba się dziś przejadę autobusem zastępczym, żeby obadać trasę i przystanki.

PS2. Bym zapomniała polecić Wam norweski film Everybody Hates Johan. Jak widać tym razem oglądałam z czeskimi napisami 😉 ale jak by ktoś chciał, to są angielskie.


Jest to opisane jako komedia, ale żadną komedią nie jest. Johana nie cierpi cała wieś, podobnie jak nie lubiła jego rodziców - pasjonowali się wysadzaniem w powietrze mostów w czasie wojny i przy tej okazji zginęli, ale zdążyli zaszczepić Johanowi to zamiłowanie. Jednak obróciło się ono przeciwko niemu, gdy niechcący wysadził w powietrze dziewczynę, którą całe życie kochał.... Bardzo mi się spodobało, jak pokazane jest surowe życie gdzieś na wyspach, które powoduje, że mieszkańcy też są surowi, żeby nie powiedzieć okrutni... odrzucają wszelką inność... a Johan uparcie dąży do celu, którym jest miłość i potomstwo... Dobrze, że choć przed śmiercią uzyskał spełnienie - czy każdemu z nas będzie ono dane?

niedziela, 17 maja 2026

John Mortimer - Rumpole obhajuje

Sakra! W Czechach wyszły jeszcze dwa tomy tych opowiadań Mortimera, ale nie ma ich w Ulubionym Antykwariacie 😢 Szkoda, bo nie wahałabym się ani chwili z nabyciem. 

Są to albowiem opowieści z praktyki adwokata Horacego Rumpole, napisane z prawdziwie brytyjskim humorem. Tu walka z sędzią i ławą przysięgłych, tam z własną żoną (przepraszam - z Tą, której trzeba słuchać), a jeszcze do tego dochodzą problemiki i polemiki w kancelarii adwokackiej. Całość wyjątkowo lekko się czyta, a już po czesku to w ogóle 😂

Po polsku wyszła tylko jedna książka Mortimera, właśnie ta. A na "mojej" stronie jest i serial Rumpole of the Bailey z 1975 roku, ale co z tego, skoro nie ma żadnych napisów, a brytyjski angielski ze słuchu to jeszcze dłuuuugo (a najprawdopodobniej nigdy) nie dla mnie. 


Początek:

Koniec:


Wyd. Academia - Edice Skarabeus, Praha 2005, 259 stron

Oryginalny tytuł: Rumpole for defence

Przełożyła z angielskiego na czeski: Jaroslava  Moserová-Davidová (była lekarką specjalizującą się w oparzeniach, leczyła Jana Palacha po jego samospaleniu)

Z własnej półki (kupione 15 października 2025 za 22 korony minus 11%)

Przeczytałam 17 maja 2026 roku  



Wreszcie mam możliwość oglądania niektórych programów czeskiej telewizji nie przez laptopa, ale bezpośrednio na telewizorze! Całkiem niedawno szukałam wśród aplikacji tego ichniego I-vysilani, ale jakoś nie znalazłam. Tymczasem ktoś na FB coś o tym wspomniał, zabrałam się za poszukiwania znowu i w końcu znalazłam i jestem z tego powodu normalnie szczęśliwa. Ba, nawet przypadkiem odkryłam, że można jeszcze przez kilka dni oglądać Pan Nikt kontra Putin 😊 Bo co jest ciekawe - jak się to próbuje włączyć na laptopie, to się dostaje komunikat, że sorry, ale w twoim kraju nie. A w aplikacji na tv można 😉

Franek mówi, że on jednak nie będzie się uczył czeskiego i że szkoła go nie interesuje i całe szczęście, że do niej nie musiał chodzić... za to obejrzał z przyjemnością amerykańskiego snuja Remarkably Bright Creatures z Sally Field - bo była tam ośmiornica. Ja tej przyjemności nie poczułam, obejrzałam dla towarzystwa, ale więcej się tak poświęcać nie będę. Jak ty, Franek, ze mną nie, to ja z tobą też nie.


Dorzucili napisy do ostatnich dwóch odcinków Zabawy w chowanego (kontynuacji Kasztanowego ludzika) - czyli jednak warto do nich pisać żebracze prośby. Tak więc zobaczyłam dzięki temu, jak wygląda cmentarz (w Kopenhadze?).


Co mnie zastanawia - chwilę wcześniej pokazywano obrzęd pogrzebowy w kościele i zmarła była w trumnie (białej zresztą...). A tu ewidentnie były rozsypane prochy czy co. I przypomniało mi się, że Psiapsióła z Daleka niedawno chowała ojca i też była msza w kościele przy trumnie, to był ten pogrzeb dla rodziny i znajomych. Potem była kremacja i pochowanie urny na cmentarzu - wtedy przyszedł ksiądz na pokropek i byli tylko oni, najbliższa rodzina. Hm. U nas jeśli ktoś decyduje się na kremację, to odbywa się ona przed ceremonią pogrzebową, nie po. 

 

A u nas na osiedlu burzą Koniewa. Znaczy samego Koniewa już dawno wywieźli, ale teraz zabrali się za cokół. Ciekawe, co powstanie w tym miejscu, pesymiści optują w kierunku inwestycji deweloperskiej, optymiści - że jakiś park i zieleń zrobią.

Zaczęły się również prace przy P&R koło osiedla. Ma to wyglądać tak:


 Na razie wygląda tak (tylko zdjęcie zrobiłam z odwrotnej strony, z wiaduktu):

 

Nie mam pojęcia, gdzie się to zmieści.

Ani gdzie zmieszczę ciuchy do zabrania pojutrze, jeśli będzie tak zimno i trzeba spakować swetry i długie gacie 😂

 

PS. Zapomniałabym! Do 21 maja można obejrzeć na Arte dokument Ostatnie słowa o eutanazji w Belgii. Z opisu:

Czy eutanazja nadal jest tabu? Dlaczego w wielu krajach nie pozwala się odejść osobom skazanym na cierpienie? W Belgii od 2002 r. pacjenci.tki mogą zadecydować o zakończeniu swojego życia. W dokumencie towarzyszymy lekarzowi intensywnej terapii François’owi Damasowi podczas konsultacji z osobami chcącymi poddać się eutanazji. Jego zadaniem jest ocenić ich stan zdrowia, stopień zmęczenia, dojrzałość myślenia i determinację. 

Gabinet lekarski w szpitalu publicznym w Belgii. Lekarz przyjmuje pacjentów - mężczyzn i kobiety, często w towarzystwie krewnego. Większość z nich jest poważnie chora i wiedzą o tym. Zostali tu wysłani przez lekarza prowadzącego, aby otrzymać drugą opinię lekarską. I jeśli pojawia się taka potrzeba - porozmawiać o końcu swojego życia. O ile pozwalają na to okoliczności i prawo, pacjenci chcą także wybrać sposób, w jaki zakończą życie. Dialogi są szczere i intensywnie autentyczne, a przy tym nasycone wielką delikatnością. Niezwykły dokument, dzięki któremu jesteśmy świadkami autentycznych rozmów z ludźmi, którzy znają datę swojej śmierci. Pełen szacunku i dyskrecji film o odchodzeniu. Lekcja życia i humanizmu.

Film otrzymał nagrodę publiczności podczas FIFF (Fribourg International Film Festival), wyróżnienie podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego i Prix Europa 2022.


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Jiří Plachý, Ivo Pejčoch - Velké kriminální případy


Wielkie przypadki kryminalne. W Czechosłowacji oczywiście i w okresie międzywojennym. 

Autorzy skupili się na karze śmierci (wykonywanej powieszeniem). Takich wyroków wydano 443, ale jako że prezydent Masaryk był co do zasady przeciwny tej karze, zazwyczaj odwołujący się do niego o prawo łaski skazaniec miał karę zamienianą na więzienie, przeważnie na dożywocie, czasem mniej. Co ciekawe, był wtedy jeszcze zwyczaj, że w rocznicę przestępstwa więzień spędzał dzień o chlebie i wodzie w ciemnicy.


Gdy najpierw spojrzałam na fotografie, pomyślałam, że ci panowie to może wysocy urzędnicy, sędziowie czy kto tam. Nie, to - kaci. Ten z lewej trudnił się owym rzemiosłem jeszcze w XIX wieku, za Austro-Węgier.  



Tabelka pokazuje, ile było wydanych aktów łaski w konkretnych latach, a ile wyroków zostało wykonanych.


 

Książka opisuje 20 mniej lub bardziej znanych kryminalnych spraw z okresu Pierwszej Republiki. Autorzy we wstępie zastanawiają się, co jest powodem szerokiego zainteresowania społeczeństwa takimi sprawami, tak dziś, przy wydatnej pomocy mediów, jak i wtedy. Co mi kazało trochę na ten temat pomyśleć - i wyszło mi na to, że ja osobiście lubię czytać kryminały nie dla makabrycznych opisów zbrodni, ale raczej dla przyglądania się śledztwu, możliwościom, jakie były niegdyś i jakie są dzisiaj.  



Najbardziej znana nierozwiązana zagadka kryminalna z międzywojennej Czechosłowacji to sprawa zabójstwa słowackiej prostytutki. Jej poćwiartowane ciało zostało odkryte w dwóch walizkach w dwóch różnych pociągach odjeżdżających z Pragi. O tej zbrodni już czytałam gdzie indziej. Stało się to w 1933 roku, a wyobraźcie sobie, że na policję przychodziły listy z rozmaitymi wskazówkami i radami i sugestiami co do osoby mordercy aż do 1966 roku! Było ich ponad 5 tysięcy, a każdy trzeba było sprawdzić, zweryfikować, co znacznie spowalniało śledztwo. Tak czy siak, zbrodnia pozostała niewyjaśniona (i nieukarana).   



Wyd. Academia, Praha 2016, 231 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 10 kwietnia 2026 roku



 

Nastał Wielki Dzień. 

Skończyłam katalogowanie książek 🦾🦾🦾


Nie chcecie wiedzieć, ile tego jest. ALE! Przy niektórych tytułach dopisałam ??? - że niby może wydać w przyszłości. I takich tytułów jest 85 - więc za półtora miesiąca, jak wrócę z Pragi, będzie pierwsze czyszczenie, tak na 20-30 pozycji 🤣 

Jeżeli ktoś zadaje sobie pytanie co ona teraz będzie robić - to nie bądźcie naiwni. Katalog filmów czeka 🤣🤣😃

Ale to już całkiem inna kategoria. Albowiem z książkami było konieczne do funkcjonowania na co dzień - typu, że chcę właśnie tę książkę przeczytać, a nie wiem, gdzie ona jest. Filmy mniej więcej wiadomo, gdzie są. I w ogóle. Nie pali się. Może raczej powinnam się zabrać za zeszyty praskie? Bo mam część nieopisanych. 

Cokolwiek to będzie, teraz REMONCIK. Dziś o 15.00 przychodzi Pan Malarz, należy więc wszystko powynosić z pokoju i ciągle jeszcze nie wiem, gdzie się to zmieści, ale co tam. Bywało gorzej. Mam nadzieję, że za tydzień o tej porze kanapa będzie już na swoim miejscu, po trzyletnim wygnaniu. Telewizor również.  

W święta skończyła się kawa, a w szafce nagle objawiła się jakaś zapomniana puszka ziarnistej. Cóż było robić, wyciągnęłam stary młynek, co to jeszcze Ślubny go kupił i namiętnie używał. I wiecie co? To fajny taki rytuał jest, mielenie porcji tak na jeden raz 😁 Jeśli dzisiaj zadzwoni listonosz, dostanie młynek do ręki, niech sobie kurde zmieli 😉

A prawie się kiedyś zastanawiałam, czy młynka nie wydać, no bo po co mi on. Bardzo lubię, jak coś starego się nagle przyda 😍 Katalogując kulinarne książki wytypowałam do wyniesienia "Potrawy z szybkowaru", bo szybkowar wydałam przy okazji remontu kuchni. To był taki ruski sprzęt i 30 lat temu używałam go, ale potem nagle nabrałam obaw, że wybuchnie albo co i przestałam, to i książka mi niepotrzebna...

Sąsiadka przywiozła z Egiptu kwiaty hibiskusa i co prawda nie jestem wielką fanką herbat owocowych etc., ale ta tutaj ma tak piękny kolor, że piję 😁

Planuję zrobić rewolucję kuchenną - bo bardzo chcę mieć osobną szufladę na herbaty. Już jedną wytypowałam, tylko nie ustaliłam, gdzie dam manele, które teraz w niej są. I przez kolejne trzy lata będę do niej sięgać po to, co tam było... siła przyzwyczajenia jest straszna.

Co jeszcze? Nic, bo już przebieram nogami, żeby sprzątać ten pokój do malowania. Więc tylko migawka z miasta - przy kapliczce.

  

czwartek, 19 marca 2026

Eduard Verner - Utrpení mladého Boháčka

Co tym razem wybrać z czeskiej półki? 

(z 29 czeskich półek ha ha, policzyłam!) 

Padło na powieść, która została sfilmowana. Cierpienia młodego Boháčka. A właściwie odwrotnie - Verner napisał scenariusz, który już po roku (w 1969) został zrealizowany, a dopiero po 29 latach opracował go literacko i w ten sposób powstała ta powieść. Miałam i film w kioskowym wydaniu i całe szczęście, bo nie ma go na YT. Spieszmy się kupować filmy etc. 😉


Co znaczy nezdolná, musiałam poszukać w słowniku. Niepokonana, nieprzezwyciężona, nieugięta. Taka właśnie jest matka tytułowego bohatera, 30-latka, który żyje z dnia na dzień, sparzywszy się w miłości nie szuka już kobiet, ale matka chce koniecznie wnuka, więc daje w jego imieniu ogłoszenie matrymonialne, gdy syn ma wrócić z wojska i zawzięcie koresponduje z kilkoma kandydatkami, ustalając daty spotkań. A nawet sprzedaje sad, żeby mu kupić Wołgę, bo jak ma niby jeździć do tych "narzeczonych", przecież nie służbowym traktorem. Tonda ani myśli o żeniaczce, ale gdy matka znanymi matczynymi sposobami czyli prośbą, groźbą i szantażem ("niedługo umrę") zatruwa mu życie, w końcu wybiera się do pierwszej z kandydatek. Po drodze spotka jednak autostopowiczkę z Pragi.

Film jest z gatunku kultowych w Czechach, ale wolę książkę, pogłębiającą temat i taką gorzką. Swoją drogą patrząc na okładkę dvd przestraszyłam się, że będą mówić po słowacku, bo na niej wszystko w tym języku - ale nie. Dziwne. Widać płytka była przeznaczona i do dystrybucji na Słowacji, jest też cena 2 ojrosy.

Z materiałów dodatkowych (rozmowy z twórcami) na płycie dowiedziałam się, że te wsiowe klimaty były kręcone na peryferiach Pragi, wtedy jeszcze rzeczywiście wsi Slivenec. Niedawno tam pociągnęli linię tramwajową i nawet byłam się przejechać, ale nic więcej. Chyba się znów wybiorę i odnajdę dom, gdzie Boháčkowie w filmie mieszkali. Ulica K Lochkovu 10 😁
Początek:

Koniec:



Za komuny używało się wyrazu Dederónie na oznaczenie NRD, jak twierdzi autor - od czasu, gdy wschodni Niemcy wynaleźli koszule, w których człowiek się poci latem, a marznie zimą 😉


Wyd. 
Knižní klub, Praha 1997, 157 stron

Z własnej półki - tak wpisuję do książki zakup (jeśli nie zapomnę), a teraz jeszcze dopiszę, kiedy przeczytana:

Przeczytałam 16 marca 2026 roku
 

Urobek filmowy

Zbieram się i zbieram i zebrać nie mogę, żeby podsumować urobek filmowy, za ponad miesiąc czyli czas, kiedy zmarł Ojczasty i kiedy była wymiana pionu i kiedy się właściwie nic nie oglądało. Czyli dużo tego nie ma.

Obejrzałam Rosselliniego Rzym, miasto otwarte, a potem długo nic. Gdy już dojrzałam, źle wybrałam, bo trafiłam na hiszpańską Rudą wiewiórkę (na Arte.tv), która mi kompletnie nie podeszła, więc nie polecam. 

Na wiadomej stronce za to polecam Głos Hind Rajab, co prawda namęczyłam się z angielskimi napisami, bo co jakieś inne włączyłam, to źle szły. Wstrząsający w każdym razie i nie tylko w kontekście tego, co robi Izrael.

Tamże obejrzałam chiński film z tego roku z Jackie Chanem (o Matko Bosko!), bo nie wiedziałam, że to on 😉 Nazywa się to Unexpected Family i opowiada o demencji. Znów po angielsku i to bite dwie godziny, dlaczego mnie tak męczą! Film nie byłby taki zły, gdyby obył się bez tych azjatyckich nawalanek.

Następny Rossellini to była Miłość, ale o tym chyba już wspominałam? Dwie historie z Anną Magnani jako heroiną. Kolejny Rossellini to Paisa' i chyba mi jeszcze dwa zostały (co to je do końca marca trzeba zobaczyć). Gdzie? Na Arte.tv znów. A pewnego wieczoru siadłyśmy z córką i zaliczyłyśmy hiszpański serial Celeste o pracownicy skarbówki, która podejmuje się ostatniego zadania - przyskrzynić tytułową piosenkarkę, która nie płaci w Hiszpanii podatków, bo twierdzi, że nie ma tam rezydencji podatkowej. I o tym, jak ta ostatnia przed emeryturą sprawa Sarę zmieni. To sześć odcinków, ale półgodzinnych, więc da się w jeden wieczór. 

No i w niedzielę chadzam na ten włoski przegląd kobiet - reżyserek, gdzie pierwszy film miał taki tytuł: Porwani zrządzeniem losu przez wody lazurowego sierpniowego morza 😂 Żałuję jednakże, że częścią cyklu nie będzie inny film tej samej reżyserki o tytule Krwawe zajście pomiędzy dwoma mężczyznami z powodu pewnej wdowy. Podejrzewa się przyczyny polityczne - bo go nigdy nie widziałam 😂 To mi przypomina słynny skecz czeski z "gołębicą", przed kasą w kinie, gdzie sprzedają bilety na Sobota wieczorem, niedziela rano (polski!) i na włoski Wczoraj, dziś, jutro.

 

A skoro o Czechach mowa, to wczoraj pojawił się na stronie czeskiej telewizji dokument o antykwariatach, nie tylko praskich. Między innymi o tym, jak antykwariusze widzą przyszłość (tylko online, prawdziwe sklepy jedynie w centrum dla turystów). Tutaj

A tutaj taka ciekawostka. Lata temu, w Wenecji będąc, kupiłam sobie dwa odcinki Inspektora Derricka, akurat gdzieś rzucili, może w supermarkecie, musiało być tanio w każdym razie, skoro się skusiłam. To tak na fali wspomnień, bo - wydaje mi się - ten serial oglądałam w szkolnych czasach. Znaczy wydawało mi się jeszcze chwilę temu, ale czytam na Wikipedii, że polska premiera była w 1988 roku, więc to już nie były moje szkolne czasy. To był okres, gdy wynajmowaliśmy ze Ślubnym mieszkanie w Nowej Hucie, a potem, na jesieni chyba, przeprowadzaliśmy się na własne czyli tutaj, gdzie do tej pory tkwię. I mieliśmy telewizję, więc widać wtedy oglądałam..

No, w każdym razie teraz nadszedł czas na obejrzenie tych dwóch odcinków. To był serial RFN-owski, więc kompletnie inne realia: luksusy, zamki, hrabinie, prostytutki w hotelu. Te ostatnie i u nas były, ale czy miały takie mieszkania jak w filmie? Znaliście jakąś? 😂 W każdym razie powiem po tych dwóch odcinkach, że nuda. Psychologiczne rozkminiania następujących sytuacji: 

- w Śmiertelnej sonacie ktoś zabija taką właśnie hotelową call girl, a trop prowadzi do arystokratycznej siedziby kobitki w średnim wieku z trójką potomstwa, z których najmłodszy jest genialnym pianistą, ale śmiertelnie chorym (AIDS czyli choroba złapana od prostytutki właśnie, przy czym prawie że się głośno nie wymienia nazwy choroby)

- w Herbacie z mordercą znów zamek i arcybogata właścicielka, która kupiła sobie młodego męża, a jako że zapadła na osteoporozę i ledwo chodzi, naraiła chłopu własną pielęgniarkę jako kochankę 

I cóż widzę? Obie te bohaterki są grane przez tę samą aktorkę! Cóż to ma być? Nie zwróciłam uwagi, czy i zamek był ten sam 😂 Powstało 281 odcinków tego serialu, który był ponoć niezwykle popularny (sprzedano go do ponad 100 krajów), zwłaszcza jako odpowiedź na kryminalne seriale amerykańskie. Akcja zazwyczaj rozgrywa się wśród burżuazji bawarskiej. Derrick jest niezwykle ojcowski i wyrozumiały - dla śmietanki towarzyskiej. Nie przyciska morderczyni do muru, tylko czeka, aż ona sama dojrzeje do przyznania się. W międzyczasie uprawiają psychologizujące i filozofujące konwersacje.

Oglądaliście, pamiętacie? 


No i jeszcze, na żądanie Józefiny, rzymski Senator.

Na tło lepiej nie zwracać uwagi (jak trafię w knihobudce na lepszy egzemplarz, na pewno wymienię, tego możecie być pewni).