Znowu się odezwała moja miłość do Węgier, Węgrów i madziarszczyzny 😀 Wiecie, do tych Węgier, na których nigdy nie byłam 😂
Interesujące to było, najbardziej gdy autorka opowiadała o swoim dzieciństwie i młodości, o czasach w ZSRR - urodziła się co prawda w Budapeszcie, ale rodzice zaraz wyjechali do Kirgizji, gdzie ojciec, rzeźbiarz, organizował Akademię Sztuk Pięknych, a że było to w tych okrutnych latach 30-tych, został oczywiście aresztowany i zniknął jak sen złoty, a matka wkrótce zmarła na tyfus - mała Marta została z młodszymi siostrami. Zaopiekowała się nią przybrana matka, zaprzysięgła komunistka, z którą zawsze miała bardzo trudną relację (o czym opowiadają filmy Mészáros).
Oczywiście natychmiast zabrałam się za poszukiwanie tychże, co miałam w planie od lat. Nawet coś tam już w domu miałam, ale w wersji z rosyjskim lektorem, a nie mam aktualnie siły na takie wygibasy 😏 Na szczęście córka znalazła mi pierwszą część trylogii - Dziennik dla moich dzieci - po polsku, potem trafiłam na drugą część - Dziennik dla moich ukochanych - z napisami bodajże angielskimi (i nawet podołałam), ale już trzeciej części czyli Dziennika dla mojego ojca i matki - nie znalazłam w żadnym narzeczu, które mogłabym pojąć. Obejrzałam jeszcze z rozpędu wcześniejszą Adopcję i mam w zapasie Małą Vilmę (po włosku tym razem), więc nie jest źle, ale chciałabym jednak sobie tę trylogię domknąć. To chyba się muszę nauczyć węgierskiego!
Książkę otwiera wstęp napisany przez jej współpracowniczkę, Evę Pataki, z którą piszą razem scenariusze - a to po to, by pokazać, jak wygląda ta współpraca i zwykły dzień Márty Mészáros.
Początek:
Koniec:
Wyd. Twój Styl, Warszawa 1998, 170 stron
Przełożyła: Krystyna Pap (miałam dużo zastrzeżeń do tego tłumaczenia)
Z biblioteki
Przeczytałam 9 lutego 2023 roku
Oczywiście nie obyło się bez wyciągnięcia Rozmówek węgierskich (co, myśleliście, że nie mam? ha ha ha! ja bym nie miała!). Do tej pory znałam jedynie szeretlek (kocham cię) i nem tudom (nie wiem), a z tych obejrzanych filmów poznałam jeszcze igem (tak) 😉
Rozmówki są fajne, takie wiecie - prawilne (z 1967 roku), pełne słówek w rodzaju towarzyszu albo jestem aktywistą partyjnym. Czyli w sumie wpisują się w czasy omawiane w książce i filmach 😂
Ale zerknęłam na koniec, gdzie jest krótki zarys gramatyki, i ze zdumieniem odkryłam, że liczbę mnogą rzeczowników tworzy się dodając na końcu literę k. No coś podobnego!
Ogólnie wiadomo, że węgierski jest do niczego niepodobny i myślę, że już bym się nie nauczyła za Chiny Ludowe... Zapamiętać coś, co z niczym się nie kojarzy, to już nie na moją łepetynę...
Pierwszy ciężki tydzień za mną, przeżyłam, a dziś mi się poszczęściło, bo nie musiałam na Fabrykę, wystarczyło zdalnie. Z tej okazji coś za mną chodziło po obiedzie i wymodziłam coś błyskawicznego czyli paluchy serowo-ziołowe. Po fakcie sobie przypomniałam, że przecież mam słoik sezamu, mogłam posypać, no ale cóż. Skleroza.
A potem skończyłam oglądać Stawiam na Tolka Banana. Na płycie był też wspomnieniowy reportaż po latach (z 1995 roku), o tym jak potoczyły się losy młodych aktorów: Łobodziński i Gołębiewski to wiadomo, ale już na przykład Filipek -wybrał swego czasu wolność i osiadł w Szwecji, gdzie prowadzi firmę fotograficzną; Karioka - jest malarką w Paryżu; Cygan - był tajemniczy i nie zdradził, co w życiu robi, za to opowiedział, że z racji grania w filmie miał zgodę na długie włosy, podczas gdy do kolegów w szkole sprowadzono jakichś wojskowych fryzjerów (a koleżankom zabroniono nosić spodnie) 😂 Pomyślcie, to przecież już były lata 70-te... A Tolek Banan? Ten został aktorem, ale zginął tragicznie w wieku 25 lat, w tajemniczych okolicznościach. Reportaż kończy się sceną, gdy reżyser i koledzy stoją nad jego grobem.
Bardzo popularna w czasach PRL-u seria Koliber. Kieszonkowa, drobna, wydawana w wielkich nakładach. Niosąca pod strzechy światową i polską literaturę.
Nie zbierałam serii jako takiej i te książki, które mam, pojawiły się dość przypadkowo: niektóre nie wyszły w innym wydaniu, inne jakoś tak wpadły w ręce i to tanio. Wtedy wyboru właściwie nie było :)
Ale zawsze uważałam, że ona jest taka jakaś mało znacząca, zbyt popularna. Czytadła. I coś w tym jest.
Ale Miłosna ballada mile mnie zaskoczyła. Ten mały zbiór opowiadań (a wieść niesie, że Cheever był właśnie mistrzem krótkiej formy, związanym z The New Yorker, dla mnie, wychowanej za głębokiej komuny, kiedy nikomu, a zwłaszcza na dalekiej prowincji, nie śniło się, by mieć dostęp do tego pisma, wręcz legendy... zresztą nie znałam angielskiego) w dość lekkiej formie niesie głębokie treści: obraz życia amerykańskiej klasy średniej, kryzys rodziny, tandetny polor, wewnętrzna pustka.
Mam jeszcze cztery jego tomy, tym razem powieści, i myślę, że prędzej czy później za nie się zabiorę. Właściwie już się zabrałam za Wapshotów, ale przyszedł Jakubowski i Amerykę precz przegonił.
Ameryka, ten mit. Będzie mi towarzyszył do końca życia, wdrukowany w młodości :) Muszę kiedyś pokazać mój skromny zbiór propagandowego pisma o tym tytule. Czerpałam z niego pierwsze wiadomości o współczesnej architekturze.
Początek:
Koniec:
Wyd. Książka i Wiedza Warszawa 1977, wyd. II, nakład 170 tys. egz.! 194 strony
Tytuł oryginalny: wybór z The Housebreaker of Shady Hill i Some People, Places and Things That Will Not Appear in My Next Novel
Przełożyła: Zofia Sroczyńska
Z własnej półki (kupione 22 sierpnia 1984 roku)
Przeczytałam 3 listopada 2016 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film polski LUNATYCY, 1959
Reż. Bohdan Poręba
Na YT cały. Zacny fragment w lokalu rozrywkowym, gdzie Halina Kunicka śpiewa "Są takie dni" - 44:55.
Grupa chuligańskiej młodzieży warszawskiej w czasie rozróby w wesołym miasteczku kaleczy przechodnia, któremu grozi utrata wzroku. Jeden z nich, Romek, wzięty zostaje przez pomyłkę za obrońcę i jego zeznania pozwalają mu wyjść z opresji. Romkiem zainteresowała się dziennikarka i powoli między nimi rodzi się uczucie. Romek jednak wie, że z chwilą odzyskania wzroku przez pobitego skończy się jego rola obrońcy. Wiedzą o tym i jego koledzy. Porywają więc rannego. Romek staje teraz w jego obronie przeciwko swym byłym kompanom.
[z Filmwebu]
6/10
2/ film amerykański KABARET (Cabaret), USA 1972
Reż. Bob Fosse
Fragment:
Berlin, wczesne lata 30. Sally Bowles, śpiewaczka kabaretowa w jednym z lokali, spotyka młodego Anglika, Briana Robertsa. Między nim a dziewczyną zawiązuje się bratersko-siostrzany układ, który przeradza się w głębsze uczucie. Tymczasem Sally poznaje barona Maximiliana von Heune i zostaje jego kochanką. Niebawem okazuje się, że również Brian nawiązał z arystokratą intymne stosunki. Tłem głównego wątku opowieści jest życie nocnego lokalu, w którym występuje Sally, i obraz Niemiec poddających się epidemii nazizmu.
[z Filmwebu]
9/10
3/ film węgierski MIŁOŚĆ (Szerelem), Węgry 1971
Reż. Károly Makk
Na YT z lektorem rosyjskim, w takiej też wersji oglądałam:
REWELACJA!
Luca odwiedza codziennie swoją starą, schorowaną teściową, oczekującą niecierpliwie na listy od syna i wiadomości o jego karierze artystycznej w Hollywood. Starsza pani nie wie, że w rzeczywistości syn znajduje się w celi śmierci, aresztowany pod zarzutem wrogiej działalności, a rzekome "listy z Ameryki" pisze jej synowa, pozostając w zmowie z listonoszem. Zwolniona z pracy, opuszczona przez przyjaciół Luca żyje tylko nadzieją. Wkrótce staruszka umiera, niedługo potem jej syn opuszcza więzienie. Oboje z Lucą wierzą, że uda im się zacząć życie od nowa...
9/10
4/ film rosyjski PALACZ (Кочегар), Rosja 2010
Reż. Aleksiej Bałabanow
Na YT można obejrzeć cały film:
Lata dziewięćdziesiąte XX wieku w Petersburgu, tuż przed upadkiem sowieckiego imperium. Weteran wojny w Afganistanie, emerytowany major, bohater Związku Radzieckiego pracuje jako palacz w kotłowni. Jest rdzennym Jakutem. Jego życie upływa na dorzucaniu węgla do pieca i pisaniu książki. Na zewnątrz panuje okres gwałtownych zmian w społeczeństwie rosyjskim. Wszechobecna zorganizowana przestępczość dociera nawet do kotłowni. Przychodzą tu koledzy weterana, którzy palą w piecu coś, co ma kształt ludzkich ciał, ale palacz wydaje się nie zwracać na to uwagi.
[z Filmwebu]
7/10
5/ film włoski I BACI MAI DATI (tytuł polski: PRZERWANE POCAŁUNKI), 2010
Reż. Roberta Torre
Trailer:
Życie trzynastoletniej Manueli nie jest usłane różami. Mieszka z rodziną na przedmieściach nijakiego sycylijskiego miasta. Jej matka wiecznie kłóci się z bezrobotnym ojcem, a starsza siostra ma na sumieniu długą listę grzechów, z których podkradanie rodzicom pieniędzy należy do tych lżejszych. Jednak pewnej nocy dziewczynce śni się Matka Boska i wszystko się zmienia. Cała okolica przekonana jest, że Manuela dokonuje cudów i proszą ją o wszystko – od znalezienia pracy, przez dostanie się do lokalnej edycji Big Brothera, po uleczenie ślepoty. Jak się okazuje cudotwórstwo jest całkiem intratnym zajęciem. Do czasu gdy zdarzy się cud prawdziwy…
[z Filmwebu]
6/10
Książka kupiona już jakiś czas temu, ale przeleżała się - do chwili, gdy będąc na spacerze po Piasku zorganizowanym na FB, usłyszałam jedną z uczestniczek wspominającą OLczak-Ronikier. Wyjaśniam tym, co z Krakowem mają mało wspólnego, że Piasek to nazwa dzielnicy, gdzie mieści się ulica Krupnicza - a z kolei przy Krupniczej 22 mieścił się Dom Literatów. Czyli właśnie to miejsce, gdzie po zakończonej wojnie zamieszkały matka i babka autorki, a z czasem ściągnęły i ją samą.
Półka z książką:
i nieco szerszy widok :)
Z okładki:
Lektura po prostu cudna! Dla miłośników Krakowa, dla zainteresowanych biografiami literatów, dla ciekawych tematyki żydowskiej wreszcie.
Dla mnie potężną postacią była babka, Janina Mortkowiczowa, osoba w starszym wieku, która straciła wszystko, łącznie ze zdrowiem, a umiała zachować godność i niemal arystokratyczny sposób bycia. Czy potraficie sobie wyobrazić sytuację, że mieszkacie - w trzy pokolenia - w jednym pokoju, a nigdy nie widzieliście babki z niekompletnym stroju?
Udałam się specjalnie na małą sesję zdjęciową!
Ale chciałam pokazać to miejsce w pełnej krasie wiosennej, więc udałam się do ogrodu sąsiedniego Domu Mehoffera. Tam, gdzie kiedyś była kawiarnia, gdzie do późnej nocy przesiadywali nowobogaccy i zakłócali spokój mieszkańcom Domu Literatów, a pisarz Jerzy Zawieyski stawał na balkonie w nocnej koszuli i ciskał butelkami po lemoniadzie.
Widok od ulicy już taki uroczy nie jest:
Postanowiłam zrobić taki mini-serial na fejsie: cytaty z książki + ilustrujące je zdjęcia, oczywiście pokazujące omawiane miejsca z dzisiejszej perspektywy. Jak sklep pana Mola, który dawno już nie istnieje. Jak lodziarnia w podwórku przy ul. Czystej, gdzie mała Joanna przepuszczała wszystkie pieniądze, rekompensując sobie trudne lata okupacji. Jak szkoła na rogu Studenckiej i Loretańskiej, gdzie trzeba było chodzić w chałacie, gdzie straszył tercjan, a tercjanowa prowadziła mały sklepik ze słodyczami.
Początek:
i koniec:
Wyd. ZNAK Kraków 2015, 345 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 1 maja 2016 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Szukałam na allegro jednej praskiej pozycji, wymienionej w przewodniku i trafiłam na albumy. No to WZINAM. Vintage taki.
Jeszcze nie myślę, gdzie to dam. Na razie leżą na biurku i - co najważniejsze - nie zaglądam nawet do nich. Trzeba sobie zostawić coś na po powrocie :)
A to jest właśnie ta praska pozycja. Rzecz wydana na początku lat 50-tych i już nie wznawiana. Sprzedawca uprzedzał w opisie aukcji, że okładka uszkodzona i faktycznie brak rogu - ale jakoś się nie zająknął, że tylnej nie ma wcale. No i przede wszystkim - papier się sypie, jako nierówno obcięty.
Nie było rady - sfotografowałam ją od razu w pracy, gdzie przyszła pocztą (dlatego entourage inny niż zazwyczaj) i pognałam prosto do introligatora. Tak więc będzie to kosztowna pozycja w zbiorach :) Mam tylko nadzieję, że lektura zrekompensuje mi wydatki. W oryginale to są opowieści z Małej Strany. Nawet znalazłam czeskie wydanie na allegro, ale chyba bym sobie nogi (oczy? mózg?) na nim połamała (jeszcze).
A tu z kolei Dziopa z Podgórza czyli Magda mię naraziła na koszty. "Kupiłam se, fajnie się czyta". Cóż było robić.
Jej szczęście, że rzeczywiście przyjemnie się zapowiada.
Tu jest taka sprawa. Wydało Archiwum Kapitulne na Wawelu i pochwaliło się na fejsie. Oczywiście o cenie ani mru-mru no i sprzedają u siebie, a nie chcecie wiedzieć, w jakich godzinach jest czynne Archiwum... nie dla chłoporobotnika. Z Księgarni Akademickiej dostałam info, że 63 zł i poprosiłam o odłożenie. Gdy się tam pojawiłam, okazało się, że cena uległa zmianie i to w dół :) Obecnie wynosi 50 zł, a ja tradycyjnie dostałam rabacik i zapłaciłam 44 zł, więc uważam, że zrobiłam dobry interes :)
Ciężkie niemożebnie, bo przecież mus wydawać na kredowym papierze.
Słowo daję, wpadniemy kiedyś do piwnicy.
Byłyśmy z córką zanieść trochę czasopism na półkę-gratisówkę w Jordanówce i - zupełnym przypadkiem, no bo skąd, kto by myślał i w ogóle - wzięłyśmy z tej samej półki coś, co ktoś przyniósł wcześniej:
Pełen tytuł to POTRAWY MAŁO ZNANE Z MLEKA, JAJ I SERÓW. Córka co prawda twierdzi, że się do niczego nie nadaje ta pozycja, bo w przepisach najważniejsze są zdjęcia (ech, ta cywilizacja obrazkowa), ale ja się uparłam.
Z BIBLIOTEKI
Ostatnio odwiedziłam biblioteki: publiczne i prywatne :)
Z Jordanówki, jakoś tak niechcąco, wzięły mi się trzy książki:
A Heller z zasobów przyjaciółki. Na szczęście powiedziała, że mogę potrzymać :)
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ włoski dramat IL CAPITALE UMANO, reż. Paolo Virzì, 2013
Trailer:
Wieczór przed Wigilią w jednym z miasteczek w północnych Włoszech. Impreza szkolna dobiegła końca. Kelnerzy sprzątają jedzenie ze stołów. Jeden z nich wsiada na rower i jedzie do domu, a po drodze potrąca go samochód. Kierowca zostawia go w rowie i ucieka. Wypadek jest wynikiem serii niefortunnych zdarzeń, prowadzących do tragedii, w którą uwikłanych jest kilka osób. Dino (Fabrizio Bentivoglio) stara się o awans społeczny i za wszelką cenę chce zaprzyjaźnić się z Giovannim – bogatym ojcem chłopaka swej nastoletniej córki Sereny. Dzieli ich przepaść, ale Dino zdaje się tego nie zauważać, bo wierzy, że bogactwo to pełnia szczęścia. Decyduje się na bardzo ryzykowny interes, który przynosi mu kłopoty. Żona Giovanniego – Carla (Valeria Bruni-Tedeschi) przez całe życie wspierała męża w budowaniu fortuny. Przyjemność i blichtr to cały jej świat, ale czuje się niedoceniana i pomijana. Postanawia reaktywować istniejący w mieście teatr. Uniesiona emocjami angażuje się w krótki romans z profesorem teatrologii, a gdy sprawa wychodzi na jaw, ucina go w obawie, że może stracić wszystko. Jej syn Massimiliano żyje w beztroski sposób. Ma wszystko, o czym marzy, prócz Sereny, bo ta spotyka się z nim tylko z powodu ojca. Znacznie bardziej interesuje ją młody artysta Luca, który jest równie wrażliwy, jak ona. Gdy podejrzenia w sprawie śmierci kelnera padają na Massimiliano, sprawy przybierają jednak nieoczekiwany obrót.
8/10
2/ film węgierski SYN SZAWŁA (Saul fia), reż. László Nemes, 2015
Trailer:
Członek Sonderkommando z Auschwitz chce za wszelką cenę, na przekór obozowej rzeczywistości, godnie pochować chłopca, w którym widzi swego syna.
9/10
3/ film czeski RESTART, reż. Julius Ševčík, 2005
Trailer czyli ukázka:
Sylwia wiedzie beztroskie życie, wypełnione zabawą, tańcem, muzyką. Ze swoim chłopakiem prowadzi miłosne gierki aż do chwili, gdy z powodu jednej niewłaściwej decyzji dziewczyny ich związek się kończy. Przybita i opuszczona Sylwia wyrusza ?w miasto?, aby odzyskać swoją miłość. Pokonuje jedną przeszkodę za drugą, wierząc, że zdoła ochronić związek. Nawet nie podejrzewa, że wszystko i tak zdąża do katastrofy. Katastrofy, która zmieni całe dotychczasowe życie dziewczyny. Katastrofy, która doprowadzi do całkowitego restartu?
5/10
I na koniec coś dla Moniki, aktualny stan Kossakówki. Tak kończą mity, proszę państwa.
Ale może będzie lepiej?
No nie. Trzy tygodnie! Trzy tygodnie czytałam jedną książkę!
Ale żebym chociaż czytała!
A tu tymczasem albo dwie stroniczki wieczorem, albo kilka w drodze do pracy - albo wcale!
Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale kompletnie nie odczuwałam braku lektury (tylko delikatne wyrzuty sumienia).
Wychodzi na to, że skupiam się raczej na posiadaniu niż używaniu, fe, wstyd.
Istotnie coś tam nowego przybywa, projektuję nowy regał... a to w związku z zaplanowanym malowaniem pokoju. Najpierw znalazłam w jednym z wnętrzarskich czasopism (hm, te jakoś czytam) kolor 'zapach Prowansji' i postanowiłam nim upiększyć dwie ściany, doszłam do wniosku, że najpierw jednak trzeba wymienić drzwi do szafy, już umówiłam Pana Stolarza na wizytę i mierzenie, gdy stanęłam przed regałem obok, myśląc o dorobieniu na dole szuflad, na górze nadstawki... i wtedy grom z jasnego nieba! Jakie dorobienie do starego grata! Trzeba zamówić nowy! Głębszy, wyższy, z kilkoma szufladami. No i już. Przepadło. Pan Stolarz pobrał miary, poinstruował mnie, ile trzeba liczyć na każdą półkę, na szuflady, wedle tych instrukcji rozrysowałam sobie całość co do pół centymetra, posłałam skan i teraz czekam. I, jak to mówią Włosi, non vedo l'ora czyli nie mogę się doczekać. Powiedział, że do końca lutego zrobi. Ale ja go znam :) Jednakże... dopiero po tych pracach mogę umówić malarza. A wszystko to chciałabym oczywiście skończyć przed świętami.
A, jeszcze krzesełeczko zamówiłam. Wspominałam, że jestem maniaczką thonetów? No. To już będzie ostatnie.
I chciałam zauważyć, że jak 1 stycznia podpisywałam umowę na dodatkowe usługi, płatne 2,5 tysiąca co dwa miesiące, to z planem, że sobie te pieniądze będę odkładać. Na emeryturę znaczy.
Cóż, chyba nie odłożę, zwłaszcza, że przecież Praga w maju :)
A tu jeszcze taka sprawa wyszła, że padła nagrywarka w laptopie. Jako że jeszcze ją obejmowała gwarancja, udałam się do sklepu oddać sprzęcik do naprawy/wymiany. Wcześniej telefonicznie mnie uprzedzono, że trzy tygodnie bez kompa mnie czekają. Hm. Od jakiegoś już czasu dumałam nad zakupem drugiego, bo niby w domu staram się do komputera mało zbliżać, ale jednak... i bywa, że mi córka stoi nad głową i jojczy, kiedy skończę. W sumie każda powinna mieć swój.
Więc... skorzystałam z okazji i nabyłam ten drugi :) Córka wspaniałomyślnie dołożyła mi pińćset, więc nie to, że się wypstrykałam z ostatnich pieniędzy. Mamy tu Windows 10. Stanęło na umowie dżentelmeńskiej, że stary komp po powrocie z naprawy będzie jej, a nowy mój. To dobrze, bo wolę tę dziesiątkę od paskudnego Windows 8. Aliści. Jest tu ta nowa przeglądarka Microsoft Edge. Na początku założyłam, że jej właśnie będę używać. Ale to nieprzeciętne dziadostwo, niestety. I teraz, gdy zaczęłam konstruować notkę, mało nie zwariowałam, dwie godziny prawie spędziłam na użeraniu się i w końcu przeszłam na ściągniętego przez córkę Firefoxa. Niebo a ziemia.
No i jeszcze to. Jak się ktoś zapisze na newsletter z Magicznego Krakowa, to przy każdym kolejnym newsletterze (co tydzień chyba) dostaje też możliwość uczestniczenia w konkursie. I ja pilnie uczestniczę, bowiem celuję na wygranie biletu wolnego wstępu do Muzeum Historycznego. Na razie mi się nie udało, za to wygrałam wejściówki do Loch Camelot. Takie tam przedstawionko, jak ktoś czytał W oparach absurdu, to wszystko zna :) ale taki oto suchar mi się spodobał:
Syn do ojca: - Tato, chcę się ożenić.
- No no, a z kim że to?
- Z Mieciem.
- Czyś ty chłopie zwariował??? Przecież to Żyd!
Cały nasz antysemityzm pięknie jak na dłoni :) Konsultowałam się z Włochami, czy dla nich ten dowcip ma sens. Otóż nie. U nich byłoby raczej: - Przecież to Albańczyk!
Dobra, fajnie mi się tu nawija, ale obowiązki czekają, jeszcze chwila, a obiad trzeba robić (dziś znowu jednak ja - patrz niżej).
Więc - Kallimach.
Po Wicie Stwoszu Rożka obowiązkowy wybór. Wszak właśnie Stwosz jest autorem (projektantem) wspaniałego nagrobka Kallimacha w prezbiterium kościoła Dominikanów.
Książka ma już swoje lata, a została wydana w serii Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, dedykowanej, jak sądzę, młodym ludziom interesującym się historią.
Takie mam inne pozycje:
Ze skrzydełka:
I z drugiego skrzydełka:
I teraz co. Rzecz napisana potoczyście, widać, że z miłością autorki do bohatera (jej pochwały wydają mi się wręcz miejscami przesadne), na szerokim tle nie tylko polskim, ale europejskim, przede wszystkim włoskim - przypominam, że Kallimach to pseudonim florentyńczyka Filippo Buonaccorsi, który musiał zwiewać przed mściwym papieżem Pawłem II aż w dalekie sarmackie krainy - także węgierskim, gdzie spędził kilka młodych lat Zygmunt Stary. To właśnie szerokie tło pozwoliło rozwinąć pracę Joanny Olkiewicz aż do prawie 300 stron, bo przecież sam życiorys Kallimacha i jego "nowatorskiego, postępowego i twórczego wkładu do polskiej kultury" tyle by nie zajął.
Passus ze strony 155, mówiący o śmierci św. Kazimierza królewicza (jednego z wychowanków Kallimachowych), dał mi jednak do myślenia. Brzmi on tak: Zgnębiony Kazimierz Jagiellończyk wybudował synowi kaplicę nagrobną przy kościele katedralnym w Krakowie, potem zaś zwłoki świętego królewicza przeniesiono na Wawel.
Jedno i drugie ewidentna bzdura. I co z tym zrobić? Dobrze, powie ktoś, pomyliła się autorka. Ale jeżeli pomyliła się tu, to kto mi zaręczy, że i gdzie indziej nie popełniła błędów? Że tu akurat pomyłkę wychwyciłam, ale ile innych błędnych informacji przyjęłam za dobrą monetę?
Załóżmy jednak, że to jednorazowy wybryk i że ogrom wiadomości zawarty w książce może się tylko młodemu człowiekowi przysłużyć :)
Początek:
Koniec:
Wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza Warszawa 1981, 277 stron
Seria: nie wiem, jak się nazywa :(
Z własnej półki
Przeczytałam 13 lutego 2016 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Przeczytałam wzmiankę o tej książce w ostatnim numerze ALMA MATER, zadzwoniłam do Akademickiej, mają. Ale tym razem coś mnie tknęło i zajrzałam na allegro. Była, za połowę ceny (15 zł), z odbiorem w Nowej Hucie. Tym razem się obeszło bez ekscesów, znalazłam blok od razu :)
To są wywiady z profesorami UJ.
Poniżej jest za to przykład klasycznego machnięcia się.
Zobaczyłam o poranku, że jest na allegro jeden z tych tomów cyklu Krakowskim szlakiem... których mi brakuje - za 36 zł, ale z odbiorem w Krakowie. Więc hop, biorę.
A następnego ranka pojawiły się kolejne (i ten też), u innego sprzedawcy, po 24 zł. Żesz to!
Te znalazłam na półce w Jordanówce i przywlokłam do domu:
Ale przed chwilą zajrzałam do pierwszego tomu Dzieł Sienkiewicza... a tam są te humoreski :) tak więc trzeba będzie się przespacerować jeszcze raz, żeby oddać.
A córka zabrała się za Godzinę pąsowej róży i z dziesięć razy przychodziła do mnie z pretensjami, że taka tępa ta dziołcha, że nic tylko zabić. Wczoraj skończyła, a dziś rano patrzę, a tu w kompie film :) godzi się zaznaczyć, że córka polskich filmów nie ogląda z zasady, biedna jest pod wielkim wpływem amerykanizacji :)
Dotarł wreszcie do mnie pierwszy tom Wyspiańskiego, kupiony na allegro oj dawno temu, odebrany z domu sprzedawcy przez mojego przyjaciela, który blisko tam mieszka, no ale zobaczyliśmy się dopiero teraz.
Potem byłam na wystawie i przyniosłam katalog:
Następnie zajrzałam jednak do Akademickiej:
To już jedenasty tom z serii monografii uniwersyteckich budynków. W życiu tam nie byłam :(
A to obok to katalog innej jeszcze wystawy, na którą dopiero się wybiorę. Strasznie nie po drodze leży ten Dom Zwierzyniecki i bywam tam rzadko. No ale Dębniki to jedna z krakowskich miłości, więc trzeba :)
DOMOWO
A tu oto jak mnie motywuje córka. Do schudnięcia.
Wracam wieczorem z pracy, a pod poduszką znajduję zapakowane w świąteczny papier:
Hi hi hi. To album na zdjęcia sprzed lat, gdzie włożyłam wycięte z jakiegoś francuskiego czasopisma porady gimnastyczne. Pokutuje toto pod sufitem i nawet nie pamiętałam, że jest, a ona tymczasem wynalazła, dorobiła okładkę i voila :)
Poza tym zwróciła się do mnie z pretensją, że ciągle to samo na obiad. - Nie ma sprawy, jutro będzie co innego, bo zrobisz Ty!
Zawzięła się, dobrze, zrobi. Pizzę.
Za pierwszy razem nieco jej pomagałam (albo inaczej, ona nieco mi pomagała). Za drugim razem odważyła się na samodzielne zarobienie ciasta. Za trzecim razem już tylko spoglądałam czujnym okiem i musiałam zapalić piekarnik, bo tego się boi. Za czwartym razem... gorąca pizza czekała na mnie po przyjściu z pracy.
Tak. Cztery razy pod rząd była pizza. I to się NIE nazywa ciągle to samo na obiad :)
PRYWATA DO DZIOPY Z PODGÓRZA
Odszukałam tych Helclów (a nie było to proste, bo ubzdurałam sobie, że książka jest większego formatu, miejsc, gdzie takie stoją lub leżą, jest zdecydowanie mniej, przejrzałam wszystko i mało mnie szlag nie trafił - no przecież na pewno miałam! w końcu, dla spokoju sumienia, przepatrzyłam inne i wtedy się znalazło). Tak, jak mówiłam, to materiały z sesji.
A ta inna, co po nią chodziłam (bezskutecznie) do Helclów, to będzie ta:
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film japoński RUDOBRODY (Akahige), reż. Akira Kurosawa, 1965
Trailer:
Rudobrody, to lekarz z kliniki dla ubogich do której zostaje skierowany młody lekarz Yasumoto. Początkowo Yasumoto lekceważy swojego szefa i pracę w jego klinice. W miarę upływu czasu zaczyna widzieć, że Rudobrody jest świetnym lekarzem całkowicie poświęcającym się swojej pracy i pacjentom.
9/10
2/ film polski KALOSZE SZCZĘŚCIA, reż. Antoni Bohdziewicz, 1958
Cały film:
Starsze panie - wróżki Terencja i Felicja - posłużyły malarzowi Makowskiemu jako modele do ilustracji bajek. Po wydaniu książki, na przyjęciu w pracowni okazuje się, że we wszystkich egzemplarzach bajek zniknęły strony z ilustracjami przedstawiającymi wróżki. One tymczasem wędrują po Krakowie. Parasol służy im jako antena, dzięki której kontaktują się z "krainą czarów". Zamierzają udać się na szczyt wieży Kościoła Mariackiego, gdzie dostaną "kalosze szczęścia". Dzięki tym niezwykłym butom można dowolnie przenosić się w czasie i przestrzeni.
8/10
3/ włoska komedia romantyczna na nowe tysiąclecie AMORE OGGI (Miłość dzisiaj), reż. Giuseppe Stasi, Giancarlo Fontana, 2014
Trailer:
Cztery przeplatające się (i przewrotne)historie miłosne z początku XXI wieku.
7/10
4/ czeski film ŻELARY (Želary), reż. Ondřej Trojan, 2003
Trailer:
Eliška jest pielęgniarką działającą w ruchu oporu. Gdy naziści zacieśniają obławę na konspiratorów, musi ukryć się z dala od miasta u prostego chłopa Jozy.
8/10
5/ film nr 37 z listy TOP 250 portali IMDB - OBYWATEL KANE (Citizen Kane), reż. Orson Welles, 1941
Trailer:
Kiedy 76-letni Charles Foster Kane, magnat prasowy, na łożu śmierci wypowiada jedno, jedyne słowo, "Różyczka", wszyscy zgromadzeni w ogromnym zamku Kane'a Xanadu popadają w konsternację. Nawet przeprowadzona przez grupę dziennikarzy wnikliwa analiza kronik filmowych nie daje odpowiedzi na pytanie, co oznacza owa enigmatyczna "Różyczka". Ani w życiu publicznym Kane'a, ani jego życiu towarzyskim i zawodowym nie można znaleźć rozwiązania dręczącej wszystkich zagadki. Jeden z reporterów postanawia rozszyfrować znaczenie tego słowa. Najpierw poznaje szczegóły nieszczęśliwego dzieciństwa Kane'a, a potem przeprowadza wywiady z czterema najważniejszymi postaciami z jego życia. Co gorsza, nikt z nich nie potrafi wyjaśnić znaczenia "Różyczki", a rozwiązanie tej frapującej kwestii staje się coraz bardziej odległe...
10/10
6/ kolejne dwa odcinki (9 i 10) rosyjskiego serialu RIEŁTOR
5/ film amerykański NIENAWISTNA ÓSEMKA (The Hateful Eight), reż. Quentin Tarantino, 2015
Trailer:
Kilka lat po wojnie secesyjnej przez wietrzne pustkowia Wyoming podróżują łowca nagród John Ruth (Kurt Russell), znany jako "Szubienica", oraz zbiegła przestępczyni Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh). Ruth ma zamiar doprowadzić kobietę przed oblicze sprawiedliwości. Podczas podróży spotykają innego okrytego złą sławą łowcę nagród majora Marquisa Warrena (Samuel L. Jackson), niegdyś żołnierza walczącego po stronie Unii, oraz Chrisa Mannixa (Walton Goggins), renegata z Południa i samozwańczego szeryfa miasta Red Rock, do którego zmierzają. Podróżni zbaczają jednak ze szlaku podczas zamieci śnieżnej. Schronienie znajdują w zajeździe na górskiej przełęczy, gdzie zostają powitani przez czterech nieznajomych: Boba (Demian Bichir) opiekującego się lokalem, kata z Red Rock Oswaldo Mobraya (Tim Roth), kowboja Joego Gage'a (Michael Madsen) i byłego konfederackiego generała Sanforda Smithersa (Bruce Dern). Gdy gwałtowna nawałnica uderza w górski przyczółek, ósemka podróżników zaczyna rozumieć, że szanse dotarcia do Red Rock są bardzo małe.
8/10
6/ film węgierski SWOBODNE OPADANIE (Szabadesés), reż. György Pálfi, 2014
Trailer:
"Jaką chcesz herbatę? Mamy miętową" – mamrocze starsza kobieta do apatycznego męża, z którym mieszka w zagraconym mieszkaniu. Następnie wstaje i idzie na dach bloku, skąd patrzy na wieczorne niebo nad Budapesztem. A potem skacze. W miarę jak spada, na mgnienie oka spoglądamy w kolejne okna do innych mieszkań. Potem do nich wrócimy. Siedem pięter, siedem identycznie zaprojektowanych mieszkań, ale zupełnie inne światy. Siedem sytuacji, siedem różnych historii, które mimo wszystko łączą tysiące powiązań. To jakby absurdalne, trochę tajemnicze obrazy współczesnej rzeczywistości widzianej w krzywym zwierciadle.
7/10
7/ film amerykański KUMIKO POSZUKIWACZKA SKARBÓW (Kumiko, the Treasure Hunter), reż. David Zellner, 2014
Trailer:
Japonka znajduje ukrytą kopię filmu "Fargo". Wierzy, że jest to mapa wskazująca miejsce, gdzie schowana została duża suma pieniędzy.
7/10
8/ film włoski LA MADRE (Matka), reż. Angelo Maresca, 2014
Trailer:
Oj, jak mi się nie podobało. To niby luźno na podstawie powieści (czy opowiadania?) noblistki Grazii Deleddy, tyle że przeniesione w nasze czasy. W związku z tym nie obeszło się bez scen seksu, nawet w konfesjonale (jako że rzecz dotyczy księdza). Nie jestem purytanką, ale to było dość ohydne.
Nawet nie dałam oceny (inna sprawa, że filmu nie ma na Filwebie).
9/ film polski KRZYŻ WALECZNYCH, reż. Kazimierz Kutz, 1958
Fragment:
Obraz składa się z trzech nowel, do których scenariusze powstały w oparciu o twórczość Józefa Hena. Akcja wszystkich rozgrywa się w czasie II Wojny Światowej. Krzyż: Franek Socha to wiejski fajtłapa i poczciwina. Podczas wojny wykazuje się jednak bohaterstwem i zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych. Ma nadzieję, że po powrocie do rodzinnej wsi odzyska uznanie w oczach rodziny i znajomych. Wojnę postrzega jednak tylko jako działania frontowe. Po powrocie do domu przeżywa szok, gdy okazuje się, że wojna dotarła także tu, a z jego wsi zostały jedynie zgliszcza. Pies: Studium duchowej patologii spowodowanej przez wojnę. Do oddziału polskich żołnierzy przyplątuje się bezpański pies. Okazuje się jednak, że zwierzę zostało wyszkolone przez esesmanów do pilnowania jeńców w Oświęcimiu. Polacy wyładowują na nim swą nienawiść. Wdowa: Film pełen humoru i łagodnej satyry. Po wojnie, w małym miasteczku na Ziemiach Zachodnich ludzie próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Do miasteczka przybywa wdowa po bohaterze wojennym. Miejscowi traktują ją niemal jak obiekt kultu. Mało kto dostrzega, że jest ona wciąż młodą i atrakcyjną kobietą, która chętniej niż o żałobie, myśli o przyszłości.
8/10
10/ film amerykański PRAKTYKANT (The Intern), reż. Nancy Meyers, 2015
Trailer:
Obejrzałam, bo rzecz o emerycie, który usiłuje zapełnić pustkę życia pozbawionego pracy, a zwłaszcza po śmierci żony, z którą przeżyli 42 lata - stażem w internetowym sklepie z ciuchami dla kobiet.
A ja lubię filmy o starości.
Niestety, to nie film, to bajeczka dla grzecznych dzieci :(
Nie mam nic przeciwko takich filmom... tylko nie powinnam ich oglądać, to dla mnie strata czasu.
6/10
Jak widać, trochę zmieniłam podejście do swoich wyborów. Daję szansę nowszym filmom :)