Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film niemiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film niemiecki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 kwietnia 2026

Obiady za 9,99 zł. Pokaż się z dobrej kuchni

Kiedyś łup z budki. Dania na miarę każdego. Wiadomo, że koszt 10 zł za obiad dla 3 osób - bo tak tu są wyliczone przepisy - w 2011 roku to nie 10 zł w 2026... ale można się zdziwić. Owszem, jajka są tu wyceniane na 40 gr czyli dziś co najmniej dwa razy tyle, ale na przykład podany koszt 3 ziemniaków to 50 groszy - w Lidlu ostatnio są po 0,99 zł za kilo, więc 😂 Albo 10 dag kaszy jęczmiennej to za złotówkę - przecież tyle nie kosztuje, tylko mniej, prawda? Pęczek włoszczyzny to 3 zł - ale nie kupuję nigdy w pęczkach, więc nawet nie wiem, jak się to ma do dzisiejszych cen.

Ale to wszystko nieważne, bo przeczytałam całość - chichrając się bez ustanku. 


 Otóż znakomita większość przepisów zawiera błędy. Te klasyczne czyli albo jest coś w podanych składnikach, a nie ma w przepisie albo na odwrót. To wręcz niesamowite, że NIKT nie przeczytał książki przed oddaniem do druku! W rezultacie nie wiem do końca, czy da radę skorzystać z przepisów 😂 Owszem, kilka sobie wypisałam, ale ryzyko istnieje!

Żeby nie być gołosłowna, pokazuję karteczkę, na której w trakcie lektury wpisywałam strony z błędami. 


No i jedziemy!
 


Napełnić masą ziemniaczano-grzybową!

 

Wymieszać wszystkie składniki. Znaczy tę wątróbkę tak wziąć, jak ze sklepu przyszła? Ciężko będzie te pulpeciki uformować 😁 


 


A przecier pomidorowy - za okno! 

Jak nasi sąsiedzi z II piętra, wczoraj pozbyli się czubka papryki w ten sposób oraz zatłuszczonego papieru z wędliny.

Rozgrzać tłuszcz i dodać do ciasta. Gdybyście koniecznie chcieli wiedzieć ILE, to sobie odmierzcie za 20 groszy.

 


Zalać zimnym wywarem. To może najpierw należałoby ugotować wywar z tego pęczka włoszczyzny czy co?

Tu z kolei nie wiadomo, co się stało z wywarem, bo żołądki gotujemy z warzywami - z których mamy w składnikach jedynie marchew, jako że cebulę smażymy osobno. Za to potem spada nam z nieba z sufitu w kuchni kapusta włoska.

I tak dalej i tak dalej. Nie chce mi się przecież tego wszystkiego fotografować i wrzucać 😂 Przepis na serca drobiowe z sosem chrzanowym mówi na końcu, żeby oblać każdą porcję płucek sosem. Zapiekanka z mięsa mielonego wieprzowo-wołowego: dusić cebulę z wątróbką. Roladki z cebulą: w składnikach pół szklanki bułki tartej, w przepisie nie ma o tym słowa. Jakieś jajka: w składnikach 4 sztuki (przypominam, obiady są obliczone na 3 osoby). 

Same zestawy też są ciekawe. na obiad składa się zupa oraz jakieś coś na drugie, byle się zmieściła całość w 9,99 zł. Zestaw 7: zupa z dyni, a na drugie jajka faszerowane. Z taką masą z tuńczyka, na zimno. Czyli klasyczna przystawka. Tu właśnie 4 jajka na 3 osoby. Zestaw 9: zupa szpinakowa i cebula z grilla, po 2 cebule na łeb, upieczone w folii. Zestaw 12: zupa powidłowa (fuj!) i placuszki szwedzkie. Czyli wsio na słodko.

O, parówki z grilla widzę: cebulę i parówki pokroić w grube pióra. No po co by to przeczytać przed drukiem 🤣 

To, że zdjęcia nie pokazują potraw z przepisu, to już właściwie standard, biorą jakiekolwiek z Shutterstocka i gut. Oto przykład - spróbujmy sobie wyobrazić, że tak właśnie będą wyglądać kluski grysikowe, formowane łyżką i wrzucane do wody...
 


Tak że ten - w sumie się ubawiłam 😁 czego i Wam życzę!

Wyd. Wydawnictwo DRAGON, Bielsko-Biała 2011, 144 strony

Wybór i opracowanie przepisów: Iwona Czarkowska 

Z własnej półki

Przeczytałam 22 kwietnia 2026 roku

 


Natomiast wcale mnie nie bawi, że znalazłszy przy urządzaniu szuflady herbacianej pudełko z liściastą BriZton i uznawszy, że mi odpowiada - przeszukałam internety i jest nie do kupienia 😢 Łaj, pytam się. Nie wiem, skąd ona się u mnie wzięła, niewątpliwie jakiś geschenk, ale od kogo i skąd przywieziony?

W ruskim internecie jest wpis na jej temat (że ze średniej półki i całkiem dobra), co usprawiedliwia tekst po rosyjsku na pudełku, widać to szło na ich rynek. Ale z Rosji to tylko raz nasza była dyrektorka-wariatka (każdy dyrektor ma coś za uszami, ale ta była wyjątkowa 😉) przywiozła nam z wypadu do Moskwy herbatę ekspresową - bardzo mi też smakowała i wycięłam kartonik z pudełka, ale co z nim zrobiłam? Może jest w charakterze zakładki w którejś książce? Tak że i tamtej herbaty nie znajdę.


A szuflada herbaciana okazała się mało pojemna (bo szerokości 40 cm), tak że się nie zmieściły do niej nierozpakowane do tej pory pudełka. Czyli dalej wszystko porozrzucane. Ale i tak się cieszę, że te na bieżąco używane mam już pod ręką.


Teraz o youtubach. 

Od jakiegoś czasu oglądam (choć nie zawsze, bo te filmiki są długie i trochę mi szkoda czasu) profil Agnieszki Koniecznej, która komentuje programy telewizyjne poświęcone urządzaniu wnętrz, jakimś takim metamorfozom, które zazwyczaj prowadzący robią kompletnie nie po myśli mieszkańców 😂 I w jednym z ostatnich filmików pojawiło się warszawskie miejsce - schronisko dla książek. Czy to jest właśnie to, gdzie uczęszcza Agata? Zaczyna się w 16 minucie.


Tu przy okazji podaję listę moich braków Rossa Macdonalda:

- Chłód

- Odszukać ofiarę

- Okrutne wybrzeże

- Potępieni

- Pożegnalne spojrzenie 

- Sprawa Galtona 

- Śmiertelny wróg 

- Zdradliwa toń

 

Kiedyś wyświetliło mi się wideo 50-letniej kobiety z chińskiej prowincji i zaczęłam oglądać. Mieszka sama, bo mąż zazwyczaj jest w trasie jako kierowca ciężarówki, a dzieci są już dorosłe. Pracuje w jakiejś małej szwalni, zarabiając około 11 dolarów dziennie i wykonując przez szereg godzin te same ruchy. I jest ze swego życia zadowolona, bo utrzymanie się na wsi nie kosztuje zbyt wiele. A ja patrzę, jak wygląda jej dzień; widzę, że chodzi i śpi w tym samym ubraniu, że przygotowuje sobie jedzenie i potem je zjada cały czas będąc w kurtce, że kładąc się do łóżka zdejmuje jedynie tę kurtkę i rozściela ją na kołdrze - widać nie mają tam ogrzewania albo oszczędza - i jest szczęśliwa. A przynajmniej tak twierdzi.

Jak łatwo się przyzwyczaić do warunków, prawda? 

 

 

Następnie obejrzałam film Gosi, która nabyła sobie drogą kupna odtwarzacz dvd w charity shopie i zaopatrzyła się również w film Skrawki życia, o którym marzyła od lat. Co mnie zachęciło do ściągnięcia z półki pudełka z dvd, które tam też stało od lat. Niestety film uznałam za typowy amerykański snuj, wybaczcie. Podejrzewam, że tak to właśnie jest - Gosia oglądała go kiedyś w czasach młodości, wtedy on się może podobać. W moim wieku to już takie historyjki nie rajcują 😂

 


Za to myśmy z opice* obejrzały film niemiecki z ANGIELSKIMI napisami (bo innych nie było) i nam się podobało, znaczy mnie (opice oglądała półgębkiem, a potem padła na plecki i gapiła się w sufit, co moja córka, zawzięta nieprzyjaciółka Niemiec, skomentowała w wiadomo jaki sposób), pewnie dlatego, że dałam radę wytrzymać dwie godziny 😁 Film nazywa się The Hero of Friedrichstrasse Station i podejmuje odwieczny temat, jak to łatwo jest zabrnąć w ślepą uliczkę, gdy raz się zacznie kłamać. Oraz to satyra na współczesne media, zjednoczenie Niemiec (wszystko się zaczyna z powodu 30-tej rocznicy obalenia Muru Berlińskiego), ale również komedia romantyczna i to z happy endem, więc było OK 😍 Gdyby ktoś coś, to link tutaj.

Nie wiem, czy to drugi film obejrzany z angielskimi napisami czy trzeci, nie zapisałam sobie, co jest bardzo dziwne u takiej miłośniczki wszelkich spisów i list. Niniejszym wprowadzam nową etykietę film po angielsku i na przyszłość będę tego pilnować.

* opice to po czesku małpa i tak ją na razie nazywam, nie ma imienia

 

Co z postami w Pradze

Zastanawiam się. Bo codzienne ich publikowanie zabiera mi mnóstwo czasu, cały wieczór, wiecie - wybranie zdjęć, zrzucenie ich na laptopa i zmniejszenie, załadowanie do posta etc. Fajnie, że mogę się z Wami dzielić wrażeniami na gorąco (a i potem przydają mi się do odtworzenia każdego dnia w praskim zeszycie), ale chyba już nie daję rady... I myślę nad zmianą koncepcji - ale na jaką? Żeby robić jeden post na dwa dni? Na trzy dni?  Что делать? pytał Włodzimierz Iljicz w książce o strategii partii. Ja też muszę obrać jakąś strategię 😂 Nie wiem, nie wiem, nie wiem. 

czwartek, 19 marca 2026

Eduard Verner - Utrpení mladého Boháčka

Co tym razem wybrać z czeskiej półki? 

(z 29 czeskich półek ha ha, policzyłam!) 

Padło na powieść, która została sfilmowana. Cierpienia młodego Boháčka. A właściwie odwrotnie - Verner napisał scenariusz, który już po roku (w 1969) został zrealizowany, a dopiero po 29 latach opracował go literacko i w ten sposób powstała ta powieść. Miałam i film w kioskowym wydaniu i całe szczęście, bo nie ma go na YT. Spieszmy się kupować filmy etc. 😉


Co znaczy nezdolná, musiałam poszukać w słowniku. Niepokonana, nieprzezwyciężona, nieugięta. Taka właśnie jest matka tytułowego bohatera, 30-latka, który żyje z dnia na dzień, sparzywszy się w miłości nie szuka już kobiet, ale matka chce koniecznie wnuka, więc daje w jego imieniu ogłoszenie matrymonialne, gdy syn ma wrócić z wojska i zawzięcie koresponduje z kilkoma kandydatkami, ustalając daty spotkań. A nawet sprzedaje sad, żeby mu kupić Wołgę, bo jak ma niby jeździć do tych "narzeczonych", przecież nie służbowym traktorem. Tonda ani myśli o żeniaczce, ale gdy matka znanymi matczynymi sposobami czyli prośbą, groźbą i szantażem ("niedługo umrę") zatruwa mu życie, w końcu wybiera się do pierwszej z kandydatek. Po drodze spotka jednak autostopowiczkę z Pragi.

Film jest z gatunku kultowych w Czechach, ale wolę książkę, pogłębiającą temat i taką gorzką. Swoją drogą patrząc na okładkę dvd przestraszyłam się, że będą mówić po słowacku, bo na niej wszystko w tym języku - ale nie. Dziwne. Widać płytka była przeznaczona i do dystrybucji na Słowacji, jest też cena 2 ojrosy.

Z materiałów dodatkowych (rozmowy z twórcami) na płycie dowiedziałam się, że te wsiowe klimaty były kręcone na peryferiach Pragi, wtedy jeszcze rzeczywiście wsi Slivenec. Niedawno tam pociągnęli linię tramwajową i nawet byłam się przejechać, ale nic więcej. Chyba się znów wybiorę i odnajdę dom, gdzie Boháčkowie w filmie mieszkali. Ulica K Lochkovu 10 😁
Początek:

Koniec:



Za komuny używało się wyrazu Dederónie na oznaczenie NRD, jak twierdzi autor - od czasu, gdy wschodni Niemcy wynaleźli koszule, w których człowiek się poci latem, a marznie zimą 😉


Wyd. 
Knižní klub, Praha 1997, 157 stron

Z własnej półki - tak wpisuję do książki zakup (jeśli nie zapomnę), a teraz jeszcze dopiszę, kiedy przeczytana:

Przeczytałam 16 marca 2026 roku
 

Urobek filmowy

Zbieram się i zbieram i zebrać nie mogę, żeby podsumować urobek filmowy, za ponad miesiąc czyli czas, kiedy zmarł Ojczasty i kiedy była wymiana pionu i kiedy się właściwie nic nie oglądało. Czyli dużo tego nie ma.

Obejrzałam Rosselliniego Rzym, miasto otwarte, a potem długo nic. Gdy już dojrzałam, źle wybrałam, bo trafiłam na hiszpańską Rudą wiewiórkę (na Arte.tv), która mi kompletnie nie podeszła, więc nie polecam. 

Na wiadomej stronce za to polecam Głos Hind Rajab, co prawda namęczyłam się z angielskimi napisami, bo co jakieś inne włączyłam, to źle szły. Wstrząsający w każdym razie i nie tylko w kontekście tego, co robi Izrael.

Tamże obejrzałam chiński film z tego roku z Jackie Chanem (o Matko Bosko!), bo nie wiedziałam, że to on 😉 Nazywa się to Unexpected Family i opowiada o demencji. Znów po angielsku i to bite dwie godziny, dlaczego mnie tak męczą! Film nie byłby taki zły, gdyby obył się bez tych azjatyckich nawalanek.

Następny Rossellini to była Miłość, ale o tym chyba już wspominałam? Dwie historie z Anną Magnani jako heroiną. Kolejny Rossellini to Paisa' i chyba mi jeszcze dwa zostały (co to je do końca marca trzeba zobaczyć). Gdzie? Na Arte.tv znów. A pewnego wieczoru siadłyśmy z córką i zaliczyłyśmy hiszpański serial Celeste o pracownicy skarbówki, która podejmuje się ostatniego zadania - przyskrzynić tytułową piosenkarkę, która nie płaci w Hiszpanii podatków, bo twierdzi, że nie ma tam rezydencji podatkowej. I o tym, jak ta ostatnia przed emeryturą sprawa Sarę zmieni. To sześć odcinków, ale półgodzinnych, więc da się w jeden wieczór. 

No i w niedzielę chadzam na ten włoski przegląd kobiet - reżyserek, gdzie pierwszy film miał taki tytuł: Porwani zrządzeniem losu przez wody lazurowego sierpniowego morza 😂 Żałuję jednakże, że częścią cyklu nie będzie inny film tej samej reżyserki o tytule Krwawe zajście pomiędzy dwoma mężczyznami z powodu pewnej wdowy. Podejrzewa się przyczyny polityczne - bo go nigdy nie widziałam 😂 To mi przypomina słynny skecz czeski z "gołębicą", przed kasą w kinie, gdzie sprzedają bilety na Sobota wieczorem, niedziela rano (polski!) i na włoski Wczoraj, dziś, jutro.

 

A skoro o Czechach mowa, to wczoraj pojawił się na stronie czeskiej telewizji dokument o antykwariatach, nie tylko praskich. Między innymi o tym, jak antykwariusze widzą przyszłość (tylko online, prawdziwe sklepy jedynie w centrum dla turystów). Tutaj

A tutaj taka ciekawostka. Lata temu, w Wenecji będąc, kupiłam sobie dwa odcinki Inspektora Derricka, akurat gdzieś rzucili, może w supermarkecie, musiało być tanio w każdym razie, skoro się skusiłam. To tak na fali wspomnień, bo - wydaje mi się - ten serial oglądałam w szkolnych czasach. Znaczy wydawało mi się jeszcze chwilę temu, ale czytam na Wikipedii, że polska premiera była w 1988 roku, więc to już nie były moje szkolne czasy. To był okres, gdy wynajmowaliśmy ze Ślubnym mieszkanie w Nowej Hucie, a potem, na jesieni chyba, przeprowadzaliśmy się na własne czyli tutaj, gdzie do tej pory tkwię. I mieliśmy telewizję, więc widać wtedy oglądałam..

No, w każdym razie teraz nadszedł czas na obejrzenie tych dwóch odcinków. To był serial RFN-owski, więc kompletnie inne realia: luksusy, zamki, hrabinie, prostytutki w hotelu. Te ostatnie i u nas były, ale czy miały takie mieszkania jak w filmie? Znaliście jakąś? 😂 W każdym razie powiem po tych dwóch odcinkach, że nuda. Psychologiczne rozkminiania następujących sytuacji: 

- w Śmiertelnej sonacie ktoś zabija taką właśnie hotelową call girl, a trop prowadzi do arystokratycznej siedziby kobitki w średnim wieku z trójką potomstwa, z których najmłodszy jest genialnym pianistą, ale śmiertelnie chorym (AIDS czyli choroba złapana od prostytutki właśnie, przy czym prawie że się głośno nie wymienia nazwy choroby)

- w Herbacie z mordercą znów zamek i arcybogata właścicielka, która kupiła sobie młodego męża, a jako że zapadła na osteoporozę i ledwo chodzi, naraiła chłopu własną pielęgniarkę jako kochankę 

I cóż widzę? Obie te bohaterki są grane przez tę samą aktorkę! Cóż to ma być? Nie zwróciłam uwagi, czy i zamek był ten sam 😂 Powstało 281 odcinków tego serialu, który był ponoć niezwykle popularny (sprzedano go do ponad 100 krajów), zwłaszcza jako odpowiedź na kryminalne seriale amerykańskie. Akcja zazwyczaj rozgrywa się wśród burżuazji bawarskiej. Derrick jest niezwykle ojcowski i wyrozumiały - dla śmietanki towarzyskiej. Nie przyciska morderczyni do muru, tylko czeka, aż ona sama dojrzeje do przyznania się. W międzyczasie uprawiają psychologizujące i filozofujące konwersacje.

Oglądaliście, pamiętacie? 


No i jeszcze, na żądanie Józefiny, rzymski Senator.

Na tło lepiej nie zwracać uwagi (jak trafię w knihobudce na lepszy egzemplarz, na pewno wymienię, tego możecie być pewni).

środa, 14 stycznia 2026

Petr Jarchovský - Šakalí léta

Co to jest povídka, spytacie. Powiastka czy co? Plus minus istotnie. Historyjka, opowiadanie. Wybierając książki do ostatniego zakupu w Ulubionym Antykwariacie - te po 22 korony 😁 - uznałam, że warto wydać na ten tom nieco więcej, bo w sumie zawiera trzy filmowe opowiadania, a wszystkie dotyczą filmów, które lubię. 

Tak bardzo łatwe nie było, bo jest tu trochę młodzieżowego żargonu. I to - uwaga - z lat 50-tych. Akcja rozgrywa się w cieniu hotelu International w dzielnicy Dejvice. Ten hotel zbudowano na początku lat 50-tych - wiadomo, co miał za wzór - w okolicy, gdzie właśnie powstawało osiedle dla żołnierzy. Założenie było takie, że będą się w nim zatrzymywać oficjalne delegacje radzieckie, ale gdy okazało się, że nie ma ich na tyle, by zapewnić budowli obsadę, zdecydowano, że będzie to po prostu luksusowy hotel. Który stał się symbolem socrealizmu w Pradze. Opowiadała przewodniczka (byłam tam kiedyś na zwiedzaniu) anegdotę, że minister obrony żywił nadzieję, iż na uroczyste otwarcie przybędzie sam Stalin, a miało go witać 44 ówczesnych czechosłowackich generałów na głównych schodach - tyle że schodów było za mało i trzeba było dodać dwa stopnie, co znacznie skomplikowało budowę. Hotel ludowo nazywano sen szalonego cukiernika albo uniwersytet Łomonosowa

Ale nie o tym, nie o tym. Kto ciekawy, może zerknąć tutaj, bo na szczęście kiedyś miałam więcej czasu 🤣 i opisałam to zwiedzanie.

Bohaterami Szakalich lat jest dejvicka młodzież z jej problemami i fascynacjami. A największą fascynacją jest oczywiście przybyły z Ameryki big-beat czy inny rock'n'roll. Zakazany, prześladowany. A tu w domu milicjanta Prokopa pojawia się gość jak z kosmosu, w czerwonej koszuli, czerwonych butach na grubej słoninie, z gitarą przewieszoną przez ramię. To Bejby, który jest kuzynem starszej pani mieszkającej z rodziną Prokopów, a  wymagającej już stałej opieki. Bejby wniesie masę fermentu do życia nie tylko Prokopa i jego dzieci, ale i młodych ludzi z dzielnicy, walczących z rówieśnikami z Suchdolu, innej dzielnicy. A właściwie wtedy jeszcze nie, to była wieś w pobliżu Pragi, więc nic dziwnego, że pogardzano jej mieszkańcami 😉

No i teraz moje wspominki 😁 Bo nie tylko hotel International, nie tylko Dejvice, ale i ten Suchdol, gdzieśmy łaziły z Věrą w zeszłym roku i Juliska też zeszłoroczna - pokazywałam Wam pomnik piłkarza - i od razu przypomniał mi się ten tramwaj stojący przed Domem Technika i knihobudka, z której wzięłam dwa czy trzy kryminały - koniecznie muszę tam wrócić w maju! 



Iwzmiankowana w książce ul. Papírenská, gdzie byłam w starej oczyszczalni ścieków - tam spotykają się chłopcy. I jeszcze jedno wspomnienie - film Šakalí léta dostałam od Věry, gdy byłyśmy w kawiarni połączonej z muzeum kukiełek i teraz siedzę i usiłuję sobie przypomnieć, gdzie to było i ani rusz.


Początek:

Koniec: 

Wyd. (bardzo porządne) PASEKA, Praha 2004, 83 strony

I tu też wspomnienie - zwiedzałam siedzibę wydawnictwa podczas któregoś Open House 😍 

Z własnej półki (kupione 30 grudnia 2025 za 66 koron (-30%), dotarło 8 stycznia 2026

Przeczytałam 11 stycznia 2026 roku

 



 

Zima dalej trzyma. Na kroki chodzę w dzień, a na siłownię wieczorem, bo wtedy pusto. Trzymam się reżimu po 200 ćwiczeń na trzech urządzeniach (bo tylko na tych, gdzie się ćwiczy na stojąco, nie będę przecież sadzać dupska na mokrym). I cały czas wierzę, że te ćwiczenia pomogą mi na boczki ha ha ha. Naiwna do śmierci!



 


Urobek filmowy omawiam w postach niedzielnych, zbiorczo z całego tygodnia, ale film, który dziś obejrzałam, będzie dostępny tylko do 5.00 rano 17 stycznia czyli jeszcze dwa dni, więc gdyby ktoś chciał zobaczyć, to - klik. Nosi tytuł Podzielone niebo, powstał w 1964 roku i był pierwszym filmem nowofalowym w kinematografii wschodnioniemieckiej. Naprawdę warto zerknąć 😉 choć historia taka bardziej socjalistyczna: bohaterka zakochuje się w starszym od siebie chemiku, zamieszkują razem, idzie na studia pedagogiczne, ale wcześniej odbywa praktykę w fabryce, gdzie dostrzega rozdźwięk między teorią a praktyką. Narzeczony nie może się doczekać wdrożenia w życie swego wynalazku, więc wyjeżdża do Berlina Zachodniego (film toczy się jeszcze przed powstaniem Muru Berlińskiego), a Rita musi podjąć najważniejszą decyzję w dotychczasowym życiu: zostać czy jechać za nim. 

Film świetny, kompletnie nowatorski, bez żadnego związku z socrealizmem. Może ktoś czytał opowiadanie Christy Wolf?  

środa, 23 kwietnia 2025

Maria Dutkiewicz - Życie w kalejdoskopie

Tę pozycję znalazłam w budce, ale ją odniosę z powrotem, bo do niczego mi ona niepotrzebna 😉 W sensie, że owszem, skończyłam czytać, ale tak trochę z trudem (całe szczęście, że stron niewiele). Dałam się nabrać początkowi życiorysu autorki, że z Krakowa, ale nie jest to cracovianum. Ba, w ogóle nie wiem, co to jest i jak to nazwać. Takie luźne dywagacje na różne tematy, a to jeszcze wojenne, a to z czasów komuny, a to dzisiejsze, jakie to ludzie byli i są niedobre, nie umieją cenić demokracji i takie tam. Odniosłam wrażenie, że autorka jest mocno aktywna gdzieś tam na fejsbukach czy blogach i to są teksty jakby stamtąd przeniesione. Kalejdoskop wszystkiego. No nie dla mnie. Tym bardziej, że tradycyjny patriotyzm połączony oczywiście z wiarą (i "naszym papieżem") raczej mnie nie pociąga. Kto chce niech czyta, jak gdzieś znajdzie - bo nie wiem, czy to nie zostało wydane własnym sumptem.

Początek:


Koniec:

Wyd. Poligraf, Brzezia Łąka 2017, 159 stron

Z knihobudki

Przeczytałam 19 kwietnia 2025 roku

 

Mam dziś Dzień Lenia vel Brudasa, nic nie muszę (poza tym, co muszę), więc leżę sobie, czytam i oglądam. W newsletterze z jednego z praskich kin napisali o projekcji niemieckiego filmu z zeszłego roku (angielski tytuł From Hilde, With Love) i okazało się, że jest na tej hamerykańskiej stronie z filmami online. Co prawda ani polskich ani czeskich napisów nie było, ale obejrzałam z francuskimi 😁 tak że nazwijmy, iż poćwiczyłam dodatkowo język. Film ponoć oparty na prawdziwych zdarzeniach: jest 1942 rok, Hilde zakochuje się w Hansie, razem działają w Czerwonej Orkiestrze - to już wiemy, o co chodzi... - w końcu organizacja wpada w ręce Gestapo. Pomijając politykę (komunistyczne przekonania bohaterów, ich naiwność co do Związku Radzieckiego, młodość ma prawo do błędów; cały zresztą ten ruch oporu sprowadzał się do kilku ulotek, naklejek i listów) to wstrząsający film o karze śmierci. O odwadze. O poświęceniu.

No, a jeśli chodzi o wczorajszą wizytę u pani doktor, to napisała wniosek na nowo, a także w skali Barthel Ojczasty ma obecnie 25 punktów (z uwagi na "pogorszenie stanu") 😉 Tak że szanse już są większe. Jutro przyjeżdża mój brat, będzie przy nim siedział, a ja pojadę z papierami. 

Ale wyobraźcie sobie taki numer: wstałam wczoraj o 5.55, o 6.13 byłam pod przychodnią (pierwsza! pierwszy raz w życiu pierwsza!), o 7.00 rejestracja miała otworzyć okienko, ale okazało się, że komputer nie działa. Ja przecież ciągle mówię, że te komputery nas kiedyś załatwią na cacy. W tej sytuacji nic się nie dało zrobić, a było nas tam już ze 25 osób... Przecież bez komputera nie wiadomo, ile jest wolnych miejsc do którego lekarza i o której itd. O 7.20 rejestratorka wyszła do poczekalni i oznajmiła zgromadzonym, że informatyk ma przyjechać za 40 minut. Tu już ludzie się zbuntowali (ja też już przebierałam nogami, bo co wiem, co się w domu dzieje, czy Ojczasty się nie obudził i czegoś nie wyprawia) i zażądali listy kolejkowej, jak za dawnych czasów 🤣

Na tym stanęło, spisano nasze nazwiska i do którego lekarza i że będą dzwonić. Faktycznie po 8.00 dostałam telefon, że mam wizytę o 13.00.

Tym razem poszło lajtowo, ale przecież ten szpital, w którym córka miała operację ręki, do tej pory nie działa - znaczy system komputerowy jak padł 8 marca ofiarą hakerów, tak leży do dziś. Jakie były hece, żeby wystawili zwolnienie! Osobna opowieść! 

Tak że super, że są komputery i jest internet i w ogóle, ale miecz jest obosieczny.

Na do widzenia widoczek naszej przyosiedlowej wiśniowej alei, przyjeżdża tam na sesje fotograficzne cały Kraków i panny młode i instagramerki i nie ma takiej godziny, żeby było pusto 😉


czwartek, 24 listopada 2016

Mikołaj Dubow - Wyspa strachów

Chciałam coś rosyjskiego. Żeby nie powiedzieć radzieckiego :)
Ale - mimo okładki takiej, a nie innej - myślałam, że to coś dla dorosłych.
A tu dla młodzieży.
No dobra, niech będzie.


Notkę o autorze zamieszczono na początku. Naturalnie będę chciała obejrzeć film, o którym się w niej wspomina. No i zbadać, jak potoczyły się dalsze losy autora, wszak, gdy wychodziła u nas ta powieść, miał dopiero 56 lat.


I przeczytałam.
I doszłam do końca.
Gdzie znalazłam adnotację ołówkiem, kiedy książka została kupiona... i kiedy przeczytana!


Taaaaaaaaaaaa.
Czyli ona już tu jest na blogu.
Ale żeby choć raz w trakcie lektury naszła mnie wątpliwość - czy ja czasem tego nie znam?
Nie, skądże. Jak nowa.

Ale mam dobrze, co? Mój księgozbiór mógłby się ograniczyć do, powiedzmy, 300 tomów. Tak bym sobie czytała w kółko, po 50 rocznie i co sześć lat, kompletnie nieświadoma, wracała do już przeczytanych :)
Byle tak dalej!

Początek:
Koniec:

Wyd. ISKRY Warszawa 1966, 250 stron
Tytuł oryginalny: Niebo s owczinku
Przełożyła: Wacława Komarnicka
Z własnej półki
Przeczytałam 8 listopada 2016 roku





W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ SYBERIADA (Сибириада), ZSRR 1979
reż. Andriej Michałkow-Konczałowski
Fragment:


Są to dzieje dwóch chłopskich rodów z syberyjskiej osady. W zagubionej wśród tajgi wiosce, do której można dotrzeć tylko rzeką, rozgrywa się nieustanny konflikt między "budowaniem a niszczeniem", ten konflikt nabrzmiewa, kiedy do wioski docierają echa wydarzeń wywołujących przemiany w całym kraju: obie wojny światowe, rewolucja i wojna domowa, odkrywanie bogactw Syberii i niebezpieczeństw związanych z ich wydobyciem. Wielowątkowa akcja obejmuje prawie 70 lat z ubiegłowiecznej historii Rosji.
[z Filmwebu]
8/10

2/ DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE (Perfetti sconosciuti), Włochy 2016
Reż. Paolo Genovese
Trailer:


Kilkoro przyjaciół spotyka się na kolacji. Znają się od lat, wiedzą o sobie wszystko. A przynajmniej tak się wydaje. Do momentu, gdy pada propozycja, by położyć komórki na stole i wszelkie przychodzące wiadomości odczytywać na głos...
7/10

3/ ZŁAKNIENI (Hungry Hearts), Włochy 2015
Reż. Saverio Costanzo
Trailer:


Zaczyna się jak komedia, toczy jak dramat, kończy jak thriller. Dwoje młodych poznaje się, zakochuje, ona zachodzi w ciążę, pobierają się. Dziewczynie odbija, uznaje, że jej syn będzie kimś wyjątkowym i postanawia sama troszczyć się o niego, nie dopuszczając lekarzy i wiedzy medycznej, za to uprawiając warzywa na dachu (jest weganką). Dziecko tymczasem jest coraz bardzie niedożywione i nie rośnie. Ojciec usiłuje po kryjomu dokarmiać je mięsem, zaleconym przez lekarza, ale prowadzi to do ciągłych awantur z żoną. W końcu nie widzi innego sposobu na uratowanie synka, jak wykraść go matce...
7/10

4/ MILCZĄCA GWIAZDA (Der Schweigende Stern), NRD/Polska 1959
Reż. Kurt Maetzig


Kurka wodna. Włączyłam sobie w ramach planu oglądania całej kinematografii polskiej od 1945 roku. A tu się okazało raz, że to koprodukcja polsko-enerdowska, a dwa, że s-f. Oh mein Gott. Co za gniociszcze socrealistyczne. Według książki Lema "Astronauci" - oczywiście Lem się od niej odciął, jak zawsze ;) Aktorstwo tragiczne, ale efekty specjalne, jak na tamte czasy, niezłe - toteż USA, moi państwo, zdubbingowały go sobie (przy okazji przemontowując i na przykład radzieckiego uczonego zamieniając we francuskiego cybernetyka) i rozpowszechniano film jako produkcję własną pod tytułem "Planet of Death"! Taka ci ciekawostka.

Historia wyprawy na Wenus w celu porozumienia się z jej mieszkańcami i uniemożliwienia ich inwazji na Ziemię. Z Ziemi wyrusza na Wenus pierwsza międzynarodowa wyprawa. Statek kosmiczny pokonuje mgławicę meteorów i ląduje na planecie pełnej niebezpieczeństw i tajemnic...
6/10

sobota, 5 listopada 2016

Zofia Tarajło-Lipowska - Nowy Kapoan

Drugi tom językowych potyczek polsko-czeskich znalazłam na czeskiej półce w księgarni językowej, ustawicznie przeze mnie nawiedzanej. Właściwie to ja bym tam większość wydawnictw kupiła, mimo że doświadczenie uczy, iż nieraz nie sięgnęło się po te, nabyte i trzydzieści lat temu. Dziwne, nie? Jak się je ogląda w księgarni, to człek ma wrażenie, że całe życie na to czekał i jest mu niezbędnie potrzebne... a potem pokutuje na regale całe dziesięciolecia.
Inna sprawa, że w MOIM WIEKU to już rzadko się uczy języków. Odkryłam niedawno taki portal właśnie o nauce języków, Woofla się to nazywa, i podczytuję czasem artykuły na różne tematy, zawsze podziwiając ich autorów - uczą się tak egzotycznych dla mnie języków, jak koreański (mówi to osoba, która niejeden film koreański obejrzała i ogólnie rzecz biorąc jest zainteresowana... ale nigdy nie przyszło mi do głowy uczyć się tego języka) - czyli mają motywację. Ogólnie wszyscy podkreślają, że najważniejsza jest systematyczność, a tego właśnie mi brakuje - zawsze najbardziej lubiłam zaczynać, zakładać nowy zeszyt... potem już ciężko było znaleźć czas :) Tymczasem tam piszą, że tak niewiele trzeba do nauczenia się nowego języka - raptem godzinę CODZIENNIE. Mój Boże. Godzinę. Przecież dałoby się wykroić. W teorii. Praktyka niestety szwankuje.




Praktyka pokazuje też, że jednym uchem wpada, drugim wypada. Jak długo będę pamiętać wice z Kapoana? Pocieszam się jedynie tym, że mając książkę na własność, zawsze mogę po nią sięgnąć ponownie. Ale jak by to było pięknie, móc pamiętać wszystko, co się kiedyś w życiu przeczytało! Jacy bylibyśmy mądrzy! Jaki sens miałoby szkolne nauczanie!
Tymczasem rośnie nowe pokolenie, chowane na jakichś Montessori... wnuczek naszego pana ochroniarza ma 4 i pół roku i, jak twierdzi dziadek, czyta lepiej od gimnazjalisty. Pan ochroniarz wyraził się dość niezręcznie "byle czego mu nie dam" (że niby tylko rzeczy rozwijające intelektualnie), gdy zaproponowałam szereg książek po mojej córce do podziału między niego, a drugiego ochroniarza-dziadka :)

Początek:
Koniec:

Wyd. Wydawnictwo AFERA Wrocław 2013, 213 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 1 listopada 2016 roku



NAJNOWSZE NABYTKI
Odebrałam z Bonito nowego Jakubowskiego i czyta się.
Takie sobie małe postanowienie podjęłam, żeby książki kupowane na bieżąco (których ma być z założenia mało) czytać od razu, a nie zostawiać na święty nigdy. Zobaczymy, jak mi pójdzie.


W TYM TYGODNIU OGLĄDAM

1/ film brytyjsko-amerykański NOTTING HILL, 1999
Reż. Roger Michell

Bajeczka o tym, jak to "życie rozwiedzionego właściciela księgarni zmienia się, gdy do jego sklepu wchodzi sławna aktorka filmowa".
[z Filmwebu]
7/10

Ładny fragment ilustrujący upływ czasu, gdy tymczasem życie toczy się zwykłym trybem:


2/ film włoski IL RESTO DELLA NOTTE (tytuł polski: SCHYŁEK NOCY), 2008
Reż. Francesco Munzi
Trailer:


Dramat osadzony w środowisku drobnych przestępców (nie trzeba chyba dodawać, że imigranckiego pochodzenia), krzyżujący się z rodziną bogatego przemysłowca. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Gorzki obraz społeczeństwa. Czarny świat, w którym nikomu nie jest dobrze.
Nawiasem mówiąc, ci imigranci pochodzą z Rumunii, pewnie dlatego uparcie mówi się o używaniu przez nich "słowiańskiego" języka... Ignorancja typowa dla... no dobra, nie będę się wdawać w szczegóły.
7/10


3/ film niemiecki TONI ERDMANN, 2016
Reż. Maren Ade
Trailer:


Przejmujący obraz współczesności, zaniku więzi rodzinnych czy międzyludzkich. Ojciec odwiedza swą córkę w Bukareszcie, robiącą karierę w korporacji i stwierdza, że daleko jej do szczęścia.
8/10