Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria z kogutem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria z kogutem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2025

Merja Otava - Priska

Taką oto pozycję znalazłam w budce, okrężną drogą idąc do Lidla. Alem się ucieszyła! Raz, że w serii z kogutem (którą mam zamiar tak jakby kolekcjonować), dwa że fińska, trzy, że w ogóle nie znam. Włożyłam na dno wózka na zakupy. 

Jak idę do sklepu z wózkiem, wkładam zakupy po kolei do środka, a potem przy kasie wyciągam do skasowania (i znów wkładam). Więc wyciągam, a tu wszystko cholera jasna upaćkane i lepiące się - najwyraźniej butelka z sokiem malinowym była niedokręcona czy co. A na samym dnie - tak, Priska na malinowo 😢 Suszyłam ją potem w domu, więc dała się przeczytać, ale część stron od góry pozostała różowiutka. 

Tak że, prąpaństwa, z książką od razu do domu, a nie po sklepach łazić! Z tym, że ja te poranne zakupy robię z duszą na ramieniu, czy Ojczasty na pewno jeszcze śpi i nic nie wydziwia, więc honem honem czyli biegusiem...

A książka naprawdę bardzo fajna. Poznajemy nie tylko Priskę, ale i grono jej szkolnych koleżanek i kolegów* - każdy ma jakiś problem, chociaż może sprawiać wrażenie osoby, której nic nie brakuje. 

* Psiapsióła z Daleka niedawno miała spotkanie klasy ze szkoły podstawowej, same dziewczyny, bo chłopcy uczyli się osobno - a jest w moim wieku. W różnych krajach różnie ta koedukacja wyglądała. Priska wyszła w Finlandii z 1959 roku.

 

Priska z Mollą wymyśliły sobie taką zabawę, że spacerowały po mieście, oglądały wystawy i mogły sobie na każdej wybrać trzy rzeczy. Też miałam taką zabawę, ale jako całkiem dorosła: jadąc tramwajem do pracy czy z pracy, jeśli nie czytałam, patrzyłam na kobiety na ulicy i mogłam wybrać dla siebie ubranie z co piątej albo z co dziesiątej 😂 No co, zabijanie czasu dobre jak każde inne!

Priska czyta po kryjomu, zasłaniając książkę podręcznikiem do geometrii, Dzieje guwernantki Jane Eyre. Czy w Polsce w 1971 roku, kiedy Priska wyszła, nie było jeszcze tłumaczenia tej powieści? Bo znany mi od zawsze tytuł brzmi Dziwne losy Jane Eyre. To chyba niemożliwe?

Początek:


Koniec:

Wyd. Iskry, Warszawa 1971, 174 strony

Tytuł oryginalny: Priska

Przełożyła: Cecylia Lewandowska

Z własnej półki (z knihobudki 29 kwietnia 2025 roku)

Przeczytałam 3 maja 2025 roku


Tak aktualnie wygląda moja półka z serią z kogutem. Większość wymęczona przez życie, wszystkie z drugiej ręki. Oczywiście szykuję się na następne - przynoście, ludzie, do biblioteczek plenerowych, a ja, zamiast je przeczytać i odnieść z powrotem, zatrzymam je dla siebie 🤣 Ale nic to, po mojej śmierci znów tam trafią (chyba, że córka uzna je za godne przeczytania).



Złośliwce w Pradze w tym samym czasie, co będzie Open House, organizują oczywiście różne swoje dni otwarte. I tak na przykład Dni Otwarte Budowy Metra D. Tego nie chciałam przegapić (i mam nadzieję, że jeszcze będę w stanie jeździć tą linią, gdy powstanie - w teorii tylko 4 lata czekania, może dożyję). Na Dniach Otwartych można będzie skorzystać z trasy podziemnej i powierzchniowej. Oczywistym jest, że chciałam zobaczyć to, co w głębi. Ale jak się wczytałam, jak to będzie i co to będzie i że nie polecają osobom z lękiem wysokości czy klaustrofobią i że się będzie schodzić w praktyce po drabinach - no to jednak nie, wykazałam się rozsądkiem i zarejestrowałam tylko na powierzchnię. Ale mi szkoda. W dodatku stracę przez to jakiś jeden czy dwa obiekty na Open House, no ale trudno. 

A potem przyszedł newsletter, że w związku z ogromnym zainteresowaniem wydłużają rejestrację jeszcze na trzeci dzień, na poniedziałek -  to ja hyc! Ale okazało się, że to dotyczy tylko trasy podziemnej (widać zainteresowanie tym, co na wierzchu, nie było tak ogromne). 

Z pobieżnego planu wynika, że prawie każdy dzień zajęty 😉 Ledwo przyjadę w środę i zatacham walizę do hotelu, jadę na jakieś oprowadzanie. W czwartek to samo, w piątek to samo, w sobotę i w niedzielę Open House, w poniedziałek przeprowadzka buuuu, we wtorek coś tam w teatrze, zostaje środa i czwartek (w piątek wracam). Kiedy ja do kina pójdę, pytam się??? Kiedy obskoczę knihobudki? Sierpnie są luźniejsze, bo nie ma Open House i wszystkiego, co naokoło.

A jeszcze taka ciekawostka. Przeczytałam w jednej mądrej książce o znanych budowlach w którejś dzielnicy, że jest tam hotel Praha z ciekawą historią, bo budowany przez partię po kryjomu (nie wolno było o tym pisać), a wielki jak cholera i z daleka widoczny, z takimi tarasami. Luksusy dla swoich to miały być. Zapisałam do zeszyciku. Dzień później wyświetlił mi się na YT filmik, wcale nie najnowszy, gdzie gość pokazuje miniatury różnych praskich budowli umieszczone w parku i nagle słyszę:

- Niektórych z tych budowli już nie ma, na przykład hotel Praha został zburzony.

No czy to nie cud, że akurat na ten filmik trafiłam? Zmarnowałabym kupę czasu na dojazd (bo to nie w centrum) i szukanie czegoś, czego już nie ma 😂 Książka z 2009 roku, więc cóż, mogło się wydarzyć... ileż to już budynków od tej pory wyburzono...


Również przypadkiem znalazłam karteczkę z instrukcją sprzed lat dla córki, jak ma zrobić pranie podczas mojej Pragi. Ciekawe, czy dziś końcówka byłaby aktualna 🤣

 

wtorek, 25 lutego 2025

Wadim Frołow - Co i jak...

Zdobycz z budki, a nie jakieś stare moje zapasy. Tego autora mam za to Nieprawdopodobnie bujne życie, ale chyba nie czytałam. Co się nadrobi, oczywiście. Wzięłam się na sposób, wczoraj. Bo przynoszę te różne starocie i gdzieś je wcina, tu upchnę, tam wepchnę... więc zaczęłam obok tytułu wpisywać w katalogu CZ, że do czytania - łatwiej będzie odnaleźć, gdy się będę zastanawiać, co teraz 😉 Praca nad porządkami i katalogiem po chwilowej przerwie wywołanej omamami Ojczastego i złamaną ręką córki została wznowiona. Cel - wszystko odkurzyć i spisać. Środek - codziennie po jednej półce. To się tak wydaje, jedna półka, co to jest. Tymczasem za pierwszym rzędem czai się drugi, a bywa, że i trzeci. 

Nowy stary Frołow po otwarciu okazał się sfatygowanym bidokiem - poprzedni właściciel wyrwał kartkę tytułową i pobazgrał pierwszą stronę. Mało tego, gdy dotarłam do strony 14, okazało się, że nie ma kolejnej kartki. No ładnie, myślę sobie, jak tak dalej pójdzie... ale nie poszło, reszta już była w porządku, a o foty brakujących dwóch stron poprosiłam na FB i zaraz dostałam 😍 Nawet je tu niżej dołączam, gdybym chciała kiedyś wrócić do lektury.

Bo czemu nie. Po to się gromadzi książki: żeby móc w każdej chwili po którąś sięgnąć i żeby móc wrócić do już przeczytanych. Kiedyś bywał też trzeci cel - żeby się pokazać jako inteligentny, kulturalny człowiek 😉 Dziś to już chyba przeszłość... Książki w domu nie są wyznacznikiem ani statusu mieszkańca ani niczego innego. Robiąc te porządki ciągle myślę o tym, jak wiele spośród moich książek stoi od lat i dalej będą stały (chyba że zdecyduję się je wydać). Rozmaite leksykony, encyklopedie, słowniki, atlasy. Kupując je zawsze myślałam, że będzie się z nich korzystać, tymczasem pełnią rolę dekoracyjną, przykre to. Ale wydawało się, że muszą być w domu.

A jeszcze są te (jak ta Biblioteka Narodowa, o której było ostatnio), które w teorii są do czytania, ale pewnie już nigdy po nie nie sięgnę. Jeżeli kiedyś planowałam lekturę Prób Montaigne'a to nie dla szpanu, tylko dlatego, że myślałam, iż trzeba. Był pewien kanon literatury, który trzeba było znać. Ale jestem już na tyle stara, że jedyne, co trzeba, to rezygnować z głupich ambicji 😎

Ale nie o tym, nie o tym. Frołow i jego bohater Sasza, 14-letni chłopak, któremu świat się wali, gdy dowiaduje się, że matka nie jest na przedłużającej się delegacji, tylko zostawiła rodzinę dla innego mężczyzny. I wszyscy o tym wiedzieli, tylko nikt nie powiedział jemu, najbardziej obok ojca zainteresowanemu. Nawet ten ojciec nie zdobył się na szczerą męską rozmowę, wszyscy bali się i unikali tematu. I jak tu ufać dorosłym? Przyspieszone dorastanie, a przy tym jeszcze pierwsza miłość, pierwsze rozczarowanie...

Początek:

Koniec: 

Zaginione strony:



Wyd. Iskry, Warszawa 1974, 234 strony

Seria z kogutem

Tytuł oryginalny: Что к чему

Przełożyła: Zofia Dudzińska

Z własnej półki

Przeczytałam 22 lutego 2025 roku

 

Z hasła pisarza na rosyjskiej Wikipedii dowiedziałam się, że książka została sfilmowana, tyle że pod innym tytułem - Męska rozmowa. Oczywiście katalog powiedział, że mam ten film; trudno, żeby nie, skoro kiedyś mocno kolekcjonowałam radzieckie filmy i mam ich 4,5 tysiąca 🤣 co to znakomitą większość z nich miałam obejrzeć na emeryturze... to prawie jeden obejrzałam, ale co mnie wysiłku kosztowało dostać ten film z głębi szuflady pod łóżkiem (litera M), to już prościej byłoby włączyć YT 😂


 

Zobaczcie tę zasłonę! Pamiętam z rodzinnego domu podobną - znaczy ta z filmu nie wiem, w jakiej była kolorystyce, ale w domu była taka biało-granatowa, do dziś mam ją w oczach. Film jest z 1968 roku i ta nasza zasłona też była w latach 60-tych. A może już 70-tych?


 

Młodzieżowa seria z kogutem była wydawana przez Iskry, mam zaledwie kilka tych książek, wszystkie z drugiej ręki, dość zniszczone. Jeszcze tu brakuje Paukszty, którego ostatnio przyniosłam. Przeglądam, co wyszło w tej serii i widzę, że jeszcze sporo poszukiwań przede mną (w tym parę czeskich) 😁


Wracając jeszcze do problemów ze zniszczonymi książkami - tak to wygląda, gdy w akcję wchodzi wilgoć:


Obawiam się, że gdy obok takich sparszywiałych egzemplarzy stoją dobre, to się zarażą. Czyli należałoby wszystkich się pozbyć . No nie 😢

 

Jutro na rentgen i do kontroli. Tymczasem kolorujemy sobie 😁

 

czwartek, 16 stycznia 2014

Wadim Szefner - Chłopiec z pięcioma "nie"

czyli spowiedź prostudusznego
Ostatnio mam wstręt do grubej beletrystyki (czego nie można powiedzieć o cracovianach, vide Zechenter) i gdy się rozglądam po półkach, szukam czegoś drobnego, na jeden łyk :) Tak wpadł mi w ręce ten Szefner, a na okładce przeczytałam:
Słowom jest również autorem baśniowej fantastyki nie poświęciłam zbyt wiele uwagi i zabrałam się za lekturę. Tymczasem okazało się, że to rzeczywiście pozycja z gatunku fantastyki - a przecież powiedzieć, że nie przepadam za tym gatunkiem, to nic nie powiedzieć! No nie bierze mnie to, wybaczcie. Moja przyjaciółka we Francji potrafi tonami to czytać, ja nie. Nie umiem wykrzesać z siebie zainteresowania dla jakichś tam kosmitów i tym podobnych spraw pozaziemskich, taka już jestem przyziemna :)

Zaczęło się jednak i wszystko zapowiadało "normalnie", zaraz dowiedziałam się, że bohater Stefan (czyli Wieniec, rodzice praktycznie przewidzieli, że kiedy umrze, nie trzeba będzie ponosić nadmiernym wydatków na pogrzeb, bo sam sobie jest Wieńcem) był czarną owcą w rodzinie, gdzie na piedestale stał starszy brat Wiktor (czyli Zwycięzca), przewidziany do zrobienia kariery naukowej i pretendujący do niej już w młodym wieku, gdy namiętnie studiował książki naukowe i zapamiętywał z nich mądre słowa. Miało to swoje praktyczne zastosowanie przy okazji np. próśb matki o narąbanie drewna:
No właśnie, o co chodzi z tymi pięcioma "nie"? Ojciec chłopców obdarzony był bogatą wyobraźnią i opowiadał niestworzone historie, które mu się rzekomo przytrafiły. Wiktor oczywiście potakiwał, ale mały Stefan był pełen nieufności co do wiarygodności ojcowych opowieści, toteż:
Gdy starszy brat ruszy w szeroki świat, by piąć się po szczeblach naukowej kariery i zacznie przysyłać rodzicom listy z takimi nieodmiennie zakończeniami:
w domu podejmują decyzję pozbycia się dodatkowej gęby do jedzenia czyli tytułowego bohatera - i oddają go do pracy z utrzymaniem u byłej guwernantki, a obecnie stróża pańskiego dworu, w którym planowano uruchomienie skansenu czyli cioci Lampy, jak ją powszechnie zwano (naprawdę na imię miała Olimpiada). U cioci Lampy dobrze się Stefanowi działo, ale wskutek pewnego zbiegu okoliczności chłopak znalazł się następnie na Krymie, w domu dziecka. I tu zaczynają się jego fantastyczne przygody - od znajomości z Wasią z Marsa, który był prymusem w matematyce, fizyce i chemii, tylko z geografii był kiepski :) cóż się dziwić, skoro pochodził z innej planety. Pomógł mu w podciągnięciu się Kola, który długo był bezprizornym i znał geografię z praktyki, ponieważ na dachach wagonów zjeździł cały kraj wzdłuż i w poprzek.

I teraz uwaga uwaga! słuchajcie!
Znacie jakąś książkę o bezprizornych?
Bo ja kojarzę z dzieciństwa, że czytałam coś takiego... i bardzo bym chciała wrócić, ale nie wiem, czego szukać, co to było?

A wracając do Stefana, to miał on potem wiele przygód związanych z fantastycznymi wynalazcami, których spotykał na swej drodze... tyle że społeczeństwo jeszcze nie dorosło do należytego wykorzystania ich wynalazków, jak na przykład wiecznej butelki - wystarczyło ją na 17 minut napełnić wodą, a ta przekształcała się w żądane wino - wynalazek wzorowany wiadomo na kim :) Podobnie ENRO czyli Eliksir Natychmiastowej Regeneracji Organizmu, który mógłby ratować życie wszystkim pracującym na dużych wysokościach, ale z powodu ubocznego efektu odmładzania wynalazca został zamęczony przez hordy kobiet :)
Podsumowując: co prawda przeczytałam tomik należący do gatunku literackiego fantastyki, ale dzięki lekkiemu pióru Szefnera zniosłam to łatwo i przyjemnie :)

Początek:
i koniec:

Wyd. ISKRY Warszawa 1975, wyd.I, 136 stron
Tytuł oryginalny: Czełowiek s piatiu "nie"/Человек с пятью «не», или Исповедь простодушного
Tłumaczyła: Zofia Dudzińska
Z własnej półki
Przeczytałam 14 stycznia 2014

Tego samego autora mam jeszcze następującą książeczkę:
Wyciągnęłam ją z półki do fotografii i przeczytałam, że są to urocze wspomnienia z dzieciństwa w Leningradzie, w związku z czym zaraz się za nią zabiorę :)


NAJNOWSZE NABYTKI
To dłuższa historia. Książkę tę znalazłam kiedyś na półce w jednej z bibliotek, pożyczyłam, po czym nie chciałam oddać, bo ona z gatunku tych, które należy mieć pod ręką - po kolei, ulicami, podaje daty powstania i przebudów kamienic/willi/ domów oraz nazwiska architektów, jeśli są znane. Prolongowałam, w końcu musiałam zwrócić. Wtedy mi pani powiedziała:
- Szkoda, żeśmy się wcześniej nie zgadały, bo to nie zakup był, tylko dar od czytelnika, mogłam nie wprowadzać, tylko pani dać.
Buuuu.
No i tak co jakiś czas pożyczałam, trzymałam i oddawałam, w międzyczasie szukałam, ale na allegro się nie pojawiała. W ubiegły piątek zabrałam ją do pracy, by potem znów oddać do biblioteki... i tak jakoś wczytałam się w stopkę. Patrzę, a tam numer telefonu krakowski. Więc dzwonię, wyłuszczam.
- A tak, mamy, 21 zł kosztuje.
No nie! Natychmiast umówiłam się na konkretną godzinę, kiedy mogłam wyjść z pracy i poleciałam jak na skrzydłach. Przedtem jeszcze zajrzała do mnie koleżanka-przewodniczka i też zażądała egzemplarza.
Miły pan (który po otwarciu drzwi okazał się... moim kolegą z podstawówki) dorzucił jeszcze parę numerów Tek Krakowskich:
Tak więc piątkowy wieczór był bardzo miły, głaskałam nowe nabytki i podczytywałam niektóre artykuły z tych Tek :)

A w poniedziałek zajrzałam tradycyjnie do Księgarni Akademickiej i równie tradycyjnie nie wyszłam z pustymi rękami. Ukazał się bowiem kolejny tom z cyklu monografii budynków uniwersyteckich (27 zł):
a także pewna staroć wyciągnięta z jakiegoś magazynu (4,50 zł) - szukałam jej bezskutecznie rok temu na Politechnice!
I to by było na tyle. Następne Collegium może za miesiąc, nieśmiało obiecuję sobie, że nie będę przed tym czasem na św. Anny zaglądać... już mnie tam znają na pamięć, w ogóle nie muszę podawać danych do faktury, bo pamiętają :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Anatolij Rybakow - Krosz szuka bohatera


Powieść dla młodzieży z wojną w tle.

Trzecia część trylogii o Kroszu, jak już wspomniałam wczoraj, brak mi pierwszej z powieści - Na wozie i pod wozem.

Krosz zakończył dziesięciolatkę i zdawał egzamin na studia, ale poszedł mu on średnio (poślizgnął się na Sołtykowie-Szczedrinie, mam coś tego pisarza) i na uniwersytet Krosz się nie dostał. Wybiera się więc do dziadka w małym miasteczku Koriukow, dziadka, którego dawniej odwiedzał w każde wakacje. Od ostatniej wizyty minęło jednak pięć lat i obaj spoglądają na siebie innym wzrokiem niż kiedyś, w dzieciństwie. Krosz postanawia, za namową dziadka, który chciałby go mieć na dłużej u siebie, podjąć pracę na budowie autostrady. Oczywiście za rok będzie znów próbował dostać się na uczelnię. Krosz ma za sobą praktykę w bazie samochodowej i chciałby zostać kierowcą, ale jego prawo jazdy jest niezawodowe i przyjmują go na razie jako ślusarza. Chłopak przymierza się do romantyki wielkiej budowy i koczowniczego życia, gdy pewnego dnia na drodze budowniczych staje... stary bezimienny grób. Wiadomo tylko, że pochowany w nim został nieznany z nazwiska żołnierz. Grób zostaje przeniesiony na inne miejsce, ale Kroszowi trafia się niecodzienne zadanie: zostaje oddelegowany do poszukiwań tożsamości żołnierza. Szybko ustala, że było ich tu w 1942 roku pięciu poległych. Jeden z nich dokonał bohaterskiego czynu: obrzucił granatami i zlikwidował niemiecki sztab. Który z nich był tym bohaterem? Krosz postanowił poświęcić swój czas na wyjaśnienie zagadki.

Początek:

i koniec:



Wyd. Wydawnictwo ISKRY Warszawa 1972, wyd.I, 227 stron
Tytuł oryginalny: Nieizwiestnyj sołdat/ Неизвестный солдат
Tłumaczyła: Marta Tywonek
Seria z kogutem
Z własnej półki (kupione na allegro 16 kwietnia 2013 za 4 zł)
Przeczytałam 2 czerwca 2013

Zasiadłam jednak przed telewizorem i obejrzałam pierwszy film z cyklu o Kroszu czyli Prikluczenia Krosza z 1961 roku, w reżyserii Genricha Oganesiana.
Oto główny bohater - Krosz:

Jest w jednej ze starszych klas i ich nauczycielka przyprowadza chłopców i dziewczęta na miesięczną praktykę w bazie samochodowej:

Będzie to pierwsze spotkanie młodzieży z zakładem pracy i z dorosłym życiem. To dyrektor zakładu, mądry, wyrozumiały, ojcowski, taki jaki powinien być dobry przełożony:

Koledzy Krosza:


Poznajemy? Wadima zagrał Nikita Michałkow. Taki podobny w typie do przyszłego Koli z Ja szagaju po Moskwie.
Wśród młodzieży są i dziewczęta, a między nimi Majka, która podoba się Kroszowi:

Chłopcy i dziewczęta zostali rozdzieleni do poszczególnych działów, jeden do administracji, inny do zakładu naprawczego, dziewczęta do malarni... Pracują pod nadzorem robotników.

Chcą dla siebie wyremontować starego gruchota i ściągają potrzebne części. Wtedy następuje fatalne zdarzenie: w zakładzie ginie nowiutki amortyzator i chłopcy są podejrzani o schowanie go. Krosz podejmuje śledztwo w tej sprawie i doprowadza do uniewinnienia zarówno kolegów jak i podejrzewanego później mechanika.

Bardzo zacny film, z piękną muzyką, czarno-białymi zdjęciami i budującą się Moskwą.

Można go obejrzeć na YT:

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Anatolij Rybakow - Wakacje Krosza


Dzień Dziecka uczciłam lekturą powieści dla dzieci. No, może bardziej dla młodzieży, bowiem Krosz jest już całkiem dojrzałym młodym człowiekiem, to chyba jego wakacje przed dziesiątą klasą, a po dziesięciolatce to już czas na uniwersytet (czyli po ichniemu instytut).
Autor - Anatolij Rybakow - znany jest u nas głównie jako autor dla dorosłych - Dzieci Arbatu, Ciężki piasek:


Wakacje Krosza są częścią trylogii, tyle że jej pierwsza powieść - Na wozie i pod wozem - jak na razie okazała się dla mnie nie do znalezienia: nie ma jej w żadnej krakowskiej bibliotece (oczywiście nie biorę tu pod uwagę Jagiellonki) ani na allegro, postanowiłam więc dłużej nie czekać i zapoznać się z pozostałymi dwiema:

Nawiasem mówiąc, przypuszczam, że oryginalny tytuł tej fantomatycznej pierwszej części to Prikluczenia Krosza (Przygody Krosza), bo taki jest tytuł jednej z ekranizacji. Było ich sporo, bo filmowano poszczególne części dwukrotnie, wszystkie te filmy mam, ale nie udało mi się w weekend ich obejrzeć z bardzo prozaicznego powodu: nie chodziły na kieszonkowym odtwarzaczu, a siedzieć przed telewizorem mi się nie chciało :)

Głównym bohaterem Wakacji Kroszanecke. Tak nazywają się po rosyjsku i tak je w powieści przetłumaczono na polski - drobne japońskie figurki z różnorodnych materiałów (kość słoniowa, drewno), służące do mocowania sakiewki do pasa kimona za pomocą jedwabnego sznura przeciągniętego przez dwa otwory w necke (wszak kimono nie ma kieszeni, gdzie można by schować rozmaite drobiazgi: pudełeczko na lekarstwo albo na tytoń czy futerał fajki). Polska Wikipedia określa je mianem netsuke.

/zdjęcie z Wikipedii/

Są to małe dzieła sztuki, będące przedmiotem kolekcjonerstwa. Z kolekcjonerem necke styka się - nieprzypadkowo - młody Siergiej Kraszeninnikow, zwany Kroszem. Ten kolekcjoner to znany krytyk i historyk sztuki Wuen, człowiek w kwiecie wieku, imponujący zarówno pięknym mieszkaniem pełnym antyków "jak w muzeum", jak i eleganckim ubiorem - a przede wszystkim niezwykłą erudycją i darem przekonywania. Ta umiejętność przekonywania (i powolne, pajęcze wręcz omotywanie w sieci) powoduje, że Krosz przez długi czas poddaje się jego manipulacjom, choć na osobności zdaje sobie sprawę z nikczemności postępowania kolekcjonera, oszukującego ubogie staruszki, a nawet - by użyć modnego w Związku Radzieckim określenia - spekulanta, nie mówiąc już o pewnym fakcie z przeszłości, kompletnie przekreślającym postać wyrafinowanego krytyka.
Krosz jest wyjątkowo rozwiniętym pod względem moralnym chłopcem i potrafi wyciągać wnioski z tego, co mu się przytrafia, toteż na całej przygodzie z Wuenem i z necke zyskuje, zdobywając zarówno nowe doświadczenie życiowe jak i nowego przyjaciela...

Tradycyjnie początek powieści...

i jej zakończenie:


Filmografia dotycząca Krosza wygląda następująco:
1/ Prikluczenia Krosza, 1961
2/ Eti niewinnyje zabawy, 1969 + Kanikuły Krosza, 1980 (4 części)
3/ Minuta mołczania, 1971 + Nieizwiestnyj sołdat, 1984 (3 części)
4/ i jeszcze film nakręcony według jednego z epizodów Krosza - Woskriesienie, połowina siedmogo, 1988 (4 części)


Wyd. Wydawnictwo ISKRY Warszawa 1968, wyd.I, 150 stron
Tytuł oryginalny: Kanikuły Krosza/ Каникулы Кроша
Tłumaczyła: Marta Tywonek
Seria z kogutem
Z własnej półki (kupione na allegro 12 maja 2013 za 1 zł)
Przeczytałam 1 czerwca 2013

sobota, 20 kwietnia 2013

Władimir Wojnowicz - Przyjaciele


Władimir Wojnowicz był mi już znany z powieści Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina, która tak mi się spodobała, gdy przeczytałam ją z biblioteki (a musiałam jej szukać aż w Nowej Hucie), że postanowiłam ją zdobyć na własność i zaraz Polityka poszła mi na rękę i wydała ją w swojej serii poświęconej współczesnej literaturze rosyjskiej, takiej, co to w kioskach była po 19,90 zł.
Gdy więc zobaczyłam na allegro Przyjaciół, nie wahałam się ani chwili z zakupem (zresztą, za te pieniądze wiele nie ryzykowałam).
No i oto skutek - jestem zachwycona. To już wiecie, że mam obniżoną poprzeczkę dla literatury radzieckiej, no ale co poradzę, skoro mi się podoba i mam sentyment ogromny. Nie będę udawać, że kręcę nosem, gdy nie kręcę. Powieść mi bardzo podeszła, lubię takie klimaty, gdzie młodzi ludzie dopiero zaczynają myśleć o swej drodze w życiu, ale jednocześnie mają już ukształtowany kręgosłup moralny.





Hostorię opowiada 19-letni Walerij, mieszkający z matką i babcią. Ojciec istnieje, ale kiedyś tam opuścił ich dla młodszej koleżanki ze studiów. Kontakt utrzymuje, a nawet daje pieniądze, choć Walerka wolałby, żeby matka ich nie brała, zwłaszcza że sam już pracuje - jest robotnikiem w fabryce. Jego kolega z pracy Tolik to przyjaciel jeszcze ze szkolnej ławy, od zawsze. Matka trochę krzywym okiem patrzy na tę przyjaźń, zastanawiając się, co ich może łączyć, są wszak tak różni. Są lata sześćdziesiąte, jesteśmy na prowincji, młodzież jest jeszcze niezepsuta, a życie wydaje się pełne obietnic. Walerka poznaje fryzjerkę Tatianę, starszą od niego i bardziej doświadczoną w sprawach miłości. Po raz pierwszy się zakocha i będzie umiał stanąć w obronie tego uczucia, podczas gdy Tolik okaże się tchórzem i oportunistą. Ich drogi rozejdą się, zwłaszcza że Walerka wyjedzie z miasteczka: po umyślnym oblaniu egzaminów do Instytutu Pedagogicznego, gdzie pchała go matka, rusza do woja - z ukrytym planem, że stamtąd uda mu się dostać do szkoły lotniczej, o czym nawet słyszeć nie chciała matka - no bo umówmy się, która z nas chętnie widziałaby swoje dziecko w powietrzu? Powieść zaczyna się sceną na komisji wojskowej, a potem następuje retrospekcja.
Tak w największym skrócie prezentuje się akcja Przyjaciół, powieści przesiąkniętej pewną lekką melancholią, odautorskim sentymentem do młodzieńczych czasów.



Tu można przeczytać powieść w oryginale.

Książka została wydana w takiej serii Iskier dla młodzieży, co to nie wiem do końca, jak to jest, ale te, które ja mam, to są same rosyjskie:

Mają takie logo w kształcie kogucika:



Wyd. Iskry Warszawa 1974, wyd.II, 160 stron
Tytuł oryginalny: Dwa towariszcza / Два товарища
Tłumaczyła: Irena Piotrowska
Seria z kogutem
Z własnej półki (kupiona 16 listopada 2012 roku za 1,60 zł na allegro)
Przeczytałam 15 kwietnia 2013


[Być może ktoś z Was zerka na najpopularniejsze posty z prawej strony i zastanawia się, jak to jest, że na czele listy jest Maigret et la Grande Perche, kto niby to czyta. Otóż automaty. Nie wiem, jak to działa, że upatrują sobie konkretny post, ale ten akurat ma ponad tysiąc wejść i mnóstwo spamu w komentarzach, który na szczęście blogspot zazwyczaj wyłapuje. Natomiast hitem tego tygodnia z kolei jest Drukarnia Narodowa, tylko 13 kwietnia zostawiono tam kilkadziesiąt komentarzy. A człowiek myśli, że ludzie go czytają :( Za to postęp jest, bo piszą nawet po polskiemu. Oto próbka: Wysοkie prąd jeѕt rozdzielnice elektryczne dla nas elementem, kto będzie nam śmiałość pomаgał w prоwadzеnіu wszеlаkiego tуpu elementów wysokiego napięcіa. Pomoże nam odpгаwić liczne funkсje, ρewność ѕіebie zmieniające naszе życie, na bardziej wагtościowе. No i sama nie wiem, czy będę miała śmiałość...]


Wracając jeszcze do Przyjaciół.
W 2000 roku Walerij Pendrakowskij nakręcił film:
, film w kolorze ORWO:
Gdy przeczytałam w biografii Wojnowicza, że według jego książek nakręcono szereg filmów, zaraz rzuciłam się na poszukiwania i z przyjemnością obejrzałam pierwszy z nich, właśnie według Przyjaciół. Oto kilka zdjęć. Dwaj przyjaciele w parku zaczepiają dziewczyny, a Tolik popisuje się właśnie rozmaitymi zaczepkami (Walerka jest bardziej wyciszony): Tolik kupił sobie skuter, ale boi się przyznać ojcu, choć przecież to za swoje zarobione w fabryce pieniądze (kiedyś stanowczo rodzice mieli więcej do powiedzenia): Ojciec Walerki jest pisarzem, ale cóż pisze: repryzy dla cyrku, szukałam tych repryz w słowniku, w tym wypadku chodzi chyba o komiczne skecze: Z Tatianą, "czerwoną" dziewczyną: W zakładzie fryzjerskim: