Dość straszne, prawda? Po pierwsze, że taki zniszczony egzemplarz. A po drugie, ta ilustracja okładkowa. Porzygać się można bez wątpienia. W dodatku robi jakieś takie wrażenie, jakby chodziło o fantasy (co już samo w sobie jest odstraszające). Niestety, wydawnictwo EKSMO specjalizuje się w takich paskudnych okładkach i tłumaczę to sobie jedynie tym, że najwyraźniej Rosjanki (bo to kobiety są targetem) mają okropny gust, któremu się schlebia takimi obrazkami.
Co zaś do stopnia zniszczenia - cóż, kupiłam używane na allegro. Gdy wróciłam do rosyjskiego po dekadach, które upłynęły od szkolnych czasów i gdy mi się to czytanie po rosyjsku tak spodobało - puściłam się na całe majty. Najpierw coś tam nieśmiało kupowałam na allegro, a gdy już miałam nawiązany dobry kontakt z pewnym panem Wiktorem, przeszłam na obsługę pozasystemową 😀 Pisałam do niego, co bym chciała albo on przysyłał mi listy tego, czym dysponował. I dawaj! Zamówionko i paczka! Podobna sytuacja zdarzyła mi się z rosyjskimi filmami na DVD, też najpierw coś kupowałam od pani Marioli przez allegro, a potem przeszłyśmy na bezpośredni kontakt. Nigdy się nie zawiodłam, choć przecież na początku było to ryzykowne, że zrobię przelew na Berdyczów. Potem już było tak, że pani Mariola jeździła do Rosji i przed wyjazdem pytała, co ma mi przywieźć, sporządzałam listę życzeń, a ona po powrocie wystawiała mi rachunek 😏
Gdy teraz sprawdzam w katalogu książek etykietę po rosyjsku, wychodzą mi 152 sztuki! Niby nie jest to zawrotna ilość, ale jednak niemało. Przeczytałam do tej pory trochę mniej niż połowę, a winny jest tej sytuacji oczywiście czeski 😎 Kiedyś starałam się przeczytać jedną książkę po rosyjsku miesięcznie, dziś jest to książka po czesku. Przy czym ilością nabytej czeszczyzny biję rosyjski na głowę, ale tego dziś sprawdzać w katalogu już nie będę. Strach pomyśleć, co by było, gdybym... kiedyś zapadła na kolejny język.
To jest czwarta Ustinowa, jaką przeczytałam (a mam jeszcze siedem!). Ktoś mi tu skomentował pod poprzednią jej książką i tak wpadłam na myśl, żeby wyciągnąć z półki kolejną. Czytanie w cyrylicy trwa jednak dłużej niż w alfabecie łacińskim, tydzień mi zeszło. No, przyznam się do tego, jaka jestem... dziwna. Mogłam już skończyć dwa dni temu, to specjalnie odkładałam - bo bym już nie zdążyła napisać posta na blogu, a przestrzegam pilnie zasady, że skoro przeczytałam książkę w kwietniu, to post również musi ukazać się w kwietniu. Porządek musi być! Więc skończyłam ostatnie strony dziś rano czyli 1 maja i oto publikuję już w maju 😂
Za to wczoraj czyli jeszcze w kwietniu - pochwalę się - dokonałam cudu czyli skończyłam przepisywać kalendarzyk. Ten mały, noszony w torebce. Co roku muszę przekopiować telefony, adresy, imieniny etc. I w 2020 na przykład zrobiłam to bodajże w sierpniu 😏 To oznacza, że do tej pory woziłam ze sobą dwa kalendarzyki. No, a w tym roku proszę, jak się szybko wyrobiłam! Dzielnioszka, jak mawiał mój Ślubny (gdy obiad zrobiłam, co było wydarzeniem).
Teraz jeśli chodzi o samą książkę. Te poprzednio czytane jakoś mi się bardziej podobały. Bo jest taka zasada u Ustinowej, że to jest pomieszanie romansu z wątkiem kryminalnym, i obowiązkowo happy endem. Ale w tym wypadku to szczęśliwe zakończenie było tak... fantazyjne, że chyba obliczone na mało wymagające czytelniczki - takie lubiące baśnie. Aleksandra pracuje w telewizji, jej mąż ma dostać swój własny program, wszystko wydaje się toczyć w najlepszym z możliwych kierunków, kiedy sprawa się rypnie: mąż ma romans z bezpośrednią przełożoną Aleksandry i w ten sposób bohaterka traci nie tylko męża, ale i pracę, a jeszcze wisi nad nią groźba utraty mieszkania. I teraz, pomijając całą resztę wątków i historii, Francuz, którego ona poślubia (niby to fikcyjnie, na złość), okazuje się nie tylko wielką miłością jej życia, ale i wielkim arystokratą, magnatem i przedsiębiorcą, co pozwoli zemścić się na wiarołomnym eksie w bajeczny sposób. No ha ha ha.
Tak że czytało się dobrze, w ogóle podoba mi się to rosyjskie czytanie, ale na koniec zdechło. Przegięła Ustinowa.
Początek:
A półka (jedna z półek) z rosyjskimi kryminałami (głównie) wygląda tak. Nadźbane w dwóch rzędach, musiałam wyciągnać część pierwszego, żeby zrobić zdjęcie. Tym razem wiem, nie ma co pytać, które tytuły znacie 😉
Wyd. EKSMO, Moskwa 2003, 316 stron
Tytuł oryginalny: Мой личный враг
Z własnej półki (kupione 29 czerwca 2010 roku za 6 zł na allegro)
Przeczytałam 1 maja 2021 roku
Moja mama przed 60 laty miała pełne ręce roboty pierwszego maja. W jednej żakiet, drugą wtrynia pod ramię obcemu facetowi 😃
A ja dziś mam wolne. I to chyba od wszystkiego, bo łeb mnie boli.
Do tego stopnia, że patrzę na listę dziesięciu chyba książek, które mam naszykowane na najbliższy czas, i nie mogę się na żadną zdecydować. Niech to.
W sumie dobrze, że pada, bo by mi było żal, że nie pójdę na spacer. Dobrze, że nie muszę nakarmić kur. Dobrze, że nie mam zmiany na fabryce.
Powiedziała... matko, jak się nazywała ta dziewczynka, co zawsze doszukiwała się dobrych stron we wszystkim?
/migrena to jedno, ale skleroza drugie/
POLLYANNA, powiedziały internety!














