Ostatni dzień kwietnia, ostatnia migrena, ostatnia książka. Chodzi mi po głowie, że kiedy ją przyniosłam z knihobudki Jack się bardzo pozytywnie wyrażał o autorze - i teraz się z nim zgadzam w 100 procentach!
Książka po kolei opisująca kilkuletnie zdobywanie zawodu chirurga podczas specjalizacji odbywanej po studiach lekarskich. Co się wiązało z każdym etapem, jak wyglądały kilkumiesięczne "praktyki" na rozmaitych oddziałach szpitalnych, jak się zdobywa doświadczenie nie tylko samemu operując, ale i przyglądając się pracy innych, jak się w końcu dochodzi do najwyższego (na tym etapie) stanowiska adiunkta i jak wtedy nie oszaleć, przejmując całą odpowiedzialność za pacjenta o za młodszych kolegów. Jak sobie w ogóle radzić ze stresem i emocjami, jak je próbować wyłączać. Jak współpracować z lekarzami innych specjalności (na przykład interniści nie lubią się z chirurgami), jak (nie) przerzucać pacjentów między oddziałami. W którym momencie uznać, że już się jest chirurgiem (kiedy ma się zaufanie we własne siły).
Nolen praktykował w szpitalu dla biednych w latach 50-tych i jako stażysta zarabiał 85 dolarów - to był jego wybór, bo mógł iść do prywatnego szpitala. Nie wiem, ile to było w tamtych latach, poza tym, że bardzo mało. Z serialu Chirurdzy (porównania się tu cisną co chwilę) jednak pamiętam, że któraś ze stażystek mieszkała w samochodzie, a to już były lata 2000. Więc chyba się wiele w tym temacie nie zmieniło. Co natomiast na pewno uległo zmianie, to udział kobiet w specjalizacji chirurgicznej. W książce Nolena nie ma ani jednej chirurżki kobiety-chirurga, ANI JEDNEJ. Świat czysto męski. Nie ma też operacji laparoskopowych, poszukałam teraz, od kiedy się one datują - od 1987, kiedy to francuski chirurg wykonał po raz pierwszy w ten sposób cholecystektomię. Ja też miałam ją wykonaną laparoskopowo (przez kobietę) i dopiero czytając Jak zostałem chirurgiem mogłam sobie uświadomić, ile mi oszczędzono.
Ciekawy jest rozdział o pracy pielęgniarek na chirurgii, o roli instrumentariuszki, która - jeśli jest dobra w tym, co robi, jeśli zna się na rzeczy - potrafi w znacznej mierze skrócić czas operacji, a czasem nawet taktownie podpowiedzieć lekarzowi lepsze rozwiązanie problemu. Taktownie, bo hierarchia w tej dziedzinie była, jest i będzie. Ostatnio miałam przykład w rozmowie z przyjaciółką, która była dentystką. Opowiadała o różnych pomocach dentystycznych, jakie miewała, i o jednej dziewczynie, która była tak świetna, że NAWET zaproponowała jej przejście na ty.
- Ale znała swoje miejsce i przy pacjencie zawsze mówiła do mnie "pani doktor".
Ha! A teraz czytam jakąś przedwojenną sensacyjną powieść dla kucharek 😂 i tam narrator mówi, że babcia go zawsze ostrzegała, żeby się nie spoufalać ze służbą 🤣
A wracając do Nolena - każdy rozdział jest ciekawy, choć zatrważające jest uświadomienie sobie, ile w nas jest w środku możliwości popsucia się. Jakim skomplikowanym jesteśmy ustrojstwem i jak sekundy mogą decydować o życiu i śmierci. Ech.
Początek:
Koniec:
Wyd. Państwowe Zakłady Wydawnictw Lekarskich, Warszawa 1976, 245 stron
Tytuł oryginalny: The Making of a Surgeon
Przełożył: Witold Rudowski
Z własnej półki
Przeczytałam 30 kwietnia 2026 roku
Lubię cmentarze, a tu jedna praska dzielnica poszukuje pracownika. Nie napisali co prawda, ile będą płacić (za 30 godzin miesięcznie!). Za to poszukałam w słowniku słowa dochvilnost, bo nie znałam... i bardzo się zdziwiłam, że to znaczy punktualność (znaczy zdziwiłam się, że słowa nie znałam 😂). Robota odpowiedzialna - o 7.00 trzeba otworzyć, o 20.00 zamknąć, człowiek uwiązany cały dzień 😉
A najlepsze jest to, że akurat mam w planie zwiedzić ten cmentarz. Znaczy za każdym razem na jakiś idę, ale teraz na maj mi się ich tyle namnożyło, że nie wiem, co wybiorę.
Każdy wyjazd powinien objąć szereg punktów:
- cmentarz
- kościół /klasztor
- rzeka /potok
- zegar słoneczny
- fontanna lub pomnik
- kino
- usedlost (czyli rodzaj posiadłości ziemskiej)
- pociąg
- wystawa (czy to w muzeum czy galerii)
- wieża (hm, wleźć łatwiej, zleźć trudniej)
- schody (nowe w programie, bo właśnie odkryłam hasło na Wiki)
- kiedyś był w programie paternoster, teraz już rzadziej
- podobnie kiedyś przepływałam Wełtawę tramwajem wodnym, ale w sumie mam już wszystkie te trasy zaliczone
Spojrzawszy na jedną z półek z pragensie uświadomiłam sobie, że takie pozycje, jak Praskie poczty czy Praskie zabytki lekarskie czy Praskie browary albo Praskie gospody też powinnam stopniowo, krok po kroku wykorzystywać. Tak, mam takie książki 😂 I tak, już za dwieście lat mogłabym zrealizować program. W zeszłym roku już zaczęłam chodzić po miejscach z Pragi esbeckiej. I jeszcze mam trzy tomy Skrytych zamków i pałaców... a tu mi mówią, czemu do Ołomuńca nie pojedziesz! No jak, kiedy! 😁
Do budki ktoś przyniósł pudełko świątecznych ozdób i wybrałam sobie kilka na choinkę 😂 Trzeba być przewidującym i w kwietniu myśleć o grudniu!
Pojechałam na zaległą wystawę, co to mnie na wernisażu mało nie zgnietli, i obejrzałam sobie luksusowo, w pojedynkę 😂 Jeszcze Toyen w maju i koniec zaległości.
Ale ale! Wracając zobaczyłam coś dziwnego na Plantach, więc wysiadłam z tramwaju. Cóż to za obozowisko?
A to tylko instalacja artystyczna 😉
A dzisiaj z Frankiem obejrzeliśmy po południu, gdy już się lepiej poczułam, pierwsze odcinki Alaski i bardzo nam się podobały. Kiedyś kiedyś kochałam się w Chrisie o poranku... ale już w Moim greckim weselu nie, zapomnij.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz