Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria BIBLIOTECZKA PORADNIKA DOMOWEGO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria BIBLIOTECZKA PORADNIKA DOMOWEGO. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2026

Przepisy czytelników - Lato. 120 przepisów

W marcu była Wiosna, teraz jest nieco spóźnione Lato. Tym razem zanotowałam jedynie 9 przepisów, ale tak bardziej na siłę. Zresztą - nic mi się teraz nie chce robić. Córki znowu nie będzie (o czym niżej) i tak, całe wakacje pod kątem kulinarnym zmarnowane, tylko dla siebie to mi się nie chce eksperymentować 😂



Oczywiście wyszukiwałam kiksy i oto pierwszy z nich. Łatwy jabłecznik - faktycznie łatwy: wymieszać wszystko i wlać do formy. Schluss 🤣 Tylko czy to będzie smaczne na drugi dzień? I czy na pewno będzie wyglądać tak, jak na zdjęciu?


Pilaw natomiast tradycyjnie, w składnikach jest coś, czego potem podczas przyrządzania nie potrzebujemy najwyraźniej (marchew, pietruszka, seler, cebula) 😏


Natomiast odkryłam, że prawdopodobnie z tego przepisu robiłam w zeszłym stuleciu babkę naleśnikową (tylko że chyba się ją jeszcze polewało sosem pomidorowym).


Takie kotlety z bryndzą smakowałyby jak pierogi ruskie, ale jest tu też ryż. Ten nam często zostaje, więc jest pomysł na wykorzystanie resztek.


No i fasola z kiełbasą - coś jak po bretońsku, ale czy wtedy dodaje się marchew, pietruszkę, seler i por? Pytam dla koleżanki (jeszcze nigdy po bretońsku nie robiłam, zasadniczo fasola mnie odstrasza z powodu długiego gotowania, ale lubię i chcę się przemóc).


Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1993, 128 stron

Seria Biblioteczka Poradnika Domowego, nr 2/1993 

Z własnej półki

Przeczytałam 23 sierpnia 2026 roku 

 


Z życia emerytki

Emerytka obudziła się dziś o 5.45 i jakoś nie zasypiała z powrotem. Wobec tego zainteresowała się hukiem przelatujących samolotów za oknem. 

Zwłaszcza, że tu jedna pani z osiedla ostatnio opowiadała, jak ona się boi tych samolotów. Wojny znaczy się.  

Emerytka aż zaczęła wyglądać na niebo. Okazało się, że pasażerskie. Co dwie minuty, jeden za drugim. I doszła do wniosku, że to widać czartery o tej porze nieludzkiej wywożą rodaków na wywczasy w Egipcie czy gdzie tam. Powspółczuła pracownikom lotniska, bo musi tam być niezły mętlik, przy takim obrocie. A mieszkańcy Balic? Ci nie potrzebują budzików (przynajmniej w sezonie).

Emerytka też (na razie) nie potrzebuje, nawet chętnie by jeszcze pospała, ale było po ptokach. Wobec tego zaczęła uprzątać po wczorajszym. Na przykład spięła gumką i schowała nabytek z Auchana - jak wiadomo, dużo pisze (codzienne notatki w kalendarzu, listy zadań etc.), ciekawe, na jak długo jej starczy 16 długopisów. Ale jeszcze ciekawsza jest ich cena... kupowane na sztuki: kolorowe droższe, niebieskie tańsze. Ogłaszam konkurs - kto poda właściwą wysokość paragonu? Specjalnie go zachowam, żeby w następnym poście udowodnić, jak było naprawdę 😂 

 

Dalej emerytka zgrupowała na stole w celu wyfocenia stos czyli

Najnowsze nabytki 

Sami widzicie, że chyba mnie porąbało!

Przy czym ta jakaś Daisy D. to podejrzewam chłam będzie, wiecie coś na ten temat? Od razu wynieść z powrotem czy jednak zostawić sobie na trudne chwile?

A te nastąpią już niedługo. Wczoraj bowiem brat znów zgłosił się z propozycją pilnowania mu dobytku we wrześniu i córka, chcąc nie chcąc (bo mówi, że za pierwszym razem to było ekscytujące, wszystko nowe, wszystko nieznane, a teraz to już nuuuuuda panie i woda za zimna na kąpanie) zgodziła się. Tak naprawdę ona tęskni za kotem! Ciągle mi opowiada jakieś historyjki i widać, że się mocno obie polubiły... a córka to zawołana psiara, która do tej pory twierdziła, że koty to dranie i w ogóle be i fuj.

Dlaczego trudne chwile? No bo już opowiadałam, jak ja się przejmuję tymi wyjazdami i przyjazdami... ujawnijmy fakty: za każdym razem dostaję rozstroju... organizmu, nazwijmy to 🤣 Kiedyś miewałam tak jedynie przed swoją Pragą czyli dwa razy w roku, teraz co i rusz. Nawet jak szłam do lekarza. Za chwilę się okaże, że z domu nie będę mogła wyjść. Do kitu z takimi nerwami. Pampersy se mam kupić czy co?

czwartek, 23 lipca 2026

Joanna Futkowska, Marta Walęcka-Zdroik - Smakowitości dla gości

Nie możemy zapominać o przepisach! A skoro miewam ostatnimi czasy gości, to niech będą smakowitości dla nich. 

/choć więcej przepisów na takie okazje można znaleźć w pozycji Przekładaniec imieninowy, ale i do tego kiedyś dojdziemy/

/jak wcześniej nie umrzemy/ 

Co tu znajdziemy? 



Ja wam dam tymbaliki drobiowe!

Z tego "bogactwa" zainteresowały mnie tylko dwa przepisy na quiche (jak wiadomo, jestem ich wielbicielką). Z tym, że nie widzę powodu, by szpinak obgotowywać we wrzątku, zamiast zwyczajnie udusić.

 

Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, 93 strony, nakład 142 tys.

Seria BIBLIOTECZKA PORADNIKA DOMOWEGO 

Z własnej półki

Przeczytałam 18 lipca 2026 roku
 

Sprawy nie wyglądają najlepiej, bo ostatnimi czasy przywlokłam z knihobudek normalny STOS.


Te z boku to dla brata, ale cóż to znaczy, gdy reszta moja... Jasne, że część tylko do przeczytania i odniesienia, ale zważywszy, że przeczytane zostaną Bóg wie kiedy, to... Najlepsza ta Chmielewska, przecież uzgodniliśmy już dawno, że tylko jej stare książki nadają się do czytania, ale gdy dają to bierz 😁

A tu jeszcze przyszła paczka od Czeszki. Miała mi przysłać ostatnią pozycję z serii o Pradze, którą miała u siebie w dublecie, to jeszcze dołożyła trochę kryminałów i foglarovek. Ja zwariuję 🤣 Gdzie to ustawię?


Laptop mnie doprowadzi do udaru jakiegoś, dwie godziny tu siedzę i zładowuję /załadowuję zdjęcia, on już naprawdę długo nie pociągnie... ale przed Pragą nic nie zdążę załatwić, chcę to przecież zrobić na spokojnie. Córka dobre dziecko, napisała, że mi da pieniądze na nowego 😏 ale nie będę jej obrabowywać z zarobku przecież, wezmę ze skarpety!

Tymczasem wciskam zawzięcie żeton do poręczy wózka w Lidlu, a tu za diabła nie chce wejść... Kto by tam czytał napisy 😁 Ale zastanawiam się, co to za posunięcie z nowymi wózkami bez monet. Nie będą ich bezdomni zabierali na potęgę?


Mam za sobą kolejnego gościa (ta pani, która przychodziła do Ojczastego, gdy zrobił się leżący) i nocne Polaków rozmowy - za stara już na to jestem i planuję jutro odespać (co się pewnie nie uda), ale co się nakłapałyśmy pyskami, to nasze 😂  

I paczpan, ledwo się pożegnałyśmy, zadzwoniłam jeszcze do kuzynki, żeby przyjeżdżała (córka wraca w poniedziałek) - widać mi było mało - no ale kuzynka ma problem zdrowotny i nim się teraz zajmuje. Tak więc jutro robię co? Odpoczywam. 

/wiemy, że nie umiem/

/takie fajne karty pasjansowe kiedyś zafasowałam, to może będę układać piramidkę albo pasjans Napoleona?/ 

Gdzieś na bloku:

Myślicie, że chodzi o ukochaną, być może mieszkającą w tym bloku czy faktycznie o kota? 😎 

sobota, 14 marca 2026

Przepisy czytelników - Wiosna. 120 przepisów

Wiosna wiosna wiosna ach to ty - więc zrezygnowałam z zaplanowanej wcześniej lektury pozycji ABC sztuki kulinarnej i oddałam się wiośnianym przepisom. Które jednakże do końca takie nie były. Może jakieś sałatki, ale reszta to tylko pretekstowo. A że tym razem chciałabym na Wielkanoc coś jednak przygotować 😂 to chyba jeszcze ogarnę Wielkanoc. 111 najlepszych przepisów w marcu. Dek.

Tymczasem co sobie wynotowałam z Przepisów czytelników. Ciasto z porami czyli tarta, a tarty uwielbiam. I w Lewiatanie są tanie pory 😁 Przy czym ciasto zrobię klasycznie, a nie z żadnymi otrąbkami i twarogiem, bez wygłupów.
 


A to, co jest na pierwszym zdjęciu po lewej stronie to chrupki serowe.
 


Taka kiełbasa w cieście naleśnikowym to dobry awaryjny, na szybko obiad.

 

Ryb nie jemy właściwie nigdy, więc może kiedyś? Tylko to nagrzewanie piekarnika sporo kosztuje. Dojrzewam do nabycia drogą kupna jakiegoś pojemnika do frajera, w którym by można takie rzeczy piec - ma ktoś konkretne namiary?

 

Tu jest to samo - że też zapiec w piekarniku.



Niby-pizza też jest bardzo szybkim obiadem, trzeba spróbować.

No i ciasta. My się z ciastami nie kochamy (no nie mam do nich ręki), ale jak widzę coś prostego, to moooooże... 

Choć jak mi piszą wyłożyć do formy, a coś tam po upieczeniu - to przecież nic nie wiem, ile piec, w jakiej temperaturze... 

Za keksami nie przepadam, ale przynajmniej wiadomo, że nie będzie go zbyt dużo. Bo gdy piekę to jedyne, co umiem czyli kefirowe z owocami, zazwyczaj po paru dniach odkrywam, że zapleśniała resztka - no całej tortownicy nie przerabiamy, a z drugiej strony nie mam śmiałości częstować sąsiadów swoimi pożal się Boże wyrobami 🤣 

 

Ten najszybszy placek właściwie przypomina moje kefirowe, tylko jest śmietana zamiast.

I na koniec skandynawskie. Ma wyglądać tak:

Tyle że nigdy jeszcze nie robiłam lukru, no ale kiedyś trzeba spróbować 😉 Fajnie też, że 2 szklanki utartej marchwi. Pozostaje mi się jedynie domyślać, że na drobnych oczkach? I do szklanki ją będę upychać? Nie można to podać na wagę czy jak?


Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, 128 stron

Seria Biblioteczka Poradnika Domowego, nr 2/1994 

Z własnej półki

Przeczytałam 12 marca 2026 roku 

 


Najnowsze nabytki

W zeszłą niedzielę wracając z kina, mimo fatalnego nastroju (koleżanka zwierzyła się, że ma guza piersi, będzie operowana niedługo), zajrzałam do knihobudki i opłaciło się.

 

A wczoraj przyjechał Szyszkodar z nową dostawą. W sumie nie przejrzałam tego jeszcze, tylko wywaliłam z Ikeowskich toreb.

Ale potem poszłam do budki uporządkować półki, bo tam też trochę wyłożył i cóż, znalazłam trzy sztuki dla siebie. Książkę z serii A to Polska właśnie wzięłam właściwie na podmiankę, bo byłam pewna, że ją mam - a tu nie, dziwne 😂 Morcinek jest wydany w serii z kogutem, powiększa mi się zbiorek. A Wspomnienia starego lekarza mnie zainteresowały, bo po otwarciu na chybił trafił zobaczyłam, że pisze o Szpitalu Dzieciątka Jezus, a w jednym z filmików Ojczasty opowiadał, jak miał tam operację, takoje sowpadienie 😉

 

Ale zobaczcie, było mi tego mało i po południu wybrałam się do filii bibliotecznej w Borku Fałęckim, gdzie mają regał na bookcrossing i zgarnęłam dwa łupy: lekturkę z niemieckiego (na kiedyś, jakiś humor i satyra) i zawsze miłe sercu memu wydawnictwo Czarne.


Tyle by tego było, ale skoro wspomniałam o kinie, to rzecz w tym, iż w kinie KIKA w Podgórzu w marcowe i kwietniowe niedziele o 16.00 można oglądać włoskie filmy w ramach przeglądu Kobiety reżyserki. Informacyjnie podaję.

Tam jednakże mam wejściówki, ale chciałam się wybrać tradycyjnie jednomiesięcznie do Paradoxu, zaplanowałam sobie film w czwartek i plan dnia pod tym kątem ułożyłam (co brzmi, jakbym miała niezwykle napięty grafik 🤣), ale w środę wieczorem zaglądam na stronę kina, a tam sala wyprzedana! Oż (osz?) wy gady! Chyba szkoła, no bo cóż by innego. No nie był mi widać ten węgierski film (familijny!) pisany. A nigdzie go nie ma. Zresztą przestałam żałować, gdy obejrzałam zwiastun - jest dubbingowany, a ja przecież chciałam po węgiersku posłuchać!

Tośmy sobie grały z córką w scrabble. Oczywiście wypada dodać, że zdobyte z knihobudki kiedyś 😂  No i tu jest zdjęcie z pierwszej rozgrywki, gdzie widać, żeśmy jeszcze nie załapały reguł i źle układały 😂 Ale za drugim razem już było lepiej i w ogóle to FAJNE JEST 😍




niedziela, 18 stycznia 2026

Renata Pacer - Kuchnia dla początkujących

Biblioteczkę Poradnika Domowego tak trochę zbierałam, a teraz podmieniam sfatygowane egzemplarze na lepsiejsze, jak się trafią w knihobudce. To nie jest bynajmniej tak, że książeczki się zużyły od wertowania - nie nie nie. Większość książek, które stały na trzech regałach w kuchni, doznała szoku od gotowania 🤣 Ma takie ciemne plamki czy to na grzbietach czy na kartkach od góry. W sumie nie wiem, co to - że tłuszcz osiadał czy co. Teraz im to nie grozi, bo są na zamkniętych, przeszklonych półkach, ale mądry Polak po szkodzie. Czasem sobie mówię, że powinnam wynieść WSZYSTKIE takie z tymi plamkami, ale gdzież ja się na to zdobędę... Już i tak solidnie przetrzebiłam księgozbiór 😉 Ostatnio sprawdziłam w katalogu, jak często występuje słowo WYDANE w sekcji komentarze - 811 razy, ludzie kochani! Tyle książek wyniosłam z domu! Najwięcej w zeszłym roku, gdy sytuacja z miejscem robiła się tragiczna, ale sporo też wyszło w pandemii, gdy robiłam porządki. I końca temu wszystkiemu nie widać, jasny gwint 🙄

No dobra, ponarzekaliśmy, a tu taki ładny dzień, minus dziesięć stopni i słoneczko świeci. Rano wstaję, a tu słońce na dwóch ścianach w "gabinecie" (a okno od południowego zachodu). Okazuje się, że te nowe bloki NOHO, co to chodziłyśmy oglądać mieszkanie dla brata, mają jednak dobre strony - szyby okienne na wyższych piętrach (tam właśnie, gdzie to mieszkanie, przypadek?) odbijają wschodzące słońce DO MNIE 😂 Krótko, bo krótko, ale zawsze.

Matko, wróćmy jednak do kuchni. Skoro dla początkujących, to dla mnie, jasna sprawa, ja się nigdy chyba nie nauczę gotować, mam do tego dwie lewe ręce i ani pół głowy. No, ale próbować trzeba, więc przeczytałam tę pozycję. 


 Niestety jednak tych sekretów książka zbyt wiele przede mną nie odkryła. Są tu 102 przepisy na przystawki, zupy, mięsa, ryby, warzywa, sosy i desery, ale czy udziec jagnięcy pieczony z rozmarynem to potrawa dla początkujących? Oczywiście nie zabrakło jakże modnych kiedyś potraw z ananasem z puszki 😁 Jest też pizza w dwóch wersjach - na cieście nie drożdżowym cieniutkim, tylko takim, jak na tartę. Byłam ciekawa, jak autorka wybrnie z risottem, ale tu jej się udało, bo nie wygłupiła się z popularnym w PRL-u pomysłem, że dajemy do risotta ugotowany wcześniej ryż, tylko po bożemu każe smażyć surowy, choć i tu zatrzymuje się w pół drogi: zalewa ten podsmażony ryż bulionem czy winem w całości od razu, zamiast dodawać po chochelce 😁

No nic. My tu mamy zaplanowaną zupę cebulową na przyszły tydzień. Bowiem gdy poinformowałam córkę, iż ma raz w tygodniu zrobić obiad, postawiła na zupy (cwaniara, będzie na dwa dni co najmniej). Robiła już brokułową (promocja w Lidlu) i wczoraj pomidorową. Tak że następna ma być ta cebulowa, a ponieważ NIGDY jej nie robiłam ani nie jadłam, to wolę nigdzie już nie szukać i nie sprawdzać, czy to dobry przepis, tylko według niego polecimy. W sensie ja na razie asystuję przy tym gotowaniu. Grzanki z serem myślę, że zrobimy we frajerze?

Przy okazji przy bardzo wielu przepisach autorka każe stawiać garnek na płytce ochronnej. Kojarzy mi się z zamierzchłych czasów, że coś takiego miałam, ale to było dawno. Nie mam i nie będzie gotowania na płytce. To raz, a dwa, że przy smażeniu, zwłaszcza mięsa, poleca nakryć patelnię specjalną siatką, bo tłuszcz popryska kuchnię. I taką siatkę z rączką doskonale pamiętam, że miałam i używałam, zwłaszcza przy francowato strzelającej wątróbce, ale jakież to było tłuste i oślizgłe 🤣 

I jeszcze pieczarki każe kroić w płatki, nie w plasterki. Płatki to mi się kojarzą z czymś ultra cienkim. Płatki migdałowe zum Beispiel. Moja mama z kolei nie dzieliła czosnku na ząbki, tylko na pazurki 😁 Każdy ma swoje dziwności.

Zupę krem z selera może też zrobimy, bo taka prościzna, mam nadzieję, że już nie jestem uczulona? Miałam przed laty wstrząs anafilaktyczny po potrawie z selerem, ale byłam wtedy w ciąży, różne się wtedy rzeczy przytrafiają.  



Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2003, 95 stron

Seria: BIBLIOTECZKA PORADNIKA DOMOWEGO, nr 7/2003

Z tyłu na okładce są też "Tajemnice smacznych potraw", to by mógł ktoś przynieść do budki 😁 Albo "Ciasta i ciasteczka na ostro".

Z własnej półki

Przeczytałam 17 stycznia 2026 roku 

 

Najnowsze nabytki

W tygodniu żadnych szaleństw, ale w poprzednią niedzielę, gdy napisałam post i wyszłam kontrolnie do budki, zastałam wszystkie półki zapełnione, więc coś tam sobie wybrałam.

Jeśli chodzi o Schulza, to podmianka - miałam jedynie Sklepy cynamonowe, a tu jest też Sanatorium Pod Klepsydrą i inne.  Coś z tych moich nabytków znacie, czytaliście?

 

Urobek filmowy

- czeskie Šakalí léta z 1993 roku, reż. Jan Hrebejk. Kultowy film u nich. Obejrzałam z dvd, pisałam w poprzednim poście. 

- amerykańska Sprawa Kramerów, 1979. Obejrzana online z polskimi napisami (nr 1), bo do płytki z filmem w szufladzie pod łóżkiem dalej przecież nie mogę się dostać, póki tam stoi kanapa 😉 9/10, bo powrót sentymentalny. Otóż w liceum będąc i uprawiając bogatą korespondencję po włosku dostałam od jednej z dziewczyn sporo wycinków z kolorowych gazet, traktujących o tym filmie, ówczesnym hicie. Do nas, wiadomo, nowe filmy nie trafiały tak szybko, może pokazano go na Konfrontacjach? W każdym razie znałam wtedy całą fabułę i miałam masę zdjęć, do dziś je pamiętam.

- enerdowskie Podzielone niebo z 1964 roku, obejrzane na Arte.tv O tym pisałam już we wcześniejszym poście, ale dodam, jaka jestem bystra. Skończywszy oglądać film zwróciłam uwagę na napis na dole strony Oglądaj nasze programy na komputerze, smartfonie, tablecie lub Smart TV.

Hm. Ale jak to? To nie muszę podłączać laptopa do telewizora, tylko mogę bezpośrednio? Tak, nie muszę. Tak, mogę 🤣 Wystarczyło ściągnąć ze sklepu i zainstalować na tv aplikację. Pomyśleć, że w grudniu się męczyłam z tymi filmami europejskimi... 

Męka polega na tym, że laptop obecnie, gdy biurko jest w moim chwilowym "gabinecie", jest podpięty do przedłużacza przyklejonego pod parapetem okiennym i żeby nie pełzać po podłodze odłączając i przyłączając kabel zasilacza, stawiam laptop na małym stoliczku bliżej telewizora w drugim pokoju (na tyle, na ile sięgnie kabel). Za każdym razem, gdy chcę zatrzymać film czy coś w tym guście, muszę wstawać z kanapy przed telewizorem i podchodzić do stoliczka, w tym czasie już zdążyli bohaterowie wymienić dwa zdania...

- hiszpański Detektywi w spódnicach z 2007 roku, obejrzany online . Trzy kobiety pracują w agencji detektywistycznej odkrywając sekrety, kłamstwa i zdrady dla swoich klientów, doświadczenie każe im niczemu się nie dziwić i niczym nie emocjonować. Nadchodzi jednak chwila, gdy własne prywatne życie  zmusza do takich posunięć. Jedyne, co mnie cieszyło, to fakt, że już oglądałam bezpośrednio na telewizorze i mogłam rządzić pilotem 🤣

-  tajlandzki Everybody Loves Me When I'm Dead (polski tytuł Nasza droga zmarła) z 2025 roku. Netflixowy, obejrzany online (nie mam Netflixa, ale cieszę się, jak się coś stamtąd pojawia na "mojej" stronie z filmami, bo przynajmniej wiadomo, że będą polskie napisy). Już tytuł zapowiadał głupoty, ale dobrze 😂 Kryminał egzotyczny chciałam obejrzeć. Dwóch banksterów (choć może to złe określenie, bo to szeregowi pracownicy) postanawia wyczyścić uśpione konto jakiejś zmarłej kobiety z 30 milionami (bahtów). Co za pech - okazuje się, że ta kobieta wcześniej ukradła je swemu pracodawcy mafioso, który chce forsę odzyskać. Złodziej okrada złodzieja etc. Wszystko byłoby dobrze, tylko musiała się w to wkraść (znowu złodziejstwo?) w sporych porcjach azjatycka rąbanka...

- rosyjski Szirli-myrli z 1994 roku, więc właściwie nie powinien już się znaleźć w serii Klasyka kina radzieckiego, prawda? No, ale się znalazł, zanabyłam, więc obejrzałam (bo wcześniej nie widziałam). I oto co: jak jest zapisany tytuł filmu? Po angielsku najwyraźniej. Ta seria będzie dla mnie jednym wielkim wkur... najwyraźniej.

Sam film to komedia, farsa właściwie, o trzech braciach-bliźniakach, którzy nie wiedzieli o wzajemnym istnieniu. Na końcu jeszcze objawia się czwarty. Świetna rola Inny Czurikowej jako ciotki-pijaczki, która te dzieci po narodzeniu przez siostrę rozparcelowała po świecie. Szkoda, że przesadzono z długością (143 minuty), bo pod koniec już zaczął nużyć. W oryginale można obejrzeć tu. Co znaczy tytuł? W filmie pada zdanie, że tere-fere, a w booklecie tłumaczą, że nonsens, drobiazg, błahostka.
 

piątek, 12 grudnia 2025

Alina Stradecka - Polubić kapustę

I znów - przyniosłam z budki, na wymianę, ale okazało się, że nie posiadałam wcale. Mimo pokaźnych zbiorów z tej serii Biblioteczki Poradnika Domowego. Niegłupia była, bo często zamieszczano tam przepisy, których nie sposób było znaleźć w tradycyjnej Kuchni polskiej. Bywały tam przepisy czytelników albo autorów znanych z kulinarnych publikacji, pogrupowane sezonami lub gatunkami produktów.

Jeden z kolejnych projektów, które tak lubię podejmować ku własnej zgubie (bo potem się przejmuję, jak nic się nie dzieje w temacie), zakłada, że raz w miesiącu będę czytać coś z moich kuchennych półek. No zobaczymy, czy dam radę, bo już mi się tak mnożą te raz w miesiącu, że głowa mała 🤣 A niektóre nawet dwa razy, jak czeskie. O, tu na przykład w grudniu się z tym nie wyrobię, bo czekają książki ekstra, nabrane z bibliotek. W ogóle się coś nie wyrabiam, w związku z wyjazdem do Ojczastego nabrałam spóźnienia na przykład w oglądaniu codziennym Z metropole i niby dzisiaj mam nadrobić, hm. Strasznie dużo mam w planie codziennym pierdół! 

Tymczasem jednak KAPUSTA. Celem czytania tych książek kulinarnych ma być znajdowanie przepisów do użycia, nieprawdaż. Tu mnie nic specjalnie nie natchnęło (żeby było nieskomplikowane, to podstawa), bo prosta jest parzybroda, ale tę już mam opanowaną. Bigosy to nie, gdzież ja bym się za to brała! Może gulasz z kapustą i ziemniakami, takie zimowe danie. Może też, jak by mnie ochota naszła na robotę, tarta z brukselką. Kapuśniaku nigdy nie gotowałam, ale nie wiem, zjadłoby się. Są też naleśniki z kapustą włoską i coś takiego robiłam w przedpotopowych czasach: naleśniki przekładane kapustą i zapieczone w okrągłym naczyniu, potem krojone jak tort + sos pomidorowy. Ale to sporo pracy 😁 

/że też kiedyś mi się chciało/ 



Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, 95 stron 

Z własnej półki

Przeczytałam 9 grudnia 2025 roku 




Byliśmy u Ojczastego (tradycyjnie "ja chcę spać", ale był wcześniej kąpany, więc nic dziwnego, że ma zaległości w wypoczynku 😉). Powiedziano nam, że miał gorączkę dwa dni, przeszło, ale nie mogli zawołać ich lekarki, bo jest nieprzepisany od naszej. Nie wiem, co im szkodziło zadzwonić do mnie i zapytać... No trudno, stało się. Zadysponowałam przepisanie następnego dnia i tyle. 

Brat umówił się na oglądanie mieszkania i powiem Wam, że po pierwsze nie wiem, czy to jakiś obowiązek tych pań, które pracują w nieruchomościach czy co - mają te wywinięte wary, jak ja to nazywam 😂 A po drugie mieszkanie (z wtórnego rynku) było kompletnie urządzone - w stylu glamour. Pierwszy raz widziałam coś takiego na żywo i doprawdy nie rozumiem, jak komuś się to może podobać do mieszkania. Takie rzeczy to nadają się na ekskluzywną garsonierę dla panów szukających przygód, moim zdaniem. Nie wytrzymałabym ani dwóch dni. Wszędzie lustra, błyszczące powierzchnie i zero indywidualności. 

Jedynym atutem była lokalizacja, w centrum, koło pałacu biskupów krakowskich (obecnie Muzeum Narodowe), koło parku ze stawem, koło ulubionego kina brata czyli Moskwy. Że się taka nazwa uchowała?!...


Przed kinem ławeczka i już z daleka się zastanawiałam, co to za aktor będzie czy reżyser, skoro ławeczka to taśma filmowa. A to jakiś miejscowy działacz. 



 

Wyświetlił mi się wczoraj filmik zatytułowany Miejskie zbieractwo i pomyślałam oho, coś dla mnie 🤣 Ale to nie było o przynoszeniu do domu byle czego 😁 tylko o zbieraniu ziół czy ogólnie roślin i przetwarzaniu ich na jedzenie. Nie mam nic przeciwko, zasadniczo. Jednakże robienie sobie sałatek z zielska rosnącego przy chodniku... no nie wiem... Tam ktoś mówi w pewnym momencie, że przecież je umyje. Taaa.  

A' propos zbieractwa. Dariusz kiedyś polecał książkę Patrz pod nogi: o zbieraniu rzeczy, zapisałam się do kolejki w bibliotece na Królewskiej i przyszedł mail, że oto nadejszła moja pora i mam się zgłosić. Wczoraj miałam ostatni dzień ważności karty na tramwaj, więc prędziutko poleciałam na pętlę. Bo to wiecie, teraz muszę z kartą tak wycyrklować, żeby kończyła mi się 19 maja, gdy będę wyjeżdżać do Pragi 😁 czyli zrobić sobie przerwę kilkudniową teraz albo w ciągu najbliższych miesięcy. To może teraz? Kombinacje alpejskie oszczędnej krakowskiej emerytki 😎 No, a za mną stoją trzy osoby aktualnie, więc chyba muszę książkę czytać w pierwszej kolejności. W ogóle to w lecie chodzę na Biprostal zu Fuß , ale w zimowym rynsztunku to nie mam siły i zazwyczaj w jedną stronę jadę.

Skoro już o oszczędnościach (= piniondzach) mowa, to opowiadałam bratu o tym spadku nieszczęsnym i on od razu mówi, że trza brać 😁 Tak że chyba poprosimy o udział w rozprawie online i zobaczymy. Muszę jeszcze dokładnie wczytać się w to pismo, bo moje pierwsze wrażenie było takie, że:

- pierwotnie powołano 17 osób

- a potem kolejnych pięć

Z czego wyciągam wniosek, że może te dodatkowe na miejsce tych, którzy się zrzekli (tak na pewno jest z moją córką). Ale w sumie nie wiem, ilu w końcu jest chętnych na majątek 😂 Bo gdyby tylko pięciu i ci zostali, to przypada po 2 tysiące na łeb, co się zawsze przyda w gospodarstwie, prawdaż. Zwłaszcza w obliczu remontu po wymianie pionu (jeśli do niego wreszcie dojdzie).

Tak więc chytra baba z Radomia zwycięża i na pohybel Gminie Lublin! 

 

Mówię bratu, że czytałam artykuł o zachowkach, że mianowicie zachowek po rodzeństwie się nie należy, że to idzie tylko w górę lub w dół, a nie w bok. W sensie, że gdyby on zapisał swój majątek komuś innemu, to nie miałabym prawa domagać się zachowku. Dziwne, ale tak to wynikało z gazety... On na to, że musi się zainteresować sprawą, bo jest o co się bić 😁 Ale cóż, jak znam swojego pecha, to umrę pierwsza!