piątek, 11 sierpnia 2023

Maria Terlikowska - Do widzenia - dzień dobry + PRAGA piątek

 

Co tym razem? Maciek wpada w rozpacz, bo jego najlepszy kumpel Tomek (i jednocześnie sąsiad zza ściany) wyjechał z rodziną do Afryki. Po tygodniu dowiaduje się, że na ich miejsce wprowadzają się dwaj bracia-bliźniacy, baaaardzo opaleni. Akuratnie wrócili z rodzicami z Nigerii. A ponieważ świat jest mały, okazuje się, że znają Tomka, bo jego tata będzie pracował na miejscu ich taty. No, to teraz Maciek ma nowych przyjaciół 😁

Początek:


Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1984

Seria: Poczytaj mi mamo

Z własnej półki

Przeczytałam 11 sierpnia 2023 roku


Praga, dzień ósmy

Chłop żywemu nie przepuści, do przyszłego roku zapomniałabym o tym morderstwie gajowego, nie będę czekać - wybrałam się więc dziś do lasu (Věra będzie zła, że sama pojechałam, ale ona dziś nie mogła, bo u synowej za Pragą produkuje wypieki na jakiś svátek - kto wie, może mi jutro do pociągu jakieś przywiezie?). Ale po drodze oczywiście pudełko z książkami po 10 koron. Nigdy nie słyszałam o tym Westlake'u, ale to ma być powieść humorystyczna z kryminalną intrygą, to biere i jeszcze taka fajna ilustracja na okładce! Do lasu jechałam pociągiem i znów spróbowałam złapać trzy kondygnacje Miejskiego słonia na jednym zdjęciu. O taki parking dla rowerów postulowałam w naszej spółdzielni mieszkaniowej, ale odpowiedziano mi, że w ogóle już nie ma pieniędzy na zwykły stojak przed moją klatką, a na takie luksusy to nigdy nie będzie.

A na stacji docelowej wielki zawód. Tam kiedyś było tak fajnie, kanapy, fotele, biblioteczka... została tylko biblioteczka właśnie. Poszłam się wypytać pana w kasie biletowej, co się to stało, czy to covid znowu załatwił czy co.

- Ludzie. Ludzie jak świnie, nie dbają o nic, brudzą,  niszczą. Tacy u nas ludzie są.

Zapewniłam go, że tacy są wszędzie, u nas też, ale to go nie pocieszyło.





Wbrew pewnym obawom pomnik zamordowanego gajowego znalazłam, więc zacieram rączki, że kiedyś popełnię wpis na praskim blogu o tej historii, a czy w bonusie przywiozłam sobie do domu jakieś kleszcze, to się okaże. W lesie przyjemnie, kiedy ja ostatni raz w lesie byłam, brakuje mi tego... choć z lekkim strachem (czy mnie kto nie napadnie 🤣). I wysikać się można było w plenerze 🤣


Oczywiście nie obeszło się bez łupu książkowego z tej biblioteczki. Liczę teraz i liczę moje zdobycze i kwiczę... dobra, dość tej poezji... wychodzi, że jest ich 17, więc wcale nie tak tragicznie 😂

A gdy czekałam na pociąg powrotny przypomniałam sobie, że kiedyś byłyśmy z Psiapsiółą z Daleka na jednej z wcześniejszych stacji - jest tam późnoromański wiejski kościółek - ale ha ha padało. Dziś nie pada, no to wysiadłam. I o dziwo nawet był otwarty - to znaczy otwarte wejście, a dalej krata, ale to i tak sukces. Żeby obejrzeć freski uwaga z XIII wieku w prezbiterium, to jednak trzeba się zjawić w porze mszy... W planie było wracać tym samym pociągiem (kursują na tej trasie co pół godziny), ale patrzę - przystanek autobusu 181, który zmierza na stację metra Opatov. A tam jadłam poprzednim razem ten smaczny kapuśniak 😁 No to dawaj zwiedzać autobusem tę trasę!



A teraz się zastanawiam, kto mnie obrobił z 20 koron - zaznaczam, że zawsze mi się wszystko zgadza, a tu nagle brakuje 😉 I wychodzi mi na to, że to pani w barze z kapuśniakiem, bo gdy jadłam, słyszałam za plecami, jak się jakiś człowiek upominał o źle wydaną resztę i ona przeprosiła. Coś mi się wydaje, że kobitka se tak dorabia do pensyjki. A ja nigdy tutaj nie liczę wydawanych drobnych (bo mnie to przerasta 😂).

A o 17.00 miałam ostatnią wycieczkę. Nie dość, że poszłam na miejsce zbiórki z zapasem, to jeszcze o tej piątej nikogo nie było i się okropnie zdenerwowałam, no co - odwołali czy co, a ja nic nie wiem. Sprawdzam trzy razy na wydruku, gdzie spotkanie, wszystko się zgadza. W końcu dostrzegam pewien drobiazg - godzinę. Mianowicie 17.30... ja to jestem tuman. Z nudów studiowałam turystów.



Tak też w mieście można 🤮








Miałam jeszcze taki plan(ik), że na koniec przepłynę rzekę, bo przecież ani razu podczas tego pobytu nie płynęłam, tradycji trzeba dotrzymywać. No, ale skoro to się przesunęło o pół godziny, straciłam nadzieję. I nie bez racji, bo gdyśmy skończyli, już mi się nic nie chciało. Pewnie dlatego, że beznadziejny ten spacer był. Zamiast przewodniczki przyszedł inny pan i nie wiem, czy był z łapanki czy co, bo wyraźnie "szył". Temat wycieczki był Przejścia i uliczki Starego Miasta i miałam nadzieję, że poznam jakiś nowy dla mnie skrót. Nic z tych rzeczy, wszystko znane, a dziadek wypełniał czas wszystkim, co mu do głowy przyszło. Ale nie ma tego złego... teraz już przynajmniej wiem, żeby nigdy nie kupować wycieczki z nim, bo wiem, jak się nazywa 😂 A drugi "zysk" z tego spaceru to mocne postanowienie, żeby już nigdy nie pchać się tam, gdzie istnieje choćby cień podejrzenia, że będę wiedzieć na dany temat niewiele mniej od przewodnika. Od tej pory tylko tam, gdzie jeszcze w ogóle nie byłam! Mają takie w najbliższym czasie, jak najbardziej:

Nouzová kolonie Kotlaska,

Zelená zákoutí pražského Zahradního Města,

Zbraslav rozmarná i vznešená

Tyle że już po moim wyjeździe.

No nic, nie będziemy płakać, człowiek się całe życie uczy. Przynajmniej przechodziliśmy obok pewnej ciekawostki, którą miałam zapisaną w zeszyciku, a jakoś tam wcześniej nie dotarłam (drugie zdjęcie) 😁


 

Praga gotowa do jutrzejszej Prague Pride.

A ja - prawie gotowa na powrót do domu. Znaczy nie że spakowana, ale myślami już trochę TAM. I pełna postanowień na przyszłość.


czwartek, 10 sierpnia 2023

Maria Kowalewska - Sąsiedzi + PRAGA czwartek

 

Marcinek jest taki sobek, zbudował sobie domek w ogrodzie, ale nie pozwolił wejść do niego sąsiadowi Michałowi, wolał bawić się sam. Gdy jednak długo Michała nie widział za ogrodzeniem, nabrał chęci na wspólną zabawę 😉

Początek:


Koniec:

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1985

Seria: Poczytaj mi mamo

Z własnej półki

Przeczytałam 10 sierpnia 2023 roku


Praga, dzień siódmy

Do południa byłyśmy na komentowanym spacerze po Malvazinkach. Częściowo znałam, no ale trudno już jest mi dogodzić przecież, jeśli chodzi o Pragę 😁 Nie no, spacer był przyjemny, pogoda akuratna, dostaliśmy ksera z planem i spisem budynków (i ich autorów), gdzie były przystanki, bo to są takie wycieczki architektoniczne, byłam na jednej z tą przewodniczką w zeszłym roku. Dawniej były darmowe, bo finansowane przez Unię, w covidzie to padło i teraz pani robi to poniekąd prywatnie, ale po bardzo akuratnej cenie (12 zł).

Patrzcie no, nie przestawili zegara z czasu zimowego 😂 Mam w domu tak samo z zegarami mikrofalówki i piekarnika - próbowałam wielokrotnie, nie udało mi się - no ale przecież niedługo będzie znowu aktualny!

A ten starszy pan, który wyszedł do furtki, opowiedział nam anegdotkę. Chodziło o willę obok, gdzie niegdyś mieszkał ktoś znamienity, wielki kolekcjoner. Ale tabliczka, która go upamiętnia, wisi na ogrodzeniu sąsiedniego domu, bo właścicielka obecna tego pierwszego po prostu nie zgodziła się, żeby ją powiesić u niej. W ogóle straszna z niej cholera była, ale nie w tym rzecz, anegdotka dotyczy czasów tego pierwotnego właściciela. Otóż kiedyś w gościach był u niego między innymi osobami Haszek - a gospodarz miał butelkę 200-letniego francuskiego wina, którym się chlubił. Haszek niezauważenie zwinął tę butelkę, udał się do ubikacji i tam całą wytrąbił 🤣 Wycieczka skwitowała opowieść krótko:

- Cały Haszek.

A ten starszy pan ma w ogrodzie utensylia kuchenne, pewnie, co tam będzie latał do domu po wszystko 😁




Dziś za wiele dla Was nie mam, bo dzień spędziłam właśnie na oprowadzaniach, ale coś tam się znajdzie. Na przykład te ichnie dachy, jakież one są przystosowane dla kominiarzy, jakie udogodnienia!

Jeśli chodzi o reklamę przenośnych toalet, to dla jej zrozumienia potrzebujecie wiedzieć, że kačka to jest korona (a tak przy okazji kilo to sto koron, a litr to tysiąc koron) czyli pieniądz. Resztę sobie do rymu dośpiewajcie 😁

Trzecie zdjęcie jest ze stacji metra, jeszcze nie wpadli na to, żeby ten wyraz wdzięczności usunąć.



Specjalnie dla Was wstąpiłam przywitać się z węgorzem Pepikiem w drodze na obiad (mój, nie węgorza). On mieszka w rurze w fontannie w budynku ubezpieczalni od 1914 roku. Znaczy nie ten sam 🤣 To jest Pepik III. Niestety z rury wystawił jedynie koniec łebka. Może akurat odpoczywał po jedzeniu? Dostaje je co dwa dni (robaki i dżdżownice).

 

Na samym początku mojej praskiej przygody nie mogłam pojąć, co to ma znaczyć to ich mimo pod znakami drogowymi. A to takie proste - poza, oprócz.

 

To jest oczywiście kolejny parapet czyli ta półka przymocowana do zewnętrznej ściany baru, tym razem opuszczana. Toteż zachęca, żeby ją podnieść, pomedytować, co dzisiaj nam się udało i oczywiście zamówić do tego kieliszek wina albo chociaż kawę 😉

Kolejne dzieło Davida Černý to naga kobitka podtrzymująca budynek w Karlinie. Okazało się, że kręci głową (jak to u niego, on się specjalizuje poniekąd w kinetycznych rzeźbach), spróbuję wstawić na końcu filmik, ale mam z tym wiecznie problemy, może się nie udać.

 

A to też dzieło sztuki, inspirowane pewną budowlą w Nowym Jorku, ciekawe, czy zgadniecie.

Koło metra Florenc parkowała taka sanitka, znak obok mówił, że to mobilní ošetřovna (znowu to mimo), weszłam już do metra, ale się wróciłam, zapytam, a co mi szkodzi. Dziewczyny powiedziały, że wymieniają narkomanom strzykawki na nowe, opatrują rany itd. To organizacja non-profit Drop In, na Florencu są właśnie w czwartki.


I trzeba trafu, że moje drugie dzisiejsze oprowadzanie to było spotkanie z byłą narkomanką Zuzką, która zaczęła brać, gdy miała 15 lat (ciekawość), a były to dzikie lata 90-te. Najpierw to był pervitin, a potem przeszła na heroinę. Dziś jest 45-letnią kobietą, na której lata życia na ulicy odcisnęły niewątpliwie swe piętno, ale wyszła z tego i cóż, pozostaje mieć nadzieję, że już nie wróci... Przeszła się z nami po miejscach, gdzie handlowano narkotykami, opowiedziała, jak żyła (na przykład kilka lat w kanale, którym biegły rury z gorącą wodą do bloków), skąd brała pieniądze (żebractwo i drobne kradzieże w sklepach*), jak próbowała wyjść z nałogu, co jej w tym pomogło (miłość). Smutne to wszystko, jak sobie można życie zmarnować, ale tak przy tym ciekawe, że ani nie zauważyłam, jak minęły bite dwie godziny.




No to próbuję wstawić ten filmik:



* ani bym nie przypuszczała, że w ten proceder uwikłana była/jest większość ludzi pracujących w gastronomii i usługach w centrum - kupowali od narkomanów te skradzione rzeczy, to był standard, że się do nich szło z fantami i oni to brali. Ba, Zuzka mówiła, że najlepiej to było z kradzieżami na zamówienie, bo zbyt był pewny - mówili, żeby im ukraść to czy to, ona przynosiła, oni brali i płacili. Na przykład - zamawiali pięć kilogramowych opakowań mięsa, w zimie chowała to pod kurtką i załatwione.

środa, 9 sierpnia 2023

Zdzisław Rzepecki - Szłapuś + PRAGA środa

 

Książeczka dydaktyczna o tym, jak piesek Szłapuś był niegrzeczny i psocił, a że tata go upominał, to Szłapuś postanowił iść w świat. Jak się jednak można domyśleć, świat nie czekał na niego z otwartymi ramionami, więc na drugi dzień skruszony wrócił do domu. No co za fantastyczna historia 🤣 Zaraz ją wyniosę na korytarz, bo pełno dzieciorów jest teraz - do dziewczyny z recepcji, która jest Słowaczką przyjechała liczna rodzina i się tu zatrzymała - niech se pooglądają, zamiast latać po obiekcie jak oszalałe 😁

Początek:

Wyd. Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2000

Z własnej półki

Przeczytałam 9 sierpnia 2023 roku


Praga, dzień szósty

Pada. Leje. Nie kropi. To tak na pocieszenie. Bardzo możliwe, że dziś nie będzie kolejek do biblioteki koło magistratu 😁 Bo odkąd na tiktoku czy innym badziewiu ktoś wstawił filmik z tamtejszą instalacją, codziennie ustawiają się dziesiątki, setki młodych ludzi, żeby ją sobie obejrzeć przez parę sekund.

Dochodzi dziewiąta rano, miałyśmy jechać z Věrą do lasu szukać tego pomnika zamordowanego gajowego, no ale z przyczyn obiektywnych jest to niemożliwe. Jedyne, co mi pozostaje, to wybrać się na tę wystawę o bohemie, co to ją mam zapisaną w zeszyciku. Tylko tam otwierają o 11.00 dopiero. Liczymy na to, że się przejaśni po południu i pojedziemy do najmniejszego muzeum w Czechach. Tymczasem zabawiam się wstawianiem fotek z poprzednich dni, no bo co robić. Praga zrobiła mi paskudną niespodziankę z tą sierpniową pogodą, tego się po niej nie spodziewałam!



Gdy przechodzę obok zawsze pojawia mi się skojarzenie z Przygodami Sindbada Żeglarza Leśmiana i wujem Tarabukiem 😁

Klimaty weneckie z kolei 😁

Halo halo - co to tam kouka z dachu?


Spróbuj być dobry, inaczej...

Uwaga, zakręt!

Havlowskie ławeczki to projekt poświęcony pamięci prezydenta. Są to zawsze dwa fotele wokół okrągłego stolika, pośrodku którego jest pień drzewa. Oczywiście nie może zabraknąć motta Havla. Ta tutaj jest jubileuszowa czterdziesta. Są w różnych krajach (w Polsce nie ma).

Ktoś tu sporo chlasta, jak mówią Czesi.

A teraz przejdźmy do środy - jest już wieczór, więc mogę podsumować dzień. 

Tak mi się jakoś nie chciało jednak na wielką wystawę, że znalazłam w internecie małą malutką. Wychodząc zakradłam się do jednego ze sprzątanych pokoi, tych więcej łóżkowych - ich okna wychodzą na klasztorny wirydarz. Gdy tu zaczęłam przyjeżdżać, tamtędy się szło do wyjścia z klasztoru. Potem zrobili remont, recepcję i windę - i wejście osobne z drugiej ulicy. Szkoda, choć windę oczywiście pochwalam, bo jak sobie przypomnę to wleczenie walizki po niekończących się schodach... 😂

 

Pojechałam na Mała Stranę i punkt dwunasta stawiłam się przed drzwiami galerii (bo otwierali właśnie w południe). I nawet  deszcz przestał lać i słońce wyszło. Cóż z tego, skoro na drzwiach wisiała kłódka. No nie, myślę sobie, nie zrobią mi tego! Zmarnowane całe dopołudnie???
 


I rzeczywiście nie zrobili, młody człowiek o czeskich gabarytach nadszedł, przeprosił za spóźnienie, wyciągnął pęk kluczy, odnalazł właściwy i zaprosił do środka. Uff. Tu jest portret pana, który uważał się za największego znawcę Karla Gotta, ale te kury go fakt wkurzały*. No cóż, nie znam historii z kurami, ale może mi się tylko wydaje, bo coś jednak chodzi mi po głowie. A może ja już widziałam kiedyś to zdjęcie?

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle... podobno...

 

Tak sobie pomyślałam, że jeżeli do przyszłego roku dorobię się wreszcie okularów (a powinnam!), to może sobie kupię takie kiczowate etui, co? Zawsze to będzie Praga na co dzień 😂


Mam taką idée fixe, żeby wyszukiwać nieoczywiste miejsca na stołowanie się 😁Wczoraj byłam w sądzie dla Pragi 1, bo mieli tam stołówkę dla pracowników, ale dostępną również dla publiki. Niestety okazało się, że covid ją zlikwidował i już nie zmartwychwstała. Dobra, wykreśliłam z listy. A dziś poszłam sprawdzić stołówkę dietetyczną 😄 Mieści się w budynku polikliniki, jedzą tam obiady pracownicy, ale oczywiście i szeroka publiczność.

Wybrałam sobie ćevapčići, więc UWAGA sprawdzamy w rozpisce na ten tydzień, jaka to była dieta 😁 W każdym razie obiadek bardzo dobry, a w bonusie pan emeryt bardzo rozmowny, potem przyszedł drugi, jego znajomy, i z ich rozmowy dowiedziałam się, że pan służył w lotnictwie wojskowym, a teraz nie może się dostać do dentysty, nie ma terminów. A wcześniej mi powiedział, że ma bardzo małe mieszkanie, a bardzo wysoki czynsz. No, tu w Pradze z mieszkaniami nie są przelewki, zwłaszcza że bardzo dużo ludzi je po prostu wynajmuje, a nie że posiada. Potem już panowie zajęli się obgadywaniem wspólnej znajomej, to sobie poszłam.

A przy wyjściu zanosi się naczynia na takie ustrojstwo - i ono się kręci w kółko, tak że z drugiej strony je sobie odbierają do mycia 😀 Słowo daję, specjalnie zrobiłam dwa zdjęcia jedno po drugim - widzicie, jak się przesunęła taca?


No dobrze, tyle o obiedzie, bo nie będę przecież pisać wszystkiego, co mi pan emeryt opowiedział wsuwając udko z kurczaka i szpinak (że kiedyś stołówki dietetyczne były na każdym rogu, a listek na obiad kosztował 2 korony - ale to chyba z pracy takie dofinansowanie mieli). Po południu pojechałyśmy zwiedzić najmniejsze muzeum w Czechach - to jest ten śliczny budyneczek pokapliczny 😂 Pilnował go dziadek, który chętnie się oderwał od sudoku i wszystko nam opowiedział, wręczył stertę drukowanych materiałów (spoko, ja wzięłam tylko ulotkę, mapę - no jak nie wziąć mapy - i gazetkę lokalną, nic więcej), pozwolił fotografować, zaprowadził na cmentarz, wspomniał o pochowanym tam reżyserze i jego francuskiej żonie - pozostało tajemnicą, kim była druga Marta, ja twierdzę, że przypadkowo drugą żoną o tym samym imieniu, co pierwsza.

Tak, to jest Praga. Jechałyśmy tam autobusem podmiejskim od stacji metra chyba kwadrans, ale w granicach miasta.

Gdyby ktoś potrzebował męża na godziny, to jest numer.

 

A gdyśmy wróciły do cywilizacji, Věra zaprowadziła mnie do słoni.



 Niby miałam z tyłu głowy, że powinnam iść na tę Bohemę, bo dziś czynne do 21.00 - nawet wysiadłam z metra na właściwej stacji - ale no co poradzę, byłam już zbyt zmęczona na włókę po salach galerii. Zajrzałam tylko do pawi i wróciłam per pedes do domu.


Idę poczytać ten niemiecki kryminał, bo zaczęłam. Okazuje się, że to enerdowski jest. Ale się nie zniechęcam.

* Z tymi kurami to jest inaczej chyba 😉 One nie tyle go wkurzają, co mu srają. Przeczytałam uważniej.