Początek:
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1984
Seria: Poczytaj mi mamo
Z własnej półki
Przeczytałam 11 sierpnia 2023 roku
Praga, dzień ósmy
Chłop żywemu nie przepuści, do przyszłego roku zapomniałabym o tym morderstwie gajowego, nie będę czekać - wybrałam się więc dziś do lasu (Věra będzie zła, że sama pojechałam, ale ona dziś nie mogła, bo u synowej za Pragą produkuje wypieki na jakiś svátek - kto wie, może mi jutro do pociągu jakieś przywiezie?). Ale po drodze oczywiście pudełko z książkami po 10 koron. Nigdy nie słyszałam o tym Westlake'u, ale to ma być powieść humorystyczna z kryminalną intrygą, to biere i jeszcze taka fajna ilustracja na okładce! Do lasu jechałam pociągiem i znów spróbowałam złapać trzy kondygnacje Miejskiego słonia na jednym zdjęciu. O taki parking dla rowerów postulowałam w naszej spółdzielni mieszkaniowej, ale odpowiedziano mi, że w ogóle już nie ma pieniędzy na zwykły stojak przed moją klatką, a na takie luksusy to nigdy nie będzie.
A na stacji docelowej wielki zawód. Tam kiedyś było tak fajnie, kanapy, fotele, biblioteczka... została tylko biblioteczka właśnie. Poszłam się wypytać pana w kasie biletowej, co się to stało, czy to covid znowu załatwił czy co.
- Ludzie. Ludzie jak świnie, nie dbają o nic, brudzą, niszczą. Tacy u nas ludzie są.
Zapewniłam go, że tacy są wszędzie, u nas też, ale to go nie pocieszyło.
Wbrew pewnym obawom pomnik zamordowanego gajowego znalazłam, więc zacieram rączki, że kiedyś popełnię wpis na praskim blogu o tej historii, a czy w bonusie przywiozłam sobie do domu jakieś kleszcze, to się okaże. W lesie przyjemnie, kiedy ja ostatni raz w lesie byłam, brakuje mi tego... choć z lekkim strachem (czy mnie kto nie napadnie 🤣). I wysikać się można było w plenerze 🤣
Oczywiście nie obeszło się bez łupu książkowego z tej biblioteczki. Liczę teraz i liczę moje zdobycze i kwiczę... dobra, dość tej poezji... wychodzi, że jest ich 17, więc wcale nie tak tragicznie 😂
A gdy czekałam na pociąg powrotny przypomniałam sobie, że kiedyś byłyśmy z Psiapsiółą z Daleka na jednej z wcześniejszych stacji - jest tam późnoromański wiejski kościółek - ale ha ha padało. Dziś nie pada, no to wysiadłam. I o dziwo nawet był otwarty - to znaczy otwarte wejście, a dalej krata, ale to i tak sukces. Żeby obejrzeć freski uwaga z XIII wieku w prezbiterium, to jednak trzeba się zjawić w porze mszy... W planie było wracać tym samym pociągiem (kursują na tej trasie co pół godziny), ale patrzę - przystanek autobusu 181, który zmierza na stację metra Opatov. A tam jadłam poprzednim razem ten smaczny kapuśniak 😁 No to dawaj zwiedzać autobusem tę trasę!
A teraz się zastanawiam, kto mnie obrobił z 20 koron - zaznaczam, że zawsze mi się wszystko zgadza, a tu nagle brakuje 😉 I wychodzi mi na to, że to pani w barze z kapuśniakiem, bo gdy jadłam, słyszałam za plecami, jak się jakiś człowiek upominał o źle wydaną resztę i ona przeprosiła. Coś mi się wydaje, że kobitka se tak dorabia do pensyjki. A ja nigdy tutaj nie liczę wydawanych drobnych (bo mnie to przerasta 😂).
A o 17.00 miałam ostatnią wycieczkę. Nie dość, że poszłam na miejsce zbiórki z zapasem, to jeszcze o tej piątej nikogo nie było i się okropnie zdenerwowałam, no co - odwołali czy co, a ja nic nie wiem. Sprawdzam trzy razy na wydruku, gdzie spotkanie, wszystko się zgadza. W końcu dostrzegam pewien drobiazg - godzinę. Mianowicie 17.30... ja to jestem tuman. Z nudów studiowałam turystów.
Tak też w mieście można 🤮
Miałam jeszcze taki plan(ik), że na koniec przepłynę rzekę, bo przecież ani razu podczas tego pobytu nie płynęłam, tradycji trzeba dotrzymywać. No, ale skoro to się przesunęło o pół godziny, straciłam nadzieję. I nie bez racji, bo gdyśmy skończyli, już mi się nic nie chciało. Pewnie dlatego, że beznadziejny ten spacer był. Zamiast przewodniczki przyszedł inny pan i nie wiem, czy był z łapanki czy co, bo wyraźnie "szył". Temat wycieczki był Przejścia i uliczki Starego Miasta i miałam nadzieję, że poznam jakiś nowy dla mnie skrót. Nic z tych rzeczy, wszystko znane, a dziadek wypełniał czas wszystkim, co mu do głowy przyszło. Ale nie ma tego złego... teraz już przynajmniej wiem, żeby nigdy nie kupować wycieczki z nim, bo wiem, jak się nazywa 😂 A drugi "zysk" z tego spaceru to mocne postanowienie, żeby już nigdy nie pchać się tam, gdzie istnieje choćby cień podejrzenia, że będę wiedzieć na dany temat niewiele mniej od przewodnika. Od tej pory tylko tam, gdzie jeszcze w ogóle nie byłam! Mają takie w najbliższym czasie, jak najbardziej:





















































































