czwartek, 30 lipca 2026

Josef Pohl - Ticho, mluví pachatel

To jest jedna z książek, które mi przysłała Czeszka (dziś rano odgrażała się zresztą, że ma dla mnie kolejne dwa kryminały naszykowane 😁) i najpierw myślałam, że to regularny kryminał - bo gdzież bym tam doczytała, co napisali na skrzydełku... A to była inna historia: najpierw powstało słuchowisko radiowe, a potem, zważywszy na osiągnięty sukces, autor opracował wersję literacką. Ponieważ są tu też zdjęcia, spodziewałam się i filmu, ale to były tylko fotografie zrobione specjalnie do wydania książkowego, imitujące fotosy filmowe.

A na koniec - że owszem, jest to książka z kryminalnym motywem, ale taka dla młodzieży. Śmiesznie przy tym czytać o tym, jak ówcześni młodzi ludzie (lata 60-te) trzęśli portkami przed władzą, czy to rodzicami, czy dyrektorem szkoły czy policjantem. Gdzie te czasy!

Syn miejscowego dentysty dostał w prezencie magnetofon na baterie i oszalał na jego punkcie - razem z kolegą chodzą i nagrywają, co tylko się da. I oto pewnego wieczoru ojciec odkrywa, że mają nagranie rozmowy dwojga ludzi, zmawiających się na... morderstwo. Chłopcy zostawili magnetofon pod ławeczką, na której zwykle siadywała pewna dziewczyna. Ojciec oczywiście leci na policję z tym nagraniem, a tam już dedukują, że chodzi o emeryta mającego w pobliżu działkę z domkiem letniskowym, skłóconego z sąsiadami. I co się dzieje? Najpierw ktoś wrzuca mu przez okno kawał żelaza (ponoć chybiło o centymetry od głowy starszego pana), a potem podpala domek. Zaczyna się śledztwo w wykonaniu dzielnicowego Peterki, a jednocześnie chłopcy cały czas dostarczają kolejne nagrania...

Lektura była dość trudna, w sensie bardzo bogatego i urozmaiconego słownictwa. W połączeniu z przedwyjazdowymi nerwami - sporo czasu mi zeszło 😁 Szkoda, że filmu nie ma.

Początek: 

Koniec:


Wyd. Nakladatelství České Budějovice 1966, 111 stron

Z własnej półki 

Przeczytałam 29 lipca 2026 roku


Dziecko przyjechało (tylko 88 minut opóźnienia miał pociąg), wyczyściło odpływ pod prysznicem, przykręciło klamkę...


A teraz chodzi i nudzi, że ona tam chce jechać z powrotem, bo tu nie ma co robić 🤣 I chyba tęskni za kotem!

Z budki przyniosłam na podmiankę Hugo, w sumie nie wiem, czy dobrze, bo to jakieś nowe tłumaczenie (nie mam zaufania do nowych tłumaczeń 😉), ale za to mniej miejsca zajmie.


Obejrzałam ostatni odcinek drugiego sezonu tego norweskiego serialu o znalezieniu ropy, książka przeczytana, nowej nie ma sensu zaczynać, podobnie jak trzeciego sezonu filmu - normalnie ja też nie mam co robić 😂 Cztery książeczki na Pragę naszykowane, zamówienie w Ulubionym Antykwariacie zrobione (pięć! PIĘĆ słownie PIĘĆ sztuk tylko kupiłam! dzielna jestem, co?).

Ale ale! Zadzwoniła Ta, Co Jedziemy Razem - że w obliczu grożących upałów postanowiła skrócić pobyt i odjedzie już w środę. Ja się oczywiście nie poddam tak łatwo, choć... jak zaglądam ponownie do prognoz, to widzę, że temperatura ciągle rośnie 🙄 Trochę się ostatnio martwiłam, że mam za mało przygotowanych wycieczek, wiecie - takich, że jadę w jakieś okolice i tam oblatuję wszystko, co jest do oblatania - ale to najwyraźniej nie zaszkodzi, bo żadnych wycieczek nie będzie 🤣 chyba jedynie same takie szusy metrem do czegoś JEDNEGO w pobliżu stacji i z powrotem... Jak na złość objawiła się ciekawa wycieczka oprowadzana, no ale to już na pewno nie przy 40 stopniach. Nie zapowiada się owocny pobyt, ale co tam... grunt, to trochę pobyć w Pradze. Albowiem - właśnie przeczytałam w kolorowej gazetce, że niejaki Dymsza miał zasadę czy życiowe motto:

WSZYSTKO BZDURY - NOS DO GÓRY! 

Więc się spróbuję do niego przykleić.


Jeszcze kartka ze spisanymi filmami. Jak wrócę w całości i przy zdrowych zmysłach, to już będzie na bieżąco.

/obiecanki cacanki/ 

Obejrzałam ten szwedzki - The Last Journey. Popłakując sobie tu i tam, no bo możecie się domyśleć z tytułu... Jest to niby dokument, ale wyraźnie pod publiczkę, syn (jakiś ichni celebryta) wraz z przyjacielem zabiera ojca u kresu życia do Francji, którą ojciec uwielbiał (był nauczycielem francuskiego) i wielokrotnie spędzali tam wakacje. To, że ojciec wrócił z tej ostatniej podróży żywy, to cud... syn showman to wiecie... film zresztą był zdaje się szwedzkim kandydatem do Oscara. 

poniedziałek, 27 lipca 2026

Charlotte Brontë - Jane Eyre (retold by Florence Bell)

W szkolnych czasach czytałam Dziwne losy Jane Eyre z wypiekami na twarzy 🤣 Kto wie jak by to dziś było... W każdym razie zabrałam z domu ten stary sfatygowany egzemplarz w miękkiej oprawie, ale już go nie ma - wymieniłam na jeszcze starszy i też wymęczony życiem (z 1959 roku), ale w płóciennej okładce. Tak samo wymieniłam broszurowe Wichrowe wzgórza Prószyńskiego na super duper wydanie w twardej lakierowanej okładce, nówka z knihobudki. To tyle, jeśli chodzi o siostry Brontë w moim domu.

Aby odwalić comiesięczną lekturkę miałam wybór pomiędzy Jane Eyre, Anią z Zielonego Wzgórza i opowiadaniem o Sherlocku zatytułowanym The Speckled Band (nie wiem, co znaczy speckled). Wybrałam najgrubszą, 70 stron łącznie z ćwiczeniami 😁

Okazało się, że niewiele pamiętam z powieści, głównie mi się kojarzyło, że pan Rochester oślepł w wyniku jakiegoś wypadku. Ale proszę proszę jaki happy end, jak mu się dziecko urodziło to od razu zaczął lepiej widzieć 😂 

Językowo było do zniesienia, co prawda zaraz na początku natknęłam się na słowo clergyman, a nie chciało mi się szukać w słowniku (oczywiście...), więc tylko drogą dedukcji doszłam, że to znaczy 'duchowny' - ale chyba nie 'pastor'? Powtarza się określenie, że pan Rochester miał strong face, wiem, co znaczy 'strong', wiem co znaczy 'face', ale do kupy tego jakoś nie składam. Taka męska twarz czy co.

Książce towarzyszą 2 płytki i przesłuchałam, ale radości z tego nie miałam, nie podszedł mi głos lektorki 😉 W ogóle utrzymanie uwagi jest dla mnie mega trudne, no nie nadaję się do audiobooków.




Początek:

Koniec:


Wyd. MacMillan Readers 2005, 71 stron + 2 CD

Printed in Thailand, jak by się kto pytał 

Beginner Level 

Z własnej półki

Przeczytałam 23 lipca 2026 roku 

 

Mamo mamo pliiiiiz mogę przywieźć padalca? 🤣🤣🤣


I cóż, na moje stanowcze NIE wzięła się i powiesiła.


 

Słuchajcie słuchajcie, za kwadrans dziecko wsiada do pociągu w Dżendżejowie. Emocje, córka marnotrawna wraca 🤣

A ja już mam Reisefieber przed Pragą, przerażona prognozą pogody 40 stopni, a jak by tego było mało, to jeszcze deszcze albo burze. Chyba nie skończy się to leżeniem w hotelu i czytaniem zdobyczy z knihobudek? Miałam sobie przygotować plany B na upały, ale nic takiego nie wymyśliłam i darujcie, ale łażenie po galeriach handlowych to nieeeee. Więc tego, niedobrze 🤣 Przecież w muzeach też nie będę siedzieć /stać, to nuda. A wygląda na to, że tak właśnie się zapowiadają kolejne lata...

sobota, 25 lipca 2026

Irena Jurgielewiczowa - Wszystko inaczej


Kolejna pozycja z listy lektur wakacyjnych. Wiecie, raz młodzieżówka, raz kryminał. Muszę się spieszyć przed Pragą i przed końcem miesiąca, żeby zdążyć o nich napisać (czeka przeczytana angielska lekturka i będzie jeszcze kryminał po czesku, który jest w czytaniu). Po raz kolejny uprzedzam (z ubolewaniem), że bardzo prawdopodobny jest scenariusz, iż z Pragi napiszę raz albo dwa jedynie. Chyba że byłoby tak: albo 45 stopni albo śnieżyce i nie wychodzę z domu - czego przecież mi nie życzycie 🤣 

Założyłam, że te wakacyjne lektury będę brała po jednej z każdej strony spisu. I okazuje się, że nie jest łatwo, bo znakomitej większości nie mam albo czytałam w miarę niedawno. Następna wytypowana do czytania to Szaleństwa panny Ewy, bo od początku bloga ich tu nie było. A piąta strona spisu prezentuje się marnie i chyba trzeba będzie znów wrócić do pierwszej i coś Bahdaja sobie strzelić albo Idę sierpniową. Książkami zawalona od podłogi do sufitu, a jak przychodzi co do czego, to tylu brakuje!

A co Wszystko inaczej? Tak, wakacje, ale zepsute, bo Maja ma poprawkę z geografii, a Michał kiepskie relacje z ojczymem i pustkę po wyjeździe mamy na zagraniczny kurs. Zresztą i Maja nie może się dogadać ze swoim tatą. Rodzice wiadomo - chcą dobrze, stąd ciągłe zakazy i nakazy, ale dzieci, już przecież nastolatkowie, więc prawie dorośli, nie widzą w tym nic sensownego dla siebie. Mają swoje własne zdanie choćby na temat towarzystwa, w jakim się obracają i jakie im imponuje, więc na domowe konflikty nie trzeba długo czekać.

Nie pamiętam tej powieści ze szkolnych czasów, ale pewnie czytałam. Warto było i teraz do niej wrócić - pewne problemy dorastania, dojrzewania są zawsze aktualne. 

Początek:

Koniec: 

Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1976, 137 stron

Seria "cieniowana"

Z własnej półki

Przeczytałam 19 lipca 2026 roku

 

W temacie książek to tak - w stosie poprzednim kilku zabrakło, więc nadrabiam.


 "Pokraka" była w naszej knihobudce i Grażynka powiedziała, że ją czytała i to nie raz, bo bardzo zabawna. Kuchnia wegetariańska to chyba bardziej mi posłuży jako lekturka z angielskiego. A po 9 tomików z serii Encyklopedia kulinarna pojechałam w świat, bo ich właścicielka ogłosiła na Śmieciarce, że wyda mnóstwo tego. Ja sobie wybrałam tylko kilka, raz że w domu jest już 15 sztuk, dwa że nie ma miejsca na wszystkie, a trzy, że tak naprawdę wcale za tą serią nie przepadam 🤣 I aktualnie, żeby pomieścić te dziewięć nowych zastanawiam się nad wydaniem ośmiu tomów Dziejów teatru w Krakowie, kurka wodna.

Fantazja ludzka nie ma granic i do budki trafiają kolejne fanty.

 

Natomiast problem szmat MOŻE być rozwiązany - jak mi się będzie chciało pakować je do siatek i drałować z nimi za tory, bowiem zlokalizowałam trzy pojemniki "pecekowskie" zaraz za nimi i kolejne cztery nieco dalej. Raz już trochę wyniosłam. 

Czeszka co chwilę pyta czy to chcę, czy tamto chcę z książek oczywiście i nic nie chcę, bo raz po co ma sobie robić szkodę (jak to oni mawiają), a po drugie przecież za chwilę przywiozę znowu jakieś 20 nowych 😂 

A jako emerytka mam za dużo czasu najwyraźniej, bo przeglądając stare czasopisma wnętrzarskie przed wyniesieniem z domu, jak tylko trafię na dom/mieszkanie, gdzie są książki (co nie jest oczywiste) - natychmiast zabieram się za ustalanie z lupą, co tam jest 😂


Córka przesyła doniesienia z kociego frontu...

Sobótka. Umyłam podłogi w jednej połowie mieszkania i czekam, aż wyschną, żeby się zabrać za drugą. Czekam też na córkę, żeby wreszcie wróciła i zrobiła porządek z prysznicem (w sensie trzeba przeczyścić odpływ, co jest od lat jej zadaniem i nawet nie pamiętam, jak to się robi; spróbowałam, bo już muszę zakręcać wodę co chwilę, żeby spłynęła - ale jakoś nie pomogło 🤣). Dziś przyjdzie ta moja koleżanka z liceum, z którą jedziemy razem, na omawianie szczegółów. I się zastanawiam, jaki jej tu przydzielić pseudonim na użytek bloga, gdybym jednak dzieliła się wrażeniami. Macie jakiś pomysł?

A wracając do odbioru książek ze Śmieciarki - od czasu do czasu się po coś zgłaszam traktując to bardziej jako okazję do wycieczki krajoznawczej. No i właśnie tak było w tym przypadku, bo pierwszy raz w życiu widziałam taki blok. Na każdej kondygnacji była masa mieszkań, przypominało mi to więzienie z amerykańskiego filmu - że taki dłuuuuuugi korytarz. I nie wiem, może z jakichś względów bezpieczeństwa lub w celu doświetlenia, zrobiono tam na każdym piętrze dodatkowy otwór w stropie, otoczony barierką. Obawiam się, że na zdjęciach nic z tego nie można zrozumieć (a tym bardziej z mojej pisaniny), ale co tam, zamieszczam w ramach pamiętniczka.

Zapytałam, czy myśleli lokatorzy o windzie - myśleli, ale nie da się, nie ma na nią miejsca. A zewnętrzna? Tak samo, po prostu wszędzie naokoło są mieszkania, nie ma kawałka pustej ściany.  



 





czwartek, 23 lipca 2026

Joanna Futkowska, Marta Walęcka-Zdroik - Smakowitości dla gości

Nie możemy zapominać o przepisach! A skoro miewam ostatnimi czasy gości, to niech będą smakowitości dla nich. 

/choć więcej przepisów na takie okazje można znaleźć w pozycji Przekładaniec imieninowy, ale i do tego kiedyś dojdziemy/

/jak wcześniej nie umrzemy/ 

Co tu znajdziemy? 



Ja wam dam tymbaliki drobiowe!

Z tego "bogactwa" zainteresowały mnie tylko dwa przepisy na quiche (jak wiadomo, jestem ich wielbicielką). Z tym, że nie widzę powodu, by szpinak obgotowywać we wrzątku, zamiast zwyczajnie udusić.

 

Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, 93 strony, nakład 142 tys.

Seria BIBLIOTECZKA PORADNIKA DOMOWEGO 

Z własnej półki

Przeczytałam 18 lipca 2026 roku
 

Sprawy nie wyglądają najlepiej, bo ostatnimi czasy przywlokłam z knihobudek normalny STOS.


Te z boku to dla brata, ale cóż to znaczy, gdy reszta moja... Jasne, że część tylko do przeczytania i odniesienia, ale zważywszy, że przeczytane zostaną Bóg wie kiedy, to... Najlepsza ta Chmielewska, przecież uzgodniliśmy już dawno, że tylko jej stare książki nadają się do czytania, ale gdy dają to bierz 😁

A tu jeszcze przyszła paczka od Czeszki. Miała mi przysłać ostatnią pozycję z serii o Pradze, którą miała u siebie w dublecie, to jeszcze dołożyła trochę kryminałów i foglarovek. Ja zwariuję 🤣 Gdzie to ustawię?


Laptop mnie doprowadzi do udaru jakiegoś, dwie godziny tu siedzę i zładowuję /załadowuję zdjęcia, on już naprawdę długo nie pociągnie... ale przed Pragą nic nie zdążę załatwić, chcę to przecież zrobić na spokojnie. Córka dobre dziecko, napisała, że mi da pieniądze na nowego 😏 ale nie będę jej obrabowywać z zarobku przecież, wezmę ze skarpety!

Tymczasem wciskam zawzięcie żeton do poręczy wózka w Lidlu, a tu za diabła nie chce wejść... Kto by tam czytał napisy 😁 Ale zastanawiam się, co to za posunięcie z nowymi wózkami bez monet. Nie będą ich bezdomni zabierali na potęgę?


Mam za sobą kolejnego gościa (ta pani, która przychodziła do Ojczastego, gdy zrobił się leżący) i nocne Polaków rozmowy - za stara już na to jestem i planuję jutro odespać (co się pewnie nie uda), ale co się nakłapałyśmy pyskami, to nasze 😂  

I paczpan, ledwo się pożegnałyśmy, zadzwoniłam jeszcze do kuzynki, żeby przyjeżdżała (córka wraca w poniedziałek) - widać mi było mało - no ale kuzynka ma problem zdrowotny i nim się teraz zajmuje. Tak więc jutro robię co? Odpoczywam. 

/wiemy, że nie umiem/

/takie fajne karty pasjansowe kiedyś zafasowałam, to może będę układać piramidkę albo pasjans Napoleona?/ 

Gdzieś na bloku:

Myślicie, że chodzi o ukochaną, być może mieszkającą w tym bloku czy faktycznie o kota? 😎 

poniedziałek, 20 lipca 2026

Agata Christie - Pani McGinty nie żyje

Poirot ma problemik - co robić na emeryturze? Jeść można tylko trzy razy dziennie, bo detektyw nie uznaje podwieczorków, nie psuje sobie również apetytu przed lunchem jakimś drugim śniadaniem. I co począć z resztą dnia?

Finansista na emeryturze bierze się do golfa, drobny kupiec sadzi w ogródku cebulki, a ja jem.

Charakterystyczne, że nawet się nie zająknie na temat czynności kobiet na emeryturze 😁 Te wszak emerytury nie mają. Ich życiowa działalność jest taka sama niezależnie od wieku - zapier... niczać przy rondlach i miotle. Wolny czas mogą sobie zapełnić ploteczkami w gronie przyjaciółek.

Ale wróćmy do Poirota. Tak się głowiąc, co robić przed kolacją, z wdzięcznością przyjmuje propozycję dawnego znajomego, policjanta zresztą, aby poszperać nieco w historii biednej sprzątaczki, którą ktoś zaciukał nieznanym narzędziem i zabrał 30 funtów ukrytych pod podłogą (o tej skrytce wszyscy we wsi wiedzieli). Zbrodnia zostaje błyskawicznie przypisana lokatorowi pani McGinty, który dostaje czapę. Ale tenże policjant, który prowadził całe śledztwo, nie jest przekonany o jego winie. Herkules Poirot rusza do Broadhinny na przeszpiegi, sprawa jest pilna, bo do egzekucji zostało niewiele czasu 😎 Żołądek detektywa będzie wystawiony na ciężką próbę, bo wynajął pokój z utrzymaniem u kobiety, która nie ma zielonego pojęcia o prowadzeniu domu (wrócili z mężem z Indii, gdzie zawsze była chmara służących; częsty motyw u Christie, ci, co powrócili z Indii, aż sprawdziłam, kiedy to się stało - 1947).

A co do wydania - pełno literówek, masakra. 

Początek: 

Wyd. ??? nic nie wiem, albowiem tomik pochodzi znów z bibliotecznych "wykopów", ergo ma wyrwaną kartkę tytułową; więc tylko podam, że 246 stron  i że mam tak wydane "Spotkanie w Bagdadzie", więc wiem, że chodzi o wydawnictwo Hachette (co zresztą jest podane na okładce)

Swoją drogą ciekawa jestem, ile różnych serii wyszło u nas z jej kryminałami. Jedna znajoma kiedyś wspominała, że zbiera Agatę Christie, ale nie przyszło mi do głowy dopytać, czy po prostu wszystkie tytuły czy w ogóle wszystkie wydania... to by chyba domu nie starczyło 🤣 

Tytuł oryginalny: Mrs McGinty's dead, jak podaje Wikipedia

Przełożył: ???

Z własnej półki

Przeczytałam 17 lipca 2026 roku



Zaległości filmowe... czy ja zawsze będę miała jakieś zaległości? 

/zawsze, wiem/ 

 


Ostatnio niewiele oglądam na lookmovie, bo jak mi cudownym sposobem wróciło wi-fi do telewizora, to skupiam się na czeskiej telewizji, a nawet zaczęłam tam patrzeć na norweski serial o odkryciu ropy w Stavanger, tyle że tak tnie się i tnie, że w rozpaczy zajrzałam na LM, czy tam go nie ma, ale nie, nie ma, więc muszę kontynuować w ślimaczym tempie.


Zaglądam na LM praktycznie codziennie, na nowo wstawione filmy i taka ciekawostka: w ostatnich dniach pełno filmów na B. Jedyne wytłumaczenie, jakie wymyśliłam, to że ktoś umieszcza swoją kolekcję w alfabetycznej kolejności 🤣 tylko nie zwróciłam wcześniej uwagi, czy był też wysyp na A 😂 

Przygotowania na Pragę też się ślimaczą, ciągle czegoś szukam, pamiętam przecież, że o tym sobie robiłam notatkę - i gdzie ona jest? Tak mnie ta starcza powolność i jakaś bezmyślność wkurza, że ani się na Pragę nie cieszę. Ale wiem, że niech no tylko wysiądę z pociągu 🤣 Mam na razie gotową listę seriali, z której w sklepie CD BAZAR wybiorę jeden lub dwa, co tam będą mieli. Książek w koszyku w Ulubionym Antykwariacie mam 45 😂 ale wiadomo, że w momencie zamówienia to się zredukuje, część mi już zresztą podkupili... byłoby fajnie, gdyby do 5 sztuk... Już przysłali maila, że jest ta promocja tyle zniżki, jaki dzień miesiąca i planuję wysłać zamówienie 30-tego, dzień przed wyjazdem. 

A jutro ma przyjechać Grażynka - ta pani, co przychodziła do Ojczastego, gdy już był leżący - więc znów intensywne dni 😎

A tu taka sprawa:


I nie mówcie przecież był pan Krzysztof do strapontenu, to mogłaś... nie mogłam, jedna rzecz na raz 😂 ani w tym zaaferowaniu nie pamiętałam o klamce!