Lucille Fletcher - Sorry, Wrong Number
Taką książkę znalazłam w knihobudce przed paroma dniami i przeglądając spis treści zobaczyłam znajomy tytuł - albo kiedyś widziałam film albo był jakiś Teatr Telewizji czy inna Kobra. No to wzięłam.
Przepraszam, pomyłka - tak brzmi polski tytuł filmu. Lucille Fletcher jest określana jako scenarzystka, ale widzę na Lubimy czytać, że wyszedł u nas jeden jej jamnik, pod tytułem Krzyk w nocy. Może się kiedyś trafi w knihobudce? 😉
Pewna unieruchomiona w łóżku kobieta czeka na późny powrót męża z pracy. Próbując się do niego dodzwonić, jest przypadkowym świadkiem rozmowy dwóch mężczyzn, którzy planują zbrodnię - jakiejś kobiety mieszkającej obok wiaduktu kolejowego: o 23.15 będzie tamtędy przejeżdżał pociąg, więc ewentualnie zagłuszy krzyk. Bohaterka bezskutecznie próbuje zainteresować tym faktem najpierw centralę telefoniczną, a potem policję i w końcu zdaje sobie sprawę, że to ona ma być ofiarą morderstwa, zaplanowanego przez jej małżonka...
Wiecie, znacie, co nie?
Film w każdym razie jest - z polskimi napisami - na wiadomej stronce.
Początek:
Koniec:
Moja głowina już nic nie rejestruje, nawet, gdy poszukam znaczenia jakiegoś słówka, to go nie zapamiętuję... Ale te dwa zwroty powinnam wykuć na pamięć: going out of my mind + driving me crazy. Mam oczywiście na myśli remont.
Wyd. American Book Company, New York 1961, 10 stron
Z własnej półki (? - miałam tylko to przeczytać i odnieść, ale może też poczytam kiedyś inne opowiadania, więc na razie zostawiam)
We wstępie napisano, że jest to a collection of American prose and poetry selected for the advanced student of English as a second language, ale że trudność wzrasta z każdym rozdziałem, to w pierwszym mam jeszcze opowiadanie Saroyana (hm hm) i Jacka Londona i jeszcze jakichś nieznanych autorów.
Przeczytałam 23 lutego 2026 roku
Daphne du Maurier - Don't Look Now
Kolejna książeczka to już tradycyjnie skrót prawdziwej, podają na okładce poziom 2 - Elementary (500 words). I znów tytuł znany z filmu, a ja patrzę na okładkę i zastanawiam się, jak też się nazywa ten aktor, on przecież grał Casanovę u Felliniego. I nic, nie przypomniałam sobie bez pomocy internetu. Mojej (bez)pamięci już nic nie pomoże.
O dziwo, ta lekturka nie pochodzi z knihobudki, skąd tyle ich naprzynosiłam, tylko swego czasu ją nabyłam drogą kupna. Moje plany względem angielskiego nie datują się od wczoraj 🤣
Historia jaka jest, każdy widzi. Pewne małżeństwo przyjeżdża na urlop do Wenecji, po stracie córki. Tam spotykają jakieś dwie dziwne starsze siostry, które wmawiają nieszczęsnej matce, że zmarła córka jest tu z nimi. I że córka ta ostrzega, żeby natychmiast wyjechali. Mąż jest oczywiście sceptyczny, ale gdy nadchodzi wiadomość, że młodszy syn w szkole w Anglii jest poważnie chory, oboje podejmują decyzję o wyjeździe. Nie wszystko jednak pójdzie zgodnie z planem. To horror jest, a ja za tym gatunkiem nie przepadam, więc cieszę się, że było krótko 😉
Początek:
Wyd. Penguin Books 1992, 43 strony
Z własnej półki
Przeczytałam 24 lutego 2026 roku
Może powstać pytanie ale o co chodzi, dlaczego są dwie książeczki razem. Ano chodzi o moją obsesję, że jeden post = jedna przeczytana książka, a jako że osobny poświęciłam Ojczastemu, więc teraz muszę nadrobić, żeby się ilość przeczytanych w miesiącu książek zgadzała z ilością postów 😁 Możecie się śmiać, ale ja tego pilnuję - czego najlepszym dowodem są posty z Pragi z tymi dziecinnymi książeczkami.
Wyobrażałam sobie, że po skończonym remoncie pionu kanalizacyjnego i po pogrzebie nastąpią dni ciszy i spokoju. Nie nastąpiły, bo rekonstrukcja tylnej ścianki w WC to nie przelewki: w poniedziałek zdemontowano przechodni sedes, zainstalowano z powrotem stelaż od geberitu i pan przystąpił do obudowy, oflizował* dół i tak nas zostawił na noc i drugi dzień, bo sedesu na razie nie mógł zawiesić, musi wyschnąć. Czyli było gorzej niż w trakcie remontu, gdzie kibelka nie miałyśmy tylko od 7.00 do 15.00. Co nas nie zabije... ale ja na drugi dzień obudziłam się z migreną, więc prawie mogę uznać, że mnie zabiło.
* okleił płytkami znaczy się
Jakież to jest wszystko poniżające.
Następnego dnia już około 20.00 sedes był do użytku. Teraz znów zdjęty, bo pan robi górę i by przeszkadzał. Ludzie, kiedy to się skończy. Osiwiałam, wyłysiałam, będę następna w kolejce do zakładu pogrzebowego.
A najlepsze, że nakurzyło się na sam koniec, bo to i folie już ponadrywane, podziurawione. W kuchni wszystko pokryte białą warstewką. Tymczasem dziś zjadłyśmy ostatnie zupy ze słoików.
Dodajmy, że całe to cierpienie jest NA NIC - to tylko odtworzenie stanu wyjściowego, a nie remont, który ma coś odnowić, ulepszyć. Ten dopiero mnie czeka 🤣
Druga sprawa - pomór w klatce. W czwartek przyjechały dwie karetki do sąsiadki z I piętra, biegali z tlenem etc., ale nic nie zdziałali (atak serca, już miała wcześniej zawał). W piątek zaś zmarła (nie w domu, w hospicjum, galopujący rak) sąsiadka z II piętra. Samotna bezdzietna pani, bardzo skromna, wyciszona, codziennie rano chodziła do kościoła. Latami opiekowała się swym leżącym mężem, dopóki siły nie odmówiły jej posłuszeństwa i wtedy umieściła go w ZOL-u (tym samym, w którym my czekaliśmy na miejsce dla Ojczastego; ona go poleciła). To była ta pani, która mi tak bardzo pomogła, gdy córka miała operację i chciałam być z nią w szpitalu - zgodziła się zająć w tym czasie Ojczastym i robiła to z wielkim oddaniem, widać było, że ma podejście do niedołężnych osób. Na początku lutego widziałam, jak ją zabierała karetka, więc po południu zadzwoniłam zapytać, w którym jest szpitalu i czy jej czegoś nie potrzeba, czy coś przywieźć. Okazało się, że jest już z powrotem w domu i że dziękuje, ale nic nie potrzeba, zajmuje się nią siostrzenica. Aniśmy nie wiedzieli o istnieniu takowej. No, a dwa tygodnie później przyszła wiadomość, że pani jest w hospicjum. Bardzo mi żal.
Więc teraz dwa pogrzeby.
I wniosek do ZUS trzeba wysłać o wypłatę emerytury i świadczenia jeszcze.
I do spółdzielni iść napisać wniosek o odszkodowanie za zalanie kuchni w poprzednią niedzielę.
I kontrola gazowa. Na osiedlu zmarła w zeszłym tygodniu 14-letnia dziewczynka, od piecyka.
I kontrola kominiarska.
I wystawić opinię pensjonatowi.
I za nic się nie mogę zabrać.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz