Drugi tom korespondencji Joyce'a był mniej obszerny od pierwszego, więc szybciej mi poszedł. Podczas lektury wróciła chętka na dokładniejsze zapoznanie się z życiorysem pisarza, wyjaśniające pewne fakty wspominane w listach. Wpisałam do google'a "biografia Joyce'a" i wyszedł jakiś komiks (eee) i co gorsza "Joyce Girl. Pasja i upadek" inspirowana historią jego córki Lucii (a fuj). AI podpowiada, że jest "James Joyce" Ellmanna z 1984 roku, ale to mnie przeraża - 700 stron. Tak że być może zostanę z niczym, a szkoda.
Ogólne zarysy tego, co się działo w latach 1920-1941, zamieścił we wstępie Maciej Słomczyński (któż by inny). A potem listy, ukazujące w dalszym ciągu walkę z wydawcami, walkę o wzrok, walkę o pieniądze, walkę z twórczością - dziełem całego życia czyli Finnegans Wake (choć najbardziej znany jest z Ulissesa, a u nas w domu tego Finnegans nie było, nigdy nie miałam w ręku - sprawdziłam: wyszedł po polsku dopiero w 2012 roku, więc nic dziwnego). Ale z humorem, jak pokazują poniższe fragmenty.
Tu namawia przyjaciela na przyjazd.
Prośba do Italo Svevo (kolor brzucha zakonnicy 😁):
Co czytał dla odprężenia 🤣 A wyobraźcie sobie, że ja mam po francusku kontynuację tej powieści, pod tytułem Mais ils épousent les brunes! Też przeczytam kiedyś dla odprężenia!
Wiosna nie każdemu się podoba...
Opinia w pierwszym akapicie dotyczy Kiepury:
Wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1986, 383 strony
Wybór i przekład: Michał Ronikier
Komentarz: Maciej Słomczyński
Z własnej półki (przyniesione z knihobudki 15 sierpnia 2025 roku)
Przeczytałam 21 lutego 2026 roku
Z pogrzebem było tak. Ojczasty dwukrotnie do mnie wyraził życzenie, że ma zostać skremowany i na tym koniec. Kategorycznie mówił żadnego pogrzebu, żadnych ceremonii. Po prawdzie to wyobrażał sobie, że prochy spoczną na terenie posiadłości mojego brata, z której był bardzo dumny. A jak wiadomo, u nas nie jest to jeszcze możliwe. Tak więc myślałam, że po prostu w wybrany przez nas dzień i w naszej obecności urna zostanie schowana do grobu, gdzie spoczywają mama i babcia.
Mój brat jednakże musiał zrobić po swojemu. Bo ja tak chcę. Czyli, że ma być pogrzeb. Świecki oczywiście, ale jednak. Miałam moment buntu, ale po zastanowieniu się (czy warto obrazić się na śmierć, nie odzywać się etc.) postanowiłam odpuścić, trudno. Po co kłótnie nad grobem. Choć oczywiście widzę wyraźnie, że jeśli to ja umrę pierwsza, mojej woli też nie uszanuje 😢
Stanęło więc na tym, że jakaś ceremonia będzie, dla najbliższych. Skoro miało nas być parę osób, podjęłam się wygłoszenia pożegnania. W zeszłym roku mieliśmy w rodzinie pogrzeb z mistrzem ceremonii i kuzynka nie była jakoś specjalnie zadowolona (ja na nim nie byłam, bo przecież uwiązana przy Ojczastym), więc co mi tu będzie obcy człowiek prawił frazesy i okrągłe zdania. Z każdym dniem jednak przybywały kolejne nazwiska, do tego trzeba zadzwonić, tego zaprosić (bo i stypa miała być). Nawet znajomi brata mieli być. Czyli pogrzeb pełną gębą. Byłam coraz bardziej przerażona, bo publiczne wystąpienia to nie jest moja domena...
Wreszcie w piątek usiadłam i rzuciłam na papier jakiś konspekt, spisałam trochę wspomnień. Wyszło mi, że ma to ręce i nogi. Potem mówiłam do córki, że następnym razem (jakim następnym razem???) jeszcze lepiej to sobie zorganizuję, bo miałam zapisane cztery kartki, które kurczowo ściskałam w ręku, na podkładce, więc gdybym chciała do nich zerknąć w trakcie przemowy widziałabym tylko pierwszą stronę, a przecież nie będę grzebać i przewracać kartek. Tak że - gdyby ktoś chciał skorzystać z Wuja Dobrej Rady, to jedna kartka z punktami, żeby o niczym nie zapomnieć i żadnego nie przeoczyć.
Ludzi było w rezultacie huk - sama nie wiem, czy Ojczasty byłby bardziej zły czy raczej zadziwiony i zadowolony - ale jakoś to poszło. Staliśmy nie przy grobie, gdzie nie ma miejsca, tylko w głównej alejce, było nagłośnienie, więc nie musiałam zdzierać głosu, tylko spokojnie opowiedziałam jego życie, co pamiętam z dzieciństwa czyli życie rodzinne, ostatnie lata, co lubił, a czego nie lubił, jakieś anegdotki. Niestety zapomniałam o kilku historyjkach, które były w programie, na przykład wspomnienia mojej córki z przyjazdów na wakacje do dziadków, gdybym miała te punkty to bym nie przeoczyła, ale to już detal. Przed pogrzebem zgłosił się też mąż kuzynki, który często z Ojczastym rozmawiał (jak się teraz dowiedziałam, Ojczasty chadzał do niego na małe piwko - to mnie dopiero zdziwiło 😁) z chęcią wygłoszenia paru słów, więc mówił jeszcze po mnie. No, ten to jest urodzony mówca, po części z tego żyje, więc kartki w ręku nie miał i być może nawet sobie tej przemowy nie przygotowywał, tylko mówił ad hoc.
Wiele osób mi potem mówiło*, że dowiedzieli się o Ojczastym z tej mojej przemowy rzeczy, o których nie mieli pojęcia (na przykład widzieli, że miał bliznę na twarzy, ale nie wiedzieli, skąd się wzięła). Oraz że mam drugi fach w ręku. No, co to, to nie.
* nawet mój brat powiedział, że jest pod wrażeniem, a kiedy on mnie niby pochwalił
Tak że - wszystko się odbyło bez zgrzytów, tylko szkoda, że pani Krysia (sąsiadka, która przychodziła zrobić Ojczastemu kolację, gdy już był leżący) uciekła z cmentarza do domu. Gdy ją zapraszałam wcześniej telefonicznie na obiad, nie mówiła, że nie przyjdzie, a gdy zorientowałam się, że jej nie ma zaraz po pogrzebie i zadzwoniłam, wykręciła się, że to rodzinna uroczystość. Rozumiem oczywiście, że mogła się krępować, że siedziałaby obok nieznanych sobie ludzi, ale jednak było mi przykro, bo wiele dla nas zrobiła i chciałam jej jeszcze podziękować (w trakcie przemowy też to zrobiłam). Ja też tak nie umiem namawiać, naciskać (bo sama nie lubię, jak mnie namawiają), więc trudno.
Skończył się dla nas pewien etap w życiu, ten najdłuższy, kiedy mieliśmy rodziców.










Ulisses - niektóre fragmenty nawet mi się podobały, ale do końca nie doczytałem. Finnegans Wake - po kilku stronach byłem zgubiony.
OdpowiedzUsuńNie ważne.
Ważne, że poradziłaś sobie dobrze z pożegnaniem Ojczastego - gratuluję i życzę dobrego wypoczynku po tym trudnym czasie.
tak, też myślę, że bardzo dobrze poradziliście sobie z bratem organnizacyjnie, wygląda,że wszystko ( no może tylko miejsce- że nie posiadłość brata) poszło zgodnie z wolą zmarłego i waszą,dobrze mieć poczucie sumiennego wypełnienia tego smutnego obowiązku,pozdrawiam, Ma.
OdpowiedzUsuń