niedziela, 3 października 2021

Haruki Murakami - Pierwsza osoba liczby pojedynczej

 

Siem zdziwiłam nieprzyjemnie, gdy zabrałam się wreszcie za czytanie (bo ktoś sobie zamówił tę książkę po mnie i nie mogę prolongować). Zdziwiłam, bo to opowiadania, okazuje się. Nie zauważyłam, wypożyczając 😏

Ale ostatnio i tak mam lepszy stosunek do opowiadań niż kiedyś (kto wie, może to wypływa z aktualnej niechęci do grubych książek?) i po początkowym błeeeee, poszło. 

Tytuł od razu mówi, że Murakami będzie opowiadał o sobie. Ja ten zbiór ośmiu opowiadań uważam za coś w rodzaju remanentów w szufladzie, tej, do której pisarz odkłada notatki z pomysłami (sam zresztą przyznaje, że taką szufladę ma), które najczęściej pozostają tam na zawsze... 

Już przy drugim, zatytułowanym Śmietanka, pomyślałam, że byłby to dobry początek thrillera. Bohater dostaje zaproszenie na koncert od dziewczyny, z którą lata wcześniej chodził na lekcje pianina. Nie rozumie, czemu się nagle odezwała, ale kupuje bukiet i wsiada do pociągu, a potem autobusu, by wreszcie na końcu drogi odkryć, że budynek zamknięty jest na głucho, a oprócz niego nikogo tam nie ma.

Tajemnica tego zaproszenia nigdy nie została rozwikłana, ale sami przyznacie, że można z takiego początku wypłynąć na szerokie wody czy to fantasy czy kryminału. 

I tak jest ze wszystkimi opowiadaniami w tym zbiorze. Autor wraca do wydarzeń z mniej lub bardziej odległej przeszłości tylko po to, by o nich opowiedzieć i - urwać. Nie wiemy, co było dalej, dlaczego stało się tak czy inaczej, bo i autor nie wie.

Najpierw mnie to denerwowało, ale w końcu uznałam, że Murakami miał rację. Że to nie chodziło tylko o wydanie kolejnego tomu, na który czekają czytelnicy i wydawcy, że jest tu coś więcej. Refleksja nad tym, że przydarzają nam się w życiu rozmaite rzeczy, które na zawsze pozostają niewyjaśnione i niekoniecznie trzeba tego wyjaśnienia szukać za wszelką cenę, wystarczy spróbować znaleźć w tym dla siebie jakąś naukę.

Albo i nie.

Wystarczy opowiedzieć historię 😍 

Początek:

Koniec:

Wyd. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2020, 221 stron

Tytuł oryginalny: Ichininshō Tansū

Przełożyła: Anna Zielińska-Elliott

Z biblioteki

Przeczytałam 2 października 2021 roku

 

SRAM NA INNYCH skromnie reprezentowane, a to bynajmniej nie z powodu dyscypliny pasażerów MPK...


Kobiety, wstydzę się za was, za wasz brak empatii! Za mężczyzn też, tylko nie mam dokumentacji.

Otóż jest taka sprawa. Zamknęli nam Lidla. Modernizacja, tfu! Było napisane, że do 14-go. Doprawdy nie wiem, dlaczego uznałam, że do 14-go września, ten tydzień wytrzymamy... Codziennie podczas spacerów latałam podejrzeć, jak idzie robota. W przeddzień widzę, że ciągle rozwałka w środku, no jak to? A tu słyszę, jak jedna kobita do drugiej mówi, że jeszcze miesiąc. JAKI MIESIĄC??? 

No tak. Do 14 października. Co moje oczy (i mózg) odmawiały przyjąć do wiadomości.  

Matko jedyna, co teraz. Biedronka. W Biedronce koło osiedla okazuje się, że do skorzystania z promocji potrzebne są jakieś karty - ale że ich nie ma. Aktualnie nie ma. W Biedronce w Rynku wieki już nie mieliśmy. Towar ekskluzywny - karta Biedry. No nic, nasza nowa sekretarka (ciągle nie przyjęta jeszcze, ale przychodzi się szkolić) ma znajomą kierowniczkę u siebie na osiedlu, załatwiła.

I teraz co - po drodze z pracy robię w Rynku zakupy i walę z siatą na tramwaj pod Bagatelę. Widzę oczywiście typów bez maseczki (ostatnio cała wesoła rodzinka: rodzice, córka i dziadek), ale nie mam jak się na nich zamierzyć aparatem, będąc objuczona torbą i siatą, kurde mol. W ogóle czuję się jak matka-Polka. Tyle, że oszczędzam czas, bo gdybyśmy chodziły z córką po obiedzie do tego sklepu koło osiedla, to godzina wyjęta z życiorysu w sumie.

Lidlu, wróć!

/w dodatku potwierdza się zdanie mojej córki sprzed lat, że towary w B. gorsze niż w L., niestety/

Tymczasem ludzie na potęgę kupują w internecie, podczas swoich marszów coraz to widzę nowe paczkomaty, nawet ostatnio na osiedlu odkryłam paczkomat ORLEN, o, co to to nie.

Poranny obrazek z drogi do pracy (zamglonej). Pan od wkładania paczek już dwóch wózków potrzebuje.


45 komentarzy:

  1. Ja pozostaję wierna mojej Biedronce, lubię ją i dziewczyny tam pracujące też :) Zresztą mam po drugiej stronie ulicy, a przedtem nie było żadnego sklepu w pobliżu, dlatego Biedronkę pokochałam, a jestem stała w uczuciach 😁
    Murakami wciąż się kręci wokół mnie, ale jeszcze się nie zabrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na osiedlu dwa Lewiatany, całe życie się tam chodziło i dobrze było, ale gdy się pojawił Lidl, poszły w odstawkę 😂 A najbliższa Biedronka jest poza osiedlem i to z mojej drugiej strony, więc to cała wyprawa.

      Usuń
    2. Kwestia odległości ma duże znaczenie, a szczególnie w przypadku wiecznego braku czasu (na marnotrawienie😀)

      Usuń
    3. Istotnie 😀 bo trudno sobie taką godzinę strawioną na wycieczce do sklepu zracjonalizować jako pożyteczną. Podobnie jak potem czas przeznaczony na przerabianie zakupów na coś zjadliwego. Jedynie sam proces wchłaniania wyników - jeśli w towarzystwie - można uznać za niestracony 🤣

      Usuń
  2. Też kupuję w Biedronce i nie narzekam.

    Murakamiego nic nie czytałem.

    Co do maseczek - no serio tak to przezywasz? A niech nosi kto chce. Szwedom nie zaszkodziło, ze sobie darowali wprowadzenie tego środka bezpieczeństwa. Ba! Na milion mieszkańców zgonów z powodu covida mają o wiele mniej, niż Polska czy inne kraje, które uwierzyły w skuteczność maseczek (np takie Czechy mają 2839 zgonów, a Szwecja - 1457).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżywam. Przeżywałam już na jesieni zeszłego roku, gdy niemożnością stało się dojeżdżanie do pracy rowerem i trzeba było wsiąść po raz pierwszy do tramwaju. I tak mi zostało.
      Włosi po swych strasznych doświadczeniach pilnują maseczek. Wczoraj znów rozmawiałam z Psiapsiółą z Daleka, która wybrała się na wycieczkę do Rzymu i Neapolu, mówi, że wszędzie ludzie noszą maseczki, nie ma porównania z naszym warcholstwem.
      Nieważne, czy pomagają czy nie - skoro jest nakaz ich noszenia w komunikacji miejskiej, to nosić. Myśleć sobie możesz, co chcesz, nikt cię o to nie pyta.Trzymaj się zasad.
      /to nie do Ciebie, to ogólnie 😉/

      Usuń
    2. Ja myślę podobnie jak Ty. Pozdrawiam Małgosiu 🙂

      Usuń
  3. Cos jest z tymi paczkomatami, u nas tez powstają jak grzyby po deszczu!
    Niebawem cały świat będzie w Internecie i paczkomacie.
    Mieszkam w małym mieście, a budują kolejną galerię handlową, w każdej pełno, bogatych obywateli jednak mamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały świat w internecie - ostatnio coś potrzebowałyśmy w pracy przetłumaczyć na angielski i skorzystałyśmy z google translate - wyszło bardzo porządnie. Z czego wniosek, że niedługo zaniknie nie tylko zawód kierowcy Tira czy kasjerki w supermarkecie, ale i tłumacza.

      Usuń
    2. Normalnie piszę swoje blogi po angielsku i potem tłumaczę je na język polski, co jest dość żmudnym i czasochłonnym procesem. Gdy 10+ lat temu spróbowałem automatycznego tłumacza online, wyszły raczej trudne do zrozumienia bzdury. Ale gdy tłumacząc ostatni blog użyłem tłumacza "Google", różnica była ogromna! Owszem, nadal musiałem sporo nad tym popracować, ale to automatyczne tłumaczenie niezmiernie mi pomogło.

      Czasami dla 'rozrywki' porównuję tłumaczenia "Google" z polskiego na angielski i odwrotnie i jestem zdumiony, że tak poprawnie wychodzą! Co jakiś czas wymieniam emaile w języku hiszpańskim, używając tłumacza "Google"; jeżeli używam prostych, nieskomplikowanych zdań i wyrażeń, są one ponoć idealne. Dlatego rzeczywiście do wielu prostych tłumaczeń nie będą potrzebni tłumacze--jednak nie bardzo wierzę, aby w najbliższym czasie komputer przetłumaczył na inne języki dzieła literatury. Chociaż kto wie...

      Usuń
    3. No otóż to, różnica między tym, co było przed 10 laty a tym, co jest teraz - jest ogromna. Tłumaczenie cały czas się ulepsza. Dotyczy to oczywiście najpopularniejszych języków, nie wiem, jak wygląda w przypadku bardziej niszowych. Ale powiem Ci, że nawet co do tłumaczenia literatury pięknej przypuszczam, że tak będzie. Sztuczna inteligencja sobie z tym poradzi.

      Usuń
    4. Dla ciekawości podaję tłumaczenia z angielskiego na polski pierwszego paragrafu książki Hermana Melvill'a "Moby Dick".

      To jest tłumaczenie Google:

      Nazywaj mnie Ismaelem. Kilka lat temu - nieważne, jak długo dokładnie - mając niewiele pieniędzy w torebce lub nie mając nic szczególnego, co by mnie interesowało na brzegu, myślałem, że popłynę trochę i zobaczę podwodną część świata. Jest to sposób, w jaki mam odepchnąć śledzionę i regulować krążenie. Ilekroć czuję, że ciemnieję na ustach; ilekroć w mojej duszy jest wilgotny, dżdżysty listopad; ilekroć mimowolnie zatrzymuję się przed składem trumien i zaglądam na tyły każdego spotykanego pogrzebu; a zwłaszcza gdy moje hipopotamy mają nade mną taką przewagę, że wymaga to silnej zasady moralnej, abym nie mogła celowo wychodzić na ulicę i metodycznie strącać ludziom kapelusze – wtedy uważam, że najwyższy czas jak najszybciej wypłynąć w morze. jak mogę. To mój zamiennik pistoletu i piłki. Z filozoficznym rozmachem Katon rzuca się na swój miecz; Po cichu zabieram się na statek. Nie ma w tym nic dziwnego. Gdyby tylko o tym wiedzieli, prawie wszyscy mężczyźni na swoim poziomie, od czasu do czasu, żywią ze mną prawie takie same uczucia do oceanu.

      A to tłumaczenia Zielińskiego:

      "Imię moje: Izmael. Przed kilku laty — mniejsza o ścisłość jak dawno temu — mając niewiele czy też nie mając wcale pieniędzy w sakiewce, a nie widząc nic szczególnego, co by mnie interesowało na lądzie, pomyślałem sobie, że pożegluję nieco po morzach i obejrzę wodną część świata. Taki mam właśnie sposób odpędzania splinu i regulowania krwiobiegu. Gdy tylko stwierdzę, że usta wykrzywiają mi się ponuro, gdy tylko do duszy mej zawita wilgotny, dżdżysty listopad, gdy złapię się na tym, że mimowolnie przystaję przed składami trumien albo podążam za każdym napotkanym pogrzebem, a w szczególności, gdy moja hipochondria tak mnie opanuje, iż potrzeba mi silnych zasad moralnych, by się powstrzymać od rozmyślnego wyjścia na ulicę i metodycznego strącania ludziom z głów kapeluszy — wtedy uznaję, że już wielki czas udać się na morze jak najrychlej. To jest moja namiastka pistoletu i kuli. Katon z filozoficzną oracją rzuca się na ostrze swego miecza; ja spokojnie siadam na okręt. Nie ma w tym nic zdumiewającego. Gdyby tylko zdawano sobie z tego sprawę, okazałoby się, że niemal wszyscy ludzie, każdy na swój sposób, w takiej czy innej chwili, żywią wobec oceanu niemal te same co ja uczucia.

      Usuń
    5. "Odepchnąć śledzionę" 🤣🤣🤣
      Na razie w tekstach literackich jeszcze nie do końca daje radę translator, ale to wszystko kwestia niedalekiej przyszłości...

      Usuń
    6. "gdy moje hipopotamy mają nade mną taką przewagę". To jest dopiero perełka!

      Usuń
    7. Cholibka, nie zauważyłam tych hipopotamów! Ale słuchaj, pomyśl, jakie to piękne czasy były, gdy hipochondria powodowała jedynie strącanie ludziom na ulicy kapeluszy z głów - a nie strzelanie do nich lub odrąbywanie im rąk maczetą (świeży przypadek z Polski)...

      Usuń
    8. "lub odrąbywanie im rąk maczetą (świeży przypadek z Polski)..."
      Czyżby wpływy Talibanu zawitały tak szybko z Afganistanu nad Wisłę?

      Usuń
  4. "...budynek zamknięty jest na głucho, a oprócz niego nikogo tam nie ma."
    Typowe.
    Może nie mam prawa tak mówić bo czytałem tylko 2 a może 3 książki tego autora. W tym chyba najbardziej znaną IQ84.
    Wyznam, że pisze on tak sugestywnie, że jego książki wzbudzają we mnie niepokój.
    Ostatnio czytałem jego książkę - Tańcz, tańcz, tańcz - nie skończyłem, bo się bałem co z tego wyniknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, są mocno niepokojące, przez ten brak racjonalnego wytłumaczenia.
      Pierwszy Murakami, jakiego czytałam, to chyba była "Przygoda z owcą". I choć ogólnie nie przepadam za fantastyką, wciągała.

      Usuń
  5. Murakami- jak dla mnie- jest trudny i dziwny, ale wciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - wciąga, to dobre słowo. W swój dziwny, pokręcony świat 😁

      Usuń
  6. Czytałam (słuchałam) tylko jedną rzecz Murakamiego, drugą zostawiłam w połowie, to nie jest mój autor, trudno. Co do zakupów w necie - korzystam, kupując te na ogół te rzeczy, które znam i są tańsze, czasem dużo bardziej niz w sklepach, nawet w Biedronce;) ksiązki przynajmniej raz w miesiącu, bo co prawda sama czytam ebooki, ale zamawiam dla moich chłopaków często i wtedy paczkomat jest najdoskonalszą z form odbioru:) Zdarza mi się kupić tez ciuch, ostatnio jeden zostawiłam, drugi oddałam, generalnie bardzo mi ta forma zakupów odpowiada, oczywiście jako jedna z wielu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje doświadczenia z kupowaniem butów (bo ciuchów nigdy nie kupowałam chyba, nie przypominam sobie) przez internet są takie pół na pół. Właśnie robię porządki i odkrywam, że mam pudełka z nowiutkimi butami, które właśnie były nie do końca trafione. Cóż z tego, że rozmiar właściwy, jak tu za szerokie, tu za wąskie czy coś w tym stylu. Kiedyś po prostu odesłałam, ale jakieś jednak zostały. I nie wiem, co z nimi teraz zrobić. Ale trzy pary mam idealne 😁

      Moje ostatnie korzystanie z paczkomatu to pendrivy z allegro wiosną 😀 Zgadzam się, że to najwygodniejsza forma dostawy. Książek, jak wiadomo 😂, już nie kupuję, więc to odpada. W ogóle staram się nic nie kupować teraz, poza żywnością i chemią, więc raczej lokalny sklep 😂

      Usuń
    2. Oj, buty raz kupiłam, w Bacie; najpierw przymierzyłam w sklepie, a ponieważ nie było mojego koloru, to zamówiłam w necie i, niestety, musiałam oddać. Teraz niby mozna lepiej dopasowac przez e-obuwie, ale jak dotąd nie zmierzyłam sobie stopy, wolę na żywca;)

      Usuń
    3. E-obuwie? Matko, jaka ja jestem zacofana 😂

      Usuń
  7. Ja tez nie lubie opowiadan i nie przypominam sobie bym kiedykolwiek czytala.
    U nas sklepy spozywcze sa tak rozstawione ze kazde osiedle ma je pod reka co jest bardzo wygodne. Gdyby ktorys byl nieczynny tez by ludzie narzekali. Zdarza sie ze gdy mojemu cos braknie jade do innego, dalszego, ale jestem w lepszej sytuacji niz pracujace mamusie - nie przeszkadza mi taka dalsza wycieczka.
    My nie mamy paczkomatow ale zakupy online sa bardzo, bardzo nagminne - i doreczane do drzwi domu. Czesto kupuje online i jestem zadowolona tak z produktow jak i szybkiej dostawy.
    Slyszalam teorie-przepowiednie ze kiedys w przyszlosci to sklepy kompletnie znikna a bedziemy kupowac wylacznie online.
    Zostawilam Ci na moim blogu odpowiedz na komentarz - przepraszam ze dopiero dzisiaj ale bylam zajeta bratkami.
    U nas tez pelno takich bez maseczek, nawet w miejscach na ktorych pisze ze sa obowiazkowe - i nikt ich nie wyrzuca, wyobraz sobie. Zrobilo sie tak iz ogol mysli ze szczepienia i odchorowania uodpornilo wiekszosc spoleczenstwa wiec jest bezpiecznie. Najgorsi sa mlodzi. My dwoje jestesmy po trzech szczepieniach a nosimy.
    Mocno pozdrawiam.
    Mocno pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku jeszcze wchodzi w grę brak samochodu czyli konieczność dźwigania siatek z daleka, toteż nie raduje mnie ta sytuacja 😉
      Paczkomaty są idealne, bo nie uzależniają Cię od czekania na kuriera czy też stania w kolejce na poczcie po odbiór. Nie dziwię się, że ludzie masowo z nich korzystają.
      Ja raczej słyszałam teorie, że zniknie ludzka obsługa ze sklepów, a nie one same. Że będą po prostu kompletnie zautomatyzowane i samoobsługowe. Może jeszcze tego dożyję? Świat się tak szybko zmienia...

      Usuń
  8. O, Murakami. Przeczytałam chyba tylko dwie jego książki - wydaną po polsku w 1998 roku "Koniec świata i hard-boiled wonderland", którą przetłumaczyła moja koleżanka z roku, więc tak po starej znajomości i później w oryginale "Kafkę nad morzem". I choć ta druga bardzo mi się spodobała, to ostatecznie Murakami zupełnie mnie nie wciągnął.
    Takie zaskoczenia, jak Twoje z datą, są bardzo przykre, ale czasami odczytujemy nie to co jest rzeczywiście napisane, ale to co byśmy chcieli, żeby było ;-)
    U mnie czasami zdarzy się jakaś osoba bez maseczki lub z maseczką na brodzie, ale generalnie 99% społeczeństwa nosi. Nawet dzieci, tylko te oczywiście nie wszystkie. Ale wynika to z tego, że maseczki w Japonii to nic nadzwyczajnego. Ludzie noszą od zawsze, więc są przyzwyczajeni i nawet nie trzeba ich specjalnie upominać. A Polacy wiadomo - mają we krwi sprzeciw, bo "przepisy są po to by je łamać". Piszę to jako Polka :)
    Pozdrawiam słonecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, leży to w naszym charakterze, buntować się przeciw zarządzeniom czy po prostu olewać je. Drugiej Japonii w końcu nie zbudowaliśmy 😁
      Myślenie życzeniowe... co za przykra niespodzianka, gdy usłyszałam o 14-tym października! Nie mogłam uwierzyć, że sama sobie wmówiłam błędną datę 😂

      Murakami chyba najbardziej popularny jest poza własną ojczyzną? Czytałam, że w Japonii jest krytykowany za zachodniość...

      Usuń
  9. A wiesz że do Biedronki i Lidl wstyd chodzić? Chodzi tylko biedota i patologia. Ja nigdy nie chodzę śmieję się z tych co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nigdy ani w Biedronce, ani w Lidl nie byłem...;) Ciekawy więc jestem, do jakich sklepów nie jest wstyd chodzić? I dlaczego Biedronka i Lidl mają taką opinię?

      Usuń
    2. Troll z góry specjalizuje się w mało wyrafinowanych prowokacjach, więc się nie przejmuj 😉

      Usuń
    3. To Ania jest trollem? Bo się w pierwszej chwili przestraszyłem, że o mnie piszesz :D

      Usuń
    4. "Troll z góry...".
      Szczerze mówiąc, to nawet tego nie zauważyłem i dlatego pytanie zadałem po prostu z ciekawości, bo chociaż o "Biedronce" przedtem słyszałem (o "Lidl" nigdy), oba te sklepy do dla mnie kompletna abstrakcja.

      Usuń
    5. => Jack
      Jasne, że mogłeś nie zauważyć 😀 Ania jednak nie pierwszy raz tu zagląda, a pamiętam, jak na innym blogu, gdzie autorka podzieliła się wrażeniami z covida, który przeszła wraz z mężem, "dowiedziała się" od tej właśnie osoby, że to wszystko przez to, że są brudasy i nie myją rąk w ubikacji, a ona myje i dlatego covida nie miała i mieć nie będzie 🤣🤣🤣

      Usuń
  10. Murakamiego jeszcze nic nie czytałam.
    Na półce czeka na mnie " Kronika ptaka nakręcacza"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, skoro własna, to może przecież czekać, nie? 😁

      Usuń
    2. Może.
      Tylko teraz nie wiem czy na początek znajomości z Murakamimi dobrą kupiłam?

      Usuń
  11. O, a ja w czasie fejsbukowego lockdownu zamieściłam tu komentarz i go nie ma!
    Bo chciałam się podzielić wtedy wieścią, że chyba do Murakamiego wreszcie dotrę, bo i ciekawam go od dawna, i opasłe tomiszcza nie dla mnie ostatnio.
    Przy okazji się dowiedziałam,żem biedota (w sumie włości żadnych nie posiadam) i patologia (łudziłam się, że jednak nie!).

    Za to motyw odpychania śledziony, uważam, jest tak obrazowy, że wszelkie spliny przy tym wysiadają.

    Serdeczności przy środzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby fejsbukowy lockdown objął i blogspota? 😉
      Moja droga, jedno wynika z drugiego, jak żeś biedota, to i patologia, czego nie rozumiesz 😂😂😂

      Usuń
    2. Masz rację, wszystko jasne! 😄🤣 Pozostaje biedować dalej, zbierać naklejki na pluszaka i nie marudzić. Przecież może być gorzej 😄

      Usuń
  12. No i Murakami znów Nobla nie dostał. To się nie będę spieszył z sięganiem po jego twórczość :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Paczkomaty wyrastają jak grzyby po deszczu ;)

    OdpowiedzUsuń