wtorek, 24 marca 2026

Hanna Krall - Sześć odcieni bieli

Pisałam dwa lata temu, po lekturze Kataru siennego, że  jeśli gdzieś jeszcze trafię na Hannę Krall, to obowiązkowo wezmę 😁 No to wzięłam. Tu na blogu Krall pojawiła się dopiero dwa razy, a blog istnieje już siedemnasty rok, więc nie jest to spektakularny wynik. Ale mam jeszcze w zapasie Zdążyć przed Panem Bogiem i mam nadzieję, że faktycznie zdążę 🤣

Na skrzydełkach użyto fragmentu felietonu Urbana z tomu Impertynencje, który wyszedł w 1974 czyli ledwo co po debiucie książkowym dziennikarki (Na wschód od Arbatu, 1972). Czyli jego entuzjastyczna ocena mistrzostwa autorki - bo tak ją właśnie odbieram - dotyczyła chyba reportaży drukowanych naonczas w prasie.  


Nie wiem, co bym mogła dodać do tych słów. Reportaże są naprawdę genialne, a PRL-owskie klimaty to dla mnie cymesik. Jak Krallowa potrafi wybrać odpowiedni fragment na zakończenie, to cios prosto w mózg.

Reportaż o milionerach z totalizatora. Jeden się wcześniej wżenił do bogatej rodziny, ale go tam nie poważali, więc wrócił do rodziców. A tu wygrał milion. Zaraz żona wróciła przepraszając:

Nie można powiedzieć, wszystko jest jak najlepiej - kończy ojciec. - Teścia poraziło i nie może ręką ruszać. Teściowa umarła. Siostrę spłaciwszy, z domu wygnali. Tak, że życie im się jakoś ułożyło. 

Tacy właśnie są bohaterowie reportaży, że nie wiesz, czy śmiać się czy płakać. I ciężka dola reportera:

Nawet reporter już gotów był coś robić, gdzieś biec. Ale w porę przypomniał sobie, że jest tylko od pisania o tych, którzy biegną. 

Zachować bezstronność. Ciężko. Urban to nazywa szalbierstwem literackim, bo przecież dziennikarka ma swoje zdanie, tylko nie każdy się zorientuje, że je wyraża 😉

Tak już rzadko mi się zdarza, żebym nie mogła doczekać się wieczoru i kontynuować czytanie - to był jeden z tych bardzo nielicznych przypadków.


Początek:


Wyd. Czytelnik, Warszawa 1978, 160 stron

Z własnej półki (pobrane na zawsze z knihobudki 17 marca 2026 roku)

Przeczytałam 22 marca 2026 roku 

 

Wracając z kina w niedzielę spotkałam takiego gościa. Z daleka myślałam, że ktoś tam naprawdę stoi i róg podpiera 😂


 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz