wtorek, 31 marca 2026

Wielkanoc. 111 najlepszych przepisów

Przy takich pozycjach często nie ma podanych autorów, tylko różni redaktorzy i koordynatorzy, więc trudno. Być może to było sprzedawane razem z tym Faktem, albo co - napisano, że to nr 2/2011. Książeczka nie pochodzi z moich starych nabytków (zwłaszcza, że w 2011 to już takich rzeczy nie kupowałam), tylko z knihobudki, to chyba jasne 😁 A skoro Wielkanoc za pasem to się przyłożyłam do lektury. Żeby było śmieszniej (???) nic nie znalazłam do wykorzystania na te święta. No bo coby ukontentować brata, który już z Chile się domagał żurku z jajkiem na kiełbasie, postanowiłam tenże przyrządzić - ale tu go nie ma. Dlatego się zastanawiam, czy aby ta publikacja nie jest jakimś tłumaczeniem z niemieckiego, no bo jak to bez żurku? Na drugie chcę wykonać roladki faszerowane ze schabu (może sobie poradzę), ale to też przepis skądinąd. Znając swoje zdolności piekarnicze chyba się nie będę zabierać za żadne ciasta, ale kto wie? Może jeden przepis z tej książki wykorzystam? To murzynek:

Z tym, że zdaje się nie posiadam odpowiedniej blachy. Chyba wyrzuciłam starą przy remoncie kuchni 😢

Właściwie to może powinnam rzucić się na głęboką wodę i upiec babkę? Taką na przykład => Ania gotuje? Bo formę mam, jeszcze nigdy nie użytą. Albo taką jogurtową

Z mięsiw odnotowuję:

- karkówkę duszoną z pieczarkami


 - schab duszony z pomidorami i oliwkami


 - piersi kurczaka z sosem musztardowym (to pewnie wypróbuję jako pierwsze)


 

Zupa tu jest z kukurydzy, ale jako że krewetki raczej odsuwam na bok (bo się mogę nie zmieścić w limicie 200 zł tygodniowo 🤣), to powstaje pytanie, czy mogę też sobie darować sos rybny. Przeraża mnie również pół kostki masła, ale nie z powodu ceny, bo ostatnio na różnych promocjach (kup 3 sztuki) masło jest tanie, tylko z racji bomby jakiejś kalorycznej okrutnej.

 

Z przystawek nic mnie nie zainteresowało (jajka faszerowane awokado, jajka faszerowane mascarpone  z anchois, jajka faszerowane tuńczykiem etc.), nie chciałoby mi się rano z tym bawić, w dodatku nie mam szprycy i w ogóle. Tak że co do śniadania wielkanocnego to nie wiem... Najprostsze są pomidory faszerowane bryndzą 😂 


 A na zaś ze słodkości zapisuję jeszcze:

- ciasto z jagodami


- twarogowe półksiężyce


 - i tartę z brzoskwiniami 


Wyd. Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o., Warszawa 2011, 119 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 28 marca 2026 roku

 

Za mną kilka ciężkich dni. Bo jakiś tam katar i pokaszliwanie to pryszcz, ale ten łeb napieprzający to już nie za bardzo. Zdycham. Wczoraj miałam iść do przychodni w sprawie wyników krwi, dobrych, no ale skoro miałam termin zarezerwowany... Po kilku godzinach debaty sama ze sobą, co robić - no przecież nie ma mowy, żebym wstała z łóżka i w dodatku poszła pod prysznic - zadzwoniłam, czy możemy to przełożyć na teleporadę. Pani doktor zadzwoniła o 18.30, więc kompletnie nie kumam, co jeszcze robiła o tej porze w przychodni i co na to pani z rejestracji, która musiała czekać, żeby interes zamknąć 🤔 Zainteresowawszy się, co mi się dzieje, pani doktor zaproponowała coś przeciwbólowego, czego nie znałam, usłyszałam, że coś tam kodeina, więc dobrze. Jeszcze zapytała, czy będzie miał kto pójść do apteki. A gdyby nie, to co, ona chciała? 😉 Dobrze, córka poleciała i przyniosła i okazało się, że to Efferalgan Codeine, musujące - nienawidzę takich, bo tym bardziej mi się chce zwracać... No, ale trudno. I tak myślę o tym, jak to fajnie teraz mamy, że przychodzi kod na telefon i zaraz idzie się do apteki czynnej do 21.00 i jest. Gdzie to porównać z dawnymi czasami...

A' propos dawnych czasów, rozmawiałam z wujkiem (odkąd zamieszkał u mnie Ojczasty, nabrał zwyczaju niedzielnych telefonicznych pogaduszek). On jest mocno kościółkowy, więc żeby go odciągnąć od niewygodnych tematów, podpytuję o różne sprawy z przeszłości 😁 Więc spytałam, czy u nich była od razu kanalizacja, jak budował dom z warśtatem (to wujek od tego zakładu pogrzebowego). Nie było, szambo mieli. I co mi mówi - szpital też nie miał kanalizacji, tylko szambo! Szpital! Wybudowano go w latach 30-tych, ale wujek swój zakład stawiał chyba pod koniec lat 50-tych i ciągle jeszcze - mówi - kanalizacji nie było i po drugiej stronie ulicy rynsztokiem spływały nieczystości z kostnicy i szpitala. Ha ha ha. 

/Wujek cwana bestia kupił działkę pod zakład pogrzebowy w małej odległości od szpitala, żeby krewni wracający stamtąd, dowiedziawszy się o śmierci członka rodziny, od razu do niego trafiali./

Dowiedziałam się też, że nie ma już ulicy dra Kwarty, przemianowali, no bo to komunista był. Taki przedwojenny i Niemcy go zabrali do obozu, ale przeżył, tylko że potem już mocno niedomagał. A był zasłużony, bo leczył biedotę za darmo. Potem się wyprzedawał i wujek pamięta, że jako chłopak chodził do niego kupować znaczki, które zaczął zbierać. I namówił też ojca, żeby mu dał pieniądze na gramofon, który doktor Kwarta też miał do sprzedania (mówił, że magnetofon, ale to wiadomo, że mu się pomyliło). Jako że weszła ustawa o zakazie propagowania komunizmu, ulicy dra Kwarty przywrócono przedwojenną nazwę Prosta, wot szto.

Jak leżę z głową to wiadomo - myśli się tylko o tym, żeby raz zdechnąć i będzie spokój. Ale tak się zastanowiłam, czy aby ból głowy to najgorsze. Wujek opowiedział mi też, jak go bolał ząb, a w mieście nie było w ogóle dentysty. Był felczer, ale ten nie leczył, tylko wyrywał. Wujek bał się, ale ząb ciągle bolał, więc w końcu się do felczera wybrał. Czekał, a gdy z izby, gdzie felczer urzędował, usłyszał okropny wrzask innego pacjenta, oczywiście uciekł. Ząb jednak dalej bolał i matka go namówiła, żeby na drugi dzień jednak poszli razem. Opisał mi proces wyrywania (matka go trzymała za głowę, a on miał zaciskać dłonie na poręczach fotela czy czego tam) 😁 To chyba jednak z głową lepiej...

Tyle świeżych wiadomości z Dżendżejowa. 

Donoszę, że zdobyłam się na odwagę i poszłam się umyć (mamy kanalizację), a teraz biorę się za listę zakupów z nadzieją, że jutro albo pojutrze to już wyjdę. I gratuluję sobie, że raz jeden jedyny nie odłożyłam na później (czyli na ten tydzień) jednej sprawy. Zadzwonili w zeszłym tygodniu z mammografii z Wiślnej, że likwidują się i żeby przyjść odebrać zaległy wynik (sprzed dwóch lat). I poszłam od razu, cud prawdziwy. Trzeba było wziąć ze sobą śrubokręt i tę tabliczkę sobie odkręcić na pamiątkę, tyle razy tam byłam, tyle razy się pięłam po tych drewnianych, wyślizganych schodach 🤣 

 

W pracy też mieliśmy takie schody, w sumie dość niebezpieczne, ale z duszą, no. Potem właściciel kamienicy zarządził wymianę na kamienne, aliganckie i to już nie było to 😕 

 

Z ostatniej chwili 

(znaczy teraz to przeczytałam na FB)

Bo Zdeněk Svěrák miał 90-te urodziny i wiecie co, na przystanek U Prdlavky (z nazwą z filmu Kelner, płacić), gdzie normalnie jeździ autobus 101, zajechał nr 90 😁 I pan Svěrák w kostiumie z tego filmu wysiadł 😍

Czesi to jednak są!  


 Tu pisałam o tym przystanku.

1 komentarz:

  1. A ten lek z codeiną Ci pomaga? ja nie mogłam brać, łeb bolał mnie jeszcze bardziej.
    Ambitny plan masz kulinarnie, murzynek zawsze raczej wychodzi, babę majonezową polecam, a karkówkę z ketchupem pieczoną w rękawie lub w naczyniu żaroodpornym w piekarniku, mało roboty.
    Niech to zdrówko nie robi Ci takich niespodzianek!

    OdpowiedzUsuń