Ło matko, ale mnie przeczołgało. Migrena znaczy się. Mogłam tylko dziękować niebiosom, że w domu. I że nic nie musiałam. Znaczy tak się bawiłam w Pollyannę troszeczkę, ale ciężko było. Więc gdy dziś obudziłam się po trzeciej (w nocy) bez bólu - wstałam, bo tak miałam dosyć łóżka. Łoża boleści. Wpisałam część przywiezionych książek do katalogu, zjadłam śniadanie, a przypomniawszy sobie, że w maju nie przeczytałam żadnej lekturki angielskiej, wybrałam opowiadanie detektywistyczne klasyka.
I jakaś taka beznadziejna mi się wydała ta skrócona adaptacja, więc może poszukam polskiego tłumaczenia całości? Z ciekawości?
Poziom 650 słów i trochę mi się śmiać chce z wyboru tych, które są wytłumaczone. Bo na przykład wyjaśniają, co znaczy husband... czyli słowo, którego na całym świecie uczymy się na jednej z pierwszych lekcji, o rodzinie. Natomiast nic na temat czasownika bear - poszukałam w słowniku: znosić. Do tej pory się nie zetknęłam. I cannot bear such people (nie znosze takich ludzi), podaje przykład Stanisławski. Może zapamiętam.
Początek:
Koniec:
Wyd. Easy Readers edition 1980, 47 stron
Poziom A (650 words)
Z własnej półki
Przeczytałam 31 maja 2026 roku
Z wielką satysfakcją obejrzeliśmy Chobotnice z II patra i obiecałam Frankowi, że w sierpniu mu przywiozę drugą część.
Tymczasem w jakimś poście reklamowym na FB czytam lato powoli dobiega końca. Być może, bo poniższe zdjęcie 👇 zrobiłam po 10.00 - takie jesienne ciemności. Córka wstała zawiedziona, bo wybierają się z Frankiem na imprezę dniodzieckową na Krupniczej, a wygląda, jak by miało lunąć.
W piątek w knihobudce na Orlenie znalazłam IV tom Tuwima - Przekłady. I się zdziwiłam, bo ja przecież mam cztery tomy, a tego tam nie ma. Jak się okazało, tom I wyszedł w dwóch częściach, stąd nieporozumienie. Ale dlaczego w domu nie było tych Przekładów? Albo może były, tylko nie zabrałam do siebie przed laty? I dlaczego moje (czyli kupowane przez Ojczastego) nie mają obwolut? Nieraz się jakaś zniszczy, ale żeby wszystkie cztery?
Takie to pytania snuję teraz, zaś stojąc przed budką przeglądałam spis treści - czy mi w sumie potrzebny ten tom? - a tu patrzę jest MĄDREMU BIADA 😍 Gribojedow, ten od słynnego Domu Gribojedowa w Mistrzu i Małgorzacie! Od tak dawna chciałam przeczytać!
Więc wzięłam. Tak że no... nieźle się zaczyna. Za to w naszej budce same szmaty, szykuję się tam na wyprawę z siatkami (popakuję i zaniosę z pomocą córki do pojemnika tzw. PCK, bo przeczytałam na lokalnej grupie, że stoi niedaleko, za torami). Ale nie, skłamałabym - widziałam też jakieś stare wydanie dzieł Zapolskiej, z osiem tomów było, w płótnie bordowym bodajże. Ani nie wiedziałam o jego istnieniu. Gdybym ZACZYNAŁA gromadzić bibliotekę, na pewno bym chapsnęła.
Dochodzę do wniosku, że jeśli ktoś ma czas i dobre nogi, to może naprawdę piękną bibliotekę sobie skompletować z darmochy, czy to z knihobudek czy ze Śmieciarki. Ale czas to mają emerytki, a te już zazwyczaj swoje zbiory zgromadziły.








Zapolską bym chapsła, przynajmniej na chwilę, na przeczytanie.
OdpowiedzUsuńJa czasem coś czytam ze względu na tłumacza, ostarnio się zachwycałam opowiadaniem Tołstoja przełożonym przez Iwaszkiewicza, a ze Schroniska przytargałam dwa tomy dzienników Pepysa, które przetłumaczyła Dąbrowska. Pamiętam jak się tym ekscytowala w swoich dziennikach i przekład ten przyjęto z dużym zachwytem. Nie wiem jednak, czy to sobie zestawię, jest to coś pi razy drzwi jak nasz Chryzostom Pasek (ostatnio postanowiłam, że każdą zdobycz będę rozpatrywała, czy ją chcę na zawsze, np. Ferdydurke już trzeci raz w życiu nie przeczytam, więc odniosę).
Osiem tomów??? No no 😂
UsuńO iwaszkiewiczowskim Tołstoju chyba wspominałaś. A Pepysa mieliśmy w domu, takie wydanie w miękkich okładkach (choć w serii Klasyka literatury polskiej i obcej). ale zostawiłam, uznawszy, że pewnie nigdy się za to nie zabiorę.
"postanowiłam, że każdą zdobycz będę rozpatrywała, czy ją chcę na zawsze" - też niby rozpatruję, ale jakoś zazwyczaj na korzyść zostawienia sobie 🤣 na przykład, że niekoniecznie będę jeszcze czytać, ale "co gdyby?"
No nie wiem, u nas pustki, albo ludzie tyle czytają, albo zabierają wszystko do antykwariatów...
OdpowiedzUsuńWspółczuję migreny :-(