Rzeka mgieł, znaczy się.
Tak się ucieszyłam na widok siedmiu tytułów Valerio Varesiego wśród nowości w bibliotece Włoskiego Instytutu Kultury. No bo już słyszałam, że to taki popularny autor kryminałów we Włoszech, że stworzył całą serię o śledztwach komisarza Soneriego. W końcu ileż można tych kryminałów skandynawskich czytać?
/no dobra, ja akurat tak wiele ich nie czytałam, ale zawsze trochę/
Szybciutko więc pożyczyłam pierwsze dwa tomy i wio.
A tymczasem skucha.
Strasznie ten pierwszy międliłam.
Raz, że słownictwo potworne. Tu zakładam, że akurat padło nieszczęśliwie na konkretne środowisko wodno-rybackie i stąd moje niekonieczne zrozumienie syćkiego. Bowiem rzecz dzieje się w dorzeczu Padu, w czasie powodzi, wśród miejscowych rybaków, ludzi od pokoleń związanych z rzeką i wodą. Czyli może w następnym tomie będzie lepiej. No ale przecież kryminały czyta się, żeby było lekko, łatwo i przyjemnie, prawda? No ale to moja wina, że nie znałam tylu słów.
Dwa, że bohater czyli komisarz Soneri jakiś taki nijaki, w ogóle nie wzbudził mojej sympatii. Na okładce informują, że to trochę Montalbano, trochę Maigret. Pleć pleciugo byle długo.
Wdowiec, bezdzietny, w pewnym już wieku - skoro komisarz, z damską obsługą w postaci kompletnie niewiarygodnej adwokatki Angeli, która w tym związku pełni rolę stymulującą - za pomocą namawiania komisarza do wchodzenia do mieszkań ofiar morderstwa, by tam oddawać się uciechom łoża.
Wskazywane podobieństwo do Montalbano ma zdaje się polegać na zamiłowaniu do odwiedzania lokali gastronomicznych, ale który Włoch tego nie ma w charakterze? A maigretowstwo (prawda, że ładny wyraz? może też być maigreciarstwo) z kolei na milczkowatym charakterze i nawiedzaniu miejsc zbrodni zamiast wysiadywania w komendzie. Ot, i asocjacje.
Z wielkim trudem dotarłam do końca, więc wiem, kto zabił, ale jakoś satysfakcji mi ta wiedza nie przyniosła. Historie sprzed lat (rozgrywki między dziadkami - dawnymi faszystami a partyzantami), które ani ziębią ani grzeją. I to trzeci powód rozczarowania.
Dam jednak drugą szansę Varesiemu i przeczytam L'Affittacamere - a potem się zobaczy.
Początek:
i koniec:
Wyd. Sperling Paperback 2007, 243 strony
Z biblioteki Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie
Przeczytałam 19 października 2014 roku
Wybrałam się w niedzielę znów na Grzegórzki po zapasik czasopism wnętrzarskich do studiowania.
A tu, moiściewy, jeden pan i jedna pani mieli do spółki 20 numerów archiwalnych pisma Dom i Wnętrze sprzed 10 lat, po 2 zł. No mogłam nie wziąć? No mogłam?
A z nowszych zachwyciła mnie taka okładka:
Marzenie! Ale po otwarciu numeru okazało się, że to oczywiście nie w Polsce - w Hiszpanii mianowicie. Ponoć sam Almodovar zachwycał się tym wnętrzem.
Co jeszcze. Oglądam sobie akurat w łóżku jeden włoski dokument i co widzę?
Kakoje sowpadienie! IKEA wszędzie rządzi :)
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
No nie wiem, czy zdołam wypełnić plan pięcioletni, bo do końca miesiąca, z uwagi na fanaberię dyrektora, pracuję popołudniami. Co prawda mam ranki wolne, ale ileż to można zdziałać rankiem? Tak, wiem, dużo - ale jak się jest w pracy! W domu czas przecieka między palcami, zwłaszcza gdy się nie chce wstać z łóżka i ociąga do ostatniej chwili z obiadem. A potem biegusiem!
No ale spróbuję obejrzeć cztery filmy:
1/ kolejny z filmografii Stanisława Lubszina - MOJA ŻIZŃ - MOJE ŻYCIE (Моя жизнь) według prozy Czechowa, reż.: Grigorij Nikulin i Wiktor Sokołow, 1972
W 3 częściach, ajajaj! Linki do pozostałych części po prawej stronie na YT.
2/kolejny przedwojenny polski film - DOROŻKARZ NR 13 - reż. Marian Czauski, 1937
Bezrobotny Felek Ślepowroński (Stanisław Sielański) dzięki sprytowi Jadzi (Jadwiga Andrzejewska), sympatii Felka, otrzymuje pracę dorożkarza. Pewnego razu pomagając klientce, podupadłej arystokratce pani Tarskiej (Mieczysława Ćwiklińska), odnieść sprawunki do mieszkania, zadurza się w jej córce Krystynie (Lena Żelichowska). Innym razem, podwożąc pijanego klienta (Stefan Hnydziński), trafia do nielegalnego kasyna gry. Tu, przez przypadek, obstawia ruletkę i rozbija bank. Wygrana fortuna powoduje całkowitą metamorfozę Felka. Swego kompana Jana (Władysław Grabowski) mianuje kamerdynerem, przybiera światowe maniery i zaczyna starania o zdobycie serca Krystyny. Mimo braku ogłady i dobrych manier zyskuje przychylność zrujnowanej pani Tarskiej, która widzi w nim kandydata na męża dla swej córki. Rozpoczyna się korowód zabawnych sytuacji...
3/ ostatnia część czeskiej trylogii - SŁOŃCE, SIANO, EROTYKA (Slunce, seno, erotika), reż. Zdeněk Troška, 1991
Na YT znalazłam tylko fragment:
4/ trzeci film w dorobku wietnamsko-francuskiego reżysera Anh Hung Tran - SCHYŁEK LATA (Mua he chieu thang dung), 2000
Na YT z napisami angielskimi:
Z okazji rocznicy śmierci swej matki trzy siostry i brat spotykają się w kawiarni należącej do najstarszej z sióstr. Rodzeństwo jest sobie bardzo bliskie, mówi sobie wszystko, dzieli się wszystkim. Każdy jednak ukrywa sekret, którego nie śmie wyjawić.
A gdyby się udało, to bardzo bardzo bardzo chciałabym też zobaczyć najnowszy film Andrieja Konczałowskiego BIAŁE NOCE LISTONOSZA ALEKSIEJA TRIAPICYNA (Белые ночи почтальона Алексея Тряпицына)
wtorek, 21 października 2014
piątek, 17 października 2014
Jurij Trifonow - Dom nad rzeką Moskwą
To Kasia Eire jest wielką fanką Trifonowa i zaraziła mnie pasją :) Na razie przeczytałam tylko Zamianę i Dom nad rzeką Moskwą, ale mam jeszcze Drugie życie, a i w bibliotece coś się chyba znajdzie. Tak więc nie koniec na tym :)
Książka po zakupie została upchnięta byle gdzie, byle jak, w obliczu remontu, i tak na razie została:
Oczywiście na "nowym", "ostatnim" regale:
Informacja ze skrzydełka:
Tak sobie myślę, że zazwyczaj na początku powieści, gdy autor wprowadza głównego bohatera, czytelnik daje temuż bohaterowi pewien kredyt zaufania. Zaczyna darzyć go sympatią, przywiązuje się do niego - o ile oczywiście nie ma do czynienia od początku z czarnym charakterem.
Tak było i tym razem. Ot, zwykły człowiek, owszem, inteligent, a nie robotnik, ale nie żaden profesor i członek Akademii Nauk, jakiś tam drobny karierowicz, z mniej więcej ułożonym życiem osobistym, żoną, dorosłą już córką, właśnie dostają nowe mieszkanie i rozglądają się za odpowiednimi meblami. Przy tej okazji Glebow rozpoznaje w jakimś fizycznym, jak go określa, na podwórku domu meblowego - swego dawnego kolegę, ze szkoły i ze studiów. Ten co prawda udaje, że go nie zna, ale tej samej nocy telefonuje do niego na daczę i Glebow zaczyna snuć wspomnienia sprzed wielu lat, z czasów dzieciństwa i młodości. I tu, proszę państwa, powoli wyłania się obraz potwora, nasz kredyt zaufania diabli biorą i otwieramy szeroko oczy na ten niewiarygodny wizerunek oportunisty, idącego bez skrupułów po trupach (dosłownie!), niszczącego wszystko i wszystkich, a jednocześnie zachowującego pozytywny swój obraz, uważającego, że ma w życiu pecha, że taka to już krzycząca niesprawiedliwość, iż jednym jest dane wszystko, a innym nic (poza matką-bileterką w kinie), że niczemu nie jest winien, to okoliczności sprawiły, że wyszło jak wyszło.
Autor genialnie pokazuje, jak konformizm i oportunizm blisko towarzyszą naszemu życiu, jak łatwo się zaplątać w ich macki, zwłaszcza gdy ma się, niestety, giętki kręgosłup moralny i kompleksy wyniesione z domu i z dzieciństwa. Przemiana bohatera dokonująca się na naszych oczach jest przecież stopniowa, to nie staje się nagle, najpierw są drobne wzmianki świadczące jedynie o chęci wyjścia z własnego kręgu, poznania ludzi o innym ciężarze gatunkowym, co przecież samo w sobie nie jest jeszcze Złem, ale powoli tytułowy dom nad rzeką Moskwą, zamieszkały przez elitę, staje się symbolem wszystkich marzeń i aspiracji Glebowa, jego celem samym w sobie.
Świetne!
Tablica pamiątkowa na fasadzie domu nad rzeką Moskwą:
zdj./Wikipedia
Początek:
i koniec:
Wyd. Czytelnik Warszawa 1979, wyd.I, 191 stron
Tytuł oryginalny: Dom na nabierieżnoj / Дом на набережной
Przełożył: Ziemowit Fedecki
Z własnej półki (kupiona na allegro 13 sierpnia 2014 roku za 15 zł)
Przeczytałam 14 października 2014 roku
Książka po zakupie została upchnięta byle gdzie, byle jak, w obliczu remontu, i tak na razie została:
Oczywiście na "nowym", "ostatnim" regale:
Informacja ze skrzydełka:
Tak sobie myślę, że zazwyczaj na początku powieści, gdy autor wprowadza głównego bohatera, czytelnik daje temuż bohaterowi pewien kredyt zaufania. Zaczyna darzyć go sympatią, przywiązuje się do niego - o ile oczywiście nie ma do czynienia od początku z czarnym charakterem.
Tak było i tym razem. Ot, zwykły człowiek, owszem, inteligent, a nie robotnik, ale nie żaden profesor i członek Akademii Nauk, jakiś tam drobny karierowicz, z mniej więcej ułożonym życiem osobistym, żoną, dorosłą już córką, właśnie dostają nowe mieszkanie i rozglądają się za odpowiednimi meblami. Przy tej okazji Glebow rozpoznaje w jakimś fizycznym, jak go określa, na podwórku domu meblowego - swego dawnego kolegę, ze szkoły i ze studiów. Ten co prawda udaje, że go nie zna, ale tej samej nocy telefonuje do niego na daczę i Glebow zaczyna snuć wspomnienia sprzed wielu lat, z czasów dzieciństwa i młodości. I tu, proszę państwa, powoli wyłania się obraz potwora, nasz kredyt zaufania diabli biorą i otwieramy szeroko oczy na ten niewiarygodny wizerunek oportunisty, idącego bez skrupułów po trupach (dosłownie!), niszczącego wszystko i wszystkich, a jednocześnie zachowującego pozytywny swój obraz, uważającego, że ma w życiu pecha, że taka to już krzycząca niesprawiedliwość, iż jednym jest dane wszystko, a innym nic (poza matką-bileterką w kinie), że niczemu nie jest winien, to okoliczności sprawiły, że wyszło jak wyszło.
Autor genialnie pokazuje, jak konformizm i oportunizm blisko towarzyszą naszemu życiu, jak łatwo się zaplątać w ich macki, zwłaszcza gdy ma się, niestety, giętki kręgosłup moralny i kompleksy wyniesione z domu i z dzieciństwa. Przemiana bohatera dokonująca się na naszych oczach jest przecież stopniowa, to nie staje się nagle, najpierw są drobne wzmianki świadczące jedynie o chęci wyjścia z własnego kręgu, poznania ludzi o innym ciężarze gatunkowym, co przecież samo w sobie nie jest jeszcze Złem, ale powoli tytułowy dom nad rzeką Moskwą, zamieszkały przez elitę, staje się symbolem wszystkich marzeń i aspiracji Glebowa, jego celem samym w sobie.
Świetne!
Tablica pamiątkowa na fasadzie domu nad rzeką Moskwą:
zdj./Wikipedia
Początek:
i koniec:
Wyd. Czytelnik Warszawa 1979, wyd.I, 191 stron
Tytuł oryginalny: Dom na nabierieżnoj / Дом на набережной
Przełożył: Ziemowit Fedecki
Z własnej półki (kupiona na allegro 13 sierpnia 2014 roku za 15 zł)
Przeczytałam 14 października 2014 roku
środa, 15 października 2014
Apteka pod Orłem historia i pamięć
Książke Pankiewicza o dziejach apteki Pod Orłem w Podgórzu w czasie istnienia tam getta żydowskiego rozbudziła apetyt na więcej. Coś jeszcze miałam, coś jeszcze miałam, ale co? - chodziło mi po głowie. Przegląd półek przyniósł odpowiedź na dręczące mnie pytanie :) Przecież kupiłam kiedyś w antykwariacie publikację Muzeum Historycznego zawierającą szkice towarzyszące wystawie stałej w Muzeum.
Stała ona sobie koło łóżka:
na jednej z półek "ostatniego" regału:
Z pewną taką nieśmiałością po nią sięgnęłam, bowiem żywiłam podejrzenia, że będzie nudna, nieprzystępnie napisana i tak dalej. A tymczasem... ho ho ho, jak mnie usatysfakcjonowała! Wszystko było interesujące, nawet wstępniak pióra dyrektora Muzeum, który odniósł się do swoich wspomnień z dzieciństwa, związanych z Podgórzem, kiedy to tata-majsterkowicz postanawiał wykonać kolejny mebel do domu i ładował synka na wózek z dyszlem pożyczony od znajomego stolarza, by pomaszerować do jedynego sklepu z płytami meblowymi, mieszczącego się przy ul. Węgierskiej. Dla kilkuletniego berbecia atrakcja nie lada! Ech, ten PRL. Kocham takie lokalne wspomnienia do tego stopnia, że znalazłszy raz w necie, bodaj za pośrednictwem FB, niewydaną na papierze książkę pewnego krakowianina traktującą o jego małej ojczyźnie - dzielnicy Piasek - w latach 60-tych, wydrukowałam ją sobie razem ze zdjęciami, jakieś drobne 500 kartek :)
No ale wróćmy do naszych baranów. Publikacja składa się z 7 szkiców dotyczących HISTORII i PAMIĘCI związanych z tym miejscem czy ogólnie Żydami w Krakowie.
Oto spis treści:
Pierwszy szkic jest ściśle historyczny, uzupełnia bądź koryguje wątki z książki Pankiewicza, a zwłaszcza podejmuje kwestię nieświadomości. Czy Żydzi naprawdę nie wiedzieli, co ich czeka? Czy rzeczywiście nie wierzyli, gdy uciekinier z transportu do Bełżca dotarł do getta i opowiadał, co tam się dzieje?
Autor szkicu "Pirogalach" jest świadkiem w tym sensie, że mógł się urodzić tylko dzięki temu, że jego babcia Żydówka oddała swoją dwuletnią córeczkę w ręce Polki, ratując ją w ten sposób od zagłady. Yareach w pewnym momencie zaczął się interesować przeszłością, HISTORIĄ swojej rodziny i spróbował odzyskać PAMIĘĆ, najpierw poprzez rozmowy z bliskimi, studiowanie książek historycznych i pamiętników, a wreszcie poprzez pierwsze kontakty ze Związkiem Krakowian w Izraelu i w końcu wizytę w Polsce i odnalezienie potomków tej polskiej rodziny, która przechowała jego mamę. Teraz pisze powieść zatytułowaną "Pirogalach", gdzie spróbuje odmalować skomplikowane relacje między Polakami a Żydami.
Bardzo interesujący jest szkic Katarzyny Zimmerer, autorki książki Zamordowany świat. Losy Żydów w Krakowie 1939-1945. Ona to również przetłumaczyła na polski Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku. Opowiada o swoim dochodzeniu do żydowskości (nie od początku znała swoje pochodzenie, za to - jak pisze - w szkole była narażona na złośliwe uwagi z powodu ojca-Niemca). Przypominam, że jej matka jest autorką biografii rodzinnej, którą może znacie - W ogrodzie pamięci. Katarzyna Zimmerer pisze o tym, jak zaczęła pracować nad książką o Ryszardzie Horowitzu i jego siostrze Niusi, ale pracę tę ciągle przerywały nowe wydarzenia: pisanie Zamordowanego świata, praca nad wystawą o życiu Żydów w Krakowie międzywojennym w Międzynarodowym Centrum Kultury, a potem nad koncepcją wystawy w Fabryce Schindlera. Teraz pisze książkę o swym ojcu (korespondencie prasy zachodnioniemieckiej i wielkim kolekcjonerze polskiej rzeźby ludowej) i biografia Horowitzów znów zeszła na dalszy plan...
Kolejne dwa szkice dotyczą skomplikowanych krakowskich losów muzealnych i "pomnikowych" - okazuje się, że tak proste wydawałoby się sprawy jak organizacja ekspozycji muzealnej czy upamiętnienia jakiegoś miejsca tablicą zawsze były naznaczone polityką, a kwestia żydowska praktycznie nie istniała, pomijano ją w oficjalnej wersji historii II wojny światowej. Nawet tablica pamiątkowa na ścianie "Cyganerii" przy ul. Szpitalnej - w miejscu gdzie ŻOB dokonał zamachu na Niemców - została sfałszowana (napisano na niej, że zamachu dokonała Gwardia Ludowa w odwecie za powieszenie 50 PPR-owców w Warszawie, jakaś kompletna bzdura). Na terenie obozu w Płaszowie w 1964 roku wreszcie odsłonięto pomnik (autorstwa Witolda Cęckiewicza). Wyryto na nim napis: "W hołdzie męczennikom pomordowanym przez hitlerowskich ludobójców w latach 1943-1945". Jak pisze Jan Gryta, autor szkicu, o tym, kim byli ci męczennicy, decydowali każdorazowo mówcy czy autorzy opisujący pomnik.
Następny szkic doskonale ilustruje te manipulacje - Anna Pióro opisała dzieje apteki Pod Orłem jako placówki farmaceutycznej i od lat 80-tych oddziału meuzalnego. Powojenna historia tego miejsca była dla mnie szczególnie ciekawa, aczkolwiek teraz, gdy już wiem, że ta sama autorka napisała biografię Pankiewicza - chciałabym więcej. Mało tego, byłam dziś w sklepiku muzealnym Krzysztoforów i... jednak wąż w kieszeni zwyciężył :( Kosztuje 30 zł i zamarzyło mi się, że może kiedyś znajdę taniej w antykwariacie... W dodatku są tam dwie inne pozycje do kupienia, w rezultacie wyszłabym uboższa o stówkę. Ale jeszcze będę szukać w bibliotekach. Albo w ostateczności spróbuję się dowiedzieć, czy Muzeum Historyczne ma jakąś czytelnię dla osób z zewnątrz :) W przyszłym tygodniu pracuję codziennie popołudniami, to mogłabym takową rankiem nawiedzić.
I wreszcie ostatnia część tego zbioru - to ciekawe spojrzenie prof. Jonathana Webbera z Uniwersytetu oksfordzkiego, antropologa społecznego, na odbiór żydowskiego Krakowa przez Żydów odwiedzających Polskę. To również obraz współczesnego żydowskiego świata w Krakowie i jego małej społeczności. Wszystko bardzo interesujące i cieszę się, że kiedyś tę książkę kupiłam i była pod ręką właśnie wtedy, gdy zechciałam do niej zajrzeć. Po to wszak kupujemy książki, prawda?
Początek pierwszego szkicu:
Fragment tekstu Anny Pióro:
Wyd. Muzeum Historyczne m. Krakowa Kraków 2013, 261 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 20 listopada 2013 roku za 19 zł)
Przeczytałam 13 października 2014 roku
Stała ona sobie koło łóżka:
na jednej z półek "ostatniego" regału:
Z pewną taką nieśmiałością po nią sięgnęłam, bowiem żywiłam podejrzenia, że będzie nudna, nieprzystępnie napisana i tak dalej. A tymczasem... ho ho ho, jak mnie usatysfakcjonowała! Wszystko było interesujące, nawet wstępniak pióra dyrektora Muzeum, który odniósł się do swoich wspomnień z dzieciństwa, związanych z Podgórzem, kiedy to tata-majsterkowicz postanawiał wykonać kolejny mebel do domu i ładował synka na wózek z dyszlem pożyczony od znajomego stolarza, by pomaszerować do jedynego sklepu z płytami meblowymi, mieszczącego się przy ul. Węgierskiej. Dla kilkuletniego berbecia atrakcja nie lada! Ech, ten PRL. Kocham takie lokalne wspomnienia do tego stopnia, że znalazłszy raz w necie, bodaj za pośrednictwem FB, niewydaną na papierze książkę pewnego krakowianina traktującą o jego małej ojczyźnie - dzielnicy Piasek - w latach 60-tych, wydrukowałam ją sobie razem ze zdjęciami, jakieś drobne 500 kartek :)
No ale wróćmy do naszych baranów. Publikacja składa się z 7 szkiców dotyczących HISTORII i PAMIĘCI związanych z tym miejscem czy ogólnie Żydami w Krakowie.
Oto spis treści:
Pierwszy szkic jest ściśle historyczny, uzupełnia bądź koryguje wątki z książki Pankiewicza, a zwłaszcza podejmuje kwestię nieświadomości. Czy Żydzi naprawdę nie wiedzieli, co ich czeka? Czy rzeczywiście nie wierzyli, gdy uciekinier z transportu do Bełżca dotarł do getta i opowiadał, co tam się dzieje?
Autor szkicu "Pirogalach" jest świadkiem w tym sensie, że mógł się urodzić tylko dzięki temu, że jego babcia Żydówka oddała swoją dwuletnią córeczkę w ręce Polki, ratując ją w ten sposób od zagłady. Yareach w pewnym momencie zaczął się interesować przeszłością, HISTORIĄ swojej rodziny i spróbował odzyskać PAMIĘĆ, najpierw poprzez rozmowy z bliskimi, studiowanie książek historycznych i pamiętników, a wreszcie poprzez pierwsze kontakty ze Związkiem Krakowian w Izraelu i w końcu wizytę w Polsce i odnalezienie potomków tej polskiej rodziny, która przechowała jego mamę. Teraz pisze powieść zatytułowaną "Pirogalach", gdzie spróbuje odmalować skomplikowane relacje między Polakami a Żydami.
Bardzo interesujący jest szkic Katarzyny Zimmerer, autorki książki Zamordowany świat. Losy Żydów w Krakowie 1939-1945. Ona to również przetłumaczyła na polski Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku. Opowiada o swoim dochodzeniu do żydowskości (nie od początku znała swoje pochodzenie, za to - jak pisze - w szkole była narażona na złośliwe uwagi z powodu ojca-Niemca). Przypominam, że jej matka jest autorką biografii rodzinnej, którą może znacie - W ogrodzie pamięci. Katarzyna Zimmerer pisze o tym, jak zaczęła pracować nad książką o Ryszardzie Horowitzu i jego siostrze Niusi, ale pracę tę ciągle przerywały nowe wydarzenia: pisanie Zamordowanego świata, praca nad wystawą o życiu Żydów w Krakowie międzywojennym w Międzynarodowym Centrum Kultury, a potem nad koncepcją wystawy w Fabryce Schindlera. Teraz pisze książkę o swym ojcu (korespondencie prasy zachodnioniemieckiej i wielkim kolekcjonerze polskiej rzeźby ludowej) i biografia Horowitzów znów zeszła na dalszy plan...
Kolejne dwa szkice dotyczą skomplikowanych krakowskich losów muzealnych i "pomnikowych" - okazuje się, że tak proste wydawałoby się sprawy jak organizacja ekspozycji muzealnej czy upamiętnienia jakiegoś miejsca tablicą zawsze były naznaczone polityką, a kwestia żydowska praktycznie nie istniała, pomijano ją w oficjalnej wersji historii II wojny światowej. Nawet tablica pamiątkowa na ścianie "Cyganerii" przy ul. Szpitalnej - w miejscu gdzie ŻOB dokonał zamachu na Niemców - została sfałszowana (napisano na niej, że zamachu dokonała Gwardia Ludowa w odwecie za powieszenie 50 PPR-owców w Warszawie, jakaś kompletna bzdura). Na terenie obozu w Płaszowie w 1964 roku wreszcie odsłonięto pomnik (autorstwa Witolda Cęckiewicza). Wyryto na nim napis: "W hołdzie męczennikom pomordowanym przez hitlerowskich ludobójców w latach 1943-1945". Jak pisze Jan Gryta, autor szkicu, o tym, kim byli ci męczennicy, decydowali każdorazowo mówcy czy autorzy opisujący pomnik.
Następny szkic doskonale ilustruje te manipulacje - Anna Pióro opisała dzieje apteki Pod Orłem jako placówki farmaceutycznej i od lat 80-tych oddziału meuzalnego. Powojenna historia tego miejsca była dla mnie szczególnie ciekawa, aczkolwiek teraz, gdy już wiem, że ta sama autorka napisała biografię Pankiewicza - chciałabym więcej. Mało tego, byłam dziś w sklepiku muzealnym Krzysztoforów i... jednak wąż w kieszeni zwyciężył :( Kosztuje 30 zł i zamarzyło mi się, że może kiedyś znajdę taniej w antykwariacie... W dodatku są tam dwie inne pozycje do kupienia, w rezultacie wyszłabym uboższa o stówkę. Ale jeszcze będę szukać w bibliotekach. Albo w ostateczności spróbuję się dowiedzieć, czy Muzeum Historyczne ma jakąś czytelnię dla osób z zewnątrz :) W przyszłym tygodniu pracuję codziennie popołudniami, to mogłabym takową rankiem nawiedzić.
I wreszcie ostatnia część tego zbioru - to ciekawe spojrzenie prof. Jonathana Webbera z Uniwersytetu oksfordzkiego, antropologa społecznego, na odbiór żydowskiego Krakowa przez Żydów odwiedzających Polskę. To również obraz współczesnego żydowskiego świata w Krakowie i jego małej społeczności. Wszystko bardzo interesujące i cieszę się, że kiedyś tę książkę kupiłam i była pod ręką właśnie wtedy, gdy zechciałam do niej zajrzeć. Po to wszak kupujemy książki, prawda?
Początek pierwszego szkicu:
Fragment tekstu Anny Pióro:
Wyd. Muzeum Historyczne m. Krakowa Kraków 2013, 261 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 20 listopada 2013 roku za 19 zł)
Przeczytałam 13 października 2014 roku
poniedziałek, 13 października 2014
Tadeusz Pankiewicz - Apteka w getcie krakowskim
Czytając ostatnio o Żydach przypomniałam sobie, że ciągle czeka swojej kolejki Apteka w getcie krakowskim - wspomnienia właściciela apteki Pod Orłem przy placu Zgody w Podgórzu (dziś pl. Bohaterów Getta), która to apteka w momencie przeniesienia krakowskich Żydów do Podgórza i utworzeniu tam getta w 1941 roku stała się jedynym polskim punktem na mapie tej części miasta. Był to fakt bez precedensu, polska apteka w getcie, z polskim właścicielem i polskimi pracownicami. Niemcy oczywiście zaproponowali Pankiewiczowi wyprowadzkę i przejęcie w zamian jednej z aptek pożydowskich w Krakowie, ale Pankiewicz zdawał sobie sprawę, że w chwili przegrania wojny przez Niemcy i powrotu prawowitych właścicieli musiałby im tę aptekę oddać, zdecydował się więc na pozostanie w getcie, argumentując, że apteka będzie tu potrzebna, by nie wybuchła epidemia (argument dla Niemców zawsze poważny). Ponieważ była to jedyna placówka tego rodzaju w okolicy, prowadziła ona 24-godzinny dyżur. Rodzina Pankiewicza wyprowadziła się z mieszkania nad apteką do Krakowa, a on praktycznie zamieszkał w pokoiku obok apteki, by pełnić nieustanny dyżur. On i jego trzy pracownice: panie Irena Droździkowska, Helena Krywaniuk i Aurelia Danek-Czort od powstania getta 20 marca 1941 roku do jego ostatecznej likwidacji w grudniu 1943 roku byli punktem oparcia dla tysięcy Żydów stłoczonych na terenie kilkunastu ulic (teren getta zmniejszał się wraz z kolejnymi wysiedleniami) - nieśli pomoc medyczną, słowa pociechy, przemycali wiadomości ze świata, korespondencję i produkty żywnościowe z zewnątrz, brali na przechowanie cenne przedmioty bądź wynosili je do sprzedaży poza gettem, a przede wszystkim BYLI - oni, Polacy, wśród narodu skazanego na zagładę. Stali się niemymi świadkami cierpień i śmierci aż po ostatnie wysiedlenie.
Utrzymanie apteki w tym miejscu wymagało oczywiście wielu zachodów i przede wszystkim łapówek, co 2 tygodnie trzeba było odnawiać przepustki i przy tej okazji podsuwać prezenty przekupnym dygnitarzom niemieckim. W ten sam sposób udawało się nieraz wyprosić czyjeś życie - gdy hitlerowcy wprowadzali kolejne zarządzenia: a to specjalne pieczątki, a to niebieskie kartki, które miały zaświadczać o czyjejś przydatności do pracy.
Tadeusz Pankiewicz wkrótce po wojnie na prośbę przyjaciół spisał wspomnienia z getta, ukazały się one jednak w okrojonej wersji, ocenzurowane. Szybko zresztą zniknęły z półek księgarskich. Postać Pankiewicza była odsuwana na bok, a temat martyrologii Żydów niewygodny, zwłaszcza w obliczu konfliktu z Izraelem. Ten temat podejmuje jeden ze szkiców w zbiorze Apteka pod Orłem historia i pamięć, który teraz czytam, wrócę więc do tego wątku w nastepnej notce. W każdym razie z tego właśnie zbioru dowiedziałam się, że Pankiewicz spoczął po śmierci w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim i zapragnęłam go odwiedzić. Niestety wyszukiwarka grobów uparcie milczy na temat jego lokalizacji.
Za swą działalność i postawę w getcie Pankiewicz został odznaczony medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Wielokrotnie był zapraszany po wojnie przez znajomych Żydów, którym udało się ocaleć z zagłady i wyemigrować z Polski, a że był zapalonym podróżnikiem (ponoć zdarzało mu się w tym celu zadłużać aptekę) wyjazdy te sprawiały mu zapewne wielką radość. Nawiasem mówiąc, w pewnym momencie zaczęli mu towarzyszyć w podróżach smutni panowie...
Update
Wspólnymi siłami udało się ustalić miejsce pochówku :) Grób Tadeusza Pankiewicza znajduje się na Cmentarzu Rakowickim w kwaterze XVIII, rząd wschodni.
Fot. Dawid Serafin, z tej strony.
Książka wydana w serii tzw. małych cracovianów:
z wąskiego regaliku:
Początek:
i koniec:
Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1982, wyd. II, 310 stron
Seria: Cracoviana , seria II - Ludzie i wydarzenia
Z własnej półki
Przeczytałam 12 października 2014 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ kolejny film z dorobku Stanisława Lubszina - MONOLOG (Монолог), reż. Ilia Awerbach, 1972
Na YT w całości, oczywiście w oryginale:
Historia wykładowcy akademickiego prowadzącego spokojne życie. Żona zostawiła go wiele lat temu. Nagle pojawiła się dorosła już córka, którą ostatnio widział, kiedy miała roczek. Mimo tego, że dziewczyna okazuje się pustą i niezdarną mieszczanką ojciec przyjmuje ją z miłością, ale też pewnego rodzaju rezygnacją. Nagrodą za cierpliwość jest wnuczka - szczera, czysta i radosna dziewczynka. Obraz przedstawia wizje tego jacy powinni być ludzie. Bez zbędnego moralizatorstwa przemyca pochwałę dla cierpliwości i wytrwałości.
2/ zaczynam oglądać stare polskie filmy :)
Na pierwszy rzut leci komedia CO MÓJ MĄŻ ROBI W NOCY, reż. Michał Waszyński, 1934
Na YT w całości:
Roman Tarski (Michał Znicz) jest współwłaścicielem doskonale prosperującej firmy budowlanej "Żel-Beton". Jednak pewnego dnia, gdy jego wspólnik Otto znika z całą gotówką, jest zrujnowany. Stefie, swojej żonie (Maria Gorczyńska), która właśnie powróciła z nadmorskich wakacji, opowiada zmyśloną historię o praktykowanym wśród przemysłowców planowym bankructwie i konieczności konspiracyjnej pracy, przez pewien czas, wyłącznie w nocy. Praca ta, to posada kelnera w nocnym lokalu "Alhambra", gdzie Roman zatrudnił się, żeby zarobić na życie. Ciągłe zmęczenie męża i dziwne wynurzenia w czasie snu wzbudzają w Stefie coraz więcej podejrzeń. A gdy w kuchni zastaje Romana w towarzystwie pokojówki Kazi (Tola Mankiewiczówna) i jej narzeczonego Walerego (Wojciech Ruszkowski), również kelnera w "Alhambrze", kompletnie pijanych, postanawia wreszcie całą sprawę wyjaśnić. Pomaga jej w tym baron Carolescu (Kazimierz Krukowski), adorator Stefy...
3/ druga część czeskiej trylogii - SŁOŃCE, SIANO I PARĘ RAZY PO GĘBIE (Slunce, seno a pár facek), reż. Zdeněk Troška, 1989
Na YT po czesku, jak ktoś odważny:
4/ drugi film wietnamskiego reżysera Anh Hung Tran - RYKSZARZ (Xich lo), 1995
Na YT z napisami angielskimi, ale po kawałku:
Młody osiemnastoletni człowiek pracuje jako rykszarz. Jego rodzice nie żyją. Mieszka razem ze swoim dziadkiem i dwiema siostrami w biednej dzielnicy Ho Chi Minh (miasto w Wietnamie). Aby spłacić rykszę, którą mu skradziono bohater jest zmuszony do popełnienia kilku wykroczeń i bardzo szybko wkracza w świat zbrodni.
A w weekend obejrzałam dodatkowo dwa włoskie filmy. Pierwszy z nich to właściwie film brytyjski, tyle że wyreżyserował go Uberto Pasolini, z rodziny Viscontich. To STILL LIFE z 2013 roku, historia urzędnika londyńskiego magistratu, który zajmuje się odnajdywaniem krewnych i przyjaciół osób zmarłych samotnie i organizacją ich godnego pochówku. Pewnego dnia zostaje zwolniony z pracy - pozwolono mu jedynie na zajęcie się do końca ostatnim przypadkiem - śmiercią swego sąsiada. Film po prostu ŚWIETNY!
Na YT trailer:
Drugi film to L'ULTIMA RUOTA DEL CARRO - mam kłopot z przetłumaczeniem tego tytułu na polski, bo nie jest to dokładnie PIATE KOŁO U WOZU czyli coś niepotrzebnego, to OSTATNIE KOŁO U WOZU - coś, co może nie jest do końca zbędne, ale liczy się najmniej. Takim ostatnim kołem u wozu jest w swej rodzinie Ernesto. Film pokazuje jego życie na przestrzeni kilkudziesięciu lat, od lat 70-tych do czasów współczesnych. Wady i zalety Włochów w tle tej historii "bohatera naszych czasów".
Trailer:
Utrzymanie apteki w tym miejscu wymagało oczywiście wielu zachodów i przede wszystkim łapówek, co 2 tygodnie trzeba było odnawiać przepustki i przy tej okazji podsuwać prezenty przekupnym dygnitarzom niemieckim. W ten sam sposób udawało się nieraz wyprosić czyjeś życie - gdy hitlerowcy wprowadzali kolejne zarządzenia: a to specjalne pieczątki, a to niebieskie kartki, które miały zaświadczać o czyjejś przydatności do pracy.
Tadeusz Pankiewicz wkrótce po wojnie na prośbę przyjaciół spisał wspomnienia z getta, ukazały się one jednak w okrojonej wersji, ocenzurowane. Szybko zresztą zniknęły z półek księgarskich. Postać Pankiewicza była odsuwana na bok, a temat martyrologii Żydów niewygodny, zwłaszcza w obliczu konfliktu z Izraelem. Ten temat podejmuje jeden ze szkiców w zbiorze Apteka pod Orłem historia i pamięć, który teraz czytam, wrócę więc do tego wątku w nastepnej notce. W każdym razie z tego właśnie zbioru dowiedziałam się, że Pankiewicz spoczął po śmierci w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Rakowickim i zapragnęłam go odwiedzić. Niestety wyszukiwarka grobów uparcie milczy na temat jego lokalizacji.
Za swą działalność i postawę w getcie Pankiewicz został odznaczony medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Wielokrotnie był zapraszany po wojnie przez znajomych Żydów, którym udało się ocaleć z zagłady i wyemigrować z Polski, a że był zapalonym podróżnikiem (ponoć zdarzało mu się w tym celu zadłużać aptekę) wyjazdy te sprawiały mu zapewne wielką radość. Nawiasem mówiąc, w pewnym momencie zaczęli mu towarzyszyć w podróżach smutni panowie...
Update
Wspólnymi siłami udało się ustalić miejsce pochówku :) Grób Tadeusza Pankiewicza znajduje się na Cmentarzu Rakowickim w kwaterze XVIII, rząd wschodni.
Fot. Dawid Serafin, z tej strony.
Książka wydana w serii tzw. małych cracovianów:
z wąskiego regaliku:
Początek:
i koniec:
Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1982, wyd. II, 310 stron
Seria: Cracoviana , seria II - Ludzie i wydarzenia
Z własnej półki
Przeczytałam 12 października 2014 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ kolejny film z dorobku Stanisława Lubszina - MONOLOG (Монолог), reż. Ilia Awerbach, 1972
Na YT w całości, oczywiście w oryginale:
Historia wykładowcy akademickiego prowadzącego spokojne życie. Żona zostawiła go wiele lat temu. Nagle pojawiła się dorosła już córka, którą ostatnio widział, kiedy miała roczek. Mimo tego, że dziewczyna okazuje się pustą i niezdarną mieszczanką ojciec przyjmuje ją z miłością, ale też pewnego rodzaju rezygnacją. Nagrodą za cierpliwość jest wnuczka - szczera, czysta i radosna dziewczynka. Obraz przedstawia wizje tego jacy powinni być ludzie. Bez zbędnego moralizatorstwa przemyca pochwałę dla cierpliwości i wytrwałości.
2/ zaczynam oglądać stare polskie filmy :)
Na pierwszy rzut leci komedia CO MÓJ MĄŻ ROBI W NOCY, reż. Michał Waszyński, 1934
Na YT w całości:
Roman Tarski (Michał Znicz) jest współwłaścicielem doskonale prosperującej firmy budowlanej "Żel-Beton". Jednak pewnego dnia, gdy jego wspólnik Otto znika z całą gotówką, jest zrujnowany. Stefie, swojej żonie (Maria Gorczyńska), która właśnie powróciła z nadmorskich wakacji, opowiada zmyśloną historię o praktykowanym wśród przemysłowców planowym bankructwie i konieczności konspiracyjnej pracy, przez pewien czas, wyłącznie w nocy. Praca ta, to posada kelnera w nocnym lokalu "Alhambra", gdzie Roman zatrudnił się, żeby zarobić na życie. Ciągłe zmęczenie męża i dziwne wynurzenia w czasie snu wzbudzają w Stefie coraz więcej podejrzeń. A gdy w kuchni zastaje Romana w towarzystwie pokojówki Kazi (Tola Mankiewiczówna) i jej narzeczonego Walerego (Wojciech Ruszkowski), również kelnera w "Alhambrze", kompletnie pijanych, postanawia wreszcie całą sprawę wyjaśnić. Pomaga jej w tym baron Carolescu (Kazimierz Krukowski), adorator Stefy...
3/ druga część czeskiej trylogii - SŁOŃCE, SIANO I PARĘ RAZY PO GĘBIE (Slunce, seno a pár facek), reż. Zdeněk Troška, 1989
Na YT po czesku, jak ktoś odważny:
4/ drugi film wietnamskiego reżysera Anh Hung Tran - RYKSZARZ (Xich lo), 1995
Na YT z napisami angielskimi, ale po kawałku:
Młody osiemnastoletni człowiek pracuje jako rykszarz. Jego rodzice nie żyją. Mieszka razem ze swoim dziadkiem i dwiema siostrami w biednej dzielnicy Ho Chi Minh (miasto w Wietnamie). Aby spłacić rykszę, którą mu skradziono bohater jest zmuszony do popełnienia kilku wykroczeń i bardzo szybko wkracza w świat zbrodni.
A w weekend obejrzałam dodatkowo dwa włoskie filmy. Pierwszy z nich to właściwie film brytyjski, tyle że wyreżyserował go Uberto Pasolini, z rodziny Viscontich. To STILL LIFE z 2013 roku, historia urzędnika londyńskiego magistratu, który zajmuje się odnajdywaniem krewnych i przyjaciół osób zmarłych samotnie i organizacją ich godnego pochówku. Pewnego dnia zostaje zwolniony z pracy - pozwolono mu jedynie na zajęcie się do końca ostatnim przypadkiem - śmiercią swego sąsiada. Film po prostu ŚWIETNY!
Na YT trailer:
Drugi film to L'ULTIMA RUOTA DEL CARRO - mam kłopot z przetłumaczeniem tego tytułu na polski, bo nie jest to dokładnie PIATE KOŁO U WOZU czyli coś niepotrzebnego, to OSTATNIE KOŁO U WOZU - coś, co może nie jest do końca zbędne, ale liczy się najmniej. Takim ostatnim kołem u wozu jest w swej rodzinie Ernesto. Film pokazuje jego życie na przestrzeni kilkudziesięciu lat, od lat 70-tych do czasów współczesnych. Wady i zalety Włochów w tle tej historii "bohatera naszych czasów".
Trailer:
Etykiety:
Cracoviana,
Judaica,
W tym tygodniu oglądam,
Z własnej półki
sobota, 11 października 2014
Isaac Bashevis Singer - Spuścizna
No i skończyło się, buuuuuu. Kalman umarł, Klara umarła, Szajndł umarła, cadyk Jochanan umarł. Zniknął świat, który zdawał się trwać od czterech tysięcy lat. Jedni wyemigrowali do Ameryki, inni do Palestyny. Pytania o sens życia, o istnienie Boga pozostały otwarte.
Półka ta sama co przy Dworze:
na tym samym regale:
Spuścizna stanowi całość z Dworem:
Częściowo powtórzone informacje na okładce:
A więc kontynuacja. Losy bohaterów, których czytelnik poznał we Dworze, toczą się różnymi ścieżkami. Obserwujemy zmagania Klary z pragnieniami, dla których odrzuca religię i mocowanie się z życiem lekarza Azriela, który chciałby uzyskać naukowe odpowiedzi na swe niekończące się pytania, a w rezultacie wraca do religii przodków, do tej spuścizny, która pozwala zająć właściwe miejsce na ziemi, powrócić do źródeł. Losy młodego pokolenia, które angażuje się w walkę rewolucyjną. Jedni dają się uwieść nowym ideom, inne wojskowym donżuanom...
Cudownie opisana Warszawa, ale także emigrancki Nowy Jork czy podróż statkiem przez ocean. Wspaniale nakreślone postaci, pełnokrwiste i żywe, a tak różne.
Niezapomniana lektura. Jeszcze mam głowę pełną jej bohaterów i zastanawiam się, co następnego wybrać do czytania z literatury pięknej, żeby się nie zawieść przez kontrast z twórczością Singera :)
Te same tytuły w serii KIK, bo ten sam rocznik - 1988:
Początek:
i koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1988, wyd. II, 309 stron
Seria: KIK
Tytuł oryginalny: The Estate
Przełożyła: Irena Wyrzykowska
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 27 kwietnia 1989 roku za 900 zł)
Przeczytałam 10 października 2014 roku
Półka ta sama co przy Dworze:
na tym samym regale:
Spuścizna stanowi całość z Dworem:
Częściowo powtórzone informacje na okładce:
A więc kontynuacja. Losy bohaterów, których czytelnik poznał we Dworze, toczą się różnymi ścieżkami. Obserwujemy zmagania Klary z pragnieniami, dla których odrzuca religię i mocowanie się z życiem lekarza Azriela, który chciałby uzyskać naukowe odpowiedzi na swe niekończące się pytania, a w rezultacie wraca do religii przodków, do tej spuścizny, która pozwala zająć właściwe miejsce na ziemi, powrócić do źródeł. Losy młodego pokolenia, które angażuje się w walkę rewolucyjną. Jedni dają się uwieść nowym ideom, inne wojskowym donżuanom...
Cudownie opisana Warszawa, ale także emigrancki Nowy Jork czy podróż statkiem przez ocean. Wspaniale nakreślone postaci, pełnokrwiste i żywe, a tak różne.
Niezapomniana lektura. Jeszcze mam głowę pełną jej bohaterów i zastanawiam się, co następnego wybrać do czytania z literatury pięknej, żeby się nie zawieść przez kontrast z twórczością Singera :)
Te same tytuły w serii KIK, bo ten sam rocznik - 1988:
Początek:
i koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1988, wyd. II, 309 stron
Seria: KIK
Tytuł oryginalny: The Estate
Przełożyła: Irena Wyrzykowska
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 27 kwietnia 1989 roku za 900 zł)
Przeczytałam 10 października 2014 roku
Etykiety:
Literatura żydowska,
Seria KIK,
Z własnej półki
środa, 8 października 2014
Isaac Bashevis Singer - Dwór
Aj aj aj, tyle czasu mnie nie było z nową książką, pięć dni! Jak to możliwe, żeby tyle czasu czytać jedną powieść, w dodatku nie masakrycznie przecież grubą? Przyjmijmy, że rozkoszowałam się lekturą :)
Bowiem powieść rzeczywiście przypadła mi do gustu, do smaku, do zapachu - tak tak, były fragmenty, które pozwalały mi doskonale wniknąć w opisywaną atmosferę, Singer to prawdziwy Mistrz!
A jednak... tyle lat czekał! Jego dwie powieści wydane w serii KIK stały od ponad 25 lat na półce, już sama nie wiem, czy tytuły mnie zniechęcały, czy co innego czy też tradycyjnie cichutko czekały swego czasu.
I oto ich czas nadszedł - a jak? Na jednym z blogów jego autorka pisała ostatnio o dziesięciu książkach, które wywarły na nią największy wpływ i wymieniła właśnie te dwie powieści: Dwór i Spuściznę. Noooo, pomyślałam sobie, dosyć tego, trza się brać za bary z tym Singerem. Nie żeby mi był całkiem nieznany, wieki temu czytałam to, co stoi tutaj pierwsze z prawej:
(sorry, nieostre zdjęcie wyszło)
A KIK-i osobno:
na półce w sypialni:
Te ostatnio kupione KIK-i stoją osobno:
To są oczywiście głównie radzieckie :)
Najpierw przejrzałam informacje z okładki:
Co prawda ciotka Wiki podaje, że urodził się nie w żadnym Radzyminie, tylko Leoncinie koło Nowego Dworu Mazowieckiego, ale oj tam oj tam. Nie będziemy się spierać o szczegóły, w końcu to nie Talmud.
Po zapoznaniu się z opisem, rozpoczęłam mozolną, jak mi się na początku wydawało, lekturę. Która jednak szybciutko przeistoczyła się w rewelacyjną! fascynującą! wciągającą! klimatyczną! niekończącą się opowieść o dwóch związanych ze sobą rodzinach: żydowskiej Kalmana Jakobiego i polskiej arystokratycznej hrabiego Jampolskiego. A wszak opowieści o rodzinie to jest właśnie to, co tygryski lubią najbardziej. Przy czym takie charakterystyczne: zaczyna się w szczytowym punkcie kariery danej rodziny, by toczyć się z górki ku upadkowi. No, oczywiście jeszcze nie wiem, co będzie potem, bo dopiero zaczęłam Spuściznę, ale Kalman Jakobi już raczej nie wróci do dawnej świetności. Wspaniały opis środowisk żydowskich, od bogaczy przez dwory rabinackie po nędzarzy, nieocenione źródło wiedzy o żydowskich zwyczajach, obraz poszukiwań tożsamości czy to w głębokiej religijności czy w odrzuceniu judaizmu i próbach zastąpienia go czym innym, choćby nauką, poglądami materialistycznymi, przekonaniami socjalistycznymi. Cała druga połowa XIX wieku leży przed czytelnikiem jak na dłoni. Świat, który uległ zagładzie wiek później, wskrzeszony przez znakomitego pisarza. I jakież bogactwo refleksji dla czytelnika! Może dlatego właśnie lektura zajęła mi pięć dni - co rusz zamyślałam się nad własnym życiem :)
Inne tytuły serii KIK w 1988 roku:
Początek:
i koniec;
Wyd. PIW Warszawa 1988, wyd.II, 353 strony
Seria: KIK
Tytuł oryginalny: The Manor
Przełożyła: Irena Wyrzykowska
Z własnej półki: kupione 28 października 1988 roku za 260 zł
Przeczytałam 7 października 2014 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Dzielnie się trzymałam przez prawie miesiąc, ale w końcu uległam magnetycznej sile Księgarni Akademickiej i wstąpiłam (mnie to najlepiej z domu nie wypuszczać, choć tu oczywiście allegro zagraża).
Oto wynik:
No proszę, jak mi podeszło. Może nawet wkrótce przeczytam, kto wie?
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ następny obraz w filmografii Stanisława Lubszina to PIECZKI-ŁAWOCZKI (Pogwarki) w reż. Wasilija Szukszyna, 1972
Na YT w całości w oryginale:
Opowieść o małżeństwie ze wsi, które wybiera się na wczasy nad morze i po drodze zatrzymuje się w Moskwie.
2/ film polski DWIE BRYGADY w reż. Janusza Nasfetera, 1950
Na YT w całości:
Dramat społeczny, przedstawiający konflikt młodego kolektywu fabrycznego z przychylnym mu, ale zacofanym starym fachowcem. Aktorzy przygotowują głośną wówczas sztukę czechosłowacką "Brygada szlifierza Karhana". Starzy chcą grać, jak się dotychczas grywało, młodzi chcą podpatrywać życie w fabryce.
3/ film czeski SŁOŃCE, SIANO, TRUSKAWKI (Slunce, seno, jahody), reż. Zdeněk Troška, 1984
Na YT w całości w oryginale:
Student nauk rolniczych, Šimon Plánička, przyjeżdża do małej mieściny na południu Czech, aby w tamtejszym JZD (czeski odpowiednik PGR-u) przeprowadzić eksperyment na temat wpływu kultury na udój krów. Z początku nikt nie chce o tym słyszeć, wszystko jednak się zmieni, gdy rozniesie się wieść, że Šimon jest synem członka komisji wojewódzkiej. Piękna Blažena Škopková dostaje zadanie dowiedzieć się, jak naprawdę to wszystko wygląda, ale jej zazdrosny chłopak Venca komplikuje sytuację… Reżyser Zdeněk Troška nakręcił tą ludową opowieść w swojej rodzinnej wsi Hoštice u Volyně, występują w niej zarówno aktorzy profesjonalni, jak i zwykli mieszkańcy.
4/skończyłam filmografię Takeshi Kitano, zaczynam wietnamskiego reżysera Anh Hung Tran. Na początek ZAPACH ZIELONEJ PAPAI (Mùi du du xanh), 1993
Na YT w całości z napisami angielskimi:
Dziesięcioletnia Mui przybywa do domu bogatych właścicieli sklepu z materiałami, by zostać służącą. Ciekawa świata, pogodna i uśmiechnięta dziewczynka, szybko znajduje swoje miejsce u nowych "państwa". Ciepło traktuje ją szczególnie żona "pana domu". Mui przypomina jej córkę, która miałaby dokładnie tyle lat co ona, gdyby nie umarła we wczesnym dzieciństwie. Spokojne, czasem wesołe dni, przeplatane są tragicznymi wydarzeniami, czas płynie... Dorosła Mui, ze względu na pogarszającą się sytuację materialną swoich "państwa", musi odejść i rozpocząć pracę u bogatego przyjaciela najstarszego syna, Khuyena, który od lat nie jest jej obojętny ...
A w zeszłym tygodniu Panakeja z Filmwebu - moja czytelniczka tutaj, która się nigdy nie odzywa :) - zainspirowała mnie do obejrzenia estońsko-francuskiego filmu ESTONKA W PARYŻU:
Rzecz okazała się całkiem całkiem w moich klimatach: historia zahukanej szarej kobiety w średnim wieku, która po śmierci matki (opiekowała się nią przez ostatnie dwa lata, rezygnując z pracy zawodowej) przyjmuje propozycję wyjazdu do Paryża, o którym śniła w studenckich latach - ma się opiekować starszą bogatą panią, również Estonką z pochodzenia. Na miejscu jednak okazuje się, że starsza pani (grana przez Jeanne Moreau) absolutnie tej opieki nie chce - zależy jej jedynie na dawnym kochanku.
Bowiem powieść rzeczywiście przypadła mi do gustu, do smaku, do zapachu - tak tak, były fragmenty, które pozwalały mi doskonale wniknąć w opisywaną atmosferę, Singer to prawdziwy Mistrz!
A jednak... tyle lat czekał! Jego dwie powieści wydane w serii KIK stały od ponad 25 lat na półce, już sama nie wiem, czy tytuły mnie zniechęcały, czy co innego czy też tradycyjnie cichutko czekały swego czasu.
I oto ich czas nadszedł - a jak? Na jednym z blogów jego autorka pisała ostatnio o dziesięciu książkach, które wywarły na nią największy wpływ i wymieniła właśnie te dwie powieści: Dwór i Spuściznę. Noooo, pomyślałam sobie, dosyć tego, trza się brać za bary z tym Singerem. Nie żeby mi był całkiem nieznany, wieki temu czytałam to, co stoi tutaj pierwsze z prawej:
(sorry, nieostre zdjęcie wyszło)
A KIK-i osobno:
na półce w sypialni:
Te ostatnio kupione KIK-i stoją osobno:
To są oczywiście głównie radzieckie :)
Najpierw przejrzałam informacje z okładki:
Co prawda ciotka Wiki podaje, że urodził się nie w żadnym Radzyminie, tylko Leoncinie koło Nowego Dworu Mazowieckiego, ale oj tam oj tam. Nie będziemy się spierać o szczegóły, w końcu to nie Talmud.
Po zapoznaniu się z opisem, rozpoczęłam mozolną, jak mi się na początku wydawało, lekturę. Która jednak szybciutko przeistoczyła się w rewelacyjną! fascynującą! wciągającą! klimatyczną! niekończącą się opowieść o dwóch związanych ze sobą rodzinach: żydowskiej Kalmana Jakobiego i polskiej arystokratycznej hrabiego Jampolskiego. A wszak opowieści o rodzinie to jest właśnie to, co tygryski lubią najbardziej. Przy czym takie charakterystyczne: zaczyna się w szczytowym punkcie kariery danej rodziny, by toczyć się z górki ku upadkowi. No, oczywiście jeszcze nie wiem, co będzie potem, bo dopiero zaczęłam Spuściznę, ale Kalman Jakobi już raczej nie wróci do dawnej świetności. Wspaniały opis środowisk żydowskich, od bogaczy przez dwory rabinackie po nędzarzy, nieocenione źródło wiedzy o żydowskich zwyczajach, obraz poszukiwań tożsamości czy to w głębokiej religijności czy w odrzuceniu judaizmu i próbach zastąpienia go czym innym, choćby nauką, poglądami materialistycznymi, przekonaniami socjalistycznymi. Cała druga połowa XIX wieku leży przed czytelnikiem jak na dłoni. Świat, który uległ zagładzie wiek później, wskrzeszony przez znakomitego pisarza. I jakież bogactwo refleksji dla czytelnika! Może dlatego właśnie lektura zajęła mi pięć dni - co rusz zamyślałam się nad własnym życiem :)
Inne tytuły serii KIK w 1988 roku:
Początek:
i koniec;
Wyd. PIW Warszawa 1988, wyd.II, 353 strony
Seria: KIK
Tytuł oryginalny: The Manor
Przełożyła: Irena Wyrzykowska
Z własnej półki: kupione 28 października 1988 roku za 260 zł
Przeczytałam 7 października 2014 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Dzielnie się trzymałam przez prawie miesiąc, ale w końcu uległam magnetycznej sile Księgarni Akademickiej i wstąpiłam (mnie to najlepiej z domu nie wypuszczać, choć tu oczywiście allegro zagraża).
Oto wynik:
No proszę, jak mi podeszło. Może nawet wkrótce przeczytam, kto wie?
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ następny obraz w filmografii Stanisława Lubszina to PIECZKI-ŁAWOCZKI (Pogwarki) w reż. Wasilija Szukszyna, 1972
Na YT w całości w oryginale:
Opowieść o małżeństwie ze wsi, które wybiera się na wczasy nad morze i po drodze zatrzymuje się w Moskwie.
2/ film polski DWIE BRYGADY w reż. Janusza Nasfetera, 1950
Na YT w całości:
Dramat społeczny, przedstawiający konflikt młodego kolektywu fabrycznego z przychylnym mu, ale zacofanym starym fachowcem. Aktorzy przygotowują głośną wówczas sztukę czechosłowacką "Brygada szlifierza Karhana". Starzy chcą grać, jak się dotychczas grywało, młodzi chcą podpatrywać życie w fabryce.
3/ film czeski SŁOŃCE, SIANO, TRUSKAWKI (Slunce, seno, jahody), reż. Zdeněk Troška, 1984
Na YT w całości w oryginale:
Student nauk rolniczych, Šimon Plánička, przyjeżdża do małej mieściny na południu Czech, aby w tamtejszym JZD (czeski odpowiednik PGR-u) przeprowadzić eksperyment na temat wpływu kultury na udój krów. Z początku nikt nie chce o tym słyszeć, wszystko jednak się zmieni, gdy rozniesie się wieść, że Šimon jest synem członka komisji wojewódzkiej. Piękna Blažena Škopková dostaje zadanie dowiedzieć się, jak naprawdę to wszystko wygląda, ale jej zazdrosny chłopak Venca komplikuje sytuację… Reżyser Zdeněk Troška nakręcił tą ludową opowieść w swojej rodzinnej wsi Hoštice u Volyně, występują w niej zarówno aktorzy profesjonalni, jak i zwykli mieszkańcy.
4/skończyłam filmografię Takeshi Kitano, zaczynam wietnamskiego reżysera Anh Hung Tran. Na początek ZAPACH ZIELONEJ PAPAI (Mùi du du xanh), 1993
Na YT w całości z napisami angielskimi:
Dziesięcioletnia Mui przybywa do domu bogatych właścicieli sklepu z materiałami, by zostać służącą. Ciekawa świata, pogodna i uśmiechnięta dziewczynka, szybko znajduje swoje miejsce u nowych "państwa". Ciepło traktuje ją szczególnie żona "pana domu". Mui przypomina jej córkę, która miałaby dokładnie tyle lat co ona, gdyby nie umarła we wczesnym dzieciństwie. Spokojne, czasem wesołe dni, przeplatane są tragicznymi wydarzeniami, czas płynie... Dorosła Mui, ze względu na pogarszającą się sytuację materialną swoich "państwa", musi odejść i rozpocząć pracę u bogatego przyjaciela najstarszego syna, Khuyena, który od lat nie jest jej obojętny ...
A w zeszłym tygodniu Panakeja z Filmwebu - moja czytelniczka tutaj, która się nigdy nie odzywa :) - zainspirowała mnie do obejrzenia estońsko-francuskiego filmu ESTONKA W PARYŻU:
Rzecz okazała się całkiem całkiem w moich klimatach: historia zahukanej szarej kobiety w średnim wieku, która po śmierci matki (opiekowała się nią przez ostatnie dwa lata, rezygnując z pracy zawodowej) przyjmuje propozycję wyjazdu do Paryża, o którym śniła w studenckich latach - ma się opiekować starszą bogatą panią, również Estonką z pochodzenia. Na miejscu jednak okazuje się, że starsza pani (grana przez Jeanne Moreau) absolutnie tej opieki nie chce - zależy jej jedynie na dawnym kochanku.
piątek, 3 października 2014
Daria Doncowa - File iz Zołotogo Pietuszka
A co tam, pomyślałam, trzeba sobie zrobić przyjemność w te ciężkie dni, kiedy i malowanie pokoju i ciągłe jakieś latanie po lekarzach i w pracy trzymają do nocy... a jak przyjemność - czytelnicza - to oczywiście Daria Doncowa w oryginale (tylko taka się liczy), nieprawdaż?
Ósma część cyklu Wiola Tarakanowa w świecie przestępczych namiętności stoi sobie tutaj, na półce wśród innych miękkich ruskich kryminałów:
Wyżej też jest półka z kryminałami:
Nawiasem mówiąc, ściana obok zmieniła kolor i obecnie, na życzenie córki, wygląda tak:
Dodaję zdjęcie zrobione w dzień:
A' propos remontowania, biję się jeszcze z myślami, czy zlikwidować lampki nad regałem w obliczu powstałego nowego systemu oświetlenia. Otóż kiedyś była tam ściana, którą zlikwidowałam, ale wówczas okazało się, że sufity się nie schodzą i był taki paskudny uskok. Malarz zaproponował skonstruowanie w tym miejscu 'ruły na światło' :)
No i teraz stare lampki na regale biją się o złotą patelnię z nowymi. Z drugiej strony, dają więcej światła w razie potrzeby. Więc nie wiem, usuwać czy zostawiać :(
Ale wróćmy do Fileta ze Złotego Kogutka. Moja ulubienica Wiola opublikowała już cztery kryminały, ciągle jest prześladowana przez menedżera wydawnictwa MARKO, żeby uczestniczyć w rozmaitych bankietach, prezentacjach, targach, podpisywaniu książek i tego rodzaju tusowkach czyli ogólnie rzecz biorąc różnych imprezach. Zazwyczaj zresztą dowiaduje się o tym w ostatniej chwili i nie zawsze ma możliwość przebrać się w coś porządnego (jej zwykły strój to wszak dżinsy i T-shirt), toteż któregoś razu wpada po drodze do sklepu z ubraniami, dziwi się, że piękny zielony kostium (marynarka i spodnie) tak mało kosztuje no i ma niewygodne zapinanie z tyłu, ale przecież spieszy się, więc zakłada go w przymierzalni i pędzi na spotkanie. Tam jest wielce zdziwiona pytaniami dziennikarzy, czy jej strój to jakiś protest czy manifest. Oczywiście nietrudno się domyślić, że Wiłka kupiła ubranie robocze dla chirurgów :)
Co piszą na okładce?
No tak. Lekkomyślna Tarakanowa pędzi leci spotkać się na prośbę przyjaciółki Nastii z poznanym przez nią w internecie zalotnikiem, nie, nie w kawiarni - u niego w mieszkaniu. Toteż należy się tylko cieszyć, że gdy pojawili się tam również bandyci poszukujący tajemniczego CZEGOŚ, wzięli ją za prostytutkę i wypuścili wolno. No a potem to już poszło: Nastię porwano i Wiłka dostaje siedem dni na odnalezienie nie wiadomo czego nie wiadomo gdzie, by uratować Nastine życie. A kończy się... ha ha kompletnie fantastycznie :) Kto nie przeczyta, ten się nie dowie. Ogólnie mam wrażenie, że autorce coś zabrakło pomysłów i poszła po bandzie, nie bez przyczyny chyba była tak duża różnica czasu między wydaniem części siódmej (2003), a ósmej (2008).
Byłabym zapomniała o życiu rodzinnym. Ojciec Leninid opiera się o ledwie wiszącą szafkę kuchenną, zwala ją na siebie i doznaje wstrząsu mózgu. Rezultat: zostaje jasnowidzącym :) Na klatce schodowe tworzą się kolejki rozmaitych chorych, a przedsiębiorcza sąsiadka prowadzi zapisy i pobiera opłaty. Dodatkowo Wiłka w wirze śledztwa zakłada na głowę perukę "baletową", z solidnym klejem - i nie pozostaje potem nic innego, jak zgolić włosy. Mając łysą czaszkę zawiązuje sobie na niej chustkę, no i oczywiście biorą ją za jakąś przedstawicielkę świata islamu i rewidują tu i ówdzie :)
Początek:
i koniec:
Wyd. EKSMO Moskwa 2008, 348 stron
Tytuł oryginalny: Филе из Золотого Петушка
Z własnej półki (kupione na allegro 6 lipca 2011 roku
Przeczytałam 2 października 2014 roku
Ósma część cyklu Wiola Tarakanowa w świecie przestępczych namiętności stoi sobie tutaj, na półce wśród innych miękkich ruskich kryminałów:
Wyżej też jest półka z kryminałami:
Nawiasem mówiąc, ściana obok zmieniła kolor i obecnie, na życzenie córki, wygląda tak:
Dodaję zdjęcie zrobione w dzień:
A' propos remontowania, biję się jeszcze z myślami, czy zlikwidować lampki nad regałem w obliczu powstałego nowego systemu oświetlenia. Otóż kiedyś była tam ściana, którą zlikwidowałam, ale wówczas okazało się, że sufity się nie schodzą i był taki paskudny uskok. Malarz zaproponował skonstruowanie w tym miejscu 'ruły na światło' :)
No i teraz stare lampki na regale biją się o złotą patelnię z nowymi. Z drugiej strony, dają więcej światła w razie potrzeby. Więc nie wiem, usuwać czy zostawiać :(
Ale wróćmy do Fileta ze Złotego Kogutka. Moja ulubienica Wiola opublikowała już cztery kryminały, ciągle jest prześladowana przez menedżera wydawnictwa MARKO, żeby uczestniczyć w rozmaitych bankietach, prezentacjach, targach, podpisywaniu książek i tego rodzaju tusowkach czyli ogólnie rzecz biorąc różnych imprezach. Zazwyczaj zresztą dowiaduje się o tym w ostatniej chwili i nie zawsze ma możliwość przebrać się w coś porządnego (jej zwykły strój to wszak dżinsy i T-shirt), toteż któregoś razu wpada po drodze do sklepu z ubraniami, dziwi się, że piękny zielony kostium (marynarka i spodnie) tak mało kosztuje no i ma niewygodne zapinanie z tyłu, ale przecież spieszy się, więc zakłada go w przymierzalni i pędzi na spotkanie. Tam jest wielce zdziwiona pytaniami dziennikarzy, czy jej strój to jakiś protest czy manifest. Oczywiście nietrudno się domyślić, że Wiłka kupiła ubranie robocze dla chirurgów :)
Co piszą na okładce?
No tak. Lekkomyślna Tarakanowa pędzi leci spotkać się na prośbę przyjaciółki Nastii z poznanym przez nią w internecie zalotnikiem, nie, nie w kawiarni - u niego w mieszkaniu. Toteż należy się tylko cieszyć, że gdy pojawili się tam również bandyci poszukujący tajemniczego CZEGOŚ, wzięli ją za prostytutkę i wypuścili wolno. No a potem to już poszło: Nastię porwano i Wiłka dostaje siedem dni na odnalezienie nie wiadomo czego nie wiadomo gdzie, by uratować Nastine życie. A kończy się... ha ha kompletnie fantastycznie :) Kto nie przeczyta, ten się nie dowie. Ogólnie mam wrażenie, że autorce coś zabrakło pomysłów i poszła po bandzie, nie bez przyczyny chyba była tak duża różnica czasu między wydaniem części siódmej (2003), a ósmej (2008).
Byłabym zapomniała o życiu rodzinnym. Ojciec Leninid opiera się o ledwie wiszącą szafkę kuchenną, zwala ją na siebie i doznaje wstrząsu mózgu. Rezultat: zostaje jasnowidzącym :) Na klatce schodowe tworzą się kolejki rozmaitych chorych, a przedsiębiorcza sąsiadka prowadzi zapisy i pobiera opłaty. Dodatkowo Wiłka w wirze śledztwa zakłada na głowę perukę "baletową", z solidnym klejem - i nie pozostaje potem nic innego, jak zgolić włosy. Mając łysą czaszkę zawiązuje sobie na niej chustkę, no i oczywiście biorą ją za jakąś przedstawicielkę świata islamu i rewidują tu i ówdzie :)
Początek:
i koniec:
Wyd. EKSMO Moskwa 2008, 348 stron
Tytuł oryginalny: Филе из Золотого Петушка
Z własnej półki (kupione na allegro 6 lipca 2011 roku
Przeczytałam 2 października 2014 roku
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































