sobota, 17 maja 2025

Brigitte Noder (wg braci Grimm) - Kot w butach + PRAGA sobota

Ponieważ nie pamiętam z dzieciństwa (ani z dzieciństwa mojej córki) dziejów Kota w butach i o co tam dokładnie chodziło - nie mogę się wypowiedzieć, czy tekst pani Noder bardzo się różni od pierwowzoru braci Grimm. Ale mam w domu ich Baśnie, to może kiedyś przeczytam na nowo?

Wyd. Egmont Polska, Warszawa 1993, 16 stron

Przełożył: Janusz Rajchman

Ilustracje: Gisela Gottschlich

Przeczytałam 17 maja 2025 roku


Praga, dzień czwarty

Co jest fajne w sobotę RANO, że wychodzisz na miasto, a tu nikogo nie ma, pustki, wszyscy odsypiają piątkowe szaleństwa. No, może czasem trafią się jacyś zakochani.


 

Dzień zaczęłam (w moich nowych butach) od zaglądania do dziury w ziemi z okazji Dnia Otwartych Drzwi na budowie linii D metra. Trochę mnie diabli brali a to że bałam się na trasę podziemną zapisać (i słusznie jednak, tyle że byłoby to bardziej atrakcyjne) a to znowu, że sprzedawali na stoisku praskiej komunikacji nowo wydane albumiszcze o metrze za jedyne 300 koron. Wiadomo, że w życiu bym tego nie przywiozła, zresztą - przecież obiecałam, że już nic nie kupuję, tak? Ale szkoda. Ona kosztuje 1200 koron normalnie! Wiele osób kupowało.



Potem zaczęłam realizować plan Open House, a mianowicie pojechałam do magistratu nuselskiego. Okazało się, że mają tam knihobudkę 😁 i czekając na rozpoczęcie oprowadzania wzięłam jakąś powieść wydaną w 1946 roku, ale jestem pełna wątpliwości, czy wyląduje w Krakowie, bo czy ja to przeczytam?


Wpuszczono nas na ten balkon czy raczej renesansową (neo oczywiście) loggię; generalnie publiczność najchętniej wali w miejsca, gdzie można wyjść na dach etc. Spragnieni widoków z góry 😁
 


Podochocona tym, że niedługo czekałam i samo oprowadzanie nie było jakieś nadmiernie nudne 😉 podjechałam do kolejnego obiektu czyli rewitalizacji dawnego browaru za pomocą zamiany funkcji na mieszkaniową.

 

Tu nie było lekko - godzina czekania w kolejce. Miałam ze sobą poddupnik, ale stwierdziłam, że cholera wie, czy wstanę potem z ziemi (jak słusznie sugerowała BBM kiedyś) 😂 Tak że wystałam jakoś. Dopóki się bawiłam telefonem było dobrze, ale gdy zorientowałam się, że już ma mało baterii i schowałam go do kieszeni, czas się zaczął dłużyć, dziwne, nie?

Pan architekt, który oprowadzał naszą grupkę, opowiadał ciekawe rzeczy, ale zapamięta to człowiek? Zwłaszcza, że po południu też nas oprowadzał architekt i też opowiadał ciekawe rzeczy i teraz wszystko mi się zlało w jedno 🤣

Ale dobra, na obiad i odpocząć w domu.

Gdy wyszłam ponownie o 15.00 nie przypuszczałam, że już tylko jeden obiekt zobaczę. Ale zanim dojechałam, zanim odstałam swoje w kolejce - też godzinę, ale tym razem użyłam poddupnika, bo był betonowy kloc obok, więc wygodnie mi się siedziało i rozwiązywało jolki - zanim skończyło się oprowadzanie, długie, ale też wielce zajmujące - już była 17.20. A obiekty otwarte do 18.00 😕 Ale nie ma co narzekać, dobre i trzy. 

To ostatnie zwiedzanie to był częściowo plac budowy. Niegdyś stała tu wielka fabryka likierów (a może lihovar to znaczy gorzelnia czy destylarnia?), teraz nowa dzielnica mieszkaniowa, po części już zamieszkana. Myśmy właśnie oglądali tę oddaną do użytku część (plus jedno mieszkanie przeznaczone na wynajem) i powiem, że głowa mała, jakie teraz są udogodnienia (dla tych, których na to stać). Na przykład - inteligentna szafa: wracasz z roboty, odwieszasz do niej kapotę, a szafa ci ją dezynfekuje 😀 

 

 

Wszędzie nawiązania do industrialnego charakteru tego miejsca, a w ogóle motywem przewodnim jest oczywiście flacha 😁


 Tak ma wyglądać skończona budowa i oto ciekawostka: komin widoczny po prawej stronie istnieje i ma zostać zaadaptowany na wieżę widokową, w środku będzie kapsuła kursująca z góry na dół. Natomiast ten potężniejszy komin po lewej stronie zostanie zbudowany i będzie - mieszkalny, na każdym poziomie jedno mieszkanie 🤣


Genialne są tarasy na dachu, jest tam wszystko, począwszy od przyłączeń, gniazdek elektrycznych, miejsc piknikowych, toalet! Tylko widoki są jakie są na razie, przez te budowy naokoło 😉
 


Na końcu zwiedzania był bonus - kto chciał, mógł zobaczyć mieszkanie, które kupił David Černý, żeby je wynajmować jako B&B i oczywiście urządził w swoim stylu (on tam ma po sąsiedzku Musoleum) - klik.  Dla amatorów 😎

Mało mi było Pragi w Pradze, więc pojechałam poszukać jednej willi, o której piszą w świeżo nabytej w Luxorze książce. Cóż za majestat - angielska rodzina królewska mogłaby machać z tego balkonu, jak mają to jakieś swoje święto machania! Willę znalazłam, ale znowu zrobiło się ponuro i deszczowo (a teraz to leje jak z cebra).

 

Obok jest park nazwany imieniem holenderskiego ministra spraw zagranicznych, który jako pierwszy z Zachodu skontaktował się z opozycjonistami czeskimi, którzy podpisali Kartę 77. Ma też w parku swój pomnik - oto on (coś dla tradycjonalistów 😉):

Tyle że jak się nie umie latać albo wspinać na wysokie drzewa, to ciężko go sfotografować!

Jest tam też niedaleko bosa ścieżka, ale nie skorzystałam, choć taka zdrowa podobno.
 


Jeszcze chciałam podjechać do Marii Teresy (to chyba maj pomników normalnie!), ale znów zaczęło kropić, więc może kiedy indziej. Też się będziecie dziwić 😉 Jak to ją przezywają? Szpulka od nici? 

Tymczasem przeczytałam w jednej dzielnicowej gazetce ciekawy artykuł o publicznych toaletach na terenie pierwszej dzielnicy i gdyby tak któregoś dnia się wybrać tu i tam... 🤣

Więc tak: 13 i pół tys. kroków - 8,8 km oraz NIC NIE KUPIŁAM!

Zapomniałam o tym pysznym domku z ogródkiem! Koło parku. Wokół wille i kamienice, a tu nagle takie coś urocze 😍 Mieszkałabym!


 

piątek, 16 maja 2025

Miś Yogi - Niebezpieczna zabawa + PRAGA piątek

Niebezpieczna zabawa jest z czym? Z zapałkami oczywiście. Mały miś Bubu dowiedział się od strażnika Smitha, że grożą pożary lasów, bo takie są upały. A tu akurat nieposłuszny Jimmy rozpalił w lesie ognisko i szybko zajęły się drzewa. Na szczęście mądry miś Yogi zrobił wodospad z sadzawki i spływająca woda ugasiła pożar. A Jimmy obiecał, że nigdy już nie zrobi nic tak głupiego (pardon, niemądrego).

Wyd. Egmont Polska

Przełożyła: Magdalena Gutowska

Przeczytałam 16 maja 2025 roku

 

Praga, dzień trzeci

Ja też uprawiam niebezpieczne zabawy.

Rano niby ładnie, wszyscy powyjeżdżali, a pani sprzątająca wietrzyła pokoje, więc znowu się zakradłam na drugą stronę.

 

Ubrałam się jednak we wszystko, co tam miałam - mnie nie nabiorą, nie będę marzła! Ułożyłam sobie lajtową marszrutkę i zaczęłam od sklepu z filmami. Poprosiłam o czeskie seriale i nabyłam kilka z polecenia pana sprzedawcy 😁 po czym zapytałam, już właściwie wychodząc, o serial Vyprávěj. A pan mówi, że ma komplet i że kosztuje 1299 koron, ale jako że dostałam kartę na rabat 10%, to mi wyjdzie jeszcze mniej. 

A trzeba wiedzieć, iż Czeska Telewizja sprzedaje go za 2.199 i w dodatku tylko online, a gdy pytałam, czy przysyłają do Polski, to mi odpisali, że nie. W sklepie w siedzibie CzT natomiast nie ma tego kompletu, tylko pojedyncze sezony z osobna za ciężkie pieniądze. 

Więc co? Więc okazja, kurde. Od dłuższego czasu marzę o posiadaniu tego serialu... Niepotrzebnie kupiłam tamte. Powiedziałam panu, że wrócę (nie miałam ze sobą na tyle gotówki) 😂 

Wychodzę ze sklepu, a tu leje. Chyba się moja marszruta rozjedzie. Do Luxoru odebrać zamówione sławne wille. A tam to już mnie całkiem dobiło - cała masa nowych publikacji o Pradze, których oczywiście pożądam. Chyba ze cztery. Może sobie w domu przyoszczędzę i zamówię na megaksiazki.pl, bo ani tego wozić sobie nie wyobrażam. Choć nie wiem, na czym mam przyoszczędzić, skoro córka ciągle chodzi na fizjo? Ale to problem na później.

Zajrzałam jeszcze na regalik z książkami po 10 koron w drugim antykwariacie - nic nowego - i wróciłam do hotelu zostawić książki i filmy.

Taki wzór mozaiki jest na chodniku przed jakimś urzędem czy firmą inżynierską albo budowlaną, może bez związku, bo nie wiem, co przedstawia.


Przestało padać (i tak było calutki dzień, pada - nie pada), więc wybrałam jeden punkt z planu - znaleźć plac zabaw z betonowymi urządzeniami zaprojektowanymi w latach 60-tych przez znanego rzeźbiarza Olbrama Zoubka i jego żonę Evę Kmentovą. Akuratnie przed wyjazdem oglądałam film nakręcony z okazji 70-tych urodzin Zdeńka
Lukeša, mojego guru w kwestii historii praskiej architektury XX wieku i on opowiadał o dzieciństwie i o bywaniu na tym placu zabaw niedaleko jego domu. Mówił, że dziś oczywiście te rzeźby nie spełniają norm bezpieczeństwa i dlatego jest ostrzeżenie, że można ich używać na własną odpowiedzialność. Zresztą to tylko część placu zabaw, na reszcie są urządzenia współczesne.



Wiecie, że dopiero za którymś tam razem w Pradze pojęłam, o co chodzi z tymi zawiadomieniami o czyszczeniu komunikacji? 🤣

 

Pooglądałam piękne kamienice w okolicy i czas był jechać na obiad. 


Ale najpierw wróciłam do sklepu z filmami. Pan wyciągnął ten serial i wtedy zgłupiałam. Popatrzcie tylko! Wygląda jak zestaw kaset video 😂 No cóż - 62 płyty dvd... będzie co oglądać (a zwłaszcza wieźć). W związku z tymi wydatkami postanowiłam już nic nie kupować 😁 jedzenie, obiady i to wszystko. Po czym wracając z obiadu wyciągnęłam jeden (ale tylko jeden) kryminałek z pudła po 10 koron. Liczycie?

Wpadłam jeszcze do przybytku, gdzie zamieszkam w poniedziałek, dopytać, czy mogę tam po 10.00 (gdy będę musiała się stąd wynieść) przytachać manele. Chyba się jakoś nieszczęśliwie wyraziłam, bo pani owszem potwierdziła, że tak, że mogę zostawić do 14.00, ale z niejaką zgrozą dodała:

- Mam nadzieję, że się to tu zmieści.

Musiałam ją zapewnić, że to tylko jedna walizka i jedna torba z książkami i filmami 😂 bo ona taki gest wykonała rękami, jakby to miały być toboły z pierzyną 😂

Po drodze przestudiowałam witrynę antykwariatu pobliskiego - naprawdę tak tylko, z przyzwyczajenia. I ten Nosow mnie zainteresował, czy był tłumaczony na polski.
 


Potem całkiem luksusowo odpoczywałam w domu, zdjąwszy buty. Mówiłam wczoraj, że się coś sypią. Konkretnie to tak się zaczęły łuszczyć tu i ówdzie i wstyd w nich chodzić. No, a dziś zakładam je przed kolejnym wyjściem, a tu zaraza jedna - podeszwa z przodu się oderwała od prawego 🤣

Kruca bomba, wyszłam z domu przyodziana jak klasyczny Polak. No co, miałam tylko klapki na zmianę, a zimno jest!


Gorzej, że przypomniałam sobie o jutrzejszym zwiedzaniu budowy metra, oni tam chyba uprzedzali o odpowiednim obuwiu 🤔

Nic to, na razie jadę na inne zwiedzanie, w bardziej cywilizowanych warunkach. Zawsze mnie fascynuje to przejście przez tory!


Po dawnej stacyjce kolejowej, obecnie zamienionej na małe centrum kultury i rozrywki, oprowadzał architekt, który zaprojektował i dopilnował rewaloryzacji.


Z tyłu są schodki dla dziecka, żeby miało zdjęcie w charakterze zawiadowcy.

 

Konsumpcja u Czechów musi być, to podstawa. A piwo postawić gdzieś trzeba. Jak mnie wkurza teraz to piwo wszędzie - a ja nie mogę 😢 wszędzie te kufle widzę!

 

Tradycyjnie odwiedziłam kibel (choć piwa nie było) i zostałam nagrodzona wierszem koło drzwi 😁

 

No to selfie zrobiłam w tym kiblu 🤣 Tu możecie przyuważyć stan garderoby: T-shirt, bluzka koszulowa, bluza od dresu i kurtka. Plus klapki 😉 I ani razu nie było mi za gorąco!


Teraz tak: najpierw kontrolnie knihobudka na stacji v Dejvicich (2 sztuki zabrane, ale drobne) - co ciekawe były tam również winyle do wzięcia - następnie jazda do pętli tramwaju nr 2, gdzie nigdy nie byłam. Tam też się rozglądałam za budką, bo miałam zapisane, że jest... aż odkryłam 😁


Tak naprawdę jednak pojechałam tam zobaczyć pomnik Ottona Wichterle, wynalazcy wielu rozmaitych rzeczy, przede wszystkim soczewek kontaktowych. Oto on - pomnik znaczy.


Na gałęziach są numery jego rozlicznych patentów.


A rozglądając się dookoła ujrzałam przed siedzibą straży pożarnej tego cudaka.

 

Podjechałam jeszcze przystanek i zrobiłam milion zdjęć Gwiazdy, co to ją widziałam w zeszłym roku i myślałam, że to jeden budynek, a tego jest multum, całe osiedle. Znowu zaczęło padać, więc w końcu się ewakuowałam.

Nie do domu jednakże, ale do Pepco, kupić jakieś szmaciaki, no bo jak będę chodzić? 

Jutro i pojutrze Open House, mam nadzieję, że jakoś to przeżyję, ale poddupnik już teraz pakuję do plecaka.

Dziś, bez łażenia po krzakach w poszukiwaniu zaginionego Husa, jedynie 18.649 kroków (11,2 km).

 


To ile tych książek?

czwartek, 15 maja 2025

Walt Disney's - Pongo i Perdita + PRAGA czwartek

Powinnam coś napisać na temat przeczytanej pozycji, nieprawdaż?

🤣

A co tu pisać? Wszyscy znamy niedobrą Cruellę.

Wyd. EGMONT AMERICAN LTD., Warszawa

Tłumaczył: Antoni Marianowicz

Przeczytałam 15 maja 2025 roku

 

Praga, dzień drugi
Czekajcie, żeby to tak ogarnąć po kolei. 

Rano miałam pojechać odebrać zamówione książki z Ulubionego Antykwariatu, a Věra miała tam czekać na przystanku. Książki odebrałam (cztery, piątej zamówionej się nie doszukali 😁), ale zaczęło kropić, a myśmy się wybierały do tych bagiennych łaźni, co straciło sens.

Stanęło więc na tym, że spotkamy się ponownie po moim dietetycznym obiedzie i tam pojedziemy, jeśli nie będzie padać, a na razie Věra mnie tylko odprowadzi, bo chce mi coś pokazać. To coś okazało się tarasem widokowym na dachu domu towarowego Maj, otwartego po długim remoncie w zeszłym roku. Věra chciała mi tylko pokazać, jak się tam dostać, ale z kolei już nie padało (i tak przez cały dzień), więc wdrapałyśmy się na górę. Widoki oczywiście cudowne, ale wiatr mało mi nie urwał łba oraz nie wyrwał telefonu z ręki. Nie odmówiłam sobie jednakże wyfocenia "mojego" klasztoru, "mojej" ulicy i wieży na rogu, o której czytałam kiedyś, że tam esbecja miała jedno z wielu "obserwatoriów" w mieście.





Na taras wchodzi się przez restaurację, chodzą słuchy, że wprowadzą może bilety, żeby im się ludzie tak nie kręcili koło ich wanny z szampańskim 🙄


Ale dobra, oblukałyśmy widoki ze wszystkich stron i każda do siebie do domu, umawiając się ponownie na po obiedzie. Pogoda zmieniała się cały czas, licząc na chwilowy brak deszczu wyszłam znowu, zdecydowana odnaleźć jedną z tych wież, o których było w serialu, co to raz o nim pisałam (i o książce). Ja wtedy doszłam do przekonania, że wieży co prawda nie widać od ulicy, ale pewnie ją zobaczę od strony przyległego Ogrodu Botanicznego. Tak więc hulu babulu! I faktycznie. Z tym, że w zimie będzie lepiej widać 😁 Ale grunt, że wieża odnaleziona i odfajkowana!

 


W Ogrodzie Botanicznym jest knihobudka, mówiłam, że nie daruję. I teraz tak - słuchajcie i liczcie!

Wybrałam sobie trzy powieści, czeskie oczywizda, w takich mniejszych wydaniach. Wczoraj trzy po 10 koron, dziś cztery z antykwariatu i trzy z budki, tak? Ale to nie koniec, kurna! Ciąg dalszy nastąpi.

Tymczasem zobaczyłam jakichś chłopaków pnących się gdziesik do góry, tam w Ogrodzie. To ja za nimi. I okazało się, że jest tam wyjście do jednego z uniwersyteckich budynków, a stamtąd na boczną ulicę, gdzie idę sobie i cóż widzę?  Bramę do interesującego mnie obiektu. Bo te budynki z wieżą należą do Teatru Narodowego, który ma tam skład dekoracji. Brama jest zamknięta, ale nagle zaczyna się przede mną otwierać 🤣 a żaden samochód nie wyjeżdża! Co jest, myślę sobie. A tu nagle jak zatrąbili z tyłu, tak podskoczyłam 😂 Więc to jednak nie dla mnie otwierali... mogłam skorzystać z okazji i wleźć do środka, ale jak bym wylazła? A może jednak trzeba było? Stracona okazja...

 

Mocno zadowolona jednak z chwilowej poprawy pogody, odnalezienia wieży i znalezienia fajnych książek wróciłam znów do domu - nie będę przecież z nimi łazić - podładowałam ten głupi telefon i poszłam na swój dietetyczny obiad. Przechodząc koło antykwariatu z pudłami, co to ich wczoraj nie było... Nic na to nie poradzę, nie specjalnie przecież: albo idę w stronę Swanna czyli właśnie tam, do ulicy Spálená, albo w stronę Guermantes czyli do metra/tramwaju Staroměstská. Tertium non datur. Chociaż, gdyby się zastanowić... No nic, w każdym razie przechodząc obok kuknęłam do korytarza, a tam dwa pudła na podłodze! Nie było dobrze! Po chwili już miałam w ręku siedem sztuk! Pokazała się zielona seria kryminalna, co to w zeszłym roku już parę przywiozłam. Rany, ile mnie to kosztowało, że zrezygnować z trzech 🤣

Policzyliście? 

To tymczasem jedziemy na Slatiny.

 

Niestety spotkał mnie wielki zawód. Jakaś menda ukradła ręce wystające z wody w bagiennych łaźniach Jary Cimrmana 😢


Historia ich jest taka, że Jara Cimrman niechcący wykąpał się w mokradle, wpadłszy do niego przez dziurę w pomoście, a na drugi dzień przekonał się, że nie bolą go już stawy, które były dotknięte reumatyzmem. Od tej pory miejscowi w każdą środę i sobotę chodzą się tam kąpać na jego cześć.


No, ale jak mówię, ukradli te dłonie wystające z wody (jeśli można to bagno nazwać wodą). Věra była tam w pandemii, bo to niedaleko od niej, a cóż było robić w pandemii, tylko na spacery chodzić, skoro jeździć się nigdzie nie dało. Wtedy ręce były w całości. 

Muszę zapytać na Fabryce, czy mamy jeszcze te manekiny pozostałe po jakiejś wystawie. Jeśli tak, może mi odkręcą ręce i przywiozę w sierpniu? 🤣


Ale bagienne łaźnie to jest nic w porównaniu z tym, co mi naszykowała Věra na potem. Mianowicie, że mi pokaże pomnik Husa, który był przygotowany na 500-lecie jego śmierci, ale w rezultacie nigdzie nie stanął i potem ktoś go umieścił na jakimś kopcu, do którego szłyśmy i szłyśmy, a raczej na który wspinałyśmy się z narażeniem zdrowia i życia. Nogi mnie tak rozbolały, że aż teraz zajrzałam do licznika kroków, a tam 25 tys. i 16,5 km! No ludzie! Jak by tego było mało, przyglądam się swoim butom "adidasom" - a one się sypią, rozłażą, jak to się stało 😂 Bardzo bym sobie życzyła, żeby dotrwały do mojego powrotu do domu, bo oprócz nich mam tylko klapki, które przy tej pogodzie są średnim pomysłem.
 


Żeby skończyć opis dzisiejszej odyseji (bo spać nie pójdę chyba) informuję już krótko, że podczas wędrówki to zdejmowałyśmy kurtki, bo gorąco, to zakładałyśmy z powrotem, bo zimno, a ja wieczorem byłam jeszcze na oprowadzaniu po wyszehradzkiej stacji kolejowej i moście kolejowym i dosłownie szczękałam zębami w zapiętej pod szyją kurtce, takie zimne wietrzysko. 


Zbierają na dzwon o symbolicznej wadze 9801 kg, bo tyle dzwonów zarekwirowano podczas II wojny światowej.

 

Nochal już miałam czerwony i siąpiący, ale byłam niedaleko nowego pomnika, więc go odszukałam, welocypedzistę jednego!

I do łóżka! Jutro odpoczywam!

/akurat/