sobota, 5 sierpnia 2023

Maria Łastowiecka - Pierwszy spacer + PRAGA sobota

 

Rzecz dzieje się w ogrodzie zoologicznym. Mama niedźwiedzica wyprowadza swego synka po raz pierwszy na spacer i instruuje, jak się ma zachowywać, żeby nie być jakimś urwisem. Zmęczona rodzicielka zdrzemnęła się, a synek tymczasem wszystko pomieszał, więc foka nie była zadowolona, że nazwał ją papugą i ochlapała misia wodą, więc papugi z kolei nazwane słoniami zabrały się za dziobanie niedźwiedziego łebka. Całe szczęście, że słoń nie miał za złe nazwanie go foką i delikatnie odstawił go na swej trąbie do mamy. Która, biedaczka, będzie musiała wszystko wyjaśniać mu od nowa.

Książka nie ma okładki, też jest biedaczka.

Początek:

Koniec:


Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1982

Seria: Poczytaj mi mamo

Z własnej półki

Przeczytałam 5 sierpnia 2023 roku

 

Praga, dzień drugi

Miało padać i padało, jak nie trzeba, to potrafią się te prognozy sprawdzać! 

Co dzisiaj robiłam:

- jeszcze przed dziewiątą poszłam na Kampę zwiedzać pałac Lichtensteinów, który jest własnością rządu i w którym nocują na przykład różni tam królowie podczas swoich wizyt w Pradze (zwykły człowiek się tam nie dostanie, dziś był dzień otwartych drzwi). Pałac jest jedyną wodną budowlą w Pradze, kiedyś od strony rzeki na parterze były dodatkowe drzwi, żeby można tam było przybić łódką. Ale najlepsze są z niego widoki. Aha, pani nam mówiła, że te gigantyczne żyrandole spryskuje się jakimś specjalnym sprejem i cały brud z nich ścieka na podłożone pod spodem coś tam. Więc gdyby ktoś z Was planował kryształowy żyrandol, niech wie!


 



- pokręciłam się trochę po Kampie, pierwszy raz nigdzie się nie spiesząc, cudowne uczucie! 

Co do tego reliefu - myślałam, że kobita po rencach kogoś całuje, a to flaga!

Co do trąbki - przestrzegam, nigdy na niej nie gram w tych godzinach!

Co do snuze - nie wiem, co to znaczy!









- następnie miałam durny pomysł, żeby zejść na wyspę Strzelecką. Bo tam jest najnowsza atrakcja turystyczna Pragi czyli nutrie. Co tam, że proszą, żeby ich nie karmić! U nas na osiedlu też proszą, żeby nie karmić gołębi i co z tego... Tu jak widzicie marchewka została dostarczona. Ale durnowatość pomysłu polegała na czym innym. Napatoczył się tam jakiś cudzoziemiec, którego miałam wyfocić z mostem Karola w tle. W lewej ręce miałam parasolkę, w prawej swój aparat, więc parasolkę przełożyłam tak na ramię i w trakcie spadła mi do tyłu. Ja nic, robię dalej mu te zdjęcia, a tu krzyki - wiatr toczy ją po ziemi prosto do Wełtawy. Na szczęście chłopak był bystry w nogach i zdołał ją chwycić, zanim tam wpadła, ale wiecie, jak wyglądała moja NOWIUTKA parasolka po tym toczeniu się po mokrej ziemi i piasku? Ech.


- następnie pojechałam na Vinohrady, gdzie szukałam domu, w którym mieszkał jeden aktor, bo przeczytałam o tym rano na fejsie 😂 Przechodziłam obok antykwariatu, w którym w maju kupiłam jakiś kryminał, tylko wielką siłą woli powstrzymałam się od kupna następnego (tak, mimo wszystko weszłam do środka). Tak że wiecie, stan jest dalej taki jak wczoraj 😂




- czas był na obiad. A po obiedzie jestem zawsze jakaś dziwnie osłabiona 😂 Wróciłam do domu, pokrzepiłam się herbatą, sprawdziłam, że nic nie napisaliście 😁 i sfotografowałam kawałek mapy. Bo jak tu wyciągnąć prawdziwą mapę, jak cały czas pada. Wybierałam się bowiem na kraj świata, a konkretnie na najdalej położoną na północy część Pragi.

- najpierw jednak pojechałam przejść się świeżo otwartą kładką dla pieszych i cyklistów, łączącą Karlin z Holeszowicami. Bije po oczach bielą, a ta balustrada chyba po to, żeby się ludzie nie mogli wychylać?


- tamże pospacerowałam po holeszowickim targowisku, z którego już jakiś czas temu usunięto większość Wietnamczyków, bo powstaje tam ę ą centrum kulturalno-gastronomiczno-handlowe. Na zdjęciu coś, co mnie zdumiało: że człowiek potrafi coś tak paskudnego wymyślić, a inny nawet to kupić, skoro jest w handlu. To są domowe kosze na śmieci. Fuj.

- teraz wracamy do mapy. Otóż ja do tych Czakowic wybrałam się nie dlatego, że od lat o tym marzyłam, tylko dlatego, że jeździ tam TROLEJBUS. A ja nigdy w życiu nie jechałam trolejbusem. Co za zawód. W ogóle to stawiłam się na miejscu wyjazdu o wiele za wcześnie, myśląc, że on tam gdzieś będzie stał, szykował się, a ja go wyfocę. Czekając fociłam okolicę.




- aliści trolejbus podjechał jak każdy inny tramwaj czy autobus na przystanek, załadował pasażerów i wio. Żadnej satysfakcji z tej jazdy trolejbusem nie miałam, bo w środku też wszystko normalnie. Tak to jest spełniać swoje marzenia 🤣 



- w dodatku, gdy wysiadłam w Czakowicach, cóż się okazało? Że nie było tam żadnych drutów! Ja myślałam, że cały czas jedziemy z pałąkiem na drutach! Co za rozczarowanie! I w ogóle jak to!

- nie pozostało mi nic innego, jak znaleźć trochę satysfakcji ze spaceru po okolicy, co się udało: obejrzałam kościół i plebanię, dawny zamek, dawny cukrovar, dwa parki - w jednym ostrzegano, że trawę kosi roboticka sekaczka i żeby uważać, ale tężę znalazłam bezczynną w drugim parku, chyba ładowała akumulatory 🤣  

Zauważyłam w nekrologach, że często rodzina zawiadamia o pochówku po fakcie, że odbył się (albo odbędzie) w wąskim kręgu rodzinnym.







- taka ciekawostka: w blokach na parterze zamiast mieszkań są garaże; a druga to ten krokodyl w śmieciach - co to jest?


- kolejna ciekawostka dotyczy stacji kolejowej (bo wróciłam do miasta pociągiem). Gdy zapowiadają przyjazd pociągu, mówią, żeby nie przechodzić na peron (to nawet trudno nazwać peronem), dopóki pociąg nie stanie i nie otworzy drzwi. Ten "peron" jest tak wąski, że byłoby zbyt niebezpieczne stać na nim, gdy pociąg wjeżdża. Już się z tym spotkałam kiedyś na innej podrzędnej stacyjce. Oto stacja w Czakowicach - i nie wierzcie temu napisowi, że na rogu jest herbaciarnia. Taaa, herbaciarnia u Fausta! Ja tam zajrzałam, tam leją kruszowickie i siedzą nad nim lokalsi.



- a w pociągu z kolei takie ciekawe rozwiązanie półek na bagaże 😁


- a na innej stacji mijanej po drodze od razu widać, że rządzi tam kobieta!


piątek, 4 sierpnia 2023

Krystyna Siesicka - Możesz iść + PRAGA piątek

 

Przeczytałam żem w autobusie i to jest jedyna nie z serii Poczytaj mi mamo w najbliższym czasie. Mianowicie jest z innej serii, nazywało się to Ważne sprawy dziewcząt i chłopców i ja to trochę z młodości kojarzę.

Krótkie opowiadanie o tym, jak do schroniska w górach przychodzi młody chłopak, a kierowniczka wyciąga z niego, że uciekł z domu - z miłości oczywiście. Bowiem następnego dnia ma tam przyjechać cała grupa łącznie z dziewczyną, którą on kocha (jak mu się wydaje), ale matka mu nie pozwoliła na wspólny z nimi wyjazd, więc dał dyla. Mądra kierowniczka nie tylko natychmiast pokierowała nim tak, żeby wysłał do matki telegram, przecież umierała z niepokoju, ale również uświadomiła mu, co jest warta dziewczyna, która grozi...

Nie, nie napiszę, czym grozi, bo może jakimś przypadkiem ktoś z Was ma tę książeczkę, ale jeszcze nie czytał? Jeśli tak, to polecam. Bardzo sprawnie napisana, choć ta pierwsza strona mogłaby zniechęcić.

Początek:

Koniec:


Wyd. Wydawnictwo Harcerskie Horyzonty, Warszawa 1973, 35 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 4 sierpnia 2023 roku


Praga, dzień pierwszy

Będzie w błyskawicznym (i fotograficznym skrócie), bo godzina późna, wróciłam do domu koło dziewiątej.

Tak to ja mogłabym podróżować... no, ale to w autobusie, natomiast w pociągu nie było ani jednego wolnego miejsca, tego nie lubimy.

Na stacji w Pradze zjeżdżałam z peronu ruchomymi schodami w dół, gdy zobaczyłam stojącą na górze Věrę. Dech mi zaparło, bo w ogóle nie byłyśmy umówione - zjechałam więc na dół, zakręciłam walizą i wjechałam z powrotem na górę 😂 Takie mi zrobiła překvápko (niespodziankę). Mało tego, w hotelu okazało się, że przywiozła mi podwieczorek w postaci świeżo dziś upieczonego ciasta ze śliwkami i mirabelkami, prosto z Seminářskiej zahrady (w Pradze jest szereg miejsc z drzewami owocowymi ogólnie dostępnymi, nawet gdzieś mam zapisaną stronę z mapą takich miejsc). Jakie było pyszne! Znaczy jeszcze jest, wszystkiego nie zeżarłam 😁 Jak sobie zrobiłam pysznej gorącej herbaty z sokiem malinowym i wtrząchnęłam trzy kawałki ciasta, od razu mnie przestała głowa boleć (wstawanie o 4.40 jest przereklamowane). Pojechałyśmy wspólnie do Ulubionego Antykwariatu odebrać te dziewięć zamówionych książek, ale w pełnej krasie zobaczycie je dopiero po moim powrocie do Krakowa, bo są porządnie zawinięte w folię i chyba tak już zostaną.

Ta jedna luźna leżała na stoliku w naszym klasztornym korytarzu, przyniosłam ją tylko przestudiować 😉

Věra pojechała znów na dworzec odbierać siostrę, a ja załatwiłam kwestię sprawunków odwiedziwszy kram z filmami - ale spokojnie, kupiłam tylko siedem! I uważam kwestię książek i filmów za zamkniętą (ha ha).



Potem poświęciłam się już niespiesznym spacerom.

Walka klasowa trwa!


Na mnie niech nie liczą w tej kwestii!

Oj, chyba było włamsko!



 Poezja latarniana trzyma się mocno.
 

Ceny szali, gdyby ktoś był zainteresowany.

 

Takie coś na ścianie.

 

Wieczorna prasówka.



Pocieszonam!

 

Zlokalizowałam rzeźbę, co ją miałam zapisaną w zeszyciku... ciekawe, czy byście rozpoznali, o co chodzi. Odpowiedź na dole 😁

 

W tym budynku zakochałam się jakiś czas temu, ale jak wtedy niszczał, tak dalej niszczeje. Za komuny był tam basen, sale gimnastyczne, takie normalnie fitness center.


 

Co można robić jadąc niekończącymi się ruchomymi schodami w metrze? Można na przykład myśleć, że wzięłabym jakąś szczotę i wyszorowała - nie, nie kopyta tego pana przede mną - tylko te kąty okocone.

Ciekawe, czy w domu taka chętna jestem do sprzątania 😂

 

Znają i tutaj naszego ministra. Tylko nie wiem, co ten BROK. Bo brouk to wiem - robak. Co by nawet pasowało!

 

Stojak na rowery w pasażu. Czy ja już wspominałam, że Praga pasażami stoi?

 

Kiedyś się ludziom chciało (takie drzwi robić).


 

Fraza zamknij japę nabiera nowego znaczenia.


I w ogóle - żeby było jasne - najlepszy kurz w Pradze!


* gest Kozakiewicza 🤣


czwartek, 3 sierpnia 2023

Dr Alan Francis - Wszystko, co mężczyźni wiedzą o kobietach

 

🤣🤣🤣

Córka to znalazła na półce czy w innej knihobudce i przyniosła do domu jako ciekawostkę 😁

Zawartość:


Tak że w sumie bardzo pożyteczna pozycja, nie wyrzucamy, bo - jak wiadomo - kolejny, setny notes zawsze się przyda 😉

"Przeczytałam" 3 sierpnia 2023 roku

 

Wczoraj był sądny dzień, bo wiadomo, nerwy przed podróżą, dwa prania i suszenia jeszcze odwalam, żeby nic nie zostało w koszu, potem nagle odkrywam, że jedna z sukienek wytypowanych do Pragi ma z przodu plamę, więc szybko piorę i wieszam w charakterze truposzczaka w oknie z nadzieją, że wyschnie do jutra, zakupy, apteka, obiad, szykowanie listy rzeczy Ojczastego do zabrania, żeby o czymś nie zapomnieć i oto po południu siadam wreszcie na kanapie z myślą coś tam obejrzeć z You Tube'a oraz przejrzeć notatki na Pragę, czy czegoś nie ma do dopisania... Chwila spokoju i odpoczynku.

I tu zerkam w stroną Ojczastego i coś mi to dziwnie wygląda z daleka. Zatrzymuję filmik, idę tam - a on cały we krwi.

Ten ... (bardzo brzydkie słowa cisną mi się tu) kopał w nochalu i dostał krwotoku. Który nie ustawał, więc w końcu zadzwoniłam nawet na pogotowie, gdzie mnie pani instruowała, co robić, a ja w nerwach guzik z tego zapamiętałam. 

No, ale nic, w końcu się uspokoiło, siedział i czekał, a ja zabrałam się za sprzątanie. Wszystko było do wymiany (w sensie piżamy, podkoszulka, poszewki na poduszkę i jaśka, prześcieradło też, ale już nie miałam siły go ściągać i szukać nowego i teraz żałuję, bo jednak okazało się, że po wstępnym zapraniu pralka doprała wszystkie plamy, a te zostaną). Nawet kaczka była cała we krwi, nie dowiesz się, co on cudował. Dywan przed łóżkiem dawno już spisałam na straty 😉 on ma dożywocie jak Ojczasty, ale gdyby ktoś go teraz zobaczył, to by myślał, że tu jakaś crime scene była. Córka, gdy wróciła do domu i zobaczyła dziadka, powiedziała do mnie:

- Przyznaj się, że mu przyłożyłaś.

Nie słucha nic, mówi się do niego (pisze się) ODDYCHAJ USTAMI, NIE NOSEM (wedle instrukcji z pogotowia), NIE WSADZAJ TAM PALUCHÓW. Groch o ścianę.  Jezu, jak ja się cieszę, że dziś brat przyjeżdża go zabrać, choć na te 10 dni... Niech się z nim bawi.

Teraz patrzę, a na tej nowej przebranej piżamie zaś zaschnięta plama krwi. Dłubie dalej. Całożyciowe hobby. 

A najciekawsze jest to, że w ogóle nie zawołał. Leżał sobie, a krew ciekła. Gdybym akurat nie zerknęła... 

Po wszystkim mówi:

- Ja tu przywiozłem taki alarm, tylko tam baterii chyba nie ma, odszukaj go.

Pytam, po kiego grzyba jakiś alarm!? 

- No, jak by się to powtórzyło.

Alarm! Nie zawołać, tylko szukać jakiegoś tam urządzenia, żeby je włączyć. No ma ten chłop rozum w głowie? Słuchajcie, głuchy myśli najwyraźniej, że inni są głusi. Jak chce mi coś powiedzieć, to czeka, żebym na niego wyraźnie patrzyła.

Jak żyć, panie i panowie? 

 

PS. Przed chwilą spakowałam ubrania, a teraz nagle zmienili prognozę, którą sprawdzałam przecież rano, i z 15 i 17 stopni przez dwa dni (gdzie zaplanowałam zabrać kurtkę) robi się 19 i 21, a a przyszły czwartek 33 stopnie*! Generalnie było maksimum 25. Gdzie w ogóle nie zaplanowałam takiej lekkiej sukienki. Wszystko na nowo! I co z tą kurtką, zostawić? Jak ja tego nienawidzę! Gdyby człowiek jechał autem, nie przejmował by się, ile ubrań zabrać. Dobra, idę szukać sukienki bez rękawów. Za oknem deszcz. 

*tak było do południa. Wieczorem okazało się, że komuś się chyba paluszek omsknął, bo poprawili na 23 🤣🤣🤣

 

PS2. Ta chwila, gdy Ojczasty wsiadł do samochodu brata... nie do przecenienia 😂 Najchętniej bym nigdzie nie jechała, tylko teraz odpoczywała sobie w ciszy domu 🤣 

wtorek, 1 sierpnia 2023

Krystyna Siesicka - Jezioro Osobliwości (na bis)

Ha ha bardzo śmieszne.

Ale tym razem wiedziałam, że to znam, że czytałam, tyle że myślałam, że w szkolnych czasach, przecież to jeden z ówczesnych hitów.

Tymczasem wrzucam tytuł do blogowej wyszukiwarki, a tam - czytane przed ponad dziesięciu laty.  No i tyż piknie. Wtedy pożyczone z biblioteki, dziś już własne (przywleczone niedawno z gratisów). Przy czytaniu snuło mi się po głowie, że muszę też obejrzeć znów film - i że matkę Marty grała Barbara Horawianka - to się potwierdziło (czy ona też była matką Ani w Daleko od szosy? w ogóle miała takie emploi surowych, ostrych matek), ale po przeczytaniu tego, co napisałam o filmie w tamtej notce, jakoś odechciało mi się. A wczoraj obejrzałam Vabank 😍

Jest tam jeden "przezabawny" moment. Marta prowadzi pamiętnik i pod datą 24 grudnia zapisuje:

Muszę przyznać, że ujął mnie prezentem, który przyniesiono do domu tuż przed centralnymi uroczystościami, zaplanowanymi przez mamę na szóstą. 

Żeby nie powiedzieć przed Wigilią 😂😂😂 Centralne uroczystości... dożynki czy co, myślę sobie...

Początek:

Koniec:

Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Lublin 1993, 187 stron

Z własnej półki

Przeczytałam 1 sierpnia 2023 roku

 

NAJNOWSZE NABYTKI

Pojechałam wczoraj oddać książki do trzech bibliotek, a ta ostatnia była już blisko Podgórza i przypomniałam sobie, co czytałam na fejsie u Szyszkodara. Szyszkodar to taki lokalny Hałabała, który ratuje książki, zawsze jest wzywany na pomoc, gdy gdzieś leżą koło śmietnika itd. Otóż Szyszkodar pisał niedawno, że w pewnej piekarnio-cukierni w Podgórzu właśnie zmontował półki i zapełnił je makulaturą dla takich nienormalnych niepoprawnych jak ja. No to podjechałam obadać. Książek było ciągle dużo, wybrałam sobie te cztery, bo więcej głupio mi było (ale coś by się jeszcze znalazło ciekawego).


Jestem bardzo ciekawa tego Niziurskiego i już już bym go zaczynała (to chyba jakiś kryminał?), no ale nie zdążę przed wyjazdem, więc zostawiam na później.

Poza tym donoszę, że musieliśmy z Ojczastym stawić się o 14.00 na mieście w sprawie aparatów słuchowych i oczywiście o 13.00 zaczęło lać. Okazuje się, że nie sposób dyrdać z wózkiem inwalidzkim i parasolką nad WŁASNYM łbem. Nie sposób również ochronić parasolką trzymaną przez zainteresowanego CAŁOŚCI tegoż. Wróciliśmy pięknie przemoczeni, a że robiłam też poprzedniego wieczoru przepierki sukienek etc. do Pragi  - wszędzie, ale to wszędzie, gdzie tylko się da, wiszą wieszaki z manelami. 

Normalnie powinni teraz przyjść GOŚCIE!