W migrenową niedzielę wreszcie zabrałam się za czytanie trzeciej części trylogii Evy Malá, mieszkanki i wielkiej patriotki dzielnicy Cibulka (zwanej też Cibulky, raz w liczbie pojedynczej, raz w mnogiej), leżącej w lewobrzeżnej części Pragi. Autorka odgraża się, że więcej nie będzie. Pierwsza część nazywała się Tenis na Cibulkach (bowiem Eva Malá grała w miejscowym klubie tenisowym), druga Życie na Cibulkach (przy okazji tej właśnie poznałyśmy się), a ostatnia to Ludzie na Cibulkach. Ja bym sobie życzyła, żeby powstała i czwarta, ale już tę trzecią Eva pisała w ciężkim (dla wszystkich) pandemicznym okresie, miała już serdecznie dosyć pracy nad nią - byłyśmy w ciągłym kontakcie, więc wiem - i chyba rzeczywiście na trylogii się skończy.
Co i tak jest wielkim osiągnięciem, bo rzadko która tak mała dzielnica, właściwie osiedle willowe plus park (Czesi to nazywają lesopark) z dawną posiadłością pewnego biskupa, doczekało się takiej publikacji. Jako lokalna patriotka, a przy tym już emerytka czyli osoba uwolniona od konieczności codziennego obowiązku zarabiania na życie (wreszcie czas! czas! czas!), Eva mogła się poświęcić miłemu sercu zajęciu - zbieraniu wspomnień i fotografii, rozmowom z sąsiadami najchętniej gdzieś w gospodzie przy piwie (głównie tam przy kortach tenisowych) - i co znalazła, to w swojej trylogii umieściła.
Początek z ukochaną wnuczką:
Koniec ze zdjęciem, na którym autorka jako lokalna babysitter przygląda się wraz z wychowankiem lokomotywie przejeżdżającej przez Cibulky:
Oglądając zdjęcia wykonane na ulicach Cibulek zrobiło mi się trochę żal, że nie mam takich ze swego dzieciństwa, pamiątek z okolicy domu - a raczej mam kilka, ale jesteśmy na nich rodzinnie, nie ma tam sąsiadów. Chyba jedyne zdjęcie, gdzie kilku z nich widać, to... fotka konduktu pogrzebowego idącego do bloku ku kościołowi. Tak, to były jeszcze te czasy (koniec lat 70-tych, myślę), gdy pogrzeb startował z domu zmarłego. Pamiętam, że wtedy akurat był problem z wyniesieniem trumny z nieboszczykiem, solidnej postury, przez drzwi i skończyło się na otwarciu w środku zimy podwójnych drzwi balkonowych - na szczęście to był parter.
No i ten przemiły akcent wśród podziękowań, o którym Wam pisałam już w maju:
Wyd. Praha 2022, 143 strony
Z własnej półki
Przeczytałam 2 lipca 2023 roku
Nie obyło się przy czytaniu bez wyciągnięcia atlasu ortofotomap Pragi... tak, kupiłam kiedyś taki, wcześniej nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego - rastrowy obraz powierzchni terenu, powstały w wyniku przetworzenia zdjęć lotniczych lub satelitarnych - i co z tego, że nieaktualny, bo sprzed 25 lat i wiele się zdążyło pozmieniać 😂
No i przy okazji przejrzałam od początku do końca ten album, którym mnie Eva przywitała w maju tego roku. Album, gdzie powklejała fragmenty naszej korespondencji, stare pocztówki i własne praskie zdjęcia, co mnie wzruszyło wtedy i wzrusza nadal.
Wspominała między innymi o swoich wizytach w Ośrodku Kultury Polskiej za dawnych czasów. Przeglądała tam miesięcznik KINO 😁 I nie mogła sobie przypomnieć nazwiska popularnego wówczas polskiego aktora i reżysera - ja sugerowałam Polańskiego albo Skolimowskiego, tymczasem okazało się, że chodziło o Cybulskiego, no, reżyserem nie był, to mnie zmyliło 😂
Przeglądałam leżące u Evy fotografie i wyfasowałam dwie z nich, w tym kolaż z Cibulek (tu leżący na wierzchu) - nawet udało mi się przywieźć je niepogniecione, tylko miejsca na nie brak, bo to spory format - ale może jeszcze coś wymyślę 😀
Dodatek zainspirowany przez Agatę
A tu wspomnienie pierwszej wizyty u Evy. Zaprowadziła mnie na miejsce, gdzie kręcono słynną scenę filmu Pod jednym dachem - jeden z bohaterów, zawzięty antykomunista i straszny raptus, wychodzi na balkon i krzyczy Proletariusze wszystkich krajów, pocałujcie się w dupę. Odnosiło się do sąsiada mieszkającego niżej i goszczącego radzieckiego towarzysza.
A to ja cztery lata temu pod owym (nieszekspirowskim) balkonem na Cibulkach 😁




















































