Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Blanka Kovaříková, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Blanka Kovaříková, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 marca 2025

Blanka Kovaříková - Návštěvy domů slavných: 50 nových příběhů

No to było tak: w cotygodniowym telewizyjnym programie o Pradze Z metropole była mowa o nieistniejącej już porodówce w ul. Londyńskiej. Wypowiadała się na jej temat również pani Blanka Kovaříková, przy okazji wspomniano o jej nowej książce. Szybko sprawdziłam, że jest dostępna na portalu, gdzie już w zeszłym roku kupowałam czeskie książki (i nie musiałam ich dźwigać z Pragi), przy okazji wzięłam jeszcze dwie inne.

O książce wspomnieniowej Bliźnięta z Kampy też zresztą mówili w Z metropole, bo skąd bym się niby dowiedziała. Defektem tego portalu jest, że nie ma podziału czeskich książek na pragensie czy coś, niestety, tak że raczej należy wiedzieć, czego się szuka.

W każdym razie książki już przyszły i na pierwszy ogień zabrałam się właśnie za Wizyty w domach sławnych ludzi: 50 nowych historii. Właściwie to chciałam najpierw przeczytać poprzednią z serii, ale okazało się, że już je miałam wszystkie obczajone 😂 Skleroza nie boli.

Bo to jest czwarta część. Ciekawa jestem, czy autorka zdoła kiedyś jeszcze przygotować część piątą.  W związku z tym, że należało zebrać wszystkie w jednym miejscu, musiałam trochę książek poprzekładać. I tym się zajmuję od wczoraj (o czym niżej). Tylko nie rozumiem, dlaczego czwarta część nie została wydana tak jak poprzednie - z obwolutą 😢


 Poza tym wydane bardzo starannie, jak zawsze zresztą, masa ilustracji, masa ciekawych informacji, masa filmów do obejrzenia, bo najczęściej mowa o aktorach czy reżyserach.


Wyklejka też mi się bardzo podoba i gdy dotarłam do rozdziału, gdzie pojawiło się zdjęcie tej pięknej klatki schodowej, postanowiłam udać się pod wskazany adres i czatować na możliwość wejścia do środka 😂 Zobaczymy, czy mi się powiedzie!






Wyd.
Brána, Praha 2024, 280 stron

Z własnej półki (kupione 13 marca 2025 roku za 47,19 zł na megaksiazki.pl)

Przeczytałam 17 marca 2025 roku



Wczoraj do południa, w oczekiwaniu na brata, wyciągnęłam do odkurzenia dwa rzędy z jednej z półek, ale ledwo zaczęłam spisywanie, brat się objawił. Wszystko leżało na moim łóżku do wieczora, bowiem:

- o 15:07 stałam się na powrót (po 22 miesiącach) wolnym człowiekiem, ale nie żebym tak całkiem odsiedziała wyrok, tylko na przepustce 2-tygodniowej jestem

- z tej okazji ruszyłam oddać zaległości do bibliotek (o stanie mego umysłu w ostatnich dniach świadczy to, że pojechałam je oddać już we wtorek, tyle że... nie zabrałam ich ze sobą - tak, słowo daję!)

- po oddaniu zapragnęłam odwiedzić bibliotekę w Borku Fałęckim, gdzie jest regał z gratisami. To taka 40-minutowa wyprawa w jedną stronę, nie w kij dmuchał, ale myślę sobie w końcu to moje pierwsze wolne popołudnie

- w tramwaju po drodze mignęła mi myśl a co, jeśli jest akurat zamknięta? no ale niby dlaczego? więc nawet nie wyciągnęłam z kieszeni telefonu, żeby sprawdzić 

- przyjeżdżam na miejsce i widzę kartkę na drzwiach... tak, kontrola księgozbioru od wczoraj do jutra

- nie, no nie dam się tak wykołować, pojadę wobec tego do domu kultury też gdzieś na końcu świata, gdzie również stoi taki regalik

- aplikacja mówi, żeby podjechać do przystanku Łagiewniki SKA i tam przesiąść się na tramwaj 11, tak też czynię, tylko że nie umiem znaleźć przystanku tramwaju 11... schodzę do podziemnego przejścia i idę gdzieś i idę kilometry - wychodzę na powierzchnię i jestem... nie na przystanku 11, tylko obok muru klasztoru w Łagiewnikach

- co prawda głośno klnę na projektanta tego wszystkiego, ale zmieniam koncepcję: zapytam pierwszą spotkaną zakonnicę o tę moją psiapsiółę sprzed lat, która tam zgłosiła się do nowicjatu. Może jej już tam nie ma, ale może jest? Nazwiska swoje chyba siostry znają?

- na całym terenie nie spotykam ani jednej siostry, tak że plan się udał

- tymczasem dzwonią z Fabryki z pewnym problemem i to mi trochę humor poprawia, bo widzę, że inni mają gorzej 😂

- w trakcie rozmowy schodzę na dół drugą drogą i trafiam z powrotem na ten sam przystanek, gdzie wysiadłam, więc jadę do przodu i w końcu inną drogą dojeżdżam do tego domu kultury

- gdzie nie sposób się dostać do regaliku, bo obok stoi fotel, na którym siedzi dziewczyna i ani myśli wstać i mi umożliwić obejrzenie zasobów, mimo że złośliwie wiszę jej nad głową oglądając przynajmniej górne półki

- kończy się na tym, że zabieram jedną książkę, tak bardziej z rozpaczy niż z przekonania, no  bo przecież nie mogę wrócić bez niczego 🤣 To Dorosnąć Zofii Chądzyńskiej.

- i już o 19.00 jestem w domu, totalnie wykończona (słaba jeszcze jestem po tym leżeniu 6-dniowym) i z poczuciem klęski, no bo średnio wykorzystałam pierwszy dzień wolności

Jak to tak będzie dalej wyglądać, to ja pierdykam! 

Dziś oczywiście obudziłam się z pieruńskim globusem, ale jakoś mi przeszło po zwykłym Ibupromie. Niemniej chyba wychodzić nie będę... przejrzałam zasoby z tej wczorajszej półki (wieczorem tylko przerzuciłam wszystko na łóżko Ojczastego) i wydałam część na FB, znaczy wydam, jutro ma ktoś przyjechać po to. Jednocześnie dumałam nad starymi mapami i uwierzycie, że większość z nich ZOSTAWIŁAM??? Niereformowalna 🤨


Istnieje koncepcja, żebym może spała przez ten czas na łóżku Ojczastego, tym takim rehabilitacyjnym 😁 Tylko na razie nie mam siły go prześcieliwać.

Zgodnie z przewidywaniami chyba nic wielkiego nie zdziałam przez cały ten czas, ale chromolić to, najważniejsze odpocząć. Również psychicznie, mentalnie.

Bo ostatnio takie rzeczy odwalam, że głowa mała. Na przykład: robiłam PIT-y i wyliczyłam "teściowej", że ma do zwrotu 15 tysięcy. Nawet zadzwoniłam od razu, żeby się cieszyli. A na drugi dzień rano siadłam wszystko powpisywać do formularzy i wtedy okazało się, że nie 15 tysięcy, tylko 600 złotych 🤣🤣🤣 Wyobraźcie sobie teraz ten zawód...

No nic. Jutro bym bardzo chciała pojechać do tego ZOL-u i o wszystko się wywiedzieć. Mam nadzieję, że dam radę, bo momentami mam wrażenie, że mi się w głowie kręci. I to by było na tyle, panie i panowie.

 

czwartek, 3 czerwca 2021

Blanka Kovaříková - Příběhy domů slavných i zapomenutých

 

Zrobiłam sobie przyjemność lekturą ostatniej części trylogii o praskich domach i ich mieszkańcach. Pierwsza część była tu, a druga tu. Teraz mi żal, że się skończyło 😏 Na pewno będę do wszystkich trzech części jeszcze nieraz wracać, szukając inspiracji do kolejnych praskich wycieczek, ale wiadomo, że najfajniej się czyta pierwszy raz.

Człowiek się zawsze ucieszy, gdy się natknie na coś już znajomego, jak tu na początku. Pewnego sierpniowego wieczora błąkałam się po terenie klasztoru św. Agnieszki, ale nie znałam jego historii bliżej i choć mam inne, "poważniejsze" źródła, tutaj dopiero przeczytałam, że już w końcu XVIII wieku były tu mieszkania dla uboższych warstw społeczeństwa i poznałam wspomnienia XX-wiecznych mieszkańców. Narzucają mi się dwie książki w mym posiadaniu, których akcja toczy się w tym miejscu, już bym je chciała czytać - no ale obiecałam sobie, że raz na miesiąc, tak?

Na lekcjach czeskiego, w tych dawnych, prawie zapomnianych czasach, gdy odbywały się stacjonarnie, graliśmy nieraz w pexeso. Czyli po naszemu (a raczej angielsku) memory. A tu przeczytałam, skąd się wzięło - bo wymyślił je Czech, jak się okazuje - a przede wszystkim skąd taka nazwa 😀 Był taki program czeskiej tv Pekelně se soustřeď (czyli Skup się piekielnie). Wynalazca wziął po dwie pierwsze litery z każdego wyrazu, ale żeby wydawca nie musiał płacić drogiej licencji, literę s z drugiego wyrazu zamieniono na x. To były lata 60-te, czasy niebywałej popularności enerdowskich filmów o Winnetou, więc pierwsze czeskie pexeso miało obrazki związane właśnie z Dzikim Zachodem.

Fińskie domki już sobie wpisałam do zeszytu na tegoroczną Pragę. Mają podobne pochodzenie jak te nasze w Warszawie, krótko po wojnie przybywały w częściach z Finlandii, a ich żywot był obliczony na 30 lat... W Pradze stoi taka mini kolonia w dzielnicy Vokovice, gdzie nigdy nie byłam, więc przy okazji sobie zwiedzę.

Jest tu też rozdzialik o kolonii Slatiny, związanej z moim ulubieńcem Zdeňkiem Svěrákiem. Może pamiętacie, że miałam zamiar do niego napisać? Więc ta zaadresowana koperta z pięknymi znaczkami ciągle leży na biurku... Krucafuks, nie mogę się za to zabrać 😐

Widzicie tam na półce trzy książki Praha 4, 7, 8? No, to na dniach wychodzi Praha 10. Wpisywałam do zeszytu książki, za którymi się mam w Pradze rozejrzeć i oto okazuje się, że przez te dwa lata wyszła cała masa nowych rzeczy, których bym absolutnie nie dała rady przywieźć osobiście. Tu nie ma co się bić z myślami, tu trzeba zamówić już teraz. Obliczyłam wstępnie, wyszły straszne pieniądze, ale co robić? Na coś trzeba te oszczędności całego życia wydawać 😂

Wyd. Nakladatelství Brána, Praha 2017, 311 stron

Z własnej półki (kupione 22 maja 2018 roku za 399 koron)

Przeczytałam 3 czerwca 2021 roku

 

A jeden z rozdziałów mówił o tzw. Szklanym Pałacu i jego mieszkańcach, jednym z najbardziej luksusowych praskich budynków mieszkalnych z międzywojnia. Gdy go poszukałam na mapie, okazało się, że byłam o krok, ale akurat na ten plac, przy którym stoi, nie poszłam. 

Tak więc oczywiście idzie do tegorocznego planu, ale tymczasem dałam się namówić autorce na obejrzenie filmu Tři přání (Trzy życzenia) z 1958 roku, w reż. Klosa i Kadára, spółki, która później wyreżyserowała słynny oscarowy Sklep przy głównej ulicy. Bowiem para bohaterów Trzech życzeń dostaje mieszkanie właśnie w tym Szklanym Pałacu.

Już miałam się rozglądać w internetach, gdy film znalazłam we własnym katalogu. Zawsze w Pradze wyszukuję takie kioskowe wydawnictwa z czeskimi filmami, przez długi czas kupowałam je na dworcu głównym, ale już w 2019 to stoisko nie istniało, a nikt nie umiał powiedzieć, czy się gdzieś przeniosło i od tej pory szukam, gdzie tylko mogę. Kiedyś w przypływie szaleństwa zamówiłam z Polski w jakimś sklepie internetowym z filmami 44 sztuki 😂😂😂 No, one były po 29 koron czyli po 5 zł, ale jednak... W każdym razie to DVD właśnie z ówczesnego zakupu pochodzi.

  

To jest widok budynku z filmu, a tu są obrazki dzisiaj. 

Sam film świetny, półkownik zresztą, i nie ma się co dziwić. Opowiada historię Petra, który w zapchanym trolejbusie ustępuje miejsca staruszkowi, a ten okazuje się być bajkowym dziadkiem i obiecuje spełnić trzy życzenia Petra. Petr oczywiście w to nie wierzy i dwa życzenia marnuje na jakieś głupoty, ale gdy widzi, że się spełniają, mocno się zastanawia nad trzecim i wreszcie wybiera takie - chce być zadowolony ze swego życia. Dziadek się złości, bo to niby jedno życzenie, ale w praktyce będzie przy nim zatrudniony cały czas (Petr dostał od niego dzwoneczek, którym ma go wzywać w razie potrzeby), no ale zgadza się. Petr z żoną i dzieckiem wreszcie mogą się wyprowadzić od rodziców, w pracy dostaje awans, na loterii wygrywa samochód... 

Wszystko to jednak nie przynosi upragnionego zadowolenia. Między innymi dlatego, że jak wiadomo ludzie są zawistni. My Polacy zwykliśmy o sobie mówić, że jesteśmy zawistnym narodem (patrz słynna scena modlitwy, aby sąsiadowi Bóg zesłał wszelkie plagi w filmie Dzień świra), ale Czesi to samo myślą o sobie, być może nie bez racji, zważywszy na ilość donosów w czasach tzw. normalizacji.

Aż w końcu przychodzi moment prawdy - trzeba się zdecydować i wybrać: nasze zadowolenie czy dobro innych ludzi, choćby najbliższego przyjaciela. Ostra i odważna krytyka socjalistycznego społeczeństwa. Bardzo się cieszę, że obejrzałam.

 

A teraz jeszcze Kraków. Gdy byłam na chodzeniu z aparatem i doszłam do Królewskiej, znalazłam dom z taką tabliczką.

Ulica Królewska tak się nazywała za komuny. Na tym akurat domu dano nową tabliczkę, ale pozostawiono też stare, co mi się bardzo podoba. Akurat przyjechała tam na rowerze jakaś kobieta i wdałam się w pogawędkę (starość, starość, zaczepiam ludzi...). Okazało się, że ona wynajmuje tam od niedawna, w ogóle nie jest z Krakowa i nie wiedziała, dlaczego 18 Stycznia. 

Przy okazji wspomniałam o tajemniczej willi z drugiej strony. Odkryłam ją w zeszłym roku, gdy wracałam z pracy na rowerze. To jest właśnie zdjęcie z tamtego czasu.

W tym półokrągłym wielkim wykuszu na parterze poprzez brudne szyby było widać wiszące na sznurach szmaty, a cały budynek sprawiał trochę wrażenie opuszczonego. Ta kobieta ma okna z widokiem na willę i mówi, że z jej drugiej strony (bo wejście do niej jest od ulicy Lea) ponoć mają pralnię i dlatego się tam szmaty suszą... nie wiem, czy temu wierzyć.

Ale poszłam na Lea i znów coś odkryłam 😀 Otóż ta willa jest cofnięta sporo od ulicy, a przed nią pagórek porosły trawą, krzewami i drzewami.



Setki razy tamtędy szłam na najbliższy przystanek tramwajowy z kina Mikro i nigdy się nie przyjrzałam, co to i dlaczego właściwie. A rozwiązanie zagadki było pod ręką 😏


wtorek, 18 maja 2021

Blanka Kovaříková - Nové příběhy domů slavných

W zeszłym miesiącu czytałam pierwszą część tej trylogii i opisywałam przy okazji, jak to poznałam przy zakupie panią, która - ponieważ świat jest mały - miała pewne powiązania z Polską. Klik.

A teraz sobie pomyślałam, że może tyrknę do tej księgarni, zapytam, co słychać i jak tam w czasach korony, tym bardziej, że pani mi opowiadała wówczas o córce, która mieszka w Izraelu, no a takie niepokojące wieści dochodzą stamtąd, więc się o wszystko wypytam.

Wykręciłam więc, a tu odebrał pan. Już mnie to skonfundowało. Ale na pytanie, czy pani Blanka jeszcze tam pracuje, odpowiedział, że owszem, tylko momentalně jej nie ma. Aha, to zadzwonię kiedy indziej... Okazało się jednak, że jest chora, a wróci z chorobowego chyba w okolicach wakacji. Do wakacji jeszcze daleko, więc nie jest to zwykłe przeziębienie 😕 

Chyba skrobnę maila do niej...


A tymczasem donoszę, że drugi tom o różnych znanych mieszkańcach Pragi i ich domach przeczytałam prawie jednym tchem i już się cieszę na ostatni (ale to za miesiąc dopiero). Te książki są bogato ilustrowane, a na końcu jest jeszcze spis źródeł i literatury - tam się wręcz boję zaglądać, bo jeszcze mi się zachce je wszystkie mieć 😎 Na razie postanowienie jest takie, że do sierpnia już nic nie kupię, a co się będzie działo pod tym względem w Pradze - zobaczymy.
Zaraz na początku jest miejsce niesamowite - pałac Colloredo-Mansfeldský, o którym właściwie wstyd powiedzieć, że do tej pory nie byłam (bo tak blisko z hotelu), to jest miejsce ogólnie znane, bo zaraz za nim zaczyna się most Karola. Tym razem już na pewno pójdę. A taki widok z okna miała w dzieciństwie jedna z czeskich śpiewaczek - tam samochody i tramwaje przejeżdżają pod łukiem, a wyżej były mieszkania (dziś już nie). Kto ciekaw, może zerknąć tutaj.
Na końcu książki znalazło się kilka rozdziałów o miejscowościach poza Pragą, w tym o hrabalowym Kersku.
Półka kompletnie Was nie interesująca 😉więc zdjęcie tylko dla porządku.

Wyd. Nakladatelství Brána, Praha 2014, 295 stron 

Z własnej półki (kupione 24 maja 2018 roku za 399 Kč w księgarni Trávníček przy szpitalu Thomayerova nemocnice w Pradze)

Przeczytałam 18 maja 2021 roku

 

 

Dziś udzielę Wam instrukcji 

JAK ZROBIĆ Z SIEBIE GŁUPKA NA SKALĘ MIĘDZYNARODOWĄ  w czterech prostych krokach

Punkt 1. Dowiadujemy się, że dzielnica Praga 3 z okazji jubileuszu uruchomiła ścieżkę edukacyjną. Ściągamy sobie mapkę i drukujemy ją na A3, żeby w sierpniu, a jakże, ruszyć w drogę. Poniżej mapki są odnośniki do poszczególnych przystanków czyli miejsc, gdzie w realu umieszczono panele z tekstami i fotografiami.

Punkt 2. Jednakże po kliknięciu na pierwszy z odnośników (a także na wszystkie kolejne) żadnego opisu nie widzimy - dostajemy z powrotem tę samą mapkę.

Punkt 3. Odnajdujemy adres mailowy osoby podpisanej pod informacją i piszemy list żebraczy, czy by przez przypadek nie mogła przysłać PDF-ów tych paneli, coby się z nimi zapoznać jeszcze przed wyjazdem.

Punkt 4. Dostajemy odpowiedź - żeby sobie kliknąć na...

...

...

...

No oczywiście na którąś z flag u góry, w zależności od tego, w jakim języku chcemy przeczytać opisy. W tym po polsku 😲 Córka mówi, że powinnam (gdy już mam te pomysły) zawsze napisać na początku, że ja pierwszy raz w internetach.

 

Dobra, zajmijmy się lepiej kuchnią. W piątek po fajrancie obcyndalałam się znów parówkowo.

W sobotę obiadu nie było z powodu globusa, a w niedzielę spróbowałam nowego przepisu. Były to RUSKIE KLUSKI. Trzeci przepis z pewnego bloga - i po raz trzeci mały niewypał, więc nawet nie podaję linka. W tym wypadku niewypał polegał na tym, że kluski mało mi się nie rozeszły w garnku (bo w smaku całkiem dobre). Nie wiem, czego należy dodać, żeby się zabezpieczyć przed takim wypadkiem.
W poniedziałek kotleciki Szu Szu (bo ciągle jeszcze wykańczam zapasy z zamrażalnika).
A dziś znów eksperyment czyli placki cukiniowe, ale nie ucierana ta cukinia (ile przy tym roboty!), tylko zblendowana. Przepis znowu wzięłam z You Tube. I zamierzam do niego wracać.

  

 

czwartek, 8 kwietnia 2021

Blanka Kovaříková - Příběhy domů slavných na známé adrese

Było tak.

Pewnego majowego dnia w 2018 roku - o matko, to już trzy lata - znalazłam w jednej z praskich księgarni książkę Příběhy domů slavných i zapomenutých. Dwa dni później wybrałam się obejrzeć pewien znany szpital i już prawie stamtąd wychodziłam, gdy zwróciła moją uwagę mała księgarenka. Oczywiście wstąpiłam, choć nie liczyłam na żadne praskie łupy, no bo pewnie sprzedają tam kryminały i romanse czyli to, co potrzebne nudzącym się pacjentom najbardziej. Gdy pracująca tam pani zauważyła, że przeglądam mały dział pragensie (bo jednak był takowy), poleciła mi właśnie tę samą książkę. 

- No, tę już sobie przedwczoraj kupiłam.

A pani mi na to, że jest tam też rozdzialik o jej mężu i o niej. Jak to? Tak to. I pokazuje mi.

Bo jej mąż jest kompozytorem, a zbierają też stare instrumenty muzyczne. Po czym mówi, że chyba ma jeszcze na zapleczu egzemplarz poprzedniego tomu! Poszła i znalazła - Nové příběhy domů slavných 😍 Bardzo się ucieszyłam, bo gdzie indziej go nie było, a wydany był cztery lata wcześniej. Pogawędziłyśmy na tyle, na ile moja ówczesna znajomość języka pozwalała, stwierdziłyśmy, że świat jest mały - pani Blanka (ta z księgarni, nie autorka, zbieżność imion przypadkowa) jako menedżer muzyczny sprowadzała do Czech m.in. Czesława Niemena 😘 Obiecałam sobie, że ją nawiedzę ponownie, ale sami wiecie, jak to jest, zawsze za mało czasu. Bida. 

No, taka historia. Brakowało mi więc do pełni szczęścia pierwszego tomu, a tu w styczniu pojawił się w moim Ulubionym Antykwariacie, więc nabyłam drogą kupna i wreszcie się zabrałam za czytanie we właściwej kolejności.

Autorka jest dziennikarką specjalizującą się w gwiazdach czeskiego filmu, wydała kilkanaście książek, a ta seria jest również rodzajem przewodnika po Pradze - w tym sensie, że pokazuje domy najczęściej znane (przynajmniej prażakom), ale opowiada, kto znany w nich mieszkał plus rozmaite historyjki z życia i mieszkańców i budynków. Trochę jest to takie plotkarskie, dużo tam informacji, kto z kim i kiedy 😉 Niemniej jednak przynosi masę wiadomości dla kogoś takiego, jak ja - zakochanego nie tylko w Pradze, ale i w czeskim filmie. Znów długa lista filmów do obejrzenia! O liście miejsc do zobaczenia następnym razem w Pradze nawet nie wspomnę...

Właściwie chętnie bym się już zabierała za drugi tom, ale langsam langsam, trzeba sobie dozować przyjemności.

Choć w sumie nie wiem, dlaczego niby, niech żyje hedonizm 😎

Przy okazji rozdziału, którego bohaterką jest Helena Růžičková, bardzo charakterystyczna aktorka komediowa, pożałowałam, że kiedyś miałam sobie dorzucić do paczki z antykwariatu jej autobiografię, ale jednak zrezygnowałam. Szkoda, bo to kobieta z niesamowitym poczuciem humoru i na pewno czyta się to z przyjemnością. Może to kiedyś jeszcze nadrobię. Tutaj był z niej cytat a' propos malutkiego mieszkanka. Miało to swoje dobre strony (wygody) - człowiek się za dużo nie nachodził. No, chciałabym mieć takie spojrzenie na swój problemik metrażowy!



A w moim antykwarycznym egzemplarzu był wycinek z jakiejś gazety, z krótką recenzją książki. Ponieważ akurat mamy na czeski napisać wypracowanko - recenzję filmu, przedstawienia lub książki - nie wiem, czy stąd nie ściągnę troszeczkę 😄

Wyd. Nakladatelství Brána, Praha 2013, 293 strony 

Z własnej półki (kupione 2 stycznia 2021 roku za 288 koron)

Przeczytałam 7 kwietnia 2021 roku

 

Skoro już mamy wiosnę, postanowiłam uprawiać spacery. W święta wybrałam się na Wolę Justowską, wypatrywać forsycji na Sarnim Uroczysku, to taka mała tradycja. Forsycje tam jeszcze nie kwitły, za to zakwitły wspomnienia, ale o tym następnym razem - bo po dzisiejszej przechadzce jestem tak zmęczona, że muszę chyba iść się położyć, ledwo mi się udaje utrzymać pozycję siedzącą w tej chwili 😐 Tak więc teraz tylko parę migawek. 

O, właśnie, tak się dziś czuję.

Złote, ale skromne, uważają widać siostry zakonne, które mieszkają na posesji z figurą św. Józefa. Ładnie se to dały odmalować 😂
Miasto ma policzone drzewa?
Piesek mi się przyglądał znudzony z balkonu, ale ja bym głowę dała, że to raczej lisek.