Początek:
Wyd. Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2000
Z własnej półki
Przeczytałam 9 sierpnia 2023 roku
Praga, dzień szósty
Pada. Leje. Nie kropi. To tak na pocieszenie. Bardzo możliwe, że dziś nie będzie kolejek do biblioteki koło magistratu 😁 Bo odkąd na tiktoku czy innym badziewiu ktoś wstawił filmik z tamtejszą instalacją, codziennie ustawiają się dziesiątki, setki młodych ludzi, żeby ją sobie obejrzeć przez parę sekund.
Gdy przechodzę obok zawsze pojawia mi się skojarzenie z Przygodami Sindbada Żeglarza Leśmiana i wujem Tarabukiem 😁
Klimaty weneckie z kolei 😁
Halo halo - co to tam kouka z dachu?
Spróbuj być dobry, inaczej...
Uwaga, zakręt!
Havlowskie ławeczki to projekt poświęcony pamięci prezydenta. Są to zawsze dwa fotele wokół okrągłego stolika, pośrodku którego jest pień drzewa. Oczywiście nie może zabraknąć motta Havla. Ta tutaj jest jubileuszowa czterdziesta. Są w różnych krajach (w Polsce nie ma).
Ktoś tu sporo chlasta, jak mówią Czesi.
A teraz przejdźmy do środy - jest już wieczór, więc mogę podsumować dzień.
Tak mi się jakoś nie chciało jednak na wielką wystawę, że znalazłam w internecie małą malutką. Wychodząc zakradłam się do jednego ze sprzątanych pokoi, tych więcej łóżkowych - ich okna wychodzą na klasztorny wirydarz. Gdy tu zaczęłam przyjeżdżać, tamtędy się szło do wyjścia z klasztoru. Potem zrobili remont, recepcję i windę - i wejście osobne z drugiej ulicy. Szkoda, choć windę oczywiście pochwalam, bo jak sobie przypomnę to wleczenie walizki po niekończących się schodach... 😂
Pojechałam na Mała Stranę i punkt dwunasta stawiłam się przed drzwiami galerii (bo otwierali właśnie w południe). I nawet deszcz przestał lać i słońce wyszło. Cóż z tego, skoro na drzwiach wisiała kłódka. No nie, myślę sobie, nie zrobią mi tego! Zmarnowane całe dopołudnie???
I rzeczywiście nie zrobili, młody człowiek o czeskich gabarytach nadszedł, przeprosił za spóźnienie, wyciągnął pęk kluczy, odnalazł właściwy i zaprosił do środka. Uff. Tu jest portret pana, który uważał się za największego znawcę Karla Gotta, ale te kury go fakt wkurzały*. No cóż, nie znam historii z kurami, ale może mi się tylko wydaje, bo coś jednak chodzi mi po głowie. A może ja już widziałam kiedyś to zdjęcie?
Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle... podobno...
Tak sobie pomyślałam, że jeżeli do przyszłego roku dorobię się wreszcie okularów (a powinnam!), to może sobie kupię takie kiczowate etui, co? Zawsze to będzie Praga na co dzień 😂
Mam taką idée fixe, żeby wyszukiwać nieoczywiste miejsca na stołowanie się 😁Wczoraj byłam w sądzie dla Pragi 1, bo mieli tam stołówkę dla pracowników, ale dostępną również dla publiki. Niestety okazało się, że covid ją zlikwidował i już nie zmartwychwstała. Dobra, wykreśliłam z listy. A dziś poszłam sprawdzić stołówkę dietetyczną 😄 Mieści się w budynku polikliniki, jedzą tam obiady pracownicy, ale oczywiście i szeroka publiczność.
Wybrałam sobie ćevapčići, więc UWAGA sprawdzamy w rozpisce na ten tydzień, jaka to była dieta 😁 W każdym razie obiadek bardzo dobry, a w bonusie pan emeryt bardzo rozmowny, potem przyszedł drugi, jego znajomy, i z ich rozmowy dowiedziałam się, że pan służył w lotnictwie wojskowym, a teraz nie może się dostać do dentysty, nie ma terminów. A wcześniej mi powiedział, że ma bardzo małe mieszkanie, a bardzo wysoki czynsz. No, tu w Pradze z mieszkaniami nie są przelewki, zwłaszcza że bardzo dużo ludzi je po prostu wynajmuje, a nie że posiada. Potem już panowie zajęli się obgadywaniem wspólnej znajomej, to sobie poszłam.
A przy wyjściu zanosi się naczynia na takie ustrojstwo - i ono się kręci w kółko, tak że z drugiej strony je sobie odbierają do mycia 😀 Słowo daję, specjalnie zrobiłam dwa zdjęcia jedno po drugim - widzicie, jak się przesunęła taca?
No dobrze, tyle o obiedzie, bo nie będę przecież pisać wszystkiego, co mi pan emeryt opowiedział wsuwając udko z kurczaka i szpinak (że kiedyś stołówki dietetyczne były na każdym rogu, a listek na obiad kosztował 2 korony - ale to chyba z pracy takie dofinansowanie mieli). Po południu pojechałyśmy zwiedzić najmniejsze muzeum w Czechach - to jest ten śliczny budyneczek pokapliczny 😂 Pilnował go dziadek, który chętnie się oderwał od sudoku i wszystko nam opowiedział, wręczył stertę drukowanych materiałów (spoko, ja wzięłam tylko ulotkę, mapę - no jak nie wziąć mapy - i gazetkę lokalną, nic więcej), pozwolił fotografować, zaprowadził na cmentarz, wspomniał o pochowanym tam reżyserze i jego francuskiej żonie - pozostało tajemnicą, kim była druga Marta, ja twierdzę, że przypadkowo drugą żoną o tym samym imieniu, co pierwsza.
Tak, to jest Praga. Jechałyśmy tam autobusem podmiejskim od stacji metra chyba kwadrans, ale w granicach miasta.
Gdyby ktoś potrzebował męża na godziny, to jest numer.
A gdyśmy wróciły do cywilizacji, Věra zaprowadziła mnie do słoni.
Niby miałam z tyłu głowy, że powinnam iść na tę Bohemę, bo dziś czynne do 21.00 - nawet wysiadłam z metra na właściwej stacji - ale no co poradzę, byłam już zbyt zmęczona na włókę po salach galerii. Zajrzałam tylko do pawi i wróciłam per pedes do domu.
Idę poczytać ten niemiecki kryminał, bo zaczęłam. Okazuje się, że to enerdowski jest. Ale się nie zniechęcam.
* Z tymi kurami to jest inaczej chyba 😉 One nie tyle go wkurzają, co mu srają. Przeczytałam uważniej.






































































