poniedziałek, 17 czerwca 2013

Olgierd Jędrzejczyk - Krążownik "Wielopole"


Materiał na temat kombinatu prasowego przy ul. Wielopole 1 w Krakowie. Niestety nudny jak flaki z olejem, zero (lub prawie) anegdoty, za to dokładne wyliczenia, co kto pisał w zaangażowanych artykułach w latach 40-tych :( w dodatku chwilami odnosiłam wrażenie, że autor pozlepiał do kupy rozmaite fragmenty, nieraz nie sprawdziwszy, czy pewne frazy się nie powtarzają lub czy współgrają ze sobą.
Ta książeczka jest częścią serii wydanej przez KAW w Krakowie, nie wiem, ile ich powstało wszystkich i jaki miały cel (ja mam jeszcze dwie, obie autorstwa Janusza Roszki) - być może miały to być monografie pewnych krakowskich miejsc-budynków (te Roszkowe to Collegium Maius i kamienica Wierzynkowa), ale chyba to część najsłabsza. Przykro mi to mówić, bo Jędrzejczyk to był tuz krakowskiego dziennikarstwa - może było na taką publikację za wcześnie, może jeszcze nie dało się opisać wszystkiego, co w duszy grało. Jest bezbarwnie, bez werwy, bez bigla, nic tylko "bez"... NOIA MORTALE.
Początek:

i koniec:


Wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza Kraków 1984, 136 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 15 czerwca 2013

Obejrzałam wreszcie zaległe Kanikuły Krosza, 4-częściowy film telewizyjny nakręcony według powieści Wakacje Krosza Anatolija Rybakowa.

Fabułę można prześledzić czytając podlinkowaną notkę z książki :) Bohater zwany Kroszem poznaje dobrze sytuowanego historyka i krytyka sztuki Wuena.

Ten wciąga go w swe machinacje związane z kolekcjonowaniem japońskich figurek necke.

Wśród akolitów Wuena jest młody bokser, z którym Krosz pragnie nawiązać przyjaźń.

Razem odwiedzają różnych zbieraczy necke, a od tej staruszki dowiadują się szczegółów sprawy sprzed lat: tajemniczej śmierci wybitnego badacza necke, profesora Mawradaki.

Również dawny uczeń profesora pomaga im wyświetlić tajemnicę.

Ze szponów "bandy" próbuje wyciągnąć Krosza jego przyjaciel "od zawsze".

Obaj uderzają w konkury do sprzedawczyni Zoji.


Film Каникулы Кроша obecny na YT:


czwartek, 13 czerwca 2013

Georges Simenon - Maigret voyage


Czyli Maigret podróżuje (w podróży).
Kolejna powieść o komisarzu Maigret, powstała w 1957 roku. Tym razem śledztwo prowadzone w sprawie śmierci pewnego multimiliardera angielskiego, utopionego w wannie w luksusowym paryskim hotelu, wprowadza komisarza w środowisko kompletnie mu obce: bogaczy, ludzi żyjących w hotelach w Paryżu, Monte Carlo, Nicei czy Lozannie, wszędzie czujących się jednakowo swobodnie i wszędzie szukających nowych rozrywek. Maigret goni za nieuchwytną contessą Palmieri po Francji i Szwajcarii, a jednocześnie zastanawia się nad tym, kto tak naprawdę mógł odnieść korzyść ze śmierci Anglika. Podróż nie tylko w wymiarze geograficznym, ale również mentalnym :)

Początek:

i koniec:



Wyd. Presses de la Cité Paris 1957, 187 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 23 maja 1990 roku za 3000zł)
Przeczytałam 12 czerwca 2013

środa, 12 czerwca 2013

A.D. Miller - Przebiśniegi


No i kakoje sowpadienie, jak by powiedzieli bracia Rosjanie. Sięgnęłam po Przebiśniegi, bo czas oddać do biblioteki, a tu tematyka ta sama co u Marininy: pozbywanie się staruszków, żeby zawładnąć ich mieszkaniem. A przy tym świetna rzecz! Napisana z biglem, genialnie przetłumaczona, celnie oddająca atmosferę Nowej Rosji i klimat Moskwy, zarówno Moskwy licznych tam cudzoziemców jak i tej zwykłych szarych mieszkańców. Niewiarygodne, że taki wierny obraz dał cudzoziemiec... a może właśnie potrzebne było spojrzenie kogoś z zewnątrz? W każdym razie to spojrzenie zakochanego - bowiem Nick Platt, prawnik z Wielkiej Brytanii, po spędzeniu w Rosji czterech lat już nie bardzo wyobraża sobie powrót do rodzinnego Londynu i do dawnego życia. Tym bardziej teraz, gdy - jak mu się wydaje - zakochał się w tajemniczej Maszy, której zawsze towarzyszy siostra Katia.







Nick zostanie wkrótce przedstawiony ciotce dziewczyn, a potem poproszony o załatwienie formalności związanych z zamianą mieszkania starej ciotki w centrum miasta na dwa pokoje w nowo budowanym bloku gdzieś na dalekich peryferiach. Te formalności to dziesiątki papierków, zaświadczeń, potwierdzeń... im dalej Nick brnie w papierzyskach, tym częściej łapie się na myśli, że bierze udział w jakimś wielkim przekręcie. A przy tym zapałał wielką sympatią do Tatiany Władimirowny i przecież nie chce, by stała jej się krzywda.



Myślałam, że to kryminał, a to tymczasem bardziej obyczajówka z kryminałem w tle - delikatnym, bo jedyny trup - ten tytułowy przebiśnieg - wychyli się spod śniegu dopiero pod koniec książki. Pełna celnych spostrzeżeń powieść o tym, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje... aż mi żal, że z biblioteki, a nie własna :)


Początek:

i koniec:



Wyd. Świat Książki Warszawa 2011, 220 stron
Tytuł oryginalny: Snowdrops
Tłumaczył: Jan Kraśko
Z biblioteki na Rajskiej
Przeczytałam 10 czerwca 2013

wtorek, 11 czerwca 2013

Aleksandra Marinina - Imia potierpiewszego - Nikto


Czyli: Imię poszkodowanego - Nikt.
Tym razem główną bohaterką jest Tatiana Obrazcowa z Petersburga, ta, która wyszła za mąż za byłego kolegę z pracy Nastii Kamieńskiej, Stasowa, autorka bestsellerów, i chce do niego dołączyć w Moskwie. Przez prawie rok opierała się namowom męża, nie wiedząc, co zrobić z Iroczką, która prowadziła jej gospodarstwo i która zostanie w Pitrze bez zawodu i pracy, bez żadnego oparcia. W końcu Tatiana daje się namówić na przeprowadzkę do stolicy, ale w pracy zostaje poddana pewnej presji: owszem, odpuszczą ją, ale najpierw musi zakończyć kilka śledztw, które utknęły z różnych powodów w szafie. I tak przejmuje sprawę zabójstwa staruszki Bachmietiewej, o które podejrzany jest jej lokator. I tutaj staje się jasne motto, którym Marinina zaopatrzyła swą kolejną powieść. Mówi ono o tym, że w Rosji co roku znika bez śladu kilkadziesiąt tysięcy starszych samotnych osób - chodzi oczywiście o ich mieszkania, najcenniejsze dobro (wszak pamiętamy, co mówił już Woland w "Mistrzu i Małgorzacie": mieszkańcy Moskwy są zepsuci przez problem mieszkaniowy).
Równolegle Nastia Kamieńska prowadzi swoje śledztwo w sprawie morderstwa w Moskwie pewnej pary małżeńskiej... i dopiero przypadek powoduje, że odkrywają z Tatianą, iż chodzi o była synową staruszki Bachmietiewej i śledztwa się zazębiają. A przy tym na Nastię spada ogromny cios: od generała Zatocznego dowiaduje się, że Pączek czyli jej szef Gordiejew wkrótce odejdzie na emeryturę, a zanim to się stanie, przejdzie do innego działu, by dochrapać się stopnia generała. Nastia nie wyobraża sobie pracy z innym naczelnikiem...

Początek:

i koniec:



Wyd. EKSMO Moskwa 1998, 317 stron
Tytuł oryginalny: Имя потерпевшего — Никто
Seria: Russkij Bestseller
Z własnej półki
Przeczytałam 9 czerwca 2013

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Jarosław Iwaszkiewicz - Podróże do Polski


To była piękna lektura. Odeszła w (nie)pamięć, bo już cztery dni minęły od jej zakończenia, bo już dwie inne ksiażki w międzyczasie połknęłam, ale jednak... siedzi gdzieś we mnie głęboko i kto wie, może kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Oto moja półka z PIW-owską serią Podróże. Seria wygląda na dosyć sfatygowaną, tymczasem żadnej z tych książek dotychczas nie przeczytałam w całości - tak tylko podczytywałam ten czy tamten rozdział. Podróże do Polski są pierwsze :) Podróże do Włoch, również Iwaszkiewiczowskie, też tylko częściowo zostały skonsumowane, aczkolwiek obszarpane są w stopniu wskazującym na (z)użycie... W każdym razie lubiłam książki z tej serii pooglądać, pomacać, obrazki zobaczyć, w indeksie czegoś poszukać. A te ...dzieści lat temu to w ogóle wydawało mi się, że ja tam wszędzie będę, wszak życie (i ORBIS) stały otworem. Weźmy jednak pod uwagę, że otwór ten nie był zbyt szeroki za komuny... Dziś otwór się poszerzył, ale jestem już za stara na tanie podróżowanie, a na luksusowe mnie dalej nie stać i pozostają mi tylko podróże cudze. Może to i lepiej, bo ciekawsze rzeczy dostrzegają i bardziej interesujących ludzi spotykają :)


Serię zaczął kompletować mój Ojczasty, który zawsze wyznawał zasadę jak się nie ma miedzi, to się na d... siedzi oraz w telewizji wszystko lepiej zobaczę. Uzupełniał luki lekturami. Ja dokupiłam chyba tylko Gregoroviusa.


Charakterystyczną cechą serii jest wyklejka z mapką omawianych miejsc.


Wyjaśnienie tytułu:

Motto:


Iwaszkiewiczowskie wrażenia z polskich podróży bardzo przypadły mi do gustu. Jeszcze miałam świeżo w pamięci te sycylijskie, podobne w klimacie, bo przesycone wspomnieniami o ludziach, którzy odeszli i miejscach, które dziś już nie są takie same jak wtedy. Wtedy, kiedy odwiedzał je autor: jeszcze przez wojną, ba, jeszcze przed I wojną i w międzywojniu i w latach 50-tych czy 60-tych, a skończywszy na 70-tych. Ludzie, których nazwiska mówią nam bardzo wiele albo tylko trochę albo całkiem nic, ale którzy odegrali jakąś rolę w życiu Poety, a ten potrafi dać świadectwo w sposób, który powoduje, że zamyślamy się także nad tymi kompletnie nam nieznanymi postaciami. Bo miejsca i ludzie zlewają się w jedno w tej opowieści o minionych czasach, a osobnym "dopływem" są wzmianki o twórczości własnej. Po wielekroć miałam chęć oderwać się od książki i szperać po półkach za innymi, za tymi opowiadaniami, które czerpały inspirację z polskich pejzaży.




Początek:

i koniec z opisem snu miewanego przez autora:



Wyd. PIW Warszawa 1977, wyd.I, 241 stron
Seria: Podróże Pawła Hertza
Z własnej półki (z rodzinnego domu, cena okładkowa 60 zł)
Przeczytałam 7 czerwca 2013

czwartek, 6 czerwca 2013

Helena Amiradżibi - Moja filmowa Moskwa


Dzisiejszą notkę sponsoruje wydawnictwo Trio (choć o tym nie wie), albowiem cała składa się ze skanów z książki :)
Najpierw o autorce:

Potem o treści książki:


Pochwalne zajawki z okładki:




Treść wspomnień podzielona jest na cezury czasowe:

Pan S. to oczywiście Jerzy Stefan Stawiński, drugi mąż, a ciocia Maria to jego krewna, bratnia dusza autorki.

Początek wspomnień:

i koniec:


Wypadałoby dodać jednak coś od siebie... powiem tak: rzeczywiście książkę połknęłam jednym tchem, jak to obiecywała zrobić Marta Lipińska. Czegoś mi w niej jednak zabrakło. Może za mało było o środowisku filmowym owych lat w Moskwie, a za dużo opisów "problemu alkoholowego"? Przez lata "polskie" też autorka się prześliznęła jedynie, snując za to jakieś dziwne dywagacje o uczniakach zakładających "Solidarność juniorów". Życie Heleny Amiradżibi rzeczywiście było ciekawe (dziś już wróciła do rodzinnej Gruzji), ale odniosłam wrażenie, że na więcej się zapowiadało niż przyniosło... albo może autorka nie wszystko chciała nam opowiedzieć. Może zresztą nie należy Jej za to ganić: nie wszystko wszak na sprzedaż... ale życie u boku takiej osobowości jak Stawiński na pewno warte byłoby opisania.
Jeśli spotkam na swej bibliotecznej drodze poprzednie dwie książki, na pewno po nie sięgnę, bo wspomnienia z lat gruzińskich, z lat dzieciństwa, z życia rodzinnego mogą okazać się bardziej ciekawe od tych studenckich w Moskwie :)


Wyd. Wydawnictwo TRIO Warszawa 2011, wyd.I, 249 stron
Z własnej półki (kupione na allegro 20 kwietnia 2013 za 19 zł)
Przeczytałam 6 czerwca 2013


Ogłoszenie parafialne:
Serdecznie przepraszam, że nie ma z mojej strony odzewu na wezwania do zabawy w Liebster Blog. To zbyt angażujące czasowo na moje obecne możliwości :)

środa, 5 czerwca 2013

Anatol Rybakow - Kordzik


Klasyka radzieckiej literatury dla dzieci.
Ech, ten znak graficzny! Z ilomaż pięknymi lekturami się wiąże (stanowczo mniej było nudziarstw)! Ja jednak Kordzika ze szkoły nie pamiętam - albo go wprowadzili później albo był lekturą dowolną, nie wybraną akurat przez moją polonistkę. Ale czy tak się wówczas dało? Trochę we mnie kwitnie niepewności co do tego... ale z drugiej strony żebym tak czytała i kompletnie nic nie pamiętała? Unmöglich chyba!

Dla mnie klasyką jest jednak bardziej Timur i jego drużyna czy Samotny biały żagiel i Skąd wieje wiatr. Te czytałam kilkakrotnie, a Timura nawet sobie kupiłam w oryginale. No ale było nie było, wreszcie się z Kordzikiem zapoznałam - a muszę się przyznać, że mam go do dawna, ale sam tytuł mnie zniechęcał, no bo pewnie o chłopakach i jakichś bitkach. O chłopakach faktycznie, o bitkach też, jakżeby nie! Ot, po prostu przygodówka jak się patrzy! Bohater Misza najpierw jest na wakacjach u dziadków gdzieś na Ukrainie i tam poznaje lokatora dziadków, dzielnego marynarza Polewoja, posiadacza tajemniczego kordzika czyli marynarskiego noża, ozdobionego jakimś szyfrem w postaci kresek i kółek. Rzecz dzieje się w czasach bezpośrednio po rewolucji, trwa jeszcze wojna domowa i walka z białymi - oczywiście Misza całym swym kilkunastoletnim sercem jest po jej stronie - toteż nie zdziwimy się, gdy ukaże się na horyzoncie sylwetka białego "bandyty" Nikickiego, pragnącego za wszelką cenę zdobyć kordzik. Nikicki posiada mianowicie pochwę od kordzika, która jest dopełnieniem szyfru - jedno bez drugiego nie pozwala odnaleźć skarbu - jak sądzi przyjaciel Miszy Geniek. Misza wraca z matką do Moskwy, zabierają ze sobą Genka, który będzie mieszkał u ciotki w tej samej kamienicy na Arbacie (swoją drogą dużo tam moskiewskiej topografii i sądzę, że wielbiciele Kordzika - a to powieść kultowa - nieraz pewnie chodzili śladami bohaterów powieści) i tak zaczyna się kolejna część opowieści, a będzie ich aż pięć. Chłopcy będą dorastać, zorganizują grupę pionierów, potem będą się starać o przyjęcie do Komsomołu, a cały czas w myśl tego, co kiedyś powiedział Miszy Polewoj:

No i oczywiście będą dalej śledzić podejrzanych o współpracę z białymi, spekulantów, burżujów. Tak, to bardzo agitacyjna książka, ale to MY - DOROŚLI tak na nią patrzymy - dzieci tego nie dostrzegają, za to pasjonują ich przygody, nieraz śmieszne, a nieraz niebezpieczne, ich rówieśników. Tak że ostrzegam: jak ktoś jest mocno uczulony na komunę, lepiej niech po Kordzika nie sięga. Może nie znieść tej dawki budowania komunizmu od podstaw czyli od dzieci i młodzieży (tak przecież kazał Lenin).

Lubię, gdy w powieściach dla dzieci są krótkie, zatytułowane rozdziały, a nie tylko ROZDZIAŁ TRZECI. Z drugiej strony charakterystyczne jest, że czytam tytuł takiego rozdziału, po czym go wcale nie pamiętam :)


Początek:

i koniec:


Wyd. Nasza Księgarnia Warszawa 1976, wyd. VII, 276 stron
Tytuł oryginalny: Kortik/ Кортик
Tłumaczyła: Zofia Łapicka
Z własnej półki
Przeczytałam 4 czerwca 2013

Autor raz jest u nas pisany oryginalnym imieniem Anatolij, raz spolszczony na Anatola. Niekonsekwencja taka. Ale podaję tak, jak figuruje na okładce.

wtorek, 4 czerwca 2013

Anatolij Rybakow - Krosz szuka bohatera


Powieść dla młodzieży z wojną w tle.

Trzecia część trylogii o Kroszu, jak już wspomniałam wczoraj, brak mi pierwszej z powieści - Na wozie i pod wozem.

Krosz zakończył dziesięciolatkę i zdawał egzamin na studia, ale poszedł mu on średnio (poślizgnął się na Sołtykowie-Szczedrinie, mam coś tego pisarza) i na uniwersytet Krosz się nie dostał. Wybiera się więc do dziadka w małym miasteczku Koriukow, dziadka, którego dawniej odwiedzał w każde wakacje. Od ostatniej wizyty minęło jednak pięć lat i obaj spoglądają na siebie innym wzrokiem niż kiedyś, w dzieciństwie. Krosz postanawia, za namową dziadka, który chciałby go mieć na dłużej u siebie, podjąć pracę na budowie autostrady. Oczywiście za rok będzie znów próbował dostać się na uczelnię. Krosz ma za sobą praktykę w bazie samochodowej i chciałby zostać kierowcą, ale jego prawo jazdy jest niezawodowe i przyjmują go na razie jako ślusarza. Chłopak przymierza się do romantyki wielkiej budowy i koczowniczego życia, gdy pewnego dnia na drodze budowniczych staje... stary bezimienny grób. Wiadomo tylko, że pochowany w nim został nieznany z nazwiska żołnierz. Grób zostaje przeniesiony na inne miejsce, ale Kroszowi trafia się niecodzienne zadanie: zostaje oddelegowany do poszukiwań tożsamości żołnierza. Szybko ustala, że było ich tu w 1942 roku pięciu poległych. Jeden z nich dokonał bohaterskiego czynu: obrzucił granatami i zlikwidował niemiecki sztab. Który z nich był tym bohaterem? Krosz postanowił poświęcić swój czas na wyjaśnienie zagadki.

Początek:

i koniec:



Wyd. Wydawnictwo ISKRY Warszawa 1972, wyd.I, 227 stron
Tytuł oryginalny: Nieizwiestnyj sołdat/ Неизвестный солдат
Tłumaczyła: Marta Tywonek
Seria z kogutem
Z własnej półki (kupione na allegro 16 kwietnia 2013 za 4 zł)
Przeczytałam 2 czerwca 2013

Zasiadłam jednak przed telewizorem i obejrzałam pierwszy film z cyklu o Kroszu czyli Prikluczenia Krosza z 1961 roku, w reżyserii Genricha Oganesiana.
Oto główny bohater - Krosz:

Jest w jednej ze starszych klas i ich nauczycielka przyprowadza chłopców i dziewczęta na miesięczną praktykę w bazie samochodowej:

Będzie to pierwsze spotkanie młodzieży z zakładem pracy i z dorosłym życiem. To dyrektor zakładu, mądry, wyrozumiały, ojcowski, taki jaki powinien być dobry przełożony:

Koledzy Krosza:


Poznajemy? Wadima zagrał Nikita Michałkow. Taki podobny w typie do przyszłego Koli z Ja szagaju po Moskwie.
Wśród młodzieży są i dziewczęta, a między nimi Majka, która podoba się Kroszowi:

Chłopcy i dziewczęta zostali rozdzieleni do poszczególnych działów, jeden do administracji, inny do zakładu naprawczego, dziewczęta do malarni... Pracują pod nadzorem robotników.

Chcą dla siebie wyremontować starego gruchota i ściągają potrzebne części. Wtedy następuje fatalne zdarzenie: w zakładzie ginie nowiutki amortyzator i chłopcy są podejrzani o schowanie go. Krosz podejmuje śledztwo w tej sprawie i doprowadza do uniewinnienia zarówno kolegów jak i podejrzewanego później mechanika.

Bardzo zacny film, z piękną muzyką, czarno-białymi zdjęciami i budującą się Moskwą.

Można go obejrzeć na YT: