Przede wszystkim dziękuję Wam za wyrazy współczucia 💚💚💚
Choć spodziewaliśmy się tego, co nastąpiło - gdy byliśmy u Ojczastego w poniedziałek, najbliższa przyszłość jawiła się już bardzo krótką - to jednak zawsze cios w serce. Odchodzi ostatni z rodziców, nie ma już nikogo, kto by nas bezinteresownie wspierał i łączył nas z tym, co było. Teraz to my jesteśmy tą najstarszą generacją, pierwszą w kolejce do ziemi.
Znowu się popłakałam i sama nie wiem, czy płaczę z żalu nad nim czy nad sobą...
Więc dość.
Ten tydzień był trudny i następny też taki będzie, jutro zaczyna się remont, z tym nic nie zrobisz, jedenaście kondygnacji w pełnej gotowości i od nas samych zależy, czy wszystko pójdzie zgodnie z harmonogramem. Nie mogę spać, nie mogę czytać, nie mogę nic oglądać. Głowa zajęta czym innym, na nic nie zostaje miejsca.
Odłożyłam na bok to, co wcześniej czytałam i przeglądałam półki pod kątem książek pochodzących z domu, z biblioteki Ojczastego. W końcu wybrałam opowiadanie Żeromskiego, bo - krótkie.
Doktor Piotr. Szkolna lektura. Ciekawe, czy będąc nastolatkiem jest się w stanie to zrozumieć. Ale to w ogóle pytanie dotyczące lektur - po Misiach Uszatkach, od pewnego etapu są to przecież utwory pisane dla dorosłych, nic więc dziwnego, że młodzież nudzą (nie mówmy nawet o Dziadach, toż Lalki nie potrafią zdzierżyć). Z drugiej strony znakomita większość naszych nieczytających rodaków nie sięgnie po te książki już będąc dorosłymi, no to się ich zmusza, póki można. I tak do końca świata?
Doktor Piotr nie rozumie postępowania ojca, który zapewnił mu zagraniczną edukację mającą zagwarantować dobre życie, ale kosztem wyzysku chłopów/robotników. Chce to wszystko odpracować i zwrócić ludziom to, co im się należy (ciekawe swoją drogą, jak to miałby zrobić, no ale jest dobry w rachunkach, więc da radę). Wyjeżdża więc do Anglii, gdzie mu zaoferowano dobrą posadę.
Stary ojciec nie rozumie postępowania syna, któremu przecież wszystko poświęcił i czekał na jego powrót z zagranicy, żeby wreszcie byli razem. Obiekcji syna nie jest w stanie pojąć, przecież - we własnym mniemaniu - nikogo nie okradał, właściciel kamieniołomu, który stary Dominik Cedzyna nadzorował, dał mu przecież wolną rękę, a i chłopi chętnie pracowali za mniejszą stawkę (bo innych możliwości zarobku nie mieli).
Doktor Piotr wyjeżdża więc zostawiając ojca bez opieki na starość, a ten przeklina go, a potem płacze bezsilnie. Nikt nie jest doskonały, nikt nie jest moralnie czysty, nikt nie ma stuprocentowej racji, a każdy cierpi.
Początek:
Koniec:
Wyd. Czytelnik, Warszawa 1957, 42 strony
Seria: Stefan Żeromski - DZIEŁA pod redakcją Stanisława Pigonia (23 tomy)
Z własnej półki
Przeczytałam 12 lutego 2026 roku
Najbliższy tydzień. Parter czyli ja to 67, a ostatnie piętro to 87 - i ja je też mam pod opieką, bo właścicielka w ciężkiej sytuacji zdrowotnej, więc powierzyła mi klucze.
Niby jutro u mnie się jeszcze nie zaczyna, ale rano przychodzą zdemontować tylną ścianę w WC. A i tak w najgorszej sytuacji są sąsiedzi z V piętra, bo u tych jest robota codziennie: ponoć w wysokich blokach jest tak, że osobny pion wodny jest do V piętra, a osobny od V w górę, ze względu na ciśnienie.
Mam już naszykowane w wiadomym celu wiaderko (z pokrywką od garnka) i worki na śmieci, zgodnie zresztą z dyrektywami z Poradnika bezpieczeństwa, co to go rząd rozesłał.
Przeżyjemy (choć tego rozkuwania stropów sobie NIE WYOBRAŻAM).
Dzisiaj zmarł mój tata, zwany na użytek tego bloga Ojczastym.
Miał długie życie: 97 lat. Może już mu się znudziło... Trudno powiedzieć, bo od dawna nie można już było go o nic zapytać. Tkwienie w świecie ciszy i ciemności chyba jednak nie było tym, o czym by marzył człowiek, który kochał czytać i chciał wiedzieć, co się dzieje na świecie.
Wiele mu zawdzięczam - przede wszystkim miejsce, w którym jestem.
Tak być nie musi, ale może - że ta książka czekała u mnie 45 lat. W sensie takim, że ją kupiłam w okresie, gdy brałam wszystko, co włoskie. Z drugiej strony wtedy kupowało się w antykwariacie, więc byłaby w niej cena ołówkiem i numerek czy coś, a tego nie ma, więc nie wiem. Więc może jednak zakup późniejszy, już z czasów allegro? To się u mnie zaczyna w 2009 roku dopiero, taki przynajmniej mam zachowany najstarszy mail w sprawie jakiegoś zakupu. A sprawdzając to, zobaczyłam, że dziś jest rocznica - 8 lutego 2002 roku założyłam sobie pierwszy prywatny adres mailowy, któremu zresztą do dziś jestem wierna. W międzyczasie powstawały inne i na przykład blog jest powiązany z adresem na gazeta.pl - który już od dawna nie istnieje, bo zapominałam tam się logować. Zaraz zaraz, to znaczy, że za rok o tej porze powinna być imprezka z okazji ćwierćwiecza posługiwania się pocztą elektroniczną 🤣 A jak tam Wasze adresy, zmieniały się po drodze?
Wracając do Giancarla, odkryłam przed paroma dniami, że on jest w serii Klub Siedmiu Przygód, która to seria została przez mnie niedawno zgrupowana na jednej półce, a tylko ten biedak był osobno, więc został przetransferowany i teraz ich stoi dziewięć koło siebie. Aczkolwiek nie dam głowy, że jakiś Niziurski czy Nienacki też nie jest w takim wydaniu, a ci dwaj panowie mają gdzie indziej miejsce i nie będziemy ich mieszać.
Giancarlo jest świeżym absolwentem prawa i najwyraźniej nie miał innych możliwości znalezienia sensownej roboty, skoro zatrudnił się jako detektyw czy tam wywiadowca, a i to po znajomości, bo w agencji detektywistycznej swego stryja, zwanego Wielkim Szefem. Praca ta, niby fascynująca i pełna przygód, okazuje się nudna jak flaki z olejem, większość czasu bowiem spędza się wystając godzinami po bramach i czekając, czy śledzona osoba wyjdzie z domu czy nie. W dodatku Giancarlo tak się popisał śledząc modelkę z renomowanego domu mody, z którego skradziono najnowszą kolekcję, że ta szybciutko się zorientowała: blamaż kompletny. Swoją drogą bystra dziewczyna...
Stryj wobec tego odkomenderował Giancarla do innej sprawy, ale tylko jako pomocnika innego wywiadowcy, co młody i ambitny człowiek mocno przeżywa. I oczywiście postanawia sam wykryć złodzieja cennych obrazów z willi polskiej arystokratki pod Rzymem. Tak, hrabina nazywa się Sbolenslawski 😁
Gdy spojrzycie na pierwszą stronę, możecie odnieść wrażenie, że jesteśmy w środku filmu Dolce vita. Coś w tym jest. Czas boomu gospodarczego, czasy wielkiej konsumpcji, samochód dla każdego (lub prawie), kino włoskie triumfujące na ekranach świata, turyści, Via Veneto... a w tym wszystkim Agencja Detektywistyczna Meroniego jak rodem z amerykańskiego kryminału, a nawet jeszcze bardziej: zatrudnia dziesiątki pracowników, ma najnowocześniejsze wyposażenie i wszelkie nowinki techniczne, opancerzone samochody i archiwum, jakiego pozazdrościłaby jej policja - czyli mokry sen autora 🤣
Co ciekawe, nie znalazłam ani słowa we włoskim internecie o autorze - i tylko okładkę książki na ebayu. Giuliano Amici wkroczył do akcji w 1973 roku i zniknął? Czy został przetłumaczony w Polsce ze względu na polski wątek?
Początek:
Koniec:
Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1976, 241 stron
Seria: Klub Siedmiu Przygód
Tytuł oryginalny: Qui detective R 3: Missione compiuta!
Przełożyła: Janina Zielonko
Z własnej półki
Przeczytałam 6 lutego 2026 roku
Najnowsze nabytki
Tygodniowy urobek prawie do ostatniej chwili prezentował się następująco: gry (bo dlaczego nie), Chłopcy z Placu Broni na podmiankę (miałam wydanie z Biblioteki Pisarzy Polskich i Obcych, kompletnie nijakie, więc z radością zamieniłam na takie z ilustracjami) oraz trzy Agaty Christie, z których jedna okazała się do wyniesienia z powrotem, mianowicie Morderstwo odbędzie się, bowiem mój egzemplarz jest w sumie lepszy /większy). Więc tak naprawdę trzy nowe.
Ale oto w sobotni poranek udałam się na kroki do sześciu knihobudek. Wszystkie były zapełnione, nic więc dziwnego, że wygrzebałam dla siebie kolejne trzy sztuki. Konik garbusek z ilustracjami Szancera 😍 no a szczegółowe instrukcje książki kucharskiej to już w ogóle cud miód. To znaczy z tytułu i założenia, bo jak wstępnie zajrzałam do środka, to znalazłam tam zbyt wiele przepisów na egzotyczne zupy grzybowe, małże a' la Shaller i grzanki z krewetkami, ale tak to już jest w przypadku książek tłumaczonych z obcych, zachodnich języków, nieprawdaż. O ostatnich sukcesach kulinarnych będzie w następnym wpisie 🤣
Mama dookoła świata do przeczytania w jak najkrótszym terminie, żeby szybko odnieść z powrotem, a jak nie, to odnieść od razu 😁 Bardzo bardzo bardzo bym chciała wdrożyć się do tego, żeby za książki przynoszone tylko do przeczytania, a nie zachowania, brać się natychmiast. Trzeba myśleć o biednej podłodze.
Miało wystarczyć na ten tydzień, ale w osiedlowej budce pojawiły się Małe kobietki w oryginale i porządnie wydane, okiem ludzkim nietknięte, tom wzięła, bo co prawda mocno wątpliwe, żebym kiedyś przeczytała, ale zawsze można wynieść z powrotem. Dek.
Urobek filmowy
Na bogato.
- radziecki familijny Kaplia w morie (polski tytuł Żółtodziób)
z 1973 roku. Pierwszy dzień w szkole Witii. Zakochuje się w jednej z
dziewczynek, zostaje przez nauczycielkę wyrzucony za drzwi, bo kolega z
ławki uczył go gwizdać, babcia wkłada głowę do garnka (powtarzając błąd
Witii) - takie tam zwykłe codzienne historyjki. Nic nadzwyczajnego, ale i
tak 7/10, a co! W komentarzach tęsknota za ZSRR oczywiście, gdzie
wszystko było tak bezpieczne i ludzie tacy życzliwi etc.
- francuski Valentin Valentin z 2015 roku. Obejrzane z francuskimi napisami na wiadomej
stronie. Niby kryminał: szereg mieszkańców dwóch paryskich kamienic z
przecinającymi się ścieżkami, tytułowy bohater zaplątany w niechciany
romans z nimfomanką (której mąż obiecuje go zabić) i zafascynowany
postacią młodej Chinki z naprzeciwka w końcu pada ofiarą morderstwa.
Policja nie wyjaśnia zagadki, ale...
- amerykański The Mad Miss Manton z 1938 roku. Taka komedia kryminalna z romansem w tle. Polski tytuł Panieńskie szaleństwa
😂 bo też i o tym rzecz: bogata dziedziczka ze swoimi kumplówami
wplątują się w co tylko można, a konkretnie w morderstwa. Miss Manton
znajduje ciało w opuszczonym domu i wzywa policję, ale gdy ta
przyjeżdża, ciała już nie ma - a to kolejny raz, gdy sierżant Jakiśtam
zostaje zrobiony w konia, panienki bowiem są pranksterami (myślałam, że to nowe słowo, a okazuje się, że bynajmniej) i teraz nikt
im nie wierzy. Obejrzane z angielskimi napisami nr 4,
jako że innych nie było, ale co się namęczyłam, to moje. Za dużo /za
szybko gadali jak na moje językowe możliwości! Niemniej daję 7/10 -
Henry Fonda i Barbara Stanwyck. A jak te panienki poubierane!
- australijski animowany Mary and Max z 2009 roku, obejrzany z polskimi napisami nr 1. Cudny, mocne 8/10. Jeszcze jeden film tego twórcy jest do obejrzenia.
A tale of friendship between two unlikely pen pals: Mary, a lonely,
eight-year-old girl living in the suburbs of Melbourne, and Max, a
forty-four-year old, severely obese man living in New York.
- chińskie Szanghajskie sny z 2005 roku, które odkryłam na półce, nigdy nieoglądane. I dałam 7/10 za tę całą melancholię.
Na zachętę wklejam trailera, ale nie wiem, czy jest gdzieś do obejrzenia cały film online.
- fiński snuj 2 noce do rana z 2015 roku. Szukałam płytki z filmem Polowanie na muchy,
a trafiłam na to. Całkiem zbędnie, okazało się. Spotkanie dojrzałej
francuskiej architektki z fińskim DJ-em w stolicy Litwy. Każde ma swoje
problemy w związkach, więc snują się i przynudzają, gdy chmura
wulkaniczna zatrzymała wszelkie loty.
- no i byłam w kinie na nowym Jarmuschu czyli Father Mother Sister Brother, polecam. Rodziny się nie wybiera. Smutne, ale jakże komiczne. Ta wizyta u biednego starego ojca, ta obowiązkowa coroczna herbatka u mamuśki, ten kompletny brak czegokolwiek do powiedzenia sobie...
Cosik pozmieniali na YT w kwestii udostępniania na blogu i próbuję inaczej, sama nie wiem, co wyjdzie.
Tymczasem jutro do Ojczastego, a we wtorek na zebranie w Spółdzielni w sprawie wymiany pionu. Zajrzałam do piwnicy i ze zdumieniem i wielką radością stwierdziłam, że jest tam na półce 16 płytek, więc wystarczy na odbudowę po demolce. A teraz naszły mnie wątpliwości, czy to nie są aby płytki podłogowe, nieco innych rozmiarów... więc muszę się wybrać ponownie z centymetrem. Taki jest mój gryplan na niedzielę.
Znów nie pamiętałam, że niedawno czytałam 😂 Bo rozumiem - dziesięć lat, dwadzieścia temu. Ale pięć? I znów wiedziałam tylko, że pies, który mówi, a reszta gdzieś ginie w (nie)pamięci. Dobra jestem...
Tak że tak: proszę zajrzeć do postu z poprzedniego razu - o tutaj - i tam sobie doczytać, co i jak, bo wiele się nie zmieniło, jeśli chodzi o mój odbiór. Znaczy dalej fantasy nie lubię (co jest bardzo dziwne, zważywszy, że jedna z najukochańszych książek czyli MiM to przecież też fantasy), ale jakoś tę powieść trawię 😉 Choć przyznam, że najbardziej mi się podoba, dopóki bohater nie znajdzie się w Galen i nie zaczną się te fantastyczne wydarzenia.
Początek:
Koniec:
Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, 366 stron
Seria DUŻE LITERY (na teraz jak znalazł)
Tytuł oryginalny: The Land of Laughs
Przełożyła: Jolanta Kozak
Z własnej półki
Przeczytałam 2 lutego 2026 roku
Wielkie emocje. Wczoraj wieczorem zajrzałam do skrzynki, a tam bumaga ze Spółdzielni, że za tydzień ZEBRANIE. Znaczy spotkanie informacyjne. W sprawie wymiany pionu oczywiście. I mało tego - ustalony zostanie termin robót, firma proponuje 16-20 lutego! Czyli już za chwilę!
Alem się podjarała 😁 Bo trochę się bałam, że wypadnie w maju, jak będę w Pradze albo coś.
Lista pytań przygotowana, a po południu udaję się do piwnicy, żeby się spróbować dokopać do pudełka (a może dwóch?) z flizami, które zostały po remoncie łazienki i zbadać ich stan i ilość. Wychodzi mi, że potrzebuję co najmniej dziesięciu sztuk. No to nie wiem, czy tam tyle będzie. Ale wśród naszykowanych pytań jest i takie, czy ewentualnie istnieje możliwość zdjęcia fliz niekoniecznie metodą walenia młotkiem... Cała ta tylna ścianka idzie do demolki.
Oraz czy może do mnie na dół dojdą dopiero ostatniego
dnia? Bo hm, bez toalety, w zimie, to ciężka sprawa 😂 Do 18.00 niby
mogę chodzić do przychodni, ale wiecie, wolałabym mieć dostęp
natychmiast, jak mi się zachce 😁
Informuję również, że soda oczyszczona najlepsza. Jeszcze tam trochę przy dnie zostało do doczyszczenia, ale i tak niebo a ziemia.
To było domowo, a na koniec migawka z kroków (wcześniejszych, bo mi się w te mrozy nie chce wychodzić). Najpierw taki dom, wybudowany niedawno na wąskiej działce. Na moje oko, to ma maksymalnie 3,5 - 4 metry szerokości. Chyba pomieszczenia muszą być w amfiladzie?
Następnie takie oto urządzonko zaobserwowane na grodzonym osiedlu nieopodal. Kojarzy mi się z suszarką do parasoli od Wioli z Pierogów, ale to na pewno nie to 😂 Ktoś coś?
A na koniec zdobycz z knihobudki czyli karty pasjansowe Piatnika. Otóż w dawnych dawnych czasach dostałam od Ślubnego taki zestaw, co było wyczynem (finansowym), bo z Pewexu, normalnie w handlu Piatnika nie było. Niedługo się nim cieszyłam (ani nawet nie pamiętam, co było na rewersie), bo miałam ten szczęśliwy pomysł, żeby zabrać je w naszą autostopową podróż poślubną, a wiemy, jak się ona skończyła 🤣 Przez kolejne 40 lat jakoś nigdy pasjansowych kart nie kupiłam, a jeśli już jakiegoś pasjansa sobie stawiałam (zdarza się), to zwykłymi kartami, co jak wiadomo zajmuje dużo miejsca na stole. No. A teraz ktoś przyniósł do budki, a ja je hyc 😍 Sissi 😍
I co tu jeszcze widać? Kawa. Otóż przeczytałam, że picie kawy może pomagać przy stłuszczeniu wątroby. Za kawą nie przepadam, ale poświęcam się raz dziennie 😂
- Badania naukowe pokazują, że regularne
picie kawy ma korzystny wpływ na wątrobę. Może nawet spowalniać, a w
niektórych przypadkach częściowo cofać włóknienie tego narządu, będące
skutkiem przewlekłego uszkodzenia - mówi dr Gietka.
Z analiz naukowców
wynika, że osoby, które piją od dwóch do czterech filiżanek kawy
dziennie, rzadziej chorują na marskość i raka wątroby. Naukowcy
podkreślają jednak, że przekraczanie tej ilości nie zwiększa efektu
ochronnego, a więc nie jest zalecane.
Część z tych reportaży była wcześniej drukowana w Rzeczpospolitej, więc może ktoś z Was je zna. Mój kolega z pracy czytywał ten dziennik, czasem coś tam pokazywał, ale o ile dobrze zapamiętałam - mała czcionka była 😉
Temat przewodni - imigranci. Trudna rzeczywistość współczesnych Niemiec po milionie uchodźców zaproszonych przez Angelę Merkel słynnym "damy radę". Jeden z tekstów zresztą dotyczy samej Merkel i jej polskich korzeni. A same Niemcy opisywane w książce to była NRD, ze wszystkimi problemami wynikłymi po zjednoczeniu.
Czegoś mi tu brakowało i chętnie przeczytałabym kolejny reportaż na niemieckie tematy, jeśli znacie, to podrzućcie tytuł /autora. Kraj tak blisko, a nie wiem o nim prawie nic.
Początek:
Koniec:
Wyd. Czarne, Wołowiec 2022, 220 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 29 stycznia 2026 roku
Najnowsze nabytki
Czyli dla każdego coś miłego. W sensie dla każdego z moich ulubionych działów 😂 Dla dzieci i młodzieży (Kosmohikanów wzięłam na wszelki wypadek, bo nie byłam pewna, czy są w domu czy nie - nie było, jest Klub Kosmohikanów). Kryminał z kieszonkowej serii z labiryntem. Kolejna pozycja do nauki języków (gromadzę i końca temu nie widać). Cegła z gatunku literatura faktu. I ostatnia - rodzinne wspomnienia. Tak mi coś wczoraj mówiło idź do budek na Grottgera. I dobrze mówiło, bo właśnie tam znalazłam Małą księgę Brandysa, o której wcześniej nie słyszałam, ale gdy zajrzałam do środka, wiedziałam, że muszę przeczytać. Czyli będzie niedługo.
Apdejt z wieczora
Taaaaaa. Właśnie chciałam wpisać kryminał do katalogu. I się dowiedziałam, że go mam 😁 No i bardzo dobrze!
Urobek filmowy
- francuska Stara strzelba (Le vieux fusil) z 1975 roku. Obejrzany na Arte - dostępny jeszcze do końca lutego. Opis z ich strony:
Inspirowany faktami film Roberta Enrico z Philippem Noiretem i Romy
Schneider w rolach głównych. Francja, rok 1944. Po wylądowaniu aliantów w
Normandii, w odwecie za ataki partyzantów, oddziały SS dokonują masakry
na ludności cywilnej w jednym z francuskich miasteczek. Giną w niej
żona i córka szanowanego chirurga, który poprzysięga zemstę. W 1976
r. film został nagrodzony trzema Cezarami.
- krótki dokument ICE - żelazna ręka Trumpa z Arte,
- po tym warto zobaczyć kolejny, pełnometrażowy Ameryka Donalda Trumpaklik
-
pełnometrażowy wywiad z Claudem Lelouchem na ARTE.tv (ale już go nie
ma). Tzw. leluchy były pogardzane jako kino dla mas, ale kto nie lubi Kobiety i mężczyzny? Mówiono, że Lelouch kręci cały czas ten sam film. A co jest najważniejsze w życiu, więc i w kinie? Miłość oczywiście.
- amerykański Arszenik i stare koronki, 1944 w reż. Franka Capry, obejrzany online
z polskimi napisami. Cudna czarna komedia, w której doskonale widać, że
powstała z adaptacji teatralnej (ponoć czekano z realizacją filmu, dopóki się sztuka całkiem nie wyprzeda). Przypomniał mi o niej newsletter z
francuskiego blogu filmowego Mon cinéma à moi sprzed kilkunastu dni (klik).
Dwie urocze ciotki, które mordują samotnych starszych panów z
miłosierdzia, ich siostrzeniec, znany krytyk teatralny, który wbrew
głoszonym przez siebie poglądom właśnie się żeni i próbuje to ukryć
przed całym światem, dwóch rzezimieszków ładujących się do domu z
kolejnym trupem i policjant, którego marzeniem jest odnieść sukces jako
autor sztuk teatralnych. Całość sprawiająca wrażenie bardzo angielskie,
aczkolwiek rzecz dzieje się w Brooklynie. Cary Grant trochę za bardzo pajacuje, jak na mój gust, ale i tak warto.
- radziecki Afonia z roku 1975, obejrzany na DVD z serii Klasyka Kina Radzieckiego. Na YT natomiast można oglądać z angielskimi napisami. Afonia jest hydraulikiem i może nawet się zna na swojej robocie, ale olewa ją z góry na dół. W przypadku awarii w bloku zakręci zawór w piwnicy i zostawi 300 rodzin bez wody, bo on już na dzisiaj skończył. Podobnie traktuje partnerki i kolegów. Ba, do ciotki, która go wychowała, nie odezwał się od czasów wojska. Alkohol, hulanki i wieczne łgarstwa. A tu zakochała się w nim młoda, naiwna, romantyczna dziewczyna...
- włoski Niemcy - rok zerowy z 1948 roku czyli klasyka kina. Do obejrzenia na ARTE do końca marca. Z opisu na stronie:
12-letni Edmund mieszka w zrujnowanym przez wojnę Berlinie z chorym
ojcem, siostrą i bratem, który po powrocie z Wehrmachtu ukrywa się przed
alianckimi władzami. Wobec bezradności dorosłych, chłopiec ima się
różnych sposobów, żeby zdobyć środki do życia dla swojej rodziny. Ten
przejmujący dramat z 1948 r. jest ostatnim filmem z antywojennej
trylogii Roberto Rosselliniego.
Doskonały
obraz zdegenerowanego społeczeństwa po wojnie. Tylko naturszczyki niestety marne, to psuje wrażenie. Planuję przypomnieć sobie pozostałe obrazy Rosselliniego na tej stronie. Póki tam są 😉
- czeska komedia Mimořádná událost, z 2022 roku, dostępna na stronie czeskiej tv do 11 lutego. Miejsce akcji - motoráček czyli wagon motorowy, jaki kursuje na lokalnych liniach kolejowych (bez konduktora). W nim kilkunastu pasażerów, mały przegląd społeczeństwa. W trakcie jazdy maszynista zatrzymuje pociąg, wysiada, żeby naprawić z zewnątrz usterkę, ale pociąg rusza sam w powrotną drogę, bo ma z górki. Zanim podróżujący zorientują się, że jadą bez kierowcy, upłynie trochę czasu. Zawsze mnie zachwyca, jak Czesi potrafią kpić z siebie samych 😍
- amerykański Jerry and Marge Go Large z 2022, na LM. Absolutne nieporozumienie. Przeczytałam poniższy opis (nieco mylący):
Based on the true story about long-married couple Jerry and Marge
Selbee, who win the lottery and use the money to revive their small
town.
Obejrzałam początek, gdzie Jerry przechodzi na emeryturę, to mnie dodatkowo zachęciło 😂 Ale potem to już był taki snuj. Z obowiązkowym happy-endem.
Na czwartek miałam zaplanowane kino i cóż oto się stało? Prawie zaczynałam się szykować do wyjścia, gdy dopadła mnie... niedyspozycja żołądkowa, tak to nazwijmy. Całe szczęście, że nie PO wyjściu z domu 🤣 Teraz nie wiem - w środę jeszcze będzie ten film, więc pójdę, jeśli nic innego się nie wydarzy, no ale to już będzie luty, a nie styczeń (a miałam chodzić raz w miesiącu). Czy w związku z tym mam w lutym iść dwa razy? Czy też raczej mam puknąć się w łeb, bo jakie to ma znaczenie?
Jeśli jednak chodzi o dotrzymywanie postanowień, chwalę się kolejnym eksperymentem kulinarnym czyli zupą-kremem z selera i ziemniaków.
Mówiłam, że nie przepadam za zupami kremami, ale chyba się nawrócę 😉
Zrobiłam wszystko wedle przepisu (znowu nam wyszło na 3 dni), zupka jest szybka w wykonaniu, tylko niezbyt szybka w przygotowaniu czyli pokrojeniu w kostkę tych cebul, selera i ziemniaków. Koszt 6 talerzy wyniósł: 1,46 za selera + 0,75 zł za ziemniaki (na promocji w Lidlu) + 0,60 zł za cebule 🤣 Zupka bardzo ekonomiczna, a moim zdaniem można nią nawet poczęstować gości.
Co będzie następne, jeszcze nie wiem, ale podczytuję już następną pozycję kulinarną i rzucił mi się w oczy kulebiak, tylko to takie bardziej pracowite 😁
Brakowało mi drugiej książki przeczytanej po czesku w tym miesiącu, wybrałam oczywiście coś cienkiego 😉 i miało to być rozrywkowe, co nazwisko autora jakby gwarantuje.
Książka wyszła zresztą po polsku (Podróże konika morskiego).
W internecie możemy przeczytać:
Konik morski to jedyny przedstawiciel fauny, u którego to samiec nie
samica wydaje na świat młode. Bohater tej książki to jedyny (a
przynajmniej jedyny, którego sam zna) mężczyzna w Pradze, który w końcu
betonowych lat osiemdziesiątych nie chce stać żonie na drodze do kariery
naukowej i nie bardzo wiedząc w co się pakuje, bierze na siebie opiekę
nad trzyletnim synkiem.
Podróże konika morskiego to wielokrotnie
wznawiany w Czechach pamiętnik młodego ojca na „urlopie tacierzyńskim”.
Czy kiedy w roli taty występuje czołowy czeski humorysta Petr Šabach
możemy oczekiwać tylko tego, że założy pieluchę na lewą stronę, przypali
mleko i zgubi dziecko w monopolowym? Jak się okazuje- niekoniecznie. Ta
niezwykle ciepła, zabawna i -co ciekawe- bardzo autobiograficzna
książka to lektura obowiązkowa dla każdego rodzica i miłośnika czeskiej
(lub po prostu dobrej ) prozy.
I tak, humorystyczna, ale i smutna. Społeczeństwo jeszcze (wówczas) nie dojrzało, by widzieć coś NORMALNEGO w sytuacji, że to tata opiekuje się dzieckiem, a mama poświęca się karierze naukowej. Sama mama zresztą zaczyna postrzegać męża jako mało męskiego i wdaje się w romans z kolegą z pracy. Tak jak ta samica konika morskiego...
Jeśli traficie na polskie tłumaczenie, czytajcie. Spoza opisu rozmaitych tragikomicznych przygód (Pepino z głową za piecem) wyłania się wielka miłość do dziecka. I szacunek. Pepino nie bawi się w piaskownicy, on tam pracuje.
Niezłe ilustracje Vladimíra Jiránka.
Początek:
Koniec:
Wyd. PASEKA, Praha 1999 (wydanie IV), 116 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 26 stycznia 2026 roku
Jak wiadomo, lubię kolor róziowy. A tu kubki mi się zasyfiły od osadu herbacianego. Nabyłam wczoraj w Pepco nowy, skoro akuratnie w pasującym (do mnie) kolorze był. Ale pod wieczór naszła mnie chętka na porządki. Mam taki punkt nawet w dziennym regulaminie - ordnung się nazywa i bardzo rzadko się tam pojawia krzyżyk, że niby zrobione tego dnia COŚ. Wczoraj jednak zapytałam AI, jak można taki kubek wyczyścić. No bo to przecież ceramika, musi się dać odskrobać! Jedna z odpowiedzi sugerowała kwasek cytrynowy (to było to prostsze, choć nie najlepsze, rozwiązanie: wsypać łyżeczkę kwasku, zalać wrzątkiem, zostawić na pół godziny). Gdyby ktoś jednak spodziewał się potem efektu ŁAŁ czyli że kwasek wyżre cały osad i zastanę cudownie biały kubek, to jednak nie (a miałam taką małą nadzieję) 😂 Potem to wymagało wysiłku czyli szorowania i jako że mnie w końcu ręka rozbolała, a nawet obie, prawa od trzymania, lewa od czyszczenia, więc coś tam jeszcze bliżej dna zostało, ale już jest lepiej i dziś będzie kontynuacja akcji PUTZEN PUTZEN. Na razie kolekcja moich i tylko moich róziowych kubeczków przedstawia się tak 😂
Przy okazji kubeczka napatoczył mi się też taki oto bambusowy organizer z rączką, który wzięłam z myślą o kuchni, ale w domu zmieniłam zdanie - będzie dobry w pokoju na piloty etc. 😉
Miałam na kolacji koleżanki z fabryki i oprócz sporej porcji plotek wzbogaciłam się o takie dzwoneczki. Jeśli dożyją do wiosny, to je przesadzę do większej doniczki.
Donoszę, iż eksperyment kulinarny pod tytułem zupa cebulowa został wykonany, wspólnymi siłami (ja musiałam pokroić cebulę, bo córka twierdzi, że swoją złamaną ręką nie daje rady).
Przypominam, że według przepisu miała wyglądać tak:
Z czego wniosek, że nie należy się słuchać tak we wszystkim - żadne ZESZKLIĆ, tylko zrumienić cebulę trzeba. Aczkolwiek w smaku było to dobre i wchodzi do repertuaru (zwłaszcza, że wystarczy mieć w domu cebulę czyli to takie awaryjne danie). Zgodnie z radą Józefiny ser do grzanek przyszpiliłam wykałaczkami we frajerze 😂 Kuchnia francuska zakłada dodatek białego wina i zapiekanie w kokilkach* w piekarniku, ale weźcie się... to jest wersja alla polacca i good 🤣 Co się zgadzało z książką? Rzeczywiście wyszło 6 porcji, czyli jadłyśmy 3 dni.
Następna w kolejce jest ta selerowa.
* kokilek nie posiadam i o ile ktoś nie przyniesie do knihobudki, posiadać nie będę 😂
Skoro o knihobudce i rozmaitych łupach, to oto one, jeszcze z zeszłego roku. Jakoś nie potrafiłam się tej latarni oprzeć, mimo że nie jestem maniaczką morza 😁 Zegar też nie z mojej bajki, jakieś prowansalskie klimaty, ale no co. Zawsze przecież mogę wynieść z powrotem! I pewnie tak się skończy, gdy wrócę z kanapą do obecnego "gabinetu", bo on za głośno tyka i nie mogłabym spać chyba.
Josephine Bell nie ma polskiego hasła na Wikipedii, mógłby ktoś się zabrać za przetłumaczenie angielskiej wersji, skoro była w Polsce wydawana. Kiedyś się bawiłam w opracowywanie tam haseł (krakowskich), ale to było wieki temu, wypadłam z rytmu.
Co do tych tłumaczeń, to chyba tylko jeszcze jedna jej rzecz u nas wyszła - Łowca uczuć, z okładki wygląda raczej na romansidło, ale to chyba też kryminał. Autorka była lekarką, pracowała przez lata w szpitalu i część swych powieści kryminalnych osadziła właśnie w tym środowisku. Zresztą nawet w Osaczonej kluczową informację przynosi reprezentantka medycznej profesji.
Książka jest bardzo angielska w stylu, polecam wielbicielom starej Anglii. No, starej... to rok 1959, jeszcze świeże wojenne przejścia. Młode małżeństwo z dzieckiem wynajmuje pokój spokojnej starszej pani, która chętnie zajmuje się ich córeczką w razie potrzeby. Nagle grom z jasnego nieba - lokatorka próbuje się otruć gazem. Wtedy na jaw wychodzi jej przeszłość, pani Trubb okazuje się dzieciobójczynią, która dostała dożywocie, a po 15 latach wyszła na wolność. Jednak Mavis i Red nie wierzą ani w samobójstwo ani w jej winę i rozpoczynają własne śledztwo. Bardzo lekkomyślnie zresztą. Cóż, widocznie nazwisko zobowiązuje (Holmes) 😁
Bardzo porządny kryminał z tymi angielskimi smaczkami i niespodziewanym zakończeniem.
Początek:
Wyd. Iskry, Warszawa 1972, 196 stron
Seria: Klub Srebrnego Klucza
Katalog mówi, że mam 52 sztuki z tej serii (oczywiście, jeśli mu można wierzyć), blog natomiast twierdzi, że przeczytałam 14. To mam co robić na starość 😂
Tytuł oryginalny: Easy Prey
Nie chciało mi się wstać od biurka i sprawdzić w słowniku, co znaczy prey, ale drogą dedukcji (i z kontekstu) doszłam do tego, że to samo, co po włosku preda - i zgadza się! Jednak warto znać języki 😂
Przełożyła: Irena Laskiewicz
Z własnej półki
Przeczytałam 24 stycznia 2026 roku
Urobek filmowy
Planowałam wybrać się w tym tygodniu na comiesięczne wyjście do kina, upatrzony film (Father, Mother, Sister, Brother czy jakoś tak, nowy Jarmusch w każdym razie) był o godz. 18.00, co dla mnie już jest trochę późno - ale opublikowali program na przyszły tydzień i będzie o 16.00, więc przełożyłam wyprawę. Tak więc oglądałam w domowych pieleszach filmy online lub z DVD.
- włosko-szwajcarsko-francuskie Ciało niebieskie (Corpo celeste) z 2011 roku. Obejrzałam online
(z polskimi napisami). Wrażliwa 13-latka wraca z rodziną do rodzinnej
miejscowości w Kalabrii po 10-letnim pobycie we Szwajcarii, więc
przygląda się wszystkim i wszystkiemu naokoło z wielkim zaciekawieniem.
Dysfunkcyjna rodzina, problemy podczas przygotowań do bierzmowania,
dojrzewanie... cały czas bałam się, że ten splot doprowadzi do
tragicznego końca, ale dzieci są silne, silniejsze od dorosłych. 8/10
- grecki Krawiec (Raftis) z 2020 roku, obejrzany na Arte, gdzie film opisany jest następująco: Nikos pracuje i mieszka w zakładzie krawieckim swojego ojca, który
specjalizuje się w szyciu eleganckich garniturów. Kiedy bank grozi
przejęciem pracowni z powodu długów, a ojciec zapada na zdrowiu, Nikos
postanawia działać. Zamiast garniturów na miarę zaczyna szyć niedrogie
suknie ślubne, które sprzedaje z obwoźnego straganu. I po raz pierwszy
się zakochuje.Takie filmy właśnie chciałabym oglądać 😍 Mocne 7/10 i polecam gorąco - nie mówcie, że naiwny!
- brytyjski Panna Marple: Karaibska tajemnica (Miss Marple: A Caribbean Mystery) z 1989 roku. obejrzany online
z francuskimi napisami - zaczęłam z polskimi, ale mnie zirytowały,
francuskie zresztą też nie były idealne. A sama Miss Marple niezła 😁
Książki nie znam i nie mam.
- polski Motylem jestem czyli romans 40-latka, 1976. Obejrzany na YT. Stefciu Karwowski ze swoim Wackiem 😁 Oraz piękna Irena Jarocka 😍
- czeska Hra bez pravidel (polski tytuł: Gra bez reguł), 1967. Obejrzana na You Tube.
Kryminał czarno-biały, bardzo francuski, w stylu film noir. Zaczyna się
sceną napadu na jubilera. Udział bierze trzech rzezimieszków, dwóch
ginie, a policjant, który w obronie własnej zastrzelił jednego z nich,
zostaje wyrzucony z roboty. Pracuje jako taksówkarz, ale ciągle pragnie
rozwiązać zagadkę i odnaleźć skradzione złoto. Mocne 7/10.
- rumuńska komedia Vecina z 2025 roku. Obejrzana online z napisami angielskimi (do wyboru jeszcze były tureckie 😁). Vecina
znaczy po rumuńsku sąsiadka, tu z piekła rodem: nie daje żyć innym w
bloku, bo wymaga absolutnej ciszy, co chwilę wzywa policję, ma ponoć 500
spraw w sądzie. Jeśli sąsiedzi się nie zjednoczą w walce z nią, będą na
przegranej pozycji... Śmieszne jednak to wszystko nie było, humor naprawdę z dolnej półki, jeśli daję
4/10 to i tak zawyżone (sobie przynajmniej posłuchałam rumuńskiego, no i
czytałam te angielskie napisy).
- radziecki Stworzył nas jazz (My iz dżaza), 1983. Obejrzane z niedawno zakupionego DVD z serii KLASYKA KINA RADZIECKIEGO. Akcja w latach 20-tych, młody człowiek zostaje wyrzucony z Technikum Muzycznego za granie burżuazyjnej muzyki, spotyka dwóch wędrownych grajków i namawia ich na stworzenie pierwszego radzieckiego jazzbandu, wbrew wszelkim przeciwnościom. Oglądałam to przez 15 laty, tyle że w oryginale, dałam wtedy 7/10, zostaję przy tej ocenie. Jak by co - jest na YT.
Najnowsze nabytki
Pisałam wcześniej, że trzy. To był reportaż z Hiszpanii i dwa kryminały, które poprzedni właściciel z fantazją posklejał srebrną taśmą 😂 Ale ta Agata Christie wydała mi się rzadkością, więc zatrzymuję.
Potem była cisza, aż tu nagle Dziewczęta z Nowolipek w takim wielkim formacie i z dużą czcionką, więc postanowiłam zamienić moje stare wydanie z 1956 roku, z domu jeszcze. Trochę mi szkoda, bo jest tam wielka pieczęć Ojczastego, ale tu jest też Rajska jabłoń, której nie czytałam. Nawiasem mówiąc, to nowsze wydanie (1995) było nagrodą za pracę w Sklepiku Uczniowskim 😉
No a wczoraj wychodzę po obiedzie na kroki, a tu ktoś całą knihobudkę zapełnił. Przeglądałam na chybcika, bo ręce grabiały, a tu część książek była obłożona (przeważnie w czarny papier!) i musiałam wyciągać z półek i otwierać, żeby zobaczyć, co to. Kischa odniosę z powrotem, bo to nie reportaże, tylko dziennik. Mam tak samo wydanego Szalejącego reportera, też z pieczęcią Ojczastego 😁
Wzięłam jeszcze pierwszy tom dzieł Gałczyńskiego, bo posiadał obwolutę - mam (jeszcze z domu) egzemplarz, ale nawet nie wiedziałam, że pierwotnie obwolutę miał. Tak więc zamierzyłam się jedynie na nią, a książkę odniosę. Z tym, że chciałam teraz sprawę załatwić do końca - a tu Gałczyńskiego nie ma na miejscu, gdzie stał od lat i wiedziałam na pamięć. Zaglądam do katalogu, a tam, że niby ma być na innym regale - ale tam go też nie ma. Ja się potnę normalnie, cały czas porządkuję i cały czas burdel!!! Na wszelki wypadek Gałczyńskiego nie wynoszę, będzie czekał, może się ten mój odnajdzie.
A zdjęcie daję, bo ciekawa dedykacja. Taka dziwna trochę, bo tu wielce szanownej a tu od Staszka, tak familiarnie. No i do znakomitego zbioru książek 😁 Staszek musiał bywać w domu wielce szanownej, skoro o tym wiedział?