niedziela, 25 stycznia 2026

Josephine Bell - Osaczona

Josephine Bell nie ma polskiego hasła na Wikipedii, mógłby ktoś się zabrać za przetłumaczenie angielskiej wersji, skoro była w Polsce wydawana. Kiedyś się bawiłam w opracowywanie tam haseł (krakowskich), ale to było wieki temu, wypadłam z rytmu. 

Co do tych tłumaczeń, to chyba tylko jeszcze jedna jej rzecz u nas wyszła - Łowca uczuć, z okładki wygląda raczej na romansidło, ale to chyba też kryminał. Autorka była lekarką, pracowała przez lata w szpitalu i część swych powieści kryminalnych osadziła właśnie w tym środowisku. Zresztą nawet w Osaczonej kluczową informację przynosi reprezentantka medycznej profesji. 

Książka jest bardzo angielska w stylu, polecam wielbicielom starej Anglii. No, starej... to rok 1959, jeszcze świeże wojenne przejścia. Młode małżeństwo z dzieckiem wynajmuje pokój spokojnej starszej pani, która chętnie zajmuje się ich córeczką w razie potrzeby. Nagle grom z jasnego nieba - lokatorka próbuje się otruć gazem. Wtedy na jaw wychodzi jej przeszłość, pani Trubb okazuje się dzieciobójczynią, która dostała dożywocie, a po 15 latach wyszła na wolność. Jednak Mavis i Red nie wierzą ani w samobójstwo ani w jej winę i rozpoczynają własne śledztwo. Bardzo lekkomyślnie zresztą. Cóż, widocznie nazwisko zobowiązuje (Holmes) 😁 

Bardzo porządny kryminał z tymi angielskimi smaczkami i niespodziewanym zakończeniem.

Początek: 

Wyd. Iskry, Warszawa 1972, 196 stron

Seria: Klub Srebrnego Klucza 

Katalog mówi, że mam 52 sztuki z tej serii (oczywiście, jeśli mu można wierzyć), blog natomiast twierdzi, że przeczytałam 14. To mam co robić na starość 😂 

Tytuł oryginalny: Easy Prey

Nie chciało mi się wstać od biurka i sprawdzić w słowniku, co znaczy prey, ale drogą dedukcji (i z kontekstu) doszłam do tego, że to samo, co po włosku preda - i zgadza się! Jednak warto znać języki 😂 

Przełożyła: Irena Laskiewicz

Z własnej półki

Przeczytałam 24 stycznia 2026 roku 


Urobek filmowy

Planowałam wybrać się w tym tygodniu na comiesięczne wyjście do kina, upatrzony film (Father, Mother, Sister, Brother czy jakoś tak, nowy Jarmusch w każdym razie) był o godz. 18.00, co dla mnie już jest trochę późno - ale opublikowali program na przyszły tydzień i będzie o 16.00, więc przełożyłam wyprawę. Tak więc oglądałam w domowych pieleszach filmy online lub z DVD.

- włosko-szwajcarsko-francuskie Ciało niebieskie (Corpo celeste) z 2011 roku. Obejrzałam online (z polskimi napisami). Wrażliwa 13-latka wraca z rodziną do rodzinnej miejscowości w Kalabrii po 10-letnim pobycie we Szwajcarii, więc przygląda się wszystkim i wszystkiemu naokoło z wielkim zaciekawieniem. Dysfunkcyjna rodzina, problemy podczas przygotowań do bierzmowania, dojrzewanie... cały czas bałam się, że ten splot doprowadzi do tragicznego końca, ale dzieci są silne, silniejsze od dorosłych. 8/10

- grecki Krawiec (Raftis) z 2020 roku, obejrzany na Arte, gdzie film opisany jest następująco: Nikos pracuje i mieszka w zakładzie krawieckim swojego ojca, który specjalizuje się w szyciu eleganckich garniturów. Kiedy bank grozi przejęciem pracowni z powodu długów, a ojciec zapada na zdrowiu, Nikos postanawia działać. Zamiast garniturów na miarę zaczyna szyć niedrogie suknie ślubne, które sprzedaje z obwoźnego straganu. I po raz pierwszy się zakochuje. Takie filmy właśnie chciałabym oglądać 😍 Mocne 7/10 i polecam gorąco - nie mówcie, że naiwny!

- brytyjski Panna Marple: Karaibska tajemnica (Miss Marple: A Caribbean Mystery) z 1989 roku. obejrzany online z francuskimi napisami - zaczęłam z polskimi, ale mnie zirytowały, francuskie zresztą też nie były idealne. A sama Miss Marple niezła 😁 Książki nie znam i nie mam. 

- polski Motylem jestem czyli romans 40-latka, 1976. Obejrzany na YT. Stefciu Karwowski ze swoim Wackiem 😁 Oraz piękna Irena Jarocka 😍

- czeska Hra bez pravidel (polski tytuł: Gra bez reguł), 1967. Obejrzana na You Tube. Kryminał czarno-biały, bardzo francuski, w stylu film noir. Zaczyna się sceną napadu na jubilera. Udział bierze trzech rzezimieszków, dwóch ginie, a policjant, który w obronie własnej zastrzelił jednego z nich, zostaje wyrzucony z roboty. Pracuje jako taksówkarz, ale ciągle pragnie rozwiązać zagadkę i odnaleźć skradzione złoto. Mocne 7/10. 

- rumuńska komedia Vecina z 2025 roku. Obejrzana online z napisami angielskimi (do wyboru jeszcze były tureckie 😁). Vecina znaczy po rumuńsku sąsiadka, tu z piekła rodem: nie daje żyć innym w bloku, bo wymaga absolutnej ciszy, co chwilę wzywa policję, ma ponoć 500 spraw w sądzie. Jeśli sąsiedzi się nie zjednoczą w walce z nią, będą na przegranej pozycji...  Śmieszne jednak to wszystko nie było, humor naprawdę z dolnej półki, jeśli daję 4/10 to i tak zawyżone (sobie przynajmniej posłuchałam rumuńskiego, no i czytałam te angielskie napisy). 

- radziecki Stworzył nas jazz (My iz dżaza), 1983. Obejrzane z niedawno zakupionego DVD z serii KLASYKA KINA RADZIECKIEGO. Akcja w latach 20-tych, młody człowiek zostaje wyrzucony z Technikum Muzycznego za granie burżuazyjnej muzyki, spotyka dwóch wędrownych grajków i namawia ich na stworzenie pierwszego radzieckiego jazzbandu, wbrew wszelkim przeciwnościom. Oglądałam to przez 15 laty, tyle że w oryginale, dałam wtedy 7/10, zostaję przy tej ocenie. Jak by co - jest na YT.

 

Najnowsze nabytki

Pisałam wcześniej, że trzy. To był reportaż z Hiszpanii i dwa kryminały, które poprzedni właściciel z fantazją posklejał srebrną taśmą 😂 Ale ta Agata Christie wydała mi się rzadkością, więc zatrzymuję.

Potem była cisza, aż tu nagle Dziewczęta z Nowolipek w takim wielkim formacie i z dużą czcionką, więc postanowiłam zamienić moje stare wydanie z 1956 roku, z domu jeszcze. Trochę mi szkoda, bo jest tam wielka pieczęć Ojczastego, ale tu jest też Rajska jabłoń, której nie czytałam. Nawiasem mówiąc, to nowsze wydanie (1995) było nagrodą za pracę w Sklepiku Uczniowskim 😉
 

No a wczoraj wychodzę po obiedzie na kroki, a tu ktoś całą knihobudkę zapełnił. Przeglądałam na chybcika, bo ręce grabiały, a tu część książek była obłożona (przeważnie w czarny papier!) i musiałam wyciągać z półek i otwierać, żeby zobaczyć, co to. Kischa odniosę z powrotem, bo to nie reportaże, tylko dziennik. Mam tak samo wydanego Szalejącego reportera, też z pieczęcią Ojczastego 😁

Wzięłam jeszcze pierwszy tom dzieł Gałczyńskiego, bo posiadał obwolutę - mam (jeszcze z domu) egzemplarz, ale nawet nie wiedziałam, że pierwotnie obwolutę miał. Tak więc zamierzyłam się jedynie na nią, a książkę odniosę. Z tym, że chciałam teraz sprawę załatwić do końca - a tu Gałczyńskiego nie ma na miejscu, gdzie stał od lat i wiedziałam na pamięć. Zaglądam do katalogu, a tam, że niby ma być na innym regale - ale tam go też nie ma. Ja się potnę normalnie, cały czas porządkuję i cały czas burdel!!! Na wszelki wypadek Gałczyńskiego nie wynoszę, będzie czekał, może się ten mój odnajdzie.

A zdjęcie daję, bo ciekawa dedykacja. Taka dziwna trochę, bo tu wielce szanownej a tu od Staszka, tak familiarnie. No i do znakomitego zbioru książek 😁 Staszek musiał bywać w domu wielce szanownej, skoro o tym wiedział?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz