Sfatygowany egzemplarz (z budki of course), ale za to z jakże fascynującą treścią! No, może fascynująca to za mocne słowo, niemniej jednak ten szwedzki kryminał bardzo mi się spodobał od samego początku i trzymał do końca - wspominałam chyba, że przeczytałam w jeden dzień, a co się będę odrywać.
Właścicielka domu, który nie jest niby pensjonatem, ale wynajmują w nim pokoje obce osoby, sprzedaje i dom i działkę z chatą, spienięża wszystko - żeby wyjechać i zacząć nowe życie (po otrzymaniu anonimowej kartki ze słowami Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz - po czym zamyka się w łazience, żeby wziąć kąpiel. I... znika. Okna nie było, w drzwiach był klucz od wewnątrz, a Krystyny Vannerman (nie mylić z Wassermann) nie ma. Zaś na drugi dzień Krystyna Vannerman zostaje znaleziona z kulką w czole w drugiej łazience tego domu, też zresztą zamkniętej. Takie buty.
Teraz czytam na Wikipedii, że
The novel Ålkistan (The eel chest) is claimed to be one of the few Swedish examples of a successful answer on the locked room mystery.
Czyli zagadka zamkniętego pokoju. To była powieść wcześniejsza o 3 lata, ale i tu Ekström użył tego myku. W Polsce wydano 5 jego powieści (kryminałów, jak sądzę), niestety nic innego nie posiadam (póki co).
Z racji mojego uwielbienia dla wszelkich planów domów i mieszkań lepiej nie mogło się zacząć 😁
Wyd. Czytelnik, Warszawa 1984, 234 strony
Seria z jamnikiem
Tytuł oryginalny: Elddansen
Przełożyła ze szwedzkiego: Maria Olszańska
Z własnej półki
Przeczytałam 4 lipca 2026 roku
Powiem Wam, że to były dni wyjęte z życiorysu 😁 Człowiek się na tej emeryturze rozleniwił i prowadzi mało intensywny tryb życia, nieprawdaż. A tu nagle nie dość, że podać wszystkie posiłki (a wiecie, co to dla mnie oznacza - stres i zgroza), to jeszcze latać po mieście. I jeszcze konwersować 18 godzin na dobę 🤣
Męczące, ale w sumie fajnie było! I oczywiście inaczej niż zwykle. Żeby nie sięgnąć choćby po jedną stroniczkę przed snem? Niewyobrażalne, a jednak. Zaczynam rozumieć, że są ludzie, którzy tak żyją i czasu na czytanie faktycznie nie mają... Ciekawe jest też i to, że laptop leżał odłogiem (inna sprawa, że jak jest internet w telefonie, no to 😉). Jednak moje dni w Pradze wyglądają inaczej.
A' propos laptop - w poniedziałek pojechałam do serwisu, a tam pan do mnie w te słowa:
- Musi się pani zastanowić, czy chce inwestować w tego dziadka o dwóch kulach czy raczej kupić coś nowego.
No wszystkiego bym się spodziewała! Z rozpędu po powrocie do domu wyciągnęłam jakieś dyski zewnętrzne i przerzuciłam chyba 80 GB starszych zdjęć z Pragi - ale nie żeby większa ilość miejsca coś pomogła.
On mi pokazywał, że przy otwartej JEDNEJ stronie w internecie procesor miał 100% obłożenia. Tak strasznie mi się nie chce bawić w nowy laptop (programy do pościągania, linki etc.), że chyba póki co nie zrobię z tym NIC.
Za to - wyobraźcie sobie - przyjechała Czeszka i nagle telewizor znów widzi wifi! Znaczy przywiozła mi internety 😁 Co prawda na tej czeskiej aplikacji lubi się przycinać, ale jest. Bo ja wcześniej dzwoniłam też do tych od internetu i zapewniono mnie, że skoro inne urządzenia widzą to wifi, to coś jest nie halo po stronie telewizora i żebym sobie zawołała jakiegoś serwisanta. Taaaa, a niby skąd się takiego bierze...
Jako turysta we własnym mieście robiłam fotki 😎 W niektórych miejscach nie byłam ze dwadzieścia lat i fajnie było zajrzeć znowu. Zastanawiam się, co mi broni zwiedzać znów Kraków 🤣
Czeszka powiedziała, że mają takie powiedzenie aleś ty mądry, pewnie spałeś w bibliotece. To w związku z ilością książek w pokoju, gdzie spała 😅 Czy muszę dodawać, że przywiozła mi jeszcze dwie? I że po tych dniach posuchy knihobudkowej skoczyłam w parę miejsc i już zgromadziłam kolejny stos? Niby że tylko do przeczytania.
Czeszka wyjechała z przepisem na ryżankę, bo nic jej tak nie smakowało jak ta najprostsza zupka he he. No, może jeszcze ruskie. Omówiłyśmy sporo fałszywych przyjaciół, już wiedziała, że nie kupujemy czerstwego pieczywa, ale masa słów ją ubawiła. Krakowem zachwycona, nasze kościoły są niesamowite (odkrycie - otwierane ołtarze) i jeszcze te smoki!
Po raz kolejny przekonałam się, że NIE UMIEM ODPOCZYWAĆ, więc zabrałam z budki broszurę Sposób na zmęczenie. Będę studiować.









Tylko czemu "Taniec śmierci", skoro na okładce "Taniec ognia"?
OdpowiedzUsuńCzemu? Temu, że jestem debil... Zaraz poprawię. Ale najlepsze, że jak sprawdzałam oryginalny tytuł, to właśnie widziałam doskonale ten ogień, a nie śmierć.
UsuńOj tam, oj tam, widać od razu, że ta Czeszka nieźle cię wymęczyła :D
UsuńNie zaprzeczę, nie zaprzeczę (dodał rycerz z czarnym mieczem).
UsuńO widzisz, będę miała podobny tydzień, bo wnuk na wakacje do babci przyjeżdża, niby radość, wielka, a stres jest a laptop tyko wieczorami! Ja musiałam kupić telefon...
OdpowiedzUsuńTeraz dopiero zaczynam rozumieć, jak się musiała umęczyć moja mama, gdy mała córka jechała do niej na miesiąc w wakacje! Pewnie, że radość, ale nadążyć za ruchliwym dzieckiem z niespożytymi siłami to nie w kij dmuchał.
UsuńTen mój telefon ma słabiutką już baterię i pewnie na przyszły rok też trzeba będzie pomyśleć o nowym. Przyszło mi teraz do głowy, że może powinnam zacząć na niego odkładać po trochu 😉
Nic nie jest wieczne i trzeba się z tym pogodzić.😉
OdpowiedzUsuńNie chcę 🤣
UsuńO, a ja nie znam tego Ekströma, zaraz się rozejrzę czy gdzieś go nie ma do ściągnięcia😎 Stary kryminał skandynawski - to może być dobre.
OdpowiedzUsuńCzyli wizyta Czeszki udana, to dobrze. A ona młoda, stara? Zwiedzanie miasta z osobą tak dobrze, powiedziałabym FACHOWO go znającą to musi być super sprawa. A że od codziennej rutyny dobrze się czasem oderwać to wiadomo.
Napisz jak córka!
Czeszka nie wiem, ma około 20-letnią córkę.
UsuńFachowo, taaaa. Weź nie kpij. Nic już nie pamiętam.
Stoimy na Skałce przed fontanną ze św. Stanisławem i z Piotrowinem, a ja usiłuję sobie przypomnieć, o co tam biegało. Znaczy pamiętam, że o majątek i że wskrzesił tego rycerza, ale nic dokładniej.
A na wzgórzu Lasoty jeszcze lepiej. Podchodzimy do kościółka i widzimy Czarną Damę (jest na zdjęciu, coś tam kręcili). No to sobie przypomniałam, że niby była taka, ale co robiła? Gdyby nie te internety w telefonie... 😂 I nie Dama, tylko Księżniczka!
Córka nic nie jojczy, więc chyba dobrze 😁 Potańcówka była w parku, wybrała się zobaczyć - twierdzi, że same stare baby i poubierały się jak do kościoła 🤣 No, a jak się miały ubrać na tańce, wiadomo, że elegancko 😛
Czarna Dama? Ja tylko o Białej Damie słyszałam, ale może to wina Waszego powietrza? Zakurzyła się 🤔🤪
UsuńHej no! Nie powinna, boć ona z czasów, gdy się jeszcze tak nie kurzyło... ale z drugiej strony, skoro pilnuje skarbów pod ziemią, to miała prawo się wysmolić 🤣
UsuńCzyli wizyta dala Ci wiecej niz tylko towarzystwo kolezanki.
OdpowiedzUsuńGosc w domu to wlasnie to - zmiana zwyczajow, dziennej rutyny a ze brak czasu na laptop to dla mnie nic bo nawet na codzien staram sie nie byc od niego uzalezniona. Bardziej mnie wtedy boli brak czau na czytanie ksiazki.
Kiedys bedziesz zmuszona do kupna nowego laptopu i wtedy zobaczysz roznice.
Zmiana rutyny na 100%, jasne.
UsuńNiby się staram za dużo nie siedzieć na laptopie, ale tyle rzeczy i spraw jest od niego uzależnionych.
A co do nowego - tak, na początku będzie śmigał, a potem znowu zrobi się z niego stary dziadek.
:-))))
OdpowiedzUsuńpowiem ci zdjęcia piękne, serio.
oraz Kraków jest piękny, o wiele piękniejszy od Pragi. serio serio.
no i ja bym był non stop w Zakopanem poza sezonem, gdybym mieszkała w Krakowie.
powiedzenie z biblioteka świetne.
Kraków piękniejszy do Pragi, no weź!
UsuńPrzecież go nazywają "małą Pragą"... to chyba, ze masz na myśli, iż kompaktowy= lepszy, bo łatwiejszy do ogarnięcia 😎
Ale widzisz - dobrze wybieram: najpierw byłam zakręcona na punkcie Krakowa, potem Wenecji, teraz Pragi. Same piękne miasta.
Do Zakopca autobusem, a jakże, już lecę. I stać na Zakopiance. A w ogóle czy w Zakopanem jest kiedykolwiek po sezonie?
zdecydowanie piękniejszy jest od Pragi i sama się weź, a nawet wieś :-))
Usuńtego nie wiem ale bym tam wiecznie siedziała.
Tak myślisz, bo nie siedzisz 😉
UsuńA ten Smoku
OdpowiedzUsuńTo przy aparacie fotograficznym stoi?
Nie, to jest Smok Geodeta 😁
UsuńPrzeraziłam się, że będąc z dziećmi w Krakowie przeoczyliśmy SMOKI, ale uff one są dopiero od 2023. Bo w Kato beboki zaliczyliśmy😁
OdpowiedzUsuńO bebokach nie słyszałam do tej pory, może by tak kiedyś do Katowic...
UsuńKrakowskie smoki postanowiłam wszystkie odwiedzić.
A w olsztyńskim stwie mieszkają Mummle...
OdpowiedzUsuńCoraz więcej miast stawia na taką atrakcję turystyczną.
UsuńNic nie moze wiecznie trwać.
OdpowiedzUsuńAle dlaczego 😢😢
UsuńNie do Zakopanego tylko do Szczawnicy🙂 Byłaś? Aż mnie skręca z tęsknoty, ale dopiero POTEM uda się pojechać. Przynajmniej taką mam nadzieję. Zaś Kraków mam w sercu, bo jak babcia mówiła - "gdzie się kto ulągnie tam ciągnie"
OdpowiedzUsuńOtóż nie, nie byłam 😉 Wiem, rozumiem, trzymam kciuki.
UsuńFajne powiedzenie!