czwartek, 3 stycznia 2013

Czingiz Ajtmatow - Dżamila

Taki drobiazg wydany w serii z jednorożcem.

Dżamila to piękny portret młodej niezależnej duchem kobiety, wtłoczonej w ramy tradycyjnego życia w aule kirgiskim.
Narrację prowadzi młody Sejt, 15-letni zaledwie chłopak, który staje się świadkiem rodzenia się miłości między Dżamilą, jego bratową, a przybłędą Danijarem, który niedawno pojawił się w aule, opustoszałym z mężczyzn po ich odjeździe na front - akcja powieści toczy się bowiem w trzecim roku wojny. Już nauczyłam się przeliczać te lata wedle radzieckich standardów - mamy więc rok 1943. Mąż Dżamili, poślubiony zaledwie cztery miesiące wcześniej, też ruszył na wojnę. Każde ręce potrzebne są do pracy w kołchozie, więc i Dżamila musi wozić zboże na stację, razem z Danijarem i młodym Sejtem, zabranym ze szkoły. Dziewczyna świetnie sobie z tym radzi, bowiem zna się na koniach, jest córką hodowcy. W chwili zamążpójścia stała się też nadzieją swej nowej rodziny, na której czele stoi stara już matka Sejta, kapłanka rodzinnego ogniska - w Dżamili wszyscy upatrują spadkobierczyni najcenniejszych cnót i wartości kirgiskiego domu: jest pracowita, zręczna, niezmordowana, piękna, postawna, a przy tym uparta i samodzielna, mówi zawsze prawdę w oczy, choć nie skąpi starszym szacunku, jak przystało młodej mężatce.

Danijar jest jej przeciwieństwem, nijaki, nieśmiały, skryty, sierota pozbawiony bliskich, właśnie wrócił ranny z frontu do wioski, z której się wywodził, choć większą część swego młodego jeszcze życia spędził gdzieś w kazachskim stepie.
Tułpar zza siódmej góry, zza siódmej rzeki odnajdzie swoje stado. Któż nie ceni swej ojczyzny, nie kocha rodaków! Zuch, że wrócił.
Ten Tułpar - rumak z baśni kirgiskich - skojarzył mi się z oglądanym kiedyś filmem Tulpan, gdzie młody żołnierz wraca do rodzinnego Kazachstanu po odbytej służbie wojskowej i chce się ożenić. Ale Tulpan to było imię jego wybranki, a nie konia :)

I dopiero, gdy któregoś wieczoru nasza trójka wraca ze stacji, sprowokowany przez Dżamilę Danijar zaczyna śpiewać - dziewczyna zwraca na niego uwagę. W tym śpiewie odzwierciedla się cała jego miłość do ojczystej ziemi.
Słuchałem Danijara zamknąwszy oczy, i zjawiały mi się w wyobraźni znane, bliskie obrazy z dzieciństwa: wysoko nad jurtami przepływały stada delikatnych wiosennych szaroniebieskich obłoków; po dudniącej ziemi z tętentem i rżeniem przelatywały tabuny na letnie wypasy, a młode źrebięta z nie ostrzyżonymi grzywami i czarnym dzikim błyskiem w oczach, dumne i rozhukane, krążyły wokół swych matek; spokojną lawą spływały po wzgórzach kierdele owiec; nagle ze skalnego urwiska wytryskiwał strumień, oślepiając oczy bielą spienionego wodospadu; w stepie za rzeką słońce powoli opuszczało się w zarośla i samotny daleki jeździec na tle ognistej aureoli horyzontu jak gdyby gonił je - tylko mu ręką sięgnąć do słońca - a potem także tonął w zaroślach i zmroku.

Takie to były pieśni Danijara. Obudziły w Dżamili nieznane jej dotąd tęsknoty i między obojgiem wybuchła miłość. Miłość zakazana, wszak mąż dziewczyny był na wojnie. Jedynym jej świadkiem był młody Sejt, który zapragnął uwiecznić oboje na obrazie - on, nie mający jeszcze pojęcia o rysowaniu, poczuł przypływ natchnienia i powołania, które doprowadziło go do zostania w przyszłości artystą.
A jak skończyła się historia nieszczęśliwej miłości Dżamili i Danijara? Tego już nie powiem, przekonajcie się sami :)

Dla dodatkowej zachęty do czytania Czingiza Ajtmatowa dorzucę jeszcze, że jego powieści to prawdziwy hymn na cześć Kirgizji, jej wspaniałej przyrody - ten step jak ze snu - i tradycji, ale połączonych z nowoczesnością.

Wspaniałe ilustracje Jana Marcina Szancera podkreślają urok powieści.

Warto może dodać, że brak w tej edycji przypisów dla wyjaśnienia pewnych kirgiskich terminów - całe szczęście, że wcześniej przeczytałam Pierwszego nauczyciela i wiedziałam stamtąd, co to kiziak na przykład. Często autor używa określenia dżygit, pada też słowo sopka. Oczywiście znamy walc Na sopkach Mandżurii, ale czyśmy się kiedyś zastanawiali, co to właściwie znaczy? Przydało mi się też śledztwo przeprowadzone niedawno w sprawie trójkątnych listów, taki właśnie list przychodzi do domu od męża Dżamili.

Wydawnictwo: PIW 1960, seria z jednorożcem, 91 stron
Tłumaczenie: Krystyna Latoniowa
Z biblioteki na Rajskiej
Przeczytałam 3 stycznia 2013.



Cykl: Cracoviana na mojej półce, odc.2

Dziś krakowskie Katalogi Zabytków Sztuki. Przechodzę z kuchni do pokoju, gdzie koło okna znajduje się regalik zabudowany niskimi półkami, specjalnie dla pomieszczenia większej ilości małych formatów.

Nie mam pierwszej części czyli Wawelu :( Nawiasem mówiąc jako jedyny występuje on w barwie bordowej - reszta, jak widać poniżej, jest niebieska.
Seria nie wymaga chyba specjalnego opisu. Dostarcza wiadomości historycznych i historyczno-sztucznych na temat omawianych budowli. Zawiera plany kościołów i klasztorów, dokładne spisy zabytkowego wyposażenia i mnóstwo czarno-białych ilustracji. Wydawana jest przez Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk od lat siedemdziesiątych (Wawel wyszedł jeszcze w 1965). To owoc wielkiej pracy inwentaryzacyjnej na terenie Krakowa. Ostatni ukazał się tom obejmujący mury obronne i zabudowę Rynku - w 2005 roku. Kibicuję uczonym, żeby doczekać się za życia jeszcze paru kolejnych woluminów!








środa, 2 stycznia 2013

Czingiz Ajtmatow - Pierwszy nauczyciel. Żurawie przyleciały wcześnie

Zaczęłam moją znajomość z Czingizem Ajtmatowem od tej właśnie książki z prozaicznego powodu - bo zbliża się termin oddania jej do biblioteki :)
Ale też chciałam porównać oryginał literacki ze scenariuszem filmowym - bo film według tej drugiej powieści oglądałam wcześniej - tu zapis.
Tradycyjnie notka z okładki:
Wydawca zaopatrzył też książkę w krótkie posłowie na temat autora:
oraz przedstawianych powieści:
Pierwszy nauczyciel
Żurawie przyleciały wcześnie

Cóż więc mogę dodać? Może napiszę o tym, jak mi się te powieści czytało. Otóż bardzo dobrze. Ajtmatow pisze prostym językiem o prostych sprawach, a prawdziwy kunszt rozwija w opisach przyrody. Widać wrażliwość kirgiskich ludzi na otaczającą ich naturę, ich zespolenie z przyrodą, odczuwanie zmian pogody, wpływu natury na ludzkie życie.
Oto jak opisuje bohaterka Pierwszego nauczyciela swą drogę po kiziak czyli suchy nawóz, wykorzystywany w Kirgizji na opał, czynność najzupełniej prozaiczną:
Słońce chyliło się już ku szczytom gór, ale mnie się zdawało, że nie skrywa się jeszcze, bo chce napatrzeć się na mnie. Upiększało mi drogę - pożółkła jesienią ziemia ścieliła się pod moimi stopami w purpurowych, różowych i fioletowych barwach. Migające płomyki przebiegały po miotełkach suchych traw. Słońce płonęło na posrebrzanych guzikach mojego upstrzonego łatami beszmetu [pikowany kaftan]. A ja wciąż biegłam naprzód.

Tak to widzi młoda, niepiśmienna nawet sierota Ałtynaj, przed którą drogę do wiedzy otworzy nauczyciel przybyły do kirgiskiego aułu (zwanego tu uparcie aiłem), komsomolec Diujszen. Sam niewiele umie, ale pragnie podzielić się swymi skromnymi wiadomościami z dziećmi z wioski, która nigdy nauczyciela nie widziała. Mieszkańcy w większości są przeciwni nauce swych dzieci, bo przecież całe ich pokolenia były pasterzami, rolnikami i żadna nauka nie była im potrzebna. Z nieufnością patrzą na to, jak Diujszen przystosowuje starą stajnię na wzgórzu na potrzeby szkoły, śmieją się, gdy na własnych plecach przenosi dzieci przez lodowatą wodę w strumieniu na drodze do szkoły... a dzieci? Dzieci naturalnie przywiązują się do swego nauczyciela, zaś najbardziej z nich wszystkich jest mu oddana właśnie Ałtynaj, może dlatego, że chciałaby widzieć w nim brata, którego nie ma... a może jest coś więcej.
Jednak 15-letnia dziewczyna gotowa jest do wyjścia za mąż, wedle odwiecznych zwyczajów kirgiskich, toteż opiekująca się nią ciotka sprzedaje ją jako drugą żonę jakiemuś staremu capowi żyjącemu koczowniczo w jurcie w górach. Na nic zdaje się obrona Diujszena - nauczyciel zostaje pobity, a dziewczyna zabrana i wkrótce uczyniona kobietą. Gdy rozmyśla nad sposobem ucieczki, zostaje wyzwolona przez milicjantów przybyłych pod wodzą Diujszena i wysłana na dalszą naukę do miasta. Z czasem zostaje naukowcem, ale ciągle myśli o swoim pierwszym nauczycielu. Czy spotkają się jeszcze?
Oczywiście można się podśmiewać, że to taka propaganda radziecka, heroiczna postać komsomolca i przykład biednej dziewczyny, która tylko dzięki władzy radzieckiej zyskała sukces w życiu, ba! nawet mamy liryczną scenę żalu po śmierci Lenina... ale - tak przecież naprawdę było. Pozycja kobiety w Kirgizji była żadna i historia Ałtynaj skończyłaby się w tej zakazanej jurcie, gdzie spędziłaby resztę życia na usługiwaniu panu i władcy i rodzeniu dzieci...

Wydawnictwo: Iskry Warszawa - Raduga Moskwa 1985, 254 strony. Seria Biblioteka młodych.
Tłumaczenie:
Krystyna Latoniowa - Pierwszy nauczyciel
Marta Okołów-Podhprska - Żurawie przyleciały wcześnie
Z biblioteki na Królewskiej
Przeczytałam 2 stycznia 2013.



CYKL: CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, odc.1
Za namową Montgomerry postanowiłam zaprezentować swoje zbiory cracovianów. Nie tyle po to, by się chwalić - są tacy, co mają więcej i lepszych - co, aby ewentualnie podrzucić pomysły lekturowe czy zakupowe zainteresowanym.
Zastanawiałam się, jak to zrobić. Etykieta cracoviana w moim ciągle nieukończonym katalogu pokazuje 566 pozycji :) Część z nich co prawda to na przykład powieści z akcją umieszczoną w Krakowie, no ale to też może być interesujące...
Wymyśliłam, że jeśli raz w tygodniu będę prezentować około dziesiątki książek z tego działu, to po roku będę prawie wyrobiona :)
Wybaczcie, że nie będę tworzyć osobnych postów z tym tytułem. Zasadą, której się mocno trzymam od samego początku blogu, jest: jeden post - jedna przeczytana książka. Ale opatrzę dany post dodatkową etykietą CRACOVIANA NA MOJEJ PÓŁCE, więc będzie łatwo wyszukiwalny.
No to w imię Boże, zaczynamy!

Pierwsze i do tej pory główne miejsce na cracoviana w moim domu to trzy regały w... kuchni. Kuchnia powstała z połączenia właściwego pomieszczenia kuchennego i małego pokoiku obok. W ten sposób pośrodku znalazło się miejsce na stół z krzesłami, czyli mebel, którego mi najbardziej brakowało w domu rodzinnym (od nowomodnych lat siedemdziesiątych jadło się skurczonym przy ławie).
Stołu na zdjęciu nie widać, ale też i nie on jest tu ważny. Regały stanęły obok biurka - najważniejszego mebla w domu :) przy tym biurku spędziłam połowę swego życia - dopiero od niedawna więcej czasu spędzam w łóżku. Biurko mieści się po prawej stronie, zajmuje ścianę podokienną, a przy nim stoi fotelik thonetowski, ten już częściowo widoczny. Takież thonetowskie krzesła stoją wokół stołu, a moją ambicją było, żeby każde było inne - co nie przysporzyło trudności w realizacji, bowiem kupowałam je na raty, w jednym roku pierwsze (obok stały plastikowe, ogrodowe), w następnym drugie, aż doszłam do czterech i wystarczy :)
Na regałach kuchennych stanęły oczywiście książki kucharskie (teraz zepchnięte do parteru) i z czasem właśnie cracoviana. Zaczęło się kilkanaście lat temu...

Pierwsza półka:
I chyba właśnie od Dziejów Krakowa. Jest to 6-tomowa seria Wydawnictwa Literackiego.
Nie wychodziły one po kolei. Pierwszy tom wyszedł w 1992 roku, drugi w 1984, trzeci w 1979. Czyli to od trzeciego tak naprawdę wszystko się zaczęło.
Czwarty i piąty przegapiłam, a szósty opublikowano w 2004.
Właśnie te tomy przeze mnie przegapione chodzą po astronomicznych cenach na allegro. Za to na przykład pierwszy tom można trafić i za 15 zł.
Autorzy są różni: Jerzy Wyrozumski (1), Janina Bieniarzówna i Jan M.Małecki (2 i 3), Andrzej Chwalba (5,6). Tego ostatniego chwalą wszyscy najbardziej: czyta się jak powieść. Może to też i dlatego, że czasy nam najbliższe, a średniowiecze - niekoniecznie... w każdym razie tom 1 jest nudną piłą, od razu ostrzegam :)

Tom 4 obejmował lata 1918-1939, a piąty okres II wojny światowej.



Jerzy Banach - Dawne widoki Krakowa
Półalbumowe omówienie dawnych map i obrazów miasta. Wydawnictwo Literackie 1983 (drugie wydanie), stron 200.



Jerzy Banach - Kraków malowniczy. O albumach z widokami miasta w XIX wieku
Podobnie wydane, bogato ilustrowane. Wydawnictwo Literackie 1980, stron 208
Niestety kupione bez obwoluty.



Tadeusz Dobrowolski - Sztuka Krakowa
Kompendium wiedzy na ten temat.
Stare wydanie z 1950 roku, ale wydaje mi się, że widziałam i wydania współczesne. Stron 477.



Krakow, jego dzieje i sztuka - praca zbiorowa
Gigantyczny tom. Wydawnictwo Arkady Warszawa 1965, 585 stron. Wśród autorów: Adam Bochnak, Józef Demel.



Tadeusz Chrzanowski, Marian Kornecki - Sztuka ziemi krakowskiej
Wydawnictwo Literackie 1982, 743 strony.



Wanda Mossakowska, Anna Zeńczak - Kraków na starej fotografii
Wydawnictwo Literackie 1984, 224 strony. Bardzo cenne objaśnienia przy zdjęciach.



Antonina Jelicz - Życie codzienne w średniowiecznym Krakowie
Jedna z całej serii pozycji na ten temat (życia codziennego w...), wyczerpująco omawiająca wszelkie aspekty życia zarówno prywatnego jak i publicznego; a przy tym świetnie się czyta. PIW 1966, 204 strony.



Kronika Krakowa
Też wydawnictwo z całej serii kronik. Bardzo lubię przeglądać, bo bogata ikonografia. Wydawnictwo KRONIKA Warszawa 1996, 527 stron.