Zabrałam do pociągu dalszy ciąg wspomnień Szancera. Ve vlaku co prawda do niego nie zajrzałam, ale jakoś udało mi się na nim skoncentrować w weekend u rodziców i przeczytałam. Co odnotowuję jako duży sukces, bo mi czytanie ostatnio nie po drodze. A teraz myślę, co następne. I nie wiem.
Na skrzydełku podsumowano:
A na drugim fragment recenzji z Życia Warszawy:
Następne rozdziały już nie powstały...
Czyli wspomnienia urwały się z końcem lat sześćdziesiątych. A w 1973 ich autor zmarł. Żona przeżyła go o 35 lat. Na stronie Filmu Polskiego znalazłam informację o ich córce Małgorzacie, która ukończyła szkołę filmową w Łodzi i zdążyła jeszcze wystąpić w Panience z okienka, a potem cisza. I tak się zastanawiałam, co poszło nie tak, że zrezygnowała z kariery aktorskiej... a tymczasem Teatr cudów mi to wyjaśnił - wyszła za mąż za francuskiego literata i wyemigrowała.
Co poza tym we wspomnieniach? Wszystkiego po trochu, tak jak to wyliczono na skrzydełku. Interesujący rozdział o raczkowaniu telewizji, kiedy to wielkim nakładem sił przygotowywano program dla... kilku telewizorów na mieście :) Dużo wrażeń z podróży, te zawsze ciekawe, gdy o nich opowiadają artyści, obdarzeni przecież szczególną wrażliwością i specyficznym spojrzeniem.
Wstęp:
Początek:
Koniec:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1972, wyd. II, 224 strony
Z własnej półki
Przeczytałam 19 lipca 2015 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Zlikwidowałam kolejny punkt z listy allegro:
Ale nie na długo, bo okazało się, że w tym samym wydawnictwie (Zakamycze) wyszły też wspomnienia Stefana Grzybowskiego (dawno temu, w 1999 roku), więc trzeba je upolować.
Ten zakup przypłaciłam małym globusem, albowiem rano kupiłam, a po pracy pojechałam, z przesiadkami, odebrać - w ten zasmarkany upał! No ale zrobiłam interes, bo zapłaciłam 40 zł, a normalnie chodzi coś po 65... a życie przywróciło mi w domu smoothie.
Zdaje się nie wspominałam, że odkryłam w kredensie blender, pochodzący jeszcze z zakupów, czynionych obsesyjnie przez jedną moją ciocię za czasów PRL. Mój brat odziedziczył po niej mieszkanie (właściwie po babci, która zmarła wcześniej, ale ciocia miała tam dożywocie) i było sprzątania, że hej. No ale jakoś wtedy dostał się ten blender z kolei w zakamarki mojej kuchni i teraz przydaje się jak diabli, doceniam pożytki płynące ze smoothies i produkuję je codziennie, też właściwie obsesyjnie :) Mam nadzieję, że dieta, która mnie czeka po operacji, dopuszcza takie cymesy :)
OGLĄDAM...
Jeden film raptem, ale za to dobry.
BIAŁY BALONIK (Badkonake sefid), irańskiego reżysera Jafara Panahi, z 1995 roku.
Historia o tym, jak pewna mała dziewczynka zapragnęła złotej rybki na Nowy Rok i jak pokonała - z pomocą wielu ludzi - rozmaite trudności, by tę rybkę zdobyć. Urocze. A praca reżysera z małą aktorką genialna.
Na YT w całości z angielskimi napisami; w takiej właśnie wersji oglądałam, na szczęście język jest prosty :)
Polecam!
poniedziałek, 20 lipca 2015
czwartek, 16 lipca 2015
Daria Doncowa - Monstry iz choroszej siemi
Uff... wreszcie skończyłam. No nie mam zacięcia do lektury w ostatnich dniach. Dzisiaj rano długo się przyglądałam regałom w poszukiwaniu czegoś nęcącego, do zabrania ze sobą w podróż... w końcu zdecydowałam się na drugi tom wspomnień Szancera. Może mi szybciej pójdzie :)
Wydanie w twardej lakierowanej oprawie, z tej półki:
Na okładce napisano...
że Wiola Tarakanowa po raz kolejny wpakowała się w kryminalną historię, która dostarczyła jej tematu na nową powieść.
Tytuł oznacza POTWORY Z DOBREJ RODZINY. Te potwory to tym razem nie tyle negatywni bohaterowie wydarzeń, co niejakie knakkery. W luksusowych delikatesach natrętna sprzedawczyni wtryniła Wiłce pudło z knakkerami jako ostatnim hitem. Głupio było zapytać, co to jest mianowicie. W domu okazało się, że to dziesięć dziwnych zwierzątek, podobnych do małych szczeniaczków, ale... latających :) Sprzedawczyni powiedziała potem, że knakkery to rodzaj egzotycznych ogórków, a co tak naprawdę znalazło się w pudle, nie wiedziała. W ogrodzie zoologicznym o takich żywotnych nie słyszano i Wiłkę zbyto. Cóż pozostaje - trzeba je chować. Ciekawam, co będzie z nimi dalej.
Tymczasem kariera Leninida jako aktora rozwija się w szybkim tempie, ma wiele miłośniczek swego hm talentu, co nawet przydaje się Wiłce w jej skomplikowanych sprawach :) W domu jest remont i całe dwie rodziny: Wiłki i Tomoczki, wynajęły na ten czas luksusową willę, tzw. inteligentny dom, sterowany komputerem. Nie trzeba chyba wspominać, że życie w takim budynku jest wyjątkowo skomplikowane i staje się źródłem wielu zabawnych wydarzeń. Oleg jak zwykle na końcu pomaga rozszyfrować kryminalną zagadkę i życie toczy się dalej :)
Początek:
Koniec:
Wyd. EKSMO Moskwa 2006, 374 strony
Tytuł oryginalny: Монстры из хорошей семьи
Z własnej półki
Przeczytałam 15 lipca 2015 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Wreszcie udało się upolować Spacerownik krakowski, ten pierwszy. Jakoś rzadko pojawia się na allegro, w przeciwieństwie do drugiej części.
Zapłaciłam 21 zł, a więc poniżej ceny sklepowej, a za przesyłkę poleconą 3,94 zł w In-Post :) Ostatnio korzystam tylko z tej opcji, jeśli sprzedawca ją udostępnia, bo odkryłam, że In-Post ma punkt na moim osiedlu, czynny do 18.00. Jest to naprawdę najtańsza opcja przesyłki.
OGLĄDAM...
Obejrzałyśmy razem z córką dwa pierwsze hity z listy TOP 250 (z 2011 roku) z portalu IMDB:
1/ SKAZANI NA SHAWSHANK, reż. Frank Darabont, 1994
2/ OJCIEC CHRZESTNY, reż. Francis Ford Coppola, 1972
Wygospodarowałam prawie dwie godziny na kolejny film w reż. Yasujirô Ozu - BRACIA I SIOSTRY Z RODZINY TODA (Todake no kyodai), 1941
Rodzina Toda zbiera się na uroczystości urodzin seniora rodu w przestronnym domu rodzinnym. Część dzieci ma już własne rodziny. Jedynie córka Setsuko i syn Shojiro mieszkają razem z rodzicami. Niestety wraz ze śmiercią głowy rodu wychodzi na jaw jego bankructwo. Po sprzedaży domu matka i Setsuko zmuszone są do zamieszkania u najstarszego syna.
W pociągu obejrzałam włoską komedię CI VEDIAMO DOMANI (Widzimy się jutro) w reż. Andrea Zaccariello, 2013 - o nieszczęśniku, którego wszystkie interesy kończą się klapą. Opuszczony przez rodzinę, zadłużony po uszy, postanawia otworzyć zakład pogrzebowy w małej wiosce w Apulii, słynnej z najstarszych we Włoszech mieszkańców...
A siedząc przy łóżku mamy zapoznałam się z rosyjskim filmem KADRYL (Kадриль) z 1999 roku, kolejnym w filmografii Stanisława Liubszina:
Ale takie oglądanie w pociągu czy u mamy (na małym odtwarzaczu) to mnie już nie satysfakcjonuje, odkąd mam projektor i duży ekran...
Z DAWNYCH LAT...
Dalej, dyżurując przy łóżku mamy przejrzałam część korespondencji z dawnych czasów, pilnie przechowywanej w sekretarzyku. I odkryłam skarb! Mianowicie zachował się list od ruskiego malczika - wspominałam kiedyś, że w szkole nam zaproponowano korespondencję z rówieśnikami ze Związku Radzieckiego. Okazało się, że pamięć mnie zwiodła - to nie były dzieci z Winnicy, z którą moje miasteczko było zaprzyjaźnione - tak mi się wydawało - a teraz patrzę i na kopercie jest miasto Jałutorowsk, w obwodzie tiumeńskim, już w Azji. List przyszedł do nas do szkoły przez Pałac Kultury :)
Ciućma jedna, wyrwałam kiedyś znaczek :(
Córka mnie namawia, żeby poszukać chłopaka na fejsie :)
Na pewno mam gdzieś jego zdjęcie, ale gdzie?
piątek, 10 lipca 2015
Antoni Czechow - Syrena
I tak dojechałam do końca - serialu CZECHOW I CO i mojej przygody z opowiadaniami Czechowa. To znaczy: została ich cała masa nieprzeczytanych, ale to już langsam langsam kiedyś tam. Tymczasem Syrena zamyka serię trzydziestu ekranizacji w wykonaniu aktorów MCHAT-u.
Sesja zjazdu sędziów pokoju też już się skończyła, jednak panowie jeszcze siedzą w sali konferencyjnej, niecierpliwie przebierając nogami w oczekiwaniu na możliwość udania się na obiad - ale to dopiero, gdy przewodniczący zjazdu skończy formułować na piśmie swoje votum separatum do jednej ze spraw. Sekretarz Żylin zaczyna opowieści o tym, kiedy najlepiej siadać do stołu, wygłaszając przy tym znamienną opinię, że "filozofowie i uczeni to w sprawach gastronomicznych ostatnie niedołęgi i gorzej od nich, z przeproszeniem, nie żrą nawet świnie"...
Wyższość kaczki lub bekasa nad pieczoną gąską, zapach skwierczącej na tłuszczu cebulki, spotniała karafka z wódeczką, pierwszy kieliszek... a tymczasem przewodniczący psuje już drugi arkusz papieru. Trzeba mówić ciszej. Żylin zniża więc głos i opowiada o najlepszej zakąsce, jaką jest śledź. Albo rydzyki solone. Albo rzodkieweczka z solą. Duszone białe grzybki. Przewodniczący psuje trzeci arkusz. Teraz kulebiak, z nadzieniem tłustym, soczystym. Kapuśniak gorący, ognisty. Czwarty arkusz. Bulion na dróbkach i cynaderkach. Smażony karaś w śmietanie, wcześniej trzymany żywy w mleku przez całą dobę. Piąty arkusz...
Z tomu piątego Dzieł Czechowa:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 303-310
Tytuł oryginalny: Sirena /Сирена
Przełożył: Jerzy Pomianowski
Z własnej półki
Przeczytałam 6 lipca 2015 roku
Ostatnia część ostatniego odcinka (od 29 minuty):
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
środa, 8 lipca 2015
Antoni Czechow - Pasażer pierwszej klasy
Oderwałam się od Doncowej, która i tak leży odłogiem, bo coś nie mogłam się skupić na lekturze będąc u rodziców - Ojczasty w tym czasie czytał coś Boya, nie wiem, co, bo brzydziłam się wziąć do ręki - książka uległa lata temu zalaniu przy podlewaniu stojącej obok paprotki - ja bym już dawno ją wyrzuciła, ale tam się nic nie wyrzuca, wiadomo :) no ale tak wpadło mi do głowy, że powinnam przeczytać Słówka, przejrzałam jakoweś dzieła Boya stojące na wiekowym regale w pokoju Ojczastego, jednak Słówek akurat tam nie znalazłam i tak sobie myślę, czy ja czasem ich do siebie nie zabrałam i nie ukryłam w jakimś drugim rzędzie :) Katalog (ha ha, a co, ma się katalog)co prawda nie wykazuje, ale też nie jest kompletny.
To na przyszłość, a tymczasem chciałam skończyć z Czechowem w związku z oglądanym serialem, więc odszukałam dwa ostatnie opowiadania - odcinek co prawda zawiera trzy, ale MIEST ŻENSZCZINY (czyli jak domniemywam ZEMSTA KOBIETY) nie została zlokalizowana w żadnym z jedenastu tomów :(
Pasażer pierwszej klasy to inżynier Krykunow. Oddał życie pracy na niwie, zbudował dwadzieścia wspaniałych mostów - ale sławy się nie doczekał, w przeciwieństwie do swej przyjaciółeczki, marnej artystki. I o tym snuje opowieść przygodnemu towarzyszowi podróży...
Z tomu czwartego DZIEŁ Czechowa:
Myślałam, że ekranizacji nie wstawię, a tymczasem niespodzianka - ktoś zaopatrzył wczoraj YT we wszystkie odcinki serialu CZECHOW I CO :)
Jest więc i odcinek dziesiąty:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 290-298
Tytuł oryginalny: Pasażir pierwogo kłassa /Пассажир 1-го класса
Przełożył: Jerzy Pomianowski
Z własnej półki
Przeczytałam 6 lipca 2015 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Za niczym się teraz nie rozglądam, ale przyszedł z allegro wcześniejszy zakup:
To rzecz o rzeźbiarzu Ludwiku Pugecie, zgrabnie wydana przez Wydawnictwo Literackie w 1972 roku. Cała złotówka (plus 3,94 za in-post). Może zabiorę ze sobą w podróż w piątek...
OGLĄDAM, W ZESZŁYM TYGODNIU, W TYM TYGODNIU
Wszystko w zawieszeniu. To, że jestem w domu cztery dni w tygodniu, nie pomaga, bo nie mam głowy do zrobienia planu i wypełniania go. Obejrzałam kolejny polski film z 1955 roku - SPRAWA KAPITANA MARESZA w reż. Leonarda Buczkowskiego:
Uczestnik walk dywizjonów polskich w Wielkiej Brytanii wraca po wojnie na łono ojczyzny i podejmuje pracę w Polskich Liniach Lotniczych "Lot". Kocha się w Mary, żonie dawnego kolegi z RAF-u, obecnie również pilota linii krajowych. Coraz bardziej też ciąży mu znajomość z niejakim Surowcem, który po zakończeniu wojny zajął się rozmaitymi ciemnymi interesami i pokątnym handlem walutą. Wkrótce w wypadku ginie mąż Mary i Maresz staje przed poważnym dylematem. Ukochana kobieta proponuje mu wspólny wyjazd do Anglii. Jechać, czy zostać?
I kolejny japoński w reż. Yasujirô Ozu - SHUKUJO WA NANI O WASURETA KA (cokolwiek to znaczy, angielski tytuł brzmi WHAT DID THE LADY FORGET) z 1937 roku - wreszcie dźwiękowy!
Na YT w całości:
oraz parę przypadkowych:
1/ MAGICAL GIRL- z 2014 roku, okrzyczany objawieniem kina hiszpańskiego
2/ OSTATNIA MIŁOŚĆ PANA MORGANA, niestety zawiodłam się, może to spowodowały błędne oczekiwania kolejnej geriatrycznej komedii romantycznej...
W ramach odgruzowywania domu ze zbędnych śmieci wpadła mi w ręce wydrukowana niegdyś z internetu lista TOP 250 z portalu IMDB. Pochodzi ona co prawda sprzed 4 lat, ale tym się nie przejmuję. Wymyśliłam, że sobie będę oglądać (bądź przypominać) filmy z tej listy. Są tam różne różności, nie na wszystko się pokuszę, na przykład Gwiezdne wojny coś mnie nie nęcą... albo jakiś Matrix... ale nie zarzekam się. Na czym polega ta lista - nie wiem - czy to jest 250 najczęściej oglądanych filmów (przez użytkowników IMDB) czy też najwyżej ocenianych? W każdym razie na pierwszym miejscu znajduje się - tadam - SKAZANI NA SHAWSHANK - i moiściewy - nie widziałam tego do tej pory, wygrzebałam* więc z pudełka R-W i może jutro uda się obejrzeć. Na drugim miejscu - OJCIEC CHRZESTNY.
* w początkach swego filmowego zbieractwa kupowałam mnóstwo gazet, gdzie dołączano DVD
Najpierw te kwadratowe kartoniki stały obok normalnych wydań na półkach, potem zrobiło się ciasno i kupiłam w IKEA specjalne pojemniki, gdzie idealnie się mieszczą:
Co jest w tych teczkach obok?
No jak to co? Wycinki o Krakowie, działami :)
poniedziałek, 6 lipca 2015
W. Kawerin - Dwaj kapitanowie
Ups, trochę się podziało. Byłam przez 5 dni odcięta od internetu, jeszcze mi się to nie zdarzyło :) W środę przyszłam sobie do pracy, a tu po pół godzinie zadzwonił mój brat, że przywiózł mamę ze szpitala i konieczna jest opieka, że sama sobie nie da rady. Na cito do dyrektora (zwolnił na 3 pracownicze dni, ludzki pan), sprawdzenie pociągów w necie, biegusiem do domu złapać parę rzeczy i sru.
Mama faktycznie słaba jak kot, jedyny spacer, na jaki sobie może pozwolić (kuśtykając o lasce) to do toalety, wszystko trzeba podać, zrobić, a przy tym jest przekonana, że ma raka, tylko jej nie mówimy. Bo słyszała, jak pielęgniarki między sobą mówiły... A o kim, to już diabli wiedzą - jak to mówią - głuchy jak nie dosłyszy to sobie zmyśli. No ale wiadomo, jak ważne jest psychiczne nastawienie dla rekonwalescencji. Leków fura, naustawiana cała bateria na ławie koło łóżka, wyjeżdżając w niedzielę zrobiłam zapas w kieliszkach na rano i wieczorem na dwa dni, no a potem to liczę na brata, że uzupełni. ja mogę pojechać znowu dopiero w piątek i tylko na na weekend, dobre i to, bo przynajmniej się wykąpie. Śniadanie i kolację poda Ojczasty, on też zrobi zakupy, no ale to wszystko.
Przydałby się ktoś do gotowania obiadów co drugi dzień (można brać z restauracji, sąsiadowi tak przywożą codziennie, ale nie będą dietetyczne). Dzwonię więc dziś do tamtejszej opieki społecznej, pani odpowiedzialna za rejon bardzo miła, ale wyjaśnia, że opiekunka może przyjść wszystko zrobić, łącznie z wymianą pampersa, ale obiadów im gotować nie wolno - ZABRANIAJĄ PRZEPISY UNIJNE! Mało nie padłam. No ale dała mi parę telefonów do prywatnych osób trudniących się opieką. Problem jednak większy w mojej mamie niż w opiekunkach - jest upierdliwa i wszystko wie najlepiej, co kto zrobi jest źle i ma ulubione powiedzenie "cudze ręce dobre, tylko niepożyteczne" - cokolwiek to znaczy.
Nawiasem mówiąc, schudłam pięć kilo przez te pięć dni, tak mnie ganiała - plusy więc są :)
Lekturowo i filmowo klapa. Zabrałam ze sobą kolejną Doncową dla rozweselenia, ale nie bardzo się mogłam skupić na czytaniu. Filmów też trochę złapałam przed wyjściem z domu i mały odtwarzacz DVD, ale nie przepadam za słuchawkami w uszach, głowa mnie zaczyna boleć, a z głosem nie chciałam puszczać, gdy siedziałam przy łóżku, żeby nie przeszkadzać w drzemce. Udało mi się jednak w przerwach skończyć oglądanie "Szpitala na peryferiach" i myślę, że na następny weekend zabiorę jego kontynuację :)
Wróciłam w nocy do domu (pociąg był opóźniony, upały?) i aż się zdumiałam - jak tu czysto, jak jasno, ile miejsca :) choć normalnie wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Mieszkania starych ludzi są strasznie zapuszczone, dziesiątki bzdetów i durnostojek nazbieranych przez całe życie (z każdych wczasów trzeba było przecież przywieźć pamiątkę), wszystko to zbiera kurz i jedyna rada - moim zdaniem - nająć firmę, która przyjedzie, zabierze i zutylizuje. Dało mi to do myślenia i chyba wyrzucę w pierony tę stertę prawie metrowej wysokości rozmaitych materiałów i wycinków z gazet, z którą obiecuję sobie zrobić porządek od lat. Skoro żyję bez zaglądania do nich tyle czasu - to chyba przeżyję i resztę życia, co?
Córka dodaje, żeby w szafie zrobić też trochę ordnungu... no ale skoro schudłam pięć kilo, to może schudnę jeszcze kolejne pięć i wejdę w to, co tam wisi?
Przed wyjazdem zdążyłam jeszcze skończyć Dwóch kapitanów - fantastyczna powieść, ale nie jestem w stanie myśleć teraz o niej. W każdym razie polecam gorąco, choć pewnie dostępna tylko na allegro wśród staroci. Moje wydanie jest z 1950 roku. Zezłomowane przez bibliotekę Warszawa - Wola, dawniej wypożyczalnia nr 51 z ul. Jana Olbrachta 46. Internety mówią, że pod tym adresem mieści się dziś Biedronka czyli signum temporis :)
Półka z Kapitanami:
Kawierina czytałam do tej pory jedynie wspomnienia zatytułowane Nieznany przyjaciel - zajrzałam do ówczesnej notki i aż nabrałam chęci na ponowną lekturę :) ale to może, jak się wszystko uspokoi i uładzi.
Natomiast Dwaj kapitanowie to historia Sani Grigoriewa, który po śmierci rodziców ucieka z rodzinnego miasta do Moskwy, dostaje się do szkoły-komuny i poznaje rodzinę kapitana Tatarinowa, który wiele lat wcześniej zaginął wraz ze swoją ekspedycją polarną. Sania stawia sobie za cel odnaleźć ekspedycję i wyjaśnić szczegóły jej historii. W tym celu zostaje lotnikiem polarnym...
Wyd. "PRASA WOJSKOWA" Warszawa 1950, wyd. II, tom 1 - 445 stron, tom 2 - 351 stron
Tytuł oryginalny: Dwa kapitana /Два капитана
Przełożyła: M.Kierczyńska
Z własnej półki
Przeczytałam 1 lipca 2015 roku
Poświęciłam poprzedni jeszcze weekend na obejrzenie serialu - 6 odcinków - z 1976 roku:
wtorek, 30 czerwca 2015
Antoni Czechow - Myśliciel
Moja przygoda z Czechowem powoli się kończy - ta przynajmniej, związana z oglądaniem serialu CZECHOW I CO. Dziesięć odcinków, trzydzieści opowiadań - zostały jeszcze ostatnie trzy. Ale to nie znaczy, że nie będę do niego wracać, pewnie nieraz sięgnę po kolejne opowiadanie, tak na chybił trafił. Nie mówiąc o rosyjskich filmach, które staną na mojej drodze :)
Nawiasem mówiąc, te filmy mnożą mi się jak króliki i z moim tempem oglądania 'jeden ruski na tydzień' to daleko nie zajadę z prostego powodu - ludzie tyle nie żyją. No ale dobrze mieć i wiedzieć, że w razie potrzeby wystarczy sięgnąć - tak jak z książkami :) I tak jak z serialem według powieści, którą kończę - DWAJ KAPITANOWIE - ruch ręki i już oglądamy. No dobra, oglądam, pluralis zbędny, bo córki bym nigdy nie zmusiła, jeszcze w oryginale...
Myśliciel to Jaszkin, nadzorca więzienny, a jego codziennym gościem jest inspektor szkoły podstawowej. Ten mówi mało. Właściwie ogranicza się do protestów przeciwko dyskusyjnym, jego zdaniem, poglądom gospodarza. Ależ co pan mówi, darujcie, Ilio Martyniczu, że niby co, proszę? Ot, takie tam mizerne próby zaoponowania przeciwko gromko wypowiedzianym opiniom na temat nauk (zbędne!), zasad ortografii (bez sensu!), istoty (nie)potrzebności wszystkiego i wszystkich...
Nad tym wszystkim ciąży upał nie do zniesienia, a tu jeszcze obaj panowie popijają (bo i cóż mieliby robić), kucharka donosi zupę szczawiową, gość wyławia z niej leniwym gestem muchę... nic się nie chce. Toteż i protestować za bardzo też się nie chce, Pimfow co prawda od czasu do czasu zrywa się i usiłuje założyć surdut, żeby wyjść, ale gospodarz zawsze go ugada, by się nie obrażał (za naukę, za ortografię, za niepotrzebność). Wreszcie, po zjedzonej kaszy, nasi bohaterowie kładą się na dywaniku i zasypiają...
Z tomu trzeciego Dzieł Czechowa:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 118-122
Tytuł oryginalny: Myslitiel /Мыслитель
Przełożyli: Janina i Jan Brzechwowie
Z własnej półki
Przeczytałam 28 czerwca 2015 roku
Nawiasem mówiąc, te filmy mnożą mi się jak króliki i z moim tempem oglądania 'jeden ruski na tydzień' to daleko nie zajadę z prostego powodu - ludzie tyle nie żyją. No ale dobrze mieć i wiedzieć, że w razie potrzeby wystarczy sięgnąć - tak jak z książkami :) I tak jak z serialem według powieści, którą kończę - DWAJ KAPITANOWIE - ruch ręki i już oglądamy. No dobra, oglądam, pluralis zbędny, bo córki bym nigdy nie zmusiła, jeszcze w oryginale...
Myśliciel to Jaszkin, nadzorca więzienny, a jego codziennym gościem jest inspektor szkoły podstawowej. Ten mówi mało. Właściwie ogranicza się do protestów przeciwko dyskusyjnym, jego zdaniem, poglądom gospodarza. Ależ co pan mówi, darujcie, Ilio Martyniczu, że niby co, proszę? Ot, takie tam mizerne próby zaoponowania przeciwko gromko wypowiedzianym opiniom na temat nauk (zbędne!), zasad ortografii (bez sensu!), istoty (nie)potrzebności wszystkiego i wszystkich...
Nad tym wszystkim ciąży upał nie do zniesienia, a tu jeszcze obaj panowie popijają (bo i cóż mieliby robić), kucharka donosi zupę szczawiową, gość wyławia z niej leniwym gestem muchę... nic się nie chce. Toteż i protestować za bardzo też się nie chce, Pimfow co prawda od czasu do czasu zrywa się i usiłuje założyć surdut, żeby wyjść, ale gospodarz zawsze go ugada, by się nie obrażał (za naukę, za ortografię, za niepotrzebność). Wreszcie, po zjedzonej kaszy, nasi bohaterowie kładą się na dywaniku i zasypiają...
Z tomu trzeciego Dzieł Czechowa:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 118-122
Tytuł oryginalny: Myslitiel /Мыслитель
Przełożyli: Janina i Jan Brzechwowie
Z własnej półki
Przeczytałam 28 czerwca 2015 roku
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Antoni Czechow - Kłopoty życiowe
Popow jest nieszczęśliwy zarówno w pracy, jak w małżeństwie. Niby ma teraz wolny wieczór, ale żona jęczy i miota się na łóżku dręczona fluksją, w pokoju za ścianą student medycyny przygotowuje się do egzaminu, w kółko powtarzając chroniczny katar żołądka obserwuje się u nałogowych pijaków, na górze ktoś z wielkim zapałem ćwiczy na fortepianie rapsodię Liszta - a przecież Popow ma pilne zadanie: kupił na raty obligację za 246 rubli i musi wyliczyć, ile mu jeszcze zostało do spłacenia.
Żona wyrzuca mu, że jest złym mężem i ojcem, na górze Liszt, za ścianą katar żołądka, w czerwcu trzeba zapłacić tyle a tyle rubli... można oszaleć, zwłaszcza gdy z rachunków wychodzi, że w sumie Popow jest winien kantorowi, gdzie nabył obligację - ponad milion rubli! A tu katar żołądka, a tu Liszt, a tu fluksja...
Taaaak... rano odwieziono go do szpitala.
Z piątego tomu Dzieł Czechowa:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 137-141
Tytuł oryginalny: Żitiejskije niewzgody /Житейские невзгоды
Przełożyła: Janina Brzechwa
Z własnej półki
Przeczytałam 28 czerwca 2015 roku
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
niedziela, 28 czerwca 2015
Antoni Czechow - Opowiadanie pani N.
Pani N. jest bogata i wysokiego rodu. To główne, o czym zdaje się pamiętać. Owszem, przyjemnie, gdy podczas pobytu na wsi sędzia śledczy Piotr Siergieicz wyznaje jej miłość, ale równie przyjemnie, gdy pachnie siano, a krople deszczu bębnią o dach. Życie jest bogate, różnorodne, pełne czaru. Siergieicz traci nieco na uroku, gdy mija lato i znów są w mieście. Kimże on w końcu jest? Ani mowy nie ma o tym, by się o nią ubiegał. Czas mija, umiera ojciec, pani N. starzeje się.
Wielu kochało się we mnie, szczęście było tuż tuż i szło, zdawałoby się, ze mną ramię w ramię; żyłam beztrosko, nie starając się zrozumieć samej siebie, nie wiedząc,czego oczekuję i czego żądam od życia, a czas płynął i płynął... Mijali mnie ludzie ze swoją miłością, migały jasne dni i ciepłe noce, śpiewały słowiki, pachniało sianem, a to wszystko - tak miłe i urzekające we wspomnieniu - mijało szybko, bez śladu, zarówno w moim życiu jak i w każdym innym, i nie cenione znikało jak mgła... Gdzie to wszystko?
I płaczę, gdy to czytam, bo przecież tak łatwo odnieść takie słowa do siebie, zwłaszcza gdy nastrój zły i trudno przywołać na myśl coś dobrego. Czas mija, mijają moi rodzice i ja niedługo minę i nic nie pozostanie...
Z tomu szóstego Dzieł Czechowa:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1958, str. 175-180
Tytuł oryginalny: Rasskaz gospożi NN. /Рассказ госпожи NN
Przełożyła: Natalia Gałczyńska
Z własnej półki
Przeczytałam 28 czerwca 2015 roku
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
sobota, 27 czerwca 2015
Antoni Czechow - Grzęzawisko
W dalszym ciągu tom czwarty Dzieł Czechowa.
Grzęzawisko to najdłuższe z dotychczas przeczytanych - w ramach serialu CZECHOW I CO - opowiadań.
Tytułowym grzęzawiskiem jest dom młodej Żydówki, Susanny Moisiejewny. Nie wypada w nim bywać i właściwie jedynym powodem do wizyty mogą być sprawy pieniężne, to zrozumiałe. Panna jest bardzo ekscentryczna, ubiera się, mówi i zachowuje w sposób nie przyjęty dla zwykłych środowisk mieszczańskich, nic więc dziwnego, że porucznik Sokolski dał się zbałamucić i zawrócić sobie w głowie - on, który pilnie potrzebuje pieniędzy, żeby się ożenić! Tam narzeczona, tu Moisiejewna, której co prawda obiecuje sobie nigdy więcej nie widzieć, ale... wiadomo, jak ciężko dotrzymać takich obietnic.
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str.382-403
Tytuł oryginalny: Tina /Тина
Przełożył:
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2015 roku
Grzęzawisko to najdłuższe z dotychczas przeczytanych - w ramach serialu CZECHOW I CO - opowiadań.
Tytułowym grzęzawiskiem jest dom młodej Żydówki, Susanny Moisiejewny. Nie wypada w nim bywać i właściwie jedynym powodem do wizyty mogą być sprawy pieniężne, to zrozumiałe. Panna jest bardzo ekscentryczna, ubiera się, mówi i zachowuje w sposób nie przyjęty dla zwykłych środowisk mieszczańskich, nic więc dziwnego, że porucznik Sokolski dał się zbałamucić i zawrócić sobie w głowie - on, który pilnie potrzebuje pieniędzy, żeby się ożenić! Tam narzeczona, tu Moisiejewna, której co prawda obiecuje sobie nigdy więcej nie widzieć, ale... wiadomo, jak ciężko dotrzymać takich obietnic.
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str.382-403
Tytuł oryginalny: Tina /Тина
Przełożył:
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2015 roku
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
piątek, 26 czerwca 2015
Antoni Czechow - Długi język
Teraz z kolei tom czwarty Dzieł Czechowa.
Długi język ma żoneczka radcy stanu, zwana cały czas przez autora damulką, Natalia Michajłowna. Właśnie wróciła z wywczasów na Krymie (czemuż to sama tam jeździła? czyżby męża zatrzymano w urzędzie?) i wprost pali się, by podzielić się szczegółami pobytu.
Szczegóły te powinna raczej zachować dla siebie, ale długi język pali... I tak okazuje się, że przewodników Tatarzynów widziała jedynie z daleka... ale z drugiej strony, gdy jeździła na górskie wycieczki, to zawsze za nią był jakiś Sulejman. Mąż już zaczyna się biesić, no bo kłamie w żywe oczy ta jego damulka, a tu przyjdzie mu usłyszeć coraz pikantniejsze detale, łącznie z opisem sceny zazdrości, jaką jej zrobiła przyjaciółka (razem stały w hotelu) o swojego z kolei Tatarzyna. Radca stanu wydyma usta z odrazą... damulka obraża się, że jest głupio zazdrosny i obiecuje, że już mu nic nigdy nie opowie...
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 339-343
Tytuł oryginalny: Dlinnyj jazyk /Длинный язык
Przełożył: Jerzy Wyszomirski
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2015 roku
Długi język ma żoneczka radcy stanu, zwana cały czas przez autora damulką, Natalia Michajłowna. Właśnie wróciła z wywczasów na Krymie (czemuż to sama tam jeździła? czyżby męża zatrzymano w urzędzie?) i wprost pali się, by podzielić się szczegółami pobytu.
Szczegóły te powinna raczej zachować dla siebie, ale długi język pali... I tak okazuje się, że przewodników Tatarzynów widziała jedynie z daleka... ale z drugiej strony, gdy jeździła na górskie wycieczki, to zawsze za nią był jakiś Sulejman. Mąż już zaczyna się biesić, no bo kłamie w żywe oczy ta jego damulka, a tu przyjdzie mu usłyszeć coraz pikantniejsze detale, łącznie z opisem sceny zazdrości, jaką jej zrobiła przyjaciółka (razem stały w hotelu) o swojego z kolei Tatarzyna. Radca stanu wydyma usta z odrazą... damulka obraża się, że jest głupio zazdrosny i obiecuje, że już mu nic nigdy nie opowie...
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 339-343
Tytuł oryginalny: Dlinnyj jazyk /Длинный язык
Przełożył: Jerzy Wyszomirski
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2015 roku
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
czwartek, 25 czerwca 2015
Antoni Czechow - Beznadziejna pustka
I znów tom trzeci, chyba - obok czwartego - najbogatszy w opowiadania wybrane do ekranizacji w serialu CZECHOW I CO.
Beznadziejna pustka ogarnęła Szmachina. Ten prezes zarządu ziemstwa został odcięty w swym majątku przez wody, które ruszyły na wiosnę - i kompletnie nie wie, co ma ze sobą począć. Rodziny nie ma, żona dawno zmarła, o dzieciach nic nie wiemy, czy już dorosły i wyfrunęły z rodzinnego gniazda czy też w ogóle ich nie było. Szmachin jest sam w swoim pałacu, towarzystwa dotrzymuje mu jedynie służący Iliuszka.
Dzień dłuży się niesamowicie. Ileż można jeść i pić herbatę, ileż razy można sobie ucinać drzemkę, który raz oglądać album z rodzinnymi zdjęciami. Może by tak zagrać w warcaby? Ale samemu ze sobą głupio - lewa ręka wie, co zamierza prawa. Może zawołać Iliuszkę? Ale Iliuszka zbytnio się uśmiecha, gdy bierze pionka, pewno by rad zrobić panu na złość, niech się wynosi!
I znów nie ma co robić, a tu do kolacji daleko. Inni zajmują się w wolnym czasie wycinaniem laubzegą albo piszą pamiętniki, ale Szmachin nie ma żadnych talentów. Może by poczytać? W starym numerze czasopisma Sowriemiennik, wśród innych książkowych rupieci, znalazł Szlacheckie gniazdo Turgieniewa. Turgieniew pisze przecież wyśmienicie! Szmachin ułożył się na kanapie, zaczął czytać... i oto już po dziesięciu minutach jego stęskniona dusza znalazła ukojenie. Iliuszka wszedł do gabinetu i delikatnie podłożył chrapiącemu panu poduszkę pod głowę :)
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 257-261
Tytuł oryginalny: Bieznadiożnyj /Безнадёжный
Przełożyła: Jadwiga Dmochowska
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2015 roku
Beznadziejna pustka ogarnęła Szmachina. Ten prezes zarządu ziemstwa został odcięty w swym majątku przez wody, które ruszyły na wiosnę - i kompletnie nie wie, co ma ze sobą począć. Rodziny nie ma, żona dawno zmarła, o dzieciach nic nie wiemy, czy już dorosły i wyfrunęły z rodzinnego gniazda czy też w ogóle ich nie było. Szmachin jest sam w swoim pałacu, towarzystwa dotrzymuje mu jedynie służący Iliuszka.
Dzień dłuży się niesamowicie. Ileż można jeść i pić herbatę, ileż razy można sobie ucinać drzemkę, który raz oglądać album z rodzinnymi zdjęciami. Może by tak zagrać w warcaby? Ale samemu ze sobą głupio - lewa ręka wie, co zamierza prawa. Może zawołać Iliuszkę? Ale Iliuszka zbytnio się uśmiecha, gdy bierze pionka, pewno by rad zrobić panu na złość, niech się wynosi!
I znów nie ma co robić, a tu do kolacji daleko. Inni zajmują się w wolnym czasie wycinaniem laubzegą albo piszą pamiętniki, ale Szmachin nie ma żadnych talentów. Może by poczytać? W starym numerze czasopisma Sowriemiennik, wśród innych książkowych rupieci, znalazł Szlacheckie gniazdo Turgieniewa. Turgieniew pisze przecież wyśmienicie! Szmachin ułożył się na kanapie, zaczął czytać... i oto już po dziesięciu minutach jego stęskniona dusza znalazła ukojenie. Iliuszka wszedł do gabinetu i delikatnie podłożył chrapiącemu panu poduszkę pod głowę :)
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1957, str. 257-261
Tytuł oryginalny: Bieznadiożnyj /Безнадёжный
Przełożyła: Jadwiga Dmochowska
Z własnej półki
Przeczytałam 19 czerwca 2015 roku
Etykiety:
Literatura rosyjska,
Projekt ANTONI CZECHOW,
Z własnej półki
środa, 24 czerwca 2015
Agata Christie - 4.50 z Paddington
Och, tak się bałam przed tą kolonoskopią, tak się bałam, że aż Agatę z półki ściągnęłam. Pomyślałam sobie, że lepsze jakieś porządne morderstwo :)
Nie pamiętam już w jakich okolicznościach zakupiłam te dwie Agatki, ale pewnikiem w Taniej Jatce.
Z okładki:
Przyjaciółka panny Marple podczas podróży pociągiem o 4.50 z Paddington rzeczywiście widziała morderstwo - przez okno pociągu jadącego w drugą stronę. Ale nikt jej nie wierzy - zwłaszcza że nie znaleziono żadnych zwłok. Dopiero panna Marple zabiera się za wyjaśnianie sprawy i w tym celu zatrudnia pewną energiczną młodą pannę-nianię/gosposię do wynajęcia. Trup znajdzie się bardzo szybko, za to nieco dłużej potrwa znalezienie mordercy...
Początek:
i koniec:
Wyd. Dolnośląskie Wrocław 2006, 268 stron
Tytuł oryginalny: 4.50 from Paddington
Przełożył: Tomasz Cioska
Z własnej półki
Przeczytałam 15 czerwca 2015 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Rozejrzałam się za dalszym ciągiem wspomnień Szancera i oto one:
Egzemplarz pobiblioteczny, ale mówi się trudno.
7,99 zł na allegro
Nie pamiętam już w jakich okolicznościach zakupiłam te dwie Agatki, ale pewnikiem w Taniej Jatce.
Z okładki:
Przyjaciółka panny Marple podczas podróży pociągiem o 4.50 z Paddington rzeczywiście widziała morderstwo - przez okno pociągu jadącego w drugą stronę. Ale nikt jej nie wierzy - zwłaszcza że nie znaleziono żadnych zwłok. Dopiero panna Marple zabiera się za wyjaśnianie sprawy i w tym celu zatrudnia pewną energiczną młodą pannę-nianię/gosposię do wynajęcia. Trup znajdzie się bardzo szybko, za to nieco dłużej potrwa znalezienie mordercy...
Początek:
i koniec:
Wyd. Dolnośląskie Wrocław 2006, 268 stron
Tytuł oryginalny: 4.50 from Paddington
Przełożył: Tomasz Cioska
Z własnej półki
Przeczytałam 15 czerwca 2015 roku
NAJNOWSZE NABYTKI
Rozejrzałam się za dalszym ciągiem wspomnień Szancera i oto one:
Egzemplarz pobiblioteczny, ale mówi się trudno.
7,99 zł na allegro
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































