wtorek, 12 stycznia 2021

Åke Holmberg - Ture Sventon w Paryżu

To jeden z dwóch Ture Sventonów, których za moich czasów nie było na półkach bibliotek czy tam księgarni. Dwie Siostry się teraz pokusiły i wydały i chwała im za to, że uzupełniają ofertę.
O czym, to już wiecie z okładki, ja tylko dodam, iż Paryż robi odpowiednie wrażenie, naprawdę świetne - i takie francuskie - ilustracje! Dowcip i poczucie humoru też dopisały autorowi, w sumie zadowalająca lektura. No ale na razie dość. Jak już nauczę się szwedzkiego - ha ha ha - to będę to ciągnąć dalej 😁
Początek:
Koniec:
Już jak czytałam książkę o Batorym, miałam zajrzeć do wujaszka G., żeby się wreszcie dowiedzieć, co to jest MS lub SS, ale zapomniałam. Dopiero teraz to zrobiłam, jakie to proste - Motor Ship. Na Wiki jest lista tych wszystkich skrótów - klik.


Wyd. Dwie Siostry Warszawa 2019, 164 strony 

Tytuł oryginalny: Ture Sventon i Paris 

Przełożyła: Justyna Czechowska 

Z biblioteki 

Przeczytałam 8 stycznia 2021 roku


Miałam jeszcze pożyczone te dwie, ale zbliża się termin zwrotu i nie będę już przedłużać, Ture Sventona mi wystarczy na długo, a ten Pokój z książkami okazał się czymś całkiem innym, niż się spodziewałam - to po prostu zbiór baśniowych opowiadań, w ogóle mnie to nie ciągnie, a odleżało się wystarczająco. Jutro zaniosę wszystkie trzy do biblioteki na Królewskiej. 

Nabrałam teraz zwyczaju - w pandemii, gdy w Bibliotece Kraków wprowadzono nowe godziny otwarcia, już od 8.30 (pewnie, żeby rozładowywać ruch czytelników) - że wychodzę do pracy kwadrans wcześniej i wysiadam z tramwaju na Biprostalu, zazwyczaj jestem pierwszą osobą, ba, nawet czasem chwilę czekam jeszcze na otwarcie i zaproszenie do środka, ale za to mam z głowy i nie muszę o tym myśleć po południu 😀

 

A co w domu? W weekendy podczas obiadu słuchamy kolejnej płyty z półki, gdzie od 30 lat stały stare dobre LP i nawet nie pamiętałam, co tam mam. To znaczy niektóre oczywiście kojarzę, ale trafiają mi się znaleziska, o których bym przysięgła, że nigdy w życiu na oczy nie widziałam, jak na przykład ten Kosz 😋 Bardzo to przyjemne niespodzianki i nieraz budzą mnóstwo wspomnień. Widzę też, że ja chyba w studenckich czasach w ogóle nie jadłam, bo wszystko wydawałam na książki, płyty i kino ofkors 😎 No, ale jakoś przeżyłam, a teraz mam się czym delektować!

A teraz siup siup, bo za godzinę z kawałkiem kurs, a ja jeszcze nie zajrzałam do pracy domowej 😕

niedziela, 10 stycznia 2021

Jaroslav Rudiš - Aleja Narodowa

To moja druga próba z Rudišem i zdecydowanie bardziej udana. Połknęłam szybciutko (fakt - objętościowo nie wypada imponująco), a na końcu czekała mnie, no, spora niespodzianka 😉 Czeskie poczucie humoru i dystans do siebie 😎
Książkę pożyczyłam ze względu na tytuł - ostatnimi czasy w Pradze pomieszkiwam zaraz obok Alei Narodowej, więc taka była motywacja. Ale gdyby to były inne (normalne) czasy i oglądałabym w bibliotece zastanawiając się, czy pożyczyć - to chyba nie. Jakoś wydawnictwo nie miało dobrego pomysłu na blurb na okładce (pomijam, że słabo czytelny z tym czerwonym tłem). Czy naprawdę tak trudno napisać kilka zdań RZECZYWIŚCIE zachęcających do zakupu? Mówię o zakupie, bo to czy ktoś pożyczy z biblioteki, to chyba dla firmy zarobkowej, jaką jest wydawnictwo, chyba nie jest takie istotne.

To swoją drogą ciekawe, że bohater będący absolutnym przeciwieństwem tego, co w prawdziwym życiu mogłoby mi się podobać czy przyciągać, potrafił wciągnąć w swój świat na tyle, że przeczytałam powieść w jeden dzień, prawie się od niej nie odrywając. To już będzie zasługa Rudiša, niewątpliwie.

A teraz się dowiaduję, że powstał również film. No to chyba obejrzę. A wczoraj... wczoraj przeczytałam jedną powieść z lat 70-tych, która mnie po prostu powaliła na łopatki - i też obejrzałam film z tamtych czasów. Ale o tym innym razem.

Początek:
Koniec:

Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016, 161 stron 

Tytuł oryginalny: Národní třída 

Przełożyła: Katarzyna Dudzic-Grabińska 

Z biblioteki 

Przeczytałam 7 stycznia 2021 roku 

 

A teraz niespodzianka (dla mnie samej)!

Ja wiem, że w pandemii wśród różnych mód, jakie zapanowały, było pieczenie chleba. Przecież pamiętamy, że na samym początku, gdy ze sklepów zniknął ryż, makaron i papier toaletowy, nie było też drożdży 😁

Ale ja rzadko idę za modami, więc obecnego faktu proszę absolutnie z tym nie wiązać. Zresztą o domowym pieczeniu chleba od dawna jest głośno, wychodzą całe książki na ten temat itede. 

U mnie natomiast stało się tak, że: cały czas skanuję kulinarną blogosferę w poszukiwaniu łatwych (i tanich!) przepisów i tak natrafiłam na przepis zatytułowany CHLEB PAPRYKOWY, KTÓRY ZAWSZE SIĘ UDAJE.

Faktem jest, że coś, co wszystkim zawsze się udaje - mnie potrafi się schrzanić koncertowo, bo ja jestem taka zdolna. No i żadnego chleba nigdy piec nie chciałam przecież. Ale wydrukowałam, zanabyłam drożdże i kilo mąki i wczoraj przystąpiłam do produkcji.

I okazało się, że pomimo mojej 30-letniej kuchenki EWA, która wyraźnie nie lubi, żeby używać piekarnika (za cholerę tam nie wiem, ile stopni właściwie pokazuje) - chlebek się udał 😍

To znaczy, może trzeba było go jeszcze z 10 minut potrzymać w piecu, ale i tak nie wiem przecież, jaki on powinien docelowo być 😆 Zeżarłyśmy od razu pół z samym masełkiem - ach, jakie to pyszne, takie świeżutkie! Teraz córka domaga się chleba cebulowego...

Koszt: 

- 0,75 zł (pół kilo mąki z Lidla)

- 0,75 zł (kostka drożdży tamże, zużyte 1,5 dag, czy te drożdże będą dobre jeszcze za tydzień na ten cebulowy obiecany?)

- ilość i koszt gazu nie-do-obliczenia

😜

piątek, 8 stycznia 2021

Aleksandra Marinina - Siódma ofiara

Dawno już mnie tak Marinina nie usatysfakcjonowała!

Ona jest nowa, ale tak naprawdę stara - i to pewnie dlatego.  Nowa, bo świeżo wydana w Polsce, w 2020, ale w Rosji wyszła w 1999 roku i mamy tu starą dobrą Nastię, oficera operacyjnego, a nie żadną emerytkę. W tym roku - tfu, to znaczy w zeszłym 😉 - wyszły jeszcze Harmonia zbrodni i Śmiech bogów i zapisałam się w bibliotece do kolejki, bo to też stare i zapewne lepsze od tych najnowszych. I tak mi właśnie idzie rezygnowanie z biblioteki...

Ale za to odkurzając na nowo książki wypisałam już sobie do świeżo założonego kajeciku 20 własnych do przeczytania (czasem ponownego, po wielu latach). W tym Czarne Stopy 😁 

Wracając do Marininy, sporo się ona rozwodzi na temat kryzysu finansowego, Czistiakow zarobił od zagranicznych partnerów różne kwoty w walucie, a tu państwo (?) zablokowało wypłaty z kont. Tymczasem zbliża się termin zapłaty podatków czyli do pieniędzy dostępu nie ma, a podatek od nich należy uiścić. Nad głową Czistiakowa i Kamieńskiej wisi miecz...

Coś mi po głowie chodziło w tej sprawie, ale nic konkretnego. Na Wiki znalazłam artykuł, jednak dla mnie mało czytelny. Tu może będzie jaśniej, tylko muszę znaleźć chwilę na przeczytanie 😕 A tu, wiecie, piątek, najlepszy dzień tygodnia (oczywiście, gdy już jest po robocie), tyle planów...

Początek:
Koniec:

Bonusem było kilka miejsc, gdzie autorka poruszała swoich bohaterów w konkretnych moskiewskich lokalizacjach, wyciągnęłam mapę Moskwy nabytą w czasach, gdy się na Rosję mocno napaliłam (choć wiedziałam, że nigdy tam nie pojadę) - no ale palcem po mapie też fajnie 😎

Właśnie sobie uświadomiłam, że chyba nigdy nie korzystałam z Google Maps (a zwłaszcza Street View), jeśli chodzi o Moskwę i nawet nie wiem, jak to wygląda, czy nazwy są pisane cyrylicą? Wypadałoby obadać tę sprawę.

Wyd. Czwarta Strona, Poznań 2020, 540 stron

Tytuł oryginalny: Седьмая жертва

Przełożyła: Aleksandra Stronka

Z biblioteki

Przeczytałam 6 stycznia 2021 roku

 

Jak ja lubię te nasze polskie znaczki! To resztki, które zostały po zakupach przedświątecznych. Jak zwykle chciałam wziąć na kwotę 50 zł, bo wtedy jest darmowa przesyłka. A tu się okazuje, że już nie, teraz trzeba za stówę kupić... No dobra, będę miała już na Wielkanoc, myślę. A potem jeszcze obczajam, że te dranie podniosły cenę znaczków za granicę z 5,20 zł czy 5,30 zł - na 8 zł!!! Bo teraz każdy list czy kartka musi być priorytetowa! Dziwić się, że ludzie zapominają, co to list (chyba, że z sądu)...

Yyyy, czy ja o tym już nie mówiłam?

Ach, skorzystałam z kalkulatora kolejki szczepionkowej. Oto wyniki 😂 To pierwsze założenie, że będą szczepić 850 tys. osób tygodniowo, jest Narodowe, oczywiście! A więc, uwaga!

Według podanych przez Ciebie informacji, jest między 8 233 568 a 14 781 632 osób przed Tobą w kolejce do szczepienia przeciw COVID-19 w Polsce.

📅 Przyjmując założenie szczepienia 850 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 24/05/2021 a 08/09/2021, a pełną odporność uzyskasz 15/09/2021.

 

📅 Przyjmując założenie szczepienia 105 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 11/01/2024 a 02/06/2026, a pełną odporność uzyskasz 09/06/2026.

 

📅 Przyjmując założenie szczepienia 150 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 15/02/2023 a 19/10/2024, a pełną odporność uzyskasz 26/10/2024.

 

📅 Przyjmując założenie szczepienia 170 000 osób tygodniowo i wyszczepialność wśród ludzi na poziomie 47%, otrzymasz swoje dwie dawki szczepionki między 17/11/2022 a 09/05/2024, a pełną odporność uzyskasz 16/05/2024.

niedziela, 3 stycznia 2021

Bohumil Hrabal - Perełki na dnie

Dobra książka na dobry początek roku.  

No, taki średnio dobry, bo dziś dopiero pierwszy dzień, kiedy mnie głowa nie boli. Ale mam przecież nie narzekać na żywot, tak?

Umowa w pracy jeszcze żadna nie podpisana, ale słownie omówione, że podpiszemy na trzy miesiące - umówmy się, że przez ten czas nie będę się martwić, co dalej. Korona być może przeszła bokiem i jestem tylko (ciągle) przeziębiona. Córka pod tym względem w porządku, Ojczasty w porządku. Będę dziś pisać do niego list, żeby się rozejrzał za szczepieniem, to może wreszcie do niego pojadę... i posprzątam 😏

Cała reszta - nieważna!

Hrabala się czyta cudownie. Choć blog nie wykazuje, bym Perełki wcześniej "zaliczyła", opowieści są mi znane, ale to chyba przez to, że rozmaite opowiadania ukazywały się w rozmaitych zbiorach, jest w tym jeden wielki bałagan, z którego nic nie rozumiem. 

Śmierć pana Baltisbergera na przykład doskonale pamiętam. W ramach swojej nie-do-opanowania manii robienia zapasów na przyszłość, kupiłam już kilka Hrabali/Hrabalów (?) w oryginale, ale on jest jeszcze dla mnie za trudny językowo.

Początek:

Koniec:

Wszystkie zresztą pamiętam.

Przy okazji zerknęłam do dwóch książek o Hrabalu, jedna z nich wiedzie śladami pisarza po Pradze i nie tylko i tak mi się zatęskniło, tak zatęskniło 😓 Przypomniałam sobie o dawnej obietnicy - że kiedy już się zdobędę na to, by ruszyć poza Pragę, pierwszym miejscem, które odwiedzę, będzie Kersko, to rozsławione przez Hrabala Kersko, gdzie miał dom letniskowy.  Chyba zaraz zadzwonię do Věry i zapytam, czy ze mną pojedzie, wszak opowieść gminna niesie, że zagubił się w kerskim lesie pewien Murzyn z jakiejś tam drużyny sportowej - i do tej pory nie znalazł.

Kolekcja literatury czeskiej Agory zawiera również filmy. Ale mój egzemplarz jest z biblioteki i filmu nie było (mam nadzieję, że przy zwrocie nie będą się o niego upominać). Żaden problem, pomyślałam, obejrzę własny. A tu okazuje się, że własnego też nie ma. I katalog o nim nie wspomina, czyli nigdy go nie było. Jak to? Tu na blogu w 2014 roku dałam go pod hasłem W tym tygodniu oglądam. Jest tam, jak zawsze, link do You Tube, ale ja nigdy nie oglądałam filmów na komputerze. Dziwna sprawa. Sześć lat temu na pewno nie oglądałam go po czesku... dziś za to obejrzę 😍
  

Ten pomnik nagrobny z dwoma gołąbkami... Rzeczywiście zwróciłam uwagę na praskich cmentarzach na wszechobecne gołąbki. Ale nie na to, że faktycznie jeden ma dziobek ku górze, drugi na dół. To przecież musi coś znaczyć. Usiłowałam teraz znaleźć wyjaśnienie w czeskim internecie, ale nie udało mi się. Ogólnie jest tak, że uważa się takie białe gołąbki za symbol czystości i wierności, to ostatnie ponoć nie do końca odpowiada prawdzie, bowiem wyczytałam, że samiec potrafi się puszyć przed obcą samiczką bezpośrednio w pobliżu gniazda, w którym jego połowica wysiaduje młode 😎

A jsou to ptáci in vivo náležející výhradně řádu měkkozobých - holubi a hrdličky. Jednoduché druhové složení je dáno tisíciletou symbolikou. O holubech se již v předkřesťanských dobách věřilo, že přinášejí štěstí, v bájesloví naznačuje bílá holubice podobu nevinné nebo očištěné duše a ta u vysvobozených lidí vylétá v podobě bílé holubičky. Také domácí holub „dobrodincům svým je velmi vděčný; doprovází prý i mrtvolu svého pána a usedne na hrob jeho“. Nakonec, dodnes se cení Picassova mírová holubice a papež vypouští bílé holubice z okna nad Petrské náměstí. Je to přitom zajímavá symbolika - holubi nějak věrnými manžely nejsou a je možné vidět, jak se holub točí před cizí holubicí v dohledu hnízda, kde jeho věrná manželka vysedává rodinu. Ale nicméně tradice jsou tradice.

Źródło

Ale co z tymi dziobkami?



A mówią, że Czesi nie mają fantazji!

Prosty sposób, okazuje się, na Weltschmerz 😄


Wyd. AGORA Warszawa 2011, 161 stron

Tytuł oryginalny: Perličky na dně

Przełożyli: Jan Stachowski, Edward Madany, Cecylia Dmochowska, Andrzej Czcibor-Piotrowski

Z biblioteki

Przeczytałam 2 stycznia 2021 roku

 

Ponieważ wszystko u mnie się musi najwyraźniej obracać wokół książek, donoszę, iż znów rozpoczęłam akcję odkurzania. Tychże.

Poprzednia trwała pół roku 😁 i zakończyła się raptem w lipcu... ale po pierwsze, już widzę, że te odkurzane w styczniu proszą się o powrót, a po drugie - wtedy to trwało wieki, bo było połączone z uzupełnianiem katalogu. Teraz już tylko zdejmuję i wytrzepuję książki z jednej półki, wycieram ją i gdy przeschnie, ustawiam tomy z powrotem. A więc błysk. Dziś były kryminały. I już myślę przy okazji, czy nie wdrożyć projektu Każdego miesiąca jeden, bo te Chandlery i Macdonaldy to wieki temu czytane...

Tym bardziej, że chciałabym się odkleić od bibliotek...

czwartek, 31 grudnia 2020

Lew Tołstoj - Śmierć Iwana Ilicza

Od dawna już sobie obiecywałam, że po to sięgnę. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, że tu i teraz 😐

No bo w pandemii człowiek się powoli zaczyna liczyć z każdą możliwością, również z tą, że trzeba się będzie z życiem rozstać - a gdy widzi się, jakie rozliczenie z życiem zrobił Iwan Ilicz i przychodzi do głowy najprostsze pytanie a co ja? - to nie prowadzi do optymistycznych rezultatów. Nie żebym uważała, że moje życie było bez sensu. Ale też nie widzę, żebym czegokolwiek dokonała. 

Ale czy każdy z nas MUSI, koniecznie MUSI czymś nadzwyczajnym się zapisać w pamięci potomnych? 

Albo: czy ci potomni to muszą być obcy ludzie? Czy też wystarczy własna rodzina?

W sytuacji, gdy moja córka kategorycznie odtrąca możliwość rozmnożenia się, własnych potomnych mieć nie będę. Brat nigdy się nie ożenił i nic nam nie wiadomo o jakichś nieślubnych dzieciach. Więc nasza rodzina, ta najwężej pojmowana, zniknie bez śladu. Zostają jedynie groby (które też zanikną, gdy nikt się nimi nie będzie zajmował, a zresztą ja grobu mieć nie zamierzam) i... ślad w internecie. Ale ten też się może stracić, choćby taki blog - albo po pewnym czasie nieużywania zostaje zamknięty albo w ogóle likwidują platformę, jak to się stało z moim blogiem najpierwszym 😕

Gdy ktoś napisze książkę, ta może ocaleć. O obrazach i innych dziełach sztuki w ogóle nie wspominam, bo to nie ten przypadek. I to już chyba wszystko. Smutne myśli. Wracam też pamięcią do Basi, która niedawno odeszła. Ona też przetrwa o tyle, o ile przetrwają jej znajomi - a więc bardzo niedługo. 

Ciężko się z tym pogodzić. Stąd pewnie bierze się popularność wspomnień, pisanych i wydawanych często własnym nakładem - jak to zrobił teść mojej kuzynki. Takie wspomnienia ocaleją w lokalnej bibliotece, ktoś może z ciekawości, z chęci dowiedzenia się czegoś o własnym mieście sięgnie po nie? Ale to jedynie w przypadku, gdy ta osoba pełniła jakąś funkcję publiczną i opowiedziała, jak to się wszystko działo.

Początek:
Koniec:
Taka dziwna sprawa. Przy tym opowiadaniu - i tylko tym - natrafiłam na poczynione ołówkiem notatki, których absolutnie nie zrobił Ojczasty. To nie jego charakter pisma i nie typ notatek, które by sporządził. Czy to opowiadanie było kiedyś lekturą szkolną? Bo tak te zapiski wyglądają - ślub, dzieci; umiera powoli; ból w boku - całkiem jak do omawiania w szkole 😉 Być może ktoś od Ojczastego kiedyś ten tom pożyczył? W każdym razie on ma jego pieczęć...
Sam tom też się wyróżnia na tle innych kolorem grzbietu...

Wyd. PIW Warszawa 1957, tom X Dzieł, strony 350-422

Tytuł oryginalny: Смерть Ивана Ильича 

Przełożył: Jarosław Iwaszkiewicz 

Z własnej półki 

Przeczytałam 27 grudnia 2020 roku

 

Problem połączenia laptopa z projektorem przy pomocy kabla HDMI wreszcie udało się rozwiązać - panowie w Megabicie dali mi taki mały adapter, który z jednej strony ma mini HDMI. Już, gdy mi go pokazywali, miałam wrażenie, że w którejś szufladzie w domu się coś takiego pałęta, ale gdyby nie? Musiałabym znowu do sklepu zaiwaniać. Podjęłam ryzyko i wydałam 12 zł 😂 Córka potem mówiła, żebym sobie dała spokój i nigdzie nie szukała, lepiej nie wiedzieć... Co prawda, jeśli kupiłam niepotrzebnie, to głównie zrobiłam ziazi środowisku - no ale stało się, tak czy siak.

I od tej pory mogę się rozkoszować oglądaniem programu Z metropole (czy co tam jeszcze wymyślę) na dużym ekranie. Jooooooo 😍

 

W wolnej chwili przeglądałam te trzy tomy o czeskich aktorach z ostatniego praskiego zakupu (i zorientowałam się, że istnieją cztery, krucafuks) i trafiłam tam na to zdjęcie z filmu Romeo a Julie na konci listopadu. W życiu o nim nie słyszałam, ale natychmiast mnie zainteresował. I filmy i książki o starych ludziach lubię przecież bardzo.

   

I się nie zawiodłam! Piękna opowieść o jesieni życia, która niekoniecznie musi oznaczać rezygnację z uczuć, choć często najbliżsi nie potrafią tego pojąć...

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Dariusz Zaborek - Życie. Przewodnik praktyczny. 16 wywiadów Dużego Formatu

Taką książkę przeczytałam w święta. Ciekawe te rozmowy, bo i ciekawi rozmówcy. Jeden wywiad był bardzo smutny, depresyjny wręcz - z Michałem Głowińskim, odniosłam wrażenie takiego kompletnie zmarnowanego życia pod względem osobistym, to było przygnębiające. Dwa inne dotyczyły osób, z którymi nie mogłabym się zgodzić chyba na żaden temat (Wiesław Chrzanowski i arcybiszkopt, jak to mawiają, Życiński). Niektórzy rozmówcy byli dla mnie jak z kosmosu - Maria Fołtyn, Jerzy Maksymiuk, Franciszek Starowieyski. Toż to wariaci! Wisłocka też aparatka, ale to już wiedziałam z filmu. Niemniej z każdej takiej rozmowy można wyciągnąć coś dla siebie, na szczęście 😀
Nie wiem, co mnie powstrzymuje przed wyrzuceniem tego kocyka, który robi za tło na tym blogu. Już kiedyś chciałam, ale zaprotestowała Alicja (która ma trochę inne poglądy polityczne i co prawda twierdziła, że to nie przeszkadza w innych relacjach, ale sprawę widać przemyślała, bo mnie wyrzuciła ze znajomych na FB i w ogóle przestała się kolegować, co za czasy nastały 😉). Więc Alicja orzekła, że ten kocyk to taki znak charakterystyczny tego bloga i musi zostać. Ale on jest już tak paskudny, że z wielką przyjemnością wyniosłabym go na śmietnik!  Tyle że w takiej sytuacji należy zdecydować, co teraz będzie tłem...
Początek:
Koniec:

Wyd. Agora SA, Warszawa 2011, 364 strony

Z biblioteki

Przeczytałam 26 grudnia 2020 roku

Przy kilku wywiadach miałam takie poczucie... jakiegoś niesmaku - że dorośli ludzie, a zachowują się jak dzieci. Chodziło oczywiście o artystów, targanych emocjami (nie chodzi mi o pana Kałużyńskiego i jego zwały kurzu pod ścianami). A potem, jak na zamówienie, przeczytałam w starym numerze Tygodnika Powszechnego (od czasu do czasu przypominam sobie, że mam zlikwidować stertę tych tygodników - czyli je przeczytać najpierw... i wyciągam jeden na chybił trafił - ten był z 2018 roku) inną rozmowę, z naukowcem, i tam znalazłam taki passus:

Czyli źle myślę... jestem stary dziad (dziaders?) i widać chciałabym, żeby wszyscy zachowywali się jak należy. A fuj! Fołtyn była jaka była i tyż piknie. Nie wszyscy zgubili to dziecko w sobie...

A w gazetce wydawanej przez moją spółdzielnię mieszkaniową odkryłam, że przynajmniej jeden problem wkrótce zostanie rozwiązany - te nieszczęsne baterie i żarówki. Staram się właściwie nie używać niczego na baterie, ale do końca się nie da - budzik na przykład, no. Baterię w zegarku na rękę wymienia pan zegarmistrz i na szczęście zostawia starą u siebie.Zastanawiam się teraz, co jeszcze jest w domu na baterie - waga łazienkowa, waga kuchenna (ale jeszcze w żadnej z nich nie musiałam wymieniać). Aaaa, piloty. To też mi pan w punkcie wymienił i starą zabrał. Głównie chodzi o żarówki jednak. Płytki CD też czasem.

Liście dla jeży to też dobrze 😍