Z powodów, o których poniżej, nie mam głowy do pisania 😟 Boję się, boję się, boję.
Gdy się ma problemy bardziej osobiste, wówczas takie kwestie jak teorie spiskowe i grupki cwaniaków robiących biznes na nich oraz o wiele liczniejsze rzesze inteligentnych inaczej, którzy łykają jak pelikan frazy o obronie wolności i wszczepianych pod skórę chipach, schodzą na dalszy plan.
W sumie nie warto sobie nimi zaprzątać głowy. Jak ktoś chce poczytać trochę dla jaj, a trochę kiwając ze smutkiem głową nad ludzką głupotą, to można, ale teraz myślę o czym innym...
Początek:
Koniec:
Wyd. Agora, Warszawa 2022, 315 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 1 października 2022 roku
Po ostatniej wizycie w Dżendżejowie jestem pełna złych... nie chcę użyć słowa przeczucia... powiedzmy pełna niepokoju co do najbliższych dni i tygodni.
Ojczasty już na dzień dobry zaskoczył mnie łysą pałą i balkonikiem. Łysą pałę już raz zastosował po powrocie ze szpitala (żeby nie musieć się kłopotać przynajmniej o mycie głowy), a balkonik został po mamie, gdy wróciła ze szpitala leżąca. Tak że w sumie nic nowego, ale w tym zestawieniu - siekło.
Poprzednim razem wystarczała mu kula. Kurczę, pisałam o tym czy nie pisałam? Wstał pewnego poranka z bólem w odcinku lędźwiowym kręgosłupa i od tej pory go ma. Ponieważ ratował się tabletkami przeciwbólowymi przepisanymi mu przed laty przez jego nadwornego lekarza z przychodni, w rezultacie wylądował na SOR-ze, gdzie porobili mu milion badań, po czym odesłali do domu z diagnozą NIE BRAĆ WIĘCEJ TEGO ŚWIŃSTWA. Osłabiły go totalnie.
No i teraz niby że wraca do siebie, ale ten ból go niszczy. Nie boli, gdy leży na plecach. Jak siedzi na krześle czy fotelu, też jakoś idzie wytrzymać. Ale problem w zmienianiu pozycji. Gdy ma wstać albo na odwrót, usiąść czy się położyć - krzyczy z bólu. Właśnie przy tym siadaniu/wstawaniu wspiera się balkonikiem, żeby mieć oparcie dla obu rąk. Ale nawet przy mnie wyłożył się jak długi i nakrył sprzętem, tyle że właśnie na łóżko, więc nic się nie stało.
No ale sytuacja dla mnie jest jasna - musi mieć opiekę. Ktoś mu musi podać śniadanie czy kolację, zrobić coś do picia, ktoś powinien czuwać, czy się nie przewrócił. No bo jak sobie przyniesie, mając tylko dwie ręce, zajęte popychaniem balkonika? Pytałam będąc poprzednim razem, czy nie rozważał możliwości przeniesienia się do nas. Nie, on nikomu nie będzie sprawiał kłopotu. Kiedyś też pytaliśmy, czy by nie mogła do niego przychodzić pani Joanna, która doglądała mamy - żadnej obcej kobity!
Brat ma dzisiaj z nim jeszcze raz na ten temat porozmawiać. Oczywiście myśl o tym, że miałby być u nas w obliczu zbliżającego się remontu kuchni, rozwala mnie totalnie, ale są rzeczy ważne i ważniejsze, dalibyśmy (jakoś) radę. Ponieważ moja umowa zakłada górny pułap godzin do przepracowania, ale nie wyznacza dolnego, mogłabym chodzić do pracy powiedzmy 13-16, czyli przed wyjściem opędzić zupę, a po powrocie drugie danie. Bo przy tym wszystkim jeszcze stracił apetyt i mało je. A w czasie mojej nieobecności doglądałaby go córka.
Więc czekam na decyzję, ale wczoraj, gdy wyszłam i tradycyjnie obejrzałam się na balkon - tym razem pusty - ścisnęło mi się serce. Bo po śmierci mamy, gdy zaczęło się moje jeżdżenie, był zwyczaj, że odprowadzał mnie na stację. Potem już przestał chodzić tak daleko i z kolei zawsze wychodził na balkon pomachać mi. Wczoraj pierwszy raz nie, zostawiłam go leżącego w tym łóżku, szłam na stację i ciągle wracała myśl, że może to już ostatni raz.
Przesadzam, bo w tym wszystkim nic śmiertelnego niby, bardziej boję się, że upadnie (bo zawadzi o coś) i w ten sposób zrobi sobie krzywdę, ale pomyślcie, jakie to okropne: jest dwoje dorosłych dzieci, a staruszek sam w mieszkaniu. Brat go do siebie nie weźmie, bo wyjeżdża rano do pracy i wraca po południu albo wieczorem, to jeszcze gorzej niż gdyby Ojczasty był u siebie w domu, bo tam na wieś nikt obiadu nie dowiezie.
Choć jest nadzieja, że może jakiś lek?
Apdejt
Ojczasty ponoć chwilę pomyślał po odczytaniu tego, co mu napisał brat, po czym oznajmił, że tak, chciałby do mnie, ALE JESZCZE NIE TERAZ. Cokolwiek przez to rozumie.
A jego lekarz zalecił przeciwbólowo... Apap.
Kolejny apdejt
Lekarz powiedział, że pielęgniarka środowiskowa ma inne zadania (na przykład krew pobrać w domu pacjenta, co zresztą już robiła), a po kogoś do doraźnej pomocy to trzeba do MOPS-u. W MOPS-ie powiedzieli, żeby złożyć multum papierów (w tym zaświadczenie od lekarza), tak więc to może potrwać.
Brat znalazł przez znajomych jakąś emerytkę, która by sobie chętnie dorobiła, ale mieszka na drugim końcu miasta, więc raczej przyszłaby raz dziennie na dwie godziny na przykład, a nasz pomysł był, żeby ktoś zajrzał na godzinkę rano i wieczorem, tak jak przychodziła pani Joanna do mamy. Odszukałam więc kalendarzyk sprzed 5 lat z numerem pani Joanny. Niestety gdy dzwonię słyszę komunikat Przepraszamy, ale połączenie z wybranym numerem jest obecnie zablokowane. I nie wiem, co to znaczy.
Jeszcze jeden apdejt
Sytuacja trochę wyklarowana. Pani Grażynka emerytka będzie przychodzić od jutra codziennie między 9 a 10, na dwie godziny: poda śniadanie, ogarnie w domu i coś tam przygotuje na obiad, zupę albo drugie - brat powiedział, że z restauracji już się nie będzie brać obiadów, bo i tak większość idzie do kosza 😟 A sąsiadka z piętra niżej zajrzy pod wieczór.
Dla mnie w tym momencie najistotniejsze jest, że Ojczasty będzie mógł zostać w domu w najbliższym czasie, bo faktycznie przywieźć go tutaj na ten remont to szaleństwo.





















































