niedziela, 4 września 2022

Vojtěch Steklač - Boříkovy lapálie

 

Ulubiony mój czeski autor dla dzieci i młodzieży. I nie tylko, w ogóle lubię go czytać. Na półce tam niżej widać, że jeszcze sporo go mam. I bardzo dobrze 😀

Bořík i jego trzech kumpli z klasy dają popalić. Ale wiadomo, zawsze chcą dobrze. No, może prawie zawsze. A przynajmniej dobrze dla siebie 😁 W końcu wiadomo, jak sam o siebie nie zadbasz, to nikt nie zadba. A życie jest ciężkie, rodzice cały czas ci trują, że wyrośnie z ciebie zločinec i lajdák, co się okazało po polsku próżniakiem, jednakowoż (wydało mi się dziwne, że mama tak do synka mówi, więc sprawdziłam). Ach, ten czeski 😂

O Boříku i jego kolegach już czytałam jedną książkę - Pekelná třída, ale dzisiejsza chyba była pierwsza chronologicznie, więc postaram się od tej pory lecieć po kolei.


A jeszcze bardzo lubię ilustracje Adolfa Borna! 

Tutaj koledzy chcieli pomóc Alešowi, który znów spóźnił się do szkoły, bo mu się zepsuł budzik, a babcia wyjechała do sanatorium. Jak się zabrali za naprawianie, tak wszystkie trzy zegary z domu rozebrali na części i... oczywiście klops. Zanieśli je więc do zegarmistrza, ale wyobraźcie sobie, że ten odmówił złożenia ich do kupy!


 

Początek:


 

Koniec:


 

Półka 


Wyd. Albatros, Praha 2004, 189 stron

Z własnej półki (kupione 20 maja 2019 roku w Ulubionym Antykwariacie za 88 koron minus 11%; antykwariat się nazywa "11", a kto polubi jego profil na FB, dostaje 11% zniżki na wszystko, z czego skwapliwie korzystam do tej pory 😍)

Przeczytałam 2 września 2022 roku


Nadmienię, że czytałam (w większości) w okolicznościach przyrody - nie wiem, dlaczego dopiero na koniec wakacji/lata odkryłam, że na leżance na łące na skraju osiedla można całkiem komfortowo spędzić czas, gdy się nie posiada balkonu. Co prawda wczoraj to już zabrałam nawet termos z gorącą herbatką, o kocu nie wspominając (ten od początku) 😎 Raz nawet wzięłam jaśka, ale to był niewypał, nie da się czytać, gdy głowę oprzesz na oparciu. 

Przez tę leżankę umyłam dzisiaj głowę, choć strasznie kusiło, żeby sobie zrobić Dzień Brudasa - no ale jeśli nie lunie (coś ponurawo), to trzeba jeszcze iść. Nawet odgrażam się, że w zimie będę chodzić, oczywiście odpowiednio opatulona - ale z tym może być różnie 😜

 


 

Jako osoba, która nic nie musi, a wszystko może - po przeczytaniu na Śmieciarce informacji, że na Dębnikach ktoś opróżnia mieszkanie, natychmiast się tam udałam. Niestety nic tam dla mnie nie było - a może raczej stety, bo doprawdy lepiej już nic do chałupy nie znosić 😂

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie wstąpiła do pobliskiej biblioteki. I tak oto ni z gruchy ni z pietruchy mam już w domu osiem bibliotecznych pozycji, na czym mi wcale nie zależało!

Mam też nowy telewizor. To dotyczy tematu Nowa Kuchnia, bowiem umyśliłam sobie, że damy tam ten mniejszy odbiornik (jojczyłam już od dawna, że oglądamy przy stole filmiki z YT na laptopie), więc na jego miejsce potrzebny nowy, a skoro nowy, to lepiej, żeby większy - może nawet ja sama coś na nim czasem obejrzę?

A tu taki kanał. Po przykręceniu nóżek okazało się, że te cholery są z samego brzegu i w związku z tym nie mieszczą się z jednej strony na wystającej z regału półce (ja sobie przecież wszystko wymierzyłam wcześniej, ale z założeniem, że nóżki idą bardziej ku środkowi). Będą potrzebne kombinacje czyli dodatkowe koszty. Ale to jeszcze nic, podłączamy pendrajwa z filmami córki, szukamy, nie możemy znaleźć, jak go włączyć, w końcu instrukcja znaleziona w necie pomaga, ale wtedy okazuje się, że tv go nie odczytuje. I cały pogrzeb na nic, bo przecież tylko do tego ten telewizor potrzebny córce. Ta wściekła, mówi, żeby zabierać to dziadostwo z powrotem (jak ona generalnie nienawidzi zmian, chyba jest autystyczna). I idzie spać.

Ja się tak łatwo nie poddaję, próbuję ze swoimi pendrajwami i odkrywam, że takie z pamięcią 16 GB telewizor czyta i odtwarza, więc chyba w tym był problem. 

Niemniej jednak póki co stary tv wrócił na swoje miejsce, nowy stoi u mnie na podłodze (obejrzałam z rozpędu co nieco na YT, a do Netflixa się nie dostałam, bo właścicielka zmieniła hasło przy ostatnich zawirowaniach i jakoś mi się nie chciało do niej dzwonić i dopytywać przy weekendzie, co jej będę głowę zawracać). Opakowanie trzeba wynieść do piwnicy, może ktoś się zlituje (i nie mam na myśli siebie). W tle kolejne, jeszcze puste, pudła w kuchni. Śmierdzą, dlatego wyniosłam je z pokoju, gdzie najpierw były. Wiecie, że kartony śmierdzą?


poniedziałek, 29 sierpnia 2022

Maj Sjöwall i Per Wahlöö - Roseanna

 

Sprawdziłam na Wiki kolejność kryminałów autorstwa tej szwedzkiej spółki literacko-życiowej, następny powinien być Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu, ale jest w odległych filiach bibliotecznych, więc na razie cisza (tak, jak wrócę na emeryturę, to pogadamy). Chyba sobie muszę zrobić rozpiskę na kartce, bo gubię się między tym, co mam po polsku (trzy), tym po czesku (sześć) i przede wszystkim między różnymi tytułami, pod jakimi były wydawane poszczególne tomy. Co za bałagan!

 

To, co piszą na okładce, to święta prawda: dziś już jesteśmy przyzwyczajeni i w pewnym sensie stał się stereotypem policjant z nieciekawą sytuacją rodzinną, kłopotami zdrowotnymi i ewentualnie problemem alkoholowym. Ale wygląda na to, że Sjöwall i Wahlöö byli pierwsi.

Jeden z policjantów mówi w pewnym momencie, dość sarkastycznie, klawo jak cholera. Nawet poprosiłam córkę, która miała włączony laptop, o szybkie sprawdzenie, z którego roku był pierwszy Gang Olsena - z 1969, a powieść jest z 1965. Czyli to inwencja tłumaczki raczej 😀 Zresztą w duńskim oryginale to i tak było inaczej: Skide godt, Egon czyli coś w rodzaju cholernie dobrze, Egon. Tak naprawdę zwrot klawo jak cholera wymyślił więc tłumacz filmu?

A przy okazji - ciekawy artykuł o tej kultowej serii.

Początek:

Koniec:

W serii. Żaden autor mnie nie kusi - bo nie znam, a jak wiadomo, lubimy tylko te książki, które znamy 😂


Wyd. Amber, Warszawa 2009, 223 strony

Tytuł oryginalny: Roseanna

Przełożyła: Halina Thylwe

Z biblioteki

Przeczytałam 27 sierpnia 2022 roku


Zadzwoniła koleżanka z liceum. Będzie w Krakowie na wizycie paramedycznej i chciałaby się spotkać. My emerytki (mówię o sobie, ona jeszcze nie) mamy dużo czasu, więc proszbardzo, jestem do dyspozycji. Jej wizyta gdzieś tam bliżej Nowej Huty, więc spotkajmy się w centrum handlowym tamże. OK, niech i tak będzie. Obejrzałam plan tego centrum i zaproponowałam Lajkonika (to lokalna - chyba - sieć piekarnio-cukiernio-kawiarni). Zejdziemy się o 12.30. 

Jak myślicie - o której się rozstałyśmy?

😂😂😂

O 17.30. 

Tak, pięć godzin kłapania pyskiem.

My, baby, to jesteśmy trochę porąbane, co nie?

 

Nowa Kuchnia

Odbyłam wycieczkę do paru sklepów, co kosztowało mnie piękny globus cały wieczór i noc (no nie cierpię łażenia takiego) - a to po to, żeby znaleźć lampy. Wracam bowiem do koncepcji lampy nad stołem, kiedyś miałam, jeszcze taką materiałową z frędzlami 😀, potem przy okazji jakiegoś malowania przeszłam na nowoczesność czyli sznur halogenów przecinający ukośnie całe pomieszczenie, a teraz jednak - powrót do przeszłości. Nie zamierzam jednak stawiać na awangardę (jak tylko coś mi się bardziej spodobało, to od razu co najmniej 1800 zł) i w związku z tym sięgać głęboko do skarpety, więc w sumie chyba wybiorę najprostsze i najtańsze rozwiązanie z IKEA (119 zł).

W internecie znalazłam coś w tym samym stylu, ale już za 400 zł oraz zestaw trzech za 290 - ale czy chcę trzy żarówki zamiast jednej?


W tzw. Józku znalazłam dwa biureczka, nawet na przecenie, ale z każdym coś było nie tak. To u góry ma metalowe nogi, zaś to na dole ma tę głupią pustą wnękę zamiast drugiej szuflady. W rezultacie biureczko zrobi mi na wzór Pan Stolarz od mebli kuchennych, z drewnianymi nogami (jak biureczko u dołu) i dwiema szufladami (ich fronty też drewniane, jak na górnym przykładzie). Rozmiar 110 na 60 cm. Nie wiem, jak ja się pomieszczę na takiej maliźnie, ale założyłam (na resztę życia), iż życzę sobie mieć dostęp do okna, które dotychczasowe biurko blokowało, więc mycie tego właśnie okna było najgorsze w całym mieszkaniu (i najrzadsze).


I patrzcie, w gazecie starej znalazłam takie garnki:

To była reklama płyty gazowej, a nie garnków, więc nie wiem, skąd one. Może to i dobrze - ha ha - nie będą kusiły, ale przyznacie, że pasowałyby 😏 Za to dzięki temu zdjęciu przypomniałam sobie, że mam przecież białą cukierniczkę z uchwytem bambusowym i takiż czajniczek do herbaty z podgrzewaczem - sprzed 30 lat - daaaaawno nie używany. Chyba wyląduje na stole po remoncie.

Donoszę, że mam już na składzie 17 kartonów. Nie całkiem za darmo, bo jak poszłam po nie do Pepco, to wyczaiłam sobie bluzę - ale przecież przed nami ciężkie czasy, więc bluza się przyda, żeby przykręcić kaloryfery 😁

A ten stos obok na podłodze to oczywiście praskie nabytki. Nie ma na nie siły na razie. Zobaczymy po remoncie, będą przetasowania.

sobota, 27 sierpnia 2022

Wiesław Mikuś - Proszę się nie bać... zaraz pan zaśnie...


Pociągają mnie książki o charakterze medycznym, w sensie jakieś reportaże czy wspomnienia, nic naukowego oczywiście. Pożyczyłam więc sobie i to. Całkiem przypadkowo, bo oddawałam Hofmana w nie-swojej-filii i jakoś się na mnie rzuciły trzy knigi stojące w nowościach - teraz będę musiała znowu tam jechać 😐


No, to już z okładki wiecie, co i jak - nawiasem mówiąc, właśnie opowieść o tym cycku była najgorsza ze wszystkiego, tak że podziwiam wydawnictwo za wybór do reklamy... cóż, cycek pewnie przyciągnie trochę klientów...

Ogólnie całość jest kiepska pod względem literackim, trochę w stylu opowiadań z tzw. kobiecych czasopism, no, takiej kolorowej prasy. Mnie interesowały przypadki - chorób, wypadków - z punktu widzenia tej drugiej strony czyli lekarza. Autor jednak zbyt rozwlekle je opisywał, rozciągał te opowieści, jakby chciał więcej stron nabić, i to opisami kompletnie zbędnymi. A raczej kompletnie zbędnymi częściami dialogów. Ale czyta się to szybko. I ze zgrozą, zwłaszcza gdy chodzi o warunki w prowincjonalnym szpitalu w czasach komuny. Nie że komuna winna, tylko kilkadziesiąt lat temu po prostu inaczej to wyglądało, zarówno jeśli chodzi o specjalistyczny sprzęt, jak i... jak i choćby pampersy, których nie było i pacjentom podkładano warstwy ligniny...

Najbardziej jednak utkwiła mi w głowie humorystyczna historia wyjazdu karetki do pilnego wezwania przez starszą kobietę, którą piecze za mostkiem. Rajd po mieście, u pacjentki szybki wywiad, od kiedy, co i jak i czy w rodzinie były zawały, a potem prośba o rozebranie się do pasa, bo trzeba osłuchać. Pacjentka zdziwiona. 

- Ale po co?

- No a jak inaczej osłucham serce?

- Po co osłuchiwać? Ja mam serce zdrowe.

- Jak zdrowe, przecież sama pani mówiła, że od wczoraj boli i piecze za mostkiem. To typowe objawy zawału serca.

- Panie! Mnie piecze za mostkiem - ale tu!

Pokazuje w ustach. 

Tak. Poprzedniego dnia dentystka założyła jej nowy mostek, najwyraźniej za ciasny 😂



Początek:


Koniec:


Wyd. Poligraf, Brzezia Łąka 2019, 351 stron

Z biblioteki

Przeczytałam 26 sierpnia 2022 roku


Jak już tak poczytałam o lekarzach i pacjentach, to z rozpędu zaczęłam oglądać na Netflixie serial The Good Doctor

A dopiero co skończyłam Sprzątaczkę, która mnie owszem, wciągnęła, ale też wkurzała, bo ta dziewczyna sama się prosiła o niektóre nieszczęścia...


 

NAJNOWSZE NABYTKI

Na półce w Jordanówce znalazłam kolejną książeczkę do zabrania w przyszłym roku do Pragi 😀 Jest co prawda sporo grubsza od tamtych, 48 stron, ale może będę czytać w podróży i dam ją jako pierwszą?


A ta druga... o tym kiedy indziej.


Nie pamiętacie pewnie - przed wyjazdem do Pragi złożyłam wniosek do ZUS o świadczenie dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji, wychodząc z założenia, że przy mojej wysokości emerytury spełniam wszelkie przesłanki. A zaraz potem doczytałam, że to chodzi o osoby CHORE i z tego powodu niezdolne do tejże 😂 Już z tym nic nie zrobiłam, a tymczasem listonosz wczoraj przyniósł mi polecony:

No i teraz co? Zastanawiam się, czy w ogóle reagować i wyjaśniać, że się pomyliłam czy też odpuścić, a po upływie podanego terminu przyślą mi kolejny polecony, że odmowa wszczęcia. 

😂😂😂

 

Muszę się pochwalić, że troszeczkę się przemogłam i po jednym, po jednym, ale jednak wydaję stare pisma wnętrzarskie (znaczy miejsca mi przybędzie). Każde skrupulatnie najpierw czytam, a potem wynoszę do skrzyneczki na reklamy, która jest w wiatrołapie i ktoś tam je sobie zabiera. A wczoraj natknęłam się na to:


 I zaczęły się myślenice, czy nie przemalować tego patyczaka, co to go kilka miesięcy temu przywlokłam spod śmietnika i który jest drewniany.  Już wcześniej się zastanawiałam, czy nie poprosić stolarza od Nowej Kuchni, żeby go zabrał i zawiózł do swojej lakierni - miałby być do nowego biurka, wylakierowany na biało.

A teraz myślę, że po pierwsze: dlaczego na biało, a po drugie: że może sama bym to dała radę zrobić? Nie wiem, co prawda, co to jest zmatowienie, ale zakładam, że na YT jest milion filmików DIY na ten temat...

No, to akurat nie jest najpilniejsza sprawa, za to akurat dotarło do mnie, że nie wiadomo, co zrobić z routerem 😕 On leży na dotychczasowym biurku z boku, ale tego już nie będzie. Ach, dam go do regału, co to go pan stolarz sztrykuje... ale internety mówią, że router zamknięty w szafce będzie się przegrzewał i nie tylko gorzej działał, ale wręcz może się spalić. Na parapecie obok się nie zmieści, bo jest za płytki. Jestem w czarnej dupie i to podwójnej, albowiem byli panowie, co to mają przygotować pomieszczenie i...

DWA BITE TYGODNIE, twierdzą.

Co oni chcą robić przez dwa tygodnie, nie wie nikt. A raczej z grubsza wiadomo - robią w tym czasie na trzech mieszkaniach i tak sobie skaczą idąc po górach, jasna cholera.

/nawiasem mówiąc jeszcze nie przysłali kosztorysu, coś podejrzewam, że zemdleję, jak zobaczę/

Czyli w sumie szykują się trzy tygodnie bez kuchni i mało tego, ze wszystkimi manelami stamtąd u mnie w pokoju, byle została wąska ścieżka do łóżka... Trzy tygodnie bez prania, bo przecież nie będzie gdzie rozstawić suszarki. Czy my dwie mamy majtek na tyle?

Jestem PRZERAŻONA.

 

wtorek, 23 sierpnia 2022

Patrick Modiano - Ulica Ciemnych Sklepików


Ja to umiem dotrzymać słowa! Dwa lata temu się zarzekałam, że w życiu nie przeczytam tego po polsku i - voilà, gdzieś trafiam na ostatnie zdanie z tej książki, trafia mnie nostalgia, natychmiast pędzę lecę do katalogu bibliotecznego i zamawiam w osiedlowej filii, żeby było ZARAZ. 

Ale najlepsze jest to, że potem wchodzę na swój własny blog, na ten post z linka, i odkrywam... że przecież ja to wtedy kupiłam po francusku, no kompletnie zapomniałam 😂 Więc w sumie wcale nie musiałam po polsku czytać, ale - na szczęście - nie było tak, że przez to powieść Modiano (jedna z najukochańszych) straciła dla mnie swój urok.


Mimo że nie podoba mi się tłumaczenie. Nie podoba mi się, że imię jednej z głównych bohaterek zostało spolszczone na Denizę (po co i na co, któż to wie), nie podoba mi się, że tłumaczka ma problem z liczebnikami (przez około dwudziestu lat tworzyli nierozłączną parę) czy dziwne pomysły na szyk wyrazów w zdaniu (wszelkiego rodzaju roczniki z ostatnich lat pięćdziesięciu) albo na dziwną stylizację (widziałem to wejście, wielką prostokątną rogóżkę - gdy w oryginale jest najzwyklejsza wycieraczka, tak, zaczęłam w pewnym momencie porównywać z francuskim wydaniem). Padłam przy takim rozwiązaniu tłumaczenia zwrotu chez Howard de Luz (czyli u państwa HdL) - chodziło o kartkę adresowaną do ich ogrodnika - "z listami państwa Howard de Luz"! Nie podoba mi się ani początek książki ani jej koniec. Tłumaczenie mam na myśli oczywiście. I aż sprawdziłam panią Eligię Bąkowską. Tłumaczyła bardzo dużo literatury historycznej, biografii, dzieła z historii sztuki (niektóre nawet mam). I trochę literatury pięknej. A to już jest trochę inny kaliber. Moim zdaniem Modiano jej się nie powiódł, a Czytelnik wznowił to tłumaczenie natychmiast po przyznaniu autorowi Nobla, idąc po linii najmniejszego oporu - a jednak trzeba było się zdobyć na nowe zamówienie.


Jednak mimo tego nie najlepszego doświadczenia pozostaję wielbicielką Ulicy Ciemnych Sklepików na wieki wieków, amen. Jest tam wszystko, co kocham w powieści - tajemnica, detektywistyczne próby rozwikłania zagadki, nieprzeniknioność naszego życia, niepewność, romantyka, ale nie przesłodzona, melancholia, powolne odkrywanie własnego ja...


Początek:


Koniec:


Wyd. Czytelnik, Warszawa 2014, 171 stron

Tytuł oryginalny: Rue des Boutiques Obscures

Przełożyła: Eligia Bąkowska

Z biblioteki

Przeczytałam 22 sierpnia 2022 roku


 

 

Żadne argumenty nie przekonają Ojczastego, że należy podciąć brodę. Już starożytni uważali brodę za symbol mądrości, gada. I nic tam, że nie niechlujną brodę! Nie pozostaje nic innego, jak uciąć mu ją - na zdjęciu 😁

 

 

Nowy cykl - NA RYNNIE

Wcale nie jest nowy, bo już się tu pojawiały takie vlepki, ale dopiero teraz przyszło mi do głowy go nazwać. Tak mam z segregacją wielu rzeczy, nie wiem, gdzie je przypasować, plączą się bezdomne, a gdy już wreszcie wpadnę na pomysł, to porządkowanie zaszłości staje się syzyfową pracą...


Właśnie kupiłam, w związku z tematem, jeszcze jeden dysk zewnętrzny. I znowu tylko 250 GB. To celowa polityka - jak przestanie działać, mniej stracę 😂 W końcu jeden stary dysk sprzed lat leży do tej pory w szufladzie, żadne nasze urządzenie go nie czyta... 

A kupiłam, bo - UWAGA - mam jeszcze 650 zł na ten miesiąc! Tak tak 😎 Lipiec był okropny, ale to wynikało z tego, że jeszcze musiałam ZUS płacić za poprzedni miesiąc, teraz już z górki 😊 Z czego wynika, że dobry sobie ustaliłam limit miesięcznych wydatków, absolutnie do dotrzymania. A właśnie, przyszły faktury za gaz do czerwca przyszłego roku i wzrosły tak o 5-7 zł jedynie. Natomiast Ojczasty zainterpelowany przez mnie w tej kwestii wyznał, że do tej pory płacił za butlę 50 zł, teraz - 90!

No, zobaczymy, co prąd. 

sobota, 20 sierpnia 2022

Clea Shearer, Joanna Teplin - Na swoim miejscu: przewodnik po organizacji domu, szafy i życia


Staram się na bieżąco przeglądać nowości w katalogu bibliotecznym i wkładać na wirtualną półkę to, co mnie zainteresuje, a przy tym poradniku (hm...) od razu była kolejka, więc się zapisałam i teraz dostałam.

Czytam ci ja blurba na okładce po przyniesieniu do domu i słabo mi się robi, gdy widzę, że autorki obsługują hollywoodzkie gwiazdy, oho, to ci dopiero będzie coś dla zwykłego szarego człowieka i jego ciasnoty w blokowym mieszkaniu!


 

 No i w sumie - nawet nie o to chodzi, że duże mieszkania, domy, garderoby (bo i małe się trafiały). Raczej o dwie zasady, którymi kierują się te panie, zawodowo układające ludziom rzeczy w domu. Mianowicie: wszystko z osobna w pudełkach i pudełeczkach oraz ułożone kolorami tęczy.

Jak bonia dydy 😂😂😂

Mają hopla na tym punkcie i układają zgodnie z zasadą tęczy nie tylko pisaki w szufladach, puszki w spiżarni i ubrania w szafie, ale nawet KSIĄŻKI NA PÓŁKACH! Już się spotkałam z takimi propozycjami (odwieczny problem, jak usystematyzować księgozbiór), ale nie wiedziałam, że to wymyśliły Clea i Joanna. A może nie wymyśliły, tylko sobie przyswoiły? W każdym razie uważają, że w ten sposób zawsze wiemy, gdzie odłożyć daną rzecz.

Co do pudełek i pojemników, na dwoje babka wróżyła, bo oczywiście łatwiej w ten sposób utrzymać porządek, ale z drugiej strony ilość plastiku, jaką trzeba nabyć, to chyba nie jest dobry kierunek dla Planety...


 Czy coś dla siebie wyniosłam z tej lektury? Na szczęście krótkiej, bo większość to duże, piękne, kolorowe, tęczowe zdjęcia 😁

Pośrednio. Bo jak zajrzałam tradycyjnie do szafy, żeby coś zredukować, to znów nic. Ale moja Pani Menedżerka od Remontu zasugerowała mi, żeby w łazience (we wnęce, gdzie nad pralką był kiedyś piecyk gazowy) zainstalować parę półek na ręczniki. W sensie, że nasz pan stolarz to może zrobić. I wtedy uwolni mi się trochę miejsca w szafie, gdzie może zastosuję się do niektórych rad z książki. Może być natomiast problem z ułożeniem potem tych ręczników według zasady tęczy, bo one są głównie w kolorach ziemi 😉 Aj aj aj!



 


 

Wyd. Znak Litera Nova, Kraków 2022, 255 stron

Tytuł oryginalny: The Home Edit: a Guide to Organizing and Realizing Your House Goals

Przełożyła: Dorota Malina

Z biblioteki

Przeczytałam 18 sierpnia 2022 roku 


NAJNOWSZE NABYTKI

Donoszę, iż sytuacja na froncie przyszłorocznej majowej Pragi (i części sierpniowej) rysuje się zupełnie inaczej niż tegoroczna 😁 Albowiem na półce w Jordanówce znalazłam TRZYNAŚCIE małych książeczek dla dzieci 😁 Tak że ten, zabieram je ze sobą i codziennie będzie NOWY POST, cieszycie się? Nie trzeba będzie już przewijać kilometrami 😂 A identycznego Hałabałę miałam w dzieciństwie...


Znalazłam też dwa pudełka puzzli i kompletnie nie wiem, co mnie napadło, żeby je wziąć. Naturalnie, że po ułożeniu odniosę je z powrotem - ale kiedy niby będę je układać. I gdzie, to przecież dużo miejsca zajmuje. Człowiek jest jakiś durnowaty, co mu wpadnie w ręce, to bierze 😂


A to jeszcze nie wszystko, bo przywlokłam też do domu z obchodu osiedla takie coś. Z myślą, że wykorzysta się ramkę ze szkłem na coś, jeszcze nie wiem, co. Bardzo lubię sterane życiem ramki, choćby najzwyklejsze 😁 Chcę zrobić nad kanapą ścianę galeryjną.




A' propos jeszcze książek.

Patrzę ci ja dziś rano w Ulubionym Antykwariacie (nie wiem, po co, powinnam ich stronę skrzętnie omijać przez najbliższe dziewięć miesięcy), a tu ten album, który znalazłam pod śmietnikiem na praskiej ulicy. Jaka radość, ile to zaoszczędziłam (110 zł) - choć dość złudna, bo przecież w życiu bym go nie kupiła za te pieniądze 😁 


 

Prasówka

Nowe słowo: shrinkflacja. Tylko sam proceder nie jest nowy, chodzi mianowicie o zmniejszanie gramatury towaru (często utrzymując takie samo opakowanie), żeby nie podnosić - pozornie oczywiście - ceny. Typowy przykład - kostka masła. 

 

Z życia sklerotyków

Właśnie szykuję obiad, gdy ktoś puka do drzwi. Facet, którego nie znam, więc pytam bez otwierania, o co chodzi.

- Klucz ma Pani w drzwiach.

Jezus Maria! Otwieram, faktycznie. 

- Matko, to on od wczoraj tam jest, bośmy jeszcze nie wychodziły!

A facet:

- No nie wiem, bo ja się tu cały czas kręcę w te i we wte i wcześniej nie widziałem. 

I teraz zagwozdka: nie widział, bo nie spojrzał (gość chyba remont robi piętro wyżej) czy też klucza nie było, bo ktoś zabrał do podrobienia i z powrotem włożył do zamka?

Córka mówi, że na wszelki wypadek powinnyśmy zamykać jeszcze na górny zamek, gdy nas obu nie ma w domu. Ale gdzie jest klucz od górnego zamka? 

Poszłyśmy wieczorem zobaczyć, jak działa osiedlowe kino plenerowe. Od tej pory do godziny 13 następnego dnia przecież mnóstwo ludzi musiało wchodzić i wychodzić (parter), nikt nie zwrócił nam uwagi 😕 Dopiero co ktoś się na forum osiedlowym skarżył, że sąsiedzi nie spisali się, gdy ich pod nieobecność urlopową okradziono...

środa, 17 sierpnia 2022

Vojtěch Steklač - Tři muži v jednadvacátém století


Jeden z nabytków praskich, zabrałam w drodze powrotnej do torebki, żeby mi umilał podróż swym humorem. I umilał, ale tylko przez 50 stron, bo było za dużo gazet do przeczytania na pokładzie 😀


Autor jest mi jak najbardziej znany (i lubiany), przeczytałam już sześć jego dzieł, one właśnie są z takim angielskim humorem zazwyczaj, więc nic dziwnego, że pan Steklač pokusił się o napisanie powieści o tym, jak by dziś wyglądali bohaterowie Jerome'a K. Jerome'a. Okazuje się, że mniej więcej tak samo, bo świat się zmienia, ale ludzie niekoniecznie.

Jerome wygrywa namiot i wspólnie z Harrisem i Georgem zaczynają planować, na jaki kemping się wybiorą, co powiedzą małżonkom (bo wiadomo, że nie prawdę) i jak namiot będzie się nazywał, ale to wszystko jest jedynie pretekstem do opowiadania historyjek z życia (znajomych albo i nieznajomych) wziętych, pouczających historyjek oczywiście 😂 

Akcja jest osadzona w Anglii, ale zastanawiam się, na ile pewne drobiazgi są czeskie 😉 Na przykład trzej przyjaciele roztrząsają kwestię, czy kobiety miewają orgazm czy tylko udają. I tu jeden z nich przytacza przykład znajomej, która autentycznie orgazm ma, ale tylko w windzie. A jeszcze lepiej w paternostrze (paternosterze? nigdy nie wiem, jak to odmieniać). O ile paternoster w Czechach jest/był bardzo popularny, o tyle nie wiem, na ile obecny w Wielkiej Brytanii?

PS. Poszukałam i znalazłam: owszem, miewali, ale nieporównywalnie mniej niż w Czechach. Aktualnie trzy czynne. Jednak faktem jest, że pierwszy paternoster na świecie działał właśnie w Londynie (1884), więc dobra, już się głupio nie spieram 😁

PS2. Kurde, właśnie sobie uświadomiłam - przecież miałam się przejechać jakimś paternosterem, z którego jeszcze nie korzystałam. Zapomniałam poszukać 😒 

PS3. Z niejasnych powodów nie posiadam Trzech panów w łódce, co jest prawdziwym skandalem - no ale to się już nie zmieni.



 


Początek:


Koniec:


 

Nie ma zdjęcia półki, bo... bo cudów też nie ma. Są dwie opcje: albo pozbędę się osiemnastu starych książek i na ich miejsce dam nowe, albo poczekam na Nową Kuchnię. Tam mianowicie będzie jeden regał więcej. Jako że jednak na dole mają być szuflady, do końca nie wiadomo, jak to wypadnie. Zobaczymy w październiku przy układaniu. Do tego czasu nowe czeskie książki będą na podłodze...


Wyd. XYZ, Praha 2010, 213 stron

Z własnej półki (kupione 8 sierpnia 2022 roku w Ulubionym Antykwariacie w Pradze za 19 koron)

Przeczytałam 17 sierpnia 2022 roku

 

No i już po moim nicniemusieniu 😟

W Pradze mnie bombardowali mailami z pracy, w pewnym momencie poprosili o jasne sformułowanie: tak, chcę lub nie, nie chcę (a przed wyjazdem specjalnie tam poszłam i powiedziałam, że zamknęłam firmę...). Napisałam więc NIE, NIE CHCĘ. W odpowiedzi dostałam taki tekst: super, że chcesz z nami dalej pracować, wiedziałam, że Praga Ci odmieni - i takie tam. To już nic nie rozumiałam i nawet nie odpisałam. Potem napisali, żeby zadzwonić po przyjeździe. A może lepiej przyjść, bo szefowa z Warszawy opracowała umowę specjalnie pode mnie. 

Cóż, poszłam na drugi dzień po powrocie, żeby to wszystko wyjaśnić. No i całe postanowienie ?? diabli wzięli. 

Umowa ma być na pięć miesięcy, ale nie że mam siedzieć od do w robocie - mam przepracować w tym czasie 750 godzin, a rozkładam je sobie, jak mi wygodnie i ode mnie zależy, czy u nich czy z domu. Jest to możliwe, bo w tym czasie ma być nieczynny jeden z moich działów, ten, który właśnie wymuszał bycie na miejscu w określonych godzinach. Za godzinę są skłonni płacić 35 zł.

No i? Mogłam odmówić?

Nie mogłam (oczywiście, że mogłam, ale jestem sprzedajna k...a i wystarczy, że mi ktoś przed nosem zamacha banknotem). Szybkie rachunki - zarobię na kolejnych 35 miesięcy dokładania do emerytury przecież. 

Nosz kurde, jak te pieniądze jednak wszystkim rządzą 😕 Wróciłam do domu, założyłam nową działalność (nazwa: oczywiście Kobieta pracująca) i od pierwszego dawaj apiat. Cholera mnie bierze. Choć oczywiście każdy mówi, że dobrze zrobiłam, bo przecież przyszłość taka niewiadoma etc. Šlak aby to trefil! Jeszcze nawet nie zdążyłam zrobić konkretnych planów na tę emeryturę. 

No, ale dobrze, bądźmy Pollyanną, cieszmy się, że mamy możliwość zarobienia, tak?