czwartek, 9 stycznia 2014

Janusz Olczak - Baśń o wielkim Marandzie

I znów, jak niegdyś w Wieżach magistratu, Olczakowy bohater wraca po dwudziestu latach do miasteczka swego dzieciństwa i młodości, do szkolnych kolegów, z którymi niegdyś założył Klub Siedmiu. Maranda był prezesem Klubu, a statut głosił, że zastępca przejmuje władzę z chwilą stwierdzenia niepoczytalności prezesa. Jakże jednak udowodnić niepoczytalność władcy absolutnemu?
A cóż było celem Klubu?
Teraz Maranda chce odnowić działalność Klubu i w tym celu nawiązuje kontakty z dawnymi kumplami.
Autor z przymrużeniem oka i dużą dozą pobłażliwości dla ludzkich przywar śledzi losy dawnych członków Klubu, Z których każdy poszedł swoją drogą, ale nikt nie wie, co tak naprawdę robił sam prezes Maranda przez te dwadzieścia lat, które minęły od matury. Wiele krążyło o nim plotek i nie wiedziano którą wersję wybrać: czy tę o odsiadce w więzieniu za słynną aferę z drobiem czy tę o wyjeździe do Brazylii jako badacz, gdzie mu ponoć tygrys jedno wygryzł czy też wersję kosmiczną, według której Maranda miał brać udział w kosmicznej wyprawie, otworzyć oko na nieskończoność i teraz trząść portkami.
Najpierw pojawia się Maranda u dawnego kolegi, aktualnie księdza proboszcza, poprzedzony licznymi telegramami o przybyciu, w które to przybycie wierzyła tylko księża kucharka. Niestety księdza nie zastaje na plebanii:
Jednak proboszcz wezwany telefonicznie zrzuca biały kitel, przywdziewa czarną sutannę i pojawia się przed swym gościem. Mamy tu charakterystyczny fragment rozmowy między Panem, Wójtem a Plebanem czyli proboszczem, Marandą i kucharka:
Uwielbiam gierki słowne Olczaka, a można się nimi rozkoszować przez całe 280 stron, wedle spisu treści:
A takoż w kolejnych dwóch pozycjach z serii:
Jedyne, czego żal, to że nie spotkamy już bohatera Wilczych dni... ale zaczynam się przywiązywać i do Marandy i jego barwnych koleżków. A że nie we wszystko trzeba od razu wierzyć? Cóż, to tylko baśń...

Książka została uznana za niegodną biblioteki Zarządu Głównego Związku Nauczycielstwa Polskiego:


Początek:
i koniec:




Wyd. Wydawnictwo Lubelskie Lublin 1974, wyd.I, 280 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 5 stycznia 2014


Obejrzałam radziecki film DWADZIEŚCIA DNI BEZ WOJNY /Двадцать дней без войны w reż. Aleksieja Germana z 1976 roku.
Historia o tym, jak pisarz i korespondent wojenny Łopatin (wzorowany na Konstantinie Simonowie, a grany przez Jurija Nikulina, znanego głównie jako komik i klown cyrkowy) w końcu 1942 roku jedzie na 20-dniowy urlop do Taszkientu.
W pociągu przejmująca, cudownie zagrana scena nocnej opowieści lotnika o tym, jak zdradziła go żona, gdy on był na froncie:
W tym samym pociągu (podróż trwała kilka dni) Łopatin spotyka Ninę Nikołajewną, krawcową z Taszkientu, pracującą dla teatru i filmu (zagraną przez jakże inną niż zwykle Ludmiłę Gurczenko):
Po przyjeździe na miejsce idzie do żony towarzysza frontowego, który zginął podczas nalotu, zanieść jego rzeczy:
Świetna epizodyczna rola Lii Achedżakowej, martwiącej się brakiem wiadomości od męża na froncie:
Łopatin zaszedł też na plan filmowy, gdzie kręcono film według jego opowiadań:
Łopatin i Nina spotykają się ponownie i zakochują się w sobie:
Ale pobyt w Taszkiencie, już i tak krótki, bo dużą część urlopu zabrała podróż, będzie jeszcze krótszy, major dostaje telegram i musi wracać na front:
Jedną noc mieli przed sobą kochankowie i już nadeszła chwila pożegnania, może na zawsze... nadchodził 1943 rok...
Tylko tyle i aż tyle, dwadzieścia dni bez wojny, ale wojna cały czas obecna, to właściwie dwadzieścia dni spotkań z wojną we wszelkich jej przejawach, wszystko tu wojną dyszy, choć przecież Taszkient nie zna bombardowań. Piękny film.

Na YT w całości, oczywiście w oryginale.


wtorek, 7 stycznia 2014

Margaret Forster - Podróże Maudie Tipstaff

Margaret Forster nie jest obcym dla mnie nazwiskiem, ale czytać nic nie czytałam do tej pory. Biłam się kiedyś na allegro o Zacisze pana Bone, ale przegrałam z automatem. Jeszcze jest po polsku Malowana lala, też mogłaby być interesująca. W ogóle wszystko, co się u nas ukazało tej autorki, wydaje mi się grzechu warte, same ciekawe tematy.
Oto, czego dowiadujemy się z okładki Podróży Maudie Tipstaff:
Bardzo lubię tematykę starości w powieściach, tym więcej, im szybciej się do niej sama zbliżam. Oczywiście można sobie zadać pytanie, na ile wiarygodne jest przedstawienie 70-latki przez autorkę, która w chwili pisania książki miała sama lat zaledwie dwadzieścia dziewięć. I cóż ona może wiedzieć na ten temat, od razu myślimy. A jednak...

Pomysł wysłania staruszki w odwiedziny do dorosłych dzieci w celu dokonania pewnego rozrachunku z życiem dla mnie trafiony. Od lat zmagam się z własną nadopiekuńczą matką, podobnie jak Maudie Tipstaff święcie przekonaną o wyłącznej słuszności własnych poglądów. Pewnie, że własne poglądy są najmojsze, ale umówmy się - tylko jeśli nas dotyczą, nie innych. Tymczasem moja mother ma pomysł na moje życie i uważa, że nie realizując tego pomysłu - robię jej na złość i jestem wyrodną córką. Całe życie drżałam przed jej wizytami, które są raczej wizytacjami i do dziś zdarza mi się obudzić zlana potem, bo przyśniło mi się, że mamusia niespodzianie przyjeżdża :) Tak było, gdy mieszkałam w akademiku i tak jest teraz, po 30 latach... wybaczcie, że tu osobistymi sprawami was zanudzam, ale tak właśnie tę powieść odbieram - bardzo osobiście i bardzo emocjonalnie. Miałam nawet pewną taką nieśmiałą nadzieję, że pomoże ona mi się uporać z pewnymi sprawami, że może zacznę rozumieć swoją matkę i jej motywacje, ale niestety nie... Maudie Tipstaff zrozumiała więcej, niż chciałaby zrozumieć moja staruszka. Zrozumiała przynajmniej tyle, że ona jest niezależna i jej dzieci są niezależne. Mojej już się o niczym nie przekona. Umrze ze stuprocentową pewnością, że złe miała dzieci (brat też się do jej zaleceń nie stosuje), złego miała męża (zasadniczo wypełnia polecenia, ale sam z siebie na żaden pomysł nie wpadnie), złe miała życie. To przykre, nie tego by się chciało dla własnej matki... z tego wiecznego terroru wynikają moje własne błędy wychowawcze, tak bardzo nie cierpię, gdy mi ktoś coś dyktuje, że sama nie umiałam być odpowiednio stanowcza wobec córki i tak oto z jednej skrajności wpada się w drugą... tyle tylko, że absolutnie nie oczekuję po swojej progeniturze, żeby miała realizować moje marzenia, niech żyje, jak jej się podoba :)
/szkoda tylko, że książek mało czyta, kurka wodna/
/no ale znowu to, że ja czytam, też jest wadą w oczach Wiadomo Kogo/

I takie to niewesołe refleksje po lekturze Podróży Maudie Tipstaff. A powieść zasługuje na zapoznanie się z nią. Jeśli czytelnik nie obciążony dziedzicznie, to nawet się pośmieje :)


Początek:
i koniec:


Inne powieści, które ukazały się w serii Klubu Interesującej Książki w 1971 roku są mi kompletnie nieznane.
Bondariewa jedynie mam i to wszystko.


Wyd. PIW Warszawa 1971, wyd.I, 218 stron
Tytuł oryginalny: The Travels of Maudie Tipstaff
Tłumaczyła: Urszula Łada-Zabłocka
Seria KIK
Z własnej półki (kupione na allegro 13 listopada 2013 za 2,05 zł)
Przeczytałam 4 stycznia 2014


W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film włoski BIAŁY SZEJK (Lo sceicco bianco), w reż. Federico Felliniego, z 1952 roku

2/ film czeski MIŁOŚĆ BLONDYNKI (Lásky jedné plavovlásky), w reż. Miloša Formana, z 1965 roku

3/ film produkcji hongkondzkiej (jest taki przymiotnik?) CHUNGKING EXPRESS (Chung hing sam lam), w reż. Kar Wai Wonga, z 1994 roku
Na YT pokawałkowane z angielskimi napisami:

Uwielbiam jego Spragnionych miłości, a to podobno najlepszy wcześniejszy film.


Z filmów radzieckich obejrzałam w zeszłym tygodniu coś fantastycznego! I to luksusowo, bo z polskimi napisami (prezent od brata pod choinkę). Były to dwa filmy jednego reżysera - Aleksieja Germana.
MÓJ PRZYJACIEL IWAN ŁAPSZYN /Мой друг Иван Лапшин, 1984
Według utworu ojca reżysera, pisarza Jurija Germana. Film nakręcony w czasie pieriestrojki i odstawiony na półkę.
Akcja filmu toczy się w latach 30-tych, a opowiada o dawno minionych wydarzeniach mężczyzna, który wtedy był 9-letnim chłopcem.
Mieszkał z ojcem w komunałce,
wraz z jego kolegami, towarzyszami pracy w strukturach śledczych, wśród których wybija się na plan pierwszy tytułowy Łapszyn, naczelnik milicji, tropiący nieuchwytny gang Sołowiowa.
Wśród mieszkańców komunałki jest i dziennikarz Chanin, coraz bardziej tracący złudzenia co do władzy i ustroju:
Gdy Łapszyn zakocha się w aktorce Nataszy
okaże się, że to właśnie Chanin jest jego rywalem.
Łapszyn stanie przed trudnym wyborem...
Ale nie to tak naprawdę jest tematem filmu, tylko same lata trzydzieste, czasy Wielkiej Czystki. Reżyser nie pokazuje żadnych ważnych wydarzeń, jedynie nędzę i beznadzieję tych czasów, klimat życia pod presją, ubogie społeczeństwo, które mami się wizją świetlanej przyszłości komunizmu, a które tymczasem nie ma co do garnka i na grzbiet włożyć. Przestępczość szerzy się w zastraszającym tempie, a Łapszyn zastanawia się, jak to się dzieje, że on tyle trudu i zaangażowania wkłada w swoją pracę, a przestępców nie ubywa.
Film sprawia wręcz wrażenie dokumentalnego, nakręconego ukrytą kamerą, tym bardziej, że jest czarno-biały. A widz nie może pozbyć się wrażenia, że jego bohaterom zostało już zaledwie parę lat, że za chwilę przepadną w stalinowskim kotle.


Na YT trailer.

O drugim filmie następnym razem.


czwartek, 2 stycznia 2014

Adam Bujak - The Royal Cracow


Nie chciało się ruszyć na noworoczny spacer, więc odbyłam spacer wirtualny, poprzez piękne fotografie Adama Bujaka zamieszczone w albumie The Royal Cracow. Album wyszedł w kilku wersjach językowych, oczywiście przede wszystkim po polsku jako Królewski Kraków, ale ja mam akurat (przez przypadek) wersję angielską.


Przedmowę napisał prof. Jan Ostrowski z Wawelu, pewnie interesującą, ale po angielsku nie chciało mi się biedzić... zakładam, że wszystko wiem. Tak jak wiem, że na zdjęciu czwartym poniżej nie jest wcale Pałac Pusłowskich, jak podpisano, tylko szkoła muzyczna z Basztowej :) No, ale to jedyny błąd jaki znalazłam :)

Wertowanie albumu było nawet pożyteczniejsze od zwykłego spaceru, bowiem spora część zdjęć przedstawia widoki niedostępne dla nieuzbrojonego oka, a zdjęte z miejsc, w które zwykły śmiertelnik się nie dostanie, jak wieże kościelne czy zamkowe lub zakamarki kaplic wawelskich.
Adam Bujak jest bardzo znanym fotografem, autorem ponad stu albumów i innych publikacji. Co ciekawe, jest też członkiem Arcybractwa Męki pańskiej przy kościele Franciszkanów :)

Zdjęcia z albumu The Royal Cracow ilustrują różne miejsca w Krakowie, bo zarówno te znane każdemu turyście, ze Starego Miasta, Wawelu czy Kazimierza (choć często pokazane z zaskakującej perspektywy, jak choćby to wybrane na okładkę, pokazujące wieże katedry wawelskiej z dachu Seminarium) jak i te, które położone są poza turystycznymi szlakami. Album wydano niezwykle starannie, na kredowym papierze (drukowano w Czechach, czy u nas nie potrafią czy też jest po prostu taniej?) i z piękną obwolutą.



Wyd. BIAŁY KRUK Kraków 2005, VII wydanie, 319 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 1 stycznia 2014



W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
Noworoczne postanowienie - jedyne! - dotyczy filmów. Otóż wymyśliłam, że będę je oglądać PLANOWO, po 4 na tydzień (a jeśli uda się coś ponad plan, to tym lepiej), bowiem przybywa mi ich w ilościach hurtowych, a nośniki do mojej emerytury mogą nie doczekać, tak mnie przynajmniej straszą nie od dziś. Planowo, bowiem nieraz już się zdarzyło, że mam wolne dwie godzinki i coś bym tam mogła obejrzeć, ale gdy się zacznę zastanawiać, co wziąć, to dwie godzinki mijają :) Sporządziłam więc plan na pierwsze cztery miesiące roku, z założeniem, że oglądam w każdym tygodniu jeden film rosyjski, jeden włoski, jeden czeski (chcę sobie powtórzyć czeskie kino, a filmów wystarczy mi akurat na rok, potem zmienię kategorię na jakąś inną) i jeden z jakiejkolwiek innej kinematografii. O swoich planach będę tu informować w każdym tygodniu, z pominięciem filmu rosyjskiego, o tym bowiem będę pisać szerzej już po obejrzeniu.
Zatem zaczynam! W tym tygodniu oglądam:

1/ film włoski AMORE 14 w reż. Federico Moccia, z 2009 roku


2/ film czeski CZARNY PIOTRUŚ w reż. Miloša Formana, z 1963 roku
Znalazłam tylko fragment:


3/ film amerykański KAMERDYNER w reż. Lee Danielsa, z 2013 roku (dramat biograficzny)
Jedynie trailer:



FILM ROSYJSKI I RADZIECKI
W noworoczny poranek obejrzałam tradycyjnie radziecki film - kultowy - który Rosjanie obowiązkowo oglądają w Sylwestra od 40 lat, to coś jak dla nas święty Kevin na Polsacie :)
IRONIA LOSU /Ирония судьбы или С легким паром
reż. Eldar Riazanow, 1974
obsada: Andriej Miagkow, Barbara Brylska, Jurij Jakowlew, Georgij Burkow, Lia Achedżakowa
Jak donosi ciocia Wiki, film uczynił z Barbary Brylskiej pierwszą blondynkę Związku Radzieckiego i najpopularniejszą polską aktorkę w krajach rosyjskojęzycznych po dziś dzień.

Jest sylwestrowa noc w Moskwie. Chirurg Żenia Łukaszyn właśnie oświadczył się Gali, mają wspólnie spędzić Sylwestra,
ale wcześniej Żenia udaje się do bani, bo mają z przyjaciółmi taką właśnie sylwestrową tradycję.
Tam z okazji rychłego ślubu wypijają po parę kieliszków, po czym udają się na lotnisko, bo jeden z nich, Pawlik, miał lecieć do swojej żony do Leningradu. Pijani panowie wepchnęli do samolotu zamiast Pawlika Żenię, ten wylądował w mieście nad Newą, wsiadł do taksówki, podał swój domowy adres - Trzecia ulica Budowlańców 25, m.12 - a jako że w każdym radzieckim dużym mieście taka ulica się znajdzie, kierowca zawiózł go pod wskazany adres. Blok taki sam, klucz do zamka w drzwiach pasował oczywiście i tutaj, bo wszystko było standardowe w Związku Radzieckim, meble też takie same (polskie regały za 850 rubli, masakryczna cena, jeśli weźmie się pod uwagę, że potem Żenia pożycza 15 rubli na samolot do Moskwy), tapczan stoi w tym samym kącie pokoju, więc umęczony chłopak kładzie się spać. Niestety do domu wraca właścicielka, Nadia Szewiełowa
i zdumiona, skąd wziął się obcy mężczyzna w jej łóżku, usiłuje się go pozbyć, zwłaszcza że zaraz pojawi się jej narzeczony Hipolit, wielce zazdrosny.
Oczywiście wyrzucić Żenię za drzwi nie będzie łatwo, podobnie jak wytłumaczyć Hipolitowi jego obecność... zresztą Gala telefonicznie też nie da się przekonać, że to wszystko przypadek i nieporozumienie. Na naszych oczach rozpadają się dwa związki... ale w tym samym czasie Żenia i Nadia zakochują się w sobie. Pytanie tylko, czy taka nagła miłość potrafi przetrwać?

Film można obejrzeć w całości na YT z angielskimi napisami.
Część pierwsza:

Część druga:



IRONIA LOSU. KONTYNUACJA /Ирония судьбы. Продолжение
W 2007 roku Timur Bekmambetow porwał się na świętość i zrealizował ciąg dalszy. Minęło 30 lat, dzieci Żeni i Nadii (każde z innego związku) są już dorosłe. Przyjaciele Żeni dalej spotykają się w bani i tym razem knują spisek - dla Żeni najlepszym prezentem na Nowy Rok byłoby ponowne spotkanie z Nadią. Wysyłają więc syna Żeni Kostię do Sankt Petersburga pod znany nam adres Trzecia ulica Budowlańców 25, mieszkanie 12. I znów ta sama historia, bo mieszka tam teraz córka Nadii i Hipolita, też Nadia.
Jak każdy ciąg dalszy, współczesna produkcja nie umywa się do starego filmu, ale lubię na nią z rzadka popatrzeć, bo córkę gra Liza Bojarska, a Kostię Konstantin Chabienskij. Plus oczywiście dawni bohaterowie: Miagkow i Brylska.

Trailer:



A na koniec pochwalę się życzeniami, jakie dostałam trzy lata temu z okazji nowego roku od naszego ochroniarza (przeglądałam wczoraj parę starych kalendarzy i znalazłam):
No wszystko tu jest, czego mi trzeba :)