Ponad rok temu trafiłam na allegro na tę pozycję, a że miałam ją w planach, bo gdzieś tam kiedyś tam wyczytałam, że akcja dzieje się w przedwojennym Krakowie, więc łyknęłam szybciutko, a teraz przyszedł czas na skonsumowanie.
To dylogia:
Niestety druga część była pozbawiona obwoluty, ale całość była do nabycia u jednego sprzedawcy, więc wzięłam. Zawsze się biję z myślami, co robić w takich przypadkach, wszak książka bez obwoluty jest jakaś okaleczała... ale tu i teraz zwycięża.
Obwoluta pierwszego tomu czyli W kręgu naftowej lampy przyniosła nie tylko informację o zawartości powieści:
ale również kolejne tytuły:
O ile pierwsze dwa są mi doskonale znane (co nie znaczy, że ich sobie nie przypomnę w bliskiej przyszłości), o tyle pozostałych trzech nie znam i dumam na krakowskim bruku, czy dotyczą Królewskiego Stołecznego Miasta czy nie. Zasadniczo Aciaki z I A powinny być krakowskie, skoro to Kaden-Bandrowski, ale tamte? Choynowski pochodził z Warszawy, ale studiował na UJ, więc? Kto wie? Józio Barącz to potomek chłopskiej rodziny, starający się o wykształcenie - ale gdzie, nie wiem? Na Rajskiej trwa reinstalacja systemu i nie można korzystać z katalogu, więc nie mam pojęcia, czy ich zbiory zawierają te pozycje... siła złego na czytelnika jednego :)
W kręgu naftowej lampy to powieść rozgrywająca się w środowisku ubogich mieszczan, w rodzinie podurzędnika, jak lubi mawiać pani Pługowa, a w rzeczywistości dozorcy wodociągów. Państwo Pługowie wywodzą się z galicyjskiej wsi, przywędrowali do Krakowa w poszukiwaniu chleba i powoli zapuścili tu korzenie, dorobiwszy się mieszkania na III piętrze "z gankiem" i dwóch synów. Właśnie perypetie tych synalków, starszego Władka i młodszego Antosia, osnute na tle drobnomieszczańskiego Krakowa, z jego mniej czy bardziej charakterystycznymi elementami, stanowią centrum powieści. Wspomniałam o przedwojennych czasach, ale to jeszcze sprzed I wojny światowej, akcja rozpoczyna się dwa lata przed końcem XIX wieku, a więc w zaborze austriackim.
Powieść przyniosła mi zagadkę - gdzie mieściło się Biuro Wodociągowe, w którym pracował pan Pług. W książce wspomina się, że "u stóp Wawelu". Z radością pomyślałam o dwutomowym wydawnictwie "Wodociągi Krakowa", stojącym w kuchni obok biurka... tyle że zerknę tam jutro, bo mi już z łóżka nie chciało się wstać. Ale jak to dobrze mieć w domu odpowiednią literaturę! Tymczasem na drugi dzień zajrzałam do tych "Wodociągów" i... guzik znalazłam, owszem, jest w jednym miejscu wzmianka, że jakieś tam pomiary zostały wykonane w Biurze Wodociągów przy ul. Podzamcze, ale to wszystko. Ani zdjęcia ani dokładniejszego adresu. Carramba! Teraz mnie to będzie gryzło.
Początek:
Koniec:
Wyd. Wydawnictwo Literackie Kraków 1962, 342 strony
Z własnej półki (kupione na allegro 10 kwietnia 2014 roku za 5,50 zł)
Przeczytałam 7 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ polski film z 1956 roku - KONIEC NOCY - reż. Julian Dziedzina, Paweł Komorowski, Walentyna Uszycka
Na YT w całości:
Romek pracuje jako kierowca w bazie transportowej. Niestety, nie cieszy się najlepszą opinią. Pewnego dnia brawurowo prowadząc ciężarówkę popełnia liczne wykroczenia, a nawet potrąca przechodnia. Interweniuje milicja. Romek zostaje zwolniony. Nadmiar wolnego czasu wypełnia libacjami i drobnymi kradzieżami. Dokonuje ich wspólnie z przyjaciółmi - Edkiem, Filipem i Małym. Danka - dziewczyna Filipa, jest w ciąży. Początkowo chłopak chce, by usunęła dziecko. Potem jednak próbuje się ustatkować i podjąć pracę. Tymczasem jego kumple wciąż wiodą życie "niebieskich ptaków". Kradną i biesiadują. Podczas jednej z suto zakrapianych imprez dochodzi do bójki... "Koniec nocy" jest wspólną pracą dyplomową absolwentów Łódzkiej Szkoły Filmowej. Debiut jak to debiut, nie jest wolny od wad. Na szczęście nie przesądzają one o wartości filmu. Młodym autorom udało się bowiem, w manierze bliskiej włoskiemu neorealizmowi, pokazać trochę prawdy o pokoleniu dwudziestolatków z drugiej połowy lat pięćdziesiątych. Prawdy bynajmniej nie podnoszącej na duchu, dalekiej od socrealistycznych schematów. Młodzież z "Końca nocy" nie wykonuje 250 procent normy, nie tępi wrogów klasowych. Wręcz przeciwnie: cechuje ją nihilizm, lęk przed nudą, wewnętrzna pustka. By ją zagłuszyć Romek, Edek, Filip i Mały schodzą na drogę przestępstwa i stopniowo wykolejają się. Czy zdążą się w porę zatrzymać i zawrócić? Na planie "Końca nocy" swe pierwsze kroki w przemyśle filmowym stawiali artyści tej miary, co Zbigniew Cybulski i Roman Polański. Krytyka zauważyła i doceniła również kreacje Ryszarda Filipskiego i Katarzyny Karskiej.
7/10
2/ japońskie ZAPISKI WŁAŚCICIELA CZYNSZOWEJ KAMIENICY (Nagaya shinshiroku), reż. Yasujirô Ozu, 1947
Na YT cały, z angielskimi napisami:
Historia porzuconego przez ojca chłopca, przygarniętego przez wdowę Tane, w realiach powojennej Japonii.
7/10
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
sobota, 8 sierpnia 2015
Romain Rolland - Colas Breugnon
Pierwsze zdanie z "Przyślę panu list i klucz" to cytat z tej właśnie powieści. Sięgnęłam więc na półkę, by sobie przypomnieć, odświeżyć. A tymczasem odnoszę wrażenie, że czytałam po raz pierwszy - mimo, że sporo francuskiej literatury przerobiłam jeszcze będąc w domu. A może wtedy, w szkolnych, licealnych czasach byłam na Colasa Breugnon za głupia? I dlatego nie wbił mi się w pamięć?
Tymczasem to znakomita rzecz! Dawno już tak często podczas lektury nie zatrzymywałam się i nie zadumywałam, nie porównywałam, nie wyciągałam wniosków, nie grzebałam w pamięci za wspomnieniami...
Colas Breugnon to starzec stojący u kresu życia - tak tak, jak na owe czasy, bowiem ma lat pięćdziesiąt - a czasy te to początek XVII wieku. Pełen radości życia Burgund dokonuje podsumowania swego życia, opisując wydarzenia dziejące się w przeciągu jednego roku. A jest tego sporo, bo i nadejście zarazy, i utrata żony, i domu, który padł ofiarą nadgorliwości współmieszczan, nie wspominając o złamaniu nogi, co w ostateczności zmusiło Breugnona do zamieszkania u córki. A jednak Colas cały czas chwali życie, jego bujność i bogactwo, raduje się każdą okazją do wypitki, każdym kawałkiem wieprzowiny do wrzucenia na ruszt, chwali się swą sztuką rzeźbiarską (nie byle jaki z niego rzemieślnik), podziwia odradzającą się przyrodę i zmusza wręcz czytelnika, by podzielał jego poglądy, kpił sobie z możnowładców tego świata i cieszył się swym małym światkiem. To powieść tak ciepła i pogodna, że zdolna zarazić swym optymizmem najgorszego ponuraka.
Początek:
Koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1954, wyd.VI, 198 stron
Tytuł oryginalny: Colas Breugnon
Przełożył: Franciszek Mirandola
Z własnej półki (z Ojczastych zasobów)
Przeczytałam 6 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film rosyjski KINO PRO KINO z 2002 roku, reż. Walerij Rubinczik
Konia z rzędem komuś, kto potrafi znaleźć film o takim tytule na YT!
Zresztą, nie warto szukać. Film kiepski. Rosyjska wersja "Osiem i pół".
2/ spaghetti-western z listy TOP250 IMDB - DOBRY, ZŁY I BRZYDKI (Il buono, il brutto, il cattivo), reż. Sergio Leone, 1966
Na YT w całości:
9/10
A dziś zaczęłam powracać do klimatów szpitalnych za pomocą serialu SZPITAL NA PERYFERIACH PO DWUDZIESTU LATACH (Nemocnice na kraji města po dvaceti letech), 2003
I wiecie co, przypomniało mi się nieprzyjemne uczucie, gdy wiozą na operację - otóż ma się wrażenie, że pędzą z tym łóżkiem, miga w oczach, jedna lampa na suficie za drugą i tak bardzo chciałoby się zwolnić...
Leżenie w łóżku mi doskwiera (nigdy bym nie przypuszczała, że to powiem! ja, co każdy weekend spędzałam w łóżku właśnie!), już mam tego serdecznie dość i dziś zaścieliłam je, nakryłam kapą, położyć się zawsze mogę, ale dość wylegiwania się pod kołdrą! Gdyby nie ten upał, może bym przejechała się do miasta... Tymczasem wróciłam do (okropnie zaniedbanego) czeskiego, stwierdziłam, że muszę od początku wszystko powtórzyć.
Tymczasem to znakomita rzecz! Dawno już tak często podczas lektury nie zatrzymywałam się i nie zadumywałam, nie porównywałam, nie wyciągałam wniosków, nie grzebałam w pamięci za wspomnieniami...
Colas Breugnon to starzec stojący u kresu życia - tak tak, jak na owe czasy, bowiem ma lat pięćdziesiąt - a czasy te to początek XVII wieku. Pełen radości życia Burgund dokonuje podsumowania swego życia, opisując wydarzenia dziejące się w przeciągu jednego roku. A jest tego sporo, bo i nadejście zarazy, i utrata żony, i domu, który padł ofiarą nadgorliwości współmieszczan, nie wspominając o złamaniu nogi, co w ostateczności zmusiło Breugnona do zamieszkania u córki. A jednak Colas cały czas chwali życie, jego bujność i bogactwo, raduje się każdą okazją do wypitki, każdym kawałkiem wieprzowiny do wrzucenia na ruszt, chwali się swą sztuką rzeźbiarską (nie byle jaki z niego rzemieślnik), podziwia odradzającą się przyrodę i zmusza wręcz czytelnika, by podzielał jego poglądy, kpił sobie z możnowładców tego świata i cieszył się swym małym światkiem. To powieść tak ciepła i pogodna, że zdolna zarazić swym optymizmem najgorszego ponuraka.
Początek:
Koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1954, wyd.VI, 198 stron
Tytuł oryginalny: Colas Breugnon
Przełożył: Franciszek Mirandola
Z własnej półki (z Ojczastych zasobów)
Przeczytałam 6 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ film rosyjski KINO PRO KINO z 2002 roku, reż. Walerij Rubinczik
Konia z rzędem komuś, kto potrafi znaleźć film o takim tytule na YT!
Zresztą, nie warto szukać. Film kiepski. Rosyjska wersja "Osiem i pół".
2/ spaghetti-western z listy TOP250 IMDB - DOBRY, ZŁY I BRZYDKI (Il buono, il brutto, il cattivo), reż. Sergio Leone, 1966
Na YT w całości:
9/10
A dziś zaczęłam powracać do klimatów szpitalnych za pomocą serialu SZPITAL NA PERYFERIACH PO DWUDZIESTU LATACH (Nemocnice na kraji města po dvaceti letech), 2003
I wiecie co, przypomniało mi się nieprzyjemne uczucie, gdy wiozą na operację - otóż ma się wrażenie, że pędzą z tym łóżkiem, miga w oczach, jedna lampa na suficie za drugą i tak bardzo chciałoby się zwolnić...
Leżenie w łóżku mi doskwiera (nigdy bym nie przypuszczała, że to powiem! ja, co każdy weekend spędzałam w łóżku właśnie!), już mam tego serdecznie dość i dziś zaścieliłam je, nakryłam kapą, położyć się zawsze mogę, ale dość wylegiwania się pod kołdrą! Gdyby nie ten upał, może bym przejechała się do miasta... Tymczasem wróciłam do (okropnie zaniedbanego) czeskiego, stwierdziłam, że muszę od początku wszystko powtórzyć.
czwartek, 6 sierpnia 2015
Maria Pruszkowska - Przyślę panu list i klucz
Nie mogłam się powstrzymać od sięgnięcia po raz kolejny po kultową powieść Pruszkowskiej. No ale kto powiedział, że książkę można czytać tylko raz? Albo tylko dwa razy? Albo trzy? Już sama nie wiem, który raz czytam Przyślę panu list i klucz... zdecydowanie to były dobrze zainwestowane pieniądze, wtedy na allegro :)
Mam część drugą, mam część trzecią, która tak naprawdę jest osobną powieścią, ale to po pierwszą wyciągam rękę z rozkoszą.
Musiałam do zdjęcia odsunąć paki... tak, wiem, nie wolno mi dźwigać... sąsiadka przed szpitalem jeszcze uszczęśliwiła mnie kartonami, bo niby remont jakiś robi, a w rzeczywistości gości córkę i musi na ten czas opróżnić z pudeł mały pokój, żeby móc sobie rozłożyć tam materac do spania. Na Boże Narodzenie też miałam u siebie jej paczki. Jest dla mnie żywym ostrzeżeniem przed zagracaniem domu :) Ale że to już jest wydarzenie cykliczne: przyjeżdża córka - ja mam burdel, zaczynam przemyśliwać nad włamaniem się do niej i wyrzuceniem jej raz na zawsze tych wszystkich bambetli :)
Przyślę panu list i klucz - jak zwykle - nie zawiodło. Przyniosło odpowiednią dawkę humoru, nostalgii, wspomnień o lekturach... i impuls do sięgnięcia po nowe książki. Pierwszą właśnie kończę :)
Początek:
Koniec:
Wyd. Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1972, 145 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 4 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ KANAŁ Wajdy, na YT w całości - wersja odrestaurowana:
8/10
2/ japoński BYŁ SOBIE OJCIEC (Chichi ariki), reż. Yasujirô Ozu, 1942
Na YT z angielskimi napisami, ja oglądałam po rosyjsku :)
8/10
Mam część drugą, mam część trzecią, która tak naprawdę jest osobną powieścią, ale to po pierwszą wyciągam rękę z rozkoszą.
Musiałam do zdjęcia odsunąć paki... tak, wiem, nie wolno mi dźwigać... sąsiadka przed szpitalem jeszcze uszczęśliwiła mnie kartonami, bo niby remont jakiś robi, a w rzeczywistości gości córkę i musi na ten czas opróżnić z pudeł mały pokój, żeby móc sobie rozłożyć tam materac do spania. Na Boże Narodzenie też miałam u siebie jej paczki. Jest dla mnie żywym ostrzeżeniem przed zagracaniem domu :) Ale że to już jest wydarzenie cykliczne: przyjeżdża córka - ja mam burdel, zaczynam przemyśliwać nad włamaniem się do niej i wyrzuceniem jej raz na zawsze tych wszystkich bambetli :)
Przyślę panu list i klucz - jak zwykle - nie zawiodło. Przyniosło odpowiednią dawkę humoru, nostalgii, wspomnień o lekturach... i impuls do sięgnięcia po nowe książki. Pierwszą właśnie kończę :)
Początek:
Koniec:
Wyd. Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1972, 145 stron
Z własnej półki
Przeczytałam 4 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ KANAŁ Wajdy, na YT w całości - wersja odrestaurowana:
8/10
2/ japoński BYŁ SOBIE OJCIEC (Chichi ariki), reż. Yasujirô Ozu, 1942
Na YT z angielskimi napisami, ja oglądałam po rosyjsku :)
8/10
wtorek, 4 sierpnia 2015
Edmund Niziurski - Siódme wtajemniczenie
W tym miesiącu powinnam czytać zbiór opowiadań NIKODEM I TAJEMNICA GABINETU, ale research w bibliotekach krakowskich wykazał, że mają go jedynie w jednej filii nowohuckiej, stanowczo odmawiam jazdy tam w najbliższym czasie, więc pożyczyłam w swojej osiedlowej Jordanówce następną powieść. Niestety tylko w takim brzydkim wydaniu mieli. W czasach szkolnych czytałam ładniejsze :)
Tytuł Siódme wtajemniczenie jakoś nic mi nie mówił, dopiero gdy zobaczyłam, że pierwotny tytuł to Twierdza Persil, od razu mi się wszystko przypomniało. Jedna z najulubieńszych lektur Niziurskiego. Typowo chłopacka - akcja znów w szkole męskiej, gdzie rywalizują ze sobą dwa gangi: Blokerów i Matusów - ale i dla mnie, dziewczynki, niesamowicie wciągająca i pociągająca. Pamiętam, jak marzyłam o takich przygodach, o tym, żeby i w moim otoczeniu działy się takie rzeczy, żeby chłopcy mieli takie miejsce, jak twierdza Persil, żeby mlekoza, serkoza, żeby nagrywanie, paczki dla jeńców, Kołomyja, Interkot :)
I mimo, że książka ma smutny wydźwięk, bo przecież Cykuś traci młodzieńcze złudzenia, to jednak zapamiętuje się głównie klimat wiecznej zabawy.
Aż dziw, że nigdy nie pokuszono się o ekranizację.
Nawiasem mówiąc, we wrześniu będzie premiera KLUBU WŁÓCZYKIJÓW! Ale przeniesionego w nasze komputerowe czasy.
Początek tomu I:
Koniec tomu I:
Początek tomu II:
Koniec tomu II:
Wyd. Siedmioróg Wrocław 1992, tom I - stron 155, tom II - stron 201
Z biblioteki
Przeczytałam 3 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
Wrzuciłam na ruszt włoską bajkę o tym, co by było, gdyby tak wskutek machinacji polityków prezydentem Włoch został wybrany zwykły człowiek.
Nazywa się to BENVENUTO PRESIDENTE, reż. Riccardo Milani, 2013
Na YT w całości:
7/10
Tytuł Siódme wtajemniczenie jakoś nic mi nie mówił, dopiero gdy zobaczyłam, że pierwotny tytuł to Twierdza Persil, od razu mi się wszystko przypomniało. Jedna z najulubieńszych lektur Niziurskiego. Typowo chłopacka - akcja znów w szkole męskiej, gdzie rywalizują ze sobą dwa gangi: Blokerów i Matusów - ale i dla mnie, dziewczynki, niesamowicie wciągająca i pociągająca. Pamiętam, jak marzyłam o takich przygodach, o tym, żeby i w moim otoczeniu działy się takie rzeczy, żeby chłopcy mieli takie miejsce, jak twierdza Persil, żeby mlekoza, serkoza, żeby nagrywanie, paczki dla jeńców, Kołomyja, Interkot :)
I mimo, że książka ma smutny wydźwięk, bo przecież Cykuś traci młodzieńcze złudzenia, to jednak zapamiętuje się głównie klimat wiecznej zabawy.
Aż dziw, że nigdy nie pokuszono się o ekranizację.
Nawiasem mówiąc, we wrześniu będzie premiera KLUBU WŁÓCZYKIJÓW! Ale przeniesionego w nasze komputerowe czasy.
Początek tomu I:
Koniec tomu I:
Początek tomu II:
Koniec tomu II:
Wyd. Siedmioróg Wrocław 1992, tom I - stron 155, tom II - stron 201
Z biblioteki
Przeczytałam 3 sierpnia 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
Wrzuciłam na ruszt włoską bajkę o tym, co by było, gdyby tak wskutek machinacji polityków prezydentem Włoch został wybrany zwykły człowiek.
Nazywa się to BENVENUTO PRESIDENTE, reż. Riccardo Milani, 2013
Na YT w całości:
7/10
niedziela, 2 sierpnia 2015
Grigorij Bakłanow - Najmłodszy z braci
No, jestem. Żywa. Acz nie cała, coś tam wycięli i nawet nie oddali, choć mię tu niektórzy nachodzą, że na pamiątkę powinnam kamienie dostać. Ale to dla amatorów raczej, specyficznych pamiątek :) Jak by mię chciano obdarować jakimiś kamykami, to ja już raczej poproszę diamenty. W aksamitnym woreczku.
Wszystko dobrze poszło, na operację po zgłoszeniu się do szpitala, czekałam tylko pół godziny, zdążyłam się rozlokować w przydzielonej mi szafce i nieco zaszpanować na korytarzu nowym szlafroczkiem (specjalnie w szpitalnym celu nabytym, bo ja raczej nie jestem szlafrokowa), a tu pakują mnie na łóżko i wiozą. Ba, nawet na głowę jakąś zieloną czapkę zakładają - co jest bezczelnością, bo ja nawet w największy mróz sobie na coś takiego nie pozwalam. Mówią, że zaraz zasnę, ja im próbuję nie wierzyć, biję się chwilę z własnymi powiekami, ale Oni są górą. I oto już coś do mnie mamroczą, pytam, która godzina, za dwadzieścia dziesiąta, no jak to, przecież dopiero co było piętnaście po siódmej! Wracam na salę, podpinają mnie do kroplówki i... no tak, naprawdę jest już po wszystkim. Bólu nie czuję, zresztą potem przeczytałam na korytarzu, że szpital ma właśnie duże osiągnięcia w walce z bólem i on tam nie ma prawa bytu.
Zaczynają się nudy. Gorzko pożałowałam, że nie zabrałam małego odtwarzacza DVD. Gorzko pożałowałam, że nie zabrałam własnego jaśka (spać bez jaśka trudno). Książkę skończyłam dziś rano, bardzo ją zresztą oszczędzając i co dalej. Ostatnie godziny wlokły się niesamowicie. Już rozważałam opcję udania się na postój taxi w koszuli nocnej i w kapciach, nie mogąc się doczekać córki z ubraniem :) Ot, zwykły widoczek na Kazimierzu w niedzielne południe :)
No ale wreszcie jestem w domu i teraz zacznie się najtrudniejsze: dieta. Na obiad w szpitalu było bardzo pyszne mięsko, ja sobie takiego nie zrobię :( ale mam zapas kaszy mannej i sucharków, to jakoś przeżyję. Osłodzę sobie żywot jaką miłą lekturą... chodzi mi po głowie Brillat-Savarin, czyż nie adekwatnie?
A tymczasem melduję, że Najmłodszy z braci zaliczony.
Grigorij Bakłanow to dla mnie świeżynka. Wymieniają tu inne jego powieści, ale ich nie mam.
O Najmłodszym z braci napisano na skrzydełku:
I tym się muszę wykręcić na dzisiaj, bom deczko zmęczona,jak się okazuje i chyba czas zdjąć laptopa z mojego poranionego brzucha :)
Początek:
Koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1986, wyd.I, 143 strony
Seria: Współczesna Proza Światowa (Czarna seria)
Tytuł oryginalny: Mieńszij sriedi bratiew /Меньший среди братьев
Przełożyła: Wiera Bieńkowska
Z własnej półki
Przeczytałam 2 sierpnia 2015 roku
Wieczorem sobie zapodam film, bo gdzieżby tam Rosjanie nie zekranizowali jakiejś książki :)
Jest w 2 częściach na YT:
NAJNOWSZE NABYTKI
Przed szpitalem zajrzałam jeszcze do Księgarni Akademickiej, a tam wśród uniwersyteckich monografii jest Collegium Minus, nie wiem, jakim cudem go przegapiłam do tej pory:
Wszystko dobrze poszło, na operację po zgłoszeniu się do szpitala, czekałam tylko pół godziny, zdążyłam się rozlokować w przydzielonej mi szafce i nieco zaszpanować na korytarzu nowym szlafroczkiem (specjalnie w szpitalnym celu nabytym, bo ja raczej nie jestem szlafrokowa), a tu pakują mnie na łóżko i wiozą. Ba, nawet na głowę jakąś zieloną czapkę zakładają - co jest bezczelnością, bo ja nawet w największy mróz sobie na coś takiego nie pozwalam. Mówią, że zaraz zasnę, ja im próbuję nie wierzyć, biję się chwilę z własnymi powiekami, ale Oni są górą. I oto już coś do mnie mamroczą, pytam, która godzina, za dwadzieścia dziesiąta, no jak to, przecież dopiero co było piętnaście po siódmej! Wracam na salę, podpinają mnie do kroplówki i... no tak, naprawdę jest już po wszystkim. Bólu nie czuję, zresztą potem przeczytałam na korytarzu, że szpital ma właśnie duże osiągnięcia w walce z bólem i on tam nie ma prawa bytu.
Zaczynają się nudy. Gorzko pożałowałam, że nie zabrałam małego odtwarzacza DVD. Gorzko pożałowałam, że nie zabrałam własnego jaśka (spać bez jaśka trudno). Książkę skończyłam dziś rano, bardzo ją zresztą oszczędzając i co dalej. Ostatnie godziny wlokły się niesamowicie. Już rozważałam opcję udania się na postój taxi w koszuli nocnej i w kapciach, nie mogąc się doczekać córki z ubraniem :) Ot, zwykły widoczek na Kazimierzu w niedzielne południe :)
No ale wreszcie jestem w domu i teraz zacznie się najtrudniejsze: dieta. Na obiad w szpitalu było bardzo pyszne mięsko, ja sobie takiego nie zrobię :( ale mam zapas kaszy mannej i sucharków, to jakoś przeżyję. Osłodzę sobie żywot jaką miłą lekturą... chodzi mi po głowie Brillat-Savarin, czyż nie adekwatnie?
A tymczasem melduję, że Najmłodszy z braci zaliczony.
Grigorij Bakłanow to dla mnie świeżynka. Wymieniają tu inne jego powieści, ale ich nie mam.
O Najmłodszym z braci napisano na skrzydełku:
I tym się muszę wykręcić na dzisiaj, bom deczko zmęczona,jak się okazuje i chyba czas zdjąć laptopa z mojego poranionego brzucha :)
Początek:
Koniec:
Wyd. PIW Warszawa 1986, wyd.I, 143 strony
Seria: Współczesna Proza Światowa (Czarna seria)
Tytuł oryginalny: Mieńszij sriedi bratiew /Меньший среди братьев
Przełożyła: Wiera Bieńkowska
Z własnej półki
Przeczytałam 2 sierpnia 2015 roku
Wieczorem sobie zapodam film, bo gdzieżby tam Rosjanie nie zekranizowali jakiejś książki :)
Jest w 2 częściach na YT:
NAJNOWSZE NABYTKI
Przed szpitalem zajrzałam jeszcze do Księgarni Akademickiej, a tam wśród uniwersyteckich monografii jest Collegium Minus, nie wiem, jakim cudem go przegapiłam do tej pory:
wtorek, 28 lipca 2015
Jurij Trifonow - Drugie życie
No, wreszcie mi coś podeszło jak rzadko! Wzięłam z półki tylko ze względu na rozmiary (nikłe), bo byłam pewna, że już się nie potrafię skupić na lekturze przed tym nieszczęsnym szpitalem, tymczasem wciągnęło mnie bez reszty. Trifonow to jednak klasa!
Info ze skrzydełek:
To określenie bytopisatiel bardzo mi się podoba, jestem fanką takich książek. Chyba już nieraz wspominałam, że najbardziej lubię powieści o rodzinie. Powinnam to wpisać wielkimi literami jako podtytuł bloga :)
To też taka powieść, o czworokącie: bohater, jego żona, jego matka i jego córka. I otaczający świat: przyjaciele, którzy pną się w górę i przestają być przyjaciółmi, praca, która nie daje już satysfakcji, zwłaszcza gdy rzucają kłody pod nogi i dysertacja majaczy w coraz większym oddaleniu... zanurzenie się w nowy dla bohatera świat parapsychologii, czym pogardza reszta otoczenia, oddalanie się więc od tegoż, próba ułożenia nowego, drugiego życia.
Co ciekawe, zaraz na początku znalazłam coś dla siebie:
Słowo daję, czy to zrządzenie losu, czy to przypadek, czy normalna sprawa, że dostrzegamy takie rzeczy dopiero, gdy nas dotyczą, a w innym przypadku przeszłabym obok tej operacji w klinice obojętnie?
Zaczęłam czytać Najmłodszego z braci, tego przeznaczonego do szpitala (nie wiem, czy dotrwa, bo też mi się podoba, a również jest cienki, więc może skończę PRZED)i tam też znajduję kwiatki jakby do mnie adresowane, na dziś, na tu i teraz...
Jeśli skończę Bakłanowa przed piątkiem, wezmę do szpitala jakiegoś kolejnego Trifonowa. Coś mi tam jeszcze zostało nieczytanego. Do tej pory mam za sobą:
- Zamianę
- Długie pożegnania
- Dom nad rzeką Moskwą
Początek:
Koniec:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1978, wyd.I, 228 stron
Tytuł oryginalny: Drugaja żizń /Другая жизнь
Przełożyła: Rozalia Lasotowa
Z własnej półki
Przeczytałam 27 lipca 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ komedyjkę włoską w reżyserii i wykonaniu trójki komików: Aldo, Giovanni i Giacomo - IL RICCO, IL POVERO E IL MAGGIORDOMO (Bogacz, biedak i majordomus), 2014
Trailer:
Jak ktoś słusznie napisał w komentarzu pod filmem - autorzy robili już lepsze.
2/ wspaniały film polski CZŁOWIEK NA TORZE, reż. Andrzej Munk, 1956
Na YT cały:
Info ze skrzydełek:
To określenie bytopisatiel bardzo mi się podoba, jestem fanką takich książek. Chyba już nieraz wspominałam, że najbardziej lubię powieści o rodzinie. Powinnam to wpisać wielkimi literami jako podtytuł bloga :)
To też taka powieść, o czworokącie: bohater, jego żona, jego matka i jego córka. I otaczający świat: przyjaciele, którzy pną się w górę i przestają być przyjaciółmi, praca, która nie daje już satysfakcji, zwłaszcza gdy rzucają kłody pod nogi i dysertacja majaczy w coraz większym oddaleniu... zanurzenie się w nowy dla bohatera świat parapsychologii, czym pogardza reszta otoczenia, oddalanie się więc od tegoż, próba ułożenia nowego, drugiego życia.
Co ciekawe, zaraz na początku znalazłam coś dla siebie:
Słowo daję, czy to zrządzenie losu, czy to przypadek, czy normalna sprawa, że dostrzegamy takie rzeczy dopiero, gdy nas dotyczą, a w innym przypadku przeszłabym obok tej operacji w klinice obojętnie?
Zaczęłam czytać Najmłodszego z braci, tego przeznaczonego do szpitala (nie wiem, czy dotrwa, bo też mi się podoba, a również jest cienki, więc może skończę PRZED)i tam też znajduję kwiatki jakby do mnie adresowane, na dziś, na tu i teraz...
Jeśli skończę Bakłanowa przed piątkiem, wezmę do szpitala jakiegoś kolejnego Trifonowa. Coś mi tam jeszcze zostało nieczytanego. Do tej pory mam za sobą:
- Zamianę
- Długie pożegnania
- Dom nad rzeką Moskwą
Początek:
Koniec:
Wyd. CZYTELNIK Warszawa 1978, wyd.I, 228 stron
Tytuł oryginalny: Drugaja żizń /Другая жизнь
Przełożyła: Rozalia Lasotowa
Z własnej półki
Przeczytałam 27 lipca 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
1/ komedyjkę włoską w reżyserii i wykonaniu trójki komików: Aldo, Giovanni i Giacomo - IL RICCO, IL POVERO E IL MAGGIORDOMO (Bogacz, biedak i majordomus), 2014
Trailer:
Jak ktoś słusznie napisał w komentarzu pod filmem - autorzy robili już lepsze.
2/ wspaniały film polski CZŁOWIEK NA TORZE, reż. Andrzej Munk, 1956
Na YT cały:
niedziela, 26 lipca 2015
Merle Hilbk - Czarnobyl Baby
Rozczarowałam się. Jakaś taka nijaka ta książka, nie wciągnęła, nie zafascynowała, przez długie momenty nudziła... Zmusiłam się do skończenia, z jakiegoś durnego poczucia obowiązku. Taka stara jestem i nie nauczyłam się porzucać książek w trakcie lektury :)
Kupiłam kiedyś w Taniej Jatce razem z paroma innymi "rosyjskimi" reportażami:
Na okładce wszystko wyglądało zachęcająco:
a w praniu okazało się beznadziejne. Czarnobyl, Prypeć, Ukraina, Białoruś - to tylko preteksty do snucia politycznych historii i dywagacji z życia Niemiec. Okazuje się, że to Niemcy najbardziej przeżyli traumę czarnobylską i to ich życie zostało tą katastrofą naznaczone. Patrzcie państwo!
Po tak złym wyborze czegoś do czytania jestem teraz pełna najgorszych obaw. Co następne. Do szpitala (gdzie udaję się w piątek) naszykowałam sobie coś CIENKIEGO - to Najmłodszy z braci Grigorija Bakłanowa. Ale wątpię w możliwość poczytania. Zdaje się, że będę jeno spać, spać, spać. Zostały jednak cztery dni PRZED, więc po coś trzeba sięgnąć już teraz. Nawet wiedziałam, co to ma być - na blogu Szczura w Antykwariacie natknęłam się na recenzję Szczenięcych lat i zatęskniło mi się - a tu się okazuje, że nie mam! No nie posiadam! Skandal i nie do wiary. Może więc coś z cracovianów?
Początek:
Koniec:
Wyd. carta blanca Warszawa 2-012, 261 stron
Tytuł oryginalny: Tschernobyl Baby. Wie wir lernten das Atom zu lieben
Przełożyła: Barbara Tarnas
Z własnej półki (kupiłam w Taniej Jatce 4 czerwca 2014 roku za 12 zł)
Przeczytałam 26 lipca 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
Znakomity serial francuski MAŁY QUINQUIN z 2014 roku:
Obejrzałam też drugą część OJCA CHRZESTNEGO, równie świetną jak pierwsza.
Końcowa scena:
Wróciłam do 1956 roku w filmie polskim - CIEŃ w reż. Jerzego Kawalerowicza, na YT w kawałkach:
No a wczoraj wieczorem zapodałam sobie najnowszy film Ferzana Ozpetka, zatytułowany ALLACCIATE LE CINTURE (Proszę zapiąć pasy):
Z naszą rodaczką Kasią Smutniak. Film niestety rozczarowujący, banalny, zabrakło mi ozpetkowych klimatów.
Kupiłam kiedyś w Taniej Jatce razem z paroma innymi "rosyjskimi" reportażami:
Na okładce wszystko wyglądało zachęcająco:
a w praniu okazało się beznadziejne. Czarnobyl, Prypeć, Ukraina, Białoruś - to tylko preteksty do snucia politycznych historii i dywagacji z życia Niemiec. Okazuje się, że to Niemcy najbardziej przeżyli traumę czarnobylską i to ich życie zostało tą katastrofą naznaczone. Patrzcie państwo!
Po tak złym wyborze czegoś do czytania jestem teraz pełna najgorszych obaw. Co następne. Do szpitala (gdzie udaję się w piątek) naszykowałam sobie coś CIENKIEGO - to Najmłodszy z braci Grigorija Bakłanowa. Ale wątpię w możliwość poczytania. Zdaje się, że będę jeno spać, spać, spać. Zostały jednak cztery dni PRZED, więc po coś trzeba sięgnąć już teraz. Nawet wiedziałam, co to ma być - na blogu Szczura w Antykwariacie natknęłam się na recenzję Szczenięcych lat i zatęskniło mi się - a tu się okazuje, że nie mam! No nie posiadam! Skandal i nie do wiary. Może więc coś z cracovianów?
Początek:
Koniec:
Wyd. carta blanca Warszawa 2-012, 261 stron
Tytuł oryginalny: Tschernobyl Baby. Wie wir lernten das Atom zu lieben
Przełożyła: Barbara Tarnas
Z własnej półki (kupiłam w Taniej Jatce 4 czerwca 2014 roku za 12 zł)
Przeczytałam 26 lipca 2015 roku
W TYM TYGODNIU OGLĄDAM
Znakomity serial francuski MAŁY QUINQUIN z 2014 roku:
Obejrzałam też drugą część OJCA CHRZESTNEGO, równie świetną jak pierwsza.
Końcowa scena:
Wróciłam do 1956 roku w filmie polskim - CIEŃ w reż. Jerzego Kawalerowicza, na YT w kawałkach:
No a wczoraj wieczorem zapodałam sobie najnowszy film Ferzana Ozpetka, zatytułowany ALLACCIATE LE CINTURE (Proszę zapiąć pasy):
Z naszą rodaczką Kasią Smutniak. Film niestety rozczarowujący, banalny, zabrakło mi ozpetkowych klimatów.
Etykiety:
Reportaże,
Rosja,
W tym tygodniu oglądam,
Z własnej półki
czwartek, 23 lipca 2015
Edmund Niziurski - Sposób na Alcybiadesa
Rozglądając się CO BY TU TERAZ natrafiłam na kolejnego Niziurskiego i z przyjemnością go sobie odświeżyłam. W większości w szpitalu, w kolejce do weryfikacji przedoperacyjnej. Tak tak, fatalny dzień się zbliża, w ten weekend nie jadę już do mamy, za to sporządzam testament! W którym nie tyle rozporządzam swoim majątkiem (hi hi), co wydaję dyspozycje i instrukcje, jak się dobrać do kasy na koncie itd. Zastanawiam się też, czy nie napisać własnego nekrologu. Otóż od jakiegoś czasu jestem namiętną czytelniczką nekrologów w Dzienniku Polskim, to mój poranny rytuał. Niektóre są dość niezwykłe, wykraczające poza zwyczajowe formułki. Choćby dziś taki oto anons... walnę sobie wierna czytelniczka cracovianów albo co :) a córce pozostanie tylko zanieść do Biura Ogłoszeń...
Na zdjęciu - jak się właśnie zorientowałam - Niziurskie stoją nie po kolei, muszę to naprawić :)
Książkę podarował Agusi w 1982 roku troskliwy ojciec, a już w 1988 Agusia opyliła ją w antykwariacie. No jak można. Ja nie mam dedykacji od mojego Ojczastego na żadnej książce :( za to co jakiś czas podarowuje mi On swoje podobizny, zaopatrując je w łacińskie motta.
Sposób na Alcybiadesa jest prześwietny i uwielbiam go na równi z Klubem włóczykijów. Cudowna opowieść o chłopakach od Lindego, zagrożonych dręczeniem gogicznym i decydującym się na zakup od starszych kolegów Sposobu. Niestety komplet Sposobów przekraczał znacznie ich możliwości finansowe, więc wzięli to, co było najtańszego - SPONAA - czyli Sposób na Alcybiadesa, dość pogardzanego profesora historii. Czyż mogli przypuszczać, że SPONAA zmieni całe ich życie?
Początek:
Koniec:
Wyd. NASZA KSIĘGARNIA Warszawa 1982, wyd. VIII, 201 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 18 sierpnia 1988 roku za 200 zł)
Przeczytałam 22 lipca 2015 roku
Nakręcono w 1998 roku film pod tytułem SPONA, ale - nie posiadam :(
Za to przed chwilą odkryłam, że na YT jest w odcinkach serial SPOSÓB NA ALCYBIADESA i kto wie, czy się nie skuszę...
Na zdjęciu - jak się właśnie zorientowałam - Niziurskie stoją nie po kolei, muszę to naprawić :)
Książkę podarował Agusi w 1982 roku troskliwy ojciec, a już w 1988 Agusia opyliła ją w antykwariacie. No jak można. Ja nie mam dedykacji od mojego Ojczastego na żadnej książce :( za to co jakiś czas podarowuje mi On swoje podobizny, zaopatrując je w łacińskie motta.
Sposób na Alcybiadesa jest prześwietny i uwielbiam go na równi z Klubem włóczykijów. Cudowna opowieść o chłopakach od Lindego, zagrożonych dręczeniem gogicznym i decydującym się na zakup od starszych kolegów Sposobu. Niestety komplet Sposobów przekraczał znacznie ich możliwości finansowe, więc wzięli to, co było najtańszego - SPONAA - czyli Sposób na Alcybiadesa, dość pogardzanego profesora historii. Czyż mogli przypuszczać, że SPONAA zmieni całe ich życie?
Początek:
Koniec:
Wyd. NASZA KSIĘGARNIA Warszawa 1982, wyd. VIII, 201 stron
Z własnej półki (kupione w antykwariacie 18 sierpnia 1988 roku za 200 zł)
Przeczytałam 22 lipca 2015 roku
Nakręcono w 1998 roku film pod tytułem SPONA, ale - nie posiadam :(
Za to przed chwilą odkryłam, że na YT jest w odcinkach serial SPOSÓB NA ALCYBIADESA i kto wie, czy się nie skuszę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































