piątek, 9 stycznia 2026

Natalia Ginzburg - Małe cnoty

Nie wygrzebię się spod bibliotecznych stosów. W większości przypadków jest to tak: zaglądam do biblioteki sprawdzić, czy jest coś ciekawego na półce/stoliku z gratisami. Ale żeby nie wyglądać na jakiegoś żebraka, który tylko za tym patrzy 🤣 - studiuję również regał z nowościami. No i tam zawsze coś złośliwie w oko wpadnie. Tak jak ta Ginzburg.

To jedna z moich ulubionych autorek. Z tym, że wtedy, gdy pisze o rodzinie, wówczas kocham ją i jej powieści.  Jeśli chodzi o Małe cnoty czyli zbiór esejów już nie jestem tak wielką fanką - kilkanaście lat temu czytałam to w oryginale i zainteresowanych odsyłam do ówczesnego posta: klik. Przy okazji stwierdzam, że z pokazywanych wtedy nowych nabytków przeczytałam do tej pory chyba tylko dwa 😁 Więc naprawdę powinnam omijać biblioteki szerokim łukiem...

Czy dziś mój odbiór Małych cnót zmienił się? W jednym przypadku tak. Widzę, że rację miała Ginzburg co do tych tytułowych małych cnót i wielkich - że istotnie trzeba uczyć dzieci innego podejścia do pieniędzy, nie ściubolenia i oszczędzania, ale na odwrót, beztroskiego wydawania. Że pieniądze to jest coś, o czym nie należy za dużo myśleć. Gdybym jednak to pojęła już wtedy, gdy czytałam po raz pierwszy, i tak byłoby za późno, córka była już "wychowana". Tak to jest, gdy się te pieniądze ciągle liczy, całe życie właściwie 😟

Skoro wydano po polsku również dwie powieści z tych, które lubię, rodzinnych, może sobie jeszcze kiedyś zrobię przyjemność i pożyczę 😉


Początek:

Koniec:

 

Wyd. FILTRY, Warszawa 2025, 136 stron

Tytuł oryginalny: Le piccole virtú

Przełożyła: Weronika Korzeniecka

Z biblioteki

Przeczytałam 8 stycznia 2025 roku

 

Taka zaszła sytuacja. Na końcu grudnia zamówiłam parę drobiazgów 😉 z Ulubionego Antykwariatu (zniżka 30%), przyszło jak zwykle potwierdzenie z automatu i potem cisza. Codziennie skrupulatnie przeszukiwałam pocztę (upierdliwość, odkąd Onet porobił różne foldery, do których wedle własnego uznania pakuje przychodzące maile) i nic. Aha, świętują na całego, dobrze. A tu nagle mail z GLS, że nazajutrz dostarczą paczkę. I faktycznie, jest. No, ale ja przecież jeszcze nie płaciłam, bo nie dostałam info, ile 🤣 Co to ma być, prezent dla stałej klientki czy co? 

/to już 10 lat/ 


I nie wiadomo, co robić? Bo jeśli to przeoczenie pracownika, to nie chcę go do szefa podłożyć, diabli wiedzą, czy nie czyta całej poczty 🤣 

 

Przedwczoraj byliśmy u Ojczastego. Zmiany, zmiany, zmiany. Barierki przy łóżku założone, kaczki na stoliku niet, a na czole siniak i szrama.

Poszliśmy po informacje do pań opiekunek. No tak, wstawał, przewrócił się, krew się lała tak, że nie wiedziały nawet dokładnie, z którego miejsca, dopiero go zabrały umyć do łazienki. Trochę w związku z tym, a trochę żeby skończyć z udręką gównianą (i nie tylko gównianą, bo i do kaczki już nieraz nie trafiał i były kałuże na podłodze)- zapampersowały go. I żeby tego pampersa nie próbował ściągać, założyły mu pajacyk. Mówiła mi jedna sąsiadka, że coś takiego dla mamy kupiła - zapinane jest na plecach, więc nie do rozpięcia dla starszej osoby. 

Powiem Wam, że ulga, bo wiedziałam już od dawna od kuzynki, która pracowała w DPS-ie czy ZOL-u, że u nich obowiązkowo pensjonariusz ma być w pampersie - więc co będzie, gdy już się znajdzie w tym ZOL-u - nie miałam pojęcia, jak Ojczastego do tego pampersa wdrożyć (żeby zrozumiał, że nie ma go ściągać, jak mu się chce...). Pajacyk rozwiązaniem, okazuje się.

Poza tym panie mówią, że je, że constans - znaczy stan nie pogarsza się. Jak coś chce, to woła mnie. No chyba tak jak przypuszczałam myśli, że jest w domu, tylko może innym, albo w innym pokoju? 

Brat dziś wyjechał na 3 tygodnie i teraz będę się modlić (figura stylistyczna), żeby się nagle miejsce nie zwolniło w ZOL-u, żeby nie zadzwonili, żeby go przywozić.


Zima przyszła* i taka emerytka to się cieszy jak dziecko, choć nie sankuje 😂 Wieczorem chodzę trochę się pokręcić na twisterze and co., tylko mi w ręce zimno od poręczy lodowatych, więc dziś w końcu zajrzałam do szafy**, a tam cztery pary grubszych rękawiczek 😂 Już wspominałam chyba, że zawsze mam problem z przejściem z jednego sezonu w drugi 😂

* widziałam obrazki z Pragi, gdzie pasażerowie pchają autobus na ulicy, całkiem jak w PRL-u 

** znalazłam też w szafie kasetkę z łyżeczkami malutkimi, zaśniedziałymi - pięknie odczyściłam, tylko że kawę rzadko pijam, więc znowu zaśniedzieją, zanim będę miała okazję użyć. Ale to pamiątka po mamie, więc niech sobie będą.

Apdejt Za pomocą lupy doczytałam się, że to Hefra, znalazłam na ich stronie nazwę (Romański) i cenę... ha ha ha - 885 zł, matko jedyna. Całe szczęście, że nie wyniosłam kasetki jeszcze przed wyczyszczeniem do budki, człowiek miewa różne głupie pomysły 😂 



A dziś w Lidlu widziałam kominek elektryczny i mówię o nim córce, która wiecznie marznie, że jest coś takiego i już wysuwamy obie propozycje, gdzie miałby stać... po czym szukam w internecie więcej informacji i cóż się dowiaduję - że jest z plastiku 🤣 A ja ze zdjęcia na pudełku myślałam, że żeliwny! Ciekawy pomysł, zważywszy na cenę bodajże 170 zł 🤣


 

10 komentarzy:

  1. Co do kominka- miałabym opory. Plastik i prąd razem- jakoś mi się nie komponują!🤨

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... A suszarka do włosów? Komponuje ci się?

      Usuń
    2. Mnie się też generalnie nie komponują. Owszem, od razu pomyślałam o suszarce do włosów czy o mikserze - ale to są rzeczy, których używamy przez parę minut, a nie godzinami, jak piecyk.
      Zapewne jest to solidnie (hm) zabezpieczone, czytam zresztą w opiniach, że hałasuje, bo wiatrak.
      Niemniej jednak nie chciałabym tak czy siak plastikowego kominka 😀

      Usuń
    3. Tworzywa sztuczne zazwyczaj nie przewodzą prądu (chyba, że są zaprojektowane inaczej). Jednym z podziałów tworzyw sztucznych jest: "termoplastyczne"/"termoutwardzalne". Czyli wzrost temperatury nie jest problemem. Jedynie chyba (prawdopodobnie) rozlanie czegoś na takim kominku skończyłoby się krótkim spięciem i wywaleniem bezpieczników (=trochę strachu i po krzyku).

      W sklepach polskich (SilverCrest to marka z polskich marketów) nie kupisz rzeczy źle zabezpieczonych (no chyba, że ktoś popełni błąd na etapie projektowania lub produkcji). W przypadku rzeczy źle zaprojektowanych/wykonanych sklepy muszą wykonać akcję zwrotu, która jest szkodliwa zarówno materialnie (koszty!!! potworne koszty!!!) jak i wizerunkowo (konkurencja rzuca się do gardła czując krew).

      Można więc spokojnie kupować. Pytanie tylko, czy warto.

      Usuń
  2. Nie masz konta na stronie tego antykwariatu żeby sprawdzić zamówienie? Ja bym pisał i pytał. Któregoś razu w księgarni się pomylili i przesłali mi inny tytuł niż zamówiłem. Machnąłem na to ręka, bo rzecz była do przeczytania i może w sumie nawet sam bym ją zamówił innym razem, a cenowo nie było większej różnicy, kilka złotych na niekorzyść księgarni. Po tygodniu dostałem maila z pytaniem, czy przypadkiem się nie pomylili w zamówieniu i poczułem się tak, jakbym milcząc chciał ich oszukać na te kilka złotych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tam logowania. Ale sprawa wyjaśniona. Napisałam oględnie w stylu zapytania "wysłaliście mi paczkę?" i dostałam odpowiedź, że tak i żeby wpłacić 754 korony. Na co ja "a zniżka 30%?". na co on "ach no tak, przepraszam, 600 koron". Nigdy nie zrozumiem ich wyliczeń, gdy w grę wchodzi paczka 😂 No, ale grunt, że poszło Paypalem i załatwione w trymiga. Mogę przystąpić do katalogowania knih 😎

      Usuń
    2. Płacisz paypalem? Pamiętam jak korzystałem z ich płatności i było drogo i niewygodnie. Używałem co prawda tylko do płatności w euro, ale kurs Paypala (sam nie wiem czy to pisać małą czy wielką literą) był kiepski.

      Dzisiaj ten problem załatwiłem prościutko. PKO BP ma w ofercie kantor, gdzie poza USD i euro można kupić wiele innych walut, w tym koronę czeską. Kurs 0,17/0,18, ale to pewnie dlatego, że chciałem kupić/sprzedać jedną koronę lub złotówkę (na próbę). AI podaje: "PKO BP (kantor internetowy): kupno 0,1722 PLN, sprzedaż 0,1746 PLN". Konto w PKO BP mam za darmo, trzeba się tylko było udać do oddziału z dowodem osobistym.

      Ponadto PKO BP oferuje specjalne subkonto dla waluty. Mam takie dla euro. ORAZ można korzystać z karty PKO BP będąc za granicą i płacić w walucie w jakiej ma się subkonto w walucie obcej. Używa się tej samej karty z której korzysta się w Polsce. Założenie subkonta nie wymaga wizyty w banku, robisz to online. Używałem tego w Chorwacji (jeszcze płacąc kunami), bardzo wygodne, bardzo tanio (konto zasilasz kasą z kantoru PKO BP i można było to (wymianę złotówek na walutę obcą) zrobić praktycznie on-line, (robiłem takie "myki" w sklepie chorwackim bo zabrakło kasy).

      Prawdopodobnie "twój" antykwariat nie oferuje płatności z z konta zagranicznego, ale pozostawiam pod rozwagę takie użycie gotówki. Kartą płatniczą wydaną w dowolnym kraju można płacić (w sklepach internetowych) na całym świecie. Przypuszczam, że kantor PKO BP to nie jedyny który jest "podpięty" pod bank i znajdziesz jego odpowiednik w swoim banku.

      Usuń
  3. Taka wielka paka, aż strach otworzyć!
    Elektryczne ustrojstwo, to pewnie rachunki za prąd będą kosmiczne...
    Żeliwny dłużej pewnie trzyma ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisana, że 5 kg. Za każdym razem się zastanawiam, czy podłoga łupnie już tym razem 😂
      Doczytałam, że kominek (którego choćby ze względu na ten plastik nie zamierzam kupować) ma dwa tryby: dekoracyjny czyli efekt płonącego drewna i wtedy wychodzi grosze oraz grzewczy, wtedy już nie są to grosze, wiadomo.

      Usuń
  4. Łyżeczki piękne. Pewnie srebrne lub posrebrzane. Nawet gdyby były warte 3 tysiące to bym nie sprzedał. Jestem sentymentalny.

    Napisałaś: "Widzę, że rację miała Ginzburg co do tych tytułowych małych cnót i wielkich - że istotnie trzeba uczyć dzieci innego podejścia do pieniędzy, nie ściubolenia i oszczędzania, ale na odwrót, beztroskiego wydawania. Że pieniądze to jest coś, o czym nie należy za dużo myśleć."

    A ja mam właśnie taki problem czysto praktyczny. Zamówiłem komputer do zgrania wszystkich filmów DVD jakie nazbierałem. Komputer jest na tyle specjalistyczny, że należy go zamawiać w częściach. W trakcie zamawiania okazało się, że rozbudowa serwerowni AI na świecie spowodowała straszne (obecnie 3 krotne) wzrosty cen niektórych podzespołów. W związku z tym zacząłem czekać na zwrot kasy z jednego sklepu (gdzie w cenie jaką zapłaciłem nie miałem szans dostać części) i przyszło zastanowienie: "Czy ten zestaw nie będzie się kurzył podobnie jak płyty analogowe, których nazbierałem pokaźną ilość a i tak korzystam z youtuba? [Uwielbiam czarne płyty. Można je wziąć w rękę, fizycznie "dotknąć dźwięku".] Czy ten komputer nie skończy jak te płyty? Będą tam (na dyskach komputera) zgrane filmy, muzyka, zdjęcia a ja będę korzystał z usług on-line?".

    W sumie nie chodzi tu o pieniądze. STAĆ mnie na wydanie tych kilku tysięcy złotych jednorazowo a sam sprzęt zamortyzuje się za jakieś 10 lat (nie będę wydawał kasy na Netflix i inne usługi "w chmurze"). Proszę bywalców bloga o radę.

    OdpowiedzUsuń