wtorek, 3 lutego 2026

Jonathan Carroll - Kraina Chichów

Znów nie pamiętałam, że niedawno czytałam 😂 Bo rozumiem - dziesięć lat, dwadzieścia temu. Ale pięć? I znów wiedziałam tylko, że pies, który mówi, a reszta gdzieś ginie w (nie)pamięci. Dobra jestem...

Tak że tak: proszę zajrzeć do postu z poprzedniego razu - o tutaj - i tam sobie doczytać, co i jak, bo wiele się nie zmieniło, jeśli chodzi o mój odbiór. Znaczy dalej fantasy nie lubię (co jest bardzo dziwne, zważywszy, że jedna z najukochańszych książek czyli MiM to przecież też fantasy), ale jakoś tę powieść trawię 😉 Choć przyznam, że najbardziej mi się podoba, dopóki bohater nie znajdzie się w Galen i nie zaczną się te fantastyczne wydarzenia. 


Początek:

Koniec: 

Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1994, 366 stron

Seria DUŻE LITERY (na teraz jak znalazł) 

Tytuł oryginalny: The Land of Laughs

Przełożyła: Jolanta Kozak

Z własnej półki

Przeczytałam 2 lutego 2026 roku 



Wielkie emocje. Wczoraj wieczorem zajrzałam do skrzynki, a tam bumaga ze Spółdzielni, że za tydzień ZEBRANIE. Znaczy spotkanie informacyjne. W sprawie wymiany pionu oczywiście. I mało tego - ustalony zostanie termin robót, firma proponuje 16-20 lutego! Czyli już za chwilę!

Alem się podjarała 😁 Bo trochę się bałam, że wypadnie w maju, jak będę w Pradze albo coś.

Lista pytań przygotowana, a po południu udaję się do piwnicy, żeby się spróbować dokopać do pudełka (a może dwóch?) z flizami, które zostały po remoncie łazienki i zbadać ich stan i ilość. Wychodzi mi, że potrzebuję co najmniej dziesięciu sztuk. No to nie wiem, czy tam tyle będzie. Ale wśród naszykowanych pytań jest i takie, czy ewentualnie istnieje możliwość zdjęcia fliz niekoniecznie metodą walenia młotkiem... Cała ta tylna ścianka idzie do demolki. 

Oraz czy może do mnie na dół dojdą dopiero ostatniego dnia? Bo hm, bez toalety, w zimie, to ciężka sprawa 😂 Do 18.00 niby mogę chodzić do przychodni, ale wiecie, wolałabym mieć dostęp natychmiast, jak mi się zachce 😁 


Informuję również, że soda oczyszczona najlepsza. Jeszcze tam trochę przy dnie zostało do doczyszczenia, ale i tak niebo a ziemia.


To było domowo, a na koniec migawka z kroków (wcześniejszych, bo mi się w te mrozy nie chce wychodzić). Najpierw taki dom, wybudowany niedawno na wąskiej działce. Na moje oko, to ma maksymalnie 3,5 - 4 metry szerokości. 
Chyba pomieszczenia muszą być w amfiladzie?


 

Następnie takie oto urządzonko zaobserwowane na grodzonym osiedlu nieopodal. Kojarzy mi się z suszarką do parasoli od Wioli z Pierogów, ale to na pewno nie to 😂 Ktoś coś?

 

A na koniec zdobycz z knihobudki czyli karty pasjansowe Piatnika. Otóż w dawnych dawnych  czasach dostałam od Ślubnego taki zestaw, co było wyczynem (finansowym), bo z Pewexu, normalnie w handlu Piatnika nie było. Niedługo się nim cieszyłam (ani nawet nie pamiętam, co było na rewersie), bo miałam ten szczęśliwy pomysł, żeby zabrać je w naszą autostopową podróż poślubną, a wiemy, jak się ona skończyła 🤣 Przez kolejne 40 lat jakoś nigdy pasjansowych kart nie kupiłam, a jeśli już jakiegoś pasjansa sobie stawiałam (zdarza się), to zwykłymi kartami, co jak wiadomo zajmuje dużo miejsca na stole. No. A teraz ktoś przyniósł do budki, a ja je hyc 😍 Sissi 😍


I co tu jeszcze widać? Kawa. Otóż przeczytałam, że picie kawy może pomagać przy stłuszczeniu wątroby. Za kawą nie przepadam, ale poświęcam się raz dziennie 😂

- Badania naukowe pokazują, że regularne picie kawy ma korzystny wpływ na wątrobę. Może nawet spowalniać, a w niektórych przypadkach częściowo cofać włóknienie tego narządu, będące skutkiem przewlekłego uszkodzenia - mówi dr Gietka.

Z analiz naukowców wynika, że osoby, które piją od dwóch do czterech filiżanek kawy dziennie, rzadziej chorują na marskość i raka wątroby. Naukowcy podkreślają jednak, że przekraczanie tej ilości nie zwiększa efektu ochronnego, a więc nie jest zalecane.

Nowy punkt na liście dziennej, kurde. 

5 komentarzy:

  1. Ten przyrzad znam. To szczotki do czyszczenia butow z piasku, popiolu, jesiennych lisci... mam takie ale bez raczki do podtrzymania. Ustawione sa blisko schodow wiec porecz schodow starcza za oparcie. Calkiem fajna rzecz a taka jednoczesnie prosta.

    OdpowiedzUsuń
  2. To urzadzenie to pewnie do wycierania butów. Kawę pijam tylko z mlekiem raz, dwa razy w tygodniu, więc pewnie bez większych zdrowotnych efektów.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, fajowo, może nie dostanę marskości😎 Piję jedną prawdziwą kawę i jedną oszukaną 70% cykorii, 30% kawy. Ale tylko z mlekiem ubitym (roślinnym).

    Carrolla czytałam pasjami jak go zaczęli u nas wydawać jakoś na początku lat 90., w serii z salamandrą Rebisu. Potem poszedł w ilość i mi się znudził. Ciekawostką jest, że on był tylko w Polsce taki popularny.

    Pasjanse też się stawiało oj tak. Jak byłam na początku studiów u niemieckiej Brieffreundin w RFN, to całej rodzinie stawiałam - że jak wyjdzie to im się spełni marzenie. Na
    pożegnanie kupili mi piękną księgę pasjansów. Ale co się z nią stało, nie wiem. Trochę byłam zdziwiona, że tacy przesądni, bo tata był prawnikiem, mama w jakimś instytucie kosmicznym - dla mnie to była tylko zabawa, a oni mnie traktowali jak Pytię jakąś 😂

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie, Echo już zgadła, ze to do butów, kaloszy itd.
    U nas tez straszą wymianą pionów, dlatego czekam z odświeżeniem ubikacji, na szczęście nie mam tam kafli, tylko tapetę.
    Kiedyś znalazłam plakat, co na co pomaga i wyszło, że na wątrobę kawa i buraki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Od dawna nie kupuję kubków, które są białe w środku — właśnie z tego prostego powodu, że trzeba je ciągle myć, a wszelkie osady i przebarwienia są na nich natychmiast widoczne. Przy ciemnym wnętrzu problem praktycznie znika.

    Urządzenie do butów proste, ale zaskakująco efektywne — często to właśnie takie nieskomplikowane rozwiązania sprawdzają się najlepiej na co dzień.

    Dawno już nie słyszałem słowa „pasjans”! Sam nigdy specjalnie nie interesowałem się grami karcianymi, ale gdy miałem może 7–8 lat, pamiętam starszą panią, która niemal bez przerwy układała pasjanse. Zawsze kojarzyły mi się one z wróżbami, bo często łączyła ich „wyniki” z przyszłymi wydarzeniami. Ja zresztą nigdy nie wierzyłem ani w wróżby, ani w horoskopy — traktowałem to raczej jako formę zabawy lub rytuału.

    O kawie czytałem tak wiele różnych, często całkowicie sprzecznych opinii, że sam już nie wiem, komu wierzyć. Pamiętam jeszcze czasy PRL-u, gdy nauczycielka wysyłała nas do sklepu po torebkę 100-gramowej kawy — a mnie sama kawa zawsze bardziej kojarzyła się z inką, która była wtedy serwowana niemal wszędzie. W Kanadzie z kolei niektórzy nie potrafią normalnie funkcjonować bez kawy, a jeśli do tego kilka razy dziennie chodzą do kafejek typu The Second Cup czy Starbucks, gdzie zwykła kawa kosztuje 3–4 dolary, a „lepsza” dwa razy więcej, robi się z tego całkiem kosztowna przyjemność. Do tego ceny kawy drastycznie poszły w górę: jeszcze 5–6 lat temu kupowałem do biura kilogram bardzo dobrej kawy za 6.99 $, dziś ta sama kawa kosztuje już 29.99 $. Ja sam kawy prawie w ogóle nie piję, więc przynajmniej jeden problem mam z głowy.

    OdpowiedzUsuń