Taka nowinka o tym, o czym codziennie słyszymy, o czym codziennie rozmawiamy, co oglądamy. Chociaż może nie wszyscy? Moja Psiapsióła z Daleka konsekwentnie nie czyta i nie ogląda nic o koronawirusie i w ten sposób ratuje sobie psychikę. Ja jakoś nie umiem się powstrzymać, rzucam się na kolejne artykuły, kolejne doniesienia - a córka mi cały czas mówi, że powinnam przestać. Jajko mądrzejsze od kury?
Nie uważam się przy tym za szczególnie zdołowaną, doskwiera mi głównie brak Pragi i świadomość zostawienia Ojczastego samemu sobie, choć to nie tak, brat do niego codziennie zagląda i zajmuje się tym, co trzeba - no tylko kwestia sprzątania leży, staruszek nie zgadza się, żeby ktoś obcy przychodził. Jeździłabym, gdybym miała samochód, a do pociągu nie wsiądę, no nie 😐
Brat dokonał wielkiego wyczynu rejestrując Ojczastego na szczepienie, mają się zgłosić już 28 stycznia. Z tej okazji zastanawiam się, czy podjąć potem ryzyko jazdy pociągiem do niego. On już potem, po tej drugiej dawce, będzie zabezpieczony, ale ja dalej nie, a o siebie też się przecież boję...
Początek: Koniec:
Wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2020, 270 stron
Z biblioteki
Przeczytałam 14 stycznia 2021 roku
Pożyczyłam z biblioteki takie coś - Anglik w Poznaniu. Że niby dowiem się, jak też nas postrzegają Ci Obcy, gdy trochę pomieszkają wśród nas. Nawet w kolejce czekałam, chyba ze 4 osoby. No dajcie spokój, taki szajs, że nie wytrzymałam po 50 stronach i oddałam. Klasyczny przykład na Ja nie mogę książki napisać? Potrzymaj mi piwo! Ale że to ktoś się zdecydował przełożyć na polski i wydać, to już całkiem nie rozumiem.
A teraz tak.
Szukałam pewnego czeskiego dokumentu, nigdzie go nie było, a tu trafiłam na stronę, gdzie można go obejrzeć, ale... ale trzeba za to zapłacić. W sensie, że nie jednorazowo, ale za miesiąc używania albo dłużej. Strona nazywa się DAFilms i oferuje około 2 tys. filmów dokumentalnych z całego świata. Jeszcze miesiąc temu w ogóle bym nie rozpatrywała ewentualności wykupienia takiego abonamentu, ale odkąd mam tę możliwość oglądania czegoś z laptopa przez projektor na dużym ekranie, zmieniła mi się optyka 😉 Pomedytowałam tak z pół dnia i w końcu podjęłam wiekopomną decyzję, że BIERE 😎
Subskrypcja na miesiąc kosztuje 6 euro (wyszło 28 zł), w ramach tego wolny dostęp, kiedy chcesz i ile chcesz. Jeśli się zdecydujesz wykupić od razu na rok, masz 50% zniżki, ale taka zdeterminowana to nie jestem, więc wzięłam na ten jeden miesiąc, a jeśli w to wsiąknę, to wykupię następny. To, co mnie może ograniczać, to angielskie napisy. Mój angielski jest na takim poziomie, że jeśli mówią mało, to mogę nadążyć z czytaniem tych napisów i przekładaniem ich sobie w głowie, ale gdy zaczną nawijać zbyt dużo i zbyt prędko, to już gorzej...
Więc na razie postanowiłam obejrzeć filmy polskie i czeskie i rosyjskie, a potem zobaczymy 😊 I tak to właśnie wygląda z wolnym czasem u mnie: nie miała baba kłopotu, zabrała się za oglądanie CODZIENNIE dokumentów.
A dzisiaj chciałam tu opowiedzieć o filmie Małgorzaty Goździkiewicz zatytułowanym Tort, z 2017 roku. Jego bohaterki to dwie siostry mieszkające razem: Ema ma 100 lat, a Zosia 94. Zawsze przywiązywały wielką wagę do gościnności i słynęły ze swoich przyjęć imieninowych na 60-80 osób, przyjęć, które trwały kilka dni. Dziś nie dopisują już nogi, coraz bardziej pogarsza się wzrok, ale panie Fedyk postanawiają jeszcze upiec tort orzechowy. Ograniczenia zdrowotne powodują, że trwa to całe trzy dni...
Jeżeli ktoś ma możliwość obejrzenia gdzieś, w jakiś sposób, tego 18-minutowego filmu, polecam gorąco. Tutaj można zobaczyć trailer. Ponieważ uwielbiam historie o starych ludziach, bardzo mi się podobał. Nie tylko obserwacja ich zmagań z materią, ale i stosunku do siebie, ich przestrzeni życiowej. Z rozmowy z autorką filmu dowiedziałam się, że panie mieszkają w Krakowie. Ale to dopiero teraz, gdy szukałam jakiegoś linka dla Was, myśląc, że może gdzieś w sieci film istnieje.
Więc zajrzałam do książki telefonicznej z 2004 roku, którą trzymam jak skarb, plując sobie w brodę, że za każdym razem, gdy pojawiało się nowe wydanie, wyrzucałam to stare. Obie panie tam są, wiem już, gdzie mieszkają, wiem, że obie ukończyły wyższe studia (zresztą widać na filmie ich klasę, ich takie inteligenckie mieszkanie) - no, tylko nie wiem, czy jeszcze żyją...
A teraz się popiszę inteligencją. Na końcu filmu było nazwisko bohaterek, ono mi coś mówiło. Gdy już wyłączyłam sprzęt, przypomniałam sobie - no przecież autorki książek kucharskich! Panie Fedak! Nie zwróciłam uwagi na jedną inną literkę w nazwisku 😀 Poleciałam do kuchni wyciągać te książki. Szczególnie Przekładaniec imieninowy lubiłam studiować, w czasach, gdy córka była mała i nie pracowałam, za to skrupulatnie przygotowywałam menu na każdy tydzień. No dobrze, ale tu są Alina i Paulina, a raz nawet Alicja! Może to taka rodzina na kuchnię cała nastawiona, pomyślałam. Córki, albo inne kuzynki.
I dopiero z tej zalinkowanej wyżej rozmowy w radiu załapałam, gdzie był błąd - Fedyk, nie Fedak! Krakowskie panie nie mają z tym nic wspólnego. No ale zdjęcie książek pań FedAk, ile ich tam jest/było, zamieszczam. Bo myślę, to pierwsza sposobność, żeby trochę o książkach kucharskich tu wspomnieć.
I już prawie prawie myślałam nad telefonem do pań FedYk od filmu i co im powiedzieć, o co zapytać, gdy sprawdziłam internet pod kątem nekrologów.
Niestety 😓
Spóźniłam się.
Najpierw, rok temu odeszła pani Zofia, ta młodsza. Zmarła 25 stycznia 2020. A w niespełna miesiąc później poszła za nią pani Emilia, w pięknym wieku 104 lat.
Książka telefoniczna już mi się nie przyda. Ale mogę się wybrać na cmentarz Rakowicki.
Znalazłam jeszcze coś - wywiad z paniami Fedyk o ich życiu przedwojennym i w czasie wojny - klik.