czwartek, 15 marca 2012

Georges Simenon - Maigret et les petits cochons sans queue


Czyli Maigret i świnki bez ogonka. Tytuł z Maigretem okazał się mylący, bo to zbiór opowiadań o tematyce kryminalnej, z których zaledwie dwa króciutkie traktują o komisarzu. Za to jedno z tych pozostałych, Mały krawiec i kapelusznik, coś mi przypomina... był taki film z Charlesem Aznavourem, o szalonym kapeluszniku... Claude Chabrol, Sprzedawca kapeluszy, 1962.
Książka w stanie rozpadającym się. Kupiona 11 maja 1988 roku za 500 zł. Pierwotnie opublikowana w 1950, moje wydanie z 1965.
Przeczytałam 14 marca 2012.

W ramach Sputnika obejrzałam Sibir mon amour:


oraz Kremień (Słowo jak głaz):

poniedziałek, 12 marca 2012

Leonardo Sciascia - Una storia semplice


W przeddzień święta św. Józefa, kiedy to na ulicach miast pali się stosy starych mebli (pamiętam tę scenę z Amarcordu), policja dostaje telefon od byłego dyplomaty, który niespodziewanie wrócił do rodzinnego miasteczka, iż ten znalazł w swoim podmiejskim domu pewną rzecz. Komisarz, który właśnie zbierał sie do wyjścia, poleca odłożyć wyjazd do następnego dnia. Następnego dnia policja znajduje oczywiście już tylko zwłoki ex-dyplomaty, upozowane na akt samobójczy. Wydaje się, że będzie to prosta sprawa. Tylko ambitnemu brygadierowi nie wszystko się zgadza w zastanej rzeczywistości.
Pożyczona z Włoskiego Instytutu.
Przeczytałam 11 marca 2012.

W ramach Sputnika obejrzałam dwie wersje Konika-Garbuska, jedną z 1947 roku, a drugą (w tej samej reżyserii) z 1975. Wikipedia rosyjska podaje, że gdy po latach postanowiono wznowić wyświetlanie filmu, okazało się, że taśma jest w kiepskim stanie i tak reżyser zrobił film na nowo.


niedziela, 11 marca 2012

Petr Šabach - Gówno się pali


Nadeszła książka wygrana na blogu Notatnik kulturalny - oczywiście rzuciłam się na nią natychmiast i faktycznie okazała się tak pełną humoru, jak to opisywał właściciel bloga. Śmiałam się na głos czytając o likwidaturze faktur, której pracownik ułatwił sobie robotę, likwidując po prostu faktury za pomocą spalenia ich w koszu na śmieci.
Jest też tam boski rozdzialik o wyłudzaniu odszkodowania za rzekome straty po ulewie i drugi o hojnym przyjęciu bezdomnego przez żonę bohatera - obie scenki pamiętam doskonale z filmu o tytule bodajże Pupendo.
Przeczytałam 10 marca 2012.

Przy okazji przypomniałam sobie film Pod jednym dachem powstały na podstawie książki, bardziej jednak przesiąknięty melancholią niż pierwowzór literacki.
Oto dwie rodziny zamieszkałe w tej samej kamienicy: w jednej rządzi (a przynajmniej tak mu się wydaje) trep komunistyczny...

kurde, ależ seksowny facet ten Bolek Polivka (hm hm)...

a głową drugiej jest stary patriota i uczestnik ruchu oporu, który daje bolszewikom rok, najwyżej dwa...


W ramach Sputnika obejrzałam po raz enty - i po raz enty się popłakałam na koniec - Moskwa nie wierzy łzom:


sobota, 10 marca 2012

Ludwika Woźnicka - Z Czarką w rejs


Piąta i ostatnia część przygód Irki Piędzickiej i jej wychowanki pantery Czarki, które tym razem wybrały się z cyrkiem na występy do Francji. Oczywiście nieodstępny Marek z tej samej kamienicy postanowił im towarzyszyć i przeszmuglował się na statek.
Przeczytałam 9 marca 2012.

Z racji, że coś mnie ostatnio nie ciągnie do kina, urządziłam sobie prywatnego Sputnika: oglądam w zaciszu domowym po kolei te filmy, które trafiły do Krakowa. Zaczęłam w czwartek nowelowym obrazem Moskwa, ja lublu tiebia!
Tutaj scena z noweli o koriennych mieszkańcach Moskwy: są to moskwianie z centralnej Rosji, którzy spotykają się przed budką z kwiatami prowadzoną przez moskwianina-Murzyna z moskwianami z Kaukazu. Dochodzi do strzelaniny o to, kto pierwszy ma być obsłużony, a przyglądają się temu moskwianie-Chińczycy szyjący markową włoską odzież.


Zaś w piątek obejrzałam My iz dżaza czyli Stworzył nas jazz Karena Szachnazarowa z 1983 roku. Akcja toczy się w 1983 roku, student technikum muzycznego (!) zafascynowany nowym trendem w muzyce zakłada własny jazzband, pierwszy w republice. Chodzi o Odessę, ale tam jest im za ciasno i postanawiają wywędrować do Moskwy. Z rozczuleniem rozpoznałam w jednym z aktorów Stiopę Lichodiejewa z serialu Mistrz i Małgorzata Bortkowa, a także Bublikowa ze Służebnego romanu.

czwartek, 8 marca 2012

Witkacy - W małym dworku


Przypadkiem sięgnięte, przy okazji pożyczania tego tomu jakiejś studentce spragnionej lektury :)
W teatrze nie widziałam tego nigdy.
Sztuka - parodia teatru XIX-wiecznego, z jego romantycznymi poetami, zjawami, etc.
Przeczytałam 7 marca 2012 czekając na wejście do gabinetu w klinice do odczytu testów z pleców :)

Tu zakupy. Już wiem, że mi mało życia zostało, bo mam raka (tak sobie wczoraj wykoncypowałam), ale jako że byłam blisko dawno nie odwiedzanej Hurtowni Taniej Książki w Podgórzu, postanowiłam zajrzeć i oto rezultat. Może zdążę przeczytać przed śmiercią :)


Przyszły też wreszcie książki z allegro. Zostały wysłane Siódemką, za co przeklęłam sprzedawcę, mając w pamięci nie tak dawne przejścia, telefony, prośby o przerzucenie przesyłki do innego oddziału etc. No bo przecież w domu mnie nie zastanie. Wieczorem sobie patrzę - śledzę trasę - a tu zonk! DOSTARCZONE. Gdzie, komu, kiedy? No, myślę sobie, jutro im nawrzucam. A tu dziś rano o siódmej puka sąsiadka i mi paczkę podaje, bo u niej po prostu zostawili :)

środa, 7 marca 2012

Ludwika Woźnicka - Z Czarką w cyrku


Czwarta część dziejów Irki Piędzickiej i jej pantery Czarki.
Tata Irki idzie do szkoły wieczorowej i dopiero z pomocą (niekoniecznie interesowną) Krystka z cyrku udaje mu się opanować pierwiastki. A Krystek pomaga, bo chce na nim wymóc zgodę na wyjazd Irki z cyrkiem w teren. Czarka jest jakaś dziwna, po czym okazuje się, że rodzi małe leopony. Nie wnikam, kiedy to miała okazję na małe sam na sam z lwem, nad tą sprawą w książce dla dzieci autorka się prześlizgnęła :)
Nowa przyjaciółka Irki czyli Ola też ma problem: chce odnaleźć ojca, który odszedł, gdy okazało się, że Ola jest chora.

Jedyna Czarka, jaką znałam z dzieciństwa. Numerki na okładce to ślady kłócenia się i godzenia z bratem, kiedy to książki dzieliliśmy, a potem znów łączyliśmy :)
Niesamowite, jak w miarę czytania wszystko mi się przypominało, wręcz frazy - sprzed 40 lat!
Przeczytałam 6 marca 2012.

wtorek, 6 marca 2012

Ludwika Woźnicka - Irka Czarka i Niezdara


Trzecia część przygód Irki Piędzickiej i jej wychowanki pantery Czarki. Dalszy ciąg wakacji w obozie cyrkowym nad morzem. Irka staje na głowie (a raczej pan Wardołek na jej życzenie) i sprowadza do siebie Dankę Zdanowiczównę, która - mimo samych dobrych chęci - zaraz zaczyna sprawiać kłopoty. Cóż, Danka szybciej mówi niż myśli, a poza tym jest straszną egoistką. Wraz z grupką innych dziewcząt zaczyna dokuczać kolonijnej Niezdarze - tymczasem to Ola, która rozmawia z ptakami.
Przeczytałam 5 marca 2012.

poniedziałek, 5 marca 2012

Ludwika Woźnicka - Wakacje z Czarką


Druga część przygód Irki Piędzickiej i jej wychowanki pantery Czarki. Nadchodzą wakacje, wszystkie dzieci z podwórka rozjeżdżają się po kraju, tylko Irka siedzi w domu w oczekiwaniu na coroczny, nudny wyjazd do cioci na wsi całą rodziną. Może udałoby się pojechać na wymarzone kolonie nad morze... ale przecież nie można zostawić na długie 3 tygodnie Czarki bez opieki... Na szczęście niezawodny klaun Wardołek załatwia Irce skierowanie do obozu cyrkowego. Tak zaczyna się przygoda.
Z biblioteki dziecięcej przy Królewskiej.
Przeczytałam 4 marca 2012.

Uwielbiam takie ilustracje! Mam tak zakodowane jeszcze z dzieciństwa upodobanie do wszelkich planików, że mogę siedzieć godzinami przed google maps w wersji satelitarnej i przesuwać się po mieście... tym czy innym :)

niedziela, 4 marca 2012

Ludwika Woźnicka - Czarka


Zabrałam się za serię o Czarce. W dzieciństwie miałam tylko Z Czarką w cyrku i chyba nie wiedziałam, że istnieją inne.
Pierwszy tom było najtrudniej znaleźć - musiałam się udać do biblioteki w al. Słowackiego, gdzie nie sposób dotrzeć środkami komunikacji miejskiej - trzeba było dojść kawałek na piechotę - o rany, jak pożałowałam ludzi, którzy mieszkają w tej okolicy! Akurat zaczęły się roztopy - 3/4 chodnika zajmują parkujące samochody, na pozostałą dla pieszych 1/4 leje się topniejący śnieg z dachu, no i oczywiście ten okropny hałas i smród samochodów z Alej. Po raz kolejny doceniłam swoje peryferyjne osiedle z jego ciszą i zielenią.

Czarka opowiada początek historii Irki Piędzickiej i jej kotka, znalezionego na wertepach Grochowa. Najpierw walka z rodzicami, żeby kotek mógł pozostać w domu, a potem rozpaczliwe usiłowania ukrycia go przed wszystkimi, gdy okazuje się, że to w rzeczywistości mała pantera zgubiona przez pracownika cyrku.
Przeczytałam 3 marca 2012.

Gdy zobaczyłam pierwsze ilustracje, coś mnie tknęło - przecież ja znam doskonale ten styl!


Chwila koncentracji i przypomniałam sobie, SKĄD znam:

Ukochana książka z dzieciństwa!
Ilustratorką obu była Hanna Czajkowska.

Fragment jakiegoś artykuliku w Gazecie:
Urodziła się w Warszawie, ale dzieciństwo i pierwsze lata młodości spędziła w Kaliszu. Ojciec, znany rentgenolog, został zamordowany w Katyniu. W czasie wojny straciła też obu braci - Sławka i Zbyszka.
Studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych rozpoczęła w 1939 r., a ukończyła już po wojnie, pracując pod kierunkiem m.in. Tadeusza Pruszkowskiego (malarstwo) i Jana Marcina Szancera (grafika). Jeszcze przed dyplomem nawiązała współpracę z wydawnictwami specjalizującymi się w ilustracji książek dla dzieci i tej sztuce pozostała wierna przez całe życie....

Reszta niestety zamknięta na pieniężną kłódkę.
Gdzie indziej dodane:
Przez całe życie zawodowe zajmowała się książkami dla dzieci – zilustrowała ich ponad sto, a najbardziej znane z nich to: Dzieci z Bullerbyn, Nils Paluszek, Karlsson z dachu oraz Oto jest Kasia. Współpracowała również z redakcją "Misia".

sobota, 3 marca 2012

Mariusz Urbanek - Broniewski. Miłość, wódka, polityka


Życiorysu Broniewskiego nie znałam. Gdy byłam w szkole podstawowej, postanowiono jej nadać imię. W związku z tym rozpisano wśród uczniów konkurs na propozycje, w formie wypracowań. Jako że byłam właśnie na etapie fascynacji Kraszewskim, oczywiście machnęłam parę zdań na temat, jak to warto itede. Nikt nie powiedział, że patrona szkoły narzucono z góry i mogliśmy sobie darować te wypociny. Dopiero z biografii poety napisanej przez Urbanka dowiedziałam się, że to była ogólnopolska akcja nadawania szkołom imienia Broniewskiego. Podobnie jak kolejna, w latach 90-tych, czyszczenia szkół z takiego patrona. Istotnie, zdaje się, że i moja szkoła podstawowa nr 3 im. Władysława Broniewskiego stała się Zbiorczą Szkołą Gminną czy coś w tym guście.
Niemniej pamiętam z dzieciństwa swoje recytacje na akademiach Kiedy przyjdą podpalić dom...
Biografia tragiczna. Z jednej strony niezwykły hart ducha, okazany choćby podczas pobytu na Łubiance, z drugiej słabość charakteru, pewnie wywołana chorobą alkoholową, a także śmiercią ukochanej córki, kompletnym załamaniem się.
Z biblioteki w Jordanówce.
Przeczytałam 2 marca 2012.

środa, 29 lutego 2012

Adolf Rudnicki - Niekochana


To ostatnie znalezisko na półce w Jordanówce.
Zachwycające opowiadanie o miłości, której może nigdy nie było... Ona, młoda Żydówka Noemi, nie wyobraża sobie życia bez niego. On, student ASP, wstydzi się ją nawet przedstawić swoim znajomym, nie wspominając o ojcu. Z 1937 roku. W tle przedwojenna Warszawa.
Janusz Nasfeter nakręcił według tego utworu film ze ś.p. Elżbietą Czyżewską. Oj, chciałabym go zobaczyć.
Do ostatnich zdjęć pozuje mój tegoroczny komin czyli skrzyżowanie szalika z czapką :)

A tu mamy plany na marzec:

Najpierw Projekt Siostry Woźnickie, bo niektóre trzeba oddać do bibliotek:
1/ Ludwika Woźnicka - Czarka
2/ Ludwika Woźnicka - Wakacje z Czarką
3/ Ludwika Woźnicka - Z Czarką w cyrku
4/ Ludwika Woźnicka - Irka Czarka i niezdara
5/ Ludwika Woźnicka - Z Czarką w rejs
6/ Biografie: Mariusz Urbanek - Broniewski
7/ Cracoviana: Tadeusz Kudliński - Młodości mej stolica
8/ Projekt Simenon: Georges Simenon - Maigret et les petits cochons sans queue
9/ Po włosku: Leonardo Sciascia - Una storia semplice
10/ Po rosyjsku: Daria Doncowa - Figura legkogo epataża
11/ Seria NIKE: Carlos Fuentes - Pieśń ślepców

wtorek, 28 lutego 2012

Tadeusz Kwiatkowski - Niedyskretny urok pamięci


Następny tom wspomnień, obejmujący okres po Płaci się każdego dnia czyli po wyzwoleniu Krakowa, a potem po zakończeniu wojny. Zaczyna się organizować krakowski oddział Związku Literatów Polskich, energiczni członkowie natychmiast pozyskują kamienicę przy Krupniczej 22, gdzie powoli osiedlają się bezdomnni pisarze i ich rodziny. Życie zaczyna się na nowo i choć na początku panuje euforia i powszechne zbratanie, okres ten nie trwa długo i do głosu dochodzą ludzkie charaktery.
Mnóstwo anegdot na temat postaci kiedyś bardzo znanych i znaczących w życiu kulturalnym nie tylko Krakowa, dziś już często zapomnianych. A przede wszystkich klimat tych czasów, radosnych po odzyskanej wolności, gęsto podlanych wódeczką, bo życie towarzyskie kwitło w sposób dziś już nieznany i niewyobrażalny.
Charakterystyczna anegdotka: Kwiatkowskim urodziła się córeczka, poprosili o ochrzczenie jej kolegę ze studiów na polonistyce sprzed wojny czyli Karola Wojtyłę, który właśnie został wyświęcony i wybierał się do Rzymu na studia. Pogoda była pod psem, malutka podziębiona, więc Wojtyła przyszedł ją ochrzcić do domu na Krupniczą. W korytarzu zostawił walizeczkę, bo prosto stamtąd szedł na pociąg, by jechać do Włoch. Pani Kwiatkowska potrąciła ją, walizka otwarła się i ze środka wypadły dwie kromki chleba z kawałkiem słoniny. To był cały prowiant na długą podróż.
Przeczytałam 27 lutego 2012.


Wczoraj był intensywny dzień książkowo-zakupowy. Najpierw po pracy pojechalam gdziesik na Ruczaj odebrać osobiście zakupione cracoviana, przy czym wcześniej wysłałam maila do Córuni z adresem, który miałam odwiedzić, a w którym być może czekała na mnie śmierć (tak, za dużo kryminałów, przedawkowałam):


Po powrocie znalazłam awizo w skrzynce i poleciałam w ostatniej chwili na pocztę (panie muszą uwielbiać tych klientów, wpadających za trzy siódma i formujących długaśną kolejkę). W paczce były Doncowe i inne rosyjskie kryminały, to tak a' propos:



A jeszcze w Jordanówce na półce było trochę różnych staroci i przytargałam cztery:

Ciżemkę oczywiście posiadam (nawet w tym samym wydaniu), ale w gorszym, bardziej obszarpanym stanie, to je sobie podmienię :)

niedziela, 26 lutego 2012

Danuta Wałęsa - Marzenia i tajemnice


W Jordanówce - po znajomości - odłożono dla mnie gorącą nowość (stąd jeszcze wystająca z książki karteczka), wypadało więc szybko przeczytać i oddać. Autobiografia okazała się z tych łatwych i przyjemnych, wystarczyło na nią jednej soboty.

Specjalnie ciekawa tej postaci nie byłam, ale wciągnęłam się w lekturę. Wrażenia? Smutne. To, co we mnie zostało, to uczucie niespełnienia, porażki na różnych frontach: ciągłe narzekanie na nieobecnego, a jednocześnie apodyktycznego męża, na bycie pozostawioną samej sobie z całą ogromną rodziną, choć z drugiej strony podziękowania dla tego samego małżonka za to, że wrzucił ją na głęboką wodę i musiała nauczyć się samej sobie radzić. Jej główne marzenie: posiadania zwartej rodziny w gruncie rzeczy nie spełniło się, dzieci też nie przyniosły jak dotąd należytej satysfakcji, mąż zamienił ją na komputer... gorzkie podsumowanie. Nieodzowny rozdział o JP2, za to brak szczątkowych choćby informacji na temat finansów. Owszem, wspomina, ile mąż zarabiał na początku ich wspólnej drogi życiowej, potem już nabiera wody w usta, ewentualnie napomyka o 40 jednodolarówkach pochądzących z listów z zagranicy, wpłaconych do banku, z którego w zadziwiający sposób wyparowały. Nie wiadomo, z czego żyje wraz z dziećmi. Cóż, damy o pieniądzach nie rozmawiają... ale wszak sama odżegnuje się od tego określenia, jako napuszonego.

Dziwne, ale czytając opisy życia na Zaspie i Polankach, miałam wrażenie déjà vu z Ojca chrzestnego. Toż to rodzina Corleone: liczne dzieci, ochroniarz, kuzynki, pracownicy, wszyscy koczujący w kuchni, pomagający w domu... Jednych można być pewnym do końca, inni zdradzają, przechodzą na stronę wroga...

Z ciekawością obejrzałam wszystkie zdjęcia, ale emocji w stosunku do chociażby tych ośmiorga dzieci nie poczułam. Jak były mi obojętne, tak pozostały. Za to pozazdrościłam czego innego: że sama nie mam takich zdjęć wykonanych przy prostych domowych czynnościach: mieszania w garnku, z rurą od odkurzacza w ręku, wyglądającej przez okno... cóż, nie rzucali się na mnie dziennikarze i fotoreporterzy :)

Skończyłam w niedzielny poranek 26 lutego 2012.

Wczoraj obejrzałam Drzewo cytrynowe, którego piękną recenzję, pełną pasji i zaangażowania napisała Papryczka, a dziś Hugo i jego wynalazek, najnowszą produkcję Scorsese, opowiadającą o początkach kina niemego i postaci Georgesa Melies. Nie obyło się bez sięgnięcia po 1 tom "Historii sztuki filmowej" Toeplitza. Polecał Notatnik Kulturalny.

sobota, 25 lutego 2012

Daria Doncowa - Bezumnaja kepka Monomacha


W sobotni poranek (który przez chwilę wydawał się słonecznym) 25 lutego 2012 skończyłam czytać kolejną Doncową - osiemnasty tom przygód Lampy Romanowej. Tym razem autorka skupiła się na niebezpieczeństwach, jakie niesie ze sobą internet - i to, o dziwo, wśród dorosłych ludzi, choć zaczyna się wszystko rozpaczą Kiriuszki, którego zabito w wirtualnej grze. Mam duży zapas cierpliwości do tzw. ironicznych kryminałów Doncowej, ale tym razem odniosłam wrażenie, że żywcem brakuje jej pomysłów, nawet Lampka nie narobiła żadnych głupot :)

Przyszła część zakupów ostatnich z allegro:

Można się zastanawiać, na kiego grzyba mi ta rosyjska gramatyka... a ja powiem tak: jeszcze nic w życiu nie wiadomo :) a za te 3 złote...

Przyjemna niespodzianka czekała w skrzynce na listy: kolejna kartka z serii propogandowej, którą namiętnie kolekcjonuję:

Gaduła - gratka dla wroga :)
Takiej do tej pory nie widziałam. Niech żyje postcrossing!
Dziewczyna, która mi ją przysłała, ma nadzieję, że te czasy nigdy nie wrócą... a przecież mówią, że historia kołem się toczy...


W piątkowy wieczór Córunia zaprosiła mnie do domowego kina na Żelazną Damę. Wrażenia niesprecyzowane: czy to film o trudnej starości czy o historycznej postaci, która odegrała niebagatelną rolę w dziejach świata. Gra Meryl Streep świetna, toteż Córunia oznajmiła na koniec, że idzie na Filmweb dać 7 na 10 punktów filmowi :)

czwartek, 23 lutego 2012

Anna Kamieńska - Dom w domu


Zawieruszyła mi się książeczka dla dzieci autorstwa Anny Kamieńskiej, dopiero ponaglenie do zwrotu z biblioteki przy Rajskiej mi o niej przypomniało.
Historia 10-letniej Dorotki, mieszkającej z rodzicami, babcią i żonatym bratem, rozpoczynająca się od przyjścia na świat synka brata, Kuby.
Przeczytałam 22 lutego 2012.

środa, 22 lutego 2012

Maria Pruszkowska - Piękne dni Aranjuezu


Oderwałam się na chwilę od zaplanowanego programu czytelniczego, bo oto nadszedł z allegro mój ostatni łup :) Nie spodziewałam się, że to tak szybko zdobędę, bo dopiero niedawno dowiedziałam się o istnieniu tej książki, a co zaglądałam na all to kosztowała albo 99 zł albo 49 zł. Tymczasem któregoś ranka pojawiła się w cenie 24,20, a więc już do przyjęcia. Twierdzono tu i tam, że to trzecia część znanego cyklu (Przyniosę panu list i klucz oraz Życie nie jest romansem, ale...).

Tak i nie. Bowiem w drugiej części to Alina, siostra bohaterki, była wywieziona na roboty do Niemiec, tymczasem tutaj to nasza stara znajoma trafia po powstaniu warszawskim najpierw do obozu w Pruszkowie, potem na roboty do bauera (piękna scena, gdy udaje się z pomyjami do chlewu, a tam zostaje zaatakowana przez wielką świnię, szarżującą według wszelkich przepisów sztuki wojennej), wreszcie zaczyna nieustanną przeprowadzkę z jednego obozu do drugiego, nadchodzi wyzwolenie, podjęcie trudnej decyzji: do kopalni w Belgii czy do Ruskich... a w tym wszystkich piękna przyjaźń wojenna na śmierć i życie.
Czego tu było najmniej, to książek, ale cóż: nie szkoda róż, gdy płoną lasy...

A skąd tytuł? Otóż jeszcze przed wybuchem wojny w magistracie, gdzie Dyna zajmowała się kontowaniem, ogłoszono wieczorówki. Domyślam się, że chodziło o jakiś bilans, kiedy to pracownicy musieli zostawać w biurze dłużej (pamiętam bilanse w pracy u Mamy... i te drewniane liczydła...). Wówczas Dyna wygłosiła speech o tym, że powinny nastać szczęśliwe czasy, kiedy człowiek będzie miał dach nad głową i utrzymanie bez konieczności pracy. Ot, takie piękne dni Aranjuezu. Życzenie spełniło się szybciej niż przypuszczała, właśnie w obozie. I wówczas dopiero okazało się, że człowiek potrzebuje jednak celu w życiu i celem tym może być właśnie praca.
Przeczytałam 21 lutego 2012.

wtorek, 21 lutego 2012

Alba de Cespedes - Lala


Ależ przerwa w życiorysie! Najpierw dwa dni globusa, potem obłędne wkuwanie do pewnego oprowadzania, a potem taki spadek formy po całym stresie, jakiego dawno nie miałam. Wreszcie dopiero w poniedziałek udało się skończyć czytanie Lali, która na początku wydawała się ot takim czytadłem, o facecie, który ogarnięty obsesją na punkcie spotkanej przypadkowo dziewczyny knuje misterny plan w celu przespania się z nią. W tym celu udaje przed jej rodziną narzeczonego, kupuje jej megadrogi pierścionek, umawia termin ślubu... od początku tej historii wiemy, iż dostanie po nosie, mimo że teoretycznie to on jest górą: świetnie wyksztalcony, dobrze zarabiający adwokat z własnym studiem, zawsze otoczony pięknymi kobietami o pewnej klasie - a naprzeciwko ta nieokrzesana rodzina pochodząca z Południa.
Zostaje rzeczywiście wystrychnięty na dudka... ale powieść nie tylko o tym. Znalazłam w niej dużo rozważań na inne tematy, w tym niektóre jakby mnie osobiście dotyczące. Książka stała na półce 30 lat, ale dobrze, że wreszcie doczekała się swojej chwili :)
Jedyna z tej serii (bodajże Współczesna Proza Światowa), którą kupilam bez okładki, w czasach, gdy łapałam wszystko, co pochodziło z Włoch. Trochę mi szkoda, że nie wiem, jak ta obwoluta wyglądała.
Przeczytałam 20 lutego 2012.


Za to w środku znalazłam ciekawy dokumencik z lipca 1983 roku:

Interwencja w sprawie przyspieszenia wydania paszportu na wyjazd do Włoch, z 1983 roku :)
Paszport zresztą wydano i na stypendium pojechałam.
Karteczkę pieczołowicie złożyłam i z powrotem schowałam do książki.

W niedzielne popołudnie obejrzałam pozostałe 3 odcinki rosyjskiego serialu Luba. Lubow - nic to nie warte, ale sobie poćwiczyłam rozumienie ze słuchu :)

czwartek, 16 lutego 2012

Julio Cortazar - Ośmiościan


Osiem opowiadań - dziwnych to mało powiedziane, niby wszystko normalnie i raptem pojawia się jakiś fantastyczny element, który zresztą przez bohaterów traktowany jest jako coś całkiem zwykłego, ale wprowadza grozę. Ostatnie na przykład mówi o pewnym młodym człowieku dotkniętym taką przypadłością, że ręce mu same wędrują, by dotykać kobiet w metrze. I oto któregoś dnia spotyka dziewczynę, którą dręczy to samo. W rezultacie kończy nagi na klatce schodowej za drzwiami mieszkania dziewczyny, a wokół sąsiedzi wszczynają rwetes. W innym bohaterowi wciąż śni się zmarły przed 30 laty przyjaciel, on ciągle żyje, tylko jak, tylko gdzie, w jakiej rzeczywistości.
Świetnie stworzone takie mikroświaty...

Egzemplarz wzięty z antykwariatu, który prowadził Ślubny w latach 80-tych. On prowadził, a ja podprowadzałam (książki) :)
Serię NIKE czytam według kolorów, bo tak stoją na półkach. Systematyka równie dobra jak każda inna - a co, miałam ustawić alfabetycznie, jak w bibliotece?
Przeczytałam 15 lutego 2012.

wtorek, 14 lutego 2012

Ludwika Woźnicka - Jagoda dojrzewa


Druga część cyklu, wydana dopiero w 1980 roku.
Jagoda jest już w III klasie i ma pierwsze praktyki w szpitalu. To jest właśnie to, co misie lubią najbardziej, bo dosyć realistycznie opisany szpitalny dzień, konflikty zarówno między pacjentami jak i personelem. Ja naprawdę nie wiem, skąd mi się wzięło to upodobanie do szpitalno-sanatoryjnych klimatów w książkach - bo jest to coś, czego w życiu najbardziej się boję... może w ten sposób oswajam potwora :)
W każdym razie Jagodzie idzie świetnie, w przeciwieństwie do jej przyjaciółki Tećki, od zawsze prymuski, która dopiero teraz stwierdza, że zawód pielęgniarki nie dla niej, ma blokadę psychiczną przed wkłuciem się w żyłę, strach przed widokiem krwi... musi zrezygnować ze szkoły.
Przeczytałam 13 lutego 2012.
Z biblioteki na Rajskiej.
Dopożyczyłam jeszcze dwie Czarki w Dziecięcej na Królewskiej, ale brak mi pierwszego tomu i na razie nie mogę z tym ruszyć.

Wieczorem obejrzałam pierwszą częsć serialu rosyjskiego Luba. Lubow i bardzo mi przypadła do gustu, bo wszystko rozumiałam :) Tytułowa Luba dostaje się własnie na studia medyczne, poznaje sympatycznego kolegę i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ojciec, który odchodzi od rodziny. Luba bierze na ambit, nie chce ani grosza od ojca i zaczyna jednoczesnie, obok studiów, pracować w szpitalu jako sprzątaczka, bo matka cierpi na depresję i nie jest w stanie mysleć o domu. Podczas sylwestrowej zabawy Luba widzi, że jej chlopak caluje się z inną, dramat, ucieczka. Znaczy się - klasyczny wyciskacz lez :)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Ludwika Woźnicka - Jagoda w mieście


Obwoluta z bibliotecznego egzemplarza (Rajska Dziecięca) zaginęła w toku dziejów :) więc przedstawiam również środek:

Jest to pierwsza część z 2-tomowego cyklu o Jagodzie ze wsi, która przyjeżdża do Warszawy uczyć się na pielęgniarkę. Zatrzymuje się u stryja, którego nigdy nie widziała i powoli zdobywa sobie przyjaciół. Przeraźliwie smutna to opowieść: rodzina stryja kompletnie nią się nie interesuje, nawet tym, czy coś jadła, jest zostawiona samej sobie, nie ma do kogo zwrócić się z pierwszymi problemami, jakie się pojawiają, rodziców w domu nie chce martwić i niepokoić, więc to wszystko przemilcza, aż wreszcie wplątuje się w kabałę. Płakać mi się chciało przy czytaniu i "Bułeczka" mi się przypomniała...
Przeczytałam 12 lutego 2012.
Powieść wydana w 1972 po raz drugi.

niedziela, 12 lutego 2012

Ludwika Woźnicka - Wdowa i lokator


Zabawna historia słodko-gorzka o pewnym studencie socjologii z Argentyny znajdującym schronienie (lokum) u wdowy-właścicielki czteropiętrowej kamienicy w Paryżu. O płaceniu nic się nie mówi, co jest przedmiotem powszechnej zazdrości międzynarodowej studenterii gromadzącej się na potage'u u Araba, za to wdowa ma swoje fobie: na przykład nie chce, żeby wodociągi zdzierały z niej skórę, więc wszędzie porozstawiane są kadzie z deszczówką, której trzeba używać, zamiast wody z kranu.
Nasz Michel jest jedynym lokatorem, zachodzi w głowę, ileż też Wdowa może mieć lat, skoro wspomina coś o Prusakach... na koniec okazuje się, że ma... a nie, nie powiem! W każdym razie Michel w pewnym momencie daje się naiwnie podejść wnuczce Wdowy i przykłada rękę do jej wyrzucenia z kamienicy... na szczęście wszystko dobrze się kończy :)
Książka została wydana w 1972 roku, ale napisana w 1966. Wspomina się w niej o OAS i wprowadzonej w Paryżu godzinie policyjnej dla Algierczyków.
Pożyczyłam z biblioteki na Rajskiej, ale już sobie kupiłam własny egzemplarz na allegro, za całe 2 zł i 2 grosze :)
Przeczytałam 11 lutego 2012.

sobota, 11 lutego 2012

Georges Simenon - L'amie de Madame Maigret


Tę powieść Simenon napisał w 1949 roku. Żona komisarza Maigreta ma wreszcie okazję pomóc małżonkowi w śledztwie. Wszystko zaczęło się od anonimowego listu, którego autor donosił policji, że pewien introligator spalił ludzkie zwłoki w ... no właśnie, w czym? w kaloryferze, jest napisane w książce :) uznałam, że chodzi o piec c.o.
Przeczytałam 10 lutego 2012.
W książce, nabytej 18 kwietnia 1988 roku za 250 zł, znalazłam metkę:

Relacja cen jest mniej więcej spójna, więc najprawdopodobniej to była moja spódnica, a nie poprzedniej właścicielki tomiku. Pracownia krawiectwa i dziewiarstwa Haliny Librant przy ul. Skarbińskiego chyba mieściła się w prywatnym mieszkaniu, bo telefon do tej osoby dalej figuruje w książce telefonicznej przy Skarbińskiego właśnie, ale w części prywatnej. Szkoda, że nie mogę przypisać kwitka do konkretnej spódnicy :)


A tu obraz sytuacji :) która rozwinęła się po opublikowaniu przez Notatki Coolturalne notki o twórczości sióstr Woźnickich. Poszłam na Rajską i voilà! Uruchamiam Projekt Siostry Woźnickie! Już do niego zaliczyłam wcześniej przeczytanego Olka.