środa, 21 stycznia 2026

Aleksandra Kozłowska - Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów

Reportaż z czasów dawno minionych. Autorka idzie śladami swojej matki-stomatologa, a potem rozszerza poszukiwania, trafia do potomków dentystów, którzy zaraz po wojnie jeździli po wsiach Ruchomymi Ambulansami Dentystycznymi. Raczej nie z własnego wyboru - po ukończeniu studiów dostawali nakaz pracy i rzadko opiewał on na miasto, w którym się uczyli, bo w miastach sytuacja na rynku pracy służby zdrowia była lepsza, a tragicznie było właśnie na wsi czy w małych miasteczkach. 

Moja mama też dostała nakaz pracy po ukończeniu Studium Nauczycielskiego i wyjechała w białostockie. Och, o ileż spraw chciałabym ją teraz zapytać...



Jedni traktowali to jako dopust boży, inni nie przejmowali się ani ciężkimi warunkami pracy ani jeszcze gorszymi mieszkaniowymi. Bo to nie było tak, że rano ambulans z obsadą (lekarz plus kierowca plus pomoc dentystyczna) wyruszał ze stolicy czy innego Poznania i pod wieczór wracał. Wyjeżdżało się na długo. Kierownik szkoły był wcześniej zawiadamiany, że ambulans przyjedzie i miał za zadanie przygotować noclegi, ale często nie palił się do tej roboty. Załoga ambulansu czasem spała w jakiejś zimnej kanciapie w szkole, czasem w samym ambulansie. Obsłużywszy głównie dziatwę szkolną i pracowników spółdzielni rolniczych - ci mieli dentystę za darmo - oraz ewentualnie nieco zarobiwszy na prywatnych rolnikach (tu bardzo przydatny był proboszcz, który ogłaszał z ambony, że ten ambulans przyjechał i stacjonuje przed szkołą i można się zgłaszać, więc trzeba było z nim trzymać sztamę) ambulans ruszał do kolejnej miejscowości. I od nowa to samo. Praca często od rana do wieczora. Sprawozdawczość: czy zrealizowany plan przeglądów, ekstrakcji, wypełnień. Czy wypełniony zeszyt ewidencji spirytusu. 

Stan higieny na wsi fatalny. Większość mieszkańców nie tylko w życiu dentysty nie widziała, ale i szczoteczki do zębów. Trzeba więc też było się zająć pracą oświatową na ugorze czyli podnoszeniem świadomości zdrowotnej i higienicznej ludności.


 Przeczytajcie tylko fragmenty poniżej...



 


 Wierzyć się nie chce, że to przecież było tak niedawno. A czy dziś jest lepiej? Z dostępem do dentysty na wsi na pewno nie.


Książka ciekawa. Irytująca jedynie maniera autorki polegająca na robieniu na siłę porównań dentystycznych 😁 styl drętwy jak policzek po znieczuleniu, czerwony krawat pali go niczym ropiejący wrzód. 

 

Wyd. ZNAK, Kraków 2024, 397 stron 

Z biblioteki

Przeczytałam 20 stycznia 2026 roku 

 

Dzień z życia emerytki 

Na obiad resztki z lodówki czyli kaszotto. I - ha ha ha - zrobiłam, jak risotto w PRL-u czyli z ugotowaną kaszą, ale następnym razem już będzie po bożemu.

 
Po obiedzie córka namawiała na pieszą wyprawę na ulicę Fiszera, bowiem widziała tam jakiś dziwny dom. Myślałam, że chodzi o opuszczone miejsce i zapowiedziałam jej, że nie wejdę do środka, bo nigdy nie wiadomo. Tymczasem chodziło o dom w budowie, tym bardziej nie weszłyśmy, bo monitoring 😉 Ale na innym domu znalazłyśmy fresk. Sorry, okazało się teraz, że ostrość mi chwyciła na pierwszym planie 🤣


Jako że byłyśmy niedaleko centrum handlowego, wstąpiłyśmy tu i tam (aczkolwiek uciekałam czym prędzej, żeby się nie ugotować; dlaczego tak grzeją w sklepach, to jest nie do wytrzymania 😢). Rezultat - Wielkanoc w domu i zagrodzie 🤣 Choinki jeszcze nie rozbieram, mam czas. Kuzynce się sama rozebrała - przewróciła się. Większość bombek (w Krakowie zwanych bańkami) potłukła się oczywiście.

Tośmy sobie pospacerowały, a wczoraj w ogóle nie wychodziłam, okropna jakość powietrza, nawet alert przyszedł (żadnej aktywności fizycznej na dworze!) - dziś też, a MPK zarządziło darmową komunikację. Chciałabym iść na kroki (i na siłownię), ale wybór jest między mniejszym i większym złem. Mogłabym pochodzić po schodach w bloku: iść w górę, a zjeżdżać w dół (ponoć schodzenie w dół jest niezdrowe dla stawów czy coś), ale to też ryzykowna sprawa, bowiem w weekend spadła winda w jednym z bloków na naszym osiedlu 😂 Jechała nią 83-letnia kobieta na piąte piętro, winda zleciała na drugie i tam się zatrzymała (dowiedziałam się przy tej okazji, że jest takie zabezpieczenie, lina wyhamowująca), strażacy panią wydobyli, coś tam sobie uraziła tylko.
 

Siedzę więc w domu i dalej kataloguję. Przyszedł mail z klasztoru z potwierdzeniem rezerwacji na sierpień. To już mam dwie, bo zrobiłam też w tym nowym, u sióstr. I nie wiem, którą wybrać, a którą skasować. 

U sióstr mam na maj, ale w sierpniu nie są dostępne te pokoje na I piętrze (tam gdzie byłam w zeszłym roku), tylko wyżej, gdzie w ciągu roku szkolnego jest coś w rodzaju internatu. I tam nie ma już różnych udogodnień z I piętra (na przykład czajnik jest tylko na korytarzu, w aneksie kuchennym). Dodatkowo za WC w pokoju trzeba dopłacać 120 koron na dzień. Znaczy pokoje są z łazienkami, ale toalety na korytarzu, takich ze sraczem jest kilka zaledwie. Po podwyżce cen wychodzi doba na 970 koron. Tymczasem w klasztorze cena na razie jest po staremu - 780 koron (oczywiście mogą jeszcze podnieść). 

U sióstr było w zeszłym roku po 650, teraz jest prawie dwie stówki drożej niż u braci, to mam obiad i nawet jeszcze piwo do niego 😂

Skłaniam się ku opcji, żeby w maju jeździć do sióstr na I piętro z kibelkiem, a w sierpniu do braci, gdzie takich ograniczeń nie ma. Wilk syty i owca cała. Tylko walizę trzeba do klasztoru dalej targać, ale pies drapał, za to upały nie grożą w grubych klasztornych murach, a u sióstr nie wiadomo, jak to w lecie wygląda, bo to zwykła kamienica, jak okno wychodzi na południe, to może być tragicznie.


A skoro już o Pradze - czeski premier popisał się na konferencji prasowej, gdy zapytano go, czy może coś powiedzieć odnośnie sytuacji z Grenlandią. 

- Ja sobie kupiłem taki wielki piękny globus (tu odpowiedni gest rękoma, jak wielki) za 15 tysięcy koron, żebym zobaczył, gdzie ta Grenlandia jest.

Oczywiście internet zalany memami. Nowy przelicznik: ile masz emerytury? Jeden globus. Takich mamy rządzących, czy oni czy my...


9 komentarzy:

  1. Choinka może stać spokojnie do 2 lutego.

    Dentysta - teraz jest o tyle lepiej niż w czasach PRL-u, że jeśli masz kasę, to możesz sobie łatwiej znaleźć dobrego, jest większy wybór. Jak nie masz kasy to zębów nie potrzebujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choinka może stać spokojnie do kiedy chcę, nie stawiam sobie ograniczeń nie z mojej bajki 😁

      Na NFZ też przecież dentysta jest. I nawet mam koleżankę, która tak korzysta. W sensie, że stać ją prywatnie, ale twierdzi, że tam, gdzie chodzi, jest świetnie...
      Ale czytałam, że są tam duże ograniczenia, choćby w rodzajach plomb.

      Usuń
  2. Ha, a ja myślałam, że ty na dół po poreczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się 😂😂😂
      Ja i po poręczy!
      Nawet nie pamiętam, czy w dzieciństwie zjeżdżałam. Ale tam w Dżendżejowie byłoby mocno niebezpiecznie.

      Usuń
  3. "A czy dziś jest lepiej? Z dostępem do dentysty na wsi na pewno nie."

    Dzisiejsze wieś jest zmotoryzowana. Jeśli nie ktoś z rodziny, to sąsiad ma samochód i podwiezie do najbliższego miasteczka z gabinetem.
    Dentystów jest zwyczajnie więcej. Działa (z pewnymi zastrzeżeniami) bezpłatna służba dentystyczna. W szkołach podstawowych prowadzi się od lat akcje uświadamiające, fluoryzowanie zębów. Od czasów które opisuje ta książka BARDZO wiele się zmieniło na plus.

    Ale, Fielorybowa chodziła w latach '70/'80do szkoły podstawowej w której większość stanowiły dzieci z okolicznych wsi. Stąd moja wiedza - był czasem dramat z tymi dziećmi. Niedomyte, biednie ubrane maluchy z niezbyt rozgarniętymi rodzicami, dla których PGR był ostoją i jedynym żywicielem. Można sobie wyobrazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle się naczytałam o wykluczeniu komunikacyjnym wsi, że mocno w nie wierzę... Zresztą choćby przykład Dariusza, który do mamy na wsi jeździ w tygodniu, bo w weekend busy nie kursują.
      Pewnie, że jak jest samochód w rodzinie to inna sprawa. Na sąsiadów wolałabym nie liczyć, zwłaszcza, że u dentysty zazwyczaj się czeka.

      Dawne wsie popegeerowskie, dramat.

      Usuń
  4. "Nowy przelicznik: ile masz emerytury [na globusy]?"
    Swego czasu Sasin wydał 70 milionów na nieudane wybory kopertowe. Widziałem wtedy mem z banknotem o nominale 1 SASINA z podobizną polityka. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas taka mała choineczka kilka lat temu stała rok, bo się jakoś tak fajnie zeschła, że igły w ogóle nie spadały😁 tylko ciur zbladła, poza tym była jak nowa to żal wyrzucać hehe.

    O globusie czytałam🤣Nie wiedziałam, że w Czechach też taki głupi premier.

    U moich dzieci tak właśnie wyglądało dbanie o zęby w szkole, że był przegląd i dostawali kopertę z zaleceniami. U mnie w podstawówce była na stałe dentystka. O tych dentobusach ciekawe, nie słyszałam o czymś takim. Miałam koleżankę dentystkę, pracowała na wsi w ośrodku zdrowia i było tam ponoć nawet ok z higieną u chłopów, na początku lat 90. Mówiła, że podobnie jak w mieście, a studiowała i miała praktyki w Trójmieście. Jedni dbali bardziej, inni mniej, ale hardcorowych historii typu "jeden ząb został" nie było. Chociaż może ci z jednym zębem do niej nie przychodzili 😜

    W Pradze bym chyba wybrała najtańszą opcję z własnym kabelkiem. Może być skromnie, ale czystość i łazienka to podstawa. Kiedyś to było normalne, że się chodziło myć gdzieś na piętrze, ale już bym chyba tak nie umiała.

    Ja też wczoraj nie wyszłam w ogóle, dziś tylko do Biedry. Ten ziąb wprawił mnie w jakiś letarg gnuśny i zły humor, mam juz go serdecznie dość 👿

    OdpowiedzUsuń