Tak w ogóle to nie zdawałam sobie sprawy, że FBI do tego stopnia jest w Stanach świętą krową - a przynajmniej było w latach 60-tych, kiedy powstała książka. Jest tam wyraźnie powiedziane, że ani Biały Dom im nie podskoczy.
Do Wolfe'a zgłasza się pewna bogata kobieta, za którą FBI chodzi od czasu, gdy wykupiła 10 tys. egzemplarzy książki FBI, jakiego nie znacie i rozesłała do rozmaitych ludzi. Chce, żeby Wolfe wymógł na tej wszechmocnej instytucji, by się od niej odczepiła. Ten ani myśli brać się z FBI za bary... do momentu, gdy kobitka wypisuje czek na sto tysięcy. Jest początek roku, wygląda na to, że co najmniej do jesieni nie musiałby pracować, więc jednak zlecenie przyjmuje. Pecunia omnia vincit, można by powiedzieć 😂
Tylko nie wiem, dlaczego agenci FBI byli tu nazywani G-man.
Początek:
Koniec:
Wyd. Československý spisovatel, edice Spirála, Praha 1969, 170 stron
Tytuł oryginału: The Doorbell Rang
Przełożył z angielskiego na czeski: František Jungwirth
Z własnej półki (kupione z pudełka po 10 koron w Pradze)
Przeczytałam 3 lutego 2024 roku
Osobisty kucharz Wolfe'a, niejaki Fritz, ma w swoim pokoju 289 książek kucharskich. Ja mam 203, z tą dodatkową różnicą, że Fritz przynajmniej umie gotować 🤣
A skoro już o moich książkach mowa, to byłam wczoraj na spotkaniu w Klubie Książki i wyniosłam z niego trzy nowe 🤣. Znaczy one nie są nowe, no ale wiecie, o co chodzi. Jedna to reportaże Hanny Krall i ta w domu zostanie, druga coś o prowincji, nawet dokładnie nie przewertowałam, a trzecia to scenariusz Volver Almodovara, z czego płynie wniosek, że wkrótce znów obejrzę film. Poza tym - boli mnie głowa, a właściwie tak mędzi, ale umówiłam się znów na odbiór książek ze Śmieciarki w Mistrzejowicach, no to trzeba jechać. Czwarty raz, trasa obcykana. Po drodze zaniosę parę książek od Szyszkodara do jednej z biblioteczek w mojej pieczy.
Myślał by kto, nic, tylko książki. A tymczasem w niedzielę upiekłam muffinki. I jutro rano będę piec znowu.

















































